Aseksualny flirt

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
dziwożona
tłumok bezczASowy
Posty: 1940
Rejestracja: 29 lut 2008, 20:29
Lokalizacja: z bagien i uroczysk
Kontakt:

Aseksualny flirt

Post autor: dziwożona » 3 mar 2008, 20:51

Słuchajcie, nie wiem, czy był gdzieś ten temat, w takim razie odeślijcie mnie do odpowiedniego działu. Mam pytanie: czy według Was istnieje coś takiego jak aseksualny flirt? Mnie się wydaje, że słowo flirt ma już w sobie podtekst seksualny, bo po co flirtujemy? Aby, mówiąc trywialnie, kogoś wyrwać, nie? Chyba o to chodzi u AS - ów, że nie lubią flirtować, robić z siebie idiotów, błądzić w gąszczach dwuznacznych aluzji i seksualnych podtekstów. Czy może ja jużjestem taka MEGA ASEKSUALNA, że każdy rodzaj flirtu odrzuca mnie na kilometr.

Salomea

Post autor: Salomea » 3 mar 2008, 20:59

Nie wiem czy istnieje. Nie flirtuję, nie wiem nawet jak miałoby to wyglądać. :roll: Zresztą, musiałabym chyba mieć jakiś powód, typu uczucie romantyczne. :roll: :alien2:

dorosłe dziecko
alabAStrowy bożek
Posty: 1333
Rejestracja: 25 maja 2007, 13:44

Post autor: dorosłe dziecko » 3 mar 2008, 21:01

SJP PWN wyrokuje :wink:
*
flirt
1. «prowadzenie zalotnych rozmów i czynienie kokieteryjnych gestów; też: taka rozmowa»
2. «przygoda erotyczna»
3. «rodzaj gry towarzyskiej»
4. «przelotny kontakt z jakąś ideologią, organizacją, dziedziną nauki lub sztuki»
• flirciarski • flircik • flirciarz • flirciarka, flirciara • flirtować
W wypadku, o którym mówimy może być brany pod uwagę flirt w znaczeniu 1 oraz 2, co w moim mniemaniu stanowi już odpowiedź na Twoje pytanie.
Flirt, to swoista gra podtekstów (seksualnych) i nie widzę powodu, dla którego ktoś aseksualny miał by się w to bawić. No, chyba, że lubi. :wink:
„Dorosłe dzieci mają żal
Za kiepski przepis na ten świat!
Dorosłe dzieci mają żal
Że ktoś im tyle życia skradł...”

Awatar użytkownika
Czarny
bASyliszek
Posty: 1015
Rejestracja: 13 paź 2007, 13:36
Lokalizacja: Otwock koło stolicy
Kontakt:

Post autor: Czarny » 3 mar 2008, 23:30

Jeśli podarowywanie kobietom kwiatów, układanie i recytowanie dla nich wierszy, prawienie komplementów itp. można nazwać flirtowaniem, to ja flirtuję.
Czarno to widzę...

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 4 mar 2008, 09:08

Największa różnica polega chyba na tym, że seksualni flirtują świadomie, a aseksualnym może się zdarzyć nieświadomie. Czasami tekst czy zachowanie, który osobie aseksualnej mogą wydawać się całkiem niewinne (wiadomo, as żartuje, bo żartuje, a nie żeby kogoś wyrwać/poderwać ;P) przez kogoś innego mogą zostać odebrane jako całkiem zaawansowany flirt :P I potem zarzuty: "przecież sama ze mną flirtowałaś" xD :roll:

Awatar użytkownika
Ognik
ASter
Posty: 600
Rejestracja: 28 lut 2008, 17:14

Post autor: Ognik » 4 mar 2008, 12:11

Zgadzam się z Agnieszką. Nawet lubię swobodnie porozmawiać z koleżankami. I nie widzę w tym nic złego. Ale nigdy nie przekroczę już pewnej granicy. Nie powiem, ze ma piękne oczy czy ładnie jej w bluzce. Nie chcę, żeby mnie źle zrozumiała. Wolna rozmowa jest jak najbardziej wskazana, ale nie lubię jak ktoś z kogoś się nabija. Z moimi koleżankami wolę być na stopie przyjacielskiej, zawsze te 10cm z dala ode mnie. W tym wolnym "flircie" na szczęście mam już takie doświadczenie, ze wiem kiedy odpuścić. :)

Kringer
bobASek
Posty: 3
Rejestracja: 2 mar 2008, 14:02
Lokalizacja: Kraków/Miechów

Post autor: Kringer » 4 mar 2008, 13:04

Ja raczej flirtuj (lub staram się :P) dla mnie jest to rodzaj rozładowania się bo gdy powiem coś dwuznacznego a nie idzie za tym żadne spojrzenie lub dotyk to raczej pozostaje to w sferze przyjaźni.
Jak dotąd nie miałem z tego powodu żadnych przykrości choć co do wcześniejszej definicji nr 2 (przygoda erotyczna) to się nie zgodzę stanowczo gdyż wszystko co erotyczne kojarzy mi się z takim lub innym kontaktem fizycznym :| a przygoda to już szczególnie :lol:

magorek
mASełko
Posty: 123
Rejestracja: 3 kwie 2007, 20:39
Lokalizacja: śląsk

Post autor: magorek » 4 mar 2008, 16:12

Nie lubię flirtów, nie umiem flirtować i nie chcę sie nauczyć, nie jestem romantyczna, jeśli kogos lubię, wolę powiedzieć wprost niż bawić się w aluzje. Kwiaty, czekoladki, serduszka, mizdrzenie - bleh to nie dla mnie :xmrgreen:
All men dream: but not equally. Those who dream by night in the dusty recesses of their minds wake in the day to find that it was vanity: but the dreamers of the day are dangerous men, for they may act their dreams with open eyes, to make it possible

Salomea

Post autor: Salomea » 4 mar 2008, 16:39

:offtopgut: :piggy:
magorek pisze: Kwiaty, czekoladki, serduszka, mizdrzenie - bleh to nie dla mnie :xmrgreen:
Kwiatek - ofiara dnia zakoffanych. Czekoladki - apage, Satanas!
Serduszko - własne najlepsze. Mizdrzenie się - a cio tio?
Bleh - uwielbiam. :diabel: :xmrgreen:

Awatar użytkownika
Ognik
ASter
Posty: 600
Rejestracja: 28 lut 2008, 17:14

Post autor: Ognik » 4 mar 2008, 21:22

Salomea pisze:
Kwiatek - ofiara dnia zakoffanych.

Trudno, po to :kwiotka: są, by je ofiarować.

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 4 mar 2008, 22:32

To:
magorek pisze: Kwiaty, czekoladki, serduszka, mizdrzenie - bleh to nie dla mnie :xmrgreen:
i to:
Czarny pisze:Jeśli podarowywanie kobietom kwiatów, układanie i recytowanie dla nich wierszy, prawienie komplementów itp. można nazwać flirtowaniem, to ja flirtuję.
przypomniało mi pewne "traumatyczne" przeżycie z czasów młodości (he he :P). Otóż lat temu kilka (z osiem, o ile dobrze pamiętam), kiedy jeszcze nie wiedziałam, że jest coś takiego jak aseksualność, ale jakoś podskórnie to odczuwałam (mając 19 lat facetów generalnie traktowałam jak kumpli i nie pociągali mnie w żaden pozakumpelski sposób), nieopatrznie "zbytnio" się zakolegowałam z pewnym o rok starszym studentem politechniki ;P Żeby nie było wątpliwości - dla mnie długie rozmowy w realu i przez neta na milion różnych tematów oraz fajne spacery nad morzem, w parku itp. to były po prostu oznaki normalnej kumpelskiej zażyłości. No i nadszedł ten dzień, kiedy przeżyłam szok. Jak zwykle siedzimy sobie z kolegą (no przynajmniej dla mnie to kolega) u niego w domu, jemy jakieś ciastka czy lody, pijemy herbatę, po czym on znika w innym pokoju, powraca, nagle poważnieje i następują poniższe zdarzenia:
- kolega recytuje mi romantyczny wiersz swojego autorstwa (na mój temat),
- wręcza mi czerwone róże,
- wyznaje mi miłość.
Ciężko, naprawdę ciężko jest mi opisać natłok myśli, jakie wtedy pojawiły się w mojej głowie. Żadne słowa nie są w stanie oddać szoku, jaki wówczas przeżyłam. Dość powiedzieć, że ledwo wykrztusiłam ciche "dziękuję", po czym nagle przypomniałam sobie o szeregu ważnych spraw do załatwienia i chciałam się szybko ewakuować.
Niestety, zakochany kolega postanowił, że mnie odprowadzi do samego domu. Na szczęście było daleko, więc po przejechaniu paru przystanków tramwajem i dojściu do przystanku autobusowego udało mi się go przekonać, że dalej trafię sama i że tak naprawdę jeszcze muszę pójść w jedno miejsce, zanim dojdę do domu i milion innych dziwnych rzeczy xD Wciąż w głębokim szoku, z oczami wielkimi jak talerze, może i z pomieszaniem zmysłów, w każdym razie zamiast do domu poszłam na cmentarz i tam zostawiłam otrzymane kwiaty na grobie. :roll:

Nie muszę dodawać, że znajomość skończyła się po tym, jak trzy razy z rzędu nie mogłam się spotkać z kolegą z "bardzo ważnego powodu" xD xD
W sumie wiem, że pewnie czuł się zraniony, ale w tamtym okresie no do głowy mi zupełnie nie przyszło, że to, co dla mnie było naprawdę fajną znajomością, dla niego znaczyło dużo dużo więcej.

Chociaż dziwny był w pewnym sensie - bo przy jakiejś okazji, kiedy rozmawialiśmy na ircu - już po tym niefortunnym zdarzeniu, ale jeszcze zanim urwał się nam kontakt - z żalem stwierdził, że mogłam go uprzedzić, że nie wiążę z nim żadnych planów, bo w akademiku w pokoju obok pokoju jego najlepszego kumpla mieszkała fajna koleżanka i wtedy do niej by uderzał, a nie do mnie, a tak to stracił okazję, bo w międzyczasie ona sobie kogoś znalazła :blink:

Tak czy owak nie lubię kwiatów i wierszy :D Czekoladki są ok, ale wolę sama je sobie kupować :D:D

Awatar użytkownika
Ognik
ASter
Posty: 600
Rejestracja: 28 lut 2008, 17:14

Post autor: Ognik » 5 mar 2008, 00:14

Agnieszka pisze: poszłam na cmentarz i tam zostawiłam otrzymane kwiaty na grobie. :roll:
To już wiem co dziewczyny robią z otrzymanymi kwiatami. :wink:

Swoją drogą miałaś szczęście, że się nie oświadczył.
Widocznie zrobił to w niewłaściwy sposób.
Z drugiej strony pokazał jakim jest d..kiem, skoro przyznał Ci, że mógł "uderzać" do dziewczyny z pokoju obok.

Zapomnij o nim. Powiedz mu

":bye2: :bye2: Maszkaro".

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 5 mar 2008, 07:34

Ognik pisze:Swoją drogą miałaś szczęście, że się nie oświadczył.
No tak, zapewne to przelałoby czarę goryczy i zareagowałabym w mniej opanowany sposób :bejsbol:
Ognik pisze:Widocznie zrobił to w niewłaściwy sposób.
Nie. To nie był niewłaściwy sposób. Adresatka była niewłaściwa ;)
Ognik pisze:Z drugiej strony pokazał jakim jest d..kiem, skoro przyznał Ci, że mógł "uderzać" do dziewczyny z pokoju obok.
Sęk w tym, że ja go uważałam cały czas za dobrego kolegę - no powiedzmy nawet bardzo dobrego, więc jak dla mnie mógł uderzać do kogo chciał w tym czasie - zresztą mu to powiedziałam, a on zareagował na zasadzie 'chyba żartujesz!!' xD
Ognik pisze:Zapomnij o nim. Powiedz mu
Ognik, ja po nim nie płaczę - to nie była opowieść o moim złamanym sercu ;)

A propos moich zabawnych (przynajmniej zdaniem innych ludzi) zachowań z tamtego okresu:
Kolega kolegi zapytał, czy nie wyskoczyłabym z nim na jakąś kawę czy coś. Poszłam, bo czemu by nie, trochę pogadaliśmy w kawiarni, po czym on wyszedł do toalety (nie, nie, ten nie szedł po wiersz i kwiaty), a ja sobie wtedy pomyślałam, jaki to byłby świetny dowcip, gdybym się gdzieś schowała i jaką zabawną miałby minę, widząc, że pod jego nieobecność zniknęłam :lol: No ale jakoś zdołałam się powstrzymać przed realizacją tego genialnego pomysłu, aczkolwiek kiedy po spotkaniu poprosił mnie o numer telefonu zapytałam:
"A po co ci mój numer?"
Kolega: "No chciałbym się jeszcze z Tobą spotkać bla bla bla"
Ja: "A to spoko, wiesz przecież, że studiuję na sąsiednim wydziale i często siedzę u was na ircu, to jakoś mnie w końcu spotkasz"
I pobiegłam na kolejkę :mrgreen: :mrgreen: :lol:

dorosłe dziecko
alabAStrowy bożek
Posty: 1333
Rejestracja: 25 maja 2007, 13:44

Post autor: dorosłe dziecko » 5 mar 2008, 13:23

To jest niestety pewien problem. Mnie wprawdzie nigdy nie spotkało coś takiego, jak Agnieszkę (i cale szczęście), ale ja również każdą znajomość traktuję jako – najwyżej – mogącą się przerodzić w przyjaźń i idealnie byłoby gdyby inni to też tak traktowali. Bez żadnego :kocha: i tak dalej. :wink:
„Dorosłe dzieci mają żal
Za kiepski przepis na ten świat!
Dorosłe dzieci mają żal
Że ktoś im tyle życia skradł...”

Awatar użytkownika
Ognik
ASter
Posty: 600
Rejestracja: 28 lut 2008, 17:14

Post autor: Ognik » 5 mar 2008, 13:38

:wink: Stopa przyjacielska jak najbardziej mi wystarcza. Co do złamanego serca, wcaaale tak nie pomyślałem.

ODPOWIEDZ