Czy mój mąż jest ASem?

Forum dla dyskusji o rozmaitych związkach: as + as, as + nie-as...i wszystko pomiędzy.
Awatar użytkownika
Scadrial
starszASek
Posty: 45
Rejestracja: 9 lut 2018, 06:25

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Scadrial » 13 cze 2018, 18:36

Scadrial pisze:
11 cze 2018, 19:20
I ten, kasuj historię przeglądania.
No i skasowała wszystkie posty. I nie poznamy reszty historii. Ech, chyba Warszawianka40+ miała trochę racji co do tego, że ludzi odstraszam.

Setsu pisze:
11 cze 2018, 20:42
Zakładając, że mogłabym wybrać, z kim chciałabym zostać, to wolałabym dorastać z jednym rodzicem. Jeśli znalazłby sobie z czasem kobietę, z którą byłby szczęśliwy, a w domu panowała zdrowa i szczera atmosfera, to tym bardziej nie miałabym nic przeciwko. Może się wydawać, że jeśli rodzice są w stosunku do siebie neutralni, to nie powinno być problemów i owszem, do pewnego momentu nie ma. Pierwsze bańki pękają, gdy dzieciak jest w takim wieku, że zaczyna odwiedzać znajomych i okazuje się, że relacje między rodzicami znajomych są zupełnie na innym poziomie, lepszym, których w swoim domu nie zobaczy. Takie rzeczy się czuje, a matka z ojcem pomimo perfekcyjnie opanowanej neutralności zostaną zdradzeni przez gesty i spojrzenia, albo ich zupełny brak. Przypuszczam, że z czasem większość zrozumie, że to dla nich rodzice nadal są razem, a to naprawdę nie jest fajne uczucie.
Widzisz te relacje i czujesz takie ciepło rodzinne, oparcie dla członków rodziny, swobodę, przyjaźń. I uświadamiasz sobie, że przez długi czas czegoś ci brakowało... Później zaczynasz się zastanawiać jak to wpłynęło na ciebie, twój rozwój, budowane relacje.
No tak, argument, że w końcu dziecko zorientuje się, że to dla niego rodzice są ze sobą, przeważa na rzecz Twojego podejścia. Może jeśli dzieci jest więcej, to przynajmniej nie będzie świadomości, że wyłącznie dla ciebie się męczą (rozproszona odpowiedzialność), albo jeśli nie mają nikogo innego na oku, nie darzą się niechęcią i pragmatyczne względy zwyciężają.
Co do ojczyma/macochy, nie każde dziecko będzie w stanie kogoś takiego zaakceptować w jednym domu.

takasobie pisze:
11 cze 2018, 20:57
Scadrial, twoja intryga jakoś skojarzyła mi się z serialem Doktor Foster, tylko że tam kto inny zdradzał.
Nie znam. Miło, że moje pomysły znajdują rozwiązania fabularne ^^

Awatar użytkownika
urtika
sASanka
Posty: 2022
Rejestracja: 27 maja 2008, 21:06

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: urtika » 14 cze 2018, 07:23

Scadrial = pisze:"No i skasowała wszystkie posty. I nie poznamy reszty historii. Ech, chyba Warszawianka40+ miała trochę racji co do tego, że ludzi odstraszam."

Wydaje mi się, że w tym przypadku to raczej Setsu odstraszyła użytkowniczkę.
Gdyby mnie ktoś powiedział, że zachowuję się jakbym dopiero co skończyła gimnazjum, też bym się poczuła urażona.
Quirkyalone

Awatar użytkownika
Setsu
pASibrzuch
Posty: 253
Rejestracja: 10 lip 2017, 19:38

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Setsu » 14 cze 2018, 07:47

Też mi się wydaje, że posty posuwała z mojej winy, chociaż nadal uważam - być może błędnie - że określenie jej zachowania jako gimnazjalnego nie wyssałam sobie z palca. Dyskusja na temat zdrady trwała już chyba drugą stronę i w dalszym ciągu kobieta uważała, że nie ma w tym nic złego, a przynajmniej nie widziała w sobie żadnej winy. Ponadto jak napisała, była wykształcona, zaradna i miała udane życie zawodowe, a tu takie babole. Gdzieś coś się kupy nie trzymało :)

Awatar użytkownika
AlaZala
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 19 lis 2016, 17:06

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: AlaZala » 14 cze 2018, 09:52

Użytkowniczka przedstawiła wizję świata bardzo typową dla osoby zdradzającej partnera - wręcz podręcznikowy przykład tego, co mówi typowa żona zdradzająca męża i typowy mąż zdradzający żonę. W bardzo emocjonalny sposób przedstawiła krytykę swojego męża (i żony swojego kochanka), nie szczędząc przy tym wyzwisk, a sama swojej winy nie dostrzegała.

Czy to zachowanie gimnazjalne? Chyba nie, gimnazjaliści nie są chyba jeszcze tak wyrachowani i pozbawieni jakichkolwiek skrupułów. Myślę, że jedynie emocjonalny charakter wypowiedzi użytkowniczki można nazwać gimnazjalnym, ale nie samo jej postępowanie.

Szkoda, że większość postów została usunięta, bo mogłyby służyć innym jako wskazówka, jakie wypowiedzi i zachowania pozwalają łatwo rozpoznać osobę niewierną partnerowi i jak ta osoba sama widzi swoje postępowanie.

panna_x
alabAStrowy bożek
Posty: 1217
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: panna_x » 14 cze 2018, 10:11

Ja nie uważam, że powinno zostawać się ze względu na dziecko. Myślę, że to taka wymówka, kiedy brak odwagi na radykalne zmiany w życiu, nie odpowiada nam do końca, ale też nie jest tak źle, że chciałoby się rewolucji w życiu, więc się tkwi w tym co znane, bezpieczne, choć nie satysfakcjonujące do końca. Wtedy szuka się uzasadnienia dla bierności. Wbrew pozorom ciężko się przełamać, dokonać wywrotu w życiu. Myślę, że to taki lęk i wygoda są przyczyną, a nie dzieci tak naprawdę- one są pretekstem. Trochę szkoda mi autorki, bo sama skazuje siebie na bycie nieszczęśliwą. Zdrady może nie popieram, ale rozumiem, że można mieć dość. Ale szkoda, że mimo tego, nie chce zmienić życia i być z kimś szczęśliwa, tylko zostaje z facetem, za którego żałuje, że wyszła. Życie ma się tylko jedno, uważam, że szkoda je marnować na coś, co nam nie pasuje i wymyślać wymówki na to. Poza tym szczerze to nie wierzę w neutralne stosunki w małżeństwie- mogą się nie kłócić, ale widać, że się nie lubią, unikają, nie gadają ze sobą lub zdawkowo. Moim zdaniem niechęci nie da się ukrywać na dłuższą metę.
Z drugiej strony nie wiadomo, czy kochanek chce związku, może dla niego to przygoda, odskocznia i wtedy można zostać samej po rozwodzie. Ale i tak uważam, że lepiej samej niż z kimś kto tak negatywnie działa na naszą psychikę. Jeszcze jak ma się zaplecze finansowe i można być niezależnym, szczęśliwym, to nie wiem, po co się zgadzać na taki toksyczny układ.

Awatar użytkownika
Nuśka
mASełko
Posty: 120
Rejestracja: 8 sty 2018, 18:09

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Nuśka » 14 cze 2018, 16:43

Może sobie dużo dopowiem, bo tekstów już nie ma i nie ma też kogo zapytać, ale szczerze powiedziawszy to nie wiem gdzie Wy widzieliście gimnazjalne zachowanie. Gimnazjaliści trzaskają drzwiami, uciekają z domów, podejmują drastyczne kroki jak im jest źle np. próby samobójcze, są spontaniczni. Tylko dorośli gdybają i boją się zmian oraz opinii społecznej - ona czekała ponad 3 lata na jakiekolwiek działanie, a źle jej było od 11. Po takim czasie olała tą świętość jaką było dla niej małżeństwo i zaczęła kierować się własnymi potrzebami, a nie moraliami. Gimnazjum może i jest owiane złą sławą, ale nie jest tu dobrym określeniem tak samo jak rady typu: pokaż mu, że jesteś dorosła. No nie. Takie rady są właśnie dla gimbusów. Life is brutal i ten kto to rozumie jest dorosły.

Dla mnie Anna była typową osobą z depresją z winy innej osoby i stąd ten emocjonalny charakter wypowiedzi - popadanie w skrajności, obwinianie siebie, zatracanie się, umniejszanie sobie, zapewne wmawiającą sobie, że coś jest z nią nie tak, z jej seksualnością, atrakcyjnością, kobiecością. Jej mąż z każdej strony pewnie był zasypywany komplementami: sportowiec, idealny ojciec, pewnie jeszcze przystojny i miłość dziecka też ma większą, a sama uwagi ani w domu, ani z zewnątrz pewnie nie miała, do tego to przepraszam - to jest poważnie jakby ktoś komuś splunął w twarz, facet dobrze wie, że krzywdzi żonę. Jest takie społeczne umniejszanie wpakowania forumowiczki w to bagno. Wzięcie mają właśnie historie typu pije, bije i gwałci - co Anna też widzi, a nie dręczy psychicznie. Ważna jest ilość siniaków, a nie przepłakanych nocy.

Brak uwagi, gestów miłości, pożądania - co z tego co pamiętam mąż oświadczył, że taki jest i może ma wziąć jakieś tabletki w związku z tym, a Anna napisała, że problemów z podnieceniem też nie ma - jest jednoznacznym powiedzeniem NIE KOCHAM CIĘ.

Sama pewnie też nie wiedziała co robić, bo wzorzec jest taki, że kobiety to tylko wyglądają i ładnie pachną, a pan ma zrobić całą resztę, a żaden gest z jego strony jej zapewne nie cieszył, bo chciała ideału jaki wyniosła z domu rodzinnego - kochającego męża i ojca w dzień i bad boya w nocy. Teraz ma, ale w dwóch osobach xd

To małżeństwo zniszczyło tą kobietę, nie uważam, aby myślała racjonalnie czy obiektywnie, do tego sama stała się oprawcą - uwiodła/dała się uwieść cudzego męża. To, że się gwizda na swoją rodzinę to jedno, ale przykładanie ręki do dewastacji innej to coś zupełnie innego. Ponadto jej "stan małżeństwa" ją tak pochłonął, że nie sądzę, aby była to dobra matka - dlatego też startuje z przegranej pozycji z czego chyba sobie zdaje sprawę, wie, że nie wygra z idealnym wizerunkiem męża stabilnego emocjonalnie.

Awatar użytkownika
Setsu
pASibrzuch
Posty: 253
Rejestracja: 10 lip 2017, 19:38

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Setsu » 14 cze 2018, 18:07

Nuśka pisze:
14 cze 2018, 16:43
ale szczerze powiedziawszy to nie wiem gdzie Wy widzieliście gimnazjalne zachowanie
Chodziło o sposób wypowiedzi i nietypową huśtawkę emocjonalną. Przynajmniej dla mnie nietypową, bo jesteśmy w internecie i na starcie powinniśmy przyjąć, że nigdy wszyscy nie będą się z nami zgadzać w błahych sprawach, a tutaj temat był kontrowersyjny, bo o zdradzie. Chociaż to ja napisałam, że zachowuje się jak gimnazjalista, więc na pewno zostało tak to odebrane i to już moja wina.
Nuśka pisze:
14 cze 2018, 16:43
Gimnazjum może i jest owiane złą sławą, ale nie jest tu dobrym określeniem tak samo jak rady typu: pokaż mu, że jesteś dorosła. No nie. Takie rady są właśnie dla gimbusów. Life is brutal i ten kto to rozumie jest dorosły.
Czasami pokazanie klasy to najlepsza zemsta i nie ciągnie za sobą tak wielu konsekwencji. Może fajnie jest utrzeć takiemu mężowi nosa zdradą, ale satysfakcja będzie chwilowa, a mąż z dużym prawdopodobieństwem zacznie nastawiać dziecko przeciwko żonie i przy okazji w sądzie zrobi z niej potwora. Przecież to nie on zdradzał.

panna_x
alabAStrowy bożek
Posty: 1217
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: panna_x » 15 cze 2018, 11:07

Tzn ja tak jak Nuśka nie uważam, żeby Anna myślała obiektywnie czy racjonalnie, nie sądzę, że zrobiła to z zemsty czy po to, by utrzeć nosa mężowi. To byłoby działanie z kalkulacji, a podejrzewam, że nowy facet ją zauroczył i działała emocjonalnie, po prostu. Rozumiem, że można zakochać się w kimś innym. Może zdrady nie popieram, ale rozumiem, że można mieć dość, zabujać się, dać się ponieść chwili. Ludzie są różni, różne mają potrzeby i limit tego, co zniosą. Natomiast nie rozumiem zostawania w układzie, który ewidentnie nie pasuje, niszczy nas psychicznie, kiedy ma się dość drugiej strony, nie wyobrażam sobie takiego życia i codziennego obcowania z kimś, kto budzi tak silne negatywne emocje, bo autorka sama pisała, że żałuje, że poślubiła tego faceta, a nie obecnego kochanka. Zdrada jest, stało się, oboje mają jakąś część winy w tym, ale zostawanie z mężem jest dla mnie dziwne. Po pierwsze, zostaje z mężem z zamiarem dalszego zdradzania go, więc w jakiś tam sposób go krzywdzi tym. Nikt nie chce być zdradzany, nie oszukujmy się. Krzywdzi też, a może przede wszystkim, siebie, bo co to za jakość życia spędzać je z kimś, kogo nie chcemy i kto nas nie chce. Nie wiem, czemu ludzie to sobie robią, odbierają sobie szanse na szczęście. Rozumiem, że się zakochała, zdarza się. Jednak moim zdaniem uważam, że lepiej by było się rozwieść, przynajmniej dla niej. Nawet gdyby nie była z kochankiem w przyszłości, to przynajmniej nie będzie się męczyć tak jak dotychczas. Chyba, że nam nieco przekoloryzowała swoją historię, i tak naprawdę z obecnym mężem nie jest aż tak źle ( nie jest też dobrze, ale nie tak źle, żeby chcieć to zmienić). Tak jak Nightfall nie wiem, co Annę trzyma w czymś takim. Skoro męża nie znosi, a ma kasę, niezależność finansową i świetnie może się obyć bez niego. Może właśnie jakieś takie wygodnictwo, że nie chce się zaczynać od nowa, burzyć tego, co jest.
Natomiast nie zgadzam się co do tego, że niesłusznie przemoc fizyczna bardziej budzi współczucie. Moim zdaniem słusznie. Brak komplementów czy orgazmu nie równa się z biciem, kopaniem czy gwałtem. To są okropne rzeczy i nie wiem, jak można pisać, że byłoby lepiej tego doświadczyć, bo łatwiej odejść. To są traumy często na całe życie, można się nigdy z tego nie pozbierać. Przepraszam za brutalną szczerość, ale tak się mówi, jak się tego nie przeżyło i trochę się z dobrobytu przewróciło w głowie. To wtedy ludzie wymyślają takie farmazony, robią problemy z mniejszych rzeczy, bo nigdy nie spotkało ich nic złego.

Babka ma wszystko, dobrą pracę, karierę, kasę na wszystko, niczego sobie nie odmawia, ma też udane dziecko, męża, który pomaga w domu i jest dobrym ojcem, to tak właśnie potem jest, że za dużo tego dobra i już się tego nie docenia, tylko pisze głupoty, że zamiast takiego życia to wolałoby się awantury, męża pijaka, kłótnie, bicie szarpanie i gwałcenie.

U mnie we wczesnym dzieciństwie często były awantury, bo wtedy tata lubił wypić ( teraz na starość się uspokoił), był agresywny, mnie nie bił, ale krzyczał, groził i odwalał różne rzeczy, i skończyło się tym, że razem z mamą mieszkałam z dziadkami. Zatem po pierwsze nie jestem za zostawianiem z partnerem, kiedy jest źle- my mieszkaliśmy w czwórkę w dwupokojowym mieszkaniu i było to dla nas lepsze, to już tym bardziej nie rozumiem zostawania, jak ma się kasę i związek nie odpowiada. Można sobie coś wynająć, odciąć się. Po drugie, nie jestem za zestawianiem braku seksu z przemocą domową czy gwałtem. Jednemu brakuje seksu w małżeństwie, innemu co innego przeszkadza w drugiej połówce, nigdy nie będzie idealnie. Idealnych związków nie ma. To są jakieś tam braki, ale bez przesady, żeby porównywać je do takich traum.
Jak mówiłam, uważam, że najlepszy byłby rozwód i odejście z układu, który nie odpowiada.

Awatar użytkownika
Nuśka
mASełko
Posty: 120
Rejestracja: 8 sty 2018, 18:09

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Nuśka » 15 cze 2018, 12:25

panna_x pisze:
15 cze 2018, 11:07
Natomiast nie zgadzam się co do tego, że niesłusznie przemoc fizyczna bardziej budzi współczucie. Moim zdaniem słusznie. Brak komplementów czy orgazmu nie równa się z biciem, kopaniem czy gwałtem. To są okropne rzeczy i nie wiem, jak można pisać, że byłoby lepiej tego doświadczyć, bo łatwiej odejść. To są traumy często na całe życie, można się nigdy z tego nie pozbierać. Przepraszam za brutalną szczerość, ale tak się mówi, jak się tego nie przeżyło i trochę się z dobrobytu przewróciło w głowie. To wtedy ludzie wymyślają takie farmazony, robią problemy z mniejszych rzeczy, bo nigdy nie spotkało ich nic złego.

Babka ma wszystko, dobrą pracę, karierę, kasę na wszystko, niczego sobie nie odmawia, ma też udane dziecko, męża, który pomaga w domu i jest dobrym ojcem, to tak właśnie potem jest, że za dużo tego dobra i już się tego nie docenia, tylko pisze głupoty, że zamiast takiego życia to wolałoby się awantury, męża pijaka, kłótnie, bicie szarpanie i gwałcenie.

U mnie we wczesnym dzieciństwie często były awantury, bo wtedy tata lubił wypić ( teraz na starość się uspokoił), był agresywny, mnie nie bił, ale krzyczał, groził i odwalał różne rzeczy, i skończyło się tym, że razem z mamą mieszkałam z dziadkami. Zatem po pierwsze nie jestem za zostawianiem z partnerem, kiedy jest źle- my mieszkaliśmy w czwórkę w dwupokojowym mieszkaniu i było to dla nas lepsze, to już tym bardziej nie rozumiem zostawania, jak ma się kasę i związek nie odpowiada. Można sobie coś wynająć, odciąć się. Po drugie, nie jestem za zestawianiem braku seksu z przemocą domową czy gwałtem. Jednemu brakuje seksu w małżeństwie, innemu co innego przeszkadza w drugiej połówce, nigdy nie będzie idealnie. Idealnych związków nie ma. To są jakieś tam braki, ale bez przesady, żeby porównywać je do takich traum.
Jak mówiłam, uważam, że najlepszy byłby rozwód i odejście z układu, który nie odpowiada.
Akurat to ja napisałam o gwałcie, a nie Anna więc słowa w dużej części do mnie. Jak Ty mam ojca alkoholika do tego przeżyłam gwałt i wiem jak to jest jak ktoś Ci za przeproszeniem pierdolnie w twarz, a spać się nie da bo w domu odchodzą awantury, ale wcale nie boli to bardziej od słów trafiających Cię prosto w serce. Przemoc fizyczna to są rzeczy które bez problemu każdy może nazwać, od razu każdy wie o co chodzi - choć tak naprawdę wiedza ludzi o traumach jak i o uzależnieniach jest strasznie ograniczona tak samo jak podejście, że Anna jest rozchwiana emocjonalnie i czuje się jak kupa(cenzura na sea :lol: gów... mi ocenzurowało), bo orgazmów nie ma. Nie mówię, że Anna jest przykładem ofiary idealnej, ale dla mnie nie ulega wątpliwości, że jednak ofiary z krzywdą której nie potrafi nazwać bo oprawca jest ideałem i siniaków nie ma. Zresztą co to za członek rodziny, który świadomie degraduję Cię jako osobę i patrzy jak się zatracasz.
Gwałt gwałtowi nie równy jak i przemoc w rodzinie bywa różna, również psychiczna, ale powiedzenie, że jak ktoś ma ojca alkoholika jest super pokrzywdzony, a jak ktoś ma depresje, bo nie ma przyjaciół i nikt go nie kocha to rozpieszczony bachor to dla mnie poniżej krytyki, bo ten drugi przypadek może mieć często dużo gorzej od tego pierwszego.
Babka ma wszystko, dobrą pracę, karierę, kasę na wszystko, niczego sobie nie odmawia, ma też udane dziecko, męża, który pomaga w domu i jest dobrym ojcem
taa, no o takim społeczeństwie mówiłam, a ja Ci powiem, że wolę mieć ojca z wadami, który nie ma kasy nie pomaga w domu, ale mnie ogromnie kocha.

Awatar użytkownika
AlaZala
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 19 lis 2016, 17:06

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: AlaZala » 15 cze 2018, 16:09

panna_x pisze:
15 cze 2018, 11:07
Po drugie, nie jestem za zestawianiem braku seksu z przemocą domową czy gwałtem.
Chyba nikt rozsądny nie porównałby braku seksu z gwałtem. Takie porównanie może prowadzić wprost do tezy, że zgwałcony jest winny odmowy seksu, zaś gwałciciel jest ofiarą przemocy, gdyż odmówiono mu seksu...

Jest dokładnie odwrotnie! Każde wymuszenie seksu jest gwałtem. Czy próba wymuszenia seksu przez żonę na mężu nie jest molestowaniem seksualnym, a jego wymuszenie nie jest gwałtem?

Awatar użytkownika
Nightfall
pASztet
Posty: 908
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Nightfall » 17 cze 2018, 20:21

Czy to zachowanie gimnazjalne? Chyba nie, gimnazjaliści nie są chyba jeszcze tak wyrachowani i pozbawieni jakichkolwiek skrupułów. Myślę, że jedynie emocjonalny charakter wypowiedzi użytkowniczki można nazwać gimnazjalnym, ale nie samo jej postępowanie.
Nie chodzi nawet o jej zachowanie, czy emocjonalność. Ale nawet o styl pisania, który nie bardzo pasował do osoby wysoko wykształconej.
Chodziło o sposób wypowiedzi i nietypową huśtawkę emocjonalną.
Dla mnie to też było nietypowe. To co pisała, o czym pisała i w jaki sposób pisała nie tworzyło moim zdaniem zdaniem spójnej historii. Tzn. odniosłam wrażenie, że w którymś miejscu jest kłamstwo lub prawda została ukryta.
Nie wiem, czemu ludzie to sobie robią, odbierają sobie szanse na szczęście.
To chyba jest najsmutniejsze. Można było znaleźć sposób żeby sprawę rozwiązać polubownie i iść swoją drogą, a nie zakopywać się po uszy w kłamstwach.
Moim zdaniem słusznie. Brak komplementów czy orgazmu nie równa się z biciem, kopaniem czy gwałtem. To są okropne rzeczy i nie wiem, jak można pisać, że byłoby lepiej tego doświadczyć, bo łatwiej odejść
Dokładnie. Autorka postów niby chciała odejść od męża, ale jednak zostaje i chciałaby, żeby to on dał jej mocny powód, który uzasadnił by jej odejście i jeszcze uczynił go winnym rozpadu związku. Paskudnie, trzeba brać odpowiedzialność za swoje decyzje.
Nie mówię, że Anna jest przykładem ofiary idealnej, ale dla mnie nie ulega wątpliwości, że jednak ofiary z krzywdą której nie potrafi nazwać bo oprawca jest ideałem i siniaków nie ma.
Ale gdzie ona napisała, że mąż robi jej krzywdę? Poza tym, że nie chce uprawiać seksu, chyba nie napisała słowa o tym, że krzywdzi ją fizycznie lub psychicznie. Napisała za to, że chciałaby żeby wyskoczył z czymś takim, bo wtedy miałaby pretekst, żeby od niego odejść.

Awatar użytkownika
Decadente
ASiołek
Posty: 69
Rejestracja: 27 cze 2017, 18:27

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Decadente » 17 cze 2018, 21:30

Nightfall pisze:
17 cze 2018, 20:21
Nie wiem, czemu ludzie to sobie robią, odbierają sobie szanse na szczęście.
To chyba jest najsmutniejsze. Można było znaleźć sposób żeby sprawę rozwiązać polubownie i iść swoją drogą, a nie zakopywać się po uszy w kłamstwach.
oraz
Nightfall pisze:
17 cze 2018, 20:21
Dokładnie. Autorka postów niby chciała odejść od męża, ale jednak zostaje i chciałaby, żeby to on dał jej mocny powód, który uzasadnił by jej odejście i jeszcze uczynił go winnym rozpadu związku. Paskudnie, trzeba brać odpowiedzialność za swoje decyzje.
Kwestia strefy komfortu? Wbrew pozorom nie dotyczy ona wyłącznie pozytywnych doznań, te negatywne też mają niemały udział. Anna najprawdopodobniej za bardzo bała się zmian, które niechybnie pojawiłyby się wraz z jej odejściem od męża. Strach przed nieznaną przyszłością prawdopodobnie ją sparaliżował. Zgodnie z zasadą "***, ale stabilnie" wolała tkwić w nieszczęśliwym związku, który jednak dawał jej poczucie stateczności i równowagi. Nie miała pojęcia jak potoczyłoby się życie jej i jej dziecka w momencie zrezygnowania z tego wszystkiego. Ta bariera niewiedzy jest dla ludzi często nie do pokonania.
Co do poszukiwania powodu - Być może czekała na impuls, który mógłby ją pchnąć do podjęcia tak drastycznej decyzji.
Tak sobie teoretyzuję.
Nightfall pisze:
17 cze 2018, 20:21
Ale gdzie ona napisała, że mąż robi jej krzywdę? Poza tym, że nie chce uprawiać seksu, chyba nie napisała słowa o tym, że krzywdzi ją fizycznie lub psychicznie. Napisała za to, że chciałaby żeby wyskoczył z czymś takim, bo wtedy miałaby pretekst, żeby od niego odejść.
Dla osób seksualnych permanentne odmawianie współżycia przez partnera jest potężną krzywdą. Fakt, że my tego nie dostrzegamy, wcale nie oznacza, że problem nie istnieje.
Trochę empatii jeszcze nikomu nie zaszkodziło - że tak zacytuję: "od tego się nie umiera".

I nie wiem, miałam tego nie ruszać, ale chyba nie dam rady. Zachowanie pewnych osób wywołało u mnie ból w miejscu, w którym kończy się szlachetna nazwa pleców. Dlatego mam do Was prośbę: Postarajcie się wykazać większym zrozumieniem dla osób, które się tutaj rejestrują niezależnie, kura jego mać, od ich orientacji. Komentarze niektórych użytkowników zaprezentowały poziom co najmniej rynsztokowy. I nie mam na myśli tego, że mamy klepać wszystkich po pleckach - zdrowa dyskusja jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Ale, do jasnej cholery, nabijanie się z czyjejś tragedii (bo dla tej kobiety to była tragedia), pisanie obrzydliwych dowcipów w celu pokazania jak bardzo Was to nie obchodzi i o Boże jacy ci seksualni są żenujący, nie zaprowadzi nas donikąd. Kobieta zarejestrowała się tutaj, bo szukała pomocy. Była zdesperowana. Zamiast rad, podaliśmy jej na tacy drwiny w postaci żartów o wskakiwanie na penisa, póki jeszcze stoi. No obsłużyliśmy ją jak na wyspie kamerdynerów.
Nie zrozumcie mnie źle - nie mam pretensji do wszystkich osób. Jedynie do tych, które zaprezentowały społeczność asów jako chorych psychicznie, zadufanych w sobie debili.
Dobra kończę, bo mi żyłka pęknie, nabawię się hemoroidów i przez przypadek znowu kogoś obrażę.
Może nasza cywilizacja, którą uważamy za najwyższą, jest tylko głęboką dekadencją?

Awatar użytkownika
Nuśka
mASełko
Posty: 120
Rejestracja: 8 sty 2018, 18:09

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Nuśka » 17 cze 2018, 23:08

Nightfall pisze:
17 cze 2018, 20:21
Nie mówię, że Anna jest przykładem ofiary idealnej, ale dla mnie nie ulega wątpliwości, że jednak ofiary z krzywdą której nie potrafi nazwać bo oprawca jest ideałem i siniaków nie ma.
Ale gdzie ona napisała, że mąż robi jej krzywdę? Poza tym, że nie chce uprawiać seksu, chyba nie napisała słowa o tym, że krzywdzi ją fizycznie lub psychicznie. Napisała za to, że chciałaby żeby wyskoczył z czymś takim, bo wtedy miałaby pretekst, żeby od niego odejść.
Nie napisała. To ja napisałam. Kobieta ma problem z nazwaniem tego, że jest i pewnie była traktowana jak śmieć i obcy człowiek. Ona napisała za to:
Anna1981 pisze:
4 cze 2018, 14:39
Od lat mój mąż na moje płacze i fochy reagował wzruszeniem ramion i tekstem "taki już jestem, przepraszam, może jakieś tabletki wezmę?" I nic się dalej nie zmieniało. Za to ja popadałam w depresyjne stany.
Dla mnie normą nie jest, że reakcją najbliższej osoby na notoryczne płacze jest umycie od tego rąk i uznanie, że to nie jej problem. Anna pisała, że chce zdechnąć przez takie traktowanie i brak jakiegokolwiek gestu czułości. Skoro depresyjne stany to przecież nic, od tego się nie umiera - sznur sam się zaciska na szyi, cierpi na to połowa społeczeństwa i jeszcze dycha to chyba faktycznie Annie krzywda się nie działa, ale ja widzę to inaczej.

Myślę, że na jej próby starań utrzymania małżeństwa w dużym stopniu wpłynął fakt bycia wierzącą, miłości i myślenia typu "jak coś się psuje, to się to naprawia, a nie wyrzuca do kosza." Anna również nie napisała, że chciałaby mieć męża zwyrodnialca, napisała, że byłoby jej łatwiej podjąć decyzję o rozstaniu, byłaby wtedy zapewne pewna słuszności tej decyzji, teraz jak wie co straciła przez te 11 lat pewnie też jest.

Awatar użytkownika
Nightfall
pASztet
Posty: 908
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Nightfall » 19 cze 2018, 19:14

Kwestia strefy komfortu?
Ostatnio to modny zwrot ^^
Trochę empatii jeszcze nikomu nie zaszkodziło
Ależ ja to rozumiem ;p Rozumiem, że dla osoby seksualnej brak seksu jest trudny.

Przyszła tu osoba, która zaczęła pisać, że jej życie nareszcie się ułożyło, bo znalazła kochanka, który zaspokaja jej potrzeby. Przy czym kochanek też ma żonę i dziecko. Nie obchodziło jej to. Interesowało ją głównie to, że ONA nareszcie jest szczęśliwa. Nie mam zamiaru, jak to zostało określone "klepać po plecach" i popierać kłamstwa i zdrady, bo jest to coś czego nie toleruję. Chociaż rozumiem jej frustrację i rozpacz związaną związkiem, to jednak nie uważam tego za usprawiedliwienie wspomnianego zachowania.
napisała, że byłoby jej łatwiej podjąć decyzję o rozstaniu
Pewnie, że łatwiej. Bo winną o rozstanie mogłaby obarczyć całkowicie drugą stronę.
Tak BTW jeśli mąż odmawiał współżycia, to ślub kościelny zostałby unieważniony.
Postarajcie się wykazać większym zrozumieniem dla osób, które się tutaj rejestrują niezależnie, kura jego mać, od ich orientacji.
Wyluzuj. Zauważyłaś we wpisie autorki zupełnie co innego niż ja, czy Setsu i inaczej to zinterpretowałaś. Ty widzisz głównie jej cierpienie, a ja też widzę ewentualne cierpienie jej męża, zdradzonej żony i dzieci, które zapewne finalnie przeżyją rozwody rodziców. Szczerze mówiąc nawet nie ma pewności, czy ten wpis był prawdziwy, czy był to jakiś troll, mający wywołać burze w komentarzach - szkoda Twoich nerwów.
Nie zrozumcie mnie źle - nie mam pretensji do wszystkich osób. Jedynie do tych, które zaprezentowały społeczność asów jako chorych psychicznie, zadufanych w sobie debili.
Każdy tu odpowiada za siebie, nie za społeczność. Nikt nie wypowiadał się jako rzecznik prasowy społeczności asów.

Awatar użytkownika
Decadente
ASiołek
Posty: 69
Rejestracja: 27 cze 2017, 18:27

Re: Czy mój mąż jest ASem?

Post autor: Decadente » 19 cze 2018, 21:51

Ale ja nie odnosiłam się do dyskusji o zdradzie, tylko do tego, co działo się wcześniej - Kiedy Anna szukała u nas odpowiedzi i prosiła o komentarz odnośnie sytuacji, w której się znalazła. Fakt faktem, niedokładnie rozwinęłam myśl, dlatego doszło do nieporozumienia.
Ty widzisz głównie jej cierpienie, a ja też widzę ewentualne cierpienie jej męża, zdradzonej żony i dzieci, które zapewne finalnie przeżyją rozwody rodziców.
Nie no, nie do końca taki miałam zamysł. Ja też absolutnie zdrady nie popieram, nie miałam zamiaru tej kobiety bronić i przyklaskiwać jej czynom. W poście skierowanym do Anny obrałam taki a nie inny ton w konkretnym celu, ale w sumie teraz to bez znaczenia.
Szczerze mówiąc nawet nie ma pewności, czy ten wpis był prawdziwy, czy był to jakiś troll, mający wywołać burze w komentarzach - szkoda Twoich nerwów.
No wieeem, ostatnio zbyt mocne się ekscytuję D: Sesja, egzaminy, stres, te sprawy....
Każdy tu odpowiada za siebie, nie za społeczność. Nikt nie wypowiadał się jako rzecznik prasowy społeczności asów.
I nie musiał. Ale nasze mózgi lubią generalizować.
Może nasza cywilizacja, którą uważamy za najwyższą, jest tylko głęboką dekadencją?

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości