co u ginekologa? :/

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
pingwinka
ASiołek
Posty: 58
Rejestracja: 13 wrz 2016, 21:22

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: pingwinka » 28 sty 2019, 21:08

takasobie pisze:
27 sty 2019, 18:31
Chyba mam dość tygodnia profilaktyki raka szyjki macicy. Pomalowane na różowo usta mnie nie zachęcą. Już wolałabym zobaczyć jak pokazują to badanie na sobie. Naprawdę. Są zdjęcia i filmy z porodów, z operacni da Vinci, to z cytologii chyba też mogłyby być :).
Ale co tu pokazywać? Typowe badanie ze wsadzeniem szczoteczki, której nawet się nie czuje. https://youtu.be/8cUhZpRWpKk?t=178

takasobie

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: takasobie » 28 sty 2019, 22:02

pingwinka pisze:
28 sty 2019, 21:08
takasobie pisze:
27 sty 2019, 18:31
Chyba mam dość tygodnia profilaktyki raka szyjki macicy. Pomalowane na różowo usta mnie nie zachęcą. Już wolałabym zobaczyć jak pokazują to badanie na sobie. Naprawdę. Są zdjęcia i filmy z porodów, z operacni da Vinci, to z cytologii chyba też mogłyby być :).
Ale co tu pokazywać? Typowe badanie ze wsadzeniem szczoteczki, której nawet się nie czuje. https://youtu.be/8cUhZpRWpKk?t=178
Normalnie pokazywac in vivo.

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: panna_x » 3 mar 2019, 18:21

Teraz gadając ze znajomą dowiedziałam się, że na zachodzie na mięśniaki są tabletki, refundowane przez państwo. U nas oczywiście leczy się operacjami, najczęściej usunięciem macicy, bo lepiej się opłaca nfz. Na co idą nasze składki zdrowotne. Ten lekarz był z siebie bardzo dumny, że zostawił mi macicę, więc mogę mieć dzieci i "wszystko przede mna", bo tak "byłby koniec wszystkiego". Takiego sformułowania użył. Bo dzieci to wszystko w tym kraju, obiekt kultu i świętość. Co za okropny dzieciocentryzm. Ale przynajmniej zostawił. A ta znajoma opowiadała mi, że miała problemy z okresem, poszła do gina i stwierdził mięśniaki i proponował leki za 2,5 tysiąca. No to ona, że nie ma tyle. Więc zaproponował założenie spirali za 1300 zł. Też się nie zgodziła. Więc wypisał skierowanie na usunięcie macicy wielomięśniakowej na oddziale, gdzie był ordynatorem. Ona się załamała, ale poszła gdzie indziej. I się okazało, że przy mięśniakach spirali się nie zakłada. Poza tym zrobili jej badania, czyszczenie macicy i wyszło, że ma polipy a nie mięśniaki. Które usunęli i ma macicę i okres normalnie. Masakra.

zewsząd i znikąd
pASibrzuch
Posty: 218
Rejestracja: 30 lip 2014, 11:07

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: zewsząd i znikąd » 3 mar 2019, 18:39

pingwinka pisze:
28 sty 2019, 21:08
Ale co tu pokazywać? Typowe badanie ze wsadzeniem szczoteczki, której nawet się nie czuje. https://youtu.be/8cUhZpRWpKk?t=178
Dla dziewic, obawiam się, bardzo bolesne, a nawet niewykonalne bez uszkodzeń.
Tak czy inaczej to nie ból jest tym, czego się boję. Ja po prostu nie byłabym w stanie znieść, żeby ktoś mi oglądał miejsca intymne i/lub ich dotykał. Dostaję palpitacji serca na samą myśl.

Awatar użytkownika
pingwinka
ASiołek
Posty: 58
Rejestracja: 13 wrz 2016, 21:22

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: pingwinka » 3 mar 2019, 19:06

zewsząd i znikąd pisze:
3 mar 2019, 18:39
pingwinka pisze:
28 sty 2019, 21:08
Ale co tu pokazywać? Typowe badanie ze wsadzeniem szczoteczki, której nawet się nie czuje. https://youtu.be/8cUhZpRWpKk?t=178
Dla dziewic, obawiam się, bardzo bolesne, a nawet niewykonalne bez uszkodzeń.
Tak czy inaczej to nie ból jest tym, czego się boję. Ja po prostu nie byłabym w stanie znieść, żeby ktoś mi oglądał miejsca intymne i/lub ich dotykał. Dostaję palpitacji serca na samą myśl.
Dziewice są traktowane delikatniej i tak, aby nic nie uszkodzić. Między innymi dlatego pytanie o wspolzycie jest jednym z pierwszych, które lekarz zadaje.

Ja się pierwszej wizyty strasznie bałam, głównie ze wstydu, ale też bałam się bólu (którego nie było). Ale mówiłam sobie, że to lekarz i dla niego takie badanie to codzienność. Wciąż się stresowałam, ale moja pierwsza lekarka była super miła i pomogła mi bez stresowo przez to przejsc. Dodatkowo zawsze na wizyte ubieram dluzsze bluzki i "rozkładam nogi" dopiero w momencie kiedy lekarz podchodzi do fotela. No i można nie wyrazić zgody na badanie np. USG dopochwowym i skończyć wizytę po MINUCIE podstawowego badania. Naprawdę nie trzeba się bać ginekologa, ważne żeby poświęcić czas i znaleźć jak najlepszego, szczególnie na pierwszy raz. Lepiej przełamać wstyd wcześniej, niż w momencie kiedy złapie się np. jakaś infekcję. Lepiej iść z nastawieniem "jestem czysta i to tylko kontrola" niż z myślą że się śmierdzi, wypływają dziwne rzeczy i zwykłym stresem o to co mi jest.

zewsząd i znikąd
pASibrzuch
Posty: 218
Rejestracja: 30 lip 2014, 11:07

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: zewsząd i znikąd » 3 mar 2019, 21:44

Nie. Nie zdołam się przełamać i tyle. To nie jest zwykły wstyd, to jest ŚMIERTELNE PRZERAŻENIE.
I w razie czego chcę być gotowa odważnie przyjąć ewentualne konsekwencje mojego wyboru.

Awatar użytkownika
pingwinka
ASiołek
Posty: 58
Rejestracja: 13 wrz 2016, 21:22

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: pingwinka » 3 mar 2019, 22:41

zewsząd i znikąd pisze:
3 mar 2019, 21:44
Nie. Nie zdołam się przełamać i tyle. To nie jest zwykły wstyd, to jest ŚMIERTELNE PRZERAŻENIE.
I w razie czego chcę być gotowa odważnie przyjąć ewentualne konsekwencje mojego wyboru.
Życzę ci, żebyś kiedyś przełamała jednak ten strach i się zbadała, bo warto dbać o siebie najlepiej jak można.

Nie wiem czy byłaś/jesteś/będziesz w związku, ale jeśli tak to rozbieranie się przed partnerem/partnerką bardzo pomaga się oswoić z byciem nago przed kimś. Wciąż jest ten wstyd i strach przed wizytą, ale trochę mniejszy.

zewsząd i znikąd
pASibrzuch
Posty: 218
Rejestracja: 30 lip 2014, 11:07

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: zewsząd i znikąd » 3 mar 2019, 23:31

pingwinka pisze:
3 mar 2019, 22:41
Nie wiem czy byłaś/jesteś/będziesz w związku, ale jeśli tak to rozbieranie się przed partnerem/partnerką bardzo pomaga się oswoić z byciem nago przed kimś. Wciąż jest ten wstyd i strach przed wizytą, ale trochę mniejszy.
Nie jestem, nie byłam, chciałabym być. Ale tylko w związku bez żadnego seksu i bez nagości.
Ja naprawdę odczuwam skrajny dyskomfort w związku z nagością i nie chciałabym się go pozbyć. Bez niego nie byłabym nawet sobą. Całe życie odczuwałam ten dyskomfort i także dlatego nie chciałabym tak po prostu się go pozbyć. Lęk przed nagością to główna składowa awersji, która czyni mnie niezdolną do seksu - a więc tak, jak postrzegam to jako osoba odczuwająca wstręt i oburzenie na myśl o staniu się zdolną do seksu: chroni mnie przed seksem.
Więc tak, chcę właśnie tak żyć: jako osoba, która nie rozbiera się nigdy i przy nikim. I nie daje sobie wmówić, że to oznaka "niskiej samooceny" - wręcz przeciwnie, akceptując swoją awersję nagościowo-seksualną, nie torturując siebie podejmowaniem prób, wyrażam najgłębszy szacunek do siebie samej.
I proszę, nie życz mi zdolności do przeżycia badania. To moje życie i moja odpowiedzialność. Nie Twoja.

Awatar użytkownika
pingwinka
ASiołek
Posty: 58
Rejestracja: 13 wrz 2016, 21:22

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: pingwinka » 4 mar 2019, 00:08

zewsząd i znikąd pisze:
3 mar 2019, 23:31
nie byłam, chciałabym być. Ale tylko w związku bez żadnego seksu i bez nagości.
Ja naprawdę odczuwam skrajny dyskomfort w związku z nagością i nie chciałabym się go pozbyć. Bez niego nie byłabym nawet sobą. Całe życie odczuwałam ten dyskomfort i także dlatego nie chciałabym tak po prostu się go pozbyć. Lęk przed nagością to główna składowa awersji, która czyni mnie niezdolną do seksu - a więc tak, jak postrzegam to jako osoba odczuwająca wstręt i oburzenie na myśl o staniu się zdolną do seksu: chroni mnie przed seksem.
Więc tak, chcę właśnie tak żyć: jako osoba, która nie rozbiera się nigdy i przy nikim. I nie daje sobie wmówić, że to oznaka "niskiej samooceny" - wręcz przeciwnie, akceptując swoją awersję nagościowo-seksualną, nie torturując siebie podejmowaniem prób, wyrażam najgłębszy szacunek do siebie samej.
I proszę, nie życz mi zdolności do przeżycia badania. To moje życie i moja odpowiedzialność. Nie Twoja.
Przepraszam, jeśli cię jakoś uraziłam, po prostu ciężko mi zrozumieć taką awersję i brak chęci żeby to zmienić. Ale ok, ja to ja, ty to ty ;) Cieszę się, że mogłam poznać jakiś inny punkt widzenia i trochę lepiej taką awersję zrozumieć. Nigdzie nie miałam też nic złego na myśli i nie uważam cię za głupią czy jakąś gorszą (nie wiem czy mogłaś tak pomyśleć, ale wolę zaznaczyć na wszelki wypadek gdyby tak było).
W porządku, w takim razie życzę ci po prostu zdrowia i żeby nigdy żadne okoliczności nie próbowały cię zmusić do czegoś, czego nie chcesz.

zewsząd i znikąd
pASibrzuch
Posty: 218
Rejestracja: 30 lip 2014, 11:07

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: zewsząd i znikąd » 4 mar 2019, 11:41

Nie chowam urazy, a nawet za takie życzenia jestem szczerze wdzięczna. Czy też "nie dziękuję, żeby nie zapeszyć", jak to się mówi (choć ja za bardzo w ten przesąd nie wierzę).
Przyznaję, że mój stosunek do własnej awersji ma w sobie coś z wygodnictwa. Ale czy naprawdę należy ludzi winić za taką postawę? To nie jest tak, że "zrobienie czegoś z moją awersją" wymaga ode mnie nieprzyjemnego przełamania się - nie, to jest tak skrajne przerażenie, dławiąca mieszanina przerażenia, wściekłości i wstydu, że "robienie z tym czegoś" byłoby dla mnie dużo więcej niż przykre - byłoby dla mnie czystym znęcaniem się nad sobą. Sama ewentualność bycia do czegoś takiego zdolną jest jak gwałt.
To samo tyczy się mojej awersji seksualnej, choć mimo wszystko mój lęk przed seksem jest o wiele słabszy, niż ten dziki wewnętrzny wrzask sprzeciwu na samą myśl o poddaniu się skrajnemu lekarskiemu gwałtowi na mojej intymności.
Chcę tylko, by pogodzić się z tym, że ten poziom "dyskomfortu" jest dla różnych osób różny. Dla jednych to "po prostu nieprzyjemne", dla innych gorsze niż śmierć. I skądinąd twardo upieram się przy tym, że dbanie o zdrowie nie może być obowiązkiem. Dorosły człowiek ma prawo samodzielnie podejmować decyzje, w tym decyzje samoszkodliwe. Nikt nie ma prawa zmuszać innej osoby do zmiany decyzji. Czytałam kiedyś na pewnym blogu aseksualnym coś, co było dla mnie wręcz odświeżające. Nie potrzebowałam utwierdzenia w mojej decyzji niechodzenia do lekarza tej specjalności, zawsze odbierałam to po prostu jako jedyny możliwy dla mnie wybór. Ale jestem przecież świadoma, jakie są reakcje wokół: "Musisz!! Musisz, bo umrzesz w męczarniach!!". Otóż na owym blogu autorka napisała, że można potraktować problem jako rodzaj rachunku zysków i kosztów. I jeżeli dla kogoś psychologiczny koszt poddania się takiemu badaniu jest zbyt wysoki, taka osoba po prostu ma prawo do decyzji o niepoddawaniu się takim badaniom.

Awatar użytkownika
Anusia Borzobohata
mASełko
Posty: 105
Rejestracja: 9 mar 2015, 21:46

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: Anusia Borzobohata » 4 mar 2019, 17:23

zewsząd i znikąd pisze:
4 mar 2019, 11:41
Nie chowam urazy, a nawet za takie życzenia jestem szczerze wdzięczna. Czy też "nie dziękuję, żeby nie zapeszyć", jak to się mówi (choć ja za bardzo w ten przesąd nie wierzę).
Przyznaję, że mój stosunek do własnej awersji ma w sobie coś z wygodnictwa. Ale czy naprawdę należy ludzi winić za taką postawę? To nie jest tak, że "zrobienie czegoś z moją awersją" wymaga ode mnie nieprzyjemnego przełamania się - nie, to jest tak skrajne przerażenie, dławiąca mieszanina przerażenia, wściekłości i wstydu, że "robienie z tym czegoś" byłoby dla mnie dużo więcej niż przykre - byłoby dla mnie czystym znęcaniem się nad sobą. Sama ewentualność bycia do czegoś takiego zdolną jest jak gwałt.
To samo tyczy się mojej awersji seksualnej, choć mimo wszystko mój lęk przed seksem jest o wiele słabszy, niż ten dziki wewnętrzny wrzask sprzeciwu na samą myśl o poddaniu się skrajnemu lekarskiemu gwałtowi na mojej intymności.
Chcę tylko, by pogodzić się z tym, że ten poziom "dyskomfortu" jest dla różnych osób różny. Dla jednych to "po prostu nieprzyjemne", dla innych gorsze niż śmierć. I skądinąd twardo upieram się przy tym, że dbanie o zdrowie nie może być obowiązkiem. Dorosły człowiek ma prawo samodzielnie podejmować decyzje, w tym decyzje samoszkodliwe. Nikt nie ma prawa zmuszać innej osoby do zmiany decyzji. Czytałam kiedyś na pewnym blogu aseksualnym coś, co było dla mnie wręcz odświeżające. Nie potrzebowałam utwierdzenia w mojej decyzji niechodzenia do lekarza tej specjalności, zawsze odbierałam to po prostu jako jedyny możliwy dla mnie wybór. Ale jestem przecież świadoma, jakie są reakcje wokół: "Musisz!! Musisz, bo umrzesz w męczarniach!!". Otóż na owym blogu autorka napisała, że można potraktować problem jako rodzaj rachunku zysków i kosztów. I jeżeli dla kogoś psychologiczny koszt poddania się takiemu badaniu jest zbyt wysoki, taka osoba po prostu ma prawo do decyzji o niepoddawaniu się takim badaniom.
Świetny post! Sama bym lepiej nie ujęła swoich poglądów na ten temat.

Awatar użytkownika
no name inc.
mASełko
Posty: 115
Rejestracja: 11 sty 2019, 16:54

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: no name inc. » 4 mar 2019, 20:22

Anusia Borzobohata pisze:
4 mar 2019, 17:23
zewsząd i znikąd pisze:
4 mar 2019, 11:41
...Nie potrzebowałam utwierdzenia w mojej decyzji niechodzenia do lekarza tej specjalności, zawsze odbierałam to po prostu jako jedyny możliwy dla mnie wybór. Ale jestem przecież świadoma, jakie są reakcje wokół: "Musisz!! Musisz, bo umrzesz w męczarniach!!". Otóż na owym blogu autorka napisała, że można potraktować problem jako rodzaj rachunku zysków i kosztów. I jeżeli dla kogoś psychologiczny koszt poddania się takiemu badaniu jest zbyt wysoki, taka osoba po prostu ma prawo do decyzji o niepoddawaniu się takim badaniom.
Świetny post! Sama bym lepiej nie ujęła swoich poglądów na ten temat.
Też się z tym zgadzam. Ludzie w tych czasach są przewrażliwieni na punkcie higieny i zdrowia, ja osobiście nie rozumiem tego kultu wydłużania sobie życia. Lekarz może co najwyżej sprawdzić twój stan zdrowia (z wątpliwą dokładnością), ale raczej niekoniecznie cię "uzdrowić". Na co można liczyć ze strony ginekologów, którzy nie wiedzą jak zbadać dziewicę, seksuologów, którzy będą chcieli zmusić cię do seksu i psychologów, którzy z tego co zauważyłem zatrzymali się na teoriach Freuda..
Memento Mori

Awatar użytkownika
Adria83
gimnASjalista
Posty: 10
Rejestracja: 8 mar 2019, 07:41

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: Adria83 » 8 mar 2019, 08:40

Ja mam 36 lat i chodze do ginekologa. Staram sie nie zmieniac lekarza, ale jak sie zdarzy to mowie gdy lekarz chce mnie zbadac że jeszcze nie wspolzyłam i wtedy lekarz jest delikatniejszy chociaz ostatnio byłam tak zestrsowana ze lekarz nie zbadał mnie tylko zrobił zwykłe usg jajnikow. Chodze do niego raz ba rok ale i tak sie czuje dziwnie hehe znow bede musiala mu teraz powiedziec na wizycie że nadal nie współżylam :lol:

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: panna_x » 9 mar 2019, 20:43

zewsząd i znikąd pisze:
4 mar 2019, 11:41
Nie chowam urazy, a nawet za takie życzenia jestem szczerze wdzięczna. Czy też "nie dziękuję, żeby nie zapeszyć", jak to się mówi (choć ja za bardzo w ten przesąd nie wierzę).
Przyznaję, że mój stosunek do własnej awersji ma w sobie coś z wygodnictwa. Ale czy naprawdę należy ludzi winić za taką postawę? To nie jest tak, że "zrobienie czegoś z moją awersją" wymaga ode mnie nieprzyjemnego przełamania się - nie, to jest tak skrajne przerażenie, dławiąca mieszanina przerażenia, wściekłości i wstydu, że "robienie z tym czegoś" byłoby dla mnie dużo więcej niż przykre - byłoby dla mnie czystym znęcaniem się nad sobą. Sama ewentualność bycia do czegoś takiego zdolną jest jak gwałt.
To samo tyczy się mojej awersji seksualnej, choć mimo wszystko mój lęk przed seksem jest o wiele słabszy, niż ten dziki wewnętrzny wrzask sprzeciwu na samą myśl o poddaniu się skrajnemu lekarskiemu gwałtowi na mojej intymności.
Chcę tylko, by pogodzić się z tym, że ten poziom "dyskomfortu" jest dla różnych osób różny. Dla jednych to "po prostu nieprzyjemne", dla innych gorsze niż śmierć. I skądinąd twardo upieram się przy tym, że dbanie o zdrowie nie może być obowiązkiem. Dorosły człowiek ma prawo samodzielnie podejmować decyzje, w tym decyzje samoszkodliwe. Nikt nie ma prawa zmuszać innej osoby do zmiany decyzji. Czytałam kiedyś na pewnym blogu aseksualnym coś, co było dla mnie wręcz odświeżające. Nie potrzebowałam utwierdzenia w mojej decyzji niechodzenia do lekarza tej specjalności, zawsze odbierałam to po prostu jako jedyny możliwy dla mnie wybór. Ale jestem przecież świadoma, jakie są reakcje wokół: "Musisz!! Musisz, bo umrzesz w męczarniach!!". Otóż na owym blogu autorka napisała, że można potraktować problem jako rodzaj rachunku zysków i kosztów. I jeżeli dla kogoś psychologiczny koszt poddania się takiemu badaniu jest zbyt wysoki, taka osoba po prostu ma prawo do decyzji o niepoddawaniu się takim badaniom.
masz rację, każdy niech sam decyduje. Ja i tak bym nie przeceniała lekarzy, zważywszy na ilość pomyłek lekarskich. A u nas dalej są jak jakieś guru.

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: co u ginekologa? :/

Post autor: panna_x » 16 mar 2019, 08:28

wkurzyłam się, bo byłam na konferencji poświęconej rakowi, było kilka ciekawych prelekcji, dopóki nie wystąpił doktor z referatem o raku jajnika. Powiedział, że ciąże zmniejszają ryzyko i 4 porody to mniejsze ryzyko o 40%. I żartował, że poleca, teraz jeszcze 500 plus. Myślałam, że go zabiję. Po pierwsze, co to za lekarstwo poród, jak wiadomo, jak straszny jest dla kobiety. Po drugie, kto się zdecyduje na 4 dzieci, nawet czasowo i finansowo. Po trzecie, szanowny doktorek już nie raczył wspomnieć o minusach ciąży, takich jak to, że jedna postarza organizm o 2 lata, rozwala system hormonalny, grozi tężyczką, problemy z układem moczowym i nietrzymanie moczu po porodzie, może pęknąć miednica, macica w trakcie porodu itd. O tym już nie wspomniał. Najgorsze jest to, że ten du*pek miał slajdy z prezentacją i na niej przeczytałam, że ryzyko zmniejsza też antykoncepcja hormonalna o 60%. Tego już nie raczył słuchaczkom zareklamować. Bo po co? W Polsce jest jedna z najgorszych dostępności antykoncepcji w Europie. Jedynie wspomniał o tym od niechcenia i szybko przeszedł na inny temat. Mam już tego dość. W kółko robi się z kobiet krowy rozpłodowe. Czy po to płacimy składki zdrowotne, żeby nas leczyli ciążami i porodami? Może jeszcze okadzaniem pochwy jak w średniowieczu? Gdzie prawdziwe leczenie? Na europejskim poziomie? To na edukację i studia takich gnojków idą nasze podatki?! Czemu nie zachwalał antykoncepcji skoro ma wyższą skuteczność oraz nie ma tylu minusów co ciąża i nie grozi tym, co poród. Już zrobili z dzieci antidotum na raka, aby tylko zachęcać do dzietności, skoro i tak w Polsce jest niska, na minusie i 500 plus nie pomogło.
W każdym razie zamierzam o tym napisać na fejsie oraz może do lokalnych feministek i do organizatora konferencji.

ODPOWIEDZ