eh...

Nie każdego dnia ptaszki ćwierkają. Jak Ci się ten dzień przydarzy, my wysłuchamy.
Awatar użytkownika
clouds clear
golAS
Posty: 1288
Rejestracja: 4 wrz 2006, 13:36
Lokalizacja: ZIELONA GóRA

Re: eh...

Post autor: clouds clear » 12 wrz 2006, 19:23

I koniecznie do TV TRWAM :twisted: :aven: Tym samym wprowadzą szokujące zmiany w ramówce. :wink: :D Niech idą z duchem czasu, postęp musi być! :wink:

Salomea

Re: eh...

Post autor: Salomea » 12 wrz 2006, 19:36

Zupełnie zapomniałam o Ojcu Dyrektorze, oczywiście, że on będzie miał pierwszeństwo. :twisted: :wink: :mrgreen:

Awatar użytkownika
clouds clear
golAS
Posty: 1288
Rejestracja: 4 wrz 2006, 13:36
Lokalizacja: ZIELONA GóRA

Re: eh...

Post autor: clouds clear » 12 wrz 2006, 19:54

Ojciec Podgrzybek będzie chyba musiał znaleźć godnego następce na swoje stanowisko, no bo kto będzie dbał o królestwo , podczas jego udziału w zawodach?(zwierzyna) :twisted: :D

Salomea

Re: eh...

Post autor: Salomea » 12 wrz 2006, 21:56

Niestety jestem pewna, że Ojciec Dyrektor w swoim laboratorium już wyhodował jakiegoś Podgrzybka, który (nie)godnie go zastąpi. :twisted: :mrgreen: :wink:

Awatar użytkownika
clouds clear
golAS
Posty: 1288
Rejestracja: 4 wrz 2006, 13:36
Lokalizacja: ZIELONA GóRA

Re: eh...

Post autor: clouds clear » 13 wrz 2006, 08:21

O nie , on będzie wiecznie żywy! Jak Castro :aven: :twisted: :mrgreen: Pewnie już jest kilka kopii, na wszelki wypadek :mrgreen:

super_sonic
gimnASjalista
Posty: 17
Rejestracja: 5 wrz 2006, 10:21
Lokalizacja: ze świata seksualnych
Kontakt:

Re: eh...

Post autor: super_sonic » 13 wrz 2006, 10:34

nie przerazaj mnie

Salomea

Re: eh...

Post autor: Salomea » 13 wrz 2006, 15:22

Clouds Clear sądzisz, że Podgrzybek pozazdrościł owieczce Dolly i też się sklonował? :wink: :mrgreen:

Awatar użytkownika
clouds clear
golAS
Posty: 1288
Rejestracja: 4 wrz 2006, 13:36
Lokalizacja: ZIELONA GóRA

Re: eh...

Post autor: clouds clear » 13 wrz 2006, 17:09

Buhaaaaaaaahhahahaha, może aż tak to nie , ale na pewno ma brata bliźniaka :mrgreen: :wink: :twisted:

abc
młodASek
Posty: 24
Rejestracja: 4 wrz 2006, 16:09

Re: eh...

Post autor: abc » 15 wrz 2006, 17:14

Powiedzcie jak to jest?? Wszysto wydaje sie piekne, kolorowe, na Twej buzi dzień w dzień gości uśmiech...
aż...
..Aż pewnego dnia w Twoim domu zjawia sie karetka - mama zasłabła na schodach, szpital, jedno badanie za drugim, białe plamy na mózgu, aż...
... jedno badanie, serce, dziura miedzy komorom a przedsiąkiem... skomplikowana operacja.
Wszystko zaczyna wracać do normy, gdy w domu po raz drugi pojawia się karetka, tym razem dziadek, zawał... już jest w domu, ale... cień tamtego człowieka.

A ja?? Czasem jak sobie pomyśle to sie boje, srednia wieku zycia kobiet od strony mamy wynosi 50 lat. Teraz czekam na badanie, narazie jestem za młoda...[/b]

Awatar użytkownika
alicja
ciAStoholik
Posty: 375
Rejestracja: 13 sie 2005, 22:04
Lokalizacja: Małopolska
Kontakt:

Re: eh...

Post autor: alicja » 17 wrz 2006, 10:44

Ciekawe jest to co napisałaś, kosmitko. Że po wypadku twój tata "zrobił się miły". W mojej rodzinie też od jakiegoś czasu zdarzały się wszelkie katastrofy i tragedie zdrowotno-życiowe. I zauważyłam to samo - nagle, pod wpływem tego strachu chyba, wszyscy się do siebie zbliżyli... I nie jest to chyba tylko chwilowy wybuch emocji, ale własnie jakieś głębsze uświadomienie sobie więzi rodzinnej. Jakoś bardziej się wszyscy lubimy, lepiej się rozumiemy i bardziej jesteśmy dla siebie nawzajem tolerancyjni. Przkre zdarzenie zdrowotne, które rozbija zastaną sytuację, jakby wybiło wszystkich z przyzwyczajenia, i przypomniało nam, że jesteśmy rodziną, a nie grupą obcych sobie osób :)

Awatar użytkownika
Zibi
łASuch
Posty: 190
Rejestracja: 13 lip 2006, 22:14
Lokalizacja: Łódź
Kontakt:

Re: eh...

Post autor: Zibi » 18 wrz 2006, 09:38

kosmitka pisze:spoko nie przejmuj się tym tak. mój tata miał kilka miesięcy temu wypadek i przeszedł parę operacji. teraz chodzi o kuli, ale najważniejsze, że żyje. i bardzo się zmienił po tym wypadku. miły się zrobił i w ogóle...ja tam nie przeżywalam tego tak bardzo, ale moja mama to po nocach spac nie mogla jak jeszcze leżał w szpitalu. od początku czułam, że wszystko będzie dobrze. a jeśli nie, to widocznie tak miało być.
pewnie jeszcze nie chcieli go tam, ma tutaj coś do zrobienia i dlatego przeżył ten wypadek, choć mało brakowało...
w tym samym mniej więcej czasie umarł mój dziadek. męczył się z wieloma chorobami przez kilkanaście lat, do śmierci szykował się kilka razy, za każdym razem żegnal się z cala rodziną, a potem jakims cudem żył dalej. ubaw z niego mieliśmy wszyscy niezły :lol:
chyba bardzo bał się smierci dlatego tak długo jej się wymykał. w końcu jednak umarł, byłam na jego pogrzebie i widzialam go. wyglądał o wiele lepiej niż za życia, miał taki spokój na twarzy...

niepotrzebnie się boisz. każdy kiedyś umrze, to normalna sprawa. prędzej czy później, co za różnica. zresztą po śmierci na pewno coś jest, więc tym bardziej mozna żyć sobie spokojnie i szczęśliwie, nie przejmować się tym, że kiedys się umrze :rozowe:
:shock: :shock: :shock:
Nie jedną tragedię rodzinną przeżyłem. Wierz mi, nie dotyczyły one dalszych krewnych, a tych najbliższych. Twoje podejście do takich spraw przeraża mnie równie bardzo, jak wspomnienie tych dni.
Prawda nie inaczej się narzuca, jak tylko siłą samej prawdy, która wnika w umysły jednocześnie łagodnie i silnie...

ewutek
kontrabAS
Posty: 600
Rejestracja: 5 wrz 2006, 12:19

Re: eh...

Post autor: ewutek » 18 wrz 2006, 15:23

Każdy ma prawo do własnego podejścia w sprawie śmierci w rodzinie.

WendyKroy
pASibrzuch
Posty: 232
Rejestracja: 27 sty 2006, 20:18

Re: eh...

Post autor: WendyKroy » 18 wrz 2006, 18:22

Dla mnie smierc kogos kto np. meczy sie na tym swiecie z powodu choroby jest wielkim swietem, uwolnieniem sie od choroby trosk i przejscie na lepszy swiat. Wiele osob mi mowilo, ze jestem chora ze tak mysle ale takie mam zdanie i nie bede go zmeniac na sile bo wiekszosc mysli inaczej. Zapomnieliscie, ze zibi jest najmadrzejszy, jego wszystko dziwi co jest inne niz jego.
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Re: eh...

Post autor: Agnieszka » 18 wrz 2006, 19:49

WendyKroy pisze:Dla mnie smierc kogos kto np. meczy sie na tym swiecie z powodu choroby jest wielkim swietem, uwolnieniem sie od choroby trosk i przejscie na lepszy swiat.
Nie jesteś odosobniona w takim myśleniu Wendy :) Też uważam, że lepiej jeśli człowiek ma odejść niż męczyć się z powodu jakiejś ciężkiej choroby i właściwie bliscy tego człowieka powinni radować się, gdyż albo po prostu przestaje on cierpieć, albo - jesli zakładamy że wierzymy w coś - przechodzi do lepszego życia. Tym niemniej ciężko jest pogodzić się ze śmiercią bliskiej osoby, chociaż ja osobiście zdaję sobie sprawę z tego, że takie myślenie, chęć zatrzymania kogoś tutaj na siłę - niech się męczy, ale niech mnie nie opuszcza - jest egoistyczna. Chyba najtrudniejsze w tym wszystkim jest pokonanie takiego egoizmu i akceptacja śmierci drugiej osoby, uwolnienia się jej od cierpienia.

Awatar użytkownika
clouds clear
golAS
Posty: 1288
Rejestracja: 4 wrz 2006, 13:36
Lokalizacja: ZIELONA GóRA

Re: eh...

Post autor: clouds clear » 25 wrz 2006, 20:08

A ja mam dość.Chyba przyszedł taki moment ,że się już skończyłam.Może faktycznie byłoby lepiej się rano nie obudzić.Albo zniknąć.Jak to trywialnie brzmi...wręcz idiotycznie.Czego się nie tknę to się sypie.Ile można, do cholery. Codziennie to samo, człowiek wstaje z pozytywnym nastawieniem a i tak zawsze coś się musi sypnąć.Koniec, dosyć.

ODPOWIEDZ