Rodzice

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Jolina
ASiołek
Posty: 88
Rejestracja: 13 sty 2007, 23:46
Lokalizacja: Łódź/Warszawa
Kontakt:

Post autor: Jolina » 2 sie 2008, 13:33

Wszyscy mamy bardzo różny background rodzinny. Chyba nie da sie przypisać schematycznie, kim dzieciak będzie jak dorośnie, obserwując jego rodziców.
U mnie niby normalnie, z tatą świetny kontakt (tzn. kłócimy sie i godzimy zawsze jak równy z równym), z mamą na odległosć parasola. Odkąd wyprowadziłąm sie z domu jest naprawdę w porzędku - jakiś telefonik, mailik, wizyta raz na 3 miesiące. Nic nadzwyczajnego bez ahów i ohów.

Moja młodsza siostra wciąż z nimi mieszka i o niczym innym jak wyprowadzka nie marzy (przez mamę). Nie to zeby była jakaś straszna (z tego co tu czytam, niektórym naprawdę nie można zazdrościć). Jest po prostu upirdliwa, z innej epoki i dotego przekonana o własnym geniuszu. To wystarczy.

pozdrawiam wszystkich którzy z dala od domu zaczęli odpoczywać :mrgreen:
udanej wieczności-J

Awatar użytkownika
-viki-
ASiołek
Posty: 59
Rejestracja: 3 paź 2008, 13:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: -viki- » 4 paź 2008, 16:18

Z matką układało się dobrze, chociaż nie bez zgrzytów, bo niezły z niej "Stalin" był. Lecz w sumie to dobra, sprawiedliwa osoba więc oceniam na : dobrze. Obecnie po latach (mam 45) bardzo dobrze. Tj od czasu mojej całkowitej niezależności (osobne zamieszkanie, utrzymanie).
Z ojcem fatalnie przez 13 lat. Okropnie. Nie znosiłam go. Inna sprawa, że rodzice się stale kłócili (przez 13 lat), zawsze prowodyrem był ojciec. Mnie się raczej nie czepiał, ale i tak go nie znosiłam. Potem rodzice się jakoś dogadali. Ojciec ustąpił jakby, podlizywał sie matce. Jak się dogadali, to i mnie się zaczął podlizywać (że niby rodzinka teraz taka zgrana). Ale już było za późno. Nigdy nie plubiłam. Najwyraźniej sa pewne rzeczy nie do odwrócenia.
Teraz mam dziecko 13 lat. Postanowiłam nie być takim "Stalinem" jak moja matka, bo po co zgrzyty? Źle zrobiłam. Dzieciak rozpuszczony jak dziadowski bicz. Źle się skończy. Teraz staram się odkręcić. Teraz ja robię za "Stalina", żeby ratować zgliszcza. Średnio mi wychodzi, bo nie mam apodyktycznego usposobienia. Muszę się przymuszać, bo ja za łagodna jestem. Lecz efekty są, więc droga właściwa. Tak oto życie zatacza krąg, a człowiek zawsze ocenia subiektywnie tylko z własnej (ograniczonej) perspektywy. Dziś rozumiem moją matkę, że musiała dzieciaki krótko trzymać.

Awatar użytkownika
camellia
ciAStoholik
Posty: 355
Rejestracja: 21 maja 2007, 23:27

Post autor: camellia » 4 paź 2008, 22:52

Moi rodzice nigdy nie trzymali mnie krótko. Ufali mi, a ja nigdy nie zawiodłam ich zaufania. Chciałam żyć tak, żeby rodzice mogli być ze mnie dumni, żeby nie musieli się wstydzić. Udawało mi się to. Do czasu. Wiem, że rodzice chcieliby, żebym wyszła za mąż, miała dzieci. Życzą mi szczęścia. Nie potrafię im tego dać, niestety :( A oni nie wiedzą, dlaczego... Nigdy się nie dowiedzą. Pewnie by mnie nie zrozumieli, bo jak można być aseksualnym, nie? A jednak można. Szkoda tylko, że wybór nie należy do nas.
Panie, co oznacza to, czym mnie doświadczasz...

dorosłe dziecko
alabAStrowy bożek
Posty: 1333
Rejestracja: 25 maja 2007, 13:44

Post autor: dorosłe dziecko » 19 paź 2008, 18:22

Camellia, nie masz powodu do poczucia winy, że nie możesz realizować scenariusza, który by chcieli dla Ciebie rodzice jako najlepszy. Oni mają swoje życie i niech w nim realizują swoje scenariusze a Twoje życie, to Twoje życie i masz prawo żyć tak, jak chcesz. Nie powinnaś czuć się winna, że nie będziesz żyć tak jakby tego chcieli Twoi rodzice, rodzina. Bo oni nie mają prawa niczego od Ciebie – jako antonimicznej jednostki – wymagać. Powinni też zdawać sobie sprawę z tego, że to, co oni uważają za szczęście nie musi być takim dla Ciebie. Żyjesz dla SIEBIE nie dla rodziców.
„Dorosłe dzieci mają żal
Za kiepski przepis na ten świat!
Dorosłe dzieci mają żal
Że ktoś im tyle życia skradł...”

Awatar użytkownika
arin
mASkotka
Posty: 141
Rejestracja: 9 sie 2008, 19:08
Kontakt:

Post autor: arin » 19 paź 2008, 18:24

Hmm... ogólnie to byłem niezbyt ciężkim dzieckiem - byłem grzeczny, spokojny, raczej małomówny. Nasze kontakty były... jakby to ująć... jak z kolegami albo i nie. Nigdy nie czułem miłości od rodziców, nie czułem od nikogo, może dlatego teraz jestem taki czuły na krzywde osób mi bliskich - nie chce zby oni mieli tak spiepszone życie w młodości jak ja (szczegóły zostaiwe dla siebie). Tak czy inaczej raczej nikt mi nie pomagał w przeszłości, nie szanował za bardzo, choć na pieniadze liczyć zawsze mogłem. Ojciec jeśli cokolwiek sie pytał to czy posprzątałem w pokoju, odrobiłem lekcje i kiedy przyjde (jak wychodziłem), matka... miała na głowie zbyt wiele, a jej pytania zdawały się jakby z podręcznika ledwo przeczytane. Raz jedyny byli ze mnie dumni - gdy wygrałem konkurs krzyżówkowy ze starszymi od siebie dzieciakami - gdy miałem 7 lat. Generalnie tylko 1 raz w życiu był ze mną problem - gdy bawiliśmy sie ogniem z kumplami (nic sie nie zapaliło). Nie usłyszałem jednak nigdy, że tak mało ze mną problemów, że są ze mnie dumni. Tego brakowało mi najbardziej - by ktoś mnie zauważył. Jeśli ktoś sądzi, że pieniądze w dzieciństwie to wszystko to pragne go wyprowadzic z błędu - niczego mi nie zastępowały, co najwyżej stwarzały jakieś pozory.
Jak jest teraz? Ojciec zdobył lepszą posade (prezes), wiec jak wróci z pracy to przeważnie idzie na zebranie albo jest tak zmęczony że chce aby dał mu spokój. Przy okazji jest bardziej nerwowy, a duma (pozytywna cecha) przerodziła się chamstwo... Matka robi pozory, że sie mną interesuje: pyta sie kiedy będe mieć dziewczyne, o szkołe i mówi żebym sie nie spił... tak naprawde ja dobrze wiem że chodzi o to żebym ojcu nie popsuł reputacji. Tak wiec na rodzine nie mam co liczyć - chyba że finansowo. Ratuje sie przyjaciómi, którzy są dla mnie wszystkim. Chyba nauczyłem się już tak żyć, bo właściwie to jestem szczęśliwym człowiekiem. Można powiedzieć, że jestem pogodzony "ze stratą rodziny".
Nic na siłę, każdy ma swoje zdanie
Głodny wiedzy społecznej i poznania siebie.
Lubie hh, metal symfoniczny, rock, klasyczną, alternatywną i jeszcze by sie coś znalazło.

Awatar użytkownika
-viki-
ASiołek
Posty: 59
Rejestracja: 3 paź 2008, 13:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: -viki- » 20 paź 2008, 10:32

A moja matka kiedyś mnie krótko trzymała, dziś stoi za mną murem w każdej sprawie. Do tego w sporej mierze ja sama się przyczyniłam , jako osoba dorosła. Rodziców trzeba też trochę pewnych rzeczy nauczyć. Wcale nie są niepojętni. Powiem wprost. Zgrzyty były za młodu. Potem nie rozmawiałam z mamą ok 3 lata. Zero. Potem jakoś takoś, powolutku, ale już ASERTYWNIE z mojej strony. Były rozmowy o MOICH oczekiwaniach wobec niej, o tym, co JA uważam za błąd, czego ja sobie NIE ŻYCZĘ, a co mi się podoba w naszych relacjach. Od tej pory jest najlepiej jak może być. Od lat nasze stosunki są arcy serdeczne, wzajemnie troskliwe, no po prostu mucha nie siada. Tak jak powinno być, lepiej nie może. Za sobą byśmy obie w ogień poszły.
Czy ja bym była lesbijką, no, nawet nie wiem czym jeszcze, to moja mama akcepuje mnie w każdej odsłonie. A że jestem Asem , to wie już od lat. Nawet się naradzałyśmy strategicznie , jak zrobić, żebym mimo to miała dziecko (bo chciałam).

Faktem jest jednak, że był czas, kiedy musiałam się ostro postawić, aby być nie tylko dostrzeżona, ale też szanowana, bo tego wymagam również od własnej matki.

dzola007
strASzydło
Posty: 397
Rejestracja: 16 wrz 2008, 01:08
Lokalizacja: Śląsk

Post autor: dzola007 » 4 lis 2008, 01:58

Rodziców mam zajefajnych!!!dziadków tak samo wiec to moze z pokolenia na pokolenie sie dziedziczy.moze nie narzekam dlatego ze nie sprawiałam im problemow wiec oni mi tez.

LACORUNA
mASełko
Posty: 133
Rejestracja: 30 wrz 2008, 12:29
Lokalizacja: GDYNIA

Post autor: LACORUNA » 4 lis 2008, 10:08

Najlepszy kontakt mam z rodzenstwem, to gleboka nic porozumienia na wielu plaszczyznach... Chociaz w dziecinstwie nienawidzilismy sie z calego serca i szczerze zyczylismy sobie wszystkiego co najgorsze ... :D wtedy marzylam by byc jedynaczka, dzis odwrotnie - chcialabym miec wiecej rodzenstwa...
Z rodzicami podobnie - kiedys nie ukladalo sie najlepiej - dzis jest ok.

Awatar użytkownika
Motylciemny
motylAS
Posty: 616
Rejestracja: 27 cze 2008, 23:34
Lokalizacja: z księżyca

Post autor: Motylciemny » 11 lis 2008, 23:31

Moja matka nie byla za fajna
Jakby wiecznie niezadowolona ze mnie
pewnie tak naprawde nie byla zadowolona z siebie
nie umiejaca okazac milosci

Awatar użytkownika
Koni
bASałyk
Posty: 717
Rejestracja: 10 sie 2008, 21:42
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Koni » 11 lis 2008, 23:57

Uczyliśmy się ostatnio o tym w szkole...
Często jest tak, że kiedy rodzice w jakiś sposób czuli się "nieudani" w dzieciństwie i we wczesnej młodości, potem mają wielkie wymagania w stosunku do swoich dzieci. To działa na zasadzie "Jestem nieudana. Jeśli moje dziecko okaże się nieudane, to będzie potwierdzeniem tego, że jestem nieudana, bo to ja je zrobiłam."
Pomyśl o tym. Może akurat w Twojej rodzinie tak jest? (a może nie?)
"This is not about sex
We all know sex sells and the whole world is buying..."

Ceterum censeo Carthaginem delendam esse.

Awatar użytkownika
DAMA
Zbanowana
Posty: 221
Rejestracja: 6 lis 2008, 11:02

Post autor: DAMA » 12 lis 2008, 00:08

Koni pisze:Uczyliśmy się ostatnio o tym w szkole...
Często jest tak, że kiedy rodzice w jakiś sposób czuli się "nieudani" w dzieciństwie i we wczesnej młodości, potem mają wielkie wymagania w stosunku do swoich dzieci. To działa na zasadzie "Jestem nieudana. Jeśli moje dziecko okaże się nieudane, to będzie potwierdzeniem tego, że jestem nieudana, bo to ja je zrobiłam."
Pomyśl o tym. Może akurat w Twojej rodzinie tak jest? (a może nie?)
To są tak zwani " toksyczni " rodzice KONI... :D Wiem...że to obecnie bardzo modne określenie...
Jeśli chodzi o mnie to ja też miałam taką " toksyczną"mamę( piszę w czasie przeszłym,bo w tej chwili mama nie ma już na mnie większego wpływu).Mama miała co do mnie bardzo wysokie wymagania i ambicje....Jednak sama jest bardzo udaną osobą....po prostu zależało jej żeby powtórzyć,powielić swój sukces....W związku z tym to o czym piszesz KONI niekoniecznie jest regułą....ale malutkie ziarno prawdy w tym jest..... :D Pozdr

Awatar użytkownika
Koni
bASałyk
Posty: 717
Rejestracja: 10 sie 2008, 21:42
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Koni » 12 lis 2008, 00:14

DAMA pisze:W związku z tym to o czym piszesz KONI niekoniecznie jest regułą...
Primo- wiem, że nie jest, dlatego napisałam "często", a nie "zawsze" :wink:
Secundo- to że Ty uważasz ją za udaną nie znaczy, że ona się za taką uważa. (nie twierdzę, że tak jest, nie jestem Duchem Świętym, ale przecież często tak bywa, że mylnie się oceniamy albo nie pokazujemy tego, co mamy pod skorupką)
"This is not about sex
We all know sex sells and the whole world is buying..."

Ceterum censeo Carthaginem delendam esse.

wiatr
harnAS
Posty: 122
Rejestracja: 19 sty 2009, 14:04

Post autor: wiatr » 27 sty 2009, 12:24

czy ja wiem czy wypada mówić o nieobecnych.....
zostałem wychowany bardzo liberalnie.

pamiętam sytuacje kiedy widząc liżącą się parę powiedziałem "blee", a mama na to: poczekaj poczekaj, poznasz jakąś fajną dziewczynę to zmienisz zdanie.
minęło trochę czasu, poznałem dziewczynę i to bardzo fajną ale zdania nie zmieniłem.

rodzice nigdy mi się szczególnie nie wcinali, wiadomo, jakąś tam ciekawość wyczuwałem, ale zawsze ucinałem krótko:
jeśli będę chciał porozmawiać, zgłoszę się.
..jednak nie rozmawiałem nigdy.

na tematy seksu lub jego braku nie rozmawiam z nikim.
nie sądzę też żeby rodzice byli w stanie zrozumieć czym jest aseksualizm -a już na pewno wydaje mi sie ze kosztowałoby to zbyt wiele tłumaczenia i wyjaśnień.
ponadto ich świadomość ani akceptacja w tej kwestii tak naprawdę nie jest mi do niczego potrzebna.
mieszkam sam, czasem odwiedzam, ale to naprawdę czasem.
dogadujemy się dobrze na każdej płaszczyźnie, oczywiście poza tematami osobistymi bo o nich nie rozmawiamy.

chyba tyle w tej kwestii :)

kaelka
przedszkolASek
Posty: 8
Rejestracja: 1 sty 2009, 21:51

Post autor: kaelka » 30 sty 2009, 20:54

Moje relacje z rodzicami do pewnego czasu układały się dobrze, ale odkąd przekroczyłam wiek lat osiemnastu (czyli jakby nie patrzeć już ponad dwa lata temu) bezustannie słyszę pytania, których nawet nie będę przytaczać, bo i tak wiadomo o co chodiz, a po co psuć sobie humor. Zauważył, że o ile mój tata uważa, że znalezienie męża nie musi być moim priorytetem (w myśl zasady- zrób studia, jedne, drugie i hop na doktorat 8) , o tyle dla mojej mamy kwestia mojej "samotności" (w cudzysłowie, gdyż tylko ona tak to widzi, ja samotna sie nie czuję :) jest co raz bardziej kluczowa. Nie wiem, ale może tak właśnie jest, że to matce bardziej zależy na wydaniu za mąż córki ?

Jedyne pocieszenie jest takie, ze rodziców wiedzę raz w tygodniu, ale tylko czekać aż reszta rodziny dorzuci swoje trzy grosze :?.

Awatar użytkownika
Selene
ASiołek
Posty: 67
Rejestracja: 10 paź 2008, 15:41
Lokalizacja: z własnego świata

Post autor: Selene » 12 lut 2009, 16:17

Wiecie o czym marzę?
Żeby moja mama przestała mnie traktować jak kawał mięsa z datą ważności do 30 roku życia, który trzeba jak najszybciej opylić jakiemuś męskiemu przedstawicielowi homo sapiens sapiens, któryby ten kawał mięsa zapłodnił, a nastęspnie by ten kawał mięsa w odpowiednim miejscu pękł, wydając na świat gromadkę różowiutkich jak prosiaczki, tłuściutkich, bardzo kochających babunię wnuczątek...
*per ASpera ad AStra*
*****
*I nawet kiedy będę sam*
*Nie zmienię się, bo mam swój świat*

ODPOWIEDZ