Rodzice

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2579
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Rodzice

Post autor: Viljar » 28 lis 2014, 16:50

A ja się chciałem pochwalić, że od roku znowu zaczęliśmy z matką rozmawiać i się odwiedzać. I co ciekawe - zmienił się mocno jej stosunek do wielu spraw; moją aseksualność też akceptuje bez zastrzeżeń :) To znaczy trochę pewnie żal jej, że wnuków raczej się nie doczeka, ale nie nalega, nie naciska, nie sugeruje... może nie rozumie, ale akceptuje.
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

Joni
młodASek
Posty: 28
Rejestracja: 17 cze 2015, 23:05

Re: Rodzice

Post autor: Joni » 7 lip 2015, 22:34

Nie najlepiej. Moi rodzice awanturują się odkąd pamiętam i od dziecka mam do nich za to ogromny żal. Na początku obwiniałam mamę, potem tatę. Winę oczywiście ponoszą obydwoje, no ale nic nie poradzę, że musiałam znaleźć kozła ofiarnego.
Pomijając jednak atmosferę w domu, to nasze stosunki są w porządku. Gawędzimy ze sobą, żartujemy czasami, wymieniamy się jakimiś uwagami i spostrzeżeniami. Aktualnie lepiej dogaduję się z mamą (chyba jedność jajników :D ), a "córeczką tatusia" byłam w dzieciństwie. Ten okres zostawiłam za sobą. Teraz nasze poglądy są skrajnie różne i głębsze rozmowy przechodzą zazwyczaj w ostre awantury.
Ale na co dzień relacje są poprawne.

Awatar użytkownika
Issander
ciAStoholik
Posty: 342
Rejestracja: 18 sty 2008, 23:17
Lokalizacja: zagranico
Kontakt:

Re: Rodzice

Post autor: Issander » 8 lip 2015, 01:02

.

qwerty_456
mASełko
Posty: 148
Rejestracja: 24 lis 2014, 21:52

Re: Rodzice

Post autor: qwerty_456 » 12 lip 2015, 14:47

Największym błędem moich rodziców było to, że podobno w początkowym dzieciństwie bardzo mało mało się mną interesowali, ojciec "zajęty" chlaniem, a matka skupiona na jego awanturach. I pierwsze skrzypce w kształtowaniu podstaw mojego charakteru zagrała babcia, która mnie rozpieszczała, było to bardzo chore rozpieszczanie, usługiwała mi we wszystkim, za nic mnie w żaden sposób nie karała, chwaliła mnie za byle co. W moim późniejszym dzieciństwie pomiędzy rodzicami zaczęło się uspokajać, alkohol przestał wywoływać w ojcu agresję i matka mnie wychowywała, ale też mnie rozpieszczała, nie aż tak ekstremalnie, jak babcia, ale też bardzo mocno. Ojciec mało ingerował w wychowywanie mnie. Mimo, że wiem, że przeszłości nie zmienię i teraz wszystko ode mnie zależy, czuję bardzo dużą złość na rodziców o to, w jaki sposób mnie wychowywano. Nie nauczono mnie niczego przydatnego do dorosłego życia, nie jestem do niczego przystosowany i mam bardzo skrzywione emocje.
Nadmierny dobrobyt szkodzi równie mocno co złe doświadczenia.

Awatar użytkownika
Issander
ciAStoholik
Posty: 342
Rejestracja: 18 sty 2008, 23:17
Lokalizacja: zagranico
Kontakt:

Re: Rodzice

Post autor: Issander » 12 lip 2015, 17:57

.

Awatar użytkownika
Andyomene
mASełko
Posty: 114
Rejestracja: 11 cze 2015, 14:34
Lokalizacja: Katowice

Re: Rodzice

Post autor: Andyomene » 12 lip 2015, 21:55

Szczerze mówiąc, nie znam żadnych dobrych rodziców. Żadnych. Na moich własnych bardzo mi zależy, ale też mam do nich żal, że tak łatwo ze mnie i moich braci rezygnowali. I też, jak Wy, w ogóle nie czuję się przygotowana do konfrontacji ze sobą i ze światem. Ale ja to ja, i tak byłoby mi ciężko.
Issander, przykro mi, że otrząsając się z tego zaniedbanego dzieciństwa, musiałeś tyle rzeczy przejść :< Serio mi przykro. Swoją drogą, szkoła powinna w takiej sytuacji wziąć Cię pod swoje skrzydła i zapewnić Ci odpowiedni rozwój.

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: Rodzice

Post autor: Poison Ivy » 13 lip 2015, 16:12

Paradoksalnie z rodzicami mam największy problem. Bo jak odkryłam o co chodzi z tą niechęcia do seksu, to już z nimi nie mieszkałam (od wyjazdu na studia) i przestali się interesować moim życiem osobistym na tyle, żeby była okazja o tym pogadać. Zresztą oni nie są tego typu rodzicami, z którymi w ogóle się rozmawia o seksie w jakiejkolwiek formie. Aczkolwiek taka konieczność uświadomienia ich powoli się zbliża, od kiedy zaczęłam o tym mówić bardziej publicznie.

Awatar użytkownika
Andyomene
mASełko
Posty: 114
Rejestracja: 11 cze 2015, 14:34
Lokalizacja: Katowice

Re: Rodzice

Post autor: Andyomene » 13 lip 2015, 22:03

Właśnie z nimi chyba najtrudniej rozmawia się na seksualne tematy. Mój ojciec na przykład jest z deka prawy, więc w ogóle spycha tą sferę w jakiś niebyt, a rozmowa o seksualności czy aseksualności jest rodzajem walki w typie parady równości, ponieważ orientacja to sprawa intymna O: No, może demonizuję. W każdym razie wygląda mi na to, że oni właściwie wolą nie wiedzieć o niczym, o niczym nie rozmawiać, nigdzie nie wnikać.

Awatar użytkownika
Heremis87
ASter
Posty: 655
Rejestracja: 18 gru 2013, 22:05
Lokalizacja: Śląski Rzym
Kontakt:

Re: Rodzice

Post autor: Heremis87 » 19 lip 2015, 22:59

U mnie od okresu dorastania nastąpił bunt w postaci całkowitego zamknięcia się w sobie, także na rodziców. Jednak czułem, że tata miał dla mnie więcej zrozumienia i chciał dotrzeć, niestety zbyt późno to dostrzegłem, ponieważ kilkanaście lat temu odszedł z tego świata. Z mamą kontakty bardzo długo były chłodne i zdystansowane, dopiero z końcem tamtego roku jakby nastąpiło pewne zbliżenie, otwarcie. Biorąc pod uwagę to jak było kiedyś jest postęp. Pewnie ma też znaczenie, że teraz mieszkam z nią. Niestety finanse nie pozwalają na wyprowadzkę, ale jeśli będzie możliwość, zrobię to. Na pewno chcę jej pomagać tak jak potrafię i staram się. Jednak okazywanie komukolwiek uczuć, także tych rodzinnych jest dla mnie ekstremalnie trudne.
Rzekł Jezus: "Bądźcie tymi, którzy przechodzą mimo!"
Ewangelia Tomasza 42

"Dla radowania się i bólu człowiek urodził się na ziemi. Jeśli to rozumiemy dobrze, bezpiecznie przez ten świat idziemy."
William Blake

Awatar użytkownika
Andyomene
mASełko
Posty: 114
Rejestracja: 11 cze 2015, 14:34
Lokalizacja: Katowice

Re: Rodzice

Post autor: Andyomene » 21 lip 2015, 22:10

Heremis87 pisze:Jednak okazywanie komukolwiek uczuć, także tych rodzinnych jest dla mnie ekstremalnie trudne.
Zupełnie Cię rozumiem, to bardzo dziwna sprawa :< Ale wiesz, wydaje mi się to w ogóle trudne, nie tylko dla konkretnych osób, to po prostu coś innego otworzyć się na kogoś, a coś innego żyć w swoim małym światku.

Awatar użytkownika
Emka_:)
mASełko
Posty: 109
Rejestracja: 25 paź 2015, 13:44

Re: Rodzice

Post autor: Emka_:) » 21 mar 2016, 03:55

Odświeżam wątek ;)

Cały czas mieszkam z rodzicami, chętnie bym się wyprowadziła, mogłabym nawet zamieszkać w ich sąsiedztwie, byleby mieć własne cztery kąty i odrobinę świętego spokoju, ale kwestie finansowe nie pozwalają mi niestety na samodzielną egzystencję, a w każdym razie na pewno by ją utrudniły.

Mamę ciężko mi jednoznacznie ocenić. Zawsze o nas dbała, troszczyła się, na tyle na ile mogła, żeby niczego nam nie brakowało. Zawsze zapracowana, zmęczona, na głowie milion spraw i obowiązków. Kiedy byłam dzieckiem, nie miała dla mnie za bardzo czasu, ale w zaistniałych okolicznościach trudno mieć do niej pretensje. Miałam poczucie, że nikt mnie za bardzo nie wychowuje, ale też nie kontroluje. Generalnie robiłam co chciałam, więc mama może się tylko cieszyć, że nie wykorzystywałam w jakiś niecny sposób tej samowolki. Byłam raczej grzeczna i bezproblemowa :P
Kiedy miałam "naście" lat, nagle coś strzeliło jej do łba, może dlatego, że znalazła więcej wolnego czasu i odezwała się w niej chęć, żeby mnie sprawdzać, kontrolować, zabraniać, rozkazywać...jednym słowem - wpierdalać się w moje sprawy :P I potem długie lata walczyłam o powrót do autonomii, właściwie dopiero stosunkowo niedawno odpuściła. Wcześniej, mimo, że miałam już dwadzieścia parę wiosen, kręciła nosem jak późno wracałam, czepiała się i zrzędziła, kiedy zdarzyło mi się czasem ot tak zanocować poza domem (nie licząc wakacji, czy innych konkretnych wyjazdów), albo popić ze znajomymi (albo co gorsza - popić i zanocować :p ). Miałam wrażenie, że chciała, bym była taka jak moja starsza siostra - pracowita, trzymająca się domu, gotująca obiadki, nie szwendająca się nigdzie po nocach, bo to nie wypada, a jeszcze jakaś krzywda może się stać :P Brata, który przebalował całe studia jakoś się zbytnio nie czepiała (wbrew jej obawom, to on dostał kiedyś wpierdol na ulicy, a nie ja :D ), więc nie raz awanturowałam się z tego powodu. Teraz, kiedy prawie dobiegam do trzydziestki, łaskawie dała mi spokój ;) Natomiast ostatnio lubuje się w robieniu z siebie cierpiętnika, suszy mi głowę o to, że za mało jej pomagam, tymczasem z powodu pracy długo jestem poza domem i nic na to nie poradzę. Natomiast mieszka z nami jeszcze mój drugi brat, który częściej jest w domu i jakoś kurna nie widzę, żeby czegokolwiek od niego wymagała :P
Czasem mnie śmieszy, a często wręcz irytuje, ale ogólnie jest dobrą kobietą, która swoje w życiu przeszła. W wielu sprawach potrafi doradzić, to typ osoby pomocnej, uczynnej i bezinteresownej.

Ojciec nie jest złym człowiekiem, ale to typ, który raczej nie powinien zakładać rodziny. Spokojny, uczciwy, zazwyczaj niekonfliktowy (ostatnio zmienił się na minus w tej ostatniej kwestii), ale żyjący we własnym świecie, według ustalonego rozkładu dnia, zajęty swoimi sprawami, mało angażujący się w życie rodziny. Domownik, z którym się mieszka, ale który nie wnosi nic do Twojego życia. Korzysta z kuchni, łazienki, telewizora, rozmawiasz z nim na jakieś zdawkowe tematy, nie doświadczasz z jego strony nic złego, ale dobrego też nie. Samolubny i mało uczynny, nie daje żadnego oparcia, więc gdybym żyła tylko z nim, byłabym całkowicie zdana na samą siebie. To też tłumaczy zapracowanie i brak czasu ze strony mojej matki - ze wszystkim musiała radzić sobie sama. Teraz na starość puszczają jej nerwy i tak jak kiedyś grzecznie mu usługiwała i schodziła z drogi, teraz wiecznie go wyzywa i wszczyna awantury, czasem nawet o błahostki. On potem nie pozostaje dłużny i w efekcie oboje działają wzajemnie na siebie jak przysłowiowa płachta na byka. Nie mogę powiedzieć, żebym sielankowo się czuła w takiej atmosferze i głównie dlatego zależy mi na samodzielnym mieszkaniu.

Awatar użytkownika
SamotnyWilk
mASełko
Posty: 120
Rejestracja: 7 lut 2016, 20:34

Re: Rodzice

Post autor: SamotnyWilk » 22 mar 2016, 09:02

Hmm

Mama
W dzieciństwie miałem z mama bardzo dobry kontakt, wręcz można powiedzieć że byłem synkiem mamusi, zawsze pomocny, robiłem co chciała, pomagałem jak się dało. Byłem dzieckiem bezproblemowym, uczyłem się średnio na 4, w szkole byłem chwalony. Nigdzie się nie włóczyłem po nocach, czy nawet popołudniami rzadko gdziekolwiek wychodziłem. To pewnie dla tego że trzeba było się z wszystkiego tłumaczyć: gdzie z kim, po co, dlaczego. Dodatkowo jeśli ojciec Ci pozwoli to możesz iść, a ojciec jeśli mama Ci pozwoli to możesz iść, jak już było za późno to przychodziła zdziwiona a czemu nie poszedłeś?
Mam 4 rodzeństwa i starałem się być dzieckiem, z którym nie ma problemów bo z nimi było ich już nawet zanadto :roll:
Całe dzieciństwo miałem wpajane jakieś wartości, ale kilka lat temu okazało się że tak naprawdę te wartości nie były zachowywane przez moich rodziców, taka lekka hipokryzja(taki przykład, nam było ciężko gdziekolwiek pozwolić wyjść do znajomych na imprezę a mama zaczęła opowiadać na rodzinnych spotkaniach jak ona to się nie włóczyła, że po imprezach często szła prosto do pracy), która doprowadziła do tego że teraz już nie jestem takim grzecznym dzieckiem. Staram się nie przejmować tym co mówią i żyć tak jak ja uważam że jest słuszne :)

Tata
W dzieciństwie to nie był wymarzonym ojcem, zdarzało mu się zaglądać do kieliszka, przez co nie sprawiał osoby, z którą się chciało przebywać. Ciągle miał te swoje mądrości życiowe, które nie miały nic wspólnego z dobrym życiem.
Teraz trochę się poprawił. Aczkolwiek staram się zachowywać zdrowy dystans bo jak się zbliżę za bardzo to zawsze coś się posypie.

Mam 26 lat i mieszkam z rodzicami, zawdzięczam to finansom :(
Mimo wszystko staram się im pomagać, ale powiedziałbym że na moich warunkach a nie jak dawniej, co tylko chcieli to robiłem.
Jak byłem młodszy czułem że mają wobec mnie jakieś wymagania żebym zrobił, ze swoim życiem to czy tamto i myślałem że jak osiągnę to co chcieli to może będę czuł akceptacje, zadowolenie ze mnie, ale niestety po zrealizowaniu jakichś ich oczekiwań zamiast akceptacji czy uznania pojawiają się komentarze że to mogłem zrobić inaczej albo lepiej a co gorsze pojawiają się kolejne oczekiwania :(
Teraz staram się znaleźć swoją własną drogę, ciężko mi to wychodzi.
A jeszcze jedną sprawę dodam. Nie rozmawiam z rodzicami o moich planach, uczuciach, bo takie rozmowy zawsze kończą się tym że rodzice lepiej wiedzą co ja czuję, czego ja potrzebuje, co daje mi radość a co mnie smuci.
Czuję się niezrozumiany ale może kiedyś będzie lepiej :)

Awatar użytkownika
Biała
pASibrzuch
Posty: 234
Rejestracja: 9 gru 2014, 21:08

Re: Rodzice

Post autor: Biała » 23 mar 2016, 15:30

Jak czytam innych opowieści, to może i ja się odważę...

Mama... w zasadzie nie mogę powiedzieć, że jako człowiek jest/była zła osobą. Ale zdecydowanie nie powinna zakładać rodziny, skoro sama jest wieczną zahukaąa dziewczynką z nadnaturalną podatnością na stres do granic absurdu. Ten tym osoby, która popchnięta przez kogoś sama raczej zacznie przepraszać, że znalazła się na jego drodze. Własnego życia towarzyskiego czy jak to zwać nie posiada, co obecnie na mnie i na siostrze się odbija, jako, że czuje się samotna i albo usiłuje nas ściągać do swojego domu (na czas studiów tymczasowo ja i siostra mieszkamy w stolicy) albo wpada z wizytą. Widać, że bardzo na siłę szuka naszego towarzystwa. O telefonach już nie wspomnę...
Nie wiem, jaki wpływ ma na to wszystko jej praca - jest nauczycielką w wiejskiej szkole podstawowej, ale zauważyłam już kilka lat temu, że w jej oczach ja i siostra zatrzymałyśmy się na poziomie 12 roku życia. Do wyjazdu na studia traktowana byłam jak dziecko: tego nie ruszaj, tu uważaj, tu nie podchodź, nie dotykaj... Co w połączeniu z odziedziczoną skłonnością do nerwicy lękowej uczyniło mnie osobą bojącą się właściwie wszystkiego. Pierwsze dwa lata studiów musiałam uczyć się samych podstaw "normalnego życia". Jedyny przejaw "dorastania", jakiego od nas oczekiwała, to większe angażowanie się w obowiązki domowe (czego przy patologicznym zbieractwie mamy, które zmieniło dom w magazyn gratów, usilnie starałyśmy się unikać), nie szły za tym żadne większe swobody, przyjemności itp. Okres pomiędzy dzieciństwem a studiami wspominam jako nieprzyjemny ciąg poszturchiwań, wzajemnej irytacji, lekkiej niechęci i rozczarowania. Mam wrażenie, że lepiej byłoby dla niej zajmować się jakimiś długo żyjącymi zwierzętami domowymi, a nie ludźmi, posiadającymi własną psychikę, osobowość i tożsamość.
Mama (a może to bardziej ja) miała szczęście, że żyłam prawie cały czas w świecie wyobraźni, bo gdybym miała jakieś typowe problemy wieku nastoletniego, nie potrafiłaby mi doradzić, nie miałabym w niej żadnego wsparcia. Obecnie mam wrażenie, że jest bardziej zagubiona niż ja, ratuje ją tylko rutyna, którą znalazła w swojej niszy, bezpiecznie skryta przed przerażającym ją światem. Gdyby w obecnych czasach miałaby na przykład szukać pracy, nie wiem, co by z tego wyszło...

Ojciec z kolei był alkoholikiem. Nie takim agesywnym, nie licząc przemocy psychicznej, związanej z jego pogardą do większości ludzi na świecie, łącznie z własnymi dziećmi. Chyba wolałby mieć synów niż córki, podburzany przez własnych rodziców traktował kobiety jak niższy gatunek. Dla niego sam fakt utrzymywania dzieci za JEGO pieniądze to obraza majestatu. Praktycznie do końca drugiego roku studiów panicznie się go bałam. Nienawidziłam go, ale przy nim nie byłam w stanie powiedzieć tego wprost, bałam się wydusić słowa. Dla niego byłam wariatką, głupią, dlatego, kiedy wracał do domu, ja i mama urywałyśmy rozmowy. Cholernie bolało, kiedy mama ostrzegawczo mnie uciszała. Inaczej on zacząłby mnie wyzywać i upokarzać.
On też powinien zajmować się psami, nie dziećmi - uważał, że starczy tylko dać mi i siostrze jedzenie i dach nad głową. Na resztę "zapracujemy sobie" w przyszłości. Tu nie chodziło już o jakieś zachcianki, ale o to, że żałował wszystkiego wszystkim, poza samym sobą. Na własne przyjemności, zagraniczne wyjazdy kilka razy w roku, papierosy i alkohol, zawsze pieniądze znalazł.
Coś do niego dotarło w ostatnim roku - zdecydowanie za późno. I tylko dlatego, że mama przestała być wobec niego uległa, ja całkowicie zerwałam kontakt na dwa lata a siostra prawie. No i ja po prawie psychotycznym epizodzie nerwicowym znalazłam się u psychiatry. W dodatku ograniczył alkohol i ujawniają się chyba trwałe zmiany w jego psychice. Teraz dostaje ataków płaczu, mówi, że żałuje, że chce ratować rodzinę... Tylko, że my już nie chcemy. Jeszcze dwa miesiące temu byłam wściekła i pełna nienawiści. Planowałam, jak go zabiję, wymyślałam tortury. Teraz (sama się dziwię) czuję tylko pogardę i lekki wstręt. Chcę po prostu, żeby zniknął z mojego życia, rozpłynął się w powietrzu, rozbił na atomy...

Trochę dziwnie się czuję, pisząc to, ale może lepiej, jak to z siebie wyrzucę. Inni też pisali tu różne rzeczy i nikt im głowy nie urwał.
Matka jest o 21 lat starsza od swojego dziecka. Za 6 lat dziecko będzie 5 razy młodsze od matki. Gdzie jest ojciec??

ODPOWIEDZ