Trwałość związków

Forum dla dyskusji o rozmaitych związkach: as + as, as + nie-as...i wszystko pomiędzy.
Winkie
AScetyk
Posty: 4640
Rejestracja: 25 sie 2011, 18:58

Trwałość związków

Post autor: Winkie »

Jak można zauważyć jedne związki są zdolne przetrwać próbę czasu, inne rozpadają się czasami nie wiadomo dokładnie w którym momencie. Jakie są Waszym zdaniem przyczyny różnej trwałości związków? I to związków w różnego tego słowa znaczeniu: związku partnerskiego, koleżeńskiego, pomiędzy przyjaciółmi? Czy można w tym wypadku mówić o tym, że zawsze wina leży po dwóch stronach, czy też zdarzają się sytuacje w któych niszczy dany związek któraś z tworzących go osób?

Awatar użytkownika
Silencio
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 27 paź 2011, 19:36
Kontakt:

Re: Trwałość związków

Post autor: Silencio »

Wydaje mi się, że w większości przypadków wina leży po obu stronach, ale zdecydowanie nie we wszystkich związkach tak jest. Co decyduje o trwałości związku? Właściwie nie ma jednego schematu. Ja odpowiedziałabym, że uczucia, zrozumienie dla drugiej osoby, zaakceptowanie jej, a także rozmowy o życiu, o sobie nawzajem, bo o tym bardzo często zapominają pary, które są ze sobą już jakiś czas. Skupiają się na rozmowach o pracy, pieniądzach, mieszkaniu, dzieciach, a któraś ze stron czuje się ignorowana czy zaniedbywana. W związkach brakuje często szczerości, ludziom się wydaje, że druga strona zrozumie sama z siebie, albo zda sobie sprawę, dlaczego ktoś tam się obraża czy ma gorszy humor, a to nieprawda. Natomiast jak mówię, żaden schemat nie jest na sto procent skuteczny. Wydaje mi się, że w nawet bardzo dobrych, długotrwałych związkach, może nastąpić taki moment, gdy obie strony dojdą do wniosku, że to już dłużej nie ma sensu.

Winkie
AScetyk
Posty: 4640
Rejestracja: 25 sie 2011, 18:58

Re: Trwałość związków

Post autor: Winkie »

A więc wypalenie uczuć? Może zatem coś w podstawie tego zawiązku już było nie tak, skoro po iluś tam latach pod jednym dachem mieszka obok siebie tak naprawdę obcych (psychicznie) dla siebie ludzi? Może to eksploatowanie związku na początku, czyli zaborczość, pragnienie spędzania każdej chwili razem z pominięciem naturalnej dla człowieka potrzeby pobycia czasem samemu, ma jakoś na to wpływ? Jakby ten związek już się po prostu "przejadł", a trzeba "ciągnąć'' go dalej, bo np. w swojej opinii nie ma już się ani czasu ani siły aby zacząć swe życie praktycznie od nowa...
Tak, to ważne co napisałaś - brak szczerości, brak rozmów, może nawet i nie takich o związku jako takim, ale o sobie, o relacjach między sobą. Tylko znowu w grę wchodzi tutaj podział ról w związku, a nawet podział na płcie.

Awatar użytkownika
Silencio
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 27 paź 2011, 19:36
Kontakt:

Re: Trwałość związków

Post autor: Silencio »

Podstawy mogą być w porządku. Jesteśmy ludźmi i nasze uczucia, emocje się zmieniają. Czasem niemalże w jednej chwili. Nawet najlepsze związki potrafią się wypalić, gdy któraś ze stron nie czuje już tego samego i ma wrażenie, że chce od życia czegoś więcej. Poza tym problemem w związkach mogą być też niezrealizowane ambicje, marzenia. Na przykład ktoś, kto poświęca się dla kochanej osoby, bierze ślub w młodym wieku, rezygnując z czegoś innego, choćby ze studiów, kariery i tak dalej. Kiedy jest ta wielka, gorąca miłość, wszystko jest wspaniale, ale kiedy przychodzi do codziennego życia, człowiek zaczyna rozumieć, że być może stracił kiedyś niepowtarzalną szansę.

Winkie
AScetyk
Posty: 4640
Rejestracja: 25 sie 2011, 18:58

Re: Trwałość związków

Post autor: Winkie »

No tak, poświęcenie się. Ale czy kochająca kogoś osoba może nakazać ukochanej/ukochanemu zmienić się? Czy są jakieś granice tego poświęcania dla związku? W mojej opinii trzeba na tyle mieć godności własnej, aby powiedzieć stop i zadać drugiej osobie proste pytania: Kochasz mnie, czy tylko swą wizję mnie? Drobne rzeczy można poprawiać czy rezygnować z niektórych dla związku, lecz chyba swe plany, marzenia, czy ambicje powinno się zachowywać, ponieważ tak jak ja na to patrzę - napędzają to całe życie. Jak napisałaś, być może, za jakiś czas, osoba zaczyna rozumieć, że coś straciła, czasami bezpowrotnie i to rodzić może frustrację, chęć wyładowania się na partnerze - który być może kompletnie zdezorientowany tym faktem, czuć się niewłaściwie, niesprawiedliwe traktowany, co jeszcze dodatkowo pogłębia kryzys w związku.

Awatar użytkownika
Layla
wASp
Posty: 1945
Rejestracja: 11 lut 2011, 11:06
Lokalizacja: Gliwice

Re: Trwałość związków

Post autor: Layla »

Trwałość każdego związku należy rozpatrywać indywidualnie. Jest to relacja międzyludzka, a ile ludzi, tyle różnych charakterów. Są oczywiście pewne ogólne zasady trwałości związków, czyli szczere rozmowy, wzajemna akceptacja, wzajemne wspieranie się. Wydaje mi się, że wypalenie uczuć pojawia się, kiedy partnerzy ograniczają rozmowy do relacji z dnia pracy, oraz omówienia domowego budżetu. Zapominają jak ważna dla związku jest odrobina romantyzmu i spontaniczności, czegoś co pozwoli przełamać rutynę codziennego życia i przypomni ten beztroski czas zakochania.
Nie wyobrażam sobie sytuacji, kiedy jakaś osoba każe ukochanemu/ukochanej zmienić się. Dotyczy to szczególnie dość popularnego "po ślubie się zmieni". Ukochaną osobę powinno się zaakceptować, ale jak chce się zmieniać czyjś charakter, to proponuję poszukać sobie innego kandydata/kandydatki. W końcu wiążąc się z daną osobą widzimy z kim się wiążemy, prawda?Dostrzegamy jej/jego zalety, ale wady przecież też widać. Granice poświęcania się w związku są moim zdaniem płynne. Zależy kto z kim się związał. Weźmy np. osobę o silnym, dominującym charakterze w związku z osobą niepewną siebie, słabą, uległą. Ten związek na pewno będzie wyglądać inaczej, niż jakby spotkały się dwa silne charaktery.
- Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?
NIE, TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.
- Kiedy?
TO MOMENT POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

Lavylites

Awatar użytkownika
Silencio
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 27 paź 2011, 19:36
Kontakt:

Re: Trwałość związków

Post autor: Silencio »

Nie chodziło mi o to, że ktoś rezygnuje z planów na rzecz związku, bo druga strona tego wymaga. Czasami wymaga tego najzwyczajniej w świecie sytuacja. Mamy do wyboru, albo z kimś się zwiążę, zamieszkam, założę rodzinę, pójdę do pracy, albo pójdę na studia. Osoba, która jest mi w pewnym sensie bliska, też stanęła przed takim wyborem i dzisiaj żałuje tego, że nie zrealizowała się w czasie, gdy mogła to zrobić. Jeśli jedna strona naciska na coś, zmusza do czegoś czy czegoś zakazuje, to tu raczej sprawa jest przegrana. Nawet jeśli partner się dostosuje, to nie będzie w tym układzie szczęśliwy, tylko sfrustrowany i stłamszony.

Winkie
AScetyk
Posty: 4640
Rejestracja: 25 sie 2011, 18:58

Re: Trwałość związków

Post autor: Winkie »

Aha, nie to w takim razie poświęcenie dla związku jest czymś zupełnie różnym od poświęcenia dla partnera czy partnerki. To jest część życia - a życie czasami boli, bowiem stawia nas czasami przed trudnymi wyborami; między "ja" a "my" czasami nie można postawić znaku równości, bowiem pewne marzenia zawsze zostaną marzeniami, kwestia tylko jakie. Jeżeli Twoja koleżanka żałuje np. niepodjętych studiów to w każdej chwili może je zacząć... Pytanie tylko czy jest to wymówka, przykrywka dla tego co się naprawdę dzieje w związku, czy osoba żałuje tylko tego, że czegoś nie zrealizowała? Może dla niej poświęcenie nie przyniosło po latach spodziewanego rezultatu, ale tego nie da się przewidzieć i trzeba żyć bez oglądania się na poprzednie swe wybory. Jakoś...

Awatar użytkownika
Jo
bASałyk
Posty: 731
Rejestracja: 7 lut 2009, 23:07
Lokalizacja: z wlasnego swiata

Re: Trwałość związków

Post autor: Jo »

Zwiazki czesto sie rozpadaja bo po pewnym czasie ludzie przestaja sie starac, przestaja sluchac uwaznie, zabiegac o siebie nawzajem i chciec dla drugiej osoby jak najlepiej.I jeszcze brak szacunku. Rutyna. Kazdy przypadek jest inny i indywidualny. Jednak nad zwiazkiem caly czas trzeba pracowac, starac sie, inaczej gubi sie cos w biegu zycia.
'Never give up on your adventures and dreams ...'

Winkie
AScetyk
Posty: 4640
Rejestracja: 25 sie 2011, 18:58

Re: Trwałość związków

Post autor: Winkie »

A więc w jaki sposób można by ratować związek który jakby "wypalać się" zaczął? W której chwili jest to już praktycznie bezcelowe, bowiem nie wiadomo co by się już nie zrobiło, ile słów nie wypowiedziało, to związek rozpadnie się? Czy komukolwiek z was zdarzyło się odbudować związek po latach np., kiedy wydawało się, że czy to związek czy np. przyjaźń była już "stracona"?

Awatar użytkownika
chochol
pASsé
Posty: 1965
Rejestracja: 15 wrz 2011, 10:22
Lokalizacja: 49º06’17’’N 22º39’02’’E / 50º02’01’’N 22º00’17’’E

Re: Trwałość związków

Post autor: chochol »

Ratunkiem może być tylko i wyłącznie miłość, "niewypalone" jeszcze "resztki" uczucia. Do tego chęć dalszego tworzenia związku przez dwie strony, obopólne zaangażowanie do budowania, wręcz dobudowywania, dodawania kolejnych "cegieł" do istniejącej już budowli. Musi to być naprawdę szczere, a nie czcza gadanina i zmienianie zdania z prędkością linii przesyłowej wysokiego napięcia. Podobnie w przyjaźni.
"Serce czyste i otwarte, w dobrą zmienia trefną kartę"

"chochoł = feminoasozołza"

Felixis
ASysta
Posty: 251
Rejestracja: 11 sty 2012, 15:51

Re: Trwałość związków

Post autor: Felixis »

Wbrew pozorom łatwiej odbudować coś co kiedyś istniało, niż stworzyć nowy związek. Jeśli były miłe wspomnienia to chętniej się do nich wraca i być może to taka wiara w wizję powrócenia do przeszłości pcha w ogóle ludzi do tego by starać się naprawiać to co posunęło się zbyt daleko w rozpadzie... Moim zdaniem jeśli obu osobom zależy na partnerze i jeśli jest między nimi intymność/przyjaźń/jakaś więź, to zawsze warto próbować dalej. Co innego, jeśli minimum jedno z nich ma jakieś opory w stylu że nie potrafi już dłużej być w związku, albo ogólnie wszystko na nie... jeśli jednak po prostu coś się wypala i nie ma tej niechęci czy nienawiści, to myślę że wrócić nie jest aż tak trudno. Od czasu do czasu trzeba przerwać rutynę dnia codziennego :D Zrobić coś niezwykłego, pójśc w nowe miejsce lub wręcz przeciwnie: odwiedzić stare miejsca pełne wspomnień. Koniecznie razem.
Prawdziwą przyjaźń łatwo poznać po tym, że w sumie to nigdy się nie kończy. Może keidyś zabraknąć kontaktu, ale później znów rozmawiając z tą osobą przypomina się sobie, że miało się wspólne tematy i przeżycia. I jeśli kiedyś odpowiadała nam taka forma życia, to czemu nie mieć tego dalej? ^^
Wszyscy wiedzą lepiej...

Awatar użytkownika
dimgraf
szarASek
Posty: 2628
Rejestracja: 7 sie 2011, 13:26
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Re: Trwałość związków

Post autor: dimgraf »

Zgadzam się, że jeśli ludzi łączy coś prawdziwego, nie na pokaz to nawet jeśli coś sprawi, że się od siebie odsunął zrobią sobie przerwę to mimo wszystko gdzieś coś tam pozostaje. Z wieloma przyjaciółmi mój kontakt się ograniczył, bo skończyły się studia, wrócili do domów, albo zmienili adres podróżując "za chlebem" ale mimo wszystko więź pozostaje.
"Szczęście jest tak bardzo blisko, jeśli tego chcesz
marzeniami zbuduj przyszłość, swój własny los"
Obrazek

Awatar użytkownika
urtika
sASanka
Posty: 2223
Rejestracja: 27 maja 2008, 21:06

Re: Trwałość związków

Post autor: urtika »

http://img1.demotywatoryfb.pl/uploads/2 ... enjoyy.jpg

Zastanawia mnie właśnie, czy kiedyś ludzie faktycznie woleli naprawiać jeśli coś się psuło, czy też z powodu presji społecznej pewne rzeczy ( np. rozwód) były nieakceptowane i ludzie po prostu musieli się ze sobą męczyć czy im się to podobało, czy nie. A może i jedno i drugie.
Quirkyalone

Awatar użytkownika
Layla
wASp
Posty: 1945
Rejestracja: 11 lut 2011, 11:06
Lokalizacja: Gliwice

Re: Trwałość związków

Post autor: Layla »

urtika pisze:http://img1.demotywatoryfb.pl/uploads/2 ... enjoyy.jpg

Zastanawia mnie właśnie, czy kiedyś ludzie faktycznie woleli naprawiać jeśli coś się psuło, czy też z powodu presji społecznej pewne rzeczy ( np. rozwód) były nieakceptowane i ludzie po prostu musieli się ze sobą męczyć czy im się to podobało, czy nie. A może i jedno i drugie.
Ja z kolei uważam, że wcześniej był rzeczywiście trochę inny pogląd na związki. Oczywiście rozwody także były mniej powszechne, to na pewno. Ale z drugiej strony zawarcie małżeństwa może było lepiej przemyślane. A ludzie nie uciekali od problemów, tylko wspólnie je rozwiązywali. Zanim zdecydowali się na rozwód, to pewnie próbowali ratować swój związek, a nie jak teraz, w obliczu pierwszych lepszych problemów, bieg do adwokata po papiery rozwodowe. Może generalizuję, ale coraz więcej małżeństw rozwiązuje swoje problemy rozwodem.
- Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?
NIE, TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.
- Kiedy?
TO MOMENT POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

Lavylites

ODPOWIEDZ