* * *

Nie każdego dnia ptaszki ćwierkają. Jak Ci się ten dzień przydarzy, my wysłuchamy.
Salomea

* * *

Post autor: Salomea » 22 wrz 2006, 13:34

Znowu będzie dziwny post, ale trudno widocznie tylko takie umiem pisać.

Jak byłam młodsza to zwyczajnie myślałam, że naprawdę nie trafiłam na „tego jedynego”, wydawało mi się, że jednak kiedyś to się zmieni. Czas płynął, ale nic się nie zmieniało. W końcu zaczęłam zdawać sobie sprawę, że to wcale nie jest przejściowe. Kiedy pojawiały się osoby, które lubiłam i które mi się podobały, nigdy nie pragnęłam takiej bliskości, o jakiej marzą „normalni” ludzie, bliskość fizyczna nigdy mnie nie pociągała. Żyłam tak sobie dalej nie bardzo wiedząc, o co w tym wszystkim chodzi. Pewnie do tej pory tak bym sobie egzystowała uważając się za jakieś dziwadło z kosmosu, gdyby nie artykuł o aseksualnych. Po przeczytaniu pierwszego zaczęłam się zastanawiać nad historiami ludzi, którzy tam byli opisani, później trafiłam na pierwszą stronę stworzoną przez Kamikolę i na AVEN, dziwnie to zabrzmi, ale wtedy jeszcze nie chciałam uwierzyć w to, że jestem aseksualna, już dość miałam bycia dziwaczką i nie bardzo chciałam pogodzić się z myślą, że nigdy nie będę taka jak większość ludzi. Potem długo zastanawiałam się nad tym wszystkim i nie bardzo wiedziałam co dalej. Z jednej strony trochę przerażało mnie to, że pewnie już zawsze będę sama, z drugiej strony, to było trochę jak oczyszczenie. Później trafiłam tutaj, zaczęłam czytać forum, aż wreszcie postanowiłam się ujawnić. Nawet nie macie pojęcia jak bardzo się cieszę, że was znalazłam, o wiele łatwiej jest żyć ze świadomością, że nie jest się jakimś dziwadłem i gdzieś tam na świecie żyją podobni ludzie.
Jeśli was zanudziłam na śmierć, to przepraszam, ale musiałam to napisać.

Awatar użytkownika
Gizmo
Strażnik TeksASu
Posty: 1064
Rejestracja: 13 cze 2006, 11:15
Lokalizacja: Gdańsk

Re: * * *

Post autor: Gizmo » 22 wrz 2006, 14:25

(Dziwny post? Co w nim dziwnego? :wink:) Wiekszosc z nas czula sie podobnie.
Mysle, ze ASy typu "A"/"D", nie interesujace sie zadna z plci nawet platonicznie, najwczesniej odkrywaja, ze sa inne. Ja czesto porownywalam sie do jakiegos przybysza z innej planety, samotnego przedstawiciela innego gatunku, ktory niezaleznie od siebie nie czuje pociagu do ludzkiego rodzaju. Kiedy uslyszalam o AVEN, to bylo tak, jakbym sie dowiedziala, ze taka "obca forma zycia" jak ja ma na ziemi rodzine :rozowe:.

WendyKroy
pASibrzuch
Posty: 232
Rejestracja: 27 sty 2006, 20:18

Re: * * *

Post autor: WendyKroy » 22 wrz 2006, 14:27

To ciekawe Gizmo, jakie mialas wtedy odczucia? wyobraznie? Jesli nie chcesz szerzej mowic o to to szanuje Twoja wole ale to dosc ciekawe bo chyba wiekzosc sie w jakims stopniu tak czula kiedys badz czuje nadal.
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are

Salomea

Re: * * *

Post autor: Salomea » 22 wrz 2006, 14:31

Gizmo pisze:(Dziwny post? Co w nim dziwnego? :wink:) Wiekszosc z nas czula sie podobnie.
Jeśli uważasz, że nic to tym lepiej. :wink: 8)
Gizmo pisze:Kiedy uslyszalam o AVEN, to bylo tak, jakbym sie dowiedziala, ze taka "obca forma zycia" jak ja ma na ziemi rodzine :rozowe:.


Dokładnie tak samo się czułam. :wink: :mrgreen:

żabka
gimnASjalista
Posty: 11
Rejestracja: 19 wrz 2006, 17:38

Re: * * *

Post autor: żabka » 22 wrz 2006, 21:38

Salomea Twój post brzmi jak moja biografia. Fajnie że go napisałaś, bo miło poczytać o kimś, kto czuje tak samo :wink:

Kiedy uslyszalam o AVEN, to bylo tak, jakbym sie dowiedziala, ze taka "obca forma zycia" jak ja ma na ziemi rodzine .
ja też tak samo :mrgreen:

chociaż czasem myśli się jeszcze plączą... i uwierzyć nie mogę, że nie będę nigdy taka jak inni... Ale nie ma to jak szczęśliwy AS.
8) :D :D :D

Awatar użytkownika
Gizmo
Strażnik TeksASu
Posty: 1064
Rejestracja: 13 cze 2006, 11:15
Lokalizacja: Gdańsk

Re: * * *

Post autor: Gizmo » 24 wrz 2006, 09:06

WendyKroy pisze:To ciekawe Gizmo, jakie mialas wtedy odczucia?
Hmm, wlasciwie bylam twardo stapajacym po ziemi dzieciakiem, staralam sie zrozumiec swiat przez obserwacje. Przypuszczalam, ze kiedys zainteresuje sie chlopcami tak jak moje kolezanki. W koncu czytalam ksiazki, ogladalam filmy, z ktorych wynikalo wyraznie - kazdego TO spotka predzej czy pozniej.
Jednak bylo coraz wiecej sytuacji, w ktorych czulam sie "inaczej". Bylam troche dojrzalsza psychicznie niz inne dzieci, przyjaznilam sie z dziewczynka starsza o dwa lata - a jednak nie mialam ochoty zaczepiac chlopakow tak jak ona. Jej starania o tamtego czy innego kolege zawsze bardzo mnie bawily :) .
W tamtym czasie mialam okolo 11 lat, na podworku wolalam sie bawic z chlopakami i raz przyszedl mi do glowy pomysl, ze moze jestem chlopcem :lol:. Ale potem moim dorastajacym kolegom zaczelo odbijac, stracilam z nimi dobry kontakt i skupilam sie na znajomosciach z kolezankami.
Widzialam w pokojach kolezanek setki plakatow z piosenkarzami, aktorami itp. U mnie nad lozkiem wisialy zwierzaki, rosliny i samochody. Interesowalam sie seksualnoscia czlowieka, ale nie obchodzily mnie mlodziezowe pisemka i instrukcje typu: "jak go/ja poderwac..".Niektore moje rowiesniczki tez traktowaly chlopcow jak powietrze, ale one nawet nie rozmawialy z kolegami, a ja rozmawialam. Czytalam wtedy mnostwo fantastyki i S-F, stad nasunelo mi sie porownanie do istoty pozaziemskiej, coraz bardziej sie tak czulam.
Apogeum mialo miejsce pod koniec podstawowki, kiedy z grzecznosci gadalam o tym, jaki piosenkarz mi sie podoba - co prawda nie musialam specjalnie klamac, bo niektorzy wydawali mi sie ladni, ale mimo wszystko, gadanie o tym w kolko bylo dziwne. Potem nadszedl okres buntu, stwierdzilam, ze nigdy juz nie bede udawac, ze cos mnie interesuje :wink:. Niektore znajomosci sie urwaly, ale poczulam sie o wiele lepiej.

ewutek
kontrabAS
Posty: 600
Rejestracja: 5 wrz 2006, 12:19

Re: * * *

Post autor: ewutek » 24 wrz 2006, 11:56

Swoją inność zaczęłam dotkliwie odczuwać dopiero w szkole podstawowej, kiedy rada pedagogiczna uznała mnie za dziecko opóźnione umysłowo (psychologowie wydali łaskawszy werdykt, że poza dysleksją nic mi nie jest). Rozumiem, że tak mogłam być odbierana z uwagi na kłopoty z nauką i wrodzoną małomówność. O dziwo nie sprawiała mi trudności komunikacja z młodszymi od siebie czy dziećmi upośledzonymi (w okolicy była szkoła specjalna, gdzie po lekcjach lubiłam chodzić się bawić). W podstawówce miałam z tego powodu przechlapane w klasie, więc moja alienacja się pogłębiła.

Jeśli chodzi o uczucia, to przeżywałam wielkie autentyczne zauroczenia sportowcami, piosenkarzami, piosenkarkami i artystami wszelkiej maści. Mam tę skłonność do dziś i bardzo mnie cieszy, gdy z dumą oznajmiam że jestem platonicznie (na zabój!) zakochana w kilku osobach na raz :lol:

Awatar użytkownika
clouds clear
golAS
Posty: 1288
Rejestracja: 4 wrz 2006, 13:36
Lokalizacja: ZIELONA GóRA

Re: * * *

Post autor: clouds clear » 24 wrz 2006, 18:06

A ja funkcjonowałam w myśl zasady"słuchaj, patrz, ale nie dotykaj" tak po prostu , taką miałam potrzebę,przy czym załozenie to musiało objąć obydwie strony.Nawet jeśli ktoś "wpadł" mi w oko, pojawiała się chwila oprzytomnienia , że przecież ja nawet nie potrafię sobie wyobrazić, że ktoś mnie dotyka itp, bo tak bardzo tego nie lubię ,a nie umiem się przemóc, z resztą co Wam będę tłumaczyć rzeczy oczywiste :?
Myślę , że od bardzo dawna zdawałam sobie sprawę z własnej aseksualności , tylko nie znałam tej "podręcznikowej " nazwy :D
Ale też muszę przyznać , że nie stanowiło to dla mnie problemu.Zawsze miałam bardzo indywidualne i oryginalne podejście do wielu spraw, więc może i ten ciekawy odruch zniknął w tłumie pozostałych.

Salomea

Re: * * *

Post autor: Salomea » 24 wrz 2006, 18:30

kosmitka pisze:
ewutek pisze:Jeśli chodzi o uczucia, to przeżywałam wielkie autentyczne zauroczenia sportowcami, piosenkarzami, piosenkarkami i artystami wszelkiej maści. Mam tę skłonność do dziś i bardzo mnie cieszy, gdy z dumą oznajmiam że jestem platonicznie (na zabój!) zakochana w kilku osobach na raz :lol:
też tak miałam. no może z wyjatkiem tych piosenkarek :wink:
na szczęście już mi to przeszło. teraz wolałabym pokochać kogoś bardziej realnego :kocha: :kocha: :kocha:
Ja też jako nastolatka miałam jakieś tam platoniczne sympatie, nawet pamiętam, że wieszałam sobie plakaty muzyków, czy aktorów. :wink: :mrgreen: :oops:

ewutek
kontrabAS
Posty: 600
Rejestracja: 5 wrz 2006, 12:19

Re: * * *

Post autor: ewutek » 24 wrz 2006, 23:03

kosmitka pisze:teraz wolałabym pokochać kogoś bardziej realnego :kocha: :kocha: :kocha:
Nic nie stoi na przeszkodzie :wink: Ale wtedy muszisz liczyć się z zagrożeniem równie realnej kontuzji uczuć :zlamane: ...ech, to moje wieczne czarnowidztwo... :mrgreen:

Awatar użytkownika
Uluru
pASibrzuch
Posty: 284
Rejestracja: 4 wrz 2006, 13:31
Lokalizacja: Warszawa

Re: * * *

Post autor: Uluru » 25 wrz 2006, 00:35

Chciałabym też podzielić się z Wami swoją opowieścią, ale wniosę chyba niewiele nowego, może tylko inne słowa. Każdy z nas jest odrębnym przypadkiem, ale wszyscy właściwie opowiadamy jedną historię. Historię, która nas tu przywiodła.
Świat jawi mi się nieco inaczej niż większości ludzi. Wczesne dzieciństwo spędziłam w dużej mierze na samotnych zabawach, bo już wtedy tak wolałam. Później też wolałam stać obok i być obserwatorem niż uczestniczyć w głównym nurcie jakichś zdarzeń, co jednak nie oznaczało całkowitej obojętności. A ponadto pozycja „boczna”, która daje inną perspektywę, nie była jedynym ułożeniem mojego ciała wobec życia, ale zdecydowanie preferowanym :wink:. Wraz z dorastaniem coraz bardziej drażnił mnie otaczający świat: myślenie schematami, bezmyślne powielanie wzorów, apodyktyczne sądy... Rzeczywistość zaczęła docierać do mnie w wersji „hard”, lecz żeby nie popaść w ton zbyt depresyjny powiem tylko, że widziałam i doceniałam inne, jaśniejsze strony życia, ale teraz już nie pamiętam jakie ;-).
I tak moja niecałkowita zgoda na świat oraz całe mnóstwo innych rzeczy sprawiły, że z coraz większą premedytacją zaczęłam w swoich poczynaniach kierować się dewizą: jak wy tak – to ja inaczej. Coś na kształt przekory. To właśnie ja byłam takim dzieckiem, które na przekór babci, odmraża sobie uszy, bo nie słucha jej poleceń. Dobrze, że się z tego wyrasta, ale nie całkiem.
Tak już jest, że przychodzimy na świat naznaczeni płcią, która w pewnym okresie naszego życia w sposób spektakularny daje o sobie znać i nagle słyszysz kategoryczny głos: „Puk, puk, to ja natura. Przypominam ci, że jesteś już dorosłą kobietą i musisz jak najszybciej zdobyć partnera i dać mu liczne potomstwo. Zrób to niezwłocznie, nieważne jakim kosztem!”
Głos natury usłyszeli i usłuchali go, moi rówieśnicy, a ja akurat robiłam coś innego, więc odpowiedziałam: „Później”, a w myśli dodałam „Albo wcale” i szyderczo w duchu zachichotałam (przekora pewnie). Na razie odpowiadał mi stan, w którym byłam i na jakiś czas odsunęłam od siebie etap życia, w którym miałam wypełnić swój podstawowy biologiczny cel – reprodukcję. Czasami zastanawiałam się dlaczego nie pociąga mnie, jak innych, ten seksualny tartak, ale nic specjalnie mądrego nie przychodziło mi do głowy. Dotychczasowe przyjaciółki i koledzy podlegali zdumiewającej, jak dla mnie, transformacji, w trakcie której zachowywali się jakby mieli wściekliznę mózgów. Był nawet taki okres, że szydziłam okrutnie z ich zachowań i boki zrywałam ze śmiechu słuchając intymnych zwierzeń, a że język mam dosyć cięty, przez moje złośliwe komentarze potraciłam wiele kontaktów. Ale też nie będę ukrywać, że i ja na coś czekałam, na coś, czego umiałam ująć w słowa. Chodziło mi o jakiś rodzaj związku duchowego, ale to była skrajna utopia – coś, z czym w rzeczywistości nigdy się nie zetknęłam, bo wokół mnie panowała szamotanina mająca na celu dobór w pary, zapewnienie sobie wyłączności w dostępie do partnera, utrzymanie go przy sobie. Myślałam sobie: „Dziewczyno, bez paniki, po prostu trochę dłużej ci się system kalibruje”. Postanowiłam nic nie robić na siłę.
I tak zostałam "starą panną", czyli kobietą odrzuconą przez rynek małżeński („bo, musi mieć jakiś feler”). Trochę później miałam pozycję „kobiety samotnej”, czyli tej, która nie zdołała znaleźć partnera, który by sprostał jej wymaganiom („bo, za długo wybrzydzała”). Na szczęście na początku tego wieku zaczęły pojawiać się wdzięczniejsze nazwy na określanie osób samotnych i ich wizerunek zaczął się trochę zmieniać.
Teraz jestem „singlem”, „quirkyalone”, „sobiepanną”... – a bycie samotnym stało się w pewnym sensie modne i straciło swój dawny, negatywny wydźwięk.
Pominę zupełnie wątek, iż dla niektórych ludzi pojęcia: panna, singielka, lesbijka, feministka są tożsame i używają ich zamiennie.
Zmieniały się więc określenia i epitety, którymi próbowano mnie sklasyfikować, jednak wszystkie one były niedoskonałe i dopiero dwa lata temu przeczytałam pierwszy artykuł o aseksualistach. I bingo! To ja. A podobnych do mnie jest więcej. A dzięki Salomei, która „nadała” temat, pierwszy raz to z siebie wywaliłam.

P.S. Trochę chaotyczny tekst, ale nie jestem dobra w takich aktach ekshibicjonizmu.
Uluru
Obrazek

ewutek
kontrabAS
Posty: 600
Rejestracja: 5 wrz 2006, 12:19

Re: * * *

Post autor: ewutek » 25 wrz 2006, 14:53

Bardzo interesujące, na prawdę (jak każde "akty" ;) ).
Na szczęście dla Was, drodzy Forumowicze, nie mam daru powieściopisarskiego bo wywaliłabym tu epopeję dziejów życia ewutka. Jestem anegdociarą i tylko w żartobliwy rwany sposób zdarza mi się o sobie opowiadać. Poza tym... zdecydowanie wolę czytać niż pisać (:

Salomea

Re: * * *

Post autor: Salomea » 26 wrz 2006, 03:50

ewutek pisze:Na szczęście dla Was, drodzy Forumowicze, nie mam daru powieściopisarskiego bo wywaliłabym tu epopeję dziejów życia ewutka.
Chyba na nasze nieszczęście Ewutek. :wink: No trudno, może „obnażysz się " przy innej okazji. :wink: :mrgreen:

nova
gimnASjalista
Posty: 16
Rejestracja: 23 paź 2009, 20:39

Post autor: nova » 29 paź 2009, 16:15

chce Wam tylko powiedzieć ze czytając te komentarze znów miałam poczucie ze jestem taka jak Wy i stwierdziłam ze chyba już w końcu nie wiem kim jestem i chyba się nigdy nie dowiem ....

ech.

Awatar użytkownika
Keri
łASkawca
Posty: 1654
Rejestracja: 16 cze 2009, 11:13
Lokalizacja: ze źródła światła :D (okolice Łodzi :P )
Kontakt:

Post autor: Keri » 29 paź 2009, 19:35

To moze ja cos wrzuce od siebie ;)
Jak bylem maly z synem kolezanki mojej mamy gdy siedzielismy w wozku on byl pelen energii ja tylko spokojnie siedzialem i obserwowalem. Moze to nie ma znaczenia ale poprzeczytaniu Uluru
daje mi to do myslenia ze wtedy cos sie ze mna dzialo ;)
Wiekszosc czasu w wieku "podstawowym" po szkole spedzalem w domu rzadko wychodzac z domu a relacje z innymi byly skromne a gdy ktos chcial bym wyszedl na dwor to wolalem kreskowki ogladac lub przed konsola :P. Na zycie patrzylem z boku tak jak u Uluru :P .
W podstawowce dla zartow pewnie dwie kolezanki mnie zaczepialy a ja przez cala przerwe im zwiewalem po calej szkole a szkola jest WIELKA 2,5 osoby sie poloza wzdluz i jeszcze ktos przejdzie :roll: . nie wiem po co takie wielkie korytarze :roll: .
Na jednym weselu jeszcze przed szkola (a moze w trakcie) przed sala na dworzu jedna mala (ja tez bylem maly :P :shock: :lol: ) mnie przycisla do muru i juz gotowa do calowania :shock: :lol: a ja oczywiscie sie zaczalem bronic :P I nic nie bylo :lol: Na szczescie :wink: .
W podstawowce rowniez jednemu koledze zaczela sie podobac kolezanka a gdy na mnie padlo to tez wybralem ale to tylko ta poprostu bez jakies powodu a gdy ta co ja niby wybralem spytalal czy mam jakas na oku odpowiedzialem "tak", choc nie czulem nic wtedy i do nikogo ;).
W gimnazjum jedna kolezanka mi sie podobala ale gdy widzialem jak drugi kolega ja podrywa i co robi by to osiagnac to mi tylko oczy :shock: . Dziekuje rezygnuje :P.
Na korytarzu byla rozmowa na tematy o sprawy seksualne miedzy kolegami ja tylko siedzialem milczalem i czekalem :P, kiedy to sie skonczy :lol: .
Obserwowalem jak wiele osob sie laczy w pary mnie to nie ogarnialo :P.
Liceum....
Czas sie chyba wyplakac :cry:
Najgorszy moje momenty w zyciu. Najgorsze rozczarowania zyciem i zyciem towarzyskim. To tu juz uswiadomilem sobie ze jestem samotnikiem i znalazlem okreslenia jak introwertyk, melancholik i flegmatyk...
Szkola i otoczenie dobijalo bo tu juz zaczal sie wyscig "cial" :shock: . Tu wpadlem w dola 3 letniego z powodu wyobcowania i niezrozumienia mnie i moich pragnien :roll: . Chcialem bliskosci i ciepla ale ciapla by ktos mnie przytulil i wtedy czul to cieplo :roll: . wiele osob mowilo mi ze sobie pewne okreslenia wmawialem :P. Moze i to prawda ale czulem sie obco i dziwnie :roll: .
Rok 3 :cry: :cry: :cry: <- nawet to nie okresli co ja przezywalem :cry:
Moje przeczucia i moj szosty zmysl :wink: :thumbsup: .
Czulem sie cos wokol mnie swieci. Wczesniej po gimie juz wyobrazilem sobie kogo chce, bo juz wtedy czulem sie jakos samotny a niektorzy kogos maja to i ja powinienem miec wiec kogos chcialem :P.
Spodobal mi sie ktos z 1 roku ;) Lecz zadnych motyli nie bylo :P. Ale to podobanie bylo tylko alarmem :lol: ze cos zaraz bedzie ;) i bylo :P . Taka jaka chcialem byla :lol: :P . tylko przed depreche bylem zamkniety w swoim swiecie. widzialem jak sie mna interesuje jak razem z kolezankami podchodzily do mnie :shock: . Ja... nic :P .
Po pol roku przestala zrezygnowana ale wlasnie to po tym mnie drgnelo ze czegos brakuje co bylo :roll: . Wiec przyszla na mnie kolej :lol: . W pewnym momencie podeszlem do niej :shock: i zadalem pytanie ze mnie obserwuje a ona ze tak sobie :P . mnie te gierki nie interesowaly a raczej ich nie widzialem i bylem slepy :P . Pomyslalem jak tak sobie to tak sobie i poszlem :P . Skonczylo sie.
Licek byl momentem wewnetrznych i duchowych rozterek. To tu zaczalem myslec o "SIOSTRZE" :shock: :lol: :lol: Nie o dziewczynie :P . Zawsze chcialem by moja kolezanka byla nia ;). choc moze sie we mnie podkochiwala ale ciagle upieranie sie przy siostrze ja pewnie znudzilo :lol: .
Raz sie zarejestrowalem pod nikiem Zapomniany lub Wiatr nie pamietam :P . Bylem ale zniklem bo watpilem troche ale czas zrobil swoje. Dotarlo do mnie ze jestem taki ;).

THE END :lol:

ODPOWIEDZ