muszę iść na wesele:-(

Nie każdego dnia ptaszki ćwierkają. Jak Ci się ten dzień przydarzy, my wysłuchamy.
Awatar użytkownika
pigmalion
gimnASjalista
Posty: 13
Rejestracja: 11 lis 2007, 17:41
Lokalizacja: warszawa

muszę iść na wesele:-(

Post autor: pigmalion » 2 sty 2011, 18:43

Hej. To nie jest niby wielki smutek, są dużo poważniejsze sprawy do martwienia się... Ale jednak jestem dziś kompletnie rozpieprzony przez fakt dowiedzenia się, że niedługo muszę iść na wesele. Znaczy - sprawa rozgrywa się w najbliższej rodzinie (niestety), więc - choć nikt mnie pistoletem nie sterroryzuje - raczej muszę iść, bo to będzie odebrane jako duży nietakt. Rodzina ta jest (niestety) wyjątkowo nakierowana na plotki i wywiad - zawsze wszystko muszą wiedzieć. Jak zwykle grono to (uzupełnione jeszcze "obcymi") będzie podpytywać, komentować: kto to, dlaczego sam przylazł, chłop po 30-tce a ciągle sam, może nie chce się przyznać że gej, a może jeszcze coś gorszego? Nienawidzę imprez rodzinnych zwykłych, a coś takiego jak wesele to koszmar. Notabene jedną z najbardziej żenujących spraw zawsze wydawała mi się transakcja pod tytułem "szukam dziewczyny na wesele", ogłoszenia takich ludzi, którzy - będąc seksualnymi - boją się tego, że będą musieli iść na wesele sami... Kościół, a ja do kościoła nie chodzę - to kolejna rzecz. Nie lubię oszukiwać nikogo, Pana Boga też. Dalej: kamera w kościele, żeby (un)reality show było, potem jazda na odludzie, do dworku jakiegoś na imprezę mnie czeka! Patos i sztuczność wesela jest dla mnie niezrozumiały. Ok, chcą się ludzie żenić, wiązać ze sobą - ja im przecież życzę jak najlepiej... Ale nie lubię wtłoczenia na siłę w rubaszny korowód. Wtedy włącza się u mnie ze szczególną siłą taki żal. Że wśród nich jestem jestem odmieńcem jakimś. Outsiderem. Że los zaprogramował mi łeb tak, że zamiast się cieszyć - martię się. No i (najbardziej niestety!) czuję - a jednak, jednak! - zazdrość, że w chwili, gdy tym ludziom jest dobrze, mnie jest źle, bo wydaje mi się, że życie tych wszystkich ludzi jest tak bardzo proste w porównaniu do tego mojego szarpania się, gryzienia. Żałosne to - wiem, wiem. I z tego powodu też mi jeszcze bardziej dziś smutno. Mówię sobie: piep..., nie bedę się tym przejmować. A zaraz po chwili to jednak wraca. Ktoś spyta: o co w końcu mi chodzi. Tak, kiedyś byłem szaleńczo zakochany, byłem po tamtej stronie mocy. Też tak chciałem żyć - "normalnie". W głowie się poustawiało, a raczej pokomplikowało na obecny stan dopiero z czasem. Nie ma mowy, bym wrócił "tam". Ale Wolność i Niezależność pod wpływem takich okoliczności przyrody jak wesele o 10 lat młodszego kolesia, którego znam od dziecka, jednak zmienia imię na Samotność. I to boli. P
Zbyt wiele wrażliwości jest przekleństwem. Nazywajmy rzeczy po imieniu: to jest nóż na gardle.

Awatar użytkownika
Jo
bASałyk
Posty: 731
Rejestracja: 7 lut 2009, 23:07
Lokalizacja: z wlasnego swiata

Post autor: Jo » 2 sty 2011, 20:30

Smutny post. Tym smutniejszy, ze ostatnio zetknelam sie z tym samym i mialam bardzo zle dni z tego powodu. Kogo nie spotkalam - wszyscy pytaja o ta druga osobe albo o dzieci (sic!). A ja tak zatrzymalam sie, obejrzalam sie, zastanowilam. Zle mi, ze zycie mam wciaz niepoukladane, w rozjazdach i ciagle sama. Dziwna jakas.

Ostatnio na wlasne zyczenie nie poszlam na dwa wesela, bo: po pierwsze, nie mialam ochoty, po drugie - nie mialam z kim isc, a po trzecie - bardzo daleko mieszkam (to byla bardzo dobra wymowka).

Trzymaj sie jakos. Nie przejmuj sie. Zyj swoim zyciem.

Ps. Sorry za moje zale, ale czasem mam zle dni, a ostatnio nawet bardzo zle.

Awatar użytkownika
pigmalion
gimnASjalista
Posty: 13
Rejestracja: 11 lis 2007, 17:41
Lokalizacja: warszawa

Post autor: pigmalion » 2 sty 2011, 20:46

Trzymaj się jakoś. Nie przejmuj się. Żyj swoim życiem.

dziewięć słów i trzy kropki, a jednak znaczy to dla mnie dużo dziś. naprawdę. dzięki. P
Zbyt wiele wrażliwości jest przekleństwem. Nazywajmy rzeczy po imieniu: to jest nóż na gardle.

Awatar użytkownika
Artemis
pASsiFlora
Posty: 1354
Rejestracja: 7 sie 2008, 21:41
Lokalizacja: z miasta

Post autor: Artemis » 2 sty 2011, 21:24

Spróbuj znaleźć jakieś pozytywy sytuacji. Naprawdę nikogo nie lubisz ze swojej rodziny?
Pocieszę Cię. Mam samotne świadkowanie za sobą (też nie wypadało odmówić). I żyję :).
Zdecydowanie bardziej brakuje mi kogoś do sprzątania i wynoszenia śmieci ;).
Turysta-człowiek pętający się po szlakach w poszukiwaniu jedzeniaObrazek

Awatar użytkownika
pigmalion
gimnASjalista
Posty: 13
Rejestracja: 11 lis 2007, 17:41
Lokalizacja: warszawa

Post autor: pigmalion » 2 sty 2011, 21:57

świadkowanie? podziwiam... No właśnie cała tamta strona rodziny jest w "mafii plotkarskiej". Przypadkowe zobaczenie mnie na ulicy z koleżanką z wydziału wywołało już prawie pytania, kiedy JA się z NIĄ żenię i dlaczego JĄ "ukrywałem"!!! żądni sensacji paranoicy... Tak nie chcę mieć z nimi do czynienia, że sam w paranoję popadam... P
Zbyt wiele wrażliwości jest przekleństwem. Nazywajmy rzeczy po imieniu: to jest nóż na gardle.

tom
ASter
Posty: 620
Rejestracja: 15 mar 2009, 19:42

o

Post autor: tom » 2 sty 2011, 22:57

O tak, znam ten ból..... :)

Awatar użytkownika
Weep
ruda mASzkara
Posty: 539
Rejestracja: 26 mar 2008, 12:38
Lokalizacja: Łódź/ Włocławek
Kontakt:

Post autor: Weep » 2 sty 2011, 22:59

Współczuję Ci, naprawdę. Również unikam takich dużych rodzinnych spędów, mam za sobą kilka imprez weselnych i nie wspominam ich szczególnie ciepło. Nie lubię tańczyć, nie potrafię ładnie się poruszać i unikam tańca jak ognia. Gdy jakiś mężczyzna uprze się, żeby mnie wyrwać do tańca zawsze mam problem. Odmowa jest krępująca, zwłaszcza jak facet mocno naciska ale sam taniec też sprawia, że czuję się nieswojo, jestem spięta i mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą i śmieją się z mojej niezdarności. Poza tym druga sprawa: plotki. Mnie też wciąż wypytują o związki, czy mam chłopaka, czy ktoś się za mną kręci... to przykre, tym bardziej, że w gruncie rzeczy chciałabym z kimś być i móc się nim pochwalić, ale mnie chyba pisane jest zostać singlem. ;)
Mam nadzieję, że jakoś to przetrwasz, pomyśl, że to tylko jedna noc, można wytrzymać a potem zaszyć się w czterech ścianach sam na sam ze sobą i odpocząć.
Życie stoi przede mną otworem.
I nawet wiem co to za otwór.

Awatar użytkownika
frank86
starszASek
Posty: 47
Rejestracja: 13 mar 2010, 09:01
Lokalizacja: bstok

Post autor: frank86 » 3 sty 2011, 02:01

Rozumiem Twój problem bo sam miałem taki sam, a rodzinę mam i plotkarską i wielką (więc i wesel niemało). Na początku chodziłem z koleżankami, zmieniłem zdanie po weselu z noclegiem i koleżanką, która stanowczo chciała za dużo. Pomyślałem sobie - co tam, na kolejne idę sam. Jest trochę głupio, ale w gruncie rzeczy mało mnie to obchodzi. Szczególnie, jeśli ktoś tak jak ja lubi sobie przy takiej okazji gulnąć - wtedy przyjaciół znajduję aż za dużo :)

Ogólnie to moim skromnym zdaniem lepiej pójść samotnie i wyjść na dziwaka (o ile kogoś to obchodzi) niż przestać pokazywać się publicznie. Wydaje się, że człowiek jest wolny, niezależny i asertywny, a tymczasem może stać się po prostu milczącym odludkiem.
What if I say I'm not like the others?

Awatar użytkownika
holliza
ciAStoholik
Posty: 398
Rejestracja: 20 maja 2010, 14:12
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: holliza » 3 sty 2011, 12:37

Rozumiem doskonale co czujesz. Mam dość dużą rodzinę, więc spotkania w większym gronie zdarzają się dosyć często... Wygląda zawsze tak samo: ciągłe pytania o chłopaka i ślub:/ Przecież mój czas, moja kolej już przyszła... Według wszystkich... Nienawidzę tego, więc jak tylko mogę staram się wykręcać z takich imprez rodzinnych (jednak niestety rzadko mi się udaje:( ). Na wesela chodzę sama, bo chyba już wolę pytania typu "dlaczego jesteś sama?", niż "więc kiedy ślub?". I chociaż od zawsze wszystkim mówię, że nie wyjdę nigdy za mąż - to nikt w to nie wierzy...
Każdy ma swoje życie i musi go przeżyć tak jak tego chce. Nie możemy się podporządkowywać innym, bo wtedy na pewno nie będziemy szczęśliwi.
Życzę Ci przetrwania wszystkich pytań i uwag. Wiem, że to nie jest łatwe, ale najlepiej nie przejmować się innymi.
"Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy."

Awatar użytkownika
dea
ASiołek
Posty: 55
Rejestracja: 13 lis 2010, 00:22
Lokalizacja: śląsk

Post autor: dea » 3 sty 2011, 21:35

I mnie gama opisywanych odczuć jest nieobca.

Nie ma typowego sposobu na 'przetrwanie' - można spróbować cieszyć się szczęściem innych (choć nas omija), tryskać dobrym humorem, usmiechem i każdą plotkę, niewygodne pytanie tudzież zaczepkę obrócić w żart.

Awatar użytkownika
Ernest
AStrum
Posty: 1482
Rejestracja: 3 kwie 2009, 00:15
Kontakt:

Post autor: Ernest » 3 sty 2011, 21:40

pigmalionie, moim skromnym zdaniem, to co piszesz nie jest żałosne, a wręcz przeciwnie. Szczerość i otwartość z jaką piszesz o swoich słabościach świadczy o Tobie bardzo dobrze.
,,Wszyscy jesteśmy większymi artystami niż się nam zdaje." F. Nietzsche

''To see a World in a Grain of Sand
And a Heaven in a Wild Flower
Hold Infinity in the palm of your hand
And Eternity in an hour'' W. Blake

,,...by lekko obcial koncowki nie skracajac wlosow" Keri

Awatar użytkownika
Libra
carrASius
Posty: 2233
Rejestracja: 18 kwie 2009, 19:23

Post autor: Libra » 3 sty 2011, 21:48

dea pisze:każdą plotkę, niewygodne pytanie tudzież zaczepkę obrócić w żart.
gorąco polecam ten sposób- celną, zabawną ripostą można zarówno rozbawić otoczenie jak i przekierować rozmowę na inne tory.
What's mooo?

marchewa
AS gaduła
Posty: 475
Rejestracja: 7 gru 2009, 19:55

Post autor: marchewa » 3 sty 2011, 21:53

Mi do tej pory udało się omijać wesela kuzynów, zawsze znalazłam jakąś wymówkę. Ale do kogoś kogo naprawdę lubię poszłabym nawet z chęcią.

tom
ASter
Posty: 620
Rejestracja: 15 mar 2009, 19:42

o

Post autor: tom » 3 sty 2011, 21:54

Na pewno dostrzega kolega Pigmalion pewne fakty, które innym póki co umykają. Myślę, ze to kwestia wieku, moze nawet pewnej erudycji. Faktem, który mnie osobiście nie raz boli jest to, że prawdziwe "pokraki i gamonie", mają rodziny, dzieci. A dla wielu ludzi z tego forum, naprawdę, inteligentnych i atrakcyjnych, jest to takie trudne. :cry:
Acha, jeśli ktoś uzna, z świętym oburzeniem, że moja wypowiedż świadczy o zarozumialstwie, to mam to gdzięś, niech sobie uzna :P
Acha, tylko niech nikt nie pisze, "o... jaki twój post jest smutny, albo jakiś tam....". Bo zabiję :diabel:
OK, żartuję, :)

Awatar użytkownika
Artemis
pASsiFlora
Posty: 1354
Rejestracja: 7 sie 2008, 21:41
Lokalizacja: z miasta

Post autor: Artemis » 3 sty 2011, 21:57

A ja nie widzę nic złego, żeby poprosić o towarzystwo jakąś koleżankę. Jeśli masz się czuć lepiej...
U mnie akurat, to czy się dobrze bawię absolutnie nie zależy od osoby towarzyszącej... choć rozumiem, że inni mogą mieć inaczej. No i w ogóle mężczyźni mają gorzej - wokół tyle fajnych wolnych dziewczyn... Kobiety nie muszą się tłumaczyć, powszechnie wiadomo, że wszyscy fajni faceci są już zajęci :wink:
Turysta-człowiek pętający się po szlakach w poszukiwaniu jedzeniaObrazek

ODPOWIEDZ