Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności?

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
Gorzałka
gimnASjalista
Posty: 17
Rejestracja: 11 lis 2015, 13:35

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Gorzałka » 23 lis 2015, 17:33

Słomiany Zapał pisze:Na czuja :lol: Przez bardzo długi czas nie wiedziałam, jak to poprawnie nazwać, ale od zawsze interesowały mnie jedynie uczucia, więzi emocjonalne, wnętrze drugiej osoby, jej charakter. Fizyczność i wiążąca się z nią erotyka nigdy nie zwracały mojej uwagi. Tak po prostu było od zawsze, a ja nie potrzebowałam roztrząsać tego tematu i dociekać dlaczego. Dlaczego? Bo ja tak chcę i koniec kropka :D Może dlatego, że akceptuje siebie? W każdym razie tak czułam od zawsze i nie wyobrażam sobie, aby mogło być inaczej. Dla mnie było to bardzo proste.
Dokladnie tak, moge sie podpisac recyma i nogyma pod tym.
You've caught a unicorn by earning his love.
Var lath vir suledin

Awatar użytkownika
Tissaia
gimnASjalista
Posty: 17
Rejestracja: 1 gru 2015, 00:59

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Tissaia » 6 gru 2015, 12:17

U mnie to przebiegło ociupinę inaczej. Seks uprawiałam, owszem, przyznaję się bez bicia, w pewnym okresie życia nawet dosyć intensywnie. Problem w tym, że nigdy nie sprawiał mi najmniejszej przyjemności i traktowałam go jako rodzaj wyrzeczenia na ołtarzu związku, a czasami drogę manipulacji do osiągnięcia celu. Nie, nie jestem z tego dumna, dzisiaj puknęłabym się z rozmachem w głupi pusty łeb, ale takie są fakty.

Myślałam, że coś ze mną jest nie tak fizycznie. Endokrynolog dopatrywał się nierównowagi hormonalnej, psycholog nierównowagi umysłowej, ginekolog niczego się nie dopatrywał, bo zgłupiał ze zdumienia. Nikt nie poradził mi nic, a ja dojrzałam i przestałam mieć ochotę na udawanie i oszukiwanie siebie i innych, oczywiście poległo na tym moje małżeństwo i dobrze, bo w tej sytuacji to był kolos na glinianych nogach, a tak oboje mamy szansę znaleźć szczęście gdzie indziej. Mętnie przypominałam sobie pewien dokument, który kiedyś wpadł mi w oko na Discovery, o aseksualizmie - ale w tym dokumencie bardzo stanowczo podkreślano, że aseksualizm rozciąga się na fizyczność każdego typu. Zero pocałunków i przytulania, a ja tak bardzo przecież lubię, znaczy - nie pasuję! Co za cholerna mordęga, mówię Wam.

Paradoksalnie pomogła mi (nieświadomie) przyjaciółka, która ma duże potrzeby i prowadzi dosyć intensywne życie erotyczne. Dwa tygodnie bez seksu sprawiały, że traciła humor, czuła się źle, stawała się niespokojna i poirytowana, stale powtarzała, jak jej brakuje... uświadomiłam sobie, na jak totalnie różnych biegunach się znajdujemy i wreszcie postanowiłam wrócić do tematu i zgłębić go porządnie. I teraz już wiem. Wreszcie.

Awatar użytkownika
Emka_:)
mASełko
Posty: 109
Rejestracja: 25 paź 2015, 13:44

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Emka_:) » 9 gru 2015, 21:40

Tissaia pisze:U mnie to przebiegło ociupinę inaczej. Seks uprawiałam, owszem, przyznaję się bez bicia, w pewnym okresie życia nawet dosyć intensywnie. Problem w tym, że nigdy nie sprawiał mi najmniejszej przyjemności i traktowałam go jako rodzaj wyrzeczenia na ołtarzu związku, a czasami drogę manipulacji do osiągnięcia celu. Nie, nie jestem z tego dumna, dzisiaj puknęłabym się z rozmachem w głupi pusty łeb, ale takie są fakty.
U mnie w pewnym (na szczęście krótkim) okresie było podobnie. Podczas stosunku krzywda mi się nie działa, ale totalnie nie miałam z tego przyjemności, podobnie jak z pocałunków. Ale godziłam się na to, uznałam, że tak musi być. Kiedy siedzieliśmy tak sobie wieczorem w miłej atmosferze i wiedziałam, co nastąpi dalej, czułam jakiś wewnętrzny opór. Ale lubiłam się przytulać, czuć ciepło tej drugiej osoby. I to poczucie bezpieczeństwa. Trochę mi tego brakuje.

qwerty_456
mASełko
Posty: 142
Rejestracja: 24 lis 2014, 21:52

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: qwerty_456 » 8 mar 2017, 21:58

Obecnie stwierdzam, że się nie dowiedziałem. Im bardziej zagłębiam się w tą sprawę w swoim przypadku, tym bardziej nic nie wiem.
Nadmierny dobrobyt szkodzi równie mocno co złe doświadczenia.

Awatar użytkownika
Misio
ASiołek
Posty: 72
Rejestracja: 26 wrz 2016, 11:43

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Misio » 12 kwie 2017, 23:45

A ja w przeciwieństwie do większości - uwielbiałam czytać romanse i uważałam, że filmy i książki bez wątku romantycznego są kompletnie nieciekawe. Liczyły się księżniczki, sukienki, pałace i miłości ;) Chciałam mieć także piątkę dzieci. Pisałam także opowiadania z romantycznymi wątkami i nawet rok temu mi się zdarzyło, że czytelnicy mnie zjechali "że to romansidło, a nie fantastyka". Romantyczne sceny zawsze lubiłam - ale na filmach i książkach to wszystko wyglądało jakoś estetycznie, nigdy nie widziałam, żeby książe liżał *** księżniczki itp.
Erotyka i seks były raczej tematem tabu...
Tak poza tym to ciągle byłam obsesyjnie zakochana w jakiejś dziewczynie... ale taką miłością platoniczną. Na początku były to księżniczki z bajek, potem piosenkarki a potem dziewczyna z innej klasy. Moje miłości zawsze miały raczej formę ubóstwiania, zachwycania się, idealizowania a nie było w nich pożądania seksualnego.
Tak poza tym to się masturbowałam już w przedszkolu, ale cóż... jakoś za bardzo się nie zastanawiałam nad tym, czemu to robię. Pierwsze pocałunki (najpierw z jakimś chłopakiem na imprezie a potem z atrakcyjną lesbijką) nie sprawiały mi jakiejś szczególnej przyjemności, ale nawet nie zdawałam sobie sprawy z tego, że powinny jakąś przyjemność sprawiać.

Potem związałam się z pierwszym chłopakiem... był tak dziewczęcy, że aż mi się podobał i nawet początkowo byłam nieco zauroczona. W ogóle nie namawiał mnie na seks. Przeważnie przytulaliśmy się w ubraniach i nawet widziałam, że będąc w dżinsach dostawał orgazmu. Wydawało mi się, że wszystko jest ok.
W międzyczasie zafascynowałam się ezoteryką i psychodelią, które stały się moją obsesją i nie czułam wtedy takiej potrzeby, aby moją obsesją była inna dziewczyna. Stwierdziłam, że "zakochania" były próbą wprowadzenia się w stan transu... Eksperymentowałam z różnymi rzeczami. Pewne leki mogły wpłynąć na moją aseksualność, bo właściwie spadało moje zainteresowanie tymi rzeczami. Stale też miałam podwyższony poziom serotoniny, a jak się później dowiedziałam - serotonina obniża libido. Pomyślałam sobie, że skoro mam już kogoś to nie muszę za nikim latać i mogę zająć się czymś ambitniejszym. Podobało mi się nawet to, że nie jestem na tyle zakochana i nie muszę tęsknić gdy drugiej osoby przy mnie nie ma. Właściwie to żyło mi się wtedy lekko i przyjemnie, ale eros i tanatos w końcu mnie dopadł...
Ale zanim to się stało pojawił się następny chłopak. Najbardziej imponowało mi w nim to, że dzielił ze mną wspólne pasje i szaleństwa. Był prawiczkiem. Próbował uprawiać ze mną seks... ale tłumaczyłam mu, że nie możemy tego robić,bo on ciągle jest pod wpływem tych aseksualnych leków o których wcześniej pisałam. Zresztą ja też byłam, ale jadlam mniejsze ilości. Często też narzekał, że gdy leży ze mną w łożku to ja leżę jak kłoda albo gdy tańczę to nie ruszam biodrami... ale w sumie nie zawracałam sobie tym głowy, bo mało mnie to interesowało.
Moje życie zmieniło się, gdy do szaleństwa zakochałam się w pewnej dziewczynie... i było to najbardziej seksualne uczucie jakie kiedykolwiek czułam. Moje fantazje też raczej dotyczyły głównie przytulania... Ale odlot miałam nie z tej ziemi. Totalnie poświrowałam. Było to dla mnie najbardziej przełomowe przeżycie.
Dziewczyna ta natomiast była "małym diabłem" i cóż... nie chcę opisywać szczegółów, ale była to brutalna relacja. I za bardzo ta dziewczyna nie dopuściła mnie do siebie... (poza paroma przytulaniami i spojrzeniami prosto w oczy, które były dla mnie najpiękniejszymi chwilami jakie kiedykolwiek przeżyłam) bardzo z tego powodu cierpiałam, ale z drugiej strony gdybym weszła z nią w blizszą relację to mogłabym zostać jej niewolnicą. Byłabym w stanie dosłownie jej służyć.., a cóż, ona była uosobieniem pychy, arogancji, sadyzmu i zła wcielonego. Także powiem, że "eros i tanatos" oddaje to, co czułam... ta relacja była bardzo traumatyczna, ale równocześnie bardzo ekscytująca. W każdym razie seks zaczął mi się kojarzyć z przemocą... Miałam wrażenie, że pociąg seksualny jest równocześnie pociągiem do zła i ogólnie jednym wielkim sadomasochizmem.
Ale co gorsza - nie potrafiłam już poczuć czegoś takiego do kogoś innego... ale jak zaczęłam pić "Catuabę" czyli taki afrodyzjak to zaczęło mi się pojawiać coś znacznie słabszego w stosunku do dziewczyn, które mi ją przypominały. W sumie zauważyłam, że jak to ziółko piję to potem częściej fantazjuję o dziewczynach.
Tamta dziewczyna zrobiła jednak w mojej głowie Tulpę. Moja wyobraźnia zrobiła się tak realna, że żyję sobie z taką dziewczyną, której nikt nie widzi oprócz mnie, ale która daje mi dużo ciepła i miłości. Jednak gdy z nią leżę ( tak jest aż tak realna) to mam tak, że mam ochotę zanurzyć się w tym spokoju, cieple i bezpieczeństwie na całą wieczność i nie mam ochoty się ruszać. Natomiast gdy się masturbuję to jakoś wolę sobie wyobrażać dziewczynę, której z nikim nie utożsamiam - bo jakoś wstyd mi utożsamiać ją z kimkolwiek i tak patrzę na jej życie z 3 osoby jakbym oglądała film. Mam wrażenie, że tulpa Martemisia jest taka zbyt niewinna na takie rzeczy. Ona nawet kiedyś mnie naśladowała podczas masturbacji i mówiła "ja tu robię takie wstydliwe rzeczy robię"...


W międzyczasie zawróciłam w głowie paru facetom, którzy jakoś zaczęli się we mnie znacznie bardziej zakochiwać niż wcześniej.Poczułam do nich taką delikatną miłość na poziomie serca , ale zero czegokolwiek na poziomie brzucha. I znów wylądowałam w łóżku z prawiczkiem, ale jakoś... przerażało mnie to. I oczywiście do niczego większego nie doszło, no bo za bardzo się nie dało. A po licznych brutalnych kłótniach blokowałam się na seks coraz bardziej i broniłam rękami i nogami.
Niedawno byłam też w łóżku z pewną atrakcyjną i doświadczoną lesbijką, która stwierdziła, że "seks ze mną jest trochę jak seks z dzieckiem i jak to robi to ma wrażenie, że musi to robić bardzo delikatnie, żeby nie zrobić mi krzywdy". W każdym razie znalazła u mnie jedno erotogenne miejsce - szyję.

Miałam też niedawno pewną sytuację... spodobałam się na imprezie dziewczynie, którą uważałam za atrakcyjną. Dziewczyna jednak była bardzo pijana i bardzo napalalona... i agresywna w stosunku do chłopaków, z którymi przyszłam na imprezę. Jej zachowanie jakoś mi nie pasowało... Czulam w jej obecności duży stres i lęk i jakoś mi było okropnie głupio... i potem się martwiłam, że coś jest ze mną nie tak....

Kiedy zaczęłam się zastanawiać nad aseksualnością? Bardzo późno... bo przez większość życia sobie zupełnie tego nie uświadamiałam. Po prostu ludzie mi to zasugerowali. Zaczęłam też rozmawiać z nimi o ich doświadczeniach, porównywać się... i zmartwiłam się, że coś jest ze mną nie tak. Szczególnie , że zawsze uważałam się za bardzo uczuciową osobę, która ma bogate wnętrze i która odczuwa tyle różnych niezwykłych przyjemności... a oni mi zasugerowali, że różne Sebki czy chłodni racjonaliści mają jakieś nieziemskie rozkosze, których ja nie mam, co było dla mnie bardzo upokarzające. Z drugiej jednak strony gdy słyszałam jakie ludzie ze sobą rzeczy robią to wydawało mi się to bardzo obrzydliwe.
Wolałam jednak być homo niż a, a przez wiele lat wierzyłam, że jestem bi. I chyba najbardziej bym chciała być bi. Z etykietką "asa" jakoś koszmarnie się czuję, ale jakoś gdy mnie dopadną kompleksy to zaglądam na to forum. Powiem, że ludzie, którzy tu piszą wydają mi się o wiele bardziej sympatyczni i głębsi niż ci z for dla lgbt.

Awatar użytkownika
AlaZala
ciAStoholik
Posty: 349
Rejestracja: 19 lis 2016, 17:06

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: AlaZala » 15 kwie 2017, 19:44

Misio, odniosłam wrażenie, że w Twojej historii stosunkowo mało jest wątków romantycznych, ale za to bardzo dużo się erotyczno-seksualnych - chłopaki, dziewczyny, afrodyzjaki, imprezy, "lądowanie w łóżku"... Dla mnie to wszystko brzmi bardzo abstrakcyjnie, bo nigdy z nikim nie wylądowałam w łóżku, nie brałam afrodyzjaków i raczej nie bywam na imprezach tego typu, po których uprawia się seks z poznanymi tam osobami... Twoja historia brzmi dla mnie bardzo seksualnie, a nie aseksualnie. Zabrakło mi w niej dokładnego wyjaśnienia, dlaczego uważasz się za osobę aseksualną. Ja miałabym wątpliwości...

Z opisanych przez Ciebie przygód seksualnych jedyną, która nie jest mi obca jest masturbacja. Ale za to tym razem wygląda to podobnie, jak u Ciebie - też wyobrażam sobie kogoś, kogo nie utożsamiam z żadną rzeczywistą i znaną mi osobą, zaś sama mogę w wyobrażonej sytuacji być jedynie zdystansowaną i bierną obserwatorką tej wyobrażonej postaci.

Awatar użytkownika
Nightfall
bASałyk
Posty: 757
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Nightfall » 17 kwie 2017, 13:45

Przeważnie przytulaliśmy się w ubraniach i nawet widziałam, że będąc w dżinsach dostawał orgazmu.
Wzwodu to rozumiem, ale żeby od razu orgazmu?:D

Misio używasz wielu słów związanych z filozofią życiową, którą wyznajesz. Absolutnie nie przeszkadzają mi Twoje poglądy, nie ocenia ich. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że osoba, która nie jest w temacie może nie do końca zrozumieć to, co chciałaś przekazać z powodu nieznajomości różnych określeń :) Mam na myśli na przykład takie stwierdzenia:
delikatną miłość na poziomie serca , ale zero czegokolwiek na poziomie brzucha.

Wolałam jednak być homo niż a, a przez wiele lat wierzyłam, że jestem bi. I chyba najbardziej bym chciała być bi. Z etykietką "asa" jakoś koszmarnie się czuję, ale jakoś gdy mnie dopadną kompleksy to zaglądam na to forum. Powiem, że ludzie, którzy tu piszą wydają mi się o wiele bardziej sympatyczni i głębsi niż ci z for dla lgbt.
Z tego co piszesz, to też nie wydaje mi się, żebyś była 100% aseksualna. A co do krytycznych uwag ze strony ludzi z twojego otoczenia: po pierwsze twoje życie seksualne, to twoja prywatna sprawa i nic im do tego, po drugie takich jak to określili "nieziemskich rozkoszy" łatwo sama możesz spróbować, bo na świecie osób chętnych na różnego rodzaju seks nie brakuje (ale wątpię, żeby to były tak rewelacyjne doświadczenia jak mówią). Nie daj innym ludziom sobą pomiatać ;p

Awatar użytkownika
Misio
ASiołek
Posty: 72
Rejestracja: 26 wrz 2016, 11:43

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Misio » 19 kwie 2017, 23:01

AlaZala pisze:Misio, odniosłam wrażenie, że w Twojej historii stosunkowo mało jest wątków romantycznych, ale za to bardzo dużo się erotyczno-seksualnych
Miło, bo właściwie to chciałam, żeby ktoś mnie dowartościował i mi to powiedział.
afrodyzjaki
Gdybym się czuła seksualna to bym nie potrzebowała wspomagaczy. Liczyłam na to, że coś rozbudzi moje libido, ale nawet po afrodyzjaku seks ze mną był wyczynem.
raczej nie bywam na imprezach tego typu, po których uprawia się seks z poznanymi tam osobami...
No coś Ty! Poznaliśmy się na imprezie, ale zanim doszło do nieudanej próby seksu minęło kilka miesięcy a nawet lat. Więc to chyba zbyt erotycznie nie wygląda... i nie wiem czy o tym wspomniałam, ale ja cały czas jestem dziewicą.
Zabrakło mi w niej dokładnego wyjaśnienia, dlaczego uważasz się za osobę aseksualną.
Ja się waham , czy jestem homo , czy a i liczę na to, że homo, ale często się boję, że jednak a...
Nightfall pisze:Wzwodu to rozumiem, ale żeby od razu orgazmu?:D
Może. Nie wiem, nie znam się.
Misio używasz wielu słów związanych z filozofią życiową, którą wyznajesz. Absolutnie nie przeszkadzają mi Twoje poglądy, nie ocenia ich. Chciałam Ci tylko powiedzieć, że osoba, która nie jest w temacie może nie do końca zrozumieć to, co chciałaś przekazać z powodu nieznajomości różnych określeń Mam na myśli na przykład takie stwierdzenia:
Mi to słownictwo już tak weszło w krew, że ciężko mi rozpoznać, które określenia mogą być niezrozumiałe dla przeciętnej osoby.
po drugie takich jak to określili "nieziemskich rozkoszy" łatwo sama możesz spróbować, bo na świecie osób chętnych na różnego rodzaju seks nie brakuje
Chętnych zdecydowanie nie brakuje, tylko że chciałabym czuć rozkosz a nie lęk i obrzydzenie. Jakby mi to dawało rozkosz to by mnie tu nie było.

Awatar użytkownika
AlaZala
ciAStoholik
Posty: 349
Rejestracja: 19 lis 2016, 17:06

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: AlaZala » 21 kwie 2017, 18:01

Misio pisze: Miło, bo właściwie to chciałam, żeby ktoś mnie dowartościował i mi to powiedział.
Nie wiedziałam, że to może być dowartościowanie... Ale miło mi, że nieświadomie napisałam Ci coś miłego...
Misio pisze:Gdybym się czuła seksualna to bym nie potrzebowała wspomagaczy. Liczyłam na to, że coś rozbudzi moje libido, ale nawet po afrodyzjaku seks ze mną był wyczynem.
Gdyby każdy użytkownik afrodyzjaków był aseksualny, to mielibyśmy pewnie około połowy społeczeństwa aseksualnego!

Kultura wytworzyła dziki pęd za seksem i mało kto nadąża za tymi oczekiwaniami. Kobiety jeszcze jakoś próbują się wykręcić, bo normy kulturowe im pozwalają, ale gdy mężczyzna nie dostaje wzwodu, to od razu boi się, że małżeństwo mu się rozsypie, a on poniesie życiową porażkę na wszystkich polach. Więc afrodyzjaki, leki na potencję i inne cuda przechodzą do codziennej diety, żeby jakoś się w tym seksualnym społeczeństwie utrzymać...

Awatar użytkownika
Nightfall
bASałyk
Posty: 757
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Nightfall » 22 kwie 2017, 15:48

Chętnych zdecydowanie nie brakuje, tylko że chciałabym czuć rozkosz a nie lęk i obrzydzenie. Jakby mi to dawało rozkosz to by mnie tu nie było.
Mam wrażenie, że cierpisz na pewien sposób i nie czujesz się komfortowo z tym, że seks Cię nie cieszy. Ty nie czujesz obojętności tak jak przeciętny as, tylko lęk i obrzydzenie. Myślę, że mogłabyś się wybrać na konsultacje do psychiatry/seksuologa. Może da się Ciebie rozruszać seksualnie lekami i problem zniknie. To bardziej profesjonalny i mniej ryzykowny od afrodyzjaków sposób :)

Awatar użytkownika
Warszawianka40+
ciAStoholik
Posty: 309
Rejestracja: 1 lip 2016, 12:37

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Warszawianka40+ » 23 kwie 2017, 09:32

Nie zgadzam się. Psychiatra da jej na odczepnego jakieś uspokajacze blokujące przeróbkę wewnętrzną (przepracowywanie swoich problemów), co tylko pogłębi zagubienie i może nawet wywołać depresję. Misio ma chyba koło siebie osoby współżyjące często i z każdym, z jakiegoś powodu uważa że to norma - i że ona musi żyć tak samo (nazywa się to przystosowaniem negatywnym). Tymczasem ona potrzebuje dojrzałego związku emocjonalnego żeby się otworzyć, wtedy nie będzie żadnych kłopotów. Bo inaczej ciało, które jest mądrzejsze od niej protestuje - i nici z seksu... Dotychczas to były relacje - hm,, neurotyczne lub infantylne. Nie dotyczące seksu. Cierpliwości.
Z czasem obrzydzenie do seksu i do siebie samej tak narośnie, że może nawet wylądować u psychiatry. Tylko, że ona jakoś, bo ja wiem, nie umie wybierać - ludzi, sytuacji - i natychmiast odrzucać tego, co ciągnie w dół. Jakby za mało szanowała samą siebie, a przecież szkoda jej młodości i wrażliwości... Będzie się ranić coraz bardziej.
Zresztą, pisały jej o tym już różne osoby w innym wątku.
Misio pisze: Moja wyobraźnia zrobiła się tak realna, że żyję sobie z taką dziewczyną, której nikt nie widzi oprócz mnie, ale która daje mi dużo ciepła i miłości. Jednak gdy z nią leżę ( tak jest aż tak realna) to mam tak, że mam ochotę zanurzyć się w tym spokoju, cieple i bezpieczeństwie na całą wieczność i nie mam ochoty się ruszać..
Zainteresowała mnie ta "Niewidzialna Dama", ponieważ raz zetknęłam się z podobną sprawą. Przy czym dziewczyna, która ją sobie wymyśliła była podobna do Misio (poszukiwanie głębokich relacji emocjonalnych z kobietami, zmuszanie się do seksu "bo inni tak robią więc chyba coś ze mną nie w porządku", zadawanie się z nieciekawymi osobami i traumatyczne związki, odraza po takich przeżyciach, ciało mądrzejsze od niskiej samoświadomości). Chętnie zadałabym Misio parę pytań na temat tej "Damy", ale nie będę włazić komuś z butami itd. Jednak jestem bardzo ciekawa, jak ta relacja się rozwinie.
"Tolerancja powinna być przede wszystkim tolerancją prawdy." Henry Ford

Awatar użytkownika
Nightfall
bASałyk
Posty: 757
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Nightfall » 23 kwie 2017, 10:48

Nie zgadzam się. Psychiatra da jej na odczepnego jakieś uspokajacze blokujące przeróbkę wewnętrzną (przepracowywanie swoich problemów), co tylko pogłębi zagubienie i może nawet wywołać depresję.
Warszawianko skąd wiesz, co zapisze jej lekarz? xD Z tego co zrozumiałam ona nie ma przyjemności z seksu ponieważ się boi i jednocześnie brzydzi. Może próbować coś z tym zrobić metodami, które są dostępne, albo trwać w obecnym stanie i męczyć się dalej.
Tymczasem ona potrzebuje dojrzałego związku emocjonalnego żeby się otworzyć, wtedy nie będzie żadnych kłopotów.
Ok, może też tak być. Tylko znalezienie i poznanie takiej osoby prawdopodobnie potrwa dość długo. Czy przez ten czas ma się męczyć psychicznie?

Awatar użytkownika
Warszawianka40+
ciAStoholik
Posty: 309
Rejestracja: 1 lip 2016, 12:37

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Warszawianka40+ » 23 kwie 2017, 11:32

Nie ma przyjemności z seksu, ponieważ nie jest zaangażowana emocjonalnie w sposób pełny, d o j r z a ł y (jest nastawiona na to, żeby było fajnie - a nie żeby coś dać z siebie). Nie żyjemy po to, żeby nam było fajnie.
Nie ma tak, że ktoś połknie tabletkę i od razu spotka jedyną niepowtarzalną miłość (chyba że będzie to jakiś narkotyk i wszystko odbędzie się w wyobraźni).
Tylko znalezienie i poznanie takiej osoby prawdopodobnie potrwa dość długo. Czy przez ten czas ma się męczyć psychicznie?


Tak, ma się męczyć psychicznie. Ja się męczę, Ty się męczysz, Misio się męczy. Wszyscy się męczymy. Dojrzewanie psychiczne boli. W ten sposób przechodzimy na wyższe etapy rozwoju psychicznego. Nikt nie powiedział, że ma nam być lekko. Tzw. "trud istnienia" :wink:

Mam wrażenie, że ludzie niezdolni do rozwoju raczej się nie męczą psychicznie. Uważa się, że np. psychopaci (niedorozwój emocjonalny) przeważnie nie cierpią (mogą odczuwać złość, poczucie niższości ). Osoby z niedorozwojem intelektualnym (np. debilizm) nie odczuwają trosk egzystencjalnych, podobnie cierpiący na otępienie starcze.
Czy można stąd wnioskować, że im ktoś bardziej cierpi - z powodu swojej wrażliwości - tym jest zdrowszy psychicznie? :shock:
"Tolerancja powinna być przede wszystkim tolerancją prawdy." Henry Ford

Awatar użytkownika
Nightfall
bASałyk
Posty: 757
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Nightfall » 28 kwie 2017, 15:50

Warszawianko lubię Cię, Twoje wypowiedzi często są nietypowe i wnoszą nowe informacje :)
Nie ma przyjemności z seksu, ponieważ nie jest zaangażowana emocjonalnie w sposób pełny, d o j r z a ł y (jest nastawiona na to, żeby było fajnie - a nie żeby coś dać z siebie). Nie żyjemy po to, żeby nam było fajnie.
W tym przypadku się nie zgadzam. Nie znamy Misia, nie widziałyśmy jej na żywo, wiemy tle ile ujawni w dość chaotycznych wypowiedziach i możemy tylko zgadywać w czym jest problem - trudno tu mieć pewność. Dwa jest chyba całkiem sporo osób, które robią seks głównie po to, żeby było im "fajnie" i nie mają takich problemów. Podoba mi się sensem twoich przemyśleń, ale przypuszczam, że sporo osób przyjmuje inne wartości :wink:
Osoby z niedorozwojem intelektualnym (np. debilizm)
Proszę, nie używaj starego nazewnictwa :( Obecnie mówi się: osoba z niepełnosprawnością intelektualną. Debilizm jest formą obraźliwą i ten stopień niepełnosprawności ma swój odpowiednik w nowym nazewnictwie (niepełnosprawność intelektualna w stopniu lekkim).
Czy można stąd wnioskować, że im ktoś bardziej cierpi - z powodu swojej wrażliwości - tym jest zdrowszy psychicznie? :shock:
Osoby z depresją cierpią psychicznie nawet bardzo, w mózgu aktywują się obszary odpowiedzialne za odczuwanie bólu fizycznego, jednak nie wydaje mi się, żeby miały dużą sposobność do rozwoju.

Awatar użytkownika
Onyx
gimnASjalista
Posty: 14
Rejestracja: 29 kwie 2017, 14:19

Re: Jak właściwie się dowiedzieliście o swojej aseksualności

Post autor: Onyx » 29 kwie 2017, 15:04

Nie mam pojęcia kiedy przyszło otrzeźwienie, a odeszła łatka nienormalnej, którą nadałam sama sobie. Przez wiele lat kwestia seksualności powiewała za mną nieustannie, ponieważ od zawsze coś było nie tak jak być powinno. O samym seksie sporo myślałam, sporo myślę nadal, niemniej nigdy nie chciałam go uprawiać, a myśl o tym, że kiedyś będę musiała (wtedy byłam przekonana, że to konieczne) przyprawiała mnie o dreszcze. Do tej pory pamiętam pewną rozmowę z koleżanką, w której powiedziałam, że pierwszy raz odbędę gdy będę miała 16 lat i od tamtej pory robiło mi się ciemno przed oczyma, gdy z roku na rok zbliżała się "ta" chwila :lol: Nie mam pojęcia co mi siedziało w głowie i dlaczego tak się tym stresowałam. Z teraźniejszej perspektywy to było niewybaczalnie głupie ale nastoletnie myśli rządzą się własnymi prawami. W każdym razie kwestia tego wszystkiego jest ze sobą dosyć sprzeczna. Od zawsze nie znosiłam romansów, tak totalnie od kiedy pamiętam. Filmy, książki - idź mi Pan z tym,. Świetna książka fantasy bądź znakomity horror? Oh, są tam sceny miłosne/ erotyczne, romans? To jednak podziękuję. Ale za o uwielbiam opowiadania homoerotyczne (hetero nie tknę) z postaciami z danego kanonu. Tak po prostu. Nie chodzi o same sceny erotyczne, wtedy zapał mi opada, często przelecę je wzrokiem i spadam do fabuły dalej ale same rozmowy, fabuła, podteksty - to jest to, mogę przy tym siedzieć godzinami i zacieszać się jak głupia. Teraz widzę, że traktuję to po prostu jako dobrą rozrywkę, jaram się wspólnie z postaciami mdłym romansem ale w nigdy nie chciałabym przenieść tego do własnego życia i w tym uczestniczyć. Także sprawa z płcią przeciwną zawsze dawała mi ostro do myślenia. Przez te wszystkie lata znalazło się parę osób, za którymi po cichu się oglądałam. Okres podstawówki, gimnazjalny; wtedy myślałam o tym non stop. Podoba mi się X i jestem w siódmym niebie, gdy na mnie spojrzy ale dlaczego umieram ze stresu i strachu, gdy on także zaczyna wysuwa coś więcej? Zrozumiałam to dopiero pod koniec szkoły średniej, gdy doszłam do wniosku, że ktoś podobać mi się może ale nigdy tak naprawdę nie chciałam niczego więcej, bo z góry przeczuwałam, że było skazane to na porażkę, ponieważ ta osoba nigdy nie dostanie ode mnie tego czego by chciała. Mam na koncie parę pocałunków z obiema płciami - to nie dla mnie, nie jara mnie to, nie ciągnie do tego. W moim wypadku związek może istnieć tylko jako związek platoniczny, bo widzę, że nie mam ochoty nawet na przytulanie się. I jest mi z tym dobrze, bo jedyne czego żałuję to tego, że tak długo głowiłam się co jest ze mną nie tak, a przysporzyło mi to masę zmartwień :)

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Yahoo [Bot] i 3 gości