Przeraża mnie ta noc.

Nie każdego dnia ptaszki ćwierkają. Jak Ci się ten dzień przydarzy, my wysłuchamy.
Awatar użytkownika
dziwożona
tłumok bezczASowy
Posty: 1940
Rejestracja: 29 lut 2008, 20:29
Lokalizacja: z bagien i uroczysk
Kontakt:

Post autor: dziwożona »

Psycholog nie jest lekarzem.
Seks należy tępić, gdyż z niego biorą się dzieci - źródło naszej nieustającej, pedagogicznej udręki.

biedronka
starszASek
Posty: 43
Rejestracja: 16 paź 2008, 21:44

Post autor: biedronka »

15 lat... Ja chyba 14 chociaż dokładnie nie pamiętam kiedy to się zaczęło. Bardziej pamiętam moment, w którym doszło do mnie co tak naprawdę robię. Nie umiałam się z tym pogodzić. Nadal nie potrafię. Próbuje walczyć ale najgorsze jest to ze sama jestem dla siebie najgorszym wrogiem, a do nikogo tak naprawdę nie mogę się zwrócić, bo przecież jak ktoś już się do tego przyznaje wcale nie chce żeby to się już nie powtórzyło. A ja tkwię w tym kole odkąd pamiętam z przerwami na lepsze i gorsze dni. Jedno wiem na pewno - że nigdy nie przestane z tym walczyć i pewnego dnia nie będę już słabą osobą niepotrafiącą zapanować nad własnym ciałem.

Awatar użytkownika
Gizmo
Strażnik TeksASu
Posty: 1064
Rejestracja: 13 cze 2006, 11:15
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Gizmo »

biedronka pisze:do nikogo tak naprawdę nie mogę się zwrócić, bo przecież jak ktoś już się do tego przyznaje wcale nie chce żeby to się już nie powtórzyło.
Hmm chyba rozumiesz, że popełniasz błąd myśląc w ten sposób. Przecież dobry specjalista -czy to seksuolog, czy psychiatra - nie będzie próbował Ci pomóc, zalecając noszenie kajdanek na rękach :P Bo nie o to tu chodzi, żebyś przestała to robić, tylko żebyś zaczęła nad tym panować, a przede wszystkim zaakceptowała siebie.

Jak napisała Dziwożona do Nathalie- to, o czym piszesz może być tylko wierzchołkiem góry lodowej.

biedronka
starszASek
Posty: 43
Rejestracja: 16 paź 2008, 21:44

Post autor: biedronka »

Nie wiem czy jestem gotowa na takie rozmowy z psychologiem czy seksuologiem. Nie mam pojęcia gdzie się udać. Jakoś w takich problemach zawsze mogłam tak naprawdę polegać tylko na sobie. Ze mną jest jednak inaczej niż z Nathalie - ja siebie nienawidzę tylko w tym momencie. Potem potrafię wrócić do normalnego życia zapominając o tym, co się stało aż do następnej takiej sytuacji. Teraz mam 'przerwę'. I takie dłuższe przerwy np. 3 miesiące to dla mnie sukces, który pozwala mi wierzyć, że sama się z tym uporam. Nie wiem może to głupie, bo przecież po 14 latach mogłabym siebie nazwać uzależnioną czyli, że bez specjalistycznej pomocy sobie nie poradzę, ale ta obecna 'przerwa' nie pozwala mi tak myśleć.
przede wszystkim zaakceptowała siebie
Akceptuję siebie. Nie akceptuję tego, co robię ponieważ nie potrafię zrozumieć dlaczego.
to, o czym piszesz może być tylko wierzchołkiem góry lodowej
A to zdanie mnie przeraziło. Albo ja nie widzę problemów, albo ich nie ma.

Nathalie
ASiołek
Posty: 92
Rejestracja: 9 lut 2009, 10:07

Post autor: Nathalie »

biedronka pisze: Ze mną jest jednak inaczej niż z Nathalie - ja siebie nienawidzę tylko w tym momencie. Potem potrafię wrócić do normalnego życia zapominając o tym, co się stało aż do następnej takiej sytuacji.
MAM IDENTYCZNIE! To jest właśnie ta moja mała prywatna schizofrenia....
biedronka pisze:Teraz mam 'przerwę'. I takie dłuższe przerwy np. 3 miesiące to dla mnie sukces, który pozwala mi wierzyć, że sama się z tym uporam.
Ja jestem obecnie w "transie" :/ Ale tuż przed miałam ponad miesiąc przerwy, a wcześniej ponad 3... niestety "to" zawsze wraca, a im dłuższe przerwy, tym boleśniejsze porażki... :/
biedronka pisze:Nie wiem może to głupie, bo przecież po 14 latach mogłabym siebie nazwać uzależnioną czyli, że bez specjalistycznej pomocy sobie nie poradzę, ale ta obecna 'przerwa' nie pozwala mi tak myśleć.
Miewam podobnie w okresach "siły". Ale jak "to" wraca, staję się bezradna... nie szukam jednak pomocy specjalistycznej. Myślę, że jeżeli ja się z tym nie uporam sama, to nikt mi nie pomoże... :(

Van
pASibrzuch
Posty: 244
Rejestracja: 14 mar 2009, 20:21
Lokalizacja: ten chaos ?
Kontakt:

Post autor: Van »

Nathalie pisze:
biedronka pisze:Nie wiem może to głupie, bo przecież po 14 latach mogłabym siebie nazwać uzależnioną czyli, że bez specjalistycznej pomocy sobie nie poradzę, ale ta obecna 'przerwa' nie pozwala mi tak myśleć.
Miewam podobnie w okresach "siły". Ale jak "to" wraca, staję się bezradna... nie szukam jednak pomocy specjalistycznej. Myślę, że jeżeli ja się z tym nie uporam sama, to nikt mi nie pomoże... :(
Właściwie to problem dośc często spotykany, ludzie najczęściej radzą znaleźć coś zastępczego aby wyładować to napięcie, jakiś sport, może cos w tym stylu? Podobno stosowany regularnie pomaga. Nie wiem. Albo po prostu, wizyta u lekarza, nie mówię tu o psychatrze który bedzie Ci gadać i jego "leczenie" opierać się będzie na psychice, mówię o lekarzu który poradzi coś fizycznego, choć zapewne tez powie żeby znaleźć inny sposób na rozładowanie "napięcia".

A tak w ramach "śmieszności" :
Obrazek
'...wujek Mort draznił swojego węża 5-6 razy dziennie, nazywal to obciaganie salami... potraktuj to jako rozgrzewkę, jak odbijanie pileczki tenisowej od sciany..to przyjemne ale nie tak jak mecz, bo najwazniejszy jest partner, a chcesz go miec prawda? ' <- jak to mawiał stary Jim'a z american pie xD
"Do czasu gdy nie jestem człowiekiem, mogę wszystko"

biedronka
starszASek
Posty: 43
Rejestracja: 16 paź 2008, 21:44

Post autor: biedronka »

Nathalie pisze: Myślę, że jeżeli ja się z tym nie uporam sama, to nikt mi nie pomoże... :(
Teraz widzę, że jesteśmy w takiej samej sytuacji.
Muszę spytać jakie masz metody walki, zapobiegania, po prostu co robisz żeby tego nie robić?

Awatar użytkownika
Gizmo
Strażnik TeksASu
Posty: 1064
Rejestracja: 13 cze 2006, 11:15
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Gizmo »

biedronka pisze:Akceptuję siebie. Nie akceptuję tego, co robię ponieważ nie potrafię zrozumieć dlaczego.
Naprawdę akceptujesz siebie? Jako całość? Szczerze mówiąc trudno mi uwierzyć, że ktoś może nie akceptować potrzeb swojego ciała, walczy z nimi, kiedy wreszcie polegnie w tej walce to siebie nienawidzi.. a jednak, generalnie rzecz biorąc, akceptuje siebie.. :roll:

Nathalie
ASiołek
Posty: 92
Rejestracja: 9 lut 2009, 10:07

Post autor: Nathalie »

Hmmmm... widzisz, nie mam żadnej konkretnej strategii i może to mój podstawowy błąd. Zazwyczaj mówię sobie "tyle wytrzymałaś...spróbuj jeszcze trochę". Jeśli zdarzy mi się mieć długą przerwę, to łatwiej jest mi to sobie przetłumaczyć. Ale niestety często jest tak, że jak już poczuję na to chęć, to zapominam o wszystkim i skupiam się tylko na tym, żeby doprowadzić to do skutku. Wyłączam wtedy mózg, żeby nie myśleć.

A czy Ty masz jakieś metody walki?

Awatar użytkownika
DZIEWICA8
zarASek
Posty: 1874
Rejestracja: 6 paź 2006, 09:33
Lokalizacja: z Lublina

Chcę to tylko z siebie wyrzucić.

Post autor: DZIEWICA8 »

Kiedyś przeczytałam coś o onanizmie, co bardzo mi się spodobało i wydało się bardzo słuszne, mianowicie, że onanizm to tak naprawdę oszukiwanie samego siebie, bo organizm człowieka przygotowuje się do czegoś co mu się nie należy i co nie nastąpi, bo nie ma partnera, czyli organizm przygotowuje się do stosunku, którego nie będzie, reaguje podobnie jak w czasie seksu z partnerem. Czyli człowiek tak naprawdę oszukuje swój własny organizm, czyli w konsekwencji samego siebie.
Ponadto onanizm to straszne wygodnictwo, człowiek czuje się zwolniony z szukania partnera, lub z dbania o partnera jeśli jest w związku, skoro może sam zrobić sobie to, co powinien robić z partnerem.
Myślę, że to bardzo słuszne argumenty przeciw onanizmowi.
DZIEWICA8
"Boże, daj mi pogodę ducha, abym godziła się z tym, czego zmienić nie mogę,
odwagę, abym zmieniała to, co zmienić mogę, i mądrość, abym zawsze potrafiła
odróżnić jedno od drugiego."

DZIEWICA8

biedronka
starszASek
Posty: 43
Rejestracja: 16 paź 2008, 21:44

Post autor: biedronka »

Gizmo pisze:Naprawdę akceptujesz siebie? Jako całość? Szczerze mówiąc trudno mi uwierzyć, że ktoś może nie akceptować potrzeb swojego ciała, walczy z nimi, kiedy wreszcie polegnie w tej walce to siebie nienawidzi.. a jednak, generalnie rzecz biorąc, akceptuje siebie.. :roll:
Akceptuję potrzeby swojego ciała, ale nie umiem nad nimi zapanować. Akceptuję siebie ponieważ wierzę, że mam w sobie na tyle siły aby to zrobić. Może spróbuję to wyjaśnić tak - często mówimy jestem jaki jestem akceptuje siebie, ale wiadomo, że każdy człowiek ma wady. Czy jeżeli staramy się być lepszymi, pracujemy nad tymi wadami to znaczy, że siebie nie akceptujemy? Stając przed lustrem zazwyczaj narzekam, że włosy mi się nie chcą układać, a to że nos mam za duży etc. ale kocham te włosy i ten nos, i za nic na świecie bym ich nie zmieniła, za to przypudrować czy zrobić sobie nową fryzurę zawsze można ;)
Nathalie pisze:A czy Ty masz jakieś metody walki?
Po pierwsze zastanowienie się kiedy i w jakich okolicznościach się to zdarza, później możliwe zapobieganie. Unikanie tego, czego można uniknąć. Kiedyś wymyślałam sobie 'kary', jeśli już do tego doszło. Np. nie oglądałam ulubionego serialu, czy nie jadłam słodyczy przez tydzień. Może to głupie, ale to był kolejny argument za tym, żeby tego nie robić. No i ostatnie to po prostu trzymać ręce z dala :mrgreen:

Awatar użytkownika
Gizmo
Strażnik TeksASu
Posty: 1064
Rejestracja: 13 cze 2006, 11:15
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Gizmo »

biedronka pisze:Akceptuję potrzeby swojego ciała, ale nie umiem nad nimi zapanować. Akceptuję siebie ponieważ wierzę, że mam w sobie na tyle siły aby to zrobić.
Hmm, OK. Jestem ciekawa, czy możesz określić, czemu czujesz się tak bardzo źle, kiedy ulegniesz temu 'nałogowi'?
DZIEWICA8 pisze:onanizm to straszne wygodnictwo, człowiek czuje się zwolniony z szukania partnera, lub z dbania o partnera jeśli jest w związku, skoro może sam zrobić sobie to, co powinien robić z partnerem.
Takie to bardzo 'kościelne' spojrzenie na sprawę. "Samotnej osobie seks się nie należy. Umartwiajcie ciało, itd.."
Seksuolodzy twierdzą, że masturbacja nie szkodzi, a nawet może pomagać, do póki nie przeradza się w nałóg - bo każdy nałóg może zmieniać psychikę. Jak dla mnie, to brzmi rozsądnie.

biedronka
starszASek
Posty: 43
Rejestracja: 16 paź 2008, 21:44

Post autor: biedronka »

Gizmo pisze: Hmm, OK. Jestem ciekawa, czy możesz określić, czemu czujesz się tak bardzo źle, kiedy ulegniesz temu 'nałogowi'?
Bo czuję się tak, jakbym coś bardzo chciała zrobić, ale ciągle mi nie wychodziło, a z każdą porażką jest gorzej.
To pies merda ogonem a nie ogon psem. To tak jakbyś nie miała kontroli nad ręką albo nogą.

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka »

biedronka pisze:To tak jakbyś nie miała kontroli nad ręką albo nogą.
Jakąś kontrolę na pewno masz, bo - jak przypuszczam - publicznie się nie masturbujesz, prawda? A tak w ogóle walka z własnymi potrzebami na dłuższą metę do niczego dobrego nie prowadzi, więc może naprawdę warto się z tym pogodzić?
Jeśli zaspokojenie danej potrzeby nie wiąże się z wyrządzeniem krzywdy sobie czy komuś innemu, to ja nie widzę powodu do włączania całkowitej kontroli i odmawiania ciału tego, co jest mu najwyraźniej potrzebne, tym bardziej, że może to prowadzić do frustracji i niechęci do samego siebie.

Nysia1990
starszASek
Posty: 43
Rejestracja: 20 wrz 2008, 16:22

Post autor: Nysia1990 »

---

ODPOWIEDZ