Czy braliście jakieś leki p.depresyjne?

Dodaj swój głos! (ankiety są anonimowe)

jakiego typu leki przyjmujecie?

TLPD(amitryptylina,klomipramina
0
Brak głosów
IMAO(moklobemid)
0
Brak głosów
SSRI(np.fluoksetyna,sertralina
13
59%
SSRE(tianeptyna)
0
Brak głosów
SNRI(wenlafaksyna,milnacipram
0
Brak głosów
NRI(reboksetyna)
0
Brak głosów
NDRIBupropion)
1
5%
Neuroblokery,antag.recept.5-ht1,5-ht2,5-ht3(mianseryna,trazodon,mirtazapina
2
9%
neuroleptyki:chlorprotiksen,haloperidol,sulpiryd,olanzapina,chlorpromazyna etc..
2
9%
Hyperici herbae (Deprim,Deprim Forte)
4
18%
 
Liczba głosów: 22

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 2 gru 2008, 08:40

camellia pisze:Z drugiej strony nie wiem, czy jakaś pogadanka z humanistą byłaby w stanie mi pomóc. Ostatnio jest ze mną coraz gorzej - po trzech czy czterech godzinach pracy wracam do domu padnięta, bez cienia energii, stale bym tylko spała, ryczała i rozpamiętywała nie wiadomo co. Jestem płaczliwa, wszystko mnie wkurza. Bolą mnie plecy, nogi, głowa i brzuch. Męczą mnie najprostsze czynności. Nawet nie mam siły wyjść z psem. Czuję się tak, jakbym miała co najmniej 80 lat.
A to akurat nic dziwnego, depresja czy jakiekolwiek inne dolegliwości w zakresie psychiki bardzo często odbijają się na zdrowiu fizycznym. I wbrew pozorom nawet pogadanka może pomóc - choroby psychosomatyczne to dziwne, ale ciekawe zagadnienie. Czasami powiązania między psychiką i ciałem są tak silne, że np. depresja czy fobia mogą powodować alergię, atopowe zapalenie skóry itp.
Camellia pisze: A rano jest najgorzej - tak sobie myślę, czy na tydzień nie załatwić sobie zwolnienia lekarskiego, bo skonam chyba.
IMHO to nie jest dobry pomysł. Na zwolnieniu będziesz miała dużo więcej czasu na myślenie o tym, co Cię męczy, dręczy i wcale nie odzyskasz energii. Mimo wszystko uczestniczenie w codzienności i ustalony rytm dnia pomagają jakoś funkcjonować, nawet jeśli człowiek nie ma na to ochoty. Ale samym odpoczynkiem zmęczenia nie usuniesz, bo z tego, co piszesz, wynika, że to jest zmęczenie o innym podłożu niż fizyczne.
Jeśli mimo to jesteś zdecydowana wziąć zwolnienie, to upiecz dwie pieczenie przy jednym ogniu i wykorzystaj ten czas na wizytę u psychologa czy psychiatry w innym mieście (jeśli u siebie nie masz takiej możliwości, albo z jakichś powodów nie chcesz).

Awatar użytkownika
DAMA
Zbanowana
Posty: 221
Rejestracja: 6 lis 2008, 11:02

Polak u psychoterapeuty

Post autor: DAMA » 2 gru 2008, 14:31

Depresja na pewno nie jest współcześnie modą ( jak próbuje się sugerować w mediach ).
To prawda,że coraz więcej osób zapada na chorobę duszy,ale składa się na to obecnie cały szereg przyczyn. Należą do nich m.in: zaburzenia więzi społecznych,bezrobocie,problemy w pracy,nieumiejętność dostosowania się do zmieniającej się rzeczywistości. To samo życie dostarcza stresu i prowadzi ostatecznie do depresji......
Zbyt dużo problemów,za trudno- to znak współczesności.
U lekarzy psychiatrów leczy się już 1,5 mln Polaków i liczba ta wzrasta z roku na rok.
Do pewnego momentu ludzie mają umiejętność radzenia sobie z własnymi problemami emocjonalnymi ( czym silniejsza osobowość i psychika tym ta umiejętność większa).Pomocy u różnego rodzaju specjalistów zaczyna się szukać gdy samodzielne rozwiązanie problemu zawiodło,gdy wszystko zaczyna się wymykać spod naszej kontroli...
Według mnie nawet najlepszy specjalista tak do końca nie rozwiąże za nas problemów ( chociaż oczywiście może bardzo pomóc). Dlaczego ? Otóż dlatego,że nie istnieje szczęście na receptę. :D

LACORUNA
mASełko
Posty: 133
Rejestracja: 30 wrz 2008, 12:29
Lokalizacja: GDYNIA

Post autor: LACORUNA » 2 gru 2008, 15:52

Nigdy nie bralam lekow tego typu, ani nie bylam u lekarzy zajmujacych sie depresja lub jej pochodnymi..

Na chandrę - forum SEA ;-)

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Re: Polak u psychoterapeuty

Post autor: Agnieszka » 2 gru 2008, 19:07

DAMA pisze:To samo życie dostarcza stresu i prowadzi ostatecznie do depresji...
Nie zgodzę się. Życie samo w sobie nie jest źródłem stresu - stres rodzi się, kiedy człowiek wyolbrzymia problemy, z którymi się styka, kiedy nie podchodzi do wyzwań w sposób racjonalny. Wszystko zależy od tego, jak mamy poukładane klocki w głowie, cała reszta jest neutralna. Człowiek przepuszcza świat, życie, otoczenie przez swoje filtry w głowie i stąd biorą się problemy. A skąd się biorą filtry? To mix charakteru, osobowości, wychowania, genów, poziomu hormonów, powtarzanych schematów itp. itd.
Klocki można poprzestawiać, ale jest to trudne, czaso- i pracochłonne, bo jak przez powiedzmy dwadzieścia osiem lat wkodowałam sobie jakiś wzór postępowania czy odbioru świata zewnętrznego, to zmiana tego wzoru i wkodowanie nowego nie nastąpi z dnia na dzień.
I żeby nie było, że się wymądrzam, to dodam, że wnioski wyciągnęłam na podstawie swojego życia :P

Awatar użytkownika
DAMA
Zbanowana
Posty: 221
Rejestracja: 6 lis 2008, 11:02

Post autor: DAMA » 2 gru 2008, 19:38

Pisząc " to samo życie dostarcza stresu " miałam na myśli różnego rodzaju problemy życia codziennego związane przykładowo ze zjawiskami gospodarczymi,czy społecznymi w kraju.
A jak ktoś reaguje na te zjawiska i jak sobie z nimi radzi to jak najbardziej indywidualna sprawa. Tak jak napisałaś to kumulacja wielu czynników ( osobowości,charakteru,genów,hormonów itd....)W związku z tym są osoby mniej lub bardziej odporne na stres.
Jednak bardzo często żródło stresu jest wśród nas..w tym co się wokół nas dzieje.....
Przykład : pogorszenie się sytuacji ekonomiczno-gospodarczej w USA w ostatnim czasie spowodowało wzrost uzależnień od różnego rodzaju środków ( typu narkotyki,alkohol ) i wzrost zachorowań na depresję.
Jeśli chodzi o mnie to absolutnie nie mam tego typu problemów.Dawno temu wypracowałam u siebie odporność na stres,chociaż sądzę,że to też kwestia predyspozycji osobowościowych.
Swoje wnioski natomiast wyciągnęłam na podstawie obserwacji,kontaktów z różnymi ludżmi oraz na podstawie wiedzy,którą posiadam. Pozdrawiam :D

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 2 gru 2008, 22:18

DAMA pisze: Przykład : pogorszenie się sytuacji ekonomiczno-gospodarczej w USA w ostatnim czasie spowodowało wzrost uzależnień od różnego rodzaju środków ( typu narkotyki,alkohol ) i wzrost zachorowań na depresję.
Nadal uważam, że to, o czym piszesz, to czynniki neutralne, a stres i jego źródło są w głowie ;)

Awatar użytkownika
urtika
sASanka
Posty: 2185
Rejestracja: 27 maja 2008, 21:06

Post autor: urtika » 3 gru 2008, 15:51

Agnieszka pisze:
DAMA pisze: Przykład : pogorszenie się sytuacji ekonomiczno-gospodarczej w USA w ostatnim czasie spowodowało wzrost uzależnień od różnego rodzaju środków ( typu narkotyki,alkohol ) i wzrost zachorowań na depresję.
Nadal uważam, że to, o czym piszesz, to czynniki neutralne, a stres i jego źródło są w głowie ;)
Zgadzam się z Agnieszką
Quirkyalone

Awatar użytkownika
DAMA
Zbanowana
Posty: 221
Rejestracja: 6 lis 2008, 11:02

Post autor: DAMA » 3 gru 2008, 16:21

Do Agnieszki i Urtiki

W gruncie rzeczy krążymy wokół tego samego...... :D
Napisałam,że są osoby mniej lub bardziej odporne na stres ( podatne),czyli ta odporność lub jej brak kumuluje się w głowie.
Natomiast pewne czynniki,o których wspomniałam ( zaburzenia więzi społecznych,bezrobocie,problemy w pracy,nieumiejętność dostosowania się do zmieniającej się rzeczywistości itp...) mogą wywołać lub przyczynić się u wielu osób do zachorowania na depresję.
Jak pokazuje rzeczywistość mnóstwo osób jednak nie radzi sobie w zderzeniu z otaczającą nas rzeczywistością i popada w różnego rodzaju stany obniżonego nastroju ( depresję). Kiedy codzienność zaczyna być nasycona coraz większą ilością różnego rodzaju problemów,trudności zaraz zwiększa się liczba osób cierpiąca na chorobę duszy...
Owszem są tacy,których żadne problemy nie są w stanie złamać(psychika) i jakiekolwiek dylematy zewnętrzne ( a nawet wewnętrze-osobiste ) nie są w stanie wywołać u nich depresji.
Pozdr :D

Awatar użytkownika
dziwożona
tłumok bezczASowy
Posty: 1940
Rejestracja: 29 lut 2008, 20:29
Lokalizacja: z bagien i uroczysk
Kontakt:

Post autor: dziwożona » 3 gru 2008, 16:48

Uważam, że depresja jest ostatnio bardzo modna, ktoś ma obniżony nastrój, od razu twierdzi, że ma depresję. A i psychiatrzy i psychologowie ulegają tej modzie, szafując na prawo i lewo takimi diagnozami. Jest to już osobne zjawisko! A z reguły są to zaburzenia subdepresyjne. Prawdziwa depresja to totalna autodestrukcja. Trudne sytuacje życiowe mogą sprawić, że się ujawni, ale raczej jej nie wywołają. Znam osoby, którym w życiu nigdy niczego nie brakowało, a leczyły się na depresję.
Seks należy tępić, gdyż z niego biorą się dzieci - źródło naszej nieustającej, pedagogicznej udręki.

Awatar użytkownika
camellia
ciAStoholik
Posty: 355
Rejestracja: 21 maja 2007, 23:27

Post autor: camellia » 3 gru 2008, 17:33

Z pewnością wiele osób nadużywa słowa 'depresja', nie rozumiejąc tak naprawdę, czym jest ta choroba. Niektórzy zwykły, chwilowy smutek, nazywają od razu depresją, co jest totalną bzdurą.
Nie zgadzam się jednak do końca z Tobą, dziwożono, iż depresja, jak się wyraziłaś, to totalna autodestrukcja. Tak na pewno jest, gdy chory ma depresję bardzo ciężką, w jakimś zaawansowanym stadium chyba. Nie jestem lekarzem, a już zwłaszcza psychiatrą, ale powszechnie wiadomo, że są różne typy depresji. Są na przykład ludzie, którzy mają tzw. osobowość depresyjną, czyli cierpią na dystymię, często nie zdając sobie sprawy z tego, że ten stan ducha można leczyć, poprawić go.
Są ludzie, którzy z pozoru żyją normalnie, wydaje nam się, że wszystko u nich w jak najlepszym porządku, aż tu nagle... przychodzi wieść o tym, że popełnili samobójstwo. Moja siostra chodziła do klasy z takim chłopakiem. Powiesił się. Zostawił list... Przykre to było. Bliscy i znajomi mieli wyrzuty sumienia, że w porę nie zareagowali. Zresztą, ciężki to temat.
Panie, co oznacza to, czym mnie doświadczasz...

Awatar użytkownika
urtika
sASanka
Posty: 2185
Rejestracja: 27 maja 2008, 21:06

Post autor: urtika » 3 gru 2008, 19:36

Generalnie nie mam nic przeciwko psychologom czy psychiatrom, tylko ciekawa jestem czy któryś z waszych specjalistów powiedział wam kiedyś, że mając depresję nie powinno się jeść słodyczy, gdyż zawarty w nich cukier nasila depresję, zmęczenie i zły nastrój? Wielu lekarzy, tych, którzy łączą wiedzę akademicką z profilaktyką, np. dietoterapią pisze o tym w swoich publikacjach. Pewna lekarka medycyny chińskiej ( która poza tym ma doktorat z pediatrii) twierdzi, że osoba cierpiąca na depresję nie powinna jeść słodyczy przez 3 lata. Powiedziałam to kiedyś koleżance, która często narzekała, że ma "dołek", a jej reakcja była następująca: " Trzy lata? Mnie 3 dni ciężko byłoby wytrzymać bez słodyczy!"
Prócz tego istnieje związek między poziomem litu w organizmie a depresją. Pisze o tym J.Roik w książce Jak zdrowo żyć,( to jeden z tych lekarzy, którzy kładą duży nacisk na zapobieganie chorobom cywilizacyjnym) i zaleca picie wód mineralnych z zawartością litu. Pisze też o związku między niedoborem witaminy B6 a depresją.
Terapia u psychologa bądź psychitry to jedna sprawa, ale jeśli pacjent nie zmieni swoich nawyków żywieniowych, to chyba będzie błędne koło.
Quirkyalone

Awatar użytkownika
camellia
ciAStoholik
Posty: 355
Rejestracja: 21 maja 2007, 23:27

Post autor: camellia » 3 gru 2008, 19:51

urtiko, wielu jest lekarzy, nie tylko psychiatrów, którzy leczą ludzi po łebkach, wypisując tylko (w trakcie trwającej 5 minut wizyty) recepty na leki. Leczą skutki, a nie przyczynę choroby.
Wybaczcie, że znów napiszę o sobie, ale to będzie dość dobry przykład. Otóż, nabawiłam się choroby refluksowej żołądka, pewnie z nerwów, ale mniejsza o to. Chodziłam do mojego lekarza ogólnego, który nie skierował mnie na żadne badania, tylko wciskał mi do ręki recepty na leki zmniejszające poziom kwasu w żołądku. Kiedy biorę te leki, czuję się troszkę lepiej. Chwilowa przerwa w "tabletkoterapii" powoduje straszne dolegliwości ze strony żołądka. Do czego zmierzam? W chorobie tej dieta również odgrywa ważną rolę. Nie powinnam jeść m. in. jabłek, owoców cytrusowych, pomidorów, cebuli, pikantnych potraw, pić alkoholu; o czekoladzie nie wspomnę. Sama musiałam się doczytać w tej kwestii, bo lekarz nawet nie mruknął na temat diety. Zresztą, takich historii znacie pewnie więcej.

A wracając do Twojej wypowiedzi: zaskoczyło mnie to, co napisałaś na temat diety w depresji. Nie ma to jak nasza oczytana i zorientowana w temacie urtika :D
Panie, co oznacza to, czym mnie doświadczasz...

Awatar użytkownika
dziwożona
tłumok bezczASowy
Posty: 1940
Rejestracja: 29 lut 2008, 20:29
Lokalizacja: z bagien i uroczysk
Kontakt:

Post autor: dziwożona » 3 gru 2008, 20:55

Camellio, trudno stawia się diagnozy psychiatryczne umarłym.
Seks należy tępić, gdyż z niego biorą się dzieci - źródło naszej nieustającej, pedagogicznej udręki.

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 3 gru 2008, 22:05

DAMA pisze:W gruncie rzeczy krążymy wokół tego samego...... :D
Niezupełnie :P
DAMA pisze: Napisałam,że są osoby mniej lub bardziej odporne na stres ( podatne),czyli ta odporność lub jej brak kumuluje się w głowie.
Natomiast pewne czynniki,o których wspomniałam ( zaburzenia więzi społecznych,bezrobocie,problemy w pracy,nieumiejętność dostosowania się do zmieniającej się rzeczywistości itp...) mogą wywołać lub przyczynić się u wielu osób do zachorowania na depresję.
No właśnie, Ty widzisz pewne sytuacje jako czynniki, a ja ich w ten sposób nie postrzegam. Myślę teraz o analogii jakiejś, żeby jaśniej pokazać, o co mi konkretnie chodzi... Może tak: dekorator do tortów - wypełniasz go powiedzmy kremem i wyciskasz - w zależności od tego, jaką końcówkę założysz, wyjdą Ci albo gwiazdki, albo podkowy, kwiatki czy choinki. Nawet jeśli ciągle używasz cytrynowego kremu, to kształty wyjdą Ci różne. Z drugiej strony, nawet jeśli zmieniasz krem, czy w ogóle przerzucisz się na majonez, jeśli wciąż masz tę samą końcówkę, to wciąż będą Ci wychodzić gwiazdki. Krem, majonez czy jakakolwiek inna substancja to sytuacje zewnętrzne - z natury rzeczy bezkształtne; psychika, osobowość, charakter, umysł czy jakkolwiek inaczej nazwiemy to, co zachodzi w naszej głowie, to końcówki - od nich zależy, jak będziemy postrzegać tę bezkształtną masę.
Jeśli w czyjejś głowie jest końcówka z uśmiechniętą buźką, to taka osoba nawet przykre czy wręcz tragiczne doświadczenia będzie umiała przyjąć racjonalnie, może z dozą optymizmu, może z nadzieją, że będzie lepiej. Jeśli jednak u kogoś jest końcówka ze smutną buzią, to i w sytuacji, kiedy wygra w totolotka czy dostanie prezent, popadnie w czarną rozpacz.

Sorry za to gastronomiczne porównanie, ale tak jakoś wyszło, bo jestem głodna :mrgreen:

A z Dziwożoną i zgodzę się, i nie. Pewnie, sporo jest osób, które wyolbrzymiają wszystko, co możliwe i w efekcie wydaje im się, że napad złego samopoczucia to od razu depresja i powód do psychoterapii i sięgnięcia po prozac czy co tam jeszcze innego jest na czasie.
Z drugiej strony silna depresja niekoniecznie musi wiązać się z totalną autodestrukcją, chociaż z trzeciej strony być może przez autodestrukcję rozumiesz również psychicznie niszczenie samego siebie. No dobra, bardziej się zgadzam xD

Camellio, przypadek, o którym napisałaś, wcale nie jest taki nietypowy - właściwie bardzo często bywa tak, że skutecznie życie odbierają sobie osoby, które nie trąbią o tym na prawo i lewo. Jeśli ktoś wyraźnie pokazuje chęć popełnienia samobójstwa lub po prostu rozgłasza to wszem i wobec, to często (nie powiem, że zawsze, bo to nieprawda) albo szuka pomocy, czyli de facto widzi szansę, nadzieję jakąś; albo próbuje zwrócić na siebie uwagę innych. W wielu przypadkach jest tak, że 'skuteczny' samobójca (głupio to brzmi, sorry xD) przed odebraniem sobie życia zwykle jest pogodzony ze swoją decyzją i wydaje się, że wszystko z nim w porządku, a on po prostu poukładał sobie swoje sprawy i w pewnym sensie cieszy się, bo znalazł rozwiązanie problemów (czyli śmierć).

Gość

Post autor: Gość » 9 gru 2008, 12:53

urtika pisze:Kate- ale przecież napisałaś, ze w tej chwili u Ciebie już jest o'k. :|
no widzisz w tym momenci jest wszystko Ok ale to jest zbyt skomplikowane bym miala tlumaczyc wszystko od poczatku;-) osoba zdrowa nie zrozumie chyba tego
jest Ok ,ale moze byc z powodu jednego duzego stresu co mnie czeka -np.wystepienie przed klasa .. zle- stres zacznie na mnie dzialac i zaczne np znow nie spac z powodu stresu ,i zaczne miec wykanczajace myśli ze sie nie uda ze to ze tamto,analiza ciagla itd a w konsekwencji bede chiala wiac w tym dniu z uczelni byle go nie czytac ;) mam osobowosc unikającą;)
a zeby do tego nie dopuscic nalezy wczesniej sie udopornic lekami by sie nie posypac

a depresji nie mam
wogole nie wiem czego zeszliscie na temat tylko na temat depresji
jest jeszcze nerwica natrectw ktora leczy sie lekami- ja ja mam,jest jeszcze anoreksja i bulimia ktora leczy sie lekami i pelno innych zaburzen ktore siedza w psychice a osoba z zewnatrz nie odkryje ze chorujemy i bierzemy leki bo tego nie widac
tak samo dystymie sie leczy lekami ktora tez mam;)
ale narazie nie biore lekow-jest Ok i niech tak narazie zostanie
cale szczescie referat mnie ominie bo inaczej pewnie byloby nieciekawie;)

ODPOWIEDZ