Strona 1 z 2

Historyjka - rozdział 2

: 29 lis 2005, 16:48
autor: Qwerty
ROZDZIAŁ 2

157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 29 lis 2005, 17:11
autor: Kamikola
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 29 lis 2005, 19:04
autor: alicja
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!...

[wybaczcie, nie mogłam się powstrzymać - to wyraz mojej ostatniej fascynacji ;)]

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 1 gru 2005, 18:29
autor: Kamikola
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!...
- krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 1 gru 2005, 22:34
autor: Qwerty
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać

(mała dygresja: powtarzacie słowo "KRZYKNĄŁ", no i są ortografy :P )

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 5 gru 2005, 19:11
autor: Kamikola
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. :?

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 5 gru 2005, 19:20
autor: Qwerty
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. :? Tak to jest jak się je za dużo specyfików reklamowanych w mediach które rzekomo poprawiają pamięć - skutek jest wręcz odwrotny do zamierzonego. :cry:

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 5 gru 2005, 19:35
autor: Kamikola
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. Tak to jest jak się je za dużo specyfików reklamowanych w mediach które rzekomo poprawiają pamięć - skutek jest wręcz odwrotny do zamierzonego. Nasz biedny, sfrustrowany kelner postanowił sobie wszystko powolutku przypomnieć i zaczął od swojego imienia.
- Mam na imię... :roll: nazywam się... A... A... Be.... Ce...

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 5 gru 2005, 20:37
autor: Qwerty
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. Tak to jest jak się je za dużo specyfików reklamowanych w mediach które rzekomo poprawiają pamięć - skutek jest wręcz odwrotny do zamierzonego. Nasz biedny, sfrustrowany kelner postanowił sobie wszystko powolutku przypomnieć i zaczął od swojego imienia.
- Mam na imię... :roll: nazywam się... A... A... Be.... Ce... De... E... eF... Gie... Ha... Ha? Tak! Nareszcie! Hermenegild! Piękne germańskie imię nadane w przypływie radości rodziców po zakupie w RFN 2 rolek tapet podczas delegacji z pracy w roku 1974. Choć tak naprawdę nie o zakupy tu chodziło, tylko o tą noc w hotelu, która zaowocowała 9 miesięcy później narodzinami naszego bohatera. A imię było po prostu wypisane na pieczątce producenta łóżka hotelowego - solidnego, dębowego ze znakem firmowym wyrytym ozdobnym gotykiem. Taka to była prawda w tym temacie. Ale myśli myślami, a tu czas wrócić do sedna rozważań bo czas ucieka - jest go coraz mniej, a tu tak ważne rzeczy mają się wkrótce stać. Zdarzenia decydujące o losie świata, bo oto już niedługo

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 12 gru 2005, 17:25
autor: Kamikola
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. Tak to jest jak się je za dużo specyfików reklamowanych w mediach które rzekomo poprawiają pamięć - skutek jest wręcz odwrotny do zamierzonego. Nasz biedny, sfrustrowany kelner postanowił sobie wszystko powolutku przypomnieć i zaczął od swojego imienia.
- Mam na imię... nazywam się... A... A... Be.... Ce... De... E... eF... Gie... Ha... Ha? Tak! Nareszcie! Hermenegild! Piękne germańskie imię nadane w przypływie radości rodziców po zakupie w RFN 2 rolek tapet podczas delegacji z pracy w roku 1974. Choć tak naprawdę nie o zakupy tu chodziło, tylko o tą noc w hotelu, która zaowocowała 9 miesięcy później narodzinami naszego bohatera. A imię było po prostu wypisane na pieczątce producenta łóżka hotelowego - solidnego, dębowego ze znakem firmowym wyrytym ozdobnym gotykiem. Taka to była prawda w tym temacie. Ale myśli myślami, a tu czas wrócić do sedna rozważań bo czas ucieka - jest go coraz mniej, a tu tak ważne rzeczy mają się wkrótce stać. Zdarzenia decydujące o losie świata, bo oto już niedługo - nasz Hermenegild pomyślał - już niedługo miało się stać coś ważnego. Jego cel w tym odosobnionym miejscu.
Wstał więc z ziemi i otrzepał kolana. Spojrzał się na samolot zaparkowany w oddali, skupił się i w końcu umysł mu się rozjaśnił.
- Już wiem! - wykrzyknął i pobiegł w kierunku naturalnie zielonego (czyli zielonego ze starości) hangaru z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Będę bohaterem - pomyślał Hermenegild kiedy przypominał sobie plan w trakcie biegu.

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 18 gru 2005, 10:32
autor: NAIRIN
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. Tak to jest jak się je za dużo specyfików reklamowanych w mediach które rzekomo poprawiają pamięć - skutek jest wręcz odwrotny do zamierzonego. Nasz biedny, sfrustrowany kelner postanowił sobie wszystko powolutku przypomnieć i zaczął od swojego imienia.
- Mam na imię... nazywam się... A... A... Be.... Ce... De... E... eF... Gie... Ha... Ha? Tak! Nareszcie! Hermenegild! Piękne germańskie imię nadane w przypływie radości rodziców po zakupie w RFN 2 rolek tapet podczas delegacji z pracy w roku 1974. Choć tak naprawdę nie o zakupy tu chodziło, tylko o tą noc w hotelu, która zaowocowała 9 miesięcy później narodzinami naszego bohatera. A imię było po prostu wypisane na pieczątce producenta łóżka hotelowego - solidnego, dębowego ze znakem firmowym wyrytym ozdobnym gotykiem. Taka to była prawda w tym temacie. Ale myśli myślami, a tu czas wrócić do sedna rozważań bo czas ucieka - jest go coraz mniej, a tu tak ważne rzeczy mają się wkrótce stać. Zdarzenia decydujące o losie świata, bo oto już niedługo - nasz Hermenegild pomyślał - już niedługo miało się stać coś ważnego. Jego cel w tym odosobnionym miejscu.
Wstał więc z ziemi i otrzepał kolana. Spojrzał się na samolot zaparkowany w oddali, skupił się i w końcu umysł mu się rozjaśnił.
- Już wiem! - wykrzyknął i pobiegł w kierunku naturalnie zielonego (czyli zielonego ze starości) hangaru z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Będę bohaterem - pomyślał Hermenegild kiedy przypominał sobie plan w trakcie biegu. Pół godziny później nasz bohater siedział przyczajony za wielkimi pakunkami, które zawierały to COŚ. Nabiegłymi krwią oczami obserwował wnętrze hangaru czekając na znak. Wilgotne dłonie trzęsły mu się nienaturalnie, a rozbiegany wzrok zdradzał naturę szaleńca. Nagle, pod wpływem nerwów, wydał z sibie zduszony chichot i zaczął trzeć dłonie, na znak tego, że myśli. I wtedy stało się... Do hangaru...

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 22 gru 2005, 03:01
autor: Kamikola
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. Tak to jest jak się je za dużo specyfików reklamowanych w mediach które rzekomo poprawiają pamięć - skutek jest wręcz odwrotny do zamierzonego. Nasz biedny, sfrustrowany kelner postanowił sobie wszystko powolutku przypomnieć i zaczął od swojego imienia.
- Mam na imię... nazywam się... A... A... Be.... Ce... De... E... eF... Gie... Ha... Ha? Tak! Nareszcie! Hermenegild! Piękne germańskie imię nadane w przypływie radości rodziców po zakupie w RFN 2 rolek tapet podczas delegacji z pracy w roku 1974. Choć tak naprawdę nie o zakupy tu chodziło, tylko o tą noc w hotelu, która zaowocowała 9 miesięcy później narodzinami naszego bohatera. A imię było po prostu wypisane na pieczątce producenta łóżka hotelowego - solidnego, dębowego ze znakem firmowym wyrytym ozdobnym gotykiem. Taka to była prawda w tym temacie. Ale myśli myślami, a tu czas wrócić do sedna rozważań bo czas ucieka - jest go coraz mniej, a tu tak ważne rzeczy mają się wkrótce stać. Zdarzenia decydujące o losie świata, bo oto już niedługo - nasz Hermenegild pomyślał - już niedługo miało się stać coś ważnego. Jego cel w tym odosobnionym miejscu.
Wstał więc z ziemi i otrzepał kolana. Spojrzał się na samolot zaparkowany w oddali, skupił się i w końcu umysł mu się rozjaśnił.
- Już wiem! - wykrzyknął i pobiegł w kierunku naturalnie zielonego (czyli zielonego ze starości) hangaru z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Będę bohaterem - pomyślał Hermenegild kiedy przypominał sobie plan w trakcie biegu. Pół godziny później nasz bohater siedział przyczajony za wielkimi pakunkami, które zawierały to COŚ. Nabiegłymi krwią oczami obserwował wnętrze hangaru czekając na znak. Wilgotne dłonie trzęsły mu się nienaturalnie, a rozbiegany wzrok zdradzał naturę szaleńca. Nagle, pod wpływem nerwów, wydał z sibie zduszony chichot i zaczął trzeć dłonie, na znak tego, że myśli. I wtedy stało się... Do hangaru wbiegł wielki czarny pies machając radośnie ogonem na widok Hermenegilda.
Ręce biednemu kelnerowi opadły.
- Przysłali ciebie?

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 23 gru 2005, 11:02
autor: NAIRIN
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. Tak to jest jak się je za dużo specyfików reklamowanych w mediach które rzekomo poprawiają pamięć - skutek jest wręcz odwrotny do zamierzonego. Nasz biedny, sfrustrowany kelner postanowił sobie wszystko powolutku przypomnieć i zaczął od swojego imienia.
- Mam na imię... nazywam się... A... A... Be.... Ce... De... E... eF... Gie... Ha... Ha? Tak! Nareszcie! Hermenegild! Piękne germańskie imię nadane w przypływie radości rodziców po zakupie w RFN 2 rolek tapet podczas delegacji z pracy w roku 1974. Choć tak naprawdę nie o zakupy tu chodziło, tylko o tą noc w hotelu, która zaowocowała 9 miesięcy później narodzinami naszego bohatera. A imię było po prostu wypisane na pieczątce producenta łóżka hotelowego - solidnego, dębowego ze znakem firmowym wyrytym ozdobnym gotykiem. Taka to była prawda w tym temacie. Ale myśli myślami, a tu czas wrócić do sedna rozważań bo czas ucieka - jest go coraz mniej, a tu tak ważne rzeczy mają się wkrótce stać. Zdarzenia decydujące o losie świata, bo oto już niedługo - nasz Hermenegild pomyślał - już niedługo miało się stać coś ważnego. Jego cel w tym odosobnionym miejscu.
Wstał więc z ziemi i otrzepał kolana. Spojrzał się na samolot zaparkowany w oddali, skupił się i w końcu umysł mu się rozjaśnił.
- Już wiem! - wykrzyknął i pobiegł w kierunku naturalnie zielonego (czyli zielonego ze starości) hangaru z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Będę bohaterem - pomyślał Hermenegild kiedy przypominał sobie plan w trakcie biegu. Pół godziny później nasz bohater siedział przyczajony za wielkimi pakunkami, które zawierały to COŚ. Nabiegłymi krwią oczami obserwował wnętrze hangaru czekając na znak. Wilgotne dłonie trzęsły mu się nienaturalnie, a rozbiegany wzrok zdradzał naturę szaleńca. Nagle, pod wpływem nerwów, wydał z sibie zduszony chichot i zaczął trzeć dłonie, na znak tego, że myśli. I wtedy stało się... Do hangaru wbiegł wielki czarny pies machając radośnie ogonem na widok Hermenegilda.
Ręce biednemu kelnerowi opadły.
- Przysłali ciebie? - kelner schował twarz w dłoniach i zaczął nerwowo chichitać. Po chwili spojrzał na psa i szpnął - Co masz dla mnie?
Pies wskazał pyskiem na torbę przymocowaną do swojego karku. Hermenegild powoli odwiązal pakunek i zaczął wyciągać z niego rzeczy: srebrną tacę z zaostrzonymi krawędziami do rzucania, nóż z wmontowanym śmiercionośnym laserem, granat w postaci solniczki, wybuchowe talerze i lśniące magnum. Twarz kelnera zdradzała napięcie, gdy wstał i poprawił ubranie. Po chwili skupienia ruszył szybkim krokiem, a za nim, radośnie machając ogonem, szedł czarny pies.

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 30 gru 2005, 05:43
autor: Kamikola
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. Tak to jest jak się je za dużo specyfików reklamowanych w mediach które rzekomo poprawiają pamięć - skutek jest wręcz odwrotny do zamierzonego. Nasz biedny, sfrustrowany kelner postanowił sobie wszystko powolutku przypomnieć i zaczął od swojego imienia.
- Mam na imię... nazywam się... A... A... Be.... Ce... De... E... eF... Gie... Ha... Ha? Tak! Nareszcie! Hermenegild! Piękne germańskie imię nadane w przypływie radości rodziców po zakupie w RFN 2 rolek tapet podczas delegacji z pracy w roku 1974. Choć tak naprawdę nie o zakupy tu chodziło, tylko o tą noc w hotelu, która zaowocowała 9 miesięcy później narodzinami naszego bohatera. A imię było po prostu wypisane na pieczątce producenta łóżka hotelowego - solidnego, dębowego ze znakem firmowym wyrytym ozdobnym gotykiem. Taka to była prawda w tym temacie. Ale myśli myślami, a tu czas wrócić do sedna rozważań bo czas ucieka - jest go coraz mniej, a tu tak ważne rzeczy mają się wkrótce stać. Zdarzenia decydujące o losie świata, bo oto już niedługo - nasz Hermenegild pomyślał - już niedługo miało się stać coś ważnego. Jego cel w tym odosobnionym miejscu.
Wstał więc z ziemi i otrzepał kolana. Spojrzał się na samolot zaparkowany w oddali, skupił się i w końcu umysł mu się rozjaśnił.
- Już wiem! - wykrzyknął i pobiegł w kierunku naturalnie zielonego (czyli zielonego ze starości) hangaru z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Będę bohaterem - pomyślał Hermenegild kiedy przypominał sobie plan w trakcie biegu. Pół godziny później nasz bohater siedział przyczajony za wielkimi pakunkami, które zawierały to COŚ. Nabiegłymi krwią oczami obserwował wnętrze hangaru czekając na znak. Wilgotne dłonie trzęsły mu się nienaturalnie, a rozbiegany wzrok zdradzał naturę szaleńca. Nagle, pod wpływem nerwów, wydał z sibie zduszony chichot i zaczął trzeć dłonie, na znak tego, że myśli. I wtedy stało się... Do hangaru wbiegł wielki czarny pies machając radośnie ogonem na widok Hermenegilda.
Ręce biednemu kelnerowi opadły.
- Przysłali ciebie? - kelner schował twarz w dłoniach i zaczął nerwowo chichitać. Po chwili spojrzał na psa i szpnął - Co masz dla mnie?
Pies wskazał pyskiem na torbę przymocowaną do swojego karku. Hermenegild powoli odwiązal pakunek i zaczął wyciągać z niego rzeczy: srebrną tacę z zaostrzonymi krawędziami do rzucania, nóż z wmontowanym śmiercionośnym laserem, granat w postaci solniczki, wybuchowe talerze i lśniące magnum. Twarz kelnera zdradzała napięcie, gdy wstał i poprawił ubranie. Po chwili skupienia ruszył szybkim krokiem, a za nim, radośnie machając ogonem, szedł czarny pies.

Hermenegild obejrzał się na kundla i pomyślał, "Mogą być problemy." Skrzywił się na myśl, że pies może zepsuć całą operację. Już miał ochotę go wygonić kiedy......................... pies zaczął powoli zmieniać się w człowieka. :shock: Gdzie były łapy, teraz były ręce i nogi, gdzie były uszy, były teraz czarne kołtuny, gdzie był pysk... była twarz mężczyzny, który na pewno niepozwoliłby nikomu powiedzieć do siebie, "Buda! Wąd mi stąd!"
- Możesz już zamknąć buzię, zaczynasz się ślinić - powiedział ten tajemniczy nieznajomy zniecierpliwionym głosem do zszokowanego Hermenegilda. - Nie mamy czasu więc przejdę do rzeczy. Musiałem użyć postać psa by się tu dostać niezauważonym. A... - jego spojrzenie padło na nadal niedowierzającego kelnera, - potrafię się przemienić w psa bo jestem animagusem. Nie mów, że o nas nie słyszałeś! Jestem Sirius - powiedział uśmiechając się z wysiłkiem po czym zatrzymał się i przyjaznym gestem wyciągnął dłoń do przerażonego kelnera, który



( :mrgreen: nie mogłam się oprzeć :mrgreen: )

Re: Historyjka - rozdzia³ 2

: 9 sty 2006, 10:50
autor: NAIRIN
157 km dalej na wiekim placu przed hangarem tajnej bazy pewnej paramilitarnej organizcji dążącej do szerokiego przewrotu społecznego i zawładnięcia rynkiem sprzedaży ludzkich protez, otworzyły się oczy młodego kelnera (jeszcze w roboczym ubraniu). Nie podnąsząc się z ziemi na której leżał obrócił głowę w jedną stronę, później powoli w drugą. Na jego twarzy pojawił się wyraz częściowo zamieszania, zdezorientowania i niepewności, które szybko zmieniły się w strach.
- Gdzie ja jestem???? - powiedział cicho i nadal rozglądając się podniósł się do pozycji siedzącej. Natychmiast jego głowa zabolała go tak mocno, że aż przymróżył oczy.
- Co się stało? - zajęczał łapiąc się za głowę jakby to mogło mu pomóc. - Jak ja się tu znalazłem?
W końcu krzyknął w nagłej rozpaczy: - Przecież nie leciałem lotem 815!!!... - krzyknął patrząc w kierunku zaparkowanego w oddali samolotu. Nie zdąrzył dobrze się zastanowić w jaki sposób mógłby się znaleść tak daleko od samolotu kiedy jego dumanie zostało przerwane przez dźwięk sygnału budzika. To był znak. Umówiony znak. Teraz miało się TO stać. TO na co czekał już od dawna. TO co było zaplanowne. TO co miało wywołać ... no właśnie! Gdyby tylko mógł sobie przypomnieć co miał zrobić na dźwięk budzika. Tak to jest jak się je za dużo specyfików reklamowanych w mediach które rzekomo poprawiają pamięć - skutek jest wręcz odwrotny do zamierzonego. Nasz biedny, sfrustrowany kelner postanowił sobie wszystko powolutku przypomnieć i zaczął od swojego imienia.
- Mam na imię... nazywam się... A... A... Be.... Ce... De... E... eF... Gie... Ha... Ha? Tak! Nareszcie! Hermenegild! Piękne germańskie imię nadane w przypływie radości rodziców po zakupie w RFN 2 rolek tapet podczas delegacji z pracy w roku 1974. Choć tak naprawdę nie o zakupy tu chodziło, tylko o tą noc w hotelu, która zaowocowała 9 miesięcy później narodzinami naszego bohatera. A imię było po prostu wypisane na pieczątce producenta łóżka hotelowego - solidnego, dębowego ze znakem firmowym wyrytym ozdobnym gotykiem. Taka to była prawda w tym temacie. Ale myśli myślami, a tu czas wrócić do sedna rozważań bo czas ucieka - jest go coraz mniej, a tu tak ważne rzeczy mają się wkrótce stać. Zdarzenia decydujące o losie świata, bo oto już niedługo - nasz Hermenegild pomyślał - już niedługo miało się stać coś ważnego. Jego cel w tym odosobnionym miejscu.
Wstał więc z ziemi i otrzepał kolana. Spojrzał się na samolot zaparkowany w oddali, skupił się i w końcu umysł mu się rozjaśnił.
- Już wiem! - wykrzyknął i pobiegł w kierunku naturalnie zielonego (czyli zielonego ze starości) hangaru z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Będę bohaterem - pomyślał Hermenegild kiedy przypominał sobie plan w trakcie biegu. Pół godziny później nasz bohater siedział przyczajony za wielkimi pakunkami, które zawierały to COŚ. Nabiegłymi krwią oczami obserwował wnętrze hangaru czekając na znak. Wilgotne dłonie trzęsły mu się nienaturalnie, a rozbiegany wzrok zdradzał naturę szaleńca. Nagle, pod wpływem nerwów, wydał z sibie zduszony chichot i zaczął trzeć dłonie, na znak tego, że myśli. I wtedy stało się... Do hangaru wbiegł wielki czarny pies machając radośnie ogonem na widok Hermenegilda.
Ręce biednemu kelnerowi opadły.
- Przysłali ciebie? - kelner schował twarz w dłoniach i zaczął nerwowo chichitać. Po chwili spojrzał na psa i szpnął - Co masz dla mnie?
Pies wskazał pyskiem na torbę przymocowaną do swojego karku. Hermenegild powoli odwiązal pakunek i zaczął wyciągać z niego rzeczy: srebrną tacę z zaostrzonymi krawędziami do rzucania, nóż z wmontowanym śmiercionośnym laserem, granat w postaci solniczki, wybuchowe talerze i lśniące magnum. Twarz kelnera zdradzała napięcie, gdy wstał i poprawił ubranie. Po chwili skupienia ruszył szybkim krokiem, a za nim, radośnie machając ogonem, szedł czarny pies.
Hermenegild obejrzał się na kundla i pomyślał, "Mogą być problemy." Skrzywił się na myśl, że pies może zepsuć całą operację. Już miał ochotę go wygonić kiedy......................... pies zaczął powoli zmieniać się w człowieka. Gdzie były łapy, teraz były ręce i nogi, gdzie były uszy, były teraz czarne kołtuny, gdzie był pysk... była twarz mężczyzny, który na pewno niepozwoliłby nikomu powiedzieć do siebie, "Buda! Wąd mi stąd!"
- Możesz już zamknąć buzię, zaczynasz się ślinić - powiedział ten tajemniczy nieznajomy zniecierpliwionym głosem do zszokowanego Hermenegilda. - Nie mamy czasu więc przejdę do rzeczy. Musiałem użyć postać psa by się tu dostać niezauważonym. A... - jego spojrzenie padło na nadal niedowierzającego kelnera, - potrafię się przemienić w psa bo jestem animagusem. Nie mów, że o nas nie słyszałeś! Jestem Sirius - powiedział uśmiechając się z wysiłkiem po czym zatrzymał się i przyjaznym gestem wyciągnął dłoń do przerażonego kelnera, który

oślinił już sobie całą koszulę.
-Nazywam się Bury, tak do mnie mów - warknął animag i wyciągnął rękę do wciąż stojącego bez ruchu Hermenegilda. Ten odwzajemnił uścisk bez większego przekonania. - Ruszamy! - krzyknął Bury - Hau! o przepraszam - zawstydził się animag.
Ruszyli przed siebie. Z oddali słychać było strzały i wybuchy branatów, na niebie lśniła żółto - pomarańczowa łuna wojny.
-Hermenegildzie, zanim tam pójdziemy - Bury nagle się zatrzymał - musisz coś wiedzieć. Przysłali mnie tutaj ponieważ...... jestem Twoim ojcem.... i właścicielem katarynki.....



hihihihi, coś mi tu zaleciało gwiezdnymi wojnami "Luk, I am your father". :lol: