Ogólny upadek związków

Forum dla dyskusji o rozmaitych związkach: as + as, as + nie-as...i wszystko pomiędzy.
Awatar użytkownika
DAMA
Zbanowana
Posty: 221
Rejestracja: 6 lis 2008, 11:02

Ogólny upadek związków

Post autor: DAMA » 16 gru 2008, 18:35

Wiele asów zadeklarowało na forum brak potrzeby bycia w związku,niektórzy nie wykluczają,że może kiedyś......Są też asy,które funkcjonują w związkach na chwilę obecną albo mają w tej kwestii doświadczenia z przeszłości.
Czy nie sądzicie,że nastąpił jednak jakiś ogólny kryzys związków ( i nie tylko w Polsce,ale na świecie) ?
Liczba orzekanych rozwodów wzrasta z roku na rok,wzrasta liczba separacji.Rozwiązania w postaci mediacji nie przynoszą rezultatu....
W moim środowisku wprawdzie jest mnóstwo singli ( nie asów),
ale ci,którzy zawarli związki małżeńskie bardzo szybko się rozwiedli....(czasem już po roku...). Też zapewne macie podobne obserwacje. Kryzys związków ? Upadek relacji partnerskich? A może ogólna pochwała indywidualizmu,która w jakimś sensie ogranicza,a nawet uniemożliwia pozytywne relacje partnerskie.
Myślę,że problemy funkcjonowania w związkach ma dzisiaj mnóstwo osób i nie ma to znaczenia,czy ktoś jest asem,czy jest w pełni seksualny. Sporo osób wybiera życie w pojedynkę.....
Ogólny upadek związków?
Pozdrawiam :D
Mowa jest srebrem, a milczenie złotem.

LACORUNA
mASełko
Posty: 133
Rejestracja: 30 wrz 2008, 12:29
Lokalizacja: GDYNIA

Post autor: LACORUNA » 17 gru 2008, 08:55

Hmm nie wiem, czy to upadek związkow, czy zmalala ogolna chec bycia z kims, czy tez sprawy z rozwodami, zyciem w pojedynke sa coraz bardziej naglasniane...
Co rusz czytam o coraz częstszych rozwiazaniach malzenskich, coraz krotszych stanach bycia w zwiazku. Wrecz robi sie imprezy z okazji rozwodow...Moze kiedys takich statystyk nie prowadzono. A moze to chec posiadania czegos nowego, zycia wciaz na pelnych obrotach, z niegasnaca albo wrecz rosnaca adrenalina, sprzyjaja takiej ''rozwiazlosci''...
Chec zdobycia dobr materialnych - przez niektorych - ciagla praca, gonitwa za posada, ciagle wyjazdy, daja mniejsze szanse na stworzenie rodziny w ''pelnym'' znaczeniu tego slowa ( maz, zona, dzieci itp..).
Sa, byli i beda ludzie, ktorzy moze i pragna stworzyc zwiazek, ale boja sie zranienia, odrzucenia, ograniczenia...
Ale zwiazek to nie tylko malzenstwo, niekoniecznie posiadanie dzieci (takie moje zdanie), niekoniecznie trzeba widziec sie codziennie i mieszkac razem. I cale szczescie, to daje wieksza szanse na stworzenie zwiazkow ( dla tych ktorzy chca) odstepujacych od ''normy''. I zeby nie zabrzmialo to zbyt gornolotnie ( z ta norma ;-)) za przyklad podam siebie - jak czesc asow, o ktorych czytalam na forum, ja takze wolalabym stworzyc zwiazek z pelna autonomia, bez ograniczen wlasnego swiata, ingerencji, poszanowania wlasnych nawykow, zwyczajow, indywidualnosci, strachow i lachow :D

Reasumujac - moze niekoniecznie upadek, ale zmiana zwyczajow i tych norm, ktore kiedys byly uznawane za wyznacznik zwiazku...

Pozdrowienia :)

dzola007
strASzydło
Posty: 397
Rejestracja: 16 wrz 2008, 01:08
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: dzola007 » 17 gru 2008, 12:14

Kiedys być panną z dzieckiem to wielki wstyd,dziś juz nie. Moze tak samo było z rozwodami,ludzie obawali sie konserwatywnego społeczenstwa i woleli zyc "razem ale osobno"? Wszedzie i wszystko o seksie,kto i ile razy zdradza,media tez nie wpływaja na to dobrze. Ludzie chyba są coraz bardziej uparci a kompromizm jest dla nich obcy.

Awatar użytkownika
Piorun
PerkunAS
Posty: 595
Rejestracja: 8 kwie 2008, 12:50
Lokalizacja: z fabryki cyborgów

Post autor: Piorun » 17 gru 2008, 14:31

No właśnie, jeszcze do niedawna spora ilość obecnych "związków nieformalnych" nie mogła by istnieć, a w każdym razie nie mogła by istnieć oficjalnie.
A teraz? Masa ludzi na świecie (w naszym katolandzie trochę mniej) żyje na "kocią łapę" i nie zamierza tego formalizować, dobrze im tak jak jest.
I tak jest fajnie

Nie wspominając o tym że spora część tych co wrzeszczą o "upadku związków" to ultrakonserwa, dla której np związek gejów to właśnie "upadek związków i rodziny" i oczywiści atak na kościół (w ramach promocji)

Awatar użytkownika
DAMA
Zbanowana
Posty: 221
Rejestracja: 6 lis 2008, 11:02

Post autor: DAMA » 17 gru 2008, 15:10

Piorun nie chodziło mi tylko o kryzys związków tych formalnych..ale nieformalnych także ( o wzroście liczby rozwodów i separacji wspomniałam dla ogólnej informacji ). Myślę,że relacje partnerskie przyżywają kryzys i wielu parom coraz trudniej ze sobą być,funkcjonować. Jeśli nie upadek związków ( relacji partnerskich) to może kryzys?
Mowa jest srebrem, a milczenie złotem.

LACORUNA
mASełko
Posty: 133
Rejestracja: 30 wrz 2008, 12:29
Lokalizacja: GDYNIA

Post autor: LACORUNA » 17 gru 2008, 15:37

Te kryzysy byc moze i wczesniej byly. Tylko jak wspomniano - kiedys nie wypadalo o czyms glosno mowic. Za to wypadalo posiadac rodzine i najlepiej wszystkie niepowodzenia trzymac za sciana..
A teraz jest duzo np. poradni malzenskich. Namawia sie ludzi do łatania tych zwiazkowych niepowodzen, stad i wydobycie na wierzch problemow miedzy partnerami.
Kiedys tez byly zdrady, tylko np. kobiety bardziej to tolerowaly z koniecznosci...A teraz same zdradzaja , bo jest coraz wieksza swoboda, wyzwolenie,...
Ten kto bedzie chcial, dogada sie z potencjalnym partnerem, bez wzgledu na jakies ogolnie panujace kryzysy, zdrady i nie wiadomo co jeszcze...

Awatar użytkownika
DAMA
Zbanowana
Posty: 221
Rejestracja: 6 lis 2008, 11:02

Post autor: DAMA » 18 gru 2008, 16:04

Najnowsze badania naukowców z Uniwersytetu w Houston wykazały,że pomimo tego,że silna romantyczna więż jest głównym czynnikiem łączenia się w pary i tworzenia związków ( co podważa albo bardzo poważnie osłabia mentalność,że każdy nadaje się do związku,bo z tego wynika,że as nie-romatyczny już nie) to jednak nadmierna,silna więż emocjonalna może być często wręcz zabójcza dla związków. Dzieje się tak wtedy gdy któryś z partnerów ( lub obydwoje) poświęcają zbytnią uwagę ładunkowi emocjonalnemu związku. Według Chip Knee,asystenta profesora i kierownika badań zespołu z Uniwersytetu Houston tego typu nadmierny ładunek emocjonalny jest niezdrowy dla rozwoju związków partnerskich. Jego zdaniem takie osoby są bardzo oddane w swoich relacjach z partnerem ale przez to reagują w sposób nadmierny,szybko tracą kontrolę,wyniszczają się - często niszczy to fundamenty związku.
Mowa jest srebrem, a milczenie złotem.

Awatar użytkownika
urtika
sASanka
Posty: 2166
Rejestracja: 27 maja 2008, 21:06

Post autor: urtika » 18 gru 2008, 20:58

Taka nadmierna, silna więź emocjonalna to nic innego jak uzależnienie emocjonalne, które, jak każde inne uzależnienie, jest destrukcyjne i to w dodatku dla obydwu stron. Jeśli w związek, czy to formalny, czy też nieformalny wchodzą osoby, które odczuwają pustkę i głód emocjonalny i oczekują, że partner/ka spowoduje, że owe uczucia znikną, to się grubo mylą. Po uczuciu początkowej euforii później znów się pojawią i okazuje się, ze obecność tej drugiej osoby wcale nie jest lekiem na samotność i pustkę. I często takie osoby rezygnują z wielu rzeczy, partner stanowi dla nich centrum wszechświata , mają nierealistyczne oczekiwania w stosunku do tej osoby i pojawia się wielkie rozczarowanie. Zresztą kolejna sprawa to to, że osoba odczuwająca przeraźliwe osamotnienie, często wiąże się z byle kim, nawet nie zastanawiając się, czy to odpowiedni/a partner/ka dla niego/niej. Byle skończyć z nieznośnym uczuciem alienacji, byle odciąć się od siebie, własnych niepokojów i własnego jałowego wnętrza. I nic dziwnego, że taki związek się rozpada.
Quirkyalone

Awatar użytkownika
DZIEWICA8
zarASek
Posty: 1874
Rejestracja: 6 paź 2006, 09:33
Lokalizacja: z Lublina

Ogólny upadek związków

Post autor: DZIEWICA8 » 21 gru 2008, 13:26

Hmmm.... W moim otoczeniu problem trwałości związków jest dość złożony. Na przykład: moi dwaj bracia cioteczni są żonaci już kilkanaście lat, mają dzieci, moja siostra cioteczna od kilku lat jest mężatką. Moi rodzice są już małżeństwem od 35 lat. Wśród moich znajomych jest też kilka młodych małżeństw z kilku- lub kilkunsato- letnim stażem mających dzieci(ludzie poniżej 40 lat).
Znam też kilka osób rozwiedzionych i co ciekawe, są to osoby w średnim wieku (powyżej 40 lat), którzy mają już dorosłe dzieci i zawarli swe związki małżeńskie kilkadziesiąt lat temu, większość z nich również rozwiodła się dawno temu (jak ich dzieci były jeszcze małe).
Znam też osoby, które żyją ze sobą bez ślubu i osoby samotne.
Co do rozpadu związków, to czytałam kiedyś gazecie Metro o tym, że wiele zawieranych obecnie małżeństw rozpada się w okresie 2 lat od ślubu. Ale jak to jest w rzeczywistości, to naprawdę nie wiem, nie udało mi się tego jak na razie zaobserwować.
DZIEWICA8
"Boże, daj mi pogodę ducha, abym godziła się z tym, czego zmienić nie mogę,
odwagę, abym zmieniała to, co zmienić mogę, i mądrość, abym zawsze potrafiła
odróżnić jedno od drugiego."

DZIEWICA8

KLARISSA
starszASek
Posty: 30
Rejestracja: 17 gru 2008, 19:02
Lokalizacja: ze snu

Post autor: KLARISSA » 25 gru 2008, 14:34

Jestem zdania , iż przyczyną wszelkich kryzysów i rozwodów są bardzo powszechne dla obecnej ówczesności forny pseudomiłości.
Ludzie są przekonani,że uczucie,to pożytek i przyjemność;
są interesowni, oczekują czegoś w zamian, kochają za coś , a nie dla kogoś.
Kocham, ponieważ cię potrzebuję,
Kocham , bo jestem kochany;
-ten, kto tak uważa nie miłuje prawdziwie.
Człowiek wierzący w najprawdziwszą miłość nie oczekuje niczego w zamian, dlatego rzecze:
Potrzebuje cie, poniewaz cie kocham - kocham bez wzgledu na wszystko, zawsze niezmiennie kocham;
Jestem kochany, poniewaz kocham.

Niestety człowieczeństwo zatraca się w doczesności, szuka pocieszenia w tym, co martwe i nietrwałe- takie podejście do życia jest zgubne.

Nie wiem czy ktoś się ze mną zgodzi, ale uważam, iż głównymi przyczynami wszelkiego zła na świecie są :samotność, brak zrozumienia,poczucie odrzucenia, brak oparcia w drugim człowieku.

Stąd mój wniosek, że ludzie ze swej natury nie są źli, są jedynie odrzuceni- pragną być lepsi od innych, chcą zwrócić na siebie uwagę, budzić postrach i poważanie- powoduje to, że stają się bezwzględni - tak powstaje zło- ze smutku:(

Z powyższych względów , dziś bardzo trudno o prawdziwą miłość- nie ma dla niej miejsca,niestety:(

Awatar użytkownika
DAMA
Zbanowana
Posty: 221
Rejestracja: 6 lis 2008, 11:02

Post autor: DAMA » 25 gru 2008, 16:11

Wiele związków ( zarówno tych formalnych jak i nieformalnych) przyjmuje charakter umowy gospodarczej i funkcjonuje na zasadzie-coś za coś.Oczywiste jest,że za taką umową nie kryją się żadne wielkie i wzniosłe uczucia,a jedynie szeroko pojęty interes i szukanie korzyści ( i wcale nie tych duchowych...).Związek to interes,biznes? Jeśli tak,to jest to niewątpliwie jedna z przyczyn kryzysu związków.....bo biznesy upadają i dodatkowo nie każdy ma do nich talent. :D
Mowa jest srebrem, a milczenie złotem.

es.em
ASiołek
Posty: 73
Rejestracja: 20 lis 2008, 21:51

Post autor: es.em » 25 gru 2008, 21:02

Klarissa, niby tak, ale kilka pytań:

Być może prawdziwe jest stwierdzenie, że Ludzie są przekonani,że uczucie,to pożytek i przyjemność. Ale czy kiedyś było inaczej? Kiedyś było jeszcze gorzej: często dzieci wydawano tak, by rodzic odniósł jakąś korzyść. Sądzisz, że taka miłość była prawdziwsza? Czemu według Ciebie dziś trudno o prawdziwą miłość? Wydaje mi się, że wyzwolenie światopoglądowe społeczeństwa raczej jej sprzyja. Czemu to dziś ludzie mają się czuć bardziej samotni czy odrzuceni niż kiedy indziej?

Pewnie też prawdziwy jest ideał miłości jaki przedstawiasz. Ale czy naprawdę aż tak człowieczeństwo zatraca się w doczesności - pytam znów, czy kiedyś według Ciebie było lepiej? Trudno oczekiwać od wszystkich ludzi głębokiego i prawdziwego przeżywania miłości, bo to jest po prostu trudne, sama przyznasz. A każdy ma prawo pragnąć czegoś małym wysiłkiem, a szczególnie czegoś takiego jak poczucie bezpieczeństwa czy chociazby bycia kochanym - tego trudno odmówić. Nie można wymagać od ludzi, by dla zaspokojenia tych potrzeb przeprowdzali rewolucję w swoim pojmowaniu uczuć. Bo oni mają dostatecznie dużo bardziej przyziemnych problemów. Każdy ma prawo do płytkości!

To, że ludzie pragną być lepsi od innych, to chyba nie ukryte zło świata (czy też jego geneza - nieważne) tylko zwykła konkurencja między jednostkami, coś powszechnego w świecie zwierząt, a więc nie omija i ludzi.

(Może rozpętam jakąś ciekawą dyskusję ;))

Awatar użytkownika
Urania
mASełko
Posty: 138
Rejestracja: 10 gru 2008, 16:00
Lokalizacja: Terra Incognita

Post autor: Urania » 25 gru 2008, 22:56

KLARISSA pisze: Nie wiem czy ktoś się ze mną zgodzi, ale uważam, iż głównymi przyczynami wszelkiego zła na świecie są :samotność, brak zrozumienia,poczucie odrzucenia, brak oparcia w drugim człowieku.

Stąd mój wniosek, że ludzie ze swej natury nie są źli, są jedynie odrzuceni- pragną być lepsi od innych, chcą zwrócić na siebie uwagę, budzić postrach i poważanie- powoduje to, że stają się bezwzględni - tak powstaje zło- ze smutku :(

Z powyższych względów, dziś bardzo trudno o prawdziwą miłość- nie ma dla niej miejsca, niestety:(
To o czym mówisz nie jest smutkiem w/g mnie, tylko chorą ambicją... na zasadzie "nie chcecie mnie?! no, to ja wam jeszcze pokażę!", w tym jest chęć odwetu, złosliwość, i to złośliwość w połączeniu z tą abmicją (niemal desperacką chęcią podobania się innym) jest źródłem konfliktu i trujących emocji... To nie smutek... (smutek bywa twórczy), to chyba raczej kompleksy, frustracja... Moim zdaniem, jeśli ktoś sam siebie akceptuje, to cudza opinia jest mu kompletnie obojętna i niepotrzebna. Ja mam gdzieś, czy mnie ktoś rozumie czy nie, robię swoje. Żyję w/g własnego sumienia, a nie czyjejś akceptacji... Jak ktoś mnie nie rozumie, to prawdę mówiąc, mało mnie to interesuje.

Z tą prawdziwą miłoscią... Nasza wyobraźnia zawsze wszystko idealizuje, i chyba nie jest dobrze jeśli oczekuje się od rzeczywistości malowideł wyobraźni... - to zawsze będzie rozczarowanie.

Co do samotności... Jestem samotnikiem, mizantropem... i nie wydaje mi się, abym była złym człowiekiem, wręcz przeciwnie. Wypaczyć może np. złe towarzystwo, natomiast dla kogoś, kto nie jest wewnętrznie pusty, samotność może być całkiem kształcąca, inspirująca... Podobno lepiej ogląda się obrazy z dystansu... Ja własnie chyba tak działam, bardziej obserwuję życie niz w nim uczestniczę, i sądzę, że widzę znacznie więcej...

Pozdrawiam.
Omnia mea mecum porto...

KLARISSA
starszASek
Posty: 30
Rejestracja: 17 gru 2008, 19:02
Lokalizacja: ze snu

Do es. ema- odpowiedzi na pytania.

Post autor: KLARISSA » 27 gru 2008, 19:34

Zarówno dzisiaj , jak i 200 lat temu , bardzo trudno było doświadczyć prawdziwej miłości.
Poczucie samotności i odrzucenia nie zalezy od epoki, tylko od mentalności danej jednostki.
Dawniej było podobnie, prawie te same mroki egzystencji- jednak obecnie postęp cywilizacyjny stwarza przed nami znacznie więcej możliwości .
Nie musimy szukać zła , czy zgorszenia, gdzyz mozemy spotkać je na każdym kroku.
Dzisiejsze społeczeństwo ma bardzo płytkie aspiracje- nie przecze, ze nie było tak wcześniej, ale ówcześnie niemoralne wzorce postepowań są propagowane przez kulture medialną , stają się twarzą przewodnią naszej epoki.
Najszlachetniejsze uczucia takie jak dobro, szczęście, wiara czy miłość, w dużej mierze uległy degradacji, zostały bowiem skrajnie zmodyfikowane i dostosowane do obecnie panujących kryteriów. Dobrem jest określane wszystko co przyjemne i pożyteczne.
Szczęście persony polega dzisiaj na „zabawieniu się”; jak to określił Husley :
„Kiedy jednostka czuje, społeczeństwo bzikuje”.
System kapitalistyczny przyczynia się do zdemoralizowania jednostki.
Człowiek jest wiecznie nienasyconym, spragnionym nowych wrażeń, konsumentem postrzegającym świat jako jeden wielki przedmiot swojego łaknienia. Bez zachowania stosownego umiaru pochłania wszystko: widowiska, jedzenie, napoje, papierosy, ludzi, książki, filmy, ale ciągle mu mało i wciąż jest z czegoś niezadowolony.
Persony myla pojęcia, nie potrafią właściwie nazywać rzeczy po imieniu, myślą, ze to co złe jest właście i dobre.

Jeżeli chodzi o zło. Konkurencja i wzajemna nienawiść nigdy nie powstaja z niczego- to długi łańcuch zależności przyczynowo skutkowych.
Osoba zła = osoba skrzywdzona, odrzucona, która pragnie zrewanżować się bliźnim za to co od nich otrzymała- chce żeby każdy człowiek czuł sie tak samo źle.

Jeśli masz jeszcze jakies wątpliwości , chętnie odpowiem.

Awatar użytkownika
Urania
mASełko
Posty: 138
Rejestracja: 10 gru 2008, 16:00
Lokalizacja: Terra Incognita

Post autor: Urania » 27 gru 2008, 21:03

Moim zdaniem za bardzo skupiasz się na jednym aspekcie... przez to chyba jednak uogólniasz zbyt wiele spraw w życiu. Trzeba pamiętać, że tyle jest światów, ile oczu na świecie. I każdy umysł filtruje wszystko, co widzi w jakiś inny, odrębny nieco sposób.

Dobro jako coś pożytecznego, przyjemnego... - pewnie tak, dla kogoś, kto wyznaje hedonizm, względnie utylitaryzm (np.). Dla mnie to są może inne rzeczy, dla sąsiada obok, pewnie jeszcze co innego...

Dalczego mówisz, że dzisiejsze społeczeństwo ma płytkie aspiracje...? Bo nie ma np. wojny i nie trzeba oddawać życia w imię idealizmu? (- tylko taki przykład.)

Napisałaś: "System kapitalistyczny przyczynia się do zdemoralizowania jednostki."
Wybacz, ale... czyżbyś miała ochotę wrócić do komunizmu (?)... Jestem w takim wieku, że dobrze tamte czasy pamiętam, i wierz mi, nie chciałabyś tego doświadczyć i doznać tamtej demoralizacji... Pozostawię Twój cytat bez dalszego komentarza. Jest po prostu niepoważny (w/g mnie).

Radzę mniej sądzić (osądzać), a więcej próbować zrozumieć pewne zjawiska...

Dalej piszesz: "Człowiek jest wiecznie nienasyconym, spragnionym nowych wrażeń, konsumentem postrzegającym świat jako jeden wielki przedmiot swojego łaknienia. Bez zachowania stosownego umiaru pochłania wszystko: widowiska, jedzenie, napoje, papierosy, ludzi, książki, filmy, ale ciągle mu mało i wciąż jest z czegoś niezadowolony."
Jaki człowiek? Ja nie jestem... prowadzę niemal ascetyczny tryb życia... I wiem, że jest takich ludzi więcej. Przecież nie jestem kosmitą.

Odnoszę wrażenie, że więcej tych wszystkich rzeczy tu przytoczonych gdzieś wyczytałaś, niż przemyślałaś sama tak naprawdę obiektywnie. Przepraszam (jeśli się mylę), nie chciałabym Cię urazić..., ale tak mi się wydaje.

Dalej: "Persony myla pojęcia, nie potrafią właściwie nazywać rzeczy po imieniu, myślą, ze to co złe jest właście i dobre."
Znów. Jakie persony? A czy jest jakaś jedna definicja dobra?... wyżej już o tym pisałam.
Przecież to, co dla jednego jest dobre, dla drugiego może być złe... - takie jest życie. To zresztą stwierdził już Wittgenstein, mówiąć, że usilne poszukiwania przez filozofów jednej właściwej teorii są bez sensu... Nie ma jednej prawdy, nie ma jednej racji... Jest wiele interpretacji i tylko to jest pewne.

Dalej: "Osoba zła = osoba skrzywdzona, odrzucona, która pragnie zrewanżować się bliźnim za to co od nich otrzymała- chce żeby każdy człowiek czuł sie tak samo źle."

To pewnie jakiś złośliwiec i egoista. Bo chyba nie sądzisz, że każdy człowiek tak reaguje na odrzucenie, czy krzywdę. Ja np. byłam skrzywdzona..., ale nigdy nie życzę nikomu źle. Zawsze myśląc o kimś, kto wyrządził mi lub innym ludziom przykrość (delikatnie mówiąc), nie życzę niczego złego... życzę takiej osobie, żeby mogła na siebie spojrzeć krytycznie, żeby ją oświeciło, by już nigdy nikogo nie skrzywdziła. Dodam, że jestem absobutnym ateistą, więc w tym swoim "miłosierdziu" nie mam żadnego nadprzyrodzonego interesu ;)

Więcej obiektywizmu życzę Ci, KLARISSO! Trzeba mieć otwarty umysł... Tam gdzie na pierwszy rzut oka widzisz coś, co nazywasz "złem", spróbuj odnaleźć coś "dobrego" (na przekór) i odwrotnie... Myśl krytycznie, ale nie cudzymi teoriami...

Jesteś jeszcze młoda... wiele przeżyć przed Tobą, a nasze poglądy ewoluuja razem z nami w czaso-przestrzeni - wiem po sobie ;)

Tat twam asi...

Pozdrawiam!
Omnia mea mecum porto...

ODPOWIEDZ