Demiseksualni - prośba o dyskusję

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
Art
mASełko
Posty: 106
Rejestracja: 23 lut 2011, 14:37

Demiseksualni - prośba o dyskusję

Post autor: Art » 24 lut 2011, 12:58

Zapewne, jako nowy użytkownik forum, zostanę zasypany odpowiedziami "to już było"/"skorzystaj z opcji szukaj" itp. :roll:

Ale wydaje mi się, że przeczytałem w całości większość wątków i nie znalazłem dyskusji wyczerpującej ten temat w dostatecznym stopniu.
Tyle tytułem wstępu i wyjaśnienia, bądźcie proszę wyrozumiali :oops:

Znalazłem dzięki jednemu z użytkowników SEA blog :

http://two-steps-from-hell.blog.onet.pl ... 20583956,n

pod którym umieściłem swój komentarz. Wkleję go tutaj w całości, ponieważ myślę, że w dużej części oddaje moje problemy :( :

"Bardzo Ci dziękuję za 2 ostatnie wpisy na blogu.

Wyjaśniły mi w pewnym stopniu dlaczego zawsze chciałem najpierw nawiązać więź emocjonalną z drugą osobą, która się mną zainteresowała [zapewne z powodów prim at],a co zazwyczaj kończyło się kiepsko [na zasadzie "dziwny jesteś ":( ] oraz dlaczego do dziewczyny/dziewczyn, które początkowo wcale mi się "nie podobały" [teraz przypuszczam, że nie mogły z założenia definicji "demi"] nagle zaczynałem odczuwać pociąg fizyczny gdy ją/je bardziej poznałem i nawiązała się między nami "nić porozumienia" [co też kończyło się źle, gdyż więź była z ich strony typowo koleżeńska/quasi przyjacielska i nie były zainteresowane bliższym związkiem].

Będę nadal drążył temat, chociaż źródeł niewiele i z przyjemnością wymieniłbym doświadczenia z innym demis, w jaki sposób radzą sobie w życiu osobistym i nie popadają we frustracje ciągłymi nieudanymi próbami nawiązania relacji.
Przyznam się, że po wielu latach jestem już tak przestraszony kolejnymi porażkami, że już nawet nie próbuję kogoś poznać albo próby są żenująco nieudolne. Dlatego jak ognia unikam sytuacji, gdy mogę się w kimś "zauroczyć" i zwyczajnie unikam takiej osoby albo w kontakcie sam na sam najzwyczajniej uciekam gdzie pieprz rośnie, bo wmawiam sobie, że to musi się skończyć kolejnym rozczarowaniem
Całe szczęście, że w tym wszystkim w okresach "nie zauroczenia" jestem aseksualny, bo napięcie by mnie przygniotło całkowicie.
Ale mimo wszystko czuje, że bardzo brakuje mi 2 osoby i ze nie chce być całe życie sam.:cry: "


:roll:

Chciałbym w tym temacie, oczywiście w miarę możliwości i Waszej wyrozumiałości, usłyszeć nie tylko słowa wsparcia i pocieszenia [jeśli takowe będą to za wszystkie jednak szczerze dziękuję ], ale przede wszystkim wypowiedzi osób, które mają podobne dylematy i chciałyby podzielić się swoimi doświadczeniami :idea:

Być może uda się w ten sposób zgłębić zagadnienie i dowiedzieć się jak unikać "fatalnych zauroczeń" a kiedy strarać się prawidłowo odczytywać intencje drugiej strony i kierować się instynktem w poszukiwaniu tych "dobrych" :roll:
Inexplicable

wera
ASiołek
Posty: 76
Rejestracja: 10 lut 2011, 01:15
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

Demi

Post autor: wera » 24 lut 2011, 14:47

Pojęcie Demi jest mi zupełnie obce,a przynajmniej takie było do teraz :D Demi kojarzy mi się co najwyżej z Demi Moore :lol: Nie będę chyba zbyt pomocna w Twoich rozsterkach.Ja mam chyba sytuację odwrotną.Owszem,zdarza mi się,że jakiś mężczyzna bardzo mi się spodoba(najpierw,tz.zanim połączy mnie z nim więź emocjonalna),myśląc o nim i widząc go odczuwam pociąg tudzież pożadanie :oops: :lol: Kiedy jestesmy w fazie poznawania sie,budowania więzi,te odczucia sie nie zmieniają,a nawet wzrastają!W końcu poznaję go już całkiem dobrze,czuję jak bardzo mi na nim zależy,wydaje mi sie,że to świetny okres na rozładowanie tego napięcia narastającego między nami przez te ostatnie miesiące,chcę pozwolic mu na więcej niż zwykle,i nawet pozwalam,i co?....no i własnie nic.Kompletna pustka,wszystko znika,całe podniecenie,napięcie,przyjemność,wszystko!Czar pryska!Nie dochodzi do niczego,bo nie mogę poprostu.Czuję się jak by to własny brat leżał koło mnie,nic mnie do tego człowieka nie ciągnie,nic nie czuję,nic nie chcę,przeciez znamy się tak długo,lubimy,przyjaźnimy,jak można taką relację zakończyć seksem?Uczucie sympatii czy zauroczenia zastępuję uczuciem obrzydzenia i nienawiści.I tak kończyła sie większość moich związków.Później udaje sie jeszcze odbudować relacje na poziomie dobrych kumpli,ale pociąg fizyczny do danej osoby nie powraca już nigdy.Nie rozumiem tego,no bo jeśli nie seks z ukochaną osoba,z którą sie długo znasz,no to z kim?Obca osoba tez odpada,bo jeszcze nie cięgnie mnie do niej na tyle,żebym była gotowa na jakieś zbliżenia.Odpada obcy,odpada znajomy,no to kto?Życie bez seksu jest wystarczająco fajne,już wiem jak to sie skończy,jesli znów spróbuję przekroczyć pewną granicę.Dlatego As był by dla mnie idealnym partnerem,bo ta granica nigdy nie została by przekroczona,nie włączył by mi się ten pstryczek nienawiści , obrzydzenia i wstretu i do seksu(który akurat w sferze marzeń sprawia mi wiele przyjemnośći :lol: ) i do kolejnej osoby.Czytając wypowiedź Art odkryłam swoją odwrotnośc do Demi,czyli pobudzenie i fantazje erotyczne w okresach samotnośći i w okresach wczesnej znajomości oraz "wygasły wulkan" w okresie,ktory dla Demi był by idealny na rozpoczęcie milosnych igraszek :wink:

Awatar użytkownika
DZIEWICA8
zarASek
Posty: 1874
Rejestracja: 6 paź 2006, 09:33
Lokalizacja: z Lublina

Demi

Post autor: DZIEWICA8 » 25 lut 2011, 10:13

Nie wiem czy dobrze rozumiem, ale chyba chodzi o to, ze osoba demiseksualna chce uprawiać seks tylko z osobą, która dobrze zna i kocha np. mąż/żona, długoletni partner/partnerka, nie chce zaś przelotnych romansów.
Jednak wydaje mi się, że nie jest to kwestia seksualności tylko raczej charakteru, podejścia do życia, posiadanych wartości. Myślę, że taka osoba nie będzie również akceptować zdrady małżeńskiej i współżycia przed ślubem.
DZIEWICA8
"Boże, daj mi pogodę ducha, abym godziła się z tym, czego zmienić nie mogę,
odwagę, abym zmieniała to, co zmienić mogę, i mądrość, abym zawsze potrafiła
odróżnić jedno od drugiego."

DZIEWICA8

Awatar użytkownika
Art
mASełko
Posty: 106
Rejestracja: 23 lut 2011, 14:37

Post autor: Art » 25 lut 2011, 16:55

Na anglojęzycznym forum AVEN znalazłem wiele wypowiedzi, które pozwalają mi teraz lepiej zrozumieć istotę demis.

Dwa krótkie cytaty są szczególnie trafne :
„Nothing wrong with being demisexual, of course, but that is annoying”
i
„ I'm struggling with demisexuality myself, so I have just as many questions as I do answers.”

Każdy inaczej to odczuwa. Ja też przez wiele lat myślałem, że to kwestia mojego charakteru, podejścia do życia, wychowania. Później zacząłem skłaniać się do teorii kompleksów a na końcu nawet fanaberii/kaprysu czy wręcz fobii albo fetyszu :shock:

I nic nie pasowało pojedynczo, tym bardziej wszystko na raz. Dlaczego ? Bo ani nie jestem zatwardziałym monogamistą z przykrymi doświadczeniami z dzieciństwa, ani też tradycjonalistą/katolikiem lub nieśmiałym romantykiem z piękną duszą tylko zupełnie przeciętnym chłopakiem jakich miliony na świecie [czytaj : zwykłą męską szowinistyczną świnią] :roll:

Zdarzył mi się kilka razy w życiu przypadkowy seks [studia/urlop/praca] i nie było tak, że mi się nie podobał ale nie było też tak, że mi się podobał. Był … no po prostu był.

Ale złapałem się na tym, że dopiero po nim chciałem nawiązać relację romantyczną z daną osobą, żeby „dopełnić” samego aktu. Głównym czynnikiem podniecenia i pożądania była pokręcona altruistyczna chęć sprawienia przyjemności partnerowi.
A moje myśli wyglądały w mniej więcej taki sposób – „lubię Cię, myślę że moglibyśmy iść znowu do łóżka …jeśli oczywiście chcesz, ale prawdę mówiąc mi na tym nie za bardzo zależy, wolę żebyś się do mnie uśmiechnęła a w myślach ja już resztą sobie wyobrażę i mi to wystarczy.” :oops:
Na co dzień nie dążę do seksu jak winien nakazywać instynkt, lecz nawet jak już jestem w bliskiej relacji z dziewczyną, gdzie odczuwam pożądanie … nie zależy mi na współżyciu czy też doznaniach sensualnych [fizycznych], w zupełności zadowalam się samym euforycznym poczuciem pragnienia drugiej osoby [jakiś dziwny rodzaj oziębłości].:?

Porównując moje wrażenia i innych ang. forumowiczów odbierających siebie jako demi, mogę stwierdzić, że nie chodzi tu też zdecydowanie o celibat. Każdy z nas ma mniejsze lub większe libido [sex drive], lecz nie odczuwa pożądania do konkretnej osoby od razu a dopiero po jakimś czasie, gdy już nawiąże się relacja choćby romantyczna [i nawet tylko platoniczna wymyślona w mojej głowie]– i niekoniecznie musi być to miłość, wystarczy zwykła wieź intelektualna/sytuacyjna.

Na koniec jeszcze jeden cytat :
In short: If I start dreaming about someone romantically, its always a clear sign that serious emotions/falling in love with that person is right around the corner...
No lepiej bym tego nie określił. Bo w moich marzeniach pierwotnych nie ma za grosz seksualności, tylko „dreszcze” i tzw. „motyle w brzuchu”, dopiero na końcu gdzieś pojawia się ciało :oops:

Zupełnie odrębnym problemem, jest “bezguście” demi. No bo jak szukać partnera, skoro każdy może nim być. Z kim starać się nawiązać relację skoro może mi się podobać każda dziewczyna a zarazem żadna…oczywiście z cech typowo zewnętrznych determinujących pierwotny wybór [wygląd/ubiór/sposób zachowania/bystrość umysłu itp]. :?
Inexplicable

Awatar użytkownika
Keri
łASkawca
Posty: 1644
Rejestracja: 16 cze 2009, 11:13
Lokalizacja: ze źródła światła :D (okolice Łodzi :P )
Kontakt:

Post autor: Keri » 25 lut 2011, 18:18

Zaciekawiłeś mnie tym :roll:

Bo czytajac to :roll: musze stwierdzic ze mam okresy aseksualn ktore sa teraz czestsze ale mala aktywnosc byla ale tylko w kwestii emocjonalnej ;)

Awatar użytkownika
Art
mASełko
Posty: 106
Rejestracja: 23 lut 2011, 14:37

Post autor: Art » 25 lut 2011, 19:27

To mimo wszystko dosyć kłopotliwe :?

Bowiem, gdy już uda mi się nawiązać relację romantyczną/intelektualną z dziewczyną i pojawi się z mojej strony pożądanie [można by to określić terminem „zauroczenia”] a gdzie już tylko o krok od tzw. „zakochania”, ja dopiero wtedy zaczynam starania o względy ewentualnej partnerki, podczas gdy ona jeśli była mną pierwotnie zainteresowana to już dawno sobie odpuściła [komu chce się czekać tygodniami/miesiącami próbując zwrócić na siebie uwagę drugiej strony] albo traktuje mnie już tylko jako kolegę i nie w głowie jej „psoty” :roll:

A że moja pokręcona konstrukcja psychiczna jest jaka jest [czyli krucha do bólu - nie ma co ukrywać, mięczak emocjonalny ze mnie] to później odchorowuje taki wydumany „zawód miłosny” niezmiernie długo i nie mam za bardzo sił i odwagi by znowu próbować :|

Dlatego uciekam od „zauroczeń” i powoli staję się mistrzem uników :wink:
Zadziwiające jak można być kreatywnym pod tym względem. Bo to, że można być pomysłowym w podrywaniu to rozumiem, ale żeby w unikaniu podrywu to już trochę chore. :shock:
Inexplicable

wera
ASiołek
Posty: 76
Rejestracja: 10 lut 2011, 01:15
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

:)

Post autor: wera » 25 lut 2011, 20:40

Art napisał:
"Na co dzień nie dążę do seksu jak winien nakazywać instynkt, lecz nawet jak już jestem w bliskiej relacji z dziewczyną, gdzie odczuwam pożądanie … nie zależy mi na współżyciu czy też doznaniach sensualnych [fizycznych], w zupełności zadowalam się samym euforycznym poczuciem pragnienia drugiej osoby [jakiś dziwny rodzaj oziębłości].:?"


To ja tez mam ten dziwny rodzaj oziębłości :wink: :lol:W tym akurat dokładnie Cię rozumiem Art :D

Awatar użytkownika
Keri
łASkawca
Posty: 1644
Rejestracja: 16 cze 2009, 11:13
Lokalizacja: ze źródła światła :D (okolice Łodzi :P )
Kontakt:

Post autor: Keri » 25 lut 2011, 21:55

Art pisze:Dlatego uciekam od „zauroczeń” i powoli staję się mistrzem uników :wink:
Zadziwiające jak można być kreatywnym pod tym względem. Bo to, że można być pomysłowym w podrywaniu to rozumiem, ale żeby w unikaniu podrywu to już trochę chore. :shock:
:shock: BRACIE :!: Znalazlem cie czlowieku podobny do mnie :lol: :mrgreen: Nawet nie wiesz ile razy ja sie meczylem z tym zauroczeniem ile razy uniki robilem :wink: Teraz tylko moje spojrzenie moze i bardziej przyciaga dziewczyny bo jestem jeszcze bardziej NIEDOSTEPNY :xmrgreen: Ale za to tez sie mnei boja :shock: Do tego az doszlo :roll: Nie boj żaby :D Moje uniki sprawily ze prawie nie reaguje na zaloty dziewczyn ;) Zreszta ja nie pragne "zwiazku" bo wiem ze sie nei odnajde w tych "psotach" xD

Awatar użytkownika
Art
mASełko
Posty: 106
Rejestracja: 23 lut 2011, 14:37

Post autor: Art » 25 lut 2011, 22:39

Skoro to „mój” wątek, to postaram się przyjąć postawę wodzireja i rozszerzać temat o kolejne zagadnienia. :wink:

Wera, więc wiesz też doskonale jak reaguje na to druga strona – albo na zasadzie „ciapka z ciebie” albo co gorsza „nie podobam Ci się ? znalazł się wybredny” :|

Keri, dziękuję że okazałem się pomocny. Te uniki powodują jednak, że jesteś postrzegany przez otoczenie jak odmieniec. Nic w tym strasznego, jeśli masz dosyć silną osobowość i radzisz sobie z tym, gorzej jak jej nie masz :?

Ile to razy słyszałem [kto nie słyszał ?] „jesteś gejem” lub” jesteś impotentem”? :shock:
Albo te spojrzenia jakbym bym dziwakiem/fetyszystą i stwierdzenia niby to żartem „Ty wyglądasz jak żołnierz SS, masz w szafie mundur i szpicrutę ?” :roll:
A to tylko mechanizm obronny, zewnętrzna maska przyjęta by wyglądem i zupełnie zimna, beznamiętną postawą „odstraszać” ewentualne desperatki [przepraszam Was dziewczyny] :oops:

Cieszę się, że znalazłem to forum, mogę wreszcie uzewnętrznić w jakimś sensie swoje uczucia i nie będę całkowicie wyśmiany, bo niestety w życiu realnym ta raczej niemożliwe. :wink:
Inexplicable

Awatar użytkownika
Buka
ASiołek
Posty: 82
Rejestracja: 6 wrz 2007, 14:09
Lokalizacja: Trójmiasto

Post autor: Buka » 25 lut 2011, 22:49

Witaj Art,
Ciekawy temat. Miałam z taką /lub bardzo podobną/ sytuacją styczność wielokrotnie, choć nikt nigdy nie szukał encyklopedycznych nazw, definicji, wyjaśnień.
Gratuluję odwagi poszukiwania. Do rzeczy:
Art pisze:(...) gdy już uda mi się nawiązać relację romantyczną/intelektualną z dziewczyną i pojawi się z mojej strony pożądanie [można by to określić terminem „zauroczenia”] a gdzie już tylko o krok od tzw. „zakochania”, ja dopiero wtedy zaczynam starania o względy ewentualnej partnerki, podczas gdy ona jeśli była mną pierwotnie zainteresowana to już dawno sobie odpuściła [komu chce się czekać tygodniami/miesiącami próbując zwrócić na siebie uwagę drugiej strony]
Wielu chce się czekać. Zapewniam. Wręcz traktują ten czas poznania, niepewności, nadziei, dreszczy i powolnego utwierdzania się w odczuciach jako proces sam w sobie dający wielką satysfakcję. Relacja, która buduje się tak długo jest niezwykła. Podlega też specyficznym prawom - z jednej strony jest bardzo narażona na komplikacje (przy braku zrozumienia intencji drugiej strony); z drugiej - potrafi wiele znieść, bo jest wielowymiarowa. (Relacja budowana długo składa się z drobnych kroków i przez to w efekcie jest bardziej elastyczna.)
Kolejność zaś taka sama w sobie, bywa czasem zwyczajnie określana romantyzmem oraz wielką delikatnością. Często jest to po prostu przyjmowane jako cecha charakteru.
Art pisze: albo traktuje mnie już tylko jako kolegę i nie w głowie jej „psoty” :roll:
Znam kilka związków, które budowały się właśnie przez takie drobne droczenie i balansowanie na granicy relacji przyjacielskich i partnerskich przez długi czas.
Wraca tu też odwieczna kwestia istnienia /bądź nie/ przyjaźni damsko-męskiej. Czasem takie z pozoru stabilne relacje kumpelskie potrafią jednak iskrzyć. Rozumiem, że nie chcesz liczyć na takie pojedyncze zdarzenie, tylko chciałbyś znać jakąś regułę, która gwarantowałaby taki, a nie inny przebieg związku?
Och. Obawiam się, że bez względu na to czy ktoś jest As lub S, homo, hetero, bi, czy cokolwiek innego - również chciałby sposobu, który zapewniałby partnerów "właśnie takich", czyli zgodnych z oczekiwaniami...
[/quote]
Art pisze:
A że moja pokręcona konstrukcja psychiczna jest jaka jest [czyli krucha do bólu - nie ma co ukrywać, mięczak emocjonalny ze mnie] to później odchorowuje taki wydumany „zawód miłosny” niezmiernie długo i nie mam za bardzo sił i odwagi by znowu próbować :|

Dlatego uciekam od „zauroczeń” i powoli staję się mistrzem uników :wink:
Zadziwiające jak można być kreatywnym pod tym względem. Bo to, że można być pomysłowym w podrywaniu to rozumiem, ale żeby w unikaniu podrywu to już trochę chore. :shock:
A to już znowu wskazuje jednak na "po prostu" wielką wrażliwość. (Cudzysłów - bo wiem doskonale, że wrażliwość nie jest prosta ;))

Odwagę trzeba mieć zawsze i przełamywać swoje bariery. Uczyć się siebie innych, wyczuwać subtelne znaki.
Jeśli przy wszystkich swoich cechach pragniesz i potrzebujesz związku - nie wolno Ci skazywać się na samotność przez takie uniki. Bo za jakiś czas miałbyś do siebie ogromny żal. (Tak, wiem, brzmi to banalnie. Niestety większość prawd tak brzmi.)

Czasem bywa też, że druga osoba odczytując Twoje intencje jako "jedynie kumpelskie" (interpretacja błędna z Twojego punktu widzenia) czuje nadal ten ognik do Ciebie, ale nie chcąc cierpieć sama sobie wmawia "to tylko kolega". Kiedy Ty się budzisz to kolejnego etapu - ta osoba może nawet tego nie widzieć, bo sama właśnie zamknęła się w ochronnym kokonie. Błędne koło.
Ale nie beznadziejne.
Da się. Tylko nie można się poddawać - jak ze wszystkim.

Pytanie dodatkowe - odpowiedź właściwie nie dla mnie, a dla Ciebie będzie istotna: Czy miałeś okazję być już w dłuższym związku i czy po czasie Twoje zainteresowanie strefą seksualną znika i powraca do opcji romantycznej? (Nie mylić z naturalną stabilizacją wielkiego boom, która z czasem przychodzi w większości związków.)

Pozdrawiam :wink:

Awatar użytkownika
Art
mASełko
Posty: 106
Rejestracja: 23 lut 2011, 14:37

Post autor: Art » 25 lut 2011, 23:21

Buka, to bardzo miłe że pochyliłaś się nad moim przypadkiem w tak analityczny sposób :roll:

W skrócie odpowiem :

1. To nie odwaga, to już raczej desperacja. Punktem zapalnym było odkrycie definicji "demis" a potrzeba przyklejenia samemu sobie łatki i zdiagnozowania problemu [tak, zdecydowanie uważam, że mam problem] zrobiła resztę :shock:

2. Zabrzmi to powierzchownie, ale oczekiwania otoczenia i w jakiś sposób wywierana przez nie presja wymaga dzisiaj od normalnego chłopaka, by był „prawdziwym mężczyzną”. Tzn. zauważał „seksowne” laski, szukał okazji i świntuszył [oczywiście celowo przesadzam, ale jest „cuś” na rzeczy] :evil:
Dlatego takie wielomiesięczne podchody nie są dla mnie, ponieważ primo to nie ja „podchodzę” a wprost przeciwnie czytaj : Secundo primo - jak już poczuję, że to może właśnie to, staję się zbyt bezpośredni w dążeniu do związku :oops:

3. Właśnie z powodów opisanych wyżej [albo tak sobie wmawiam] nie byłem nigdy w realnym związku, a jedynie w krótkich „romansach” :aniol:

I masz rację, wyrzucam sobie i mam do siebie żal, że jest jak jest. I że nijak nie mogę tego zmienić. Skupiłem się dla odwrócenia od tego uwagi na innych sferach życia [kariera zawodowa/sport etc]

4. Długi czas chciałem tak myśleć, że jestem po prostu „wielce wrażliwy”. Od jakiegoś czasu zdystansowałem się do tego na tyle, że realnie oceniam to jako zwykłe „przewrażliwienie” [zupełnie celowo nadaje temu negatywne znaczenie] 8)

Ale ja tu cały czas o sobie, może ktoś chciałby podzielić się swoimi przemyśleniami. Zachęcam, to na pewno nie zaszkodzi :)
Inexplicable

Zito
mASełko
Posty: 100
Rejestracja: 21 kwie 2010, 15:29

Post autor: Zito » 26 lut 2011, 00:32

.

Awatar użytkownika
Keri
łASkawca
Posty: 1644
Rejestracja: 16 cze 2009, 11:13
Lokalizacja: ze źródła światła :D (okolice Łodzi :P )
Kontakt:

Post autor: Keri » 26 lut 2011, 07:46

Widzisz Buka

Ten problem jest specyficzny ale jak sama zauwazylas nie jest nierozwiazywalny... Ale jest strasznie meczacy dla kgos kto go ma... Jeszcze jest wykluczane erotyczne zauroczenie na rzecz blizszej znajomosci.. Anie kazdy dzis patrzy na kogos w ten sposob. Duzo mlodych przenosi to co z telewizji do zycia a tam tylko erotyzm wyplywa na wierzch :roll: .

Skoro Demi skupia uwage na poznaniu i glebszych relacja to podryw erotyczny na poczatku znajomoscimzoe uznac i wrecz (w moim wypadku) jako cos zlego - to jest obrona bo nie tego sie chce :roll: . U osob Demmi seks i erotyzm moze byc ale nie jako przyjemnosc i zabawa (tak jak mlodzierz to dzis interpretuje) lecz jako spoiwo.

Zreszta pytasz o to czy byl w zwiazku ale po postach mozna odczytac ze nie. Bo niby czemu mialby byc zalamany? On szuka pomocy jak przestac tak sie zachowywac jak sie zachowuje i w koncu kogos znalesc :P

Art wiem ze ciezko jest nawet walczac z tym ale ja obserwujac swiat i jak mlodziez dochodze do wniosku ze malo moge dac w tym co chca :shock: Nie dam erotyzmu ani nawet nie "popsoce" erotycznie jak inni chca bo mnie to nie interesuje ;)

Awatar użytkownika
Art
mASełko
Posty: 106
Rejestracja: 23 lut 2011, 14:37

Post autor: Art » 27 lut 2011, 15:41

Ha :!: Po bliższym przyjrzeniu się tematowi [wiedza stricte empiryczna] doszedłem do ciekawych wniosków :idea:

W dużym uproszczeniu wygląda to tak, że :

Demi podoba się tylko ta osoba w której się zadurzy [zauroczy/zabuja – zwał jak zwał] :D
A powinno być cholera na odwrót przecież :oops: Z reguły zakochujemy się w tych, którzy nam się podobają :)

Demi jako kompletne bezguście nie umie powiedzieć kto mu się podoba i dlaczego 8)
Dlatego Demi często i długo przypatruje się jakiejś osobie i zastanawia się skołowany – „ Czy ona jest w moim typie ?” :roll:
Na szczęście Demi potrafi dokładnie określić kto i co na pewno mu się „nie podoba”. W ten sposób metodą selekcji negatywnej może mniej więcej dojść do wniosku jaki ten typ jest :diabel:

Demi nie powinien z góry zakładać, że to właśnie „to” albo wprost przeciwnie, że to na pewno "nie to” :!:
Gorzej, że nie potrafiąc przewidzieć, czy to „może to” czeka na jakiś wyraźny znak albo piorun z nieba i może się nie doczekać [chyba, że los się zlituje] :P

A na koniec mały poradnik dla Demi :
1. Należy uważać, żeby za bardzo nie polubić osoby z bliskiego otoczenia [praca/uczelnia/sąsiedztwo] zwłaszcza jeśli są to mężatki – wtedy dopiero zaczynają się kłopoty :lol:
2. Nie brać wszystkiego tak serio i zaakceptować ten drobny feler w swojej budowie :wink:
„Tak się gra jak przeciwnik pozwala” :!:
3. Mieć oczy szeroko otwarte i nie zniechęcać ludzi do siebie, bo wtedy to już na pewno nikogo Demi nie pozna 8)

I tyle na razie mam do powiedzenia :mrgreen:

ps.
Medice, cura te ipsum :wink:

Awatar użytkownika
Bella Wildrose
łASuch
Posty: 174
Rejestracja: 6 lip 2010, 20:42
Lokalizacja: Grudziądz
Kontakt:

Re: Demi

Post autor: Bella Wildrose » 1 mar 2011, 00:47

wera pisze:Czytając wypowiedź Art odkryłam swoją odwrotnośc do Demi,czyli pobudzenie i fantazje erotyczne w okresach samotnośći i w okresach wczesnej znajomości oraz "wygasły wulkan" w okresie,ktory dla Demi był by idealny na rozpoczęcie milosnych igraszek :wink:
Gdzieś na forum AVEN czytałam, że odwrotność Demi też ma swoją nazwę, a mianowicie Antidemi. Takie osoby odczuwają pociąg, gdy nie są zakochane, ale kiedy się zakochują, tracą ten pociąg i chcą romantycznej relacji (czy po prostu aseksualnej, bez romantyzmu). Jak łatwo się domyślić, o nich wiadomo jeszcze mniej niż o Demi. Gdy wpisać "antidemi" w wyszukiwarkę Google, otrzymujemy głównie linki do klubów antyfanów Demi Moore :P A jak sobie wyobrażę, że istnieją też osoby, które raz są Antidemi, a raz Demi, to w ogóle robi się bigos :D Jak je nazwać? Halfdemi? Niejeden by powiedział, że to głupie wymyślanie różnych rzeczy na siłę, ale cholerka, to istnieje!

Co do tego, co napisała Dziewica, Demi nie tyle "chce" uprawiać seks z osobami, z którymi tworzy emocjonalną więź, co tylko w przypadku takiej rozwiniętej więzi odczuwa taką potrzebę. Teoretycznie chcieć mógłby zawsze - nawet gdy nie odczuwa pociągu, na przykład po to, żeby mieć dziecko (no różnie to bywa). Jak powiedział Art: "seks był... no po prostu był" i tyle. Jak łatwo zauważyć, typ ten jest niezwykle podobny do aseksualnego typu C. Na AVEN istnieje nawet dyskusja czy Demi i As typ C to nie jest jedno i to samo. Hm według definicji, As typ C "odczuwa podniecenie i uważa ludzi za atrakcyjnych, ale nigdy nie łączy w związku emocji z fizycznością". To zależy jak to rozumieć. Pasuje trochę zarówno do Demi, jak i do Antidemi. Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, że Demi oraz Antidemi też mogą uważać ludzi za atrakcyjnych. Przecież to, że podobają mi się czyjeś włosy, oczy czy cokolwiek, to jeszcze nie znaczy, że odczuwam pociąg - nic specjalnie nie wynika z tego uważania kogoś za atrakcyjnego. Swoją siostrę też mogę uważać za atrakcyjną - piękną. Do Antidemi pasuje ta część o niełączeniu w związku emocji z fizycznością - jeśli rozumieć to tak, że owszem, emocje są, ale nie ma mowy o fizyczności do nich, mimo że kiedyś potrafiłem odczuć podniecenie. Jeśli natomiast rozumieć to tak, że emocje nie wynikają z fizyczności, to pasuje również do Demi. Do którego typu najbardziej pasuje As typ C to chyba zależy od tego, czy As typ C "odczuwa podniecenie" przed czy po emocjach :) Może nawet gdyby drążyć to dalej, to wyszłoby, że Demi i Antidemi to odgałęzienia As typu C.

Również odnośnie postu Dziewicy, to właśnie, jak dla mnie, nie tyle są "wartości życiowe", co po prostu czuje się tak, a nie inaczej. Osobiście w ogóle nie chcę ślubu, a i tak określam się jako Demi. Więc owszem, taka osoba może nie chcieć seksu przed ślubem, ale równie dobrze może go chcieć, jeśli poczuje tą chęć. Dodatkowe zasady życiowe to już faktycznie nie kwestia seksualności. Mogę czuć chęć do seksu przed ślubem, a mogę uważać to za niemoralne z powodu konserwatywnych poglądów.

Co do gustu i bezguścia Demi i do tego, z kim próbować nawiązać bliższą relację - myślę, że odpowiedź jest prosta: z przyjaciółmi. Powierzchownie to z nikim i ze wszystkimi. Cechy typowo zewnętrzne mogą decydować, jeśli coś więcej mówią o danej osobie, np. że ma podobne zainteresowania, więc mogę się z nią zaprzyjaźnić.

Moim zdaniem, konkretniejszy problem to kiedy Demi pragnie (co byłoby zrozumiałe i logiczne), żeby ta druga osoba zakochała się w ten sam sposób - to znaczy dzięki emocjom, a nie przez wygląd. To jest dopiero ciężki orzech do zgryzienia. Warto pamiętać, że ta druga osoba nie musi wcale się określać jako demiseksualna. Najprawdopodobniej będzie uważała się za "normalną", czyli seksualną osobę, tyle że nieco lepszą i głębiej myślącą od innych lub za aseksualną. Nazwa Demi nie jest rozpowszechniona nawet w stopniu zadowalającym. Mimo to, da się zauważyć, kto ewidentnie JEST demiseksualny, chociaż o tym nie wie :) Na tej podstawie można zaspokoić tego rodzaju wymaganie czy może raczej potrzebę.

To, czy taka osoba akceptuje zdradę małżeńską, to zależy. I może właśnie zależeć od tego, w kim właściwie się zakocha. Bo załóżmy, że Demi 1 zakochuje się w Demi 2, a ta druga osoba zdradza pierwszą. Jasne jest, że POCZUŁA coś do kogoś innego, co dla Demi 1 jest uderzające. A załóżmy, że Demi 1 zakochuje się w seksualnej (S) osobie, która zdradza. Dla Demi 1 może zupełnie nie liczyć się to, że osoba S kogoś dotykała i była blisko fizycznie, a nie emocjonalnie, mentalnie. Może liczyć się dla niej to, że z nią ma tą więź i odpowiednią relację, a to, co S dał kochance czy kochankowi może być błahe dla Demi.

Aha, pozytywnym akcentem zakończę i powiem, że też mam "ten dziwny rodzaj oziębłości", że jaram się samym uczuciem pożądania do danej osoby, a nie muszę tego realizować w stosunku seksualnym. Myślałam, że tylko ja tak mam :)
Obrazek
Obrazek

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 4 gości