Czy Miłość jako głęboka więź istnieje ???

Forum dla dyskusji o rozmaitych związkach: as + as, as + nie-as...i wszystko pomiędzy.
klapouchy
zapASnik
Posty: 651
Rejestracja: 22 mar 2006, 22:45

Post autor: klapouchy » 14 cze 2011, 15:52

Tak sobie myślę, że skoro miłośc nie istnieje, to może lepiej być dziwolągiem niż się męczyć w toksycznym związku:) Może to nie klątwa a dar:)

Awatar użytkownika
Unheilig76
łASuch
Posty: 198
Rejestracja: 4 paź 2010, 06:53
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

Post autor: Unheilig76 » 14 cze 2011, 17:07

Dokładnie, dlatego w życiu ludzie z "typowych" rodzin, którzy by byli odpowiednikami tych "leszczyków" na giełdzie rzadko są w stanie stworzyć długotrwały zdrowy związek bo nigdy nie widzieli tego w akcji. Dla nich to tajemniczy świat.
Całe życie widzieli patologie (przynajmniej z mojego punktu widzenia).
Chodzi o to że wzorce wynosimy z domu? Jeśli tak to zgoda.
Nie wiem czy rozumiemy ambicje jako to samo.
Na pewno nie. Ja uważam, że to nie jest kwestia ambicji tylko podejścia do życia. Wygórowane ambicje kojarzę raczej np. z pewnymi niedobrymi zachowaniami w pracy, wyścig szczurów, po trupach do celu itd.
Ale ok. Po prostu inaczej nazywamy to samo.


Proszę w takim razie o definicje realistycznego spojrzenia. Takie coś nie istnieje, każdy będzie patrzał na świat przez własny pryzmat. Nie zabraniam nikomu pesymistycznej wizji świata jak i bardzo optymistycznej.
Jeśli jednak ktoś będzie mi próbował wmówić, że ich bardzo pesymistyczna wizja to oznaka dorosłości (lub na odwrót) to jest to zwyczajna głupota. W żaden sposób nie różni się to od nazwania wszystkich optymistów dziecinnymi (nie-dorosłymi).
Tak. Każdy będzie patrzył przez własny pryzmat. Jeden dojrzale, rozsądnie a drugi...ta druga opcja charakterystyczna dla ludzi młodych, jeszcze nie doświadczonych przez los, do czego mają pełne prawo i jest to normalne. Kiedy byłem młody też się denerwowałem kiedy ktoś mi wytykał brak doświadczenia i typowe dla młodych porywanie się z motyką na słońce. Teraz rozumiem.
Myślę, że może za bardzo skupiasz się na "pesymistycznie- optymistycznie", a to nie w tym rzecz. To próba wytłumaczenia trudnych spraw w prosty sposób. Nigdy nie twierdziłem, że optymiści są dziecinni czy tam na odwrót. Twierdzę, że to nie ma żadnego znaczenia. Największego optymistę życie potrafi „wyprostować”.
Nie jestem osobą programowo pesymistyczną, po prostu doświadczenie życiowe nauczyło mnie nieufności, zwłaszcza w tak „wrażliwej” sferze jak omawiana w tym wątku. Fakt, że może trochę przesadnej, ale wielokrotnie uchroniło mnie to od krzywd wyrządzonych przez podłe osoby. Inni ufali, wierzyli w piękne słówka i teraz mają pokręcone życie a resztki tego nieszczęsnego optymizmu dawno szlag trafił.

Dobrze, że trafiasz w życiu na ludzi uczciwych, godnych zaufania. Oby tak dalej. Szczerze Ci tego życzę. Ja nie mam tyle szczęścia. A może to nie jest kwestia szczęścia?...

Pozdrawiam
UH76.

Ps. A skoro tak wielu tutaj wierzy w prawdziwą miłość to czemu taki mały ruch w wątku Szukam... Niektóre wpisy wiszą nietknięte wiele miesięcy. Niedługo i oni stracą wiarę :wink:

auglen
ASiołek
Posty: 69
Rejestracja: 3 mar 2011, 11:06

Post autor: auglen » 14 cze 2011, 18:09

Znów się nie rozumiemy.

To wcale nie tak, że całe życie trafiam na idealnych uczciwych ludzi. Żyje w świecie, na którym żyje cała reszta, większość sygnałów jakie dostaje jest bardzo podobna. Ale wystarczy w życiu mieć kilka wyjątków by obalić wizję, którą generuje cała reszta.

Prosty przykład.
99% osób, które znasz twierdzi, że żeby zostać bogatym trzeba być chamem, mieć znajomości, szczęście albo nakraść. Znasz jednak 3 bogate osoby, które do swojej fortuny doszły ciężką, uczciwą, szczerą pracą. Co formuje Twój światopogląd? Większość ludzi czy ta mała grupka 3 osób?
W większości przypadków to drugie.[1]
Światopogląd nie działa na zasadzie sumowania doświadczeń.
Możesz mieć 1000 doświadczeń, które sugerują, że coś jest niemożliwe, a wystarczy jedno doświadczenie, które pokazuje, że to możliwe i nagle inaczej patrzysz na wszystko.
Nie istnienia czegoś nigdy nie udowodnisz bo jedynym dowodem jest ich brak.


Niepotrzebnie użyłem tych słówek optymista i pesymista, faktycznie sugeruje to nadmierną wiarę lub negowanie czegoś. Nie o to chodziło.
Mówiąc o optymiście w odniesieniu do tych szczerych związków mówiłem o kimś kto zwyczajnie wierzy w ich istnienie.
Tak samo jak w przykładzie z bogatymi. Osobiście znam tone przypadków jak to ktoś się na kimś przejechał. Cały czas się to zdarza. O sygnałach z poza tych osobistych to chyba nie muszę mówić. Ale wystarczy mi minimalna ilość przypadków, gdzie jest inaczej by wiedzieć, że ta znaczna większość nie świadczy o nieistnieniu szczerych związków tylko o ich rzadkości. (u mnie to 2 wyjątki od "normy").
To, że mamy wiedzę, że taki związek jest możliwy wcale nie oznacza nagle stania się łatwo wierną osobą! Cały czas wiemy, że większości ludzi się nie powodzi, wiemy, że Ci co odnieśli sukces są w mniejszości. Jedyna różnica jest taka, że jeśli nam zależy na takim związku to wiemy, że istnieje możliwość zbudowania go. Więc nasza szansa udanego zbudowania takiego związku nagle eksponentalnie rośnie.

Nie oznacza to też, że osoba, która nie ma tych pozytywnych doświadczeń nie ma szansy na zbudowanie takiego związku, ani na odwrót, że ktoś z tymi doświadczeniami ma zagwarantowany sukces. Po prostu mają większą szanse.
Jeśli komuś bardzo zależy na takim związku, a nie ma żadnych pozytywnych doświadczeń to tak jak mówisz w końcu się wyprostuje i straci wiarę. Wielu to nazywa właśnie dorastaniem.[2]




[1]To suchy przykład, poglądy ludzi na temat bogatych nie są aż tak pesymistyczne i negatywne.

[2]Nie mówie, że tak nie jest, dla znacznej większości ludzi tak właśnie wygląda dorastanie. Mają wielkie marzenia, potem uderza ich "szara rzeczywistość", która mówi, że marzenia są tylko marzeniami, nigdy sie nie zrealizują i wizjonerstwo się dla większości kończy.
W sumie to dość trafne, nic dziwnego, że wiele osób uważa bogatych, celebrytów itp za dziecinnych, mało "życiowych".

Awatar użytkownika
Unheilig76
łASuch
Posty: 198
Rejestracja: 4 paź 2010, 06:53
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

Post autor: Unheilig76 » 14 cze 2011, 19:19

Nie że się nie rozumiemy. Po prostu w paru kwestiach się różnimy. Normalna rzecz.
Światopogląd nie działa na zasadzie sumowania doświadczeń?
Zdaję sobie sprawę że trochę odbiegam od normy, daleko mi do zdrowej średniej krajowej ale w moim przypadku właśnie że działa!
A raczej ukształtował się i kształtuje nadal właśnie w ten sposób.
Naprędce znalazłem 3 przykłady udanych wieloletnich związków ze swojego otoczenia. Przyszło bez trudu. Mój światopogląd nie wywrócił się przez to do góry kopytami. Po prostu to są wyjątki potwierdzające regułę. Potwierdzające. Liczy się właśnie ta większość!

Co do reszty to z grubsza się zgadzamy. Nic nie jest niemożliwe, tylko gdy się przekalkuluje ryzyko to w przypadku niektórych osób (już) nie warto.

Dojrzewać można na różne sposoby, można też nie dojrzeć nigdy, są różne opcje. Pozbycie się marzeń to chyba jednak najczęstszy przypadek. Norma. Jeżeli jest coś takiego jak norma...

auglen
ASiołek
Posty: 69
Rejestracja: 3 mar 2011, 11:06

Post autor: auglen » 14 cze 2011, 19:43

Więc znasz 3 przypadki udanych związków, ale mówisz, że nie istnieją?
Czy raczej poprostu sądzisz, że są bardzo mało prawdopodobne?

Bo pierwotne pytanie było o istnienie o ile się nie myle i pisałeś/aś w pierwszym poście, że dziś są już niemożliwe.

tom
ASter
Posty: 620
Rejestracja: 15 mar 2009, 19:42

k

Post autor: tom » 14 cze 2011, 20:54

Trudno wyczuć z tą miłością. Natomiast głęboka więź, na pewno. A to wspólne wspomnienia, przyzwyczajenie, owo, "rozumiemy się, bez słów". Moze to nawet ważniejsze, niż miłość, której to asy dopiero, powoli, na swój nieporadny sposób muszą się uczyć.

Awatar użytkownika
Unheilig76
łASuch
Posty: 198
Rejestracja: 4 paź 2010, 06:53
Lokalizacja: Śląsk
Kontakt:

Post autor: Unheilig76 » 15 cze 2011, 01:07

Auglen:
To drugie. Są tak mało prawdopodobne, że z czystym sumieniem można założyć że niemożliwe.
Trochę tak jak z wygraną wielkiej sumy w totolotka. Jak dla mnie- niemożliwe, dlatego nie gram wcale.
A przecież każdy słyszał o przypadkach...

Tom:
Ja nie potrafię odróżnić jednego od drugiego tzn właśnie tak (naiwnie) wyobrażam sobie miłość: wspólne wspomnienia itd. W sumie to rodzaj przyjaźni, tylko "ważniejsza", bardziej trwała, połączona z odpowiedzialnością za drugą osobę. Tak to widzę. Na nic innego wyobraźni mi nie starcza.

auglen
ASiołek
Posty: 69
Rejestracja: 3 mar 2011, 11:06

Post autor: auglen » 15 cze 2011, 06:04

Oczywiście jak nam mało zależy to to czy wierzymy w tego istnienie czy nie mało wpłynie na nasze akcje.
U mnie to jakimś priorytetem też nie jest, więc mimo iż wiem, że jest to w 100% do zrobienia to wielkiej motywacji we mnie to nie rodzi.


Co do analogi z totkiem to warto zaznaczyć jak ważne jest na ile te pozytywne informacje są nam bliskie, na ile możemy je sami przeanalizować.
Tym dalsze tym łatwiej sobie powiedzieć, że to losowe czynniki zadecydowały o sukcesie innych. Jak możemy bezpośrednio coś obserwować to o wiele łatwiej zauważyć pewne zależności.

Dlatego zazwyczaj większość osób mało korzysta z tych wszystkich self-help booków, chyba, że naprawde tym się faszerują. Ale jeśli ktoś po przeczytaniu jednej nagle dostaje wielkiego napływu motywacji to raczej miałbym wątpliwości co do stabilności tej osoby :-)

Ja też nie wiem czemu wiele osób tak na siłę chce nadać miłości bardzo szczególne znaczenie. Dla mnie to też nic innego jak wielka przyjaźń. Ale empirycznie widze, że szukanie spójnej definicji jest bez sensu, bo ludzie zwyczajnie w słowo miłość wrzucają tone różnych rzeczy.
Nie rzadko są takie pary, że mąż z żoną mają poza swoim związkiem swoich wielkich przyjaciół, z którymi komunikują się o wiele otwarciej niż z małżonkiem. Dla mnie to chory związek bez wiekszego sensu (10x bedac aseksualnym), ale i takie potrafią trwać bardzo długi czas.

W mojej rodzinie znaczna większość osób trzyma się wyłącznie rodziny, mało kto ma prawdziwych przyjaciół poza nią, a na 100% nikt nie omawia rodzinnych spraw poza rodziną. Nigdy w życiu nie narzekałem moim znajomym na "starą" czy co kolwiek takiego. Być może wspomniałem to czy tamto o kimś z rodziny jeśli wnosiło to coś do rozmowy, ale nigdy nie omawiam czyiś spraw. Dlatego ukochana osoba byłaby taką, którą moge włączyć w krąg tych osób, które uznaje za rodzine.
Zabawne. Wiele kobiet jak zrywa związek mówi "jesteś mi jak brat, nie możemy być razem", dla mnie o to by chodziło. Aczkolwiek empirycznie też wydaje mi się, że gdy to mówią najczęściej wcale tak nie jest, to już inna sprawa.

Z praktyki widze, że najczęściej te osoby, które mają wiele znajomych, są w miare otwartych zwiazkach itp też najczęsciej mają mało ścisłe relacje z rodziną. W miare sztywne.

Awatar użytkownika
Keri
łASkawca
Posty: 1653
Rejestracja: 16 cze 2009, 11:13
Lokalizacja: ze źródła światła :D (okolice Łodzi :P )
Kontakt:

Post autor: Keri » 15 cze 2011, 22:09

Unheilig76 pisze: Tom:
Ja nie potrafię odróżnić jednego od drugiego tzn właśnie tak (naiwnie) wyobrażam sobie miłość: wspólne wspomnienia itd. W sumie to rodzaj przyjaźni, tylko "ważniejsza", bardziej trwała, połączona z odpowiedzialnością za drugą osobę. Tak to widzę. Na nic innego wyobraźni mi nie starcza.
Ja tez tak to widzialem i do tego moja przyjaciolka chyba byla we mnie gleboko zakochana i okazywala to nawet tak ze kiedy powiedzialem ze jestem asem to powiedziala ze sie zakochala w fajnym geju :shock: tylko ze on nie zwroci na nia uwagi ;) Aluzje byly jak kazdy wie z poczatku czlowiek tego nie odczyta ale potem po fakcie bo zdecydowala przerwanie a raczej tak to odebralem doszlo do mnie co miala na mysli :roll: .

Mowicie o doswiadczeniach zlych i tych dobrych. Moze swiat sie nie zmienil tak mocno jesli chodzi o drapieznosc. Bo zawsze sa ludzie ktorzy idą po trupach. Ale mozna zaobserwowac ze zanikly pewne zasady moralne i etyczne. Teraz czlowiek jest "niczym". Wiedza jest niczym, doswiadczenie w zawodzie a takze to ze ktos szczerze okazuje swoje emocje rowniez. Gdy sie patrzy na szczesliwie zakochanych i w ogóle to raczej malo sie znajdzie osób ktore zycza szczescia tym dwojgu :roll: . Liczy sie to ze majac papier teraz mlodzi choc nawet w urzedzie jako stazysci sa madrzejsi od calego swiata tylko dlatego ze ktos ich tam umiescil i ze maja papier mgr. :roll: . Nie jest to zwiazane z tematem ale... to sie przeklada rowniez na milosc. Nie liczy sie to ze ktos jest mily i uprzejmy ze ktos ma fajny charakter ale to ze ktos powie "o jaki fajny chlopak/syn". Wyglad liczy sie bardziej i choc to zawsze bylo to teraz bardziej wywleklo sie na podium z tematem seksu.

Dla mnei jedno dobre doswiadczenie zmieni tylko miesiac mojego zycia i tylko na chwile ale nigdy na dluzej... Wyodrebnianie jednego dobrego doswiadczenia oraz tego jak dobrym moze byc jeden czlowiek nie zmieni nic :P . To tylko wewnetrzna radosc na chwile gdy czlowiek sie cieszy ze fajna osoba ktorej można zaufac i w ogóle. Ale potem wracamy na swoje dawne smieci. Ja probowalem przedluzyc to szczescie tak ze chcialem rowniez u innych dostrzec to co ten godny zaufania i przyjazni czlowiek ofiarowywal. Czasami nawet proba dostrzegania dobra u kogos idzie dzis ciezko :(

I tak nie sadze by ktos o mnie myslal, dbal o mnie martwil sie z obcych ludzi nawet tych dobrych czy znajomych ktorych sie zna. To troszczenie jak sie przekonalem to tylko myslenie egoistyczne i wykorzystanie :x Jesli ktos mi mowi ze ktos sie o mnie martwi puszczam to mimo uszu i olewka... Bo bym sie otworzyl za mocno... Moze za mocno sie odgradzam od ludzi i nie dopuszczam ich do siebie tylko... czy ja bede szczesliwy z tego powodu i mi to wyjdzie dobrze czy na bakier wrecz ? Bo otworzenie sie na ludzi czy nie nie jest do konca egoistyczne. Ktos moze wrecz "czyhac na to otwarcie i bardziej okaze sie gnidą egoistyczną niz ty sam ktory mysli o szczesciu i by nie byc zranionym.

Nie wiem sam czy brak ludzi jest mniejszą raną ktora boli czy ludzie ktorzy krzywdzą ale są? Czy naprawde powinienem jednak troche im zaufac tylko pytanie w czym mam im zaufac?

Awatar użytkownika
pogubiony
pASibrzuch
Posty: 260
Rejestracja: 2 lut 2010, 10:05
Lokalizacja: O/S -> N/S

Post autor: pogubiony » 16 cze 2011, 07:51

Włączę się do dyskusji, choć to raczej tylko zniechęci kolejne osoby do mnie - takie mam wywrotowe doświadczenia.

Kilka lat temu zakochałem się bez pamięci. Mówiąc krótko, świat nie istniał. Istniała tylko Ona. Pech chciał, że było to uczucie nieodwzajemnione. Nie ma co opisywać szczegółów, bo kto sam przeżył, to wie o co chodzi, a kto nie - i tak nie zrozumie.
W każdym razie oszalałem na Jej punkcie. Nie byłem z tych, którzy zadręczają, ale też "nie dałem sobie spokoju" po odmowie. Po prostu beznadziejnie kochałem z boku.

Kilka dni temu przy krótkiej wymianie zdań z kimś kto o całej sprawie wiedział, przyznałem się, że w pewnym stopniu to uczucie nadal trwa i chyba nigdy się od niego nie uwolnię. Usłyszałem tylko "ale przecież to beznadziejna sprawa". Prawda - nie mogę na nic liczyć, ale co z tego? Zakochując się nie kalkulowałem czy mi się to opłaca.

Próbowałem poznać inne osoby, ale nigdy mnie nie spotkało coś tak głębokiego. Kiedy uczucie już osłabło na tyle by uznać, że można związać się z kimś innym - trafiłem tutaj. Nie chcę być sam, ale szczerze powiem, że nie wiem czy potrafię jeszcze kogoś pokochać pełnią serca.

Poryw uczuć to jedno, a miłość to drugie. Czasem myślę, że jeśli się z kimś zwiążę, to raczej z rozsądku. Żeby mieć przyjaciółkę, związaną nawet głębokim uczuciem, ale z perspektywy - nie wiem czy to będzie można nazwać miłością.
"Dopóki sen na oślep płynął
nad straconą nadzieją,
Kosmos bólem się sączył
nad straconą miłością.
Ze skrytych ludzi świat twój
został pomału wygnany,
Lecz niebo nie spało."

clarus
przedszkolASek
Posty: 7
Rejestracja: 15 cze 2011, 18:20

Post autor: clarus » 18 cze 2011, 16:56

Post pogubionego wygląda mi na myślenie życzeniowe pomieszane z dorabianiem ideologii i upodobaniem do masochizmu. Zdarzyło i zdarza mi się co jakiś czas widzieć takie pseudo-romantyczne przypadki, których zupełnie nie rozumiem.

Powiesz, że nie rozumiem z braku doświadczeń. Będziesz wtenczas błądził.

Może ja mam podejście ekstremalnie humanistyczne - nie odpycham ludzi, którzy przychodzą i nie zatrzymuję tych, którzy odchodzą. nie to nie, i tyle.
Nie wiem jaki stosunek do pogubionego ma ta dziewczyna, ale to wszystko stawia ją w niezbyt miłej sytuacji. Nie odwzajemnia uczuć, nie była okrutna w odmowie(?), a teraz jeszcze musi znosić to, że sprawia komuś ból, de facto nic nie robiąc. To jest smutne i irytujące.

Jasne, że niespełnione miłości są przykre. Nigdy nie jest miło, kiedy ci ktoś odmawia. ale zobacz do czego to prowadzi:
Nigdy żadnej nie pokocham tak jak tej. Inna może co najwyżej liczyć na moją chłodną sympatię.
Obrażanie się na nie wiadomo kogo.

Życie to nie jest smętny pensjonarski romans, trzeba się wziąć w garść.
co masz w kieszeni?

auglen
ASiołek
Posty: 69
Rejestracja: 3 mar 2011, 11:06

Post autor: auglen » 18 cze 2011, 17:22

clarus pisze:post pogubionego wygląda mi na myślenie życzeniowe pomieszane z dorabianiem ideologii i upodobaniem do masochizmu. zdarzyło i zdarza mi się co jakiś czas widzieć takie pseudo-romantyczne przypadki, których zupełnie nie rozumiem.

powiesz, że nie rozumiem z braku doświadczeń. będziesz wtenczas błądził.

może ja mam podejście ekstremalnie humanistyczne - nie odpycham ludzi, którzy przychodzą i nie zatrzymuję tych, którzy odchodzą. nie to nie, i tyle.
nie wiem jaki stosunek do pogubionego ma ta dziewczyna, ale to wszystko stawia ją w niezbyt miłej sytuacji. nie odwzajemnia uczuć, nie była okrutna w odmowie(?), a teraz jeszcze musi znosić to, że sprawia komuś ból, de facto nic nie robiąc. to jest smutne i irytujące.

jasne, że niespełnione miłości są przykre. nigdy nie jest miło, kiedy ci ktoś odmawia. ale zobacz do czego to prowadzi:
nigdy żadnej nie pokocham tak jak tej. inna może co najwyżej liczyć na moją chłodną sympatię.
obrażanie się na nie wiadomo kogo.

życie to nie jest smętny pensjonarski romans, trzeba się wziąć w garść.
Przecież nie męczy jej, pewnie nawet kontaktu za bardzo nie utrzymuje?

Co ma poradzić pogubiony jeśli nikogo innego nie potrafi polubieć tak mocno. Może trafił na bardzo wyjątkową osobe i nie może już znaleźć kogoś nawet w miare podobnego. Taki przypadek jest w pełni możliwy.
Nie zaprzeczam, jego osobowość, podejście do sprawy bez wątpienia grają tutaj dużą role, ale robienie z niego wrednego dręczyciela to absurd.

Nikt nie mówi też, że stracił całe życie, poprostu nie jest aktywny w tej romantycznej częsci życia bo miejsce jest zajęte. Więć "w graść" się brać nie musi, w innych rzeczach sobie pewnie OK radzi. Przecież nie pisał, że nie potrafi już życ. Poprostu jest mu smutno z tego powodu nieraz, ale funkcjonuje zapewne normalnie.

Porównałbym to do różnicy między depresją, o której mówi większość ludzi, a depresją kliniczną. Ktoś z depresją kliniczną może normalnie działać, odnosić wielkie sukcesy, zarobić miliony, ale poprostu trudno mu czuć to takie uczucie radośći.

Awatar użytkownika
matnia
mASełko
Posty: 125
Rejestracja: 23 sty 2011, 16:55
Lokalizacja: CT

Post autor: matnia » 19 cze 2011, 00:21

clarus pisze:Post pogubionego wygląda mi na myślenie życzeniowe pomieszane z dorabianiem ideologii i upodobaniem do masochizmu. Zdarzyło i zdarza mi się co jakiś czas widzieć takie pseudo-romantyczne przypadki, których zupełnie nie rozumiem.

Powiesz, że nie rozumiem z braku doświadczeń. Będziesz wtenczas błądził.

Może ja mam podejście ekstremalnie humanistyczne - nie odpycham ludzi, którzy przychodzą i nie zatrzymuję tych, którzy odchodzą. nie to nie, i tyle.
Nie wiem jaki stosunek do pogubionego ma ta dziewczyna, ale to wszystko stawia ją w niezbyt miłej sytuacji. Nie odwzajemnia uczuć, nie była okrutna w odmowie(?), a teraz jeszcze musi znosić to, że sprawia komuś ból, de facto nic nie robiąc. To jest smutne i irytujące.

Jasne, że niespełnione miłości są przykre. Nigdy nie jest miło, kiedy ci ktoś odmawia. ale zobacz do czego to prowadzi:
Nigdy żadnej nie pokocham tak jak tej. Inna może co najwyżej liczyć na moją chłodną sympatię.
Obrażanie się na nie wiadomo kogo.

Życie to nie jest smętny pensjonarski romans, trzeba się wziąć w garść.
Ała ile jadu. Nie wiem czy wiesz ale nie każdy jest swoim ministrem spraw wewnętrznych. Ja na pewno nie mam w głowie magicznego pstryczka "uczucia off". Ty masz to się ciesz. Oj dobrze wiem co to znaczy spalić się od razu a potem tlić powoli. Wiem co miał na myśli Hamlet (a raczej Szekspir) mówiąc o "boleści okrutnej wzgardzonej miłości". Rozumiem znaczenie idiotycznej rymowanki "miłość to wielkie słowo i ten je rozumie kto się raz zakochał i więcej nie umie". Jestem słaba? Ok niech tak będzie.

Awatar użytkownika
MillvinaDean
ASiołek
Posty: 62
Rejestracja: 7 sty 2011, 23:52
Kontakt:

Post autor: MillvinaDean » 19 cze 2011, 01:12

Keri pisze:I tak nie sadze by ktos o mnie myslal, dbal o mnie martwil sie z obcych ludzi nawet tych dobrych czy znajomych ktorych sie zna. To troszczenie jak sie przekonalem to tylko myslenie egoistyczne i wykorzystanie Mad Jesli ktos mi mowi ze ktos sie o mnie martwi puszczam to mimo uszu i olewka... Bo bym sie otworzyl za mocno... Moze za mocno sie odgradzam od ludzi i nie dopuszczam ich do siebie tylko... czy ja bede szczesliwy z tego powodu i mi to wyjdzie dobrze czy na bakier wrecz ? Bo otworzenie sie na ludzi czy nie nie jest do konca egoistyczne. Ktos moze wrecz "czyhac na to otwarcie i bardziej okaze sie gnidą egoistyczną niz ty sam ktory mysli o szczesciu i by nie byc zranionym.

Nie wiem sam czy brak ludzi jest mniejszą raną ktora boli czy ludzie ktorzy krzywdzą ale są? Czy naprawde powinienem jednak troche im zaufac tylko pytanie w czym mam im zaufac?
Aż mnie dreszcz przeszedł jak to przeczytałam. Czy naprawdę można tak kalkulować w sprawie uczuć? Liczyć, co i z jakim prawdopodobieństwem może wyjść na dobre, a co zaszkodzić... Uczucia mają to do siebie, że są poza zasięgiem naszej woli. Czy nigdy nie spotkałeś człowieka, przy którym poczułeś, że mógłbyś powiedzieć mu wszystko? To jest silniejsze od nas, ludzie potrzebują siebie nawzajem, nie ważne ile razy coś wyjdzie, a ile razy nie. Może jestem naiwna, ale wciąż wierzę w dobro. I wiem, że jeśli ktoś darzy drugą osobę uczuciem, to martwi się o nią całą dobę, bo boi się straty. Możesz zarzucić, że to nie jest bezinteresowne, ale nie jest też dla nikogo krzywdą. Dobra znajomość to taka, w której zachodzi pewnego rodzaju kompromis i obie strony otrzymują to czego chcą. Wiadomo, że nie wypada się uzewnętrzniać przy każdej napotkanej osobie, doskonale o tym wiesz, ale co jakiś czas spotykamy ludzi, przy których jakoś łatwiej nam mówić. Te momenty trzeba wyłapywać i starać się nie zmarnować szansy. Nie bój się zaufać, bo od złamanego serca dużo gorsze jest serce nieużywane. :wink:
Wszystko jest tylko płytkim morzem zakazanych słów, tak brudnym, że aż mylonym z przejrzystym.

auglen
ASiołek
Posty: 69
Rejestracja: 3 mar 2011, 11:06

Post autor: auglen » 19 cze 2011, 05:22

MillvinaDean pisze:
Keri pisze:I tak nie sadze by ktos o mnie myslal, dbal o mnie martwil sie z obcych ludzi nawet tych dobrych czy znajomych ktorych sie zna. To troszczenie jak sie przekonalem to tylko myslenie egoistyczne i wykorzystanie Mad Jesli ktos mi mowi ze ktos sie o mnie martwi puszczam to mimo uszu i olewka... Bo bym sie otworzyl za mocno... Moze za mocno sie odgradzam od ludzi i nie dopuszczam ich do siebie tylko... czy ja bede szczesliwy z tego powodu i mi to wyjdzie dobrze czy na bakier wrecz ? Bo otworzenie sie na ludzi czy nie nie jest do konca egoistyczne. Ktos moze wrecz "czyhac na to otwarcie i bardziej okaze sie gnidą egoistyczną niz ty sam ktory mysli o szczesciu i by nie byc zranionym.

Nie wiem sam czy brak ludzi jest mniejszą raną ktora boli czy ludzie ktorzy krzywdzą ale są? Czy naprawde powinienem jednak troche im zaufac tylko pytanie w czym mam im zaufac?
Aż mnie dreszcz przeszedł jak to przeczytałam. Czy naprawdę można tak kalkulować w sprawie uczuć? Liczyć, co i z jakim prawdopodobieństwem może wyjść na dobre, a co zaszkodzić... Uczucia mają to do siebie, że są poza zasięgiem naszej woli. Czy nigdy nie spotkałeś człowieka, przy którym poczułeś, że mógłbyś powiedzieć mu wszystko? To jest silniejsze od nas, ludzie potrzebują siebie nawzajem, nie ważne ile razy coś wyjdzie, a ile razy nie. Może jestem naiwna, ale wciąż wierzę w dobro. I wiem, że jeśli ktoś darzy drugą osobę uczuciem, to martwi się o nią całą dobę, bo boi się straty. Możesz zarzucić, że to nie jest bezinteresowne, ale nie jest też dla nikogo krzywdą. Dobra znajomość to taka, w której zachodzi pewnego rodzaju kompromis i obie strony otrzymują to czego chcą. Wiadomo, że nie wypada się uzewnętrzniać przy każdej napotkanej osobie, doskonale o tym wiesz, ale co jakiś czas spotykamy ludzi, przy których jakoś łatwiej nam mówić. Te momenty trzeba wyłapywać i starać się nie zmarnować szansy. Nie bój się zaufać, bo od złamanego serca dużo gorsze jest serce nieużywane. :wink:
Ale czy to nie tak, że każdy z nas sobie wszystko próbuje kalkulować, tyle, że różni ludzie różne kalkulacje uznają za "dozwolone", a inne za nieprzyzwoite?

Ja nie potrafie wyłączyć tej części mózgu, która non stop próbuje przewidzieć co się wydarzy, jeśli więc mi mówi, że coś mi zaszkodzi to napewno tego nie zrobie.
A poprostu jak komuś bardzo mocno ufamy to z tych kalkulacji wychodzi, że szkoda się nie wydarzy.

Oczywiście jeśli kalkulacje były błedne... :-)

ODPOWIEDZ