Czy przyjaźń damsko-męska jest możliwa?

"Piekarnik" na kontrowersyjne tematy
Awatar użytkownika
króliczka
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 20 maja 2017, 21:11

Czy przyjaźń damsko-męska jest możliwa?

Post autor: króliczka » 31 maja 2018, 17:54

Scadrial pisze:
29 maja 2018, 23:45
Czy przyjaźń damsko-męska jest możliwa? Tak, ale muszą być spełnione pewne warunki. Pomijając asów i aro, to nie takie oczywiste. Jeżeli oboje są samotni, muszą się sobie nie podobać. Jeśli się sobie podobają, powinni być z kimś innym w związkach.
No niekoniecznie muszą się sobie nie podobać. Czasami człowiek uznaje kogoś za ładnego, ale uczucia romantyczne się nie pojawiają choćby bardzo chciał. Z pożądaniem (które należy oczywiście oddzielić od przyjemności czysto estetycznej bo nie zawsze chodzą razem) bywa podobnie - ktoś kręci seksualnie, ale zakochanie nie przychodzi.


Setsu pisze:
27 maja 2018, 21:14
Na tę chwilę identyfikuję się jako osoba aseksualna, ale wszystkich dookoła traktują jak alloseksualnych, bo wiem, że to ja jestem tym odrębnym ułamkiem procenta. Nie zakładam jednak, że każdy z każdym o każdej porze w każdym miejscu. Tutaj podzielam zdanie osób nade mną, szczerze boli mnie ograniczenie umysłowe ludzi na ten temat. Spotykam się z tym często, ponieważ mieszkam z facetem, którego poznałam w grze, więc tym bardziej musi być to znajomość z benefitami. W realu większość jest zszokowana, gdy sprostuję, że tylko się kolegujemy, bo jak to tak facet z dziewczyną pod jednym dachem jako współlokatorzy. W necie zaraz heheszki, że tylko mi się wydaje, że jako koledzy, bo różnica płci na to nie pozwala. W grze podobnie, a jeden chłopak nawet mnie przeprosił, że zajął mi zbyt dużo czasu, bo X musiał się wkurzyć. To jest takie płytkie na tak wielu płaszczyznach.
Mnie bardzo dziwią (i też może trochę denerwują?) poglądy ludzi na temat przyjaźni damsko-męskiej (że niby nie istnieje/jest niemożliwa/trudna do zaistnienia itd.), bo uważam że bardzo trudno zakochać się w mężczyźnie (a przynajmniej mi), a wiele osób przedstawia to tak jakby z faktu spotkania się dwóch istot odmiennej płci wynikały uczucia romantyczne pomiędzy nimi, o ile nie odpycha ich fizyczność drugiej osoby. A może nie wiem - ludzie mierzą to bardziej seksem? Tylko że przecież z samego faktu że konkretnego mężczyznę jest w stanie podniecić jego przyjaciółka, a ją ten przyjaciel również nie wynika jeszcze że jest w niej zakochany a ona w nim.

Awatar użytkownika
Azshara
ciAStoholik
Posty: 382
Rejestracja: 10 lip 2017, 19:38

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: Azshara » 31 maja 2018, 20:58

króliczka pisze:
31 maja 2018, 17:54
Mnie bardzo dziwią (i też może trochę denerwują?) poglądy ludzi na temat przyjaźni damsko-męskiej (że niby nie istnieje/jest niemożliwa/trudna do zaistnienia itd.), bo uważam że bardzo trudno zakochać się w mężczyźnie (a przynajmniej mi), a wiele osób przedstawia to tak jakby z faktu spotkania się dwóch istot odmiennej płci wynikały uczucia romantyczne pomiędzy nimi, o ile nie odpycha ich fizyczność drugiej osoby. A może nie wiem - ludzie mierzą to bardziej seksem? Tylko że przecież z samego faktu że konkretnego mężczyznę jest w stanie podniecić jego przyjaciółka, a ją ten przyjaciel również nie wynika jeszcze że jest w niej zakochany a ona w nim.
Powiem ci, że im bardziej wgłębiam się w ten temat, tym gorzej dla mnie. Wychodzi na to, że jeśli facet się ze mną koleguje, to muszę być dla niego odpychająca do granic możliwości, bo inaczej już dawno temu próbowałby mnie przelecieć, ewentualnie istnieje możliwość, że ledwo bo ledwo, ale się powstrzymuje. Naprawdę nie ma nic pomiędzy? Nie można doceniać urody koleżanki i jednocześnie nie chcieć wylądować z nią w łóżku? Naprawdę wszystko trzeba kończyć i komplikować seksem? Czytam i nie wiem jak mam później spojrzeć na facetów dookoła mnie. Może jestem naiwna, ale nadal wolę uważać, że facet też potrzebuje przyjaźni nie tylko z innym facetem i nie kryją się za tym motywy na tle seksualnym, pomimo, że sama się już raz na tym sparzyłam.

Tobie trudno zakochać się w facecie, ja też nigdy w nikim się nie zakochałam, ale jesteśmy wyjątkami. Akurat w tym przypadku większość nie może się mylić, to normalny etap u większości ludzi. Jednak nie powiem, w jakiś sposób dziwi mnie to, że niektóre osoby są w stanie się zakochać, następnie odkochać i tak kilka/ kilkanaście razy w życiu. Zastanawiam się, czy naprawdę kochały wiele razy (partnera, nie chodzi o rodzinę), czy tylko im się wydaje lub tak to nazywały.

Awatar użytkownika
takasobie
ASter
Posty: 691
Rejestracja: 24 mar 2016, 08:22

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: takasobie » 31 maja 2018, 21:39

Setsu pisze:
31 maja 2018, 20:58
Powiem ci, że im bardziej wgłębiam się w ten temat, tym gorzej dla mnie. Wychodzi na to, że jeśli facet się ze mną koleguje, to muszę być dla niego odpychająca do granic możliwości, bo inaczej już dawno temu próbowałby mnie przelecieć, ewentualnie istnieje możliwość, że ledwo bo ledwo, ale się powstrzymuje. Naprawdę nie ma nic pomiędzy? Nie można doceniać urody koleżanki i jednocześnie nie chcieć wylądować z nią w łóżku? Naprawdę wszystko trzeba kończyć i komplikować seksem? Czytam i nie wiem jak mam później spojrzeć na facetów dookoła mnie. Może jestem naiwna, ale nadal wolę uważać, że facet też potrzebuje przyjaźni nie tylko z innym facetem i nie kryją się za tym motywy na tle seksualnym, pomimo, że sama się już raz na tym sparzyłam.

Tobie trudno zakochać się w facecie, ja też nigdy w nikim się nie zakochałam, ale jesteśmy wyjątkami. Akurat w tym przypadku większość nie może się mylić, to normalny etap u większości ludzi. Jednak nie powiem, w jakiś sposób dziwi mnie to, że niektóre osoby są w stanie się zakochać, następnie odkochać i tak kilka/ kilkanaście razy w życiu. Zastanawiam się, czy naprawdę kochały wiele razy (partnera, nie chodzi o rodzinę), czy tylko im się wydaje lub tak to nazywały.
Gdy czytam różne wątki w internetach o tym, że jakas koleżanka z pracy się usmiecha do faceta i facet pyta, czy ona jest nim zainteresowana do związku, to zastanawiam się co z tymi ludźmi się dzieje. Nie można na kogoś dłużej popatrzeć, bo od razu że ktoś się komuś podoba, nie można się uśmiechnąć, bo od razu to zachęta do seksu. Normalnie cokolwiek w swoim życiu nie zrobisz, to seks. Ogólnie rozumiem, że celem każdego gatunku jest rozmnażanie się, ale bez przesady. Gdyby wszyscy mieli marnować energię na seks z każdym osobnikiem płci przeciwnej, to chyba nie dożywalibyśmy 20 rż :D.

Nie wiem co to znaczy być zakochaną. Wydaje mi się, że można się zakochiwać kilka razy w życiu. Niektórzy mają takie predyspozycje, że szybko i często to robią, inni prawie w ogóle. Moim zdaniem to coś jak odporność, każdy ma inną.

Awatar użytkownika
króliczka
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 20 maja 2017, 21:11

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: króliczka » 1 cze 2018, 09:15

Setsu pisze:
31 maja 2018, 20:58
króliczka pisze:
31 maja 2018, 17:54
Mnie bardzo dziwią (i też może trochę denerwują?) poglądy ludzi na temat przyjaźni damsko-męskiej (że niby nie istnieje/jest niemożliwa/trudna do zaistnienia itd.), bo uważam że bardzo trudno zakochać się w mężczyźnie (a przynajmniej mi), a wiele osób przedstawia to tak jakby z faktu spotkania się dwóch istot odmiennej płci wynikały uczucia romantyczne pomiędzy nimi, o ile nie odpycha ich fizyczność drugiej osoby. A może nie wiem - ludzie mierzą to bardziej seksem? Tylko że przecież z samego faktu że konkretnego mężczyznę jest w stanie podniecić jego przyjaciółka, a ją ten przyjaciel również nie wynika jeszcze że jest w niej zakochany a ona w nim.
Powiem ci, że im bardziej wgłębiam się w ten temat, tym gorzej dla mnie. Wychodzi na to, że jeśli facet się ze mną koleguje, to muszę być dla niego odpychająca do granic możliwości, bo inaczej już dawno temu próbowałby mnie przelecieć, ewentualnie istnieje możliwość, że ledwo bo ledwo, ale się powstrzymuje. Naprawdę nie ma nic pomiędzy? Nie można doceniać urody koleżanki i jednocześnie nie chcieć wylądować z nią w łóżku? Naprawdę wszystko trzeba kończyć i komplikować seksem? Czytam i nie wiem jak mam później spojrzeć na facetów dookoła mnie. Może jestem naiwna, ale nadal wolę uważać, że facet też potrzebuje przyjaźni nie tylko z innym facetem i nie kryją się za tym motywy na tle seksualnym, pomimo, że sama się już raz na tym sparzyłam.
Mogę Cię zupełnie niefałszywie pocieszyć ze przynajmniej kilka razy czytałam spod klawiatur mężczyzn zdania typu: "Mam atrakcyjną przyjaciółkę, ale nie zamierzam jej przelecieć/uprawiać z nią seksu" (to było w jakichś tematach o przyjaźni damsko-męskiej właśnie), i to nie tylko takich, którzy byli w tamtym momencie z inną kobietą.

panna_x
mASkotka
Posty: 1473
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: panna_x » 1 cze 2018, 09:59

No szczerze, to ja nie wierzę w przyjaźń damsko-męską. Może w luźne kumplostwo tak, ale w przyjaźń nie.

Awatar użytkownika
króliczka
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 20 maja 2017, 21:11

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: króliczka » 1 cze 2018, 10:57

panna_x pisze:
1 cze 2018, 09:59
No szczerze, to ja nie wierzę w przyjaźń damsko-męską. Może w luźne kumplostwo tak, ale w przyjaźń nie.
A mogłabyś napisać czemu nie wierzysz?

Albo inaczej: może najpierw ( oczywiście jeśli masz ochotę) napisz co byłoby tą - niemożliwą według Ciebie - przyjaźnią damsko-męską. Innych-chętnych również bym o to prosiła. Ja zacznę: przyjaźnią damsko-męską określiłabym taką relację w której obie strony pomimo silnej więzi, możliwości zwierzania się ze swoich problemów (oraz świadomości że uzyskanie jakiejś porady czy pomocy jest czymś realnym ), i darzenia siebie nawzajem zaufaniem nie posiadają do siebie uczuć romantycznych (nie są/nie byli nigdy w sobie zakochani). Mogą natomiast (w sensie - nie stoi to w sprzeczności z moją definicją przyjaźni mężczyzna-kobieta) moim zdaniem odczuwać podniecenie seksualne przebywając w pobliżu/przy kontakcie z drugą stroną a nawet uprawiać ze sobą seks (choć nie muszą).
Czyli ja tak jakby mierzę to bardziej poziomem "serca" (czy są tutaj głębsze uczucia czy też nie), a nie narządów płciowych ani też nie czynów (tego co dzieje się pomiędzy nimi - jeśli jest seks i zaufanie/możliwość zwierzania się ze swoich problemów, ale nie ma zakochania - jak najbardziej według mnie można nazwać to przyjaźnią). Dodam tu jeszcze coś: chyba widzę to inaczej niż większość ludzi, ale dla mnie jeśli mężczyzna i kobieta spotykają się ze sobą, uprawiają seks, ale nie są/nie byli nigdy w sobie zakochani, to nawet w przypadku gdy sami nazywają siebie parą ("mój chłopak", "moja dziewczyna") osobiście nie nazwałabym tego relacją romantyczną.
Jeśli moderator forum uważa że to już wykracza za bardzo poza temat, to prosiłabym nie usuwać tych postów tylko przenieść (albo ja założę taki wątek).

Awatar użytkownika
AlaZala
AS gaduła
Posty: 425
Rejestracja: 19 lis 2016, 17:06

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: AlaZala » 1 cze 2018, 14:48

Setsu pisze:
31 maja 2018, 20:58
Jednak nie powiem, w jakiś sposób dziwi mnie to, że niektóre osoby są w stanie się zakochać, następnie odkochać i tak kilka/ kilkanaście razy w życiu. Zastanawiam się, czy naprawdę kochały wiele razy (partnera, nie chodzi o rodzinę), czy tylko im się wydaje lub tak to nazywały.
Wyrażenia "być zakochanym w kimś" i "kochać kogoś" znaczą zupełnie coś innego. "Bycie zakochanym" to reakcja fizjologiczna, a "kochanie" to czynność wykonywana świadomie w wyniku podjętej decyzji. Językowe pokrewieństwo tych dwóch wyrażeń wprowadza tylko chaos... Zakochać się można wielokrotnie w wielu osobach, a potem "odkochać się", gdy reakcja fizjologiczna ustępuje. Kochać też można wiele osób, ale raczej trudno jest przestać kochać osobę, którą się raz świadomie pokochało.
króliczka pisze:
1 cze 2018, 10:57
Ja zacznę: przyjaźnią damsko-męską określiłabym taką relację w której obie strony pomimo silnej więzi, możliwości zwierzania się ze swoich problemów (oraz świadomości że uzyskanie jakiejś porady czy pomocy jest czymś realnym ), i darzenia siebie nawzajem zaufaniem nie posiadają do siebie uczuć romantycznych (nie są/nie byli nigdy w sobie zakochani). Mogą natomiast (w sensie - nie stoi to w sprzeczności z moją definicją przyjaźni mężczyzna-kobieta) moim zdaniem odczuwać podniecenie seksualne przebywając w pobliżu/przy kontakcie z drugą stroną a nawet uprawiać ze sobą seks (choć nie muszą).
Moja definicja jest trochę inna. Ja zdefiniowałabym, przyjaźń (nie tylko damsko-męską, ale każdą, bo może być też przyjaźń dwóch lesbijek lub dwóch gejów), jako relację w której:
- obie strony odczuwają silną więź i ufają sobie całkowicie,
- obie strony są gotowe bezinteresownie poświęcić część swojego dobra dla dobra drugiej strony,
- obecnie żadna ze stron nie jest zakochana w drugiej (ale mogła być zakochana w przeszłości),
- kontakt między stronami nie powoduje podniecenia seksualnego i nigdy strony nie podejmowały wobec siebie żadnych czynności seksualnych.

Awatar użytkownika
Scadrial
mASełko
Posty: 107
Rejestracja: 9 lut 2018, 06:25

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: Scadrial » 1 cze 2018, 15:45

AlaZala pisze:
30 maja 2018, 11:26
Ale ja nie chce się upodabniać do mężczyzny! Nie jestem mężczyzną i bycie traktowana jako mężczyzna przeszkadzałoby mi tak samo, jak bycia traktowana jako kobieta! Chciałabym po prostu być traktowana jako takim sam człowiek, jak wszyscy inni.
1. Nie chcesz być traktowana jak kobieta.
2. Nie chcesz być traktowana jak mężczyzna.
3. Chcesz być traktowana "jak wszyscy inni"
4. Wszyscy inni są traktowani jak kobieta albo jak mężczyzna.
= sprzeczność przesłanek
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 11:26
Chciałabym, żeby ludzie w moim otoczeniu przywiązywali do mojej płci tyle uwagi, co przywiązują do mojego koloru oczu.
Tych z bliższego otoczenia możesz o to poprosić, jednak nie warto obrażać się na rzeczywistość, że pozostali będą zwracać na to większą uwagę. Mają do tego podstawy, ponieważ płeć robi znacznie większą różnicę niż kolor oczu.
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 11:26
Przeszkadza mi tylko i wyłącznie to, jak dużo uwagi społeczeństwo przywiązuje do, dla mnie nieistotnego, faktu posiadania określonej płci!
Nic z tym nie zrobisz w skali społeczeństwa. Dla większości jest to jednak istotny czynnik.
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 11:26
Myślę, że 20-latka pracująca w McDonaldzie poczuje się dużo bardziej komfortowo i będzie dużo bardziej chętna do udzielenia odpowiedzi, gdy ktoś zapyta ją "Czy studiujesz lub pracujesz gdzieś?" niż "Czy studiujesz gdzieś?".
To byłoby trafne, ale mija się z zasadą, którą chciałem podkreślić, czyli duża szansa vs mała szansa. Istnieje duża szansa, że 20latka gdzieś pracuje w przeciwieństwie do bycia niehetero. Zamień maka na zasiłek.
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 11:26
Bezpieczeństwa?! Spanie w jednym pokoju z gwałcicielem lub gwałcicielką jest zupełnie innym problemem, niż spanie w jednym pokoju z kolegą lub koleżanką. Dla mnie kolega lub koleżanka, to raczej osoby podnoszące poziom mojego poczucia bezpieczeństwa, a nie obniżające go.
Myślałem raczej ogólnie o spaniu w jednym pomieszczeniu z osobami różnej płci, które mogą się nie znać. Swoją drogą podobno istotna część gwałtów ma miejsce ze strony osób bliskich, do których ma się jakieś zaufanie.
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 11:26
Dlaczego mężczyzna zachowujący się w sposób chamski, nieokrzesany i prymitywny miałby być bardziej odpychający dla kobiet niż dla mężczyzn? Myślę, że jest po prostu odpychający dla osób, które takich zachowań nie akceptują i same tak się nie zachowują, a nie jest odpychający dla osób, które również lubią zachowywać się w sposób chamski, nieokrzesany i prymitywny - niezależnie od płci tych osób.
Mężczyzna nie patrzy na mężczyzn pod kątem imponowania im w takim stopniu jak chciałby imponować kobietom. Jeśli już to w formie rywalizacji.
Trzeba też uwzględnić proporcje. Czy Ci się to podoba czy nie, statystycznie kobiety i mężczyźni zachowują się inaczej, mają inne normy i wzorce. I oczywiście znajdą się nieliczne kobiety, które lubią takie męskie nieokrzesanie, ale pewnie same są mało kobiece i tym samym nieatrakcyjne. Poza tym w swoim opisie nieco wyolbrzymiłem. Równie dobrze może tu też chodzić o mówienie prosto z mostu, krytykę bez ogródek i troski o samopoczucie drugiej strony. Taki męski styl może sprawdzić się w samczym gronie, ale zwykle to nie jest dobry pomysł wobec kobiet.
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 11:26
A kobieta lubiąca wpisywać się we "wzorce kobiecości" będzie pewnie chciała zaprezentować swoją wzorcowość wszystkim wokół - nie rozumiem, dlaczego miałaby tę wzorcowość prezentować tylko mężczyznom, a w obecności kobiet odreagowywać zachowaniem chamskim, nieokrzesanym i prymitywnym wielki stres odgrywania wzorcowej roli teatralnej przez mężczyznami.
Ponieważ u kobiet nie uzyska połowy tego, co może u mężczyzn. Kobiety mogą trochę poudawać przed facetami, ale trudniej jest im to robić przed sobą. Nie żeby w ogóle tego nie robiły, stąd pewnie stereotyp fałszywości przyjaźni damskiej. Dochodzi element rywalizacji, zazdrości. Niemówienie wprost skutkuje obmawianiem, skrytą niechęcią.
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 11:26
Ja wiem, kiedy czuję się bezpiecznie, a kiedy niebezpiecznie, bo już to empirycznie przetestowałam i wyciągnęłam odpowiednie wnioski.
To wciąż dowód anegdotyczny. Nie chodzi o poczucie bezpieczeństwa, a zbadane bezpieczeństwo. Pierwsze bywa złudne. Odbiorca części polskich mediów może czuć się bardziej zagrożony z powodu islamskich radykalistów niż odbiorca części mediów niemieckich, mimo że pierwszy ma realnie mniejsze do tego podstawy.
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 13:43
A tak naprawdę, to płeć i kolor oczu nie są nieporównywalne - są do siebie bardzo podobne! Obie cechy są uwarunkowane genetycznie, obie przejawiają się w wyglądzie zewnętrznym, obie mogą mieć wpływ na rozwój określonych chorób. Pod względem biologicznym jest między nimi dużo więcej podobieństw jest dużo więcej niż różnic!
To samo możesz powiedzieć o podobieństwie człowieka i dowolnego ssaka.
A pod względem genetycznym między człowiekiem a bananem jest tyle samo podobieństw co różnic...
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 17:23
Czyli po prostu przywiązywanie dużej wagi do płci jest tak popularne i tak głęboko zakorzenione w kulturze, że ludzie robią to nieświadomie, ślepo naśladując otaczające ich wzorce.
W kulturze i naturze. Poczytaj o różnicach biologicznych, przy czym nie ze źródeł genderowych, czy feministycznych, a naukowych. Być może jest tak, że kulturowe podkreślanie różnic płciowych (byle nie w formie przesadnie krępujacej manewry) jest dla większości osobników korzystne, pomaga wydobyć i rozwinąć atuty. Natomiast zawsze znajdzie się mniejszość, której to nie będzie odpowiadać. I należałoby to uszanować, jednocześnie nie rezygnując z konstrukcji kulturowej wokół płci.
AlaZala pisze:
30 maja 2018, 17:23
Jestem przekonana, że życie bez podziału na płcie byłoby nie tylko możliwe, ale nawet dużo łatwiejsze!
Dla obecnego stanu homo sapiens - sprzeczne z naturą. I nudniejsze. Dualizm płci daje potencjał rozwoju i miłości, ale naturalną koleją rzeczy jest, że pociąga to za sobą potencjał nienawiści, konfliktu i rozczarowania.
Poza tym ta pozbawiona jąder część społeczeństwa nie brałaby udziału w dyscyplinach sportowych. I generalnie większość kobiet straciłaby na tym sporo przywilejów, dlatego nie poprą takiego postulatu.

króliczka pisze:
31 maja 2018, 17:54
No niekoniecznie muszą się sobie nie podobać. Czasami człowiek uznaje kogoś za ładnego, ale uczucia romantyczne się nie pojawiają choćby bardzo chciał.
Dość rzadko. Mówię o spełnieniu trzech warunków. 1. oboje są samotni i tak się czują (albo jedna strona, wtedy jest nieszczęśliwe zakochanie), 2. są przyjaciółmi, czyli głęboka więź 3. podobają się sobie w sposób "przyciągający". Można uznać, że ktoś jest ładny, ale nie czuć pociągu.
króliczka pisze:
31 maja 2018, 17:54
Tylko że przecież z samego faktu że konkretnego mężczyznę jest w stanie podniecić jego przyjaciółka, a ją ten przyjaciel również nie wynika jeszcze że jest w niej zakochany a ona w nim.
Jeżeli nie mają nikogo (ani, co ważne, perspektyw na znalezienie kogoś w bliższym czasie), to przy braku moralnych hamulców rangi przekonań religijnych, pewnie się ze sobą prześpią. A później łatwo o to, by któreś się zakochało.

Setsu pisze:
31 maja 2018, 20:58
Powiem ci, że im bardziej wgłębiam się w ten temat, tym gorzej dla mnie. Wychodzi na to, że jeśli facet się ze mną koleguje, to muszę być dla niego odpychająca do granic możliwości, bo inaczej już dawno temu próbowałby mnie przelecieć, ewentualnie istnieje możliwość, że ledwo bo ledwo, ale się powstrzymuje.
Odsyłając Cię w pewne miejsca, pewnie nabrałabyś jeszcze większej dezaprobaty i zrezygnowania. Kwestia tego w jakich kręgach szukasz potwierdzenia lub negacji zjawiska.
Uspokoję, że aż tak źle to nie jest. Nie musisz być odpychająca, bylebyś nie wpadła takiemu w oko, są przecież stany pośrednie. Zachowując się w sposób aseksualny w relacji koleżeńskiej, bez kokieterii i nadmiernej zażyłości (wchodząc w relacje romantyczne trzeba krok po kroku przełamywać pewne granice), bez zarysowywania swojej kobiecości na tle jego męskości, możesz mieć pełno kolegów. Warto przy tym wliczać ryzyko, że któryś będzie chciał czegoś więcej. Często taki friendzonowany kolega nie ma dość inicjatywy, żeby podejmować wspomniane przełamywanie granic i tak kręci się wokół przyjaciółki bez podejmowania ryzyka. Ale to już zwykle kobiety wyłapują w zachowaniu. Aseksualnym pewnie trudniej.
Setsu pisze:
31 maja 2018, 20:58
Nie można doceniać urody koleżanki i jednocześnie nie chcieć wylądować z nią w łóżku?
Można, ale warto pamiętać o czynnikach - poziom samotności, powodzenia u kobiet i romantycznego zainteresowania w aspektach innych niż fizjonomia. Dorzuciłbym jeszcze poziom libido.
A pytasz o pragnienie fizjologiczne czy postanowienie woli, wynikające z chłodnej kalkulacji?
Pytanie po co kobiety aseksualne miałyby kusić urodą (tą warstwą modyfikowalną, że tak określę) kolegów...
Setsu pisze:
31 maja 2018, 20:58
Może jestem naiwna, ale nadal wolę uważać, że facet też potrzebuje przyjaźni nie tylko z innym facetem i nie kryją się za tym motywy na tle seksualnym, pomimo, że sama się już raz na tym sparzyłam
Przypuszczam, że za pragnieniem przyjaźni z kobietami kryją się motywy seksualne, przynajmniej podświadomie. Świadomie często tego nie musi być. Dużo facetów chce mieć przyjaciółkę/i, ale szkopuł w tym, że w trakcie poznawania się zabujają. Prawdopodobnie częściej niż kobiety, popularny motyw friendzone'a. Generalnie kobieta ma więcej możliwości zawarcia związku lub relacji seksualnych niż facet o porównywalnym do niej poziomie atrakcyjności. Ale to osobny temat.
Jeśli miałbym coś radzić, to po prostu uważać, żeby nie doprowadzić do zbyt dużej emocjonalności relacji, jakieś głębsze zwierzenia zachować dla siebie. Ograniczona ekspozycja kobiecości i seksualności (w przypadku Asek paradoksalnie to brzmi, ale może tu chodzić choćby o sposób ubierania się).
Właściwie przyjaźń i związek heteryka z aską stoją na tyle blisko siebie rangą, że mogę ponownie odesłać do tematu ciasteczka.
Setsu pisze:
31 maja 2018, 20:58
Tobie trudno zakochać się w facecie, ja też nigdy w nikim się nie zakochałam, ale jesteśmy wyjątkami.
Zwykle im bardziej człowiek wyróżnia się z tłumu, tym węższy krąg ludzi nadaje na podobnych falach. To także w kontekście przyjaciół przeciwnej płci.
Setsu pisze:
31 maja 2018, 20:58
Jednak nie powiem, w jakiś sposób dziwi mnie to, że niektóre osoby są w stanie się zakochać, następnie odkochać i tak kilka/ kilkanaście razy w życiu. Zastanawiam się, czy naprawdę kochały wiele razy (partnera, nie chodzi o rodzinę), czy tylko im się wydaje lub tak to nazywały.
Post wyżej AlaZala trafnie opisała to zjawisko.
Poczytaj czym jest zakochanie, to zjawisko biochemiczne. Związek posiada swoje etapy, w których określone hormony dominują i ustalają sposób postrzegania partnera. W przytłaczającej większości przypadków ten stan haju (określenia używam świadomie, można to porównać z narkotykami) ma datę ważności. 2 lata, czasami krócej lub dłużej. Dość żeby spłodzić dziecko i zostać z partnerką w okresie jego największej wrażliwości. Nie można jednak zażywać ciągle tego samego środka i mieć równie silne przeżycia, zakochanie się kończy. Wówczas albo związek wchodzi w dalszą fazę, bardziej przyjaźń, przywiązanie, przyzwyczajenie, wsparcie, niż ekscytacja i szaleństwo hormonalne. Albo się rozpada, patrz koncepcja seryjnej monogamii. Bo później można znowu się zakochać w kimś innym, ale pewnie im częściej taka karuzela, tym mniej w tym magii.
"Naprawdę kochać" - ciężko to określić, zależy od subiektywnych definicji. Podejrzewam, że mityczna prawdziwa miłość po grób czasem się zdarza, ale o wiele rzadziej niż ludzie w nią wierzą i by sobie życzyli.
Kwestia perspektywy. Po ustaniu efektów haju, może się wydawać, że "to nie była miłość, przeminęła z wiatrem". W czasach kiedy ludzie lekkomyślnie ładują się w związki bez perspektyw takie ułudy trafiają się często.

takasobie pisze:
31 maja 2018, 21:39
Gdyby wszyscy mieli marnować energię na seks z każdym osobnikiem płci przeciwnej, to chyba nie dożywalibyśmy 20 rż .
Stąd choroby weneryczne, smutek postkoitalny, odczucie przesytu, normy kulturowe, zazdrość i brzydota.

króliczka pisze:
1 cze 2018, 10:57
Mogą natomiast (w sensie - nie stoi to w sprzeczności z moją definicją przyjaźni mężczyzna-kobieta) moim zdaniem odczuwać podniecenie seksualne przebywając w pobliżu/przy kontakcie z drugą stroną a nawet uprawiać ze sobą seks (choć nie muszą).
Czyli ja tak jakby mierzę to bardziej poziomem "serca" (czy są tutaj głębsze uczucia czy też nie), a nie narządów płciowych ani też nie czynów (tego co dzieje się pomiędzy nimi - jeśli jest seks i zaufanie/możliwość zwierzania się ze swoich problemów, ale nie ma zakochania - jak najbardziej według mnie można nazwać to przyjaźnią).
Fuck friends. Ryzykowny układ. Relacje lustrzane w doskonałej formie nie występują, a tutaj zwykle dysproporcja pojawia się na tyle duża, że układ przestaje funkcjonować. Jedna strona chce od drugiej czegoś więcej prędzej czy później. Ponownie, sporo zależy od poziomu odczuwanej samotności i możliwości znalezienia partnerów. Jeśli poziomy u obu stron nie są wyrównane, któraś będzie bardziej zdesperowana i ograniczona do tej relacji, pojawia się zazdrość, wymagania nieprzewidziane w warunkach "umowy" ff. W końcu strona, której lepiej się powodzi, znajdzie sobie kogoś innego i strona "słabsza" cierpi. Jest jeszcze jedna poważna wada. W przypadku braku pojawienia się uczucia romantycznego i związanych z tym dram rozstaniowych, przyszły partner osoby, która była w relacji ff może obawiać się zdrady i odczuwać większą zazdrość, wiedząc, że ukochana osoba wciąż ma przyjaciela, z którym uprawiała seks. Świadomość, że jak coś pójdzie nie tak, to może ona szybko znaleźć pocieszenie u ex-ff oraz niejednoznaczności tamtej relacji, jak i lekkiego podejścia do seksu. Mnóstwo komplikacji.
Obrazek
Kliknij w obrazek, żeby powiększyć.

Awatar użytkownika
króliczka
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 20 maja 2017, 21:11

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: króliczka » 2 cze 2018, 15:22

Scadrial pisze:
1 cze 2018, 15:45
króliczka pisze:
31 maja 2018, 17:54
Tylko że przecież z samego faktu że konkretnego mężczyznę jest w stanie podniecić jego przyjaciółka, a ją ten przyjaciel również nie wynika jeszcze że jest w niej zakochany a ona w nim.
Jeżeli nie mają nikogo (ani, co ważne, perspektyw na znalezienie kogoś w bliższym czasie), to przy braku moralnych hamulców rangi przekonań religijnych, pewnie się ze sobą prześpią. A później łatwo o to, by któreś się zakochało.
Jeśli wcześniej "nie umieli" się w sobie zakochać, to raczej mało prawdopodobne (choć nie niemożliwe - takie przypadki faktycznie się zdarzają) że po seksie się to zmieni.

Awatar użytkownika
króliczka
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 20 maja 2017, 21:11

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: króliczka » 3 cze 2018, 12:03

Pozwolę sobie napisać coś jeszcze odnoście przyjaźni damsko-męskiej: gdyby to było takie łatwe że więź, i uprawianie seksu doprowadza do zakochania, to nie byłoby tylu związków z problemem (nie zawsze musi nim być) braku uczuć romantycznych - oczywiście nie chodzi mi o te, w których zanikły one na skutek urazów czy znudzenia, ale takie w których nie było ich od początku.
Mi się wydaje że seks w niektórych przypadkach może nawet osłabić uczucia, bo maksymalna bliskość fizyczna bywa że tworzy takie wrażenie swojskości, a swojskość = niegwiezdność (np. w przypadku posiadania osobowości tragicznego romantyka).

Setsu pisze:
27 maja 2018, 21:14
Denerwuje mnie to. Jeszcze w szkole nie mogłam nawiązać z kolegą głębszej relacji, bo od razu było przeświadczenie, że ze sobą kręcimy i coś z tego będzie, o ile już nie jest. Szkołę skończyłam, przyszedł czas na pracę i wydawałoby się dorosłych ludzi, tok myślenia pozostał ten sam :?
Mnie jeszcze jeśli chodzi o takie rzeczy denerwuje że nie mogę komplementować urody niektórych mężczyzn bez bycia posądzoną o jakieś ukryte intencje tzn. mi akurat się nie zdarzyło takie posądzenie, ale widziałam takie sytuacje jako osoba z zewnątrz kilka razy, z tym że one dotyczyły na ogół mężczyzn którzy w komentarzach stwierdzili że dana kobieta jest ładna - wtedy zaraz pojawiały się teksty typu: "i tak nie zar*****z", "szczyt stulejarstwa" itd.

Co do homoseksualistów, to zauważyłam że wielu ludzi postrzega ich przez pryzmat ich seksualności, na zasadzie: "dowiedziałem się że kolega jest gejem, ja jestem mężczyzną, więc muszę uciekać, bo na pewno będzie się dobierał", tak jakby oni nie mieli swoich preferencji i lecieli na każdego jako jedyne kryterium mając ustawione - "ta sama płeć".
Tak się składa że moja przyjaciółka jest lesbijką, i z tego co zauważyłam naprawdę mało która dziewczyna jej się podoba. Pokazywałam jej kiedyś takie typowe laski, o których faceci piszą że "wow", a ona stwierdziła że zbyt normalne/zwykłe (coś w tym stylu, nie pamiętam już).
Panuje takie przekonanie że są jakoś bardziej seksualni niż hetero, ciągle uprawiają seks i nie można wysłać pod ich opiekę dziecka, bo z pewnością wróci zgorszone. Chociaż... kiedyś chyba przeprowadzono ankietę, i wyszło że najczęściej uprawiają seks pary gejowskie, zaraz za nimi hetero, a na końcu lesbijskie, więc nie tyle najbardziej nastawieni na seks są homoseksualiści, co geje (a może po prostu meżczyźni?). No ale takie ankiety pokazują jedynie fakty, a nie przyczyny (a one są bardzo ważne).

AlaZala
Wpadłam na pewien pomysł: jeśli płeć Cię uwiera, to może spróbuj w jakimś miejscu w internecie od początku pisać w formie nijakoosobowej? np. Wczoraj byłom, albo byłum w sklepie. Zawsze to jakaś namiastka wolności od płci.

panna_x
mASkotka
Posty: 1473
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: panna_x » 3 cze 2018, 19:17

Króliczko, przyjaźń rozumiem w tradycyjnym znaczeniu. Czyli nie ma seksu ani chęci na niego, zakochania, uczuć romantycznych, ani seksualnych, pożądania. Jest zaufanie, częste rozmowy i spotkania, poświęcanie czasu, pomoc, wysoki stopień zażyłości. Jako przyjaźń nie uznaję kumpelstwa, czyli lubią się, gadają ze sobą, ale nie ma tam bardzo wysokiego stopnia zażyłości czy bardzo dużej częstotliwości spotkań. Ot po prostu koleżeństwo i nic więcej. Także dla mnie przyjaźń będzie czymś więcej niż koleżeństwo, ale też nie ma tam podtekstów seksualnych ani uczuciowych. Wierzę, że kobieta może przyjaźnić się z facetem, jeśli ten jest gejem.

Fuck friends to dla mnie nie przyjaźń tylko unowocześniona nazwa dla romansu bez zobowiązań.

Ja mam znajome lesbijki i w ich gronie kiedyś słyszałam, jak mówiły o gejach i to niepochlebnie- że są rozwiąźli, nie szukają miłości i stałego związku, lecz są chętni na trójkąty, zabawy itd. Że faceci tacy są, muszą się wyżyć. I że dla nich to nie do pomyślenia, kobiety oczekują uczuć itd. Szczerze, trochę mnie to zdziwiło, że to środowisko jest tak podzielone. Myślałam, że będą za prawami gejów, bo same są częścią tej grupy. Trochę nie rozumiem tej krytyki, nawet jak lubią zabawy czy nie są tak stali, to co komu to przeszkadza. Niech sobie żyją, jak chcą. Z kolei kolega gej nie ma takich obiekcji, kiedyś gadaliśmy i powiedziałam, że kobieta nie może przyznawać się do bujnego życia erotycznego, bo puszczalskie są źle odbierane, to powiedział, że niby czemu nie może, niech jej idzie na zdrowie.
Co do gwałtów, to słyszałam, że najczęściej sprawcami są osoby, które ofiara zna, ktoś z bliskiego otoczenia. Ale to, że ktoś jest z bliskiego otoczenia, nie znaczy, że od razu zasługuje na miano przyjaciela; przyjaciel nie skrzywdzi, dla mnie to są zwykli zwyrodnialcy i tyle.

panna_x
mASkotka
Posty: 1473
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Czy przyjaźń damsko-męska jest możliwa?

Post autor: panna_x » 5 cze 2018, 11:20

Mówiłam o przyjaźni damsko-męskiej, uważam, że kobieta i facet hetero nie będą się przyjaźnić. Tak samo nie wierzę, że przetrwałaby relacja, gdzie jedna osoba jest asem, a druga seksualna- mam na myśli układ kobieta i facet. Uważam, że u jednej ze stron pojawią się chęci inne niż przyjaźń ( może nie dojść do ich realizacji, ale wystarczy, że te chęci się pojawią, by dla mnie nie była to już tylko przyjaźń). Sądzę też, że kobieta seksualna bardziej by skłonna przyjaźnić się z facetem asem, ale seksualny facet uważam, że nie będzie przyjaźnił się z aską. Nie wierzę, że faceci są skłonni do samej przyjaźni bez podtekstów, jeśli kobieta nie daje szans na coś innego, to uważam, że się to rozpadnie. Od rozmów czy koleżeństwa ma kumpli, to po co mu kobieta, zwłaszcza, że zainteresowania często są inne u facetów i kobiet, i jak znaleźć wspólny temat. Ewentualnie uwierzę, że będzie się kumplował z kobietą do czasu, kiedy znajdzie sobie partnerkę. Wtedy zainwestuje w tamtą relację. Przyjaźnią nie jest dla mnie relacja, kiedy jedno jest zakochane, zauroczone i choć do niczego nie dochodzi, to już uczucia są inne niż czysta przyjaźń ( tak samo gdyby pojawiło się pożądanie, nawet nie miłość, ale to też już nie przyjaźń). Natomiast uwierzyłabym w przyjaźń dwóch asów, bez względu na płeć, w przyjaźń kobiety z gejem ( obojętnie, czy kobieta będzie hetero, bi czy aseksualna), w przyjaźń lesbijki i aski.

Awatar użytkownika
takasobie
ASter
Posty: 691
Rejestracja: 24 mar 2016, 08:22

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: takasobie » 5 cze 2018, 11:44

W życiu kilka razy widziałam przypadki przyjaźni damsko-męskiej obu stron hetero. A przynajmniej te osoby tak twierdziły, że to przyjaźń, bo nie śledziłam ich żeby podpatrzeć czy jest tam seks. Jeśli takie myśli pojawiły się w ich głowach, to nie mówili o tym. Zresztą na to co inni myślą nie mam wpływu. Moim zdaniem nie każdy facet myśli penisem i nie każda kobieta pochwą. Nie mam wpływu ani nie wiem dokładnie co się dzieje w czyjejś głowie.

Awatar użytkownika
AlaZala
AS gaduła
Posty: 425
Rejestracja: 19 lis 2016, 17:06

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: AlaZala » 5 cze 2018, 12:21

Próbuję rozszyfrować poglądy panny_x za pomocą tabelki... Mogłabyś uzupełnić nam te informacje o możliwości przyjaźnienia się osób różnej płci, których jeszcze nie mamy? Wpisałam te, które już podałaś.

Kod: Zaznacz cały

+------+------+------+------+------+
|      |  As  | Lesb |Hetero|  Bi  | Kobieta
+------+------+------+------+------+
|  As  | TAK  |      | TAK  |      |
+------+------+------+------+------+
| Gej  | TAK  |      | TAK  | TAK  |
+------+------+------+------+------+
|Hetero| NIE  |      | NIE  |      |
+------+------+------+------+------+
|  Bi  |      |      |      |      |
+------+------+------+------+------+
Mężczyzn

panna_x
mASkotka
Posty: 1473
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Seks jako narzędzie kontroli społecznej

Post autor: panna_x » 5 cze 2018, 20:41

Wg mnie jak wspomniałam, przyjaźń byłaby możliwa z facetem asem alb gejem dla kobiet wszystkich orientacji. Natomiast facet hetero uważam, że nie będzie przyjaźnił się z kobietą. No może niektórzy byliby w stanie kolegować się z męską lesbijką- oczywiście ci, co nie uważają, że prawdziwy facet nie może mieć do czynienia z lgbt. Prędzej znalazłyby się jakieś wspólne tematy, bo część tych męskich lesbijek ma męskie zainteresowania i zachowania, więc to w sumie taki kumpel, tyle, że z biustem. Kiedyś słyszałam od lesbijek, że jedną ich znajomą zostawiła partnerka na rzecz faceta, ale że w tym przypadku to tylko zmiana narządów płciowych, tak to ta zostawiona niczym nie różniła się od faceta. To ich słowa, więc proszę nie pytaj, co one uważają za wyznacznik męskości, bo nie chcę za nie tego interpretować.Więc może facet z męską lesbijką tak ( choć nie znam w realu takiej sytuacji), bo wspólne tematy, być może też ze względu na styl bycia nie byłaby ona pociągająca dla faceta i nie chciałby jej nawrócić czy coś ( a askę może tak, ile było tu na forum przypadków, że facet deklarował, że mu to nie przeszkadza, po czym jednak twierdził, że liczył, że ją zmieni). Facet bi uważam podobnie jak hetero, jeśli kręcą go kobiety, to uważam, że nic by z tego nie było. Oczywiście, zależy, jak kto interpretuje przyjaźń. Ja też nie siedzę ludziom w głowach, ale dla mnie gdyby pojawiły się takie myśli, to już wg mnie nie przyjaźń- tyle, że wie to tylko osoba zainteresowana, a nie inni wokół.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 3 gości