Nie boję się zwierząt.

Podziel się swoją radością! :) Oto miejsce aby pisać o Twoich osiągnięciach i sukcesach, oraz o tym co ostatnio sprawiło Ci radość lub przyjemność.
siemielniane
gimnASjalista
Posty: 19
Rejestracja: 6 sty 2014, 15:13

Nie boję się zwierząt.

Post autor: siemielniane » 16 sty 2014, 00:33

A ja jestem szczęśliwa, bo jakiś czas temu trafiłam na mądrego lekarza, który nie potraktował mnie jak hipohondryczkę, tylko po usłyszeniu jak panicznie bałam się wszelkich zwierząt (do zaniku widzenia przy psach oraz wycofywaniu się przy kotach) przepisał mi lek. I co? I od ponad pół roku nie boję się zwierząt!
I jest to zdrowe niebanie się! To znaczy jak widzę obcego psa, który nie okazuje radości na mój widok, to mam respekt, ale nie nieruchomieję ze strachu, nie przestaję widzieć i słyszeć, nie czekam aż odejdzie na kilometr ode mnie zanim się ruszę!
Hurrra!!!
Ta dolegliwość jest u mnie w rodzinie dziedziczna. Chociaż moi rodzice się nie bali ale już siostra mojego ojca panicznie. Moja córa też od zawsze (od kiedy zaczęła zauważać owady).

Awatar użytkownika
Immortelle
pASibrzuch
Posty: 272
Rejestracja: 4 gru 2010, 15:22
Lokalizacja: Nowa Sól / Zielona Góra
Kontakt:

Re: Nie boję się zwierząt.

Post autor: Immortelle » 16 sty 2014, 00:50

Taki lęk może być dziedziczny? :shock: Nie wiedziałam. Ja również boję się psów, nawet jeśli nie okazują wrogości, a na widok (nawet odgłos brzęczenia) pszczół, szerszeni i innych os nieruchomieję, a potem uciekam gdzie nogi poniosą. Kiedyś nocą wpadł mi do pokoju ogromny zielony OBCY, dla mnie to był konik polny nieco zmutowany... Pamiętam, jak o tej 4 nad ranem narobiłam wrzasku i pobudziłam wszystkich w domu, by wygonili przybysza.

siemielniane
gimnASjalista
Posty: 19
Rejestracja: 6 sty 2014, 15:13

Re: Nie boję się zwierząt.

Post autor: siemielniane » 18 sty 2014, 00:50

OBCY :lol: umarłam ze śmiechu :D

ja siedząc w wychodku na działce (wiesz - dziura w ziemi, na tym drewniana ławka, wszystko zasłonięte domkiem z płyt pilśniowych) zobaczyłam na przeciw siebie szczypawkę... Darłam się tak, że matka myślała, że wpadłam do dziury w tym kiblu :D :D :D. Dla mnie to nie była mała szczypawka. To był potwór, który w każdej chwili mógł mnie dotknąć! Ruszał się! Był ogromny!!!

dziedziczny, chociaż nie zawsze - jak to z genami bywa - i niekoniecznie w linii prostej. moja rodzona siostra od zawsze uwielbia zwierzęta.

siostra mojego taty (koło 50-ki) jak widzi ratlerka to wraca do domu i czeka na informację kiedy on sobie pójdzie :D.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 2 gości