Wspólne zamieszkiwanie lokum z asexem płci odmiennej:)

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Gość

Post autor: Gość »

jestem ZA
nie chcialabym zycia spedzic samotnie

agaaa
łASuch
Posty: 159
Rejestracja: 1 maja 2008, 17:11
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: agaaa »

Czemu nie... ;P

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka »

Raczej nie wyszłoby mi mieszkanie z kimkolwiek z bardzo prostego powodu - jestem ciężką współmieszkanką ;) Myślę, że współlokator/współlokatorka szybko by się wyprowadzili, bo ze mną trudno wytrzymać. Mam swoje dziwaczne przyzwyczajenia, jeszcze dziwaczniejsze rytuały, jestem nadzwyczaj przywiązana do określonego układu przedmiotów w przestrzeni ("kto znowu przestawił mój dezodorant??!!) itp itd. Poza tym całymi dniami chadzam rozczochrana, w stroju, który moja rodzina określa mianem "partyzancki" - rozciągnięte spodnie od dresu, na spodnie naciągnięte grube podkolanówki, jakiś T-shirt, bluza, futrzane kapcie.
Generalnie jest dobrze tak, jak jest :mrgreen:

Jolina
ASiołek
Posty: 88
Rejestracja: 13 sty 2007, 23:46
Lokalizacja: Łódź/Warszawa
Kontakt:

Post autor: Jolina »

a ja mieszkałam z przyjecielem jeszcze z czasów studiów w wynajętym mieszkaniu i było super. Każde w swoim pokoju, a jednocześnie masz do kogo buzię otworzyć kiedy cie wkurw ogarnia na beznadziejny dzień w pracy.
Wprowadziłam sie po nie wyrzucał śmieci :D a tak poważnie, po prostu znaleźliśmy sobie mieszkania o wlepszym standardzie.
udanej wieczności-J

Awatar użytkownika
Lorien
jASkółka
Posty: 118
Rejestracja: 20 lip 2008, 14:07
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: Lorien »

nie mam nic przeciwko mieszkaniu z kimś dopóki ten ktoś nie wchodzi mi pod nogi i nie przeszkadza, więc chyba musiała bym się mocno zakochać aby zrezygnować dla kogoś z mojej terytorialnej samotności :wink:
nie czuć, nie myśleć , nie pamiętać...

Awatar użytkownika
ivi
łASuch
Posty: 178
Rejestracja: 1 sie 2008, 21:14

Post autor: ivi »

układ dopuszczalny, byleby umiał gotować, bo na mnie nie ma co w tym względzie liczyć

Awatar użytkownika
arin
mASkotka
Posty: 141
Rejestracja: 9 sie 2008, 19:08
Kontakt:

Post autor: arin »

Oczywiście że tak. Zamieszkanie z przyjaciółką natualnie wchodzi w gre i nie widze w tym nic złego. Tak samo jak mieszkasz w pokoju z facetami tak samo możesz z kobietą (na dokładnie tych samych zasadach).

Czy kobiety to inne gatunek niż facet? Kobieta to też człowiek! (chociaż czasem niektórzy próbują wyprowadzić mnie z tego przekonania :lol: )

Nawet chętniej bym zamieszkał z kobietą niż z mężczyzną podczas studiów.

Agnieszka: u mnie to wygląda podobnie, choc nie zupełnie. Wszystko powinno być na swoim miejscu, ale do pedantów to ja nie należe. Jak ktoś mi przestawi kaktusa (bez głupich skojarzeń prosze) o 5 cm to widze :P Niektóre rzeczy muszą być od siebie idealnie odsunięte, a inne stać czy lezeć koło siebie.
Nic na siłę, każdy ma swoje zdanie
Głodny wiedzy społecznej i poznania siebie.
Lubie hh, metal symfoniczny, rock, klasyczną, alternatywną i jeszcze by sie coś znalazło.

wilczek
pASibrzuch
Posty: 286
Rejestracja: 17 lip 2007, 18:46
Kontakt:

Post autor: wilczek »

Lorien pisze:nie mam nic przeciwko mieszkaniu z kimś dopóki ten ktoś nie wchodzi mi pod nogi
Zgadzam się! To strasznie wkurza jak ktoś pod nogi wchodzi :evil: A jeszcze gorzej jak zaczyna piszczeć bo się na niego nadepnęło - pfff ;)
Samiec Alfa 8)

RudaIsia
ASiołek
Posty: 97
Rejestracja: 12 sie 2008, 18:45
Lokalizacja: Kraków

Post autor: RudaIsia »

Ciekawe.
Ogólnie ciekawie meiszkać z kims.
JUZ nie z rodziną a jednoczesnie JESZCZE nie z rodziną.

Aczkolwiek z ASem czułabym sie bezpieczniej...
wilczek

Ja tam nie widzę problemów zamieszkania nawet z osobą "normalną" pod warunkiem że nasze stosunki były by jedynie przyjacielskie (no bo jak by Ci chciała wskakiwać do łóżka to już trochę *** ). No i oczywiście jest to jakaś alternatywa dla samotności. Masz z kim pogadać, z kim wypić itd. Wink A mieszkanie z ASką ma jeszcze ten plus że można być sobą przy niej i nie udawać seksualnego Smile
i tu sie zgodzę.

:)
'Just a safe place to hide
mama please let me back inside'

CloudninowaSWQ
ASter
Posty: 637
Rejestracja: 25 kwie 2010, 14:06
Lokalizacja: łódzkie
Kontakt:

Re: Wspólne zamieszkiwanie lokum z asexem płci odmiennej:)

Post autor: CloudninowaSWQ »

wiatrak pisze:Co sądzicie o takowej możliwości, coby będąc w nie spojonym mocnym spoiwem związku, o charakterze idącym bardziej w kierunku koleżeńsko-przyjacielskim, zamieszkiwać wspólnie np. mieszkanie? :) (o związkach partnerskich- jeśli można to tak nazwać-sensu stricte chyba nie ma sensu dyskutować, bo nie powinno być w takiej sytuacji problemów)
Pomijam tu kwestię mających być źródłem takiego rozwiązania motywów potencjalnych współlokatorów-asexualistów płci odmiennej:) Czy to będzie ucieczka przed samotnością, próba oszukania środowiska (‘zobaczcie- jestem normalna/y, mieszkam z facetem/laską i nikt już mi nie zarzuci że jest coś ze mną nie tak ;) ), czy inny motyw- to w tej chwili uważam za mniej istotne. Interesuje mnie czy widzielibyście się w takim układzie, który możnaby chyba porównać do spotykanego wśród studenckiej braci modelu tworzenia na czas nauki pewnego rodzaju kolektywu na tzw stancji.
Przyznam się, że ja prawdopodobnie bym na taki układ przystał, oczywiście po odpowiednio dokładnym i pozytywnie nastrajającym na przyszłość zapoznaniu z potencjalną współlokatorką:)
Zachęcam do pisania :)
Jeśli ta osoba umiałaby się ze mna świetnie dogadywać,a jeszcze lepiej ,gdyby była miedzy nami przyjaźń,wytrzymałaby ze mną i ja z nią-to jak najbardziej,nie widzę przeciwwskazań :) .Tyle,że to brzmi jak nierealne marzenie.

Awatar użytkownika
dimgraf
szarASek
Posty: 2628
Rejestracja: 7 sie 2011, 13:26
Lokalizacja: Dolny Śląsk

Re: Wspólne zamieszkiwanie lokum z asexem płci odmiennej:)

Post autor: dimgraf »

Od jakiegoś czasu chodziła mi po głowie pewna idea i już miałem wrzucać świeży temat na forum ale coś mnie naszło, by przejrzeć czy nie był on już kiedyś poruszany. I proszę, odnalazłem wątek z czasów prehistorycznych, znaczy z przed mojej rejestracji na forum :P

Być może mój pomysł jest nawet bardziej radykalny niż autora wątku, bo autor tu mówi tylko o wspólnym zamieszkaniu z kolegą/koleżanką prawdopodobnie w wynajętym mieszkaniu. Ostatnio przejrzałem trochę ofert nieruchomości. Co prawda dotyczyły one lokali usługowych ale się przeraziłem jak zobaczyłem, że koszt dwuletniego najmu to połowa wartości wynajmowanej nieruchomości :shock: I tu zrodziła się idea, aby pójść o krok dalej. A gdyby tak zawrzeć "dżentelmeńską umowę", być może nawet dla ułatwienia pewnych kwestii prawnych wziąć fikcyjny ślub i wspólnie kupić dom lub mieszkanie.

Plusy takiego rozwiązania:
- jest do kogo gębę otworzyć. Zakładam na starcie, że z potencjalnym współwłaścicielem nieruchomości łączyć będą nieco bliższe relacje więc pierwszym takim plusem jest brak poczucia samotności. Zawsze wracając do tego wspólnego domu wiesz, że jest ktoś z kim będzie można porozmawiać, wspólnie się cieszyć, a i czasem pożalić. Ktoś kto zwyczajnie wysłucha, bo to chyba najważniejsza cecha przyjaciela.
- przełamanie schematu. Wspólne mieszkanie pozwala się lepiej poznać i pogłębić relacje, a to z czasem może się przerodzić w głębsze uczucia. Taka trochę odwrócona kolejność. Zamiast czekać na przysłowiowe motyle w brzuchu, budowanie tego związku opartego na zauroczeniu latami, by potem wziąć ślub i zamieszkać razem, to właśnie pierw zamieszkać razem (lub wziąć ślub tylko dla potrzeb kredytu [nie jest to regułą, ale czasami banki mają taki nieformalny wymóg, by udzielić kredytu]).
- jest do kogo się przytulić. Dobra tu niektórzy mogą powiedzieć, że mnie nieco poniosło :mrgreen: Ja wiem, że ludzie dzielą się na przytulaśnych i niedotykalskich (i różne pomiędzy :diabel: ). Sam jestem raczej w tej drugiej grupie ale myślę, że jakbym wszedł w taki układ z osobą przytulaśną to jakoś bym to zniósł i z czasem przyzwyczaił nawet jeśli w początkowym okresie wspólnego mieszkania czułbym dyskomfort w takiej sytuacji. Może mam takie podejście, bo często mi się zdarza, że ktoś mnie obejmie i nigdy jeszcze nie powiedziałem takiej osobie, że to jest dla mnie niekomfortowe. :oops:
- własne lokum. To chyba główna zaleta. Szansa na kredyt mieszkaniowy dla singla nie jest zbyt duża.
- ktoś ugotuje. Może kwestia przyziemna ale czyż nie jest fajnie jak wchodzisz do kuchni, a tam czeka posiłek. Mieszkając samotnie zawsze trzeba gotować lub zamawiać. Jeszcze jeden plus to opłacalność zamówienia pizzy :lol: .
- lżej finansowo. Wspólne gospodarstwo domowe to też obniżenie kosztów. Przykład z pizzą to jedno ale ogólnie jest tak, że zarówno jeśli chodzi o kuchnie jak i opłaty za mieszkanie to koszty się nie sumują z każdym lokatorem, a spadają w przeliczeniu na głowę podczas podziału.

Minusy:
- ograniczona prywatność. :oops: Nie ma co tu kryć, że mieszkając z kimś nie możemy czuć się całkiem swobodnie. Mamy różne swoje fiksacje, gusta, rytuały i decydując się na wspólne mieszkanie musimy często iść na kompromis.
- współwłasność to jednak nie pełna własność. To jest jeden z zasadniczych problemów. Zakładając, że coś nie wyjdzie. Wspólne mieszkanie okaże się zbyt trudne i będziemy mieć dość współlokatora. Z takimi problemami przecież nawet małżeństwa się borykają, gdy zauroczenie minie i nagle się okaże, że jedynym spoiwem jest wspólny kredyt.
- obowiązki domowe. Punkt wiąże się ściśle z poprzednimi. Są ludzie, którzy nie lubią sterylności, szablonów, itp. Pół biedy jak akurat dwoje bałaganiarzy się dobierze, bo wtedy jakiś grafik obowiązków i można się dogadać utrzymując względny ład. Gorzej jak ktoś w takim układzie będzie pedantyczny i perfekcyjny do przesady. Ale jakby tą kwestię można uregulować dużo wcześniej, bo w końcu nie mówimy tu o przypadkowym współlokatorze jak na studiach, a osobie, którą już trochę znamy i wiemy jaki jest jej stosunek w tym zakresie.

W sumie więcej minusów mi do głowy nie przychodzi. Mogę wyciągnąć zatem wniosek, że przynajmniej dla mnie jest więcej pozytywów w takim eksperymencie społecznym.
Jak wy się zapatrujecie na takie coś?
"Szczęście jest tak bardzo blisko, jeśli tego chcesz
marzeniami zbuduj przyszłość, swój własny los"
Obrazek

stendai
pASibrzuch
Posty: 224
Rejestracja: 3 kwie 2014, 19:10

Re: Wspólne zamieszkiwanie lokum z asexem płci odmiennej:)

Post autor: stendai »

Mam nawet podobne przemyślenia, co do tego, jak wygląda moje życie, oraz w jaki sposób mógłbym sprawić by było lepsze. Faktem jest, że mieszkania są obecnie horrendalnie i drogie i będąc singlem duże obciążenie stanowią zarówno wynajem, jak i kredyt hipoteczny. Nie wspominam tu o sytuacji, gdy ktoś kupuje mieszkanie za gotówkę, bo to marginalna grupa społeczna.

Ja, na dodatek, jestem też singlem, który ma problem z dogadywaniem się z ludźmi. Nie tylko przez zaburzoną seksualność, ale również psychiczne problemy oraz ekstrawagancję (co się wiąże z dziwnymi zainteresowaniami, zachowaniami i brakiem podstawowych zdolności społecznych), jednak życie w pojedynkę jest dla mnie przerażające. W przeszłości mieszkałem ze współlokatorami i w jednym mieszkaniu było strasznie, a w drugim wręcz fantastycznie (chociaż mieszkanie było straszne), a więc na podstawie tego doświadczenia wiem, że gdy trafię na odpowiednich ludzi, to potrafię czuć się świetnie. Obecnie mieszkam z bratem i jest, cóż, spokojnie, za spokojnie, i nudno.

Myślałem o tym, by zakupić nieruchomość i wynająć jeden pokój osobie, z którą dobrze by mi się mieszkało. Jednak, mieszkam w mieście, gdzie ceny nieruchomości są podwójnie horrendalne (Gdańsk) i gdzie najpopularniejszą formą budownictwa jest salon z aneksem + sypialnia, a więc kupić ciężko, wynająć miejsce drugiej osobie jeszcze ciężej.

Inną opcją, którą rozważałem było znalezienie jakiejś osoby i wspólny wynajem mieszkania. Ale tak już szukam trzy lata i kompletnie mi nie idzie :)

Szkoda, że nie istnieją już komuny, bo z chęcią bym w takiej zamieszkał. A gdybym był milionerem, to kupiłbym willę i wynajął pokoje młodym studentom z ASP i byłbym zadowolony z życia.

Awatar użytkownika
ba001sia
młodASek
Posty: 25
Rejestracja: 1 sie 2019, 15:47

Re: Wspólne zamieszkiwanie lokum z asexem płci odmiennej:)

Post autor: ba001sia »

dimgraf pisze:
21 lut 2020, 15:41
Być może mój pomysł jest nawet bardziej radykalny niż autora wątku, bo autor tu mówi tylko o wspólnym zamieszkaniu z kolegą/koleżanką prawdopodobnie w wynajętym mieszkaniu. Ostatnio przejrzałem trochę ofert nieruchomości. Co prawda dotyczyły one lokali usługowych ale się przeraziłem jak zobaczyłem, że koszt dwuletniego najmu to połowa wartości wynajmowanej nieruchomości :shock: I tu zrodziła się idea, aby pójść o krok dalej. A gdyby tak zawrzeć "dżentelmeńską umowę", być może nawet dla ułatwienia pewnych kwestii prawnych wziąć fikcyjny ślub i wspólnie kupić dom lub mieszkanie.
...
Jak wy się zapatrujecie na takie coś?
Mieszkałam jakiś czas sama, dla mnie było to dołujące. Powroty do pustego domu. Nie ma się do kogo odezwać, porozmawiać, pożalić, pośmiać... Nawet serial na netflixie fajniej obejrzeć z kimś :)
Także jak dla mnie taki układ ma sporo zalet. Jasne że są i minusy, ale jeśli dwie strony są ugodowe i zdolne do kompromisów to plusy zaczynają przeważać nad minusami. Kwestia obowiązków domowych, czy też prywatnych gustów - troszkę kompromisów i mogłoby się udać :)
Quod scimus, gutta est, ignoramus mare

ODPOWIEDZ