Feminizm a stereotypy

"Piekarnik" na kontrowersyjne tematy
Awatar użytkownika
Indiana
fantAStyczny
Posty: 534
Rejestracja: 26 sty 2014, 00:50

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Indiana » 29 sie 2014, 07:58

Sama byłam świadkiem jak feministki dokuczały wrażliwym i mniejszej postury facetom, za to podlizywały się stadionowym mięśniakom. Zawsze tak jest. :D

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2469
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Viljar » 20 lis 2014, 09:55

Stereotypy zawsze były, są i będą, albowiem ilekroć pewna grupa zaczyna wyróżniać się ze społeczeństwa, ludzka skłonność do klasyfikacji i ciekawość badacza skłania nas do choćby pobieżnego opisu. Stereotypy powstają na dwa sposoby:
1) w wyniku pierwszych kontaktów z początku istnienia grupy;
2) na skutek tego, jak dana grupa prezentuje się społeczeństwu.
Stereotypy powstałe w pierwszy sposób mają to do siebie, że po pewnym czasie stają się mocno nieprawdziwe, o ile oczywiście grupa przechodzi metamorfozę lub zmienia się pod wpływem czasu. Początkowo feministka była po prostu kobietą w spodniach, często z papierosem w ustach, która uparła się, że sama będzie prowadzić samochód, głosować i wykonywać zawód inny niż sekretarka lub nauczycielka. Dzisiaj na feministki mało kto tak patrzy.

Widzi się je natomiast na sposób drugi - na skutek kontaktu z najbardziej widoczną częścią grupy. Jak to napisał Sejda w "C.K. Dezerterach" - tak się składa, że największą uwagę zawsze zwraca na siebie idiota. Rzecz ponadczasowa, bo wiele stereotypów powstaje w oparciu o najbardziej hałaśliwą i rzucającą się w oczy część danej grupy, która to część nie zawsze, a nawet bardzo rzadko, reprezentuje większość. Tym sposobem ludzie ze środowisk LGBT są utożsamiani z odzianym w różowe stringi wymalowanym panem tańczącym na Paradzie Równości, kibic piłkarski to agresywny, głupi wandal, a feministki...

Smutna prawda jest taka, że najgłośniejsze feministki to te, które żądają parytetów (tym samym zakładając, że kobiety są gorsze od mężczyzn), domagają się już nawet nie praw, ale przywilejów i obrażają się na takie przyjęte w naszej kulturze gesty jak przytrzymanie drzwi czy pomoc we wniesieniu ciężkiego bagażu. Co nie przeszkadza im żądać, by to mężczyzna płacił za wszystko podczas spotkania. Zdarzyło mi się raz uczestniczyć w konferencji w Gdańsku poświęconą równouprawnieniu organizowaną przez lokalną i niezwykle aktywną grupę feministek - wierzcie lub nie, ale dostałem się tam z największym trudem, gdyż na konferencję (podkreślam - dotyczącą równouprawnienia) początkowo nie wpuszczano mężczyzn. Członkinie koła okazały się zaś bez wyjątku stereotypowymi "grubymi wąsatymi babami" - ale nie w wyglądzie rzecz. Gorzej z zachowaniem - były niezwykle wręcz agresywne wobec każdego (a raczej każdej, bo na sali był oprócz mnie jeszcze jeden pan), kto miał odmienne zdanie, ciągle mówiły o "prymitywnych samcach", "kierowaniu się samczym popędem" i tak dalej. Nie muszę mówić, że kolejne konferencje organizowane przez tę grupę nie odbyły się z braku chętnych, jednak niesmak pozostał.

Tymczasem wiem, że są kobiety, które realizują się w pracy i w domu, żyją z partnerami na zasadzie równego podziału obowiązków, walczą o swoje i wygrywają, a jednocześnie nie cechuje ich opisana wyżej agresja. Tylko że takich kobiet nikt dzisiaj nie nazwie feministkami. O nie - dzisiaj feministka to właśnie ta agresywna wścieklica, która nienawidzi rodzaju męskiego, a wszystkie kobiety, które z własnej woli rezygnują, przynajmniej chwilowo, z pracy zawodowej na rzecz rodziny, najchętniej by powiesiły. Aha, jeszcze zaczytują się w "dziełach" pisarzy piszących o niczym i umiejących wybitnie ubrać to w słowa. W pewnej książce dotyczącej seksualności przeczytałem na przykład, że - uwaga! - "kobiecy biust jest tak niefunkcjonalny, że aż antyfunckjonalny". Rozprawa ta była polecana jako lektura obowiązkowa na wspomnianej konferencji. Tytułu nie pamiętam, ale zdanie będę pamiętał do końca życia. Zaznaczam, że nie był to żaden nieudolny przekład, ale dzieło rodowitej Polki.

Ja sam złapałem się na tym, że nigdy nie używam słowa "feministka" wobec kobiety, która mówi o równouprawnieniu, podziale prac domowych itp., a jedynie wobec takich właśnie skrajnych przypadków.
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

panna_x
bASyliszek
Posty: 1101
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: panna_x » 24 lip 2015, 14:36

a co to za grupa tzn jak się oficjalnie nazywa, może coś w necie bym o nich przeczytała? :)

Awatar użytkownika
Nikkala
ASiołek
Posty: 50
Rejestracja: 8 lut 2015, 21:42

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Nikkala » 26 lip 2015, 16:15

Viljar pisze: O nie - dzisiaj feministka to właśnie ta agresywna wścieklica, która nienawidzi rodzaju męskiego, a wszystkie kobiety, które z własnej woli rezygnują, przynajmniej chwilowo, z pracy zawodowej na rzecz rodziny, najchętniej by powiesiły. Aha, jeszcze zaczytują się w "dziełach" pisarzy piszących o niczym i umiejących wybitnie ubrać to w słowa. W pewnej książce dotyczącej seksualności przeczytałem na przykład, że - uwaga! - "kobiecy biust jest tak niefunkcjonalny, że aż antyfunckjonalny". Rozprawa ta była polecana jako lektura obowiązkowa na wspomnianej konferencji. Tytułu nie pamiętam, ale zdanie będę pamiętał do końca życia. Zaznaczam, że nie był to żaden nieudolny przekład, ale dzieło rodowitej Polki.
Wydaje mi się, że takie feministki (które pojawiały się już wcześniej np. Margaret Sanger- nie miała zbyt równo pod sufitem...) nienawidzą mężczyzn to raz, ale na powyższym przykładzie widać, że nienawidzą również kobiet... Nie lubią być kobietami, odrzucają rolę kobiety w społeczeństwie (nie mówię tutaj o ograniczeniach, ale o takich rzeczach jak np. macierzyństwo), odrzucają także to, co stanowi nasze atrybuty, że tak to ujmę ;) Skąd się to bierze? Być może to jakiś "kompleks penisa"? (czy jak to się zwie)

Takie działaczki skutecznie odstraszają zarówno mężczyzn jak i kobiety. Mi kojarzą się ze smutnymi frustratkami.
Natomiast te osoby, które starają się pomagać kobietom, które zaznały tragedii w postaci przemocy domowej, gwałtu, czy po prostu zwykły brak szacunku w miejscach pracy et cetera, zasługują na szacunek i to one są prawdziwymi feministkami, które potrafią pomóc kobietom odnaleźć się w społeczeństwie i usamodzielnić się.
"Miałem zły dzień. Tydzień. Miesiąc. Rok. Życie. Cholera jasna."

Awatar użytkownika
Indiana
fantAStyczny
Posty: 534
Rejestracja: 26 sty 2014, 00:50

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Indiana » 13 gru 2015, 09:15

Lady Gaga skarży się na patriarchat w branży muzycznej i na to, że nikt nie traktuje jej poważnie.
Padłam :lol:

stendai
łASuch
Posty: 179
Rejestracja: 3 kwie 2014, 19:10

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: stendai » 13 gru 2015, 10:46

Przecież ma rację.

Awatar użytkownika
zuko
przedszkolASek
Posty: 7
Rejestracja: 8 gru 2015, 14:33

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: zuko » 23 gru 2015, 03:17

Dla mnie to określenie przestało być przydatne, bo jest zbyt ogólne - ok, desygnuje ponoć ruchy, które dążą do zrównania praw kobiet i mężczyzn, ale poza tym różnią się przecież skrajnie założeniami i postulatami. Definicje, jakimi operuje się w dyskursie feministycznym, nie są nawet ściśle określone, co bardzo utrudnia dialog. Ale brakuje dobrej alternatywy.

Mimo to moje osobiste doświadczenia z działaczkami feministycznymi są wyłącznie pozytywne, a były to w dużej mierze przedstawicielki dosyć radykalnej trzeciej fali (tj. zwolenniczki odrzucenia ról płciowych w zupełności czy uważające patriarchat za podstawowe źródło zniewolenia człowieka). Te ośrodki, które znam, okazały się bardzo otwarte, również dla osób sceptycznie nastawionych. Dużo mówiło się o relacjach między płciami i rolach płciowych jako bezkrytycznie przyjmowanych i powielanych modelach - nie Niedobrych Mężczyznach podporządkowujących sobie Uciśnione Kobiety, a z tym zarzutem spotykam się często.

Trudno tę dyskusję prowadzić w Polsce, gdzie próba rozmowy o gender studies spotkała się ze zredukowaniem całej debaty do absurdu i wydaje się, że większość społeczeństwa niespecjalnie się przejęła. Z rozmów z matkami i obserwacji ich dzieci wnioskuję, że uczniowie mogliby wiele wynieść z poznawania dobrych (licznych!) odsłon feminizmu, ale nie wiem, czy dożyję takiego dnia.

Dużo dochodzi jednak głosów z USA i UK o grupach feministycznych, które próbują uciszać tych, którzy nie wpisują się w ich narrację. Okrutnie mnie to drażni i słusznie moim zdaniem określa się to pojęciem "regressive left". Chcę wierzyć, że to narastająca sensacyjność przekazów medialnych, nie jakaś ujawniająca się tendencja.

Awatar użytkownika
Issander
ciAStoholik
Posty: 343
Rejestracja: 18 sty 2008, 23:17
Lokalizacja: zagranico
Kontakt:

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Issander » 24 gru 2015, 01:16

Jedyna feministka jaką znałem na żywo była absolutnym ucieleśnieniem wszystkich stereotypów o feministkach. Raczej więcej nie spotkam, bo zasadniczo mało spotykam ludzi w ogóle.

O feministkach ciężko coś zbiorczo powiedzieć, bo tak jak już kilka osób zwróciło uwagę, feministka feministce nierówna. Generalnie fakt, że ktoś chce utożsamiać się z ruchem, który ma dość haniebne korzenie (np. zaangażowanie się w ohydną kampanię białego pióra [o której się oczywiście nigdzie nie mówi]), o czymś już świadczy. Równe prawa są jak najbardziej spoko, szkoda tylko że od zakończenia II Wojny Światowej nie istnieją na Zachodzie prawa dyskryminujące kobiety (może jedno by się gdzieś znalazło - jak ktoś takie zna, niech mnie uświadomi), za to z miejsca jestem w stanie wymienić przynajmniej dziesięć przepisów prawa polskiego lub instytucji państwowych i jego organów, które dyskryminują mężczyzn. Rozwijanie w społeczeństwie wiedzy na temat tego, jak płeć wpływa na nasze życie również jest spoko, szkoda tylko, że standardowa feministka jest również etatystką, a nawet i socjalistką, i chce swoje pomysły wprowadzać pod przymusem w ramach działalności państwa.

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 564
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Poison Ivy » 3 sty 2016, 02:23

1. Średnia różnica w wynagrodzeniu dla kobiet i mężczyzn w krajach Unii Europejskiej
wynosi według danych Eurostat 16,4 %. (Największa różnica jest w UK - 19,5 %, w Polsce jest rewelacyjnie - wypracowałyśmy sobie zaledwie 1,5%, jeszcze odrobinka i nasze płace będą równe!:)

2. Europa: Nadal kobiety stanowią bardzo niski procent osób obejmujących stanowiska kierownicze i dyrektorskie, stanowią zaledwie 32% kadry kierowniczej w firmach funkcjonujących na terenie UE, 10% członków zarządów największych firm i 29% liczby naukowców i inżynierów w Europie. Segregacja rynku pracy dostrzegalna jest w takich branżach jak: służba zdrowia, szkolnictwo, administracja publiczna, w których zatrudnienie znajduje ponad 40 % kobiet. To dwukrotnie więcej niż stanowi liczba mężczyzn w tych sektorach. 80% zatrudnionych w sektorze służby zdrowia i opieki społecznej stanowią kobiety, tak samo w szkolnictwie - 80%.

Polska: Na najniższym szczeblu edukacji pracują głównie kobiety – im wyższy szczebel, tym więcej zatrudnionych mężczyzn. W 1997 roku kobiety stanowiły prawie 85% nauczycieli szkół podstawowych, 66% nauczycieli szkół średnich i tylko 35% nauczycieli szkół wyższych. Bardzo wyraźną segregację pionową obserwuje się na wyższych uczelniach i w instytutach naukowych – mimo dużej liczby studentek i doktorantek, im wyżej w hierarchii naukowej, tym mniej kobiet – na poziomie profesorskim i wśród dziekanów jest ich bardzo mało, a wśród rektorów nie ma niemal żadnej. Studentki stanowią 57% ogółu studentów (rok akademicki 2001/2002). Wśród pracowników wyższych uczelni na stanowiskach dydaktycznych ale niezwiązanych z pracą naukową kobiety stanowią 52%, wśród asystentów– 43%, adiunktów – 33%, docentów – 15%, wśród profesorów jest ich zaledwie 17%. W 1999 roku ani jedna kobieta nie pełniła funkcji rektora wyższej uczelni.

3. Polska: Niższy wiek emerytalny dla kobiet jest postrzegany jako przywilej, ale w efekcie średnia wielkość świadczeń emerytalnych kobiet jest o 30% niższa od świadczeń mężczyzn.

4. Odnośnie walki o parytety:
- praktyka wewnątrzpartyjna jest taka, że na listach umieszcza się o wiele mniej kobiet niż mężczyzn (np. wśród kandydatów do Sejmu podczas wyborów w 2001 roku kobiety stanowiły 23%, a do Senatu tylko 15% - walka o parytety spowodowała, że te proporcje się zmieniają, w ostatnich wyborach licytowano się wręcz na ilość kobiet na listach)
- kobiety umieszczane są na odległych miejscach na liście, co znacznie zmniejsza ich szanse na elekcję (w wyborach
z 2001 roku na listach wyborczych koalicji SLD-UP było co prawda aż 36% kobiet, gdyż partie te zastosowały 30%-owy system kwotowy, ale tylko 17% znalazło się na pierwszych pięciu miejscach na liście - w ostatnich wyborach było już znacznie lepiej)

5. Szwajcaria - kobiety uzyskały prawa wyborcze w 1971 roku (w jednym z kantonów nawet w 1990)
Liechtenstein - w roku 1984


Fakt, że kobiety walczą nadal o swoje prawa powoduje, że te wciąż widoczne dysproporcje ciągle się zmniejszają. Jest to oczywiście korzystne również dla mężczyzn, ponieważ zdejmuje z nich obowiązek bycia głównym żywicielem rodziny, pojawiają się takie udogodnienia jak "urlopy tacierzyńskie", które pozwalają budować więź z potomstwem. Być może wskaźnik zaledwie 5% mężczyzn, którym zostaje przyznana opieka nad dziećmi w razie rozwodu również zacznie rosnąć, być może to kobiety zaczną płacić alimenty... ;)

Awatar użytkownika
Issander
ciAStoholik
Posty: 343
Rejestracja: 18 sty 2008, 23:17
Lokalizacja: zagranico
Kontakt:

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Issander » 3 sty 2016, 04:13

1. Generalnie wszystkie badania na temat tej mitycznej (bo nieistniejącej) różnicy w zarobkach są typowym przykładem na tego, jak do z góry przyjętej tezy niektórzy "badacze" dobierają sobie fakty. Bo jak zmierzyć różnicę w zarobkach? Większa część "badaczy" po prostu bierze te dwie grupy, wylicza średnie zarobki i je porównuje - co jest idiotyzmem, ponieważ jeśli powiedzmy kobiety częściej zostają pielęgniarkami, a mężczyźni lekarzami, to z takiego porównania nie wynika, że kobieta zarabia średnio mniej niż mężczyzna, tylko pielęgniarka mniej niż lekarz! Niektóre badania próbują być bardziej rzetelne i porównują stawki w wybranych zawodach. Okej, tylko znowu - jak porównać zarobki mężczyzny z dwudziestoma latami doświadczenia z zarobkami kobiety, która tego doświadczenia lat ma siedem, bo urodziła trójkę dzieci i siedziała na urlopie wychowawczym? Jak porównać zarobki dwóch pracowników, z których jeden skończył renomowaną uczelnię i ma plik dodatkowych kwalifikacji, a drugi ledwo co spełnia minimalne wymagania?

Ba! Proste porównanie zarobków pomiędzy mężczyznami a kobietami nie bierze pod uwagę nawet tego, że mężczyźni o wiele częściej biorą nadgodziny, a kobiety częściej niż mężczyźni pracują mniej niż 40 godzin w tygodniu!

Rzetelne badanie powie nam, jaka byłaby różnica w zarobkach kobiety i mężczyzny, gdyby podejmowali te same decyzje w życiu: decyzje o edukacji, decyzje zawodowe, decyzje rodzinne. Takie badania są i jasno pokazują, że różnicy w zarobkach zwyczajnie nie ma (poza paroma wybranymi zawodami, bo np. modelki albo aktorki porno zarabiają dużo więcej od swoich kolegów po fachu).

Proszę, oto artykuł, który wyjaśnia o wiele lepiej ode mnie, dlaczego kobiety średnia zarabiają mniej, ale wcale nie wynika to z żadnej dyskryminacji, tylko z ich wyborów życiowych i udowadnia wszystko badaniami (są do nich linki): https://mises.org/library/what%E2%80%99 ... r-wage-gap

2. Znowu - głupie proste porównanie cyferek, które nijak nie dowodzi istnienia dyskryminacji. Weźmy na przykładzie profesorów - według tego co piszesz mężczyźni stanowią 83%, a kobiety 17%. Gdyby te liczby były efektem jakiejś tam dyskryminacji, to mielibyśmy rzeszę kobiet z doświadczeniem naukowym, odpowiednimi publikacjami i stażem naukowym, które miałyby odpowiednie kwalifikacje, by zostać profesorami, ale nie zostałyby nimi tylko dlatego, że są kobietami. Jest to oczywista nieprawda, różnica wynika znowu z wyborów życiowych - kobiety zwyczajnie nie angażują się tak często i z takim zaangażowaniem pracy naukowej, jak mężczyźni. Żeby statystyka się zmieniła, wystarczyłoby, żeby po prostu zaczęły to robić. Nikt im przecież tego nie broni.

3. Ale... ktoś im każe? Ustawa określa minimalny wiek i minimalny staż pracy, przy których można się ubiegać o emeryturę, ale tego nie nakazuje. Jak im źle, to zawsze mogą popracować te 5 lat dłużej i mieć emeryturę o 30% wyższą. Chyba tutaj najlepiej widać, jak wymyślasz sobie jakąś dyskryminację, gdzie różnica wynika z nieprzymuszonego wyboru.

4. Znowu - kobiet na listach jest mniej, ponieważ kobiety stanową mniejszość w partiach i zasadniczo mniej angażują się w jej funkcjonowanie. Niestety partie nie publikują danych na temat swoich członków z uwzględnieniem płci (szukałem), wtedy by można było szybko to pokazać na liczbach.

5. I? Nadal nie istnieje obecnie żadne prawo dyskryminujące kobiety, podczas gdy istnieje wiele praw dyskryminujących mężczyzn.

Fakt, że są kobiety które "walczą o swoje prawa" nie powoduje zmniejszania się dysproporcji, ponieważ prawa kobiety mają już dawno - a dysproporcje wynikają po prostu z tego, że kobiety z tych praw nie korzystają. W końcu zamiast pójść na politechnikę, lepiej jest skończyć niepotrzebne na rynku pracy gender studies i narzekać, że kolega informatyk zarabia więcej :)

Dysproporcje się zmniejszają, ponieważ coraz więcej odważnych kobiet podejmuje w życiu typowo "męskie" wybory. Jednak za każdą kobietą, która własną pracą osiągnęła w życiu sukces, stoi feministka pragnąca sobie ten sukces przywłaszczyć :)

Przewiduję, że ten temat będzie długi i irytujący.

4w5
ASiołek
Posty: 61
Rejestracja: 22 lis 2015, 20:52

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: 4w5 » 3 sty 2016, 09:25

Issander pisze: Rzetelne badanie powie nam, jaka byłaby różnica w zarobkach kobiety i mężczyzny, gdyby podejmowali te same decyzje w życiu: decyzje o edukacji, decyzje zawodowe, decyzje rodzinne. Takie badania są i jasno pokazują, że różnicy w zarobkach zwyczajnie nie ma (poza paroma wybranymi zawodami, bo np. modelki albo aktorki porno zarabiają dużo więcej od swoich kolegów po fachu).
Podchodząc w ten sposób - nie można przeprowadzić rzetelnego badania, ponieważ np. decyzje rodzinne związane są w dużym stopniu z biologią. Tak więc jedna z płci ma nieco łatwiej jeżeli chodzi o realizację zawodową, a na drugą raczej spadną nieodpłatne i niedodające prestiżu w społeczeństwie zadania.

Co do zarobków w branży porno, nie mam pojęcia, jak to się kształtuje. Jeżeli tak, jak mówisz, oznaczałoby to tylko specyficzny popyt, którym feministki mogłyby się również nieco oburzyć.

Awatar użytkownika
Issander
ciAStoholik
Posty: 343
Rejestracja: 18 sty 2008, 23:17
Lokalizacja: zagranico
Kontakt:

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Issander » 3 sty 2016, 10:04

4w5 pisze:
Issander pisze: Rzetelne badanie powie nam, jaka byłaby różnica w zarobkach kobiety i mężczyzny, gdyby podejmowali te same decyzje w życiu: decyzje o edukacji, decyzje zawodowe, decyzje rodzinne. Takie badania są i jasno pokazują, że różnicy w zarobkach zwyczajnie nie ma (poza paroma wybranymi zawodami, bo np. modelki albo aktorki porno zarabiają dużo więcej od swoich kolegów po fachu).
Podchodząc w ten sposób - nie można przeprowadzić rzetelnego badania, ponieważ np. decyzje rodzinne związane są w dużym stopniu z biologią. Tak więc jedna z płci ma nieco łatwiej jeżeli chodzi o realizację zawodową, a na drugą raczej spadną nieodpłatne i niedodające prestiżu w społeczeństwie zadania.
Ależ oczywiście, że mężczyźni mają statystycznie łatwiej, jeśli idzie o pracę, ponieważ (średnio) częściej podejmują ryzyko, są sprawniejsi i bardziej angażują się w życie zawodowe. Jednak kobiety mają pełnię możliwości, by robić to samo. Po prostu wybierają to, co bardziej im pasuje, co lepiej leży w ich naturze. Zajrzyj do tego artykułu. Są tam wspomniane dwa badania, w których porównano zarobki mężczyzn i kobiet w średnim wieku, którzy nigdy się nie ożenili. Te kobiety miały średnio wyższe zarobki, niż ich koledzy!

Biologia jest biologią i na to się nic nie poradzi, przynajmniej jeszcze przez najbliższe parę dekad. Kobiety rodzą dzieci, przez co mają luki w stażu pracy, ale wcale nie muszą tego robić, prawda? A mężczyźni np. żyją krócej i nie mają w tej kwestii żadnego wyboru :)
Co do zarobków w branży porno, nie mam pojęcia, jak to się kształtuje. Jeżeli tak, jak mówisz, oznaczałoby to tylko specyficzny popyt, którym feministki mogłyby się również nieco oburzyć.
Wujek google przychodzi z pomocą :)
Female porn performers earn much more than male porn performers. A porn actor can earn as little as $150 to as much as $1500 per scene. Gay scenes pay higher than straight scenes with actors earning $500 or more. An actress on the other hand typically earns anywhere between $400 – $2000 per shoot depending on the nature of the scene, the filming company and the actress’ level of experience. Asa Akira for instance earns $2000 per scene due to her huge level of experience and popularity. A top female actress usually gets $800 for a gay scene, $1000 for a straight scene, and can receive $5,000 or more for more sexually compromising scene. This is hardly a windfall paycheck especially if you consider the kind of money that top mainstream Hollywood actors make. On top of this, agents take 10% – 15% of the performer’s pay.
I nie ma co tu się dziwić ani oburzać. Na wolnym rynku ceny - w tym za pracę - wynikają z tego, jak duże jest zapotrzebowanie, i jak duża jest podaż. Dlatego są zawody, gdzie kobiety zarabiają znacznie więcej. Są też zawody, typu piłkarz, gdzie zarobki mężczyzn są o wiele wyższe niż kobiet - ponieważ zainteresowanie męskim sportem jest dużo wyższe.

W ramach ciekawostek obrazujących jak podaż wpływa na zarobki (i że zasadniczo nie zależy to bezpośrednio od płci) podam pewien fakt związany z najnowszymi Gwiezdnymi Wojnami :) Mark Hamill, Carrie Fisher zarobili po milionie za kilka scen, zaś Harrison Ford mający sporą rolę 22 miliony. W tym czasie główni bohaterowie za cały film dostali kilkaset tysięcy. Dlaczego? Trójki aktorów ze starej trylogii nie dało się łatwo zastąpić, przez co podaż na daną rolę została de facto ograniczona do jednej osoby. Natomiast główną rolę mógł zagrać każdy z wielu utalentowanych aktorów młodego pokolenia.

4w5
ASiołek
Posty: 61
Rejestracja: 22 lis 2015, 20:52

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: 4w5 » 3 sty 2016, 11:11

Issander pisze: Są tam wspomniane dwa badania, w których porównano zarobki mężczyzn i kobiet w średnim wieku, którzy nigdy się nie ożenili. Te kobiety miały średnio wyższe zarobki, niż ich koledzy!.
z czego logicznie wynika, że mężczyźni
Issander pisze: częściej podejmują ryzyko, są sprawniejsi i bardziej angażują się w życie zawodowe .
???
Issander pisze:Kobiety rodzą dzieci, przez co mają luki w stażu pracy, ale wcale nie muszą tego robić, prawda? A mężczyźni np. żyją krócej i nie mają w tej kwestii żadnego wyboru :) !
Co do ogółu prawda, co do szczegółu już niekoniecznie. Jakby tak zacząć prowadzić bardziej higieniczne życie pewnie pożyłoby się dłużej:)

Awatar użytkownika
Issander
ciAStoholik
Posty: 343
Rejestracja: 18 sty 2008, 23:17
Lokalizacja: zagranico
Kontakt:

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Issander » 3 sty 2016, 13:21

4w5 pisze:
Issander pisze: Są tam wspomniane dwa badania, w których porównano zarobki mężczyzn i kobiet w średnim wieku, którzy nigdy się nie ożenili. Te kobiety miały średnio wyższe zarobki, niż ich koledzy!.
z czego logicznie wynika, że mężczyźni
Issander pisze: częściej podejmują ryzyko, są sprawniejsi i bardziej angażują się w życie zawodowe .
???
Nie rozumiem, w czym widzisz problem. Jeśli porównasz losowo wybrane grupy kobiet i mężczyzn, to prawdą jest że mężczyźni ogółem częściej podejmują ryzyko, są sprawniejsi i bardziej angażują się w życie zawodowe. Jeśli natomiast weźmiesz pod uwagę tylko te kobiety, których stosunek do pracy i życia rodzinnego jest taki, jak mężczyzn, i porównasz je z mężczyznami, to z badań wynika, że zarabiają one tyle samo lub niewiele więcej. Co pokazuje, że przyczyna różnic w zarobkach leży w zróżnicowanym podejściu do tych kwestii, a nie w płci.
4w5 pisze:
Issander pisze:Kobiety rodzą dzieci, przez co mają luki w stażu pracy, ale wcale nie muszą tego robić, prawda? A mężczyźni np. żyją krócej i nie mają w tej kwestii żadnego wyboru :) !
Co do ogółu prawda, co do szczegółu już niekoniecznie. Jakby tak zacząć prowadzić bardziej higieniczne życie pewnie pożyłoby się dłużej:)
Gdyby tylko długość życia mężczyzn zależała od ich trybu życia, miałabyś może i rację, ale to dotyczy w takim samym stopniu obu płci. Żyjąc zdrowo jako mężczyzna statystycznie i tak nie dożyję tylu, ilu dożyłbym żyjąc zdrowo jako kobieta.

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2469
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Feminizm a stereotypy

Post autor: Viljar » 8 sty 2016, 09:37

Nie bardzo rozumiem, o co chodzi z tym, że mężczyźni są "sprawniejsi", bo moim zdaniem różnie z tym bywa - pod względem fizycznym, umysłowym i emocjonalnym ;) Popularny dowcip mówi, że feminizm kończy się z chwilą, gdy trzeba wnieść lodówkę na szóste piętro - prawda jest taka, że żaden facet też nie da rady, nie sam. A taką małą studencką popierdółkę z jedną półeczką to każdy wniesie. Muskulatura mężczyzn jest średnio o 20% bardziej rozbudowana niż u kobiet, a to w gruncie rzeczy dość niewielka przewaga, zwłaszcza że kobiety zwykle są szybsze.

W kwestii emocjonalnej bywa różnie. Miałem różnych szefów i zauważyłem ciekawą zależność: kiedy kobieta zarządzała zespołem ludzi, wszystko szło sprawniej, projekty były robione w terminie i w lepszej jakości, za to kilka jednostek było wyraźnie faworyzowanych pod względem finansowym czy ważności i jakości przydzielanych zadań. Faworyzowane jednostki były w bliższych stosunkach z przełożoną. Jeśli szefem zespołu był mężczyzna, ocena odbywała się wyłącznie na podstawie faktycznych wyników, bez żadnych profitów wynikających z osobistych znajomości; niestety projekt był wówczas gorzej zarządzany, a pracownicy byli w większym stopniu skazani na siebie w kwestii podziału obowiązków.

inna sprawa to atmosfera w zespole. Jeśli szefem był mężczyzna, to czuć było nacisk na to, by więcej pracować indywidualnie, ale też więcej było kopania dołków pod współpracownikami, taka łagodniejsza forma wyścigu szczurów. Kiedy szefowała kobieta, atmosfera w zespole była bardziej przyjacielska, co wpływało na atmosferę i jakość pracy.

Natomiast niekompetentny szef to zmora niezależnie od płci. Inna rzecz, że mężczyzna prędzej będzie zwalał winę na pracownika, zaś kobieta będzie w większym stopniu skłonna wysłuchać informacji o problemach i - jeśli nie zostaną one przedstawione jako wina jej niekompetencji - pomóc rozwiązać przyczynę opóźnień, problemów itp.

Osobiście nie mam nic przeciwko kobietom na stanowiskach kierowniczych, jeśli tylko umieją ograniczyć stosunki prywatne od zawodowych. Za to jako współpracowników na równorzędnych stanowiskach zdecydowanie bardziej wolę kobiety - o wiele łatwiej się z nimi dogadać, mniej jest niezdrowej konkurencji, a w czasie np. przerwy na kawę łatwiej się rozmawia.

A co do większych zarobków kobiet w branży filmów dla dorosłych - kobiety zarabiają 4-10 razy więcej, co jest uzasadnione kosztami związanymi z dbałością o wygląd, badaniami lekarskimi (większe ryzyko chorób przenoszonych drogą płciową) oraz tym, że to one są "prawdziwymi gwiazdami", operacjami plastycznymi; nieoficjalnie mówi się także o wynagrodzeniu za sposób traktowania na planie.
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Bing [Bot] i 3 gości