Deprecha, ehh... :(

Nie każdego dnia ptaszki ćwierkają. Jak Ci się ten dzień przydarzy, my wysłuchamy.
dorosłe dziecko
alabAStrowy bożek
Posty: 1333
Rejestracja: 25 maja 2007, 13:44

Post autor: dorosłe dziecko »

Też jestem kimś niedopasowanym do świata, też kocham samotność, ale nie mam z tego powodu depresji. Ba, ja mam coś około depresji, kiedy sytuacja zmusza mnie do częstych kontaktów z ludźmi. Staram się myśleć, że to świat ma problem, że jest taki, jaki jest a nie ja. :mrgreen: :wink:
„Dorosłe dzieci mają żal
Za kiepski przepis na ten świat!
Dorosłe dzieci mają żal
Że ktoś im tyle życia skradł...”

Awatar użytkownika
DZIEWICA8
zarASek
Posty: 1874
Rejestracja: 6 paź 2006, 09:33
Lokalizacja: z Lublina

Deprecha, ehh... :(

Post autor: DZIEWICA8 »

Wiecie, co jest tak naprawdę najważniejsze przy depresji? Chyba to, że każda depresja ma jakąś ściśle określoną przyczynę, nigdy nie bierze się znikąd. Nie bardzo wierzę w to, że depresja może być spowodowana porą roku, lub ilością słońca, jak to nie raz sugerują lekarze. Przyczyna zawsze tkwi w człowieku i właśnie z tej przyczyny bierze się depresja. Jest to zawsze jakiś problem, z którym ten człowiek nie potrafi sobie poradzić. Człowiek musi sobie uświadomić, co powoduje u niego depresję, musi jasno nazwać tą przyczynę. I wtedy musi zrobić to o czym pisze anonymouse, czyli starać się ten problem rozwiązać na wszelkie możliwe sposoby. Dopiero wtedy, gdy nie da się go rozwiązać w absolutnie żaden sposób trzeba jakoś starać się z nim pogodzić, oczywiście z problemem nie z depresją. Depresję trzeba bezwzględnie zniszczyć, zanim ona zniszczy człowieka. Nie można na nią czekać, cieszyć się z niej, lubić ją. Nie można pielęgnować w sobie złego nastroju, bo wtedy on się jeszcze bardziej pogłębia. Czyli jeszcze raz: Trzeba znaleźć w sobie przyczynę depresji i starać się ją usunąć wszelkimi możliwymi sposobami. Innej drogi naprawdę nie ma. Depresji nie usuną żadne leki, ani terapie, one mogą tylko chwilowo i sztucznie polepszyć nastrój człowieka. A depresję można usunąć tylko wtedy, gdy usunie się przyczynę, która ją powoduje. Po prostu trzeba leczyć przyczynę, a nie objawy. Ja wiem to wszystko z własnego doświadczenia, bo przez wiele lat zmagałam się z potworną depresją i udało mi się wyjść z niej dopiero wtedy, gdy usunęłam przyczynę, którą ją powodowała. I tylko to jest skuteczne!

Trzymam kciuki za wszystkich zmagających się z depresją! :) :) :)
DZIEWICA8
"Boże, daj mi pogodę ducha, abym godziła się z tym, czego zmienić nie mogę,
odwagę, abym zmieniała to, co zmienić mogę, i mądrość, abym zawsze potrafiła
odróżnić jedno od drugiego."

DZIEWICA8

Awatar użytkownika
Gizmo
Strażnik TeksASu
Posty: 1064
Rejestracja: 13 cze 2006, 11:15
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Gizmo »

Depresja może być uwarunkowana genetycznie.. I czasem nie daje się nawet leczyć. Widziałam kiedyś program o eksperymentalnej terapii elektrowstrząsami, stosowanej u osób, na które nie działąją żadne leki.
Depresja może mieć różne podłoże. Albo jest ona uwarunkowana genetycznie i rozwija się samoczynnie (depresja endogenna), albo jest ona związana z ciężką chorobą somatyczną, np. nowotworem, albo sygnałem do jej rozwoju jest jakieś ciężkie przeżycie, uraz lub przedłużający się stres (depresja psychogenna).

Obecnie przypuszcza się, że objawy depresji mają bezpośredni związek z niedoborem chemicznych neuroprzekaźników: serotoniny i noradrenaliny, które przenoszą sygnał pomiędzy neuronami takich części mózgu jak: układ limbiczny, podwzgórze i twór siatkowaty.

Awatar użytkownika
DZIEWICA8
zarASek
Posty: 1874
Rejestracja: 6 paź 2006, 09:33
Lokalizacja: z Lublina

Deprecha, ehh... :(

Post autor: DZIEWICA8 »

Opsss... Zapomniałam o pewnej ważnej sprawie. Depresja to jest choroba, którą może zdiagnozować tylko lekarz. Ja nazywałam depresją, to co przeżywałam, chociaż nie było to zdiagnozowane przez lekarza. Nazywałam to depresją umownie, żeby było wiadomo, o chodzi, bo ludzie znają i rozumieją na czym polega depresja. Powinnam to wyjaśnić na początku. Wiem o tym. Przyznaję się: moja wina! :oops: :oops: :oops:
DZIEWICA8
"Boże, daj mi pogodę ducha, abym godziła się z tym, czego zmienić nie mogę,
odwagę, abym zmieniała to, co zmienić mogę, i mądrość, abym zawsze potrafiła
odróżnić jedno od drugiego."

DZIEWICA8

dorosłe dziecko
alabAStrowy bożek
Posty: 1333
Rejestracja: 25 maja 2007, 13:44

Post autor: dorosłe dziecko »

Tylko, że depresja nawet nie zdiagnozowana przez lekarza i tak jest depresją. Każdy chyba sam wie, czy i kiedy ma depresję a lekarz nie musi mu tego palcem pokazywać. :mrgreen:
„Dorosłe dzieci mają żal
Za kiepski przepis na ten świat!
Dorosłe dzieci mają żal
Że ktoś im tyle życia skradł...”

Awatar użytkownika
camellia
ciAStoholik
Posty: 355
Rejestracja: 21 maja 2007, 23:27

Post autor: camellia »

dorosłe dziecko pisze:Tylko, że depresja nawet nie zdiagnozowana przez lekarza i tak jest depresją. Każdy chyba sam wie, czy i kiedy ma depresję a lekarz nie musi mu tego palcem pokazywać. :mrgreen:
dorosłe dziecko, okazuje się, że czasami właśnie lekarz musi tym palcem na depresję wskazać. Bardzo często pacjenci mają tzw. depresję maskowaną, uskarżają się na bóle głowy, brzucha, objawy somatyczne itp. Nie wiedzą, że mają depresję. Z drugiej strony wiele osób nadużywa tego terminu, określając za jego pomocą swoje gorsze dni. Depresja, taka prawdziwa, to wyniszczająca choroba i właśnie lekarz musi się zająć jej leczeniem.
Panie, co oznacza to, czym mnie doświadczasz...

Awatar użytkownika
DZIEWICA8
zarASek
Posty: 1874
Rejestracja: 6 paź 2006, 09:33
Lokalizacja: z Lublina

Deprecha, ehh... :(

Post autor: DZIEWICA8 »

Wydaje mi się, że istnieją dwa znaczenia terminu "depresja". Pierwszy to nazwa choroby psychicznej, porównywanej z psychozą lub schizofrenią, a drugi to złe samopoczucie człowieka, czyli: zniechęcenie, pesymizm, brak radości życia, brak energii, poczucie pustki i bezsensu, rozpacz, smutek, brak nadziei, pragnienie śmierci, poczucie własnej bezwartościowości i itp. To o czym ja pisałam w tym temacie oraz wcześniej, to dotyczyło depresji w tym drugim znaczeniu. O depresji w pierwszym znaczeniu nie mogę się wypowiadać, bo nie jestem lekarzem.
DZIEWICA8
"Boże, daj mi pogodę ducha, abym godziła się z tym, czego zmienić nie mogę,
odwagę, abym zmieniała to, co zmienić mogę, i mądrość, abym zawsze potrafiła
odróżnić jedno od drugiego."

DZIEWICA8

Awatar użytkownika
camellia
ciAStoholik
Posty: 355
Rejestracja: 21 maja 2007, 23:27

Post autor: camellia »

DZIEWICA, występowanie objawów, o których piszesz, można nazwać depresją, jeżeli trwają one nieustannie przez dłuższy czas, minimum dwa tygodnie, jeżeli uniemożliwiają Ci normalne funkcjonowanie itp. Dodatkowo występują zaburzenia snu, trudności z koncentracją, często myśli samobójcze i in. Depresja to naprawdę poważna sprawa... Teraz ten termin stał się w pewnym sensie modny i wiele osób nazywa swoje dwudniowe zniechęcenie czy dołek depresją. Po czymś takim osoba poważnie chora nie jest do końca poważnie traktowana, uważa się ją za symulanta i każe jej wziąć się w garść. Takie słowa to gwóźdź do trumny dla chorego.
Panie, co oznacza to, czym mnie doświadczasz...

Awatar użytkownika
anonymouse
mASełko
Posty: 130
Rejestracja: 9 lut 2007, 23:48

Post autor: anonymouse »

Ja uważam, że każdy, bez względu jak ciężkiej depresji by nie miał, umie się pozbierać bez żadnych lekarzy - musi tylko sam wiedzieć, że jest do tego zdolny i co chce osiągnąć.

Świadomość swojej wartości i swoich możliwości działa znacznie lepiej niż najlepsze lekarstwo, czy najlepszy psycholog.

Co myślicie, kiedy jesteście w depresji i ktoś mówi Wam: "weź się w garść"? Pewnie, że kompletnie Was nie rozumie, że bagatelizuje Wasz problem. A czy ktoś pomyślał kiedyś, żeby naprawdę wziąć się w garść? Twardo i bezwzględnie?

Awatar użytkownika
camellia
ciAStoholik
Posty: 355
Rejestracja: 21 maja 2007, 23:27

Post autor: camellia »

anonymouse pisze:Ja uważam, że każdy, bez względu jak ciężkiej depresji by nie miał, umie się pozbierać bez żadnych lekarzy - musi tylko sam wiedzieć, że jest do tego zdolny i co chce osiągnąć.

Świadomość swojej wartości i swoich możliwości działa znacznie lepiej niż najlepsze lekarstwo, czy najlepszy psycholog.

Co myślicie, kiedy jesteście w depresji i ktoś mówi Wam: "weź się w garść"? Pewnie, że kompletnie Was nie rozumie, że bagatelizuje Wasz problem. A czy ktoś pomyślał kiedyś, żeby naprawdę wziąć się w garść? Twardo i bezwzględnie?
anonymouse, piszesz o świadomości własnej wartości, hmmm. Jednym z objawów depresji jest totalny brak poczucia własnej wartości. Człowiek chory nie potrafi tej świadomości z siebie wykrzesać, choćby nie wiem, co się działo. Patrząc z boku ludzie widzą w danej osobie wiele wartościowych cech, których sam chory nie dostrzega. Trudno mi to w tej chwili wytłumaczyć słowami. Kto tego nie przeżył, nie zrozumie. Psycholog pomaga ludziom docenić samych siebie, tak to widzę, czyli wymusza w pewnym sensie działanie tego specyficznego lekarstwa, o którym wspominasz w swojej wypowiedzi.

Zastanowiła mnie również pierwsza część Twojego posta. Poczytaj sobie w necie o najcięższej postaci depresji (mam na myśli tzw. stupor depresyjny) i wtedy odpowiedz sobie na pytanie, czy ktoś taki sam sobie pomoże, bez ingerencji lekarza.

A zdanie "weź się w garść" nie należy do najtrafniejszych sformułowań kierowanych do chorego. Powie Ci to każdy lekarz, który przecież nie ma żadnego interesu w tym, że tak radzi. Wypowiadanie tego typu tekstów do osoby chorej na depresję działa odwrotnie niż powinno. To też trzeba przeżyć na własnej skórze. Czujesz się wtedy jeszcze bardziej beznadziejnie wiedząc, że zawodzisz najbliższych. Takie sformułowania należy kierować do leniwych, wtedy może coś zdziałają.


Nie potrafię podać dokładnej daty czy wydarzenia, które zapoczątkowało mój głęboki stan depresyjny. W każdym razie, kiedy chodziłam do LO wszystko było OK. Zawsze byłam typem samotnika, ale miałam znajomych i często spotykałam się z nimi, a kiedy już byłam w towarzystwie, nazywano mnie jego duszą :)
I nagle zaczęło się unikanie najbliższych znajomych, uciekanie przed ludźmi, senność nie do opanowania. I to nie było lenistwo! Tak bardzo chciałam wstać z łóżka, a nie mogłam. Nie byłam w stanie ruszyć ręką, stale ryczałam. Nic prawie nie jadłam, schudłam strasznie, zawaliłam wiele ważnych dla mnie spraw... Byłam blada jak ściana, towarzyszył mi permanentny smutek i poczucie bezsensu, wiecznie odczuwałam zmęczenie, przez które mogłam tylko spać. Trwało to tygodniami, dzień za dniem... Nie potrafiłabym popełnić samobójstwa, ale miałam chore myśli typu: "Żeby mi się coś stało" albo "Po co ja w ogóle żyję na tym świecie?" Najgorsze było to, że nie miałam z kim porozmawiać, bo ludzie, którym ufałam, odwrócili się ode mnie, odeszli właśnie wtedy, kiedy najbardziej ich potrzebowałam :( To było osamotnienie nie do zniesienia. Z jednej strony pragnęłam rozmów i bliskości innych, a kiedy mama czy tata wchodzili do pokoju, nie umiałam z nimi porozmawiać i tylko mogłam im pokazać wielkie depresyjne łzy. Nigdy nie chciałabym być na ich miejscu i patrzeć na córkę, dotąd zawsze zadowoloną, a teraz w takim stanie.
Długo mogłabym pisać o tym, jak się wtedy czułam, ale nie ma co zanudzać. Powiem tylko, że takiego stanu nie życzyłabym nawet najgorszemu wrogowi.
Panie, co oznacza to, czym mnie doświadczasz...

Awatar użytkownika
anonymouse
mASełko
Posty: 130
Rejestracja: 9 lut 2007, 23:48

Post autor: anonymouse »

Oo, wiem coś o tym, wbrew pozorom. Sam miałem tak przez parę miesięcy chyba, też dużo schudłem i też ogólnie była nieprzystosowany do życia w społeczeństwie. A nie było to niczym konkretnym spowodowane (znaczy się żadnym wydarzeniem).

Wiele razy miewałem gorsze okresy, czasami trwało to nawet tak samo długo - ale tylko raz to było tak przygniatające i dezorganizujące życie.
I poradziłem sobie z tym dokładnie tak, jak teraz radzę Wam. Poprostu postanowiłem wziąć się w garść. Ale może jestem jakiś inny.

A teraz depresji już, jak napisałem, nie miewam. Wszystko zależy od podejścia. Najgorsze jest chyba to, że taki zdepresjonowany człowiek nawet nie chce próbować podejmować żadnych kroków w stronę wyjścia z tej choroby. To chyba polega na podświadomum przekonaniu, że naturalnym stanem jest bycie przygnębionym (bo świat jest taki zły :P), a cała reszta cieszy się jak idioci. Jak wiadomo nikt nie chce zostać takim idiotą cieszącym się z niczego, więc trwa w swojej ponurej rzeczywistości przekonany o swojej niższości i jednocześnie wyższości przejawiającej się przez "rozsądne" postrzeganie świata jako piekła na ziemi.
Wpadnięcie w depresję jest jak nagłe objawienie ponurej prawdy o wszystkim. Tylko, że to wcale nie jest prawda - pamiętając o tym łatwiej będzie pokonać tę chorobę.

wilczek
pASibrzuch
Posty: 286
Rejestracja: 17 lip 2007, 18:46
Kontakt:

Post autor: wilczek »

Kurcze ile o depresji można się spisać :shock: Jako samiec nie miewam takich problemów, chociaż po tym co tu czytam zastanawiam się czy i mnie czasem nie dopadło ;) :lol:

przy okazji - "Summer wine" wymiata :mrgreen:

Elise
młodASek
Posty: 21
Rejestracja: 15 mar 2007, 11:26

Post autor: Elise »

anonymouse pisze: I poradziłem sobie z tym dokładnie tak, jak teraz radzę Wam. Poprostu postanowiłem wziąć się w garść. Ale może jestem jakiś inny.

Co to właściwie znaczy "wziąć się w garść"?? Myślę że nie ma nic gorszego niż powiedzieć osobie cierpiącej na depresję żeby przestała użalać się nad sobą, narzekać i pogłębiać się w swoim cierpieniu tylko spróbowała stanąć na nogi i coś zmieniła w swoim życiu. Znam to z własnego doświadczenia. Każdy kto dawał mi tego typu "rady" nie miał pojęcia co tak naprawdę czuję. Depresja nie jest stanem chilowego zniechęcenia. To nie jest tak zwany dołek, z którego mozna sie wygrzebać kiedy się wszystkie sprawy spokojnie przemyśli i poszuka rozwiązania. Człowiek w takim stanie psychicznym postrzega świat zupełnie inaczej. Nie można mu pomóc pocieszając go, tłumacząc, że wszystko się jakoś ułoży, żeby się nie łamał. To tak nie działa. A jak pomóc osobie cierpiącej na depresję? Chyba wystarczy ją przekonać że się przy niej jest, zawsze, bezwzględnie. I nie ściemniać że się wie co ta osoba czuje, bo ktoś kto sam tego nie doświadczył nie jest w stanie pojąć czym tak naprawdę jest ta choroba.

Awatar użytkownika
anonymouse
mASełko
Posty: 130
Rejestracja: 9 lut 2007, 23:48

Post autor: anonymouse »

A spóbowałaś chociaż posłuchać takiej rady? Właśnie o tym mówię, o tym przeświadczeniu, że nikt Cie nie rozumie. A może akurat rozumie?

Mówienie osobie w depresji, że się przy niej jest zawsze i bezwzględnie - może zadziałać - jakoś pocieszyć, dać wrażenie wsparcia. Ale co, jeżeli po jakimś czasie się już przy niej nie będzie? Znów wpadnie w depresję? A co ktoś ma depresję i nie ma nikogo, kto by przy nim był?

Wyciąganie kogoś z depresji nie jest moim zdaniem dobre. Jeżeli ktoś chce się pozbyć depresji raz a dobrze to musi sam z niej wyjść. W przeciwnym razie dobije go świadomość niesamodzielności, tego, że jeżeli nie inni to nigdy by sobie nie poradził z tą chorobą, że potrzebuje innych ludzi żeby żyć i funkcjonować. Samodzielne pokonanie depresji daje nad nią władzę :).
A do samodzielnego pokonania depresji nie można zachęcić inaczej niż twardym i bezwzględnym: "weź się w garść".

Bo "weź się w garść" wjeżdża na ambicję - a chyba nie ma lepszego motywatora do działania niż to :). Okrutne, ale prawdziwe - i działa, jeżeli tylko chcesz żeby działało.

Awatar użytkownika
anonymouse
mASełko
Posty: 130
Rejestracja: 9 lut 2007, 23:48

Post autor: anonymouse »

Będę musiał doublepostować, wybaczcie, ale jakimś dziwnym trafem (:evil:) szlag trafił możliwość edycji postów.

Pytałaś się co to znaczy "wziąć się w garść".
"Wziąć się w garść" to znaczy zobaczyć swoją sytuację z innej perspektywy - trzeźwo i analitycznie, po czym podjąć wszelkie możliwe działania, żeby zmienić ją na lepsze. Zazwyczaj zapewne w sferze psychicznej.

Zmienić system wartości, priorytety or sth :P.

ODPOWIEDZ