co u ginekologa? :/

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
Nero
gimnASjalista
Posty: 11
Rejestracja: 21 paź 2018, 17:30

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: Nero » 26 paź 2018, 21:19

Ja pierwszy raz byłem w podstawówce bodaj, ale nie pamiętam. Potem w gimnazjum, ale 2 lekarzy odmówiło badań, bo za młoda i nie chcieli błony zniszczyć (absurd, ona do niczego nie służy i pewnie tylko krwi przeszkadza). Teraz znowu niedawno byłem i lekarz w ogóle mnie nie słuchał i się do mnie nie odzywał dopóki nie siedziałem na fotelu to zanim włożył wziernik tylko wspomniałem, że jestem dziewicą. Bolało w uj. Jeszcze bardziej jak wyciągał. Dał mi skierowanie na USG i tyle. Nie poszedłem, bo nie chcę do niego wracać. Mam PCOS i bardzo bolesne miesiączki i liczyłem na pomoc, ale NFZ, więc się przeliczyłem. Po cichu miałem nadzieję, że mi pozwolą na histerektomię, którą czasem się stosuje przy bolesnych miesiączkach co by mi ułatwiło tranzycję. Jakby ktoś znał jakiegoś fajnego ginekologa na NFZ we Wrocławiu, który chce współpracować to przyjmę namiary, bo takie skierowanie na histerektomię byłoby super. :)

takasobie

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: takasobie » 26 paź 2018, 21:35

Nero pisze:
26 paź 2018, 21:19
Ja pierwszy raz byłem w podstawówce bodaj, ale nie pamiętam. Potem w gimnazjum, ale 2 lekarzy odmówiło badań, bo za młoda i nie chcieli błony zniszczyć (absurd, ona do niczego nie służy i pewnie tylko krwi przeszkadza). Teraz znowu niedawno byłem i lekarz w ogóle mnie nie słuchał i się do mnie nie odzywał dopóki nie siedziałem na fotelu to zanim włożył wziernik tylko wspomniałem, że jestem dziewicą. Bolało w uj. Jeszcze bardziej jak wyciągał. Dał mi skierowanie na USG i tyle. Nie poszedłem, bo nie chcę do niego wracać. Mam PCOS i bardzo bolesne miesiączki i liczyłem na pomoc, ale NFZ, więc się przeliczyłem. Po cichu miałem nadzieję, że mi pozwolą na histerektomię, którą czasem się stosuje przy bolesnych miesiączkach co by mi ułatwiło tranzycję. Jakby ktoś znał jakiegoś fajnego ginekologa na NFZ we Wrocławiu, który chce współpracować to przyjmę namiary, bo takie skierowanie na histerektomię byłoby super. :)
A prywatnie próbowałeś coś załatwić w tej sprawie? Konsultacje prywatnie? Wiem, że wycięcie macicy sporo kosztuje. Czy samo wycięcie jajników by pomogło przy pcos?

Awatar użytkownika
Nero
gimnASjalista
Posty: 11
Rejestracja: 21 paź 2018, 17:30

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: Nero » 27 paź 2018, 08:55

takasobie pisze:
26 paź 2018, 21:35
Nero pisze:
26 paź 2018, 21:19
Ja pierwszy raz byłem w podstawówce bodaj, ale nie pamiętam. Potem w gimnazjum, ale 2 lekarzy odmówiło badań, bo za młoda i nie chcieli błony zniszczyć (absurd, ona do niczego nie służy i pewnie tylko krwi przeszkadza). Teraz znowu niedawno byłem i lekarz w ogóle mnie nie słuchał i się do mnie nie odzywał dopóki nie siedziałem na fotelu to zanim włożył wziernik tylko wspomniałem, że jestem dziewicą. Bolało w uj. Jeszcze bardziej jak wyciągał. Dał mi skierowanie na USG i tyle. Nie poszedłem, bo nie chcę do niego wracać. Mam PCOS i bardzo bolesne miesiączki i liczyłem na pomoc, ale NFZ, więc się przeliczyłem. Po cichu miałem nadzieję, że mi pozwolą na histerektomię, którą czasem się stosuje przy bolesnych miesiączkach co by mi ułatwiło tranzycję. Jakby ktoś znał jakiegoś fajnego ginekologa na NFZ we Wrocławiu, który chce współpracować to przyjmę namiary, bo takie skierowanie na histerektomię byłoby super. :)
A prywatnie próbowałeś coś załatwić w tej sprawie? Konsultacje prywatnie? Wiem, że wycięcie macicy sporo kosztuje. Czy samo wycięcie jajników by pomogło przy pcos?
Przy wycięciu jajników musisz brać hormony, a ja mam zaburzenia serca więc nie jest pewnym, że będę mógł je przyjmować cały czas. No i tak po prawdzie mówiąc zależy mi by to zrobić na NFZ, bo już wydaję kasę na wizyty u psychoterapeuty prowadzącego mnie pod kątem trans, bo nie ma nikogo na NFZ, do tego dochodzi np. dentysta, którego tylko robię prywatnie, inne zwykłe wydatki jak rachunki i wychodzi drogo. A chcę operację maskulinizacji klatki piersiowej (jest na NFZ po legalnej zmianie płci w dokumentach, ale ten proces zajmuje 2-3 lata, a ja dopiero go rozpocząłem) i potem waginektomię, której wcale nie ma na NFZ. Hysterektomia kosztuje 4-7 tysięcy, klatka piersiowa 5-15 tysięcy zależy jak trafisz, a waginektomie w Polsce chyba nie robią, więc to koszt operacji za granicą i podróży.

No i jestem prawie pewien, że trudno jest zrobić hysterektomię prywatnie jeśli nie dostanie się zlecenia na taką operację od innych lekarzy czyli, że jest to wymagane zdrowotnie. Ja mam problem z usunięciem biustu prywatnie, bo legalnie jest to okaleczenie ciała dopóki w dowodzie nie będę miał M. :/

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: panna_x » 30 paź 2018, 08:34

ASperger pisze:
24 paź 2018, 20:15
panna_x pisze:
24 paź 2018, 10:44
jakie to wczesne wykrycie, jeśli badanie jest raz na 4 lata na NFZ. Mówię o cytologii ( 50 plus mają częściej).
Jestem zaskoczona, mnie już jakiś czas temu w przychodni poinformowano, że każda kobieta ma cytologię zalecaną raz na dwa lata, a po 40-tce corocznie. I bez problemu wykonują badania w każdej przychodni na NFZ.


Ja np. sobie chadzam średnio co 1,5 roku - 2 lata na "przegląd techniczny" jak to sama określam, czyli wszelkie usg piersi i tv, cytologie, bad. morfologiczne, a ostatnio nawet (o dziwo) lekarz sam zaproponował markery nowotworowe.
Właśnie niebawem wybieram się znów.

Przy okazji - za każdym razem lekarz proponuje mi założenie domacicznej antykoncepcji u niego w gabinecie, ale prywatnie (koszt 500-600 zł, ponoć raz na 5 lat) i dziwi się, że nie jestem zainteresowana. No cóż..
Mnie lekarz powiedział, że jest raz na 4 lata na NFZ, więc może różnie w różnym województwie? Zależy, ile ma kasy dany oddział NFZ? Albo celowo wprowadził w błąd, żebym chodziła prywatnie? Bo dodał, że powinno się robić minimum raz na rok, a najlepiej raz na pół.

Co do wirusa hpv, tak niby namawiają na badania cytologiczne z troski o nas, a jakoś refundacji tego szczepienia nie ma. Jakaś użytkowniczka pisała tutaj, że lekarka ją namawiała na szczepienie, ale oczywiście płatne. Wtedy namawiają, jak mają profity i mogą zarobić. Tymczasem w Skandynawii czy Australii szczepionka na hpv jest refundowana i rak szyjki macicy praktycznie tam nie występuje. U nas w Polsce zabija koło 1000 kobiet rocznie. Ale po co coś zmieniać? Jak można ustawiać wszystko tak, żeby chodzić prywatnie. Sama piszesz, że lekarz oferuje Ci antykoncepcję, ale prywatnie, trzeba płacić, i to spora kwota na jednorazową akcję. Anty to super biznes, połowa społeczeństwa to kobiety, większość jest seksualna, więc łatwo je przymusić do prywatnych wizyt przez odmawianie antykoncepcji na zwykłej wizycie, klauzulę sumienia itd.
Co do morfologii, owszem, są dostępne i łatwo je dostać, ale to akurat niezbyt mnie pociesza, bo nie znoszę tego badania, ostatnio jak miałam iść nie spałam całą noc, po prostu nie cierpię pobierania krwi.

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: panna_x » 30 paź 2018, 08:58

Nero pisze:
26 paź 2018, 21:19
Ja pierwszy raz byłem w podstawówce bodaj, ale nie pamiętam. Potem w gimnazjum, ale 2 lekarzy odmówiło badań, bo za młoda i nie chcieli błony zniszczyć (absurd, ona do niczego nie służy i pewnie tylko krwi przeszkadza). Teraz znowu niedawno byłem i lekarz w ogóle mnie nie słuchał i się do mnie nie odzywał dopóki nie siedziałem na fotelu to zanim włożył wziernik tylko wspomniałem, że jestem dziewicą. Bolało w uj. Jeszcze bardziej jak wyciągał. Dał mi skierowanie na USG i tyle. Nie poszedłem, bo nie chcę do niego wracać. Mam PCOS i bardzo bolesne miesiączki i liczyłem na pomoc, ale NFZ, więc się przeliczyłem. Po cichu miałem nadzieję, że mi pozwolą na histerektomię, którą czasem się stosuje przy bolesnych miesiączkach co by mi ułatwiło tranzycję. Jakby ktoś znał jakiegoś fajnego ginekologa na NFZ we Wrocławiu, który chce współpracować to przyjmę namiary, bo takie skierowanie na histerektomię byłoby super. :)
Bardzo to smutne, co piszesz. :( Jak lekarz może odmówić badań? Zresztą, zgadzam się, że błona tylko przeszkadza i sprawia dodatkowy niepotrzebny ból kobiecie. Nie wiem, skąd ten kult dziewictwa, jakby to było jakieś super ważne, żeby ją zachować. Jak dla mnie jest to tylko niepotrzebny spadek ewolucyjny, jak zęby mądrości- też niczemu nie służą dzisiaj, a tylko powodują ból i nieraz konieczność usuwania, rozcinania i zszywania dziąseł.
Lekarz był chamem, pewnie wziął zwykły wziernik, a nie ten mniejszy, bo co będzie się cackał na NFZ, takie mają podejście. Uważają, że każda będzie rodzić, to dopiero ból, więc powinna wytrzymać inne bolesne rzeczy. :( Bardzo mi przykro czytać takie rzeczy.
Oczywiście nie chcą dawać anty na bolesne miesiączki, ich jedyna wspaniała rada to, że przejdzie po porodzie siłami natury, co oczywiście się nie sprawdza, nie przechodzi, zresztą, co to za rada, żeby leczyć ból głowy walnięciem cegłą. Bo dla mnie tak to wygląda. Jak na ból można proponować inny ból i to jeszcze gorszy? Po prostu zmuszają do pójścia po anty prywatnie.

Awatar użytkownika
króliczka
łASuch
Posty: 189
Rejestracja: 20 maja 2017, 21:11

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: króliczka » 30 paź 2018, 17:12

Pomimo posiadania na koncie kilku kontaktów seksualnych nigdy nie byłam u ginekologa i beż żadnej ważnej przyczyny (np. ostry i/lub nieprzemijający bół) iść nie zamierzam. Owszem - ryzyko że w porę nie zdążę wykryć jakiejś choroby istnieje, ale gastroskopii czy tomografii komputerowej głowy też nie robię regularnie (tą drugą tylko raz w życiu bo męczyły mnie bóle głowy), więc tym bardziej nie wybieram się na to gorsze badanie.
Z tego co wiem moja Mama również unika takich wizyt, a jak nietrudno się domyślić w przeszłości rodziła. Nie wiem czy ma jakiś uraz bo została niewłaściwie potraktowana, boi się ewentualnej-złej diagnozy, czy upokarza ją/wprawia w dyskomfort sama sytuacja, ale jej przypadek potwierdza to że nie tylko kobiety aseksualne, mało doświadczone w sferze seksu i dziewice czują opór przed odwiedzeniem lekarza tej profesji.

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: panna_x » 2 lis 2018, 11:13

Myślę, że nie ma co przeceniać lekarzy, zwłaszcza, że czytałam, że 60% zgonów jest z ich winy- błędy lekarskie, złe diagnozy, źle dobrane leki itd.

Awatar użytkownika
Bonnemort
mASełko
Posty: 109
Rejestracja: 30 sty 2018, 21:10
Lokalizacja: Katowice

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: Bonnemort » 2 lis 2018, 21:42

Nero pisze:
26 paź 2018, 21:19
Ja pierwszy raz byłem w podstawówce bodaj, ale nie pamiętam. Potem w gimnazjum, ale 2 lekarzy odmówiło badań, bo za młoda i nie chcieli błony zniszczyć (absurd, ona do niczego nie służy i pewnie tylko krwi przeszkadza). Teraz znowu niedawno byłem i lekarz w ogóle mnie nie słuchał i się do mnie nie odzywał dopóki nie siedziałem na fotelu to zanim włożył wziernik tylko wspomniałem, że jestem dziewicą. Bolało w uj. Jeszcze bardziej jak wyciągał. Dał mi skierowanie na USG i tyle. Nie poszedłem, bo nie chcę do niego wracać. Mam PCOS i bardzo bolesne miesiączki i liczyłem na pomoc, ale NFZ, więc się przeliczyłem. Po cichu miałem nadzieję, że mi pozwolą na histerektomię, którą czasem się stosuje przy bolesnych miesiączkach co by mi ułatwiło tranzycję. Jakby ktoś znał jakiegoś fajnego ginekologa na NFZ we Wrocławiu, który chce współpracować to przyjmę namiary, bo takie skierowanie na histerektomię byłoby super. :)
Nero to straszne co Cie spotkało, lecz niestety ciężko jest trafić na dobrego lekarza. Mnie ostatnio ginekolog doradziła więcej seksu oraz urodzenie dziecka, ponoć znakomite lekarstwo na bóle menstruacyjne. Eh masakra, czasem mam wrażenie że żyję w średniowieczu.
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Jonathan Carroll

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: panna_x » 5 lis 2018, 10:23

też mam takie wrażenie jak Ty :(

Awatar użytkownika
A-Star
mASełko
Posty: 118
Rejestracja: 19 lip 2018, 20:24

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: A-Star » 5 lis 2018, 22:24

Bonnemort pisze:
2 lis 2018, 21:42
urodzenie dziecka, ponoć znakomite lekarstwo na bóle menstruacyjne. Eh masakra, czasem mam wrażenie że żyję w średniowieczu.
Długi nos miała ta ginekolog? Nie mówię o sobie, ale w przypadku większości znajomych kobiet urodzenie dziecka nie miało wpływu na ból miesiączkowy. To chyba jakaś propaganda, jak nie kijem go to pałą, jak nie działa 500+ to pozbycie się bólu, no masakra :x
Obrazek

Awatar użytkownika
Bonnemort
mASełko
Posty: 109
Rejestracja: 30 sty 2018, 21:10
Lokalizacja: Katowice

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: Bonnemort » 6 lis 2018, 18:06

Niestety kobiety, które nie rodzą dzieci są traktowane przedmiotowo, bo są niespełnione w opinii publicznej. Bywałem u 4 ginekolog i wszystkie zgodnie twierdzą, że dorosne i zechce mieć potomstwo.
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Jonathan Carroll

Awatar użytkownika
Azshara
AS gaduła
Posty: 422
Rejestracja: 10 lip 2017, 19:38

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: Azshara » 6 lis 2018, 18:36

Nightfall pisze:
13 paź 2018, 10:20
Nie wiem co mogę napisać. To serio twoja sprawa do którego z lekarzy pójdziesz się zbadać i czy w ogóle pójdziesz.
Myślę, że to najlepsze podsumowanie całego tematu. Jeśli ktoś nie chce iść, to niech nie idzie, jego sprawa i zdrowie.

Bolesne miesiączki miałam od zawsze, byłam z tym u ginekologa w wieku 15-16 lat, ale tylko na USG i po receptę na przeciwbólowe. Nawet nie pamiętam, dlaczego nie miałam normalnego badania. Dopiero pół roku temu zdecydowałam, że w końcu przejść się trzeba, ale pojawiły się problemy finansowe i wyskrobanie kasy na wizytę było wyzwaniem, bo na NFZ nie chciałam i iść nie chcę. Z kolei trzy miesiące później zaczęłam mieć bardzo silne bóle podczas owulacji (przy pierwszym razie myślałam, że to wyrostek) i czekałam już tylko na pierwszy zastrzyk gotówkowy, by polecieć, umówić się na wizytę i właśnie czekam. Jasne, że nie chcę iść, bo wiem, że badanie będzie nieprzyjemne i mogę trafić na kogoś, kto będzie komentował brak aktywności seksualnej, ale aplikacja tamponów też nie jest dla mnie przyjemna, a używam ich co miesiąc, natomiast na niemiłych ludzi trafiam często, więc żadna nowość. Trochę grzebania i po sprawie. Martwię się jedynie wynikami badań, na które i tak trzeba będzie czekać oraz czy nie poprosić o przebicie błony. Sama wizyta mnie nie stresuje.

Awatar użytkownika
Saber
młodASek
Posty: 23
Rejestracja: 5 lis 2017, 06:13

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: Saber » 6 lis 2018, 20:56

Azshara pisze:
6 lis 2018, 18:36
Nightfall pisze:
13 paź 2018, 10:20
Nie wiem co mogę napisać. To serio twoja sprawa do którego z lekarzy pójdziesz się zbadać i czy w ogóle pójdziesz.
Myślę, że to najlepsze podsumowanie całego tematu. Jeśli ktoś nie chce iść, to niech nie idzie, jego sprawa i zdrowie.

Bolesne miesiączki miałam od zawsze, byłam z tym u ginekologa w wieku 15-16 lat, ale tylko na USG i po receptę na przeciwbólowe. Nawet nie pamiętam, dlaczego nie miałam normalnego badania. Dopiero pół roku temu zdecydowałam, że w końcu przejść się trzeba, ale pojawiły się problemy finansowe i wyskrobanie kasy na wizytę było wyzwaniem, bo na NFZ nie chciałam i iść nie chcę. Z kolei trzy miesiące później zaczęłam mieć bardzo silne bóle podczas owulacji (przy pierwszym razie myślałam, że to wyrostek) i czekałam już tylko na pierwszy zastrzyk gotówkowy, by polecieć, umówić się na wizytę i właśnie czekam. Jasne, że nie chcę iść, bo wiem, że badanie będzie nieprzyjemne i mogę trafić na kogoś, kto będzie komentował brak aktywności seksualnej, ale aplikacja tamponów też nie jest dla mnie przyjemna, a używam ich co miesiąc, natomiast na niemiłych ludzi trafiam często, więc żadna nowość. Trochę grzebania i po sprawie. Martwię się jedynie wynikami badań, na które i tak trzeba będzie czekać oraz czy nie poprosić o przebicie błony. Sama wizyta mnie nie stresuje.
Dlaczego chcesz prosić o przebicie błony ?

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: panna_x » 7 lis 2018, 08:16

Bonnemort pisze:
6 lis 2018, 18:06
Niestety kobiety, które nie rodzą dzieci są traktowane przedmiotowo, bo są niespełnione w opinii publicznej. Bywałem u 4 ginekolog i wszystkie zgodnie twierdzą, że dorosne i zechce mieć potomstwo.
Mnie gin pytał, czy mam dzieci, czy się o nie starałam i czy zamierzam starać w najbliższym czasie i jak odpowiedziałam na wszystko nie, to trochę dziwnie popatrzył i powiedział, że plany mogą się zmienić.

Awatar użytkownika
Bonnemort
mASełko
Posty: 109
Rejestracja: 30 sty 2018, 21:10
Lokalizacja: Katowice

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: Bonnemort » 7 lis 2018, 15:53

Ja tampona nie jestem w stanie zaaplikować, a badanie ginekologiczne jest dla mnie bardzo bolesne. Mimo to uważam że przegląd trzeba robić, ale kto co chce, niech robi ze swoim życiem i zdrowiem.
Mojej babci obcięto obie piersi i węzły chłonne, to efekt braku badań profilaktycznych, dlatego że jestem obciążony genetycznie wolę sprawdzać to co mogę na nfz.
To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.
Jonathan Carroll

ODPOWIEDZ