Strona 118 z 133

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 15 sty 2018, 20:53
autor: Viljar
Dolores O'Riordan nie żyje :( Ja, czterdziestoletni prawie facet, ryczę jak bóbr...

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 16 sty 2018, 12:44
autor: panna_x
wkurzyła mnie przyjaciółka. Jest bezrobotna, po 2 mgr i podyplomówce oraz kilku stażach. Ciągle jęczy, że nie ma pracy, że ma doła z tego powodu. Tymczasem jak się ostatnio z nią spotkałam, to okazało się, że miała propozycję pracy w przedszkolu. Ale zachorowała. I nie wiedzieć czemu powiedziały dyrektorce placówki, że wyjechała do Anglii zamiast powiedzieć, że choruje i żeby ten etat przytrzymać dla niej i zaczekać ( mama koleżanki zna dyrektorkę przedszkola, więc to było trochę po znajomości). Myślę, że gdyby poprosiły nie robiłaby problemu. Tymczasem poszła wersja, że wyjechała do Anglii. Teraz jest już lepiej z jej stanem zdrowia i mówi, że już głupio by było to odwracać, mówić tej dyrektorce, że jednak jest w Polsce. Dziwnie to zabrzmiało. No, ale dobra. No, ale żeby jej pomóc, czasem podsyłam jej oferty pracy z netu. No i zgadałam się z inną koleżanką ( one się nie znają nawzajem), która pracuje jako rekruter HR. No więc, powiedziałam tej rekruterce, że znam bezrobotną osobę i ona chętnie pomoże, jeśli będzie mogła, tak zadeklarowała. Obiecała ta rekruterka, że jak znajdzie jakieś oferty to może mi podesłać, a ja mogę dalej tej bezrobotnej. Więc się zgodziłam, ale potem pomyślałam, że może szybciej i prościej by było inaczej. Więc napisałam do tej bezrobotnej koleżanki, żeby podesłała mi cv, to przekażę tej rektuterce i może coś się znajdzie, choć nie obiecujemy. Na co ta bezrobotna, że nie prześle cv, bo ochrona danych osobowych. Jakbym nie wiem co chciała robić z jej danymi, rozpowszechniać nie wiadomo gdzie czy co. Cóż takiego mogę tam wyczytać, czego bym nie wiedziała ( jej studia i staże znam, bo mi o nich opowiadała). Znamy się od studiów. A ta rekruterka to zaufana przyjaciółka, więc chciałyśmy jej tylko pomóc. Cóż by jej to szkodziło, skoro i tak nie ma nic do stracenia, bo tylko siedzi w domu, dołuje się i narzeka. Szczerze mówiąc, to jakoś przeszło mi współczucie dla niej.

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 16 sty 2018, 13:16
autor: qwerty_456
Bo jestem po drenażu opłucnej oraz bo czeka mnie jeszcze zdejmowanie szwów.

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 16 sty 2018, 15:39
autor: takasobie
panna_x pisze:
16 sty 2018, 12:44
wkurzyła mnie przyjaciółka. Jest bezrobotna, po 2 mgr i podyplomówce oraz kilku stażach. Ciągle jęczy, że nie ma pracy, że ma doła z tego powodu. Tymczasem jak się ostatnio z nią spotkałam, to okazało się, że miała propozycję pracy w przedszkolu. Ale zachorowała. I nie wiedzieć czemu powiedziały dyrektorce placówki, że wyjechała do Anglii zamiast powiedzieć, że choruje i żeby ten etat przytrzymać dla niej i zaczekać ( mama koleżanki zna dyrektorkę przedszkola, więc to było trochę po znajomości). Myślę, że gdyby poprosiły nie robiłaby problemu. Tymczasem poszła wersja, że wyjechała do Anglii. Teraz jest już lepiej z jej stanem zdrowia i mówi, że już głupio by było to odwracać, mówić tej dyrektorce, że jednak jest w Polsce. Dziwnie to zabrzmiało. No, ale dobra. No, ale żeby jej pomóc, czasem podsyłam jej oferty pracy z netu. No i zgadałam się z inną koleżanką ( one się nie znają nawzajem), która pracuje jako rekruter HR. No więc, powiedziałam tej rekruterce, że znam bezrobotną osobę i ona chętnie pomoże, jeśli będzie mogła, tak zadeklarowała. Obiecała ta rekruterka, że jak znajdzie jakieś oferty to może mi podesłać, a ja mogę dalej tej bezrobotnej. Więc się zgodziłam, ale potem pomyślałam, że może szybciej i prościej by było inaczej. Więc napisałam do tej bezrobotnej koleżanki, żeby podesłała mi cv, to przekażę tej rektuterce i może coś się znajdzie, choć nie obiecujemy. Na co ta bezrobotna, że nie prześle cv, bo ochrona danych osobowych. Jakbym nie wiem co chciała robić z jej danymi, rozpowszechniać nie wiadomo gdzie czy co. Cóż takiego mogę tam wyczytać, czego bym nie wiedziała ( jej studia i staże znam, bo mi o nich opowiadała). Znamy się od studiów. A ta rekruterka to zaufana przyjaciółka, więc chciałyśmy jej tylko pomóc. Cóż by jej to szkodziło, skoro i tak nie ma nic do stracenia, bo tylko siedzi w domu, dołuje się i narzeka. Szczerze mówiąc, to jakoś przeszło mi współczucie dla niej.
Czasem lepiej dla własnego komfortu psychicznego nie pomagać osobom, które naszej pomocy nie chcą.

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 16 sty 2018, 18:44
autor: Nightfall
Panna x myślę, że Twoja znajoma jest bezrobotna trochę na własne życzenie :)

Zdrowia!

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 16 sty 2018, 19:01
autor: BlueStar
Nightfall pisze:
16 sty 2018, 18:44
Panna x myślę, że Twoja znajoma jest bezrobotna trochę na własne życzenie :)

Zdrowia!
Pomyślałam dokładnie to samo :)

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 16 sty 2018, 21:28
autor: stendai
Skoro nie chce wysłać CV przyjaciółce zasłaniając się ochroną danych, to pewnie też nie wysyła oferentom twierdząc, że nie może wysłać z uwagi na ochronę danych:D

Abusrdalna sytuacja. Co ciekawe, większość poleceń pracowniczych w korporacjach polega na tym, że to kolega przekazuje działom HR CV znajomego. Twoja kolezanka trochę chyba nie ogarnia rzeczywistości.

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 20 sty 2018, 13:23
autor: Nightfall
Bo znów jestem chora

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 30 sty 2018, 15:16
autor: Biała
... znów naszła mnie jakaś faza nienawiści do ludzkości, potem dziwne przemyślenia i żal nad tym, że nie mogę cofnąć czasu i parę rzeczy zrobić lepiej, akurat jak pisałam opracowanie wyników pomiarów z uczelni. Moje ostatnie problemy z koncentracją wskoczyły przy tym na nowy poziom. Na domiar złego po zaliczeniu pewnego przedmiotu okazało się że dzisiaj nie mam przy sobie indeksu :/

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 30 sty 2018, 15:30
autor: takasobie
Biała pisze:
30 sty 2018, 15:16
... znów naszła mnie jakaś faza nienawiści do ludzkości, potem dziwne przemyślenia i żal nad tym, że nie mogę cofnąć czasu i parę rzeczy zrobić lepiej, akurat jak pisałam opracowanie wyników pomiarów z uczelni. Moje ostatnie problemy z koncentracją wskoczyły przy tym na nowy poziom. Na domiar złego po zaliczeniu pewnego przedmiotu okazało się że dzisiaj nie mam przy sobie indeksu :/
Masz jeszcze indeksy na studiach? Myślałam, że tylko mój wydział prawa to taki endemit :)

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 31 sty 2018, 12:58
autor: Biała
Na przynajmniej części wydziałów na PW wycofali. U nas zresztą też od dwóch lat. Na studiach doktoranckich jednak zostały i z powodu tego, że prawie za każdy przedmiot odpowiada inna instytucja, wpisy tam mają jeszcze jakieś znaczenie. W sumie ta organizacja przedmiotów na studiach doktoranckich to kolejny powód mojego niezadowolenia. Trudno ten chaos kontrolować...

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 31 sty 2018, 13:06
autor: takasobie
Biała pisze:
31 sty 2018, 12:58
Na przynajmniej części wydziałów na PW wycofali. U nas zresztą też od dwóch lat. Na studiach doktoranckich jednak zostały i z powodu tego, że prawie za każdy przedmiot odpowiada inna instytucja, wpisy tam mają jeszcze jakieś znaczenie. W sumie ta organizacja przedmiotów na studiach doktoranckich to kolejny powód mojego niezadowolenia. Trudno ten chaos kontrolować...
Ja mam kierunek międzywydziałowy i jakoś dużych problemów nie miałam z organizacją studiów, ale to są studia mgr. W sumie do każdego kierunku interdyscyplinarnego przydałby się osobny koordynator :).

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 3 lut 2018, 14:06
autor: marzesobie
Minął miesiąc od nowego roku a ja już rzuciłam w kąt postanowienie noworoczne i nijak nie mogę się zmobilizować, żeby coś z tym zrobić :/

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 4 lut 2018, 12:24
autor: Azshara
Nie wiem czy taka nie do końca hepi, ale chyba ten temat pasuje najbardziej :)

Ostatnio w nocy w grze zebrało mi się na rozmowy ze znajomym i jakoś zeszło na temat seksu. Nie wiem co mi do łba strzeliło, bo o moich przypuszczeniach co do bycia asem wiedzą tylko dwie zaufane osoby, ale trochę naciskał, abym mu napisała co jest ze mną nie tak. Po podliczeniu plusów i minusów w końcu napisałam, bo to i tak tylko gra, poza nią nic o sobie nie wiemy, więc co mi szkodzi. No i się zaczęło. Nie próbowałam to nie wiem i sobie coś wkręcam, a jeśli próbowałam to mam złe doświadczenia i się boję podejść do tego po raz kolejny i moje ulubione, nieśmiertelne "jak spróbujesz to zmienisz zdanie". Nie powiem, nawet momentami się pośmiałam, bo po pewnym czasie przerzuciliśmy to na stronę żartów, nawet zdeklarował się, że w przyszłości służy pomocą, ale matko noo. To takie frustrujące, że w tym wieku temat orientacji innej niż jedyny prawidłowy heteroseksualizm jest wrzucany do worka z kaprysami, bo przecież nie ma innych odłamów. Jak się jest gejem, to tylko dlatego, że się nigdy nie próbowało z kobietą. Jak się jest asem, to tylko dlatego, że się nie próbowało wcale. Najbardziej wkurzył mnie tekst, że powinnam spróbować choćbym miała płakać i ryczeć, bo to przyjemność, coś naturalnego. Ewentualnie po piątym razie mogę uznać, że jestem tym asem, ale nie wcześniej. Tak jakby człowiek nie czuł co go pociąga, co odrzuca, tutaj nawet nie liczy się to, że wcale mnie ten temat nie interesuje i próbować nie chcę, mam to zrobić i koniec. O tyle dziwna rozmowa, że momentami mnie emocjonalnie roznosiło, ale za chwilę się śmiałam, bo po sobie jechaliśmy. Wiem na pewno, że po tej rozmowie już nigdy w życiu nie będę miała kaprysu, aby mówić o takich sprawach komuś kogo znam pobieżnie, bo skończy się właśnie w ten sposób. Niby tylko głupia gra, nikt nikogo nie zna, ale krwi można napsuć.
Ehh.
Eeehhhh.

Re: Nie jestem hepi, bo...

: 5 lut 2018, 10:27
autor: takasobie
Setsu pisze:
4 lut 2018, 12:24
Nie wiem czy taka nie do końca hepi, ale chyba ten temat pasuje najbardziej :)

Ostatnio w nocy w grze zebrało mi się na rozmowy ze znajomym i jakoś zeszło na temat seksu. Nie wiem co mi do łba strzeliło, bo o moich przypuszczeniach co do bycia asem wiedzą tylko dwie zaufane osoby, ale trochę naciskał, abym mu napisała co jest ze mną nie tak. Po podliczeniu plusów i minusów w końcu napisałam, bo to i tak tylko gra, poza nią nic o sobie nie wiemy, więc co mi szkodzi. No i się zaczęło. Nie próbowałam to nie wiem i sobie coś wkręcam, a jeśli próbowałam to mam złe doświadczenia i się boję podejść do tego po raz kolejny i moje ulubione, nieśmiertelne "jak spróbujesz to zmienisz zdanie". Nie powiem, nawet momentami się pośmiałam, bo po pewnym czasie przerzuciliśmy to na stronę żartów, nawet zdeklarował się, że w przyszłości służy pomocą, ale matko noo. To takie frustrujące, że w tym wieku temat orientacji innej niż jedyny prawidłowy heteroseksualizm jest wrzucany do worka z kaprysami, bo przecież nie ma innych odłamów. Jak się jest gejem, to tylko dlatego, że się nigdy nie próbowało z kobietą. Jak się jest asem, to tylko dlatego, że się nie próbowało wcale. Najbardziej wkurzył mnie tekst, że powinnam spróbować choćbym miała płakać i ryczeć, bo to przyjemność, coś naturalnego. Ewentualnie po piątym razie mogę uznać, że jestem tym asem, ale nie wcześniej. Tak jakby człowiek nie czuł co go pociąga, co odrzuca, tutaj nawet nie liczy się to, że wcale mnie ten temat nie interesuje i próbować nie chcę, mam to zrobić i koniec. O tyle dziwna rozmowa, że momentami mnie emocjonalnie roznosiło, ale za chwilę się śmiałam, bo po sobie jechaliśmy. Wiem na pewno, że po tej rozmowie już nigdy w życiu nie będę miała kaprysu, aby mówić o takich sprawach komuś kogo znam pobieżnie, bo skończy się właśnie w ten sposób. Niby tylko głupia gra, nikt nikogo nie zna, ale krwi można napsuć.
Ehh.
Eeehhhh.
Dobrze rozumiem, co czujesz w związku z tą rozmową, nawet jeśli była częściowo o charakterze żartobliwym. Niestety niektórzy są bardzo chętni do prowadzenia "działań naprawczych" w kierunku asów lub homo.