Na czym polega Twoja aseksualność?

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
Keri
łASkawca
Posty: 1656
Rejestracja: 16 cze 2009, 11:13
Lokalizacja: ze źródła światła :D (okolice Łodzi :P )
Kontakt:

Post autor: Keri »

u mnie ciezko ja zdefiniowac czyli jako wmowienie czy stan faktyczny choc od podstawowki dla mnie koledzy i kolezanki to osoby to rozmow i spedzania czasu. jednak wieksze watpliwosci mam gdy dochodzi do momentu "samozaspakajaczy" :mrgreen:

czy to forma ucieczki (niesmialosci) czy aseksualizm

jednak bardziej sobie cenie milosc braterska od milosci fizycznej i wolalbym osobe przyjaciela miec niz osobe miss :mrgreen:

Awatar użytkownika
Gizmo
Strażnik TeksASu
Posty: 1064
Rejestracja: 13 cze 2006, 11:15
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Gizmo »

Viljar pisze:Pani była bardzo miła, a po dłuższej rozmowie, paru testach i pytaniach wyszło na to, że występuje u mnie niechęć do samego aktu seksualnego, rozumianego jako to, co się dzieje po grze wstępnej
Może napiszesz coś więcej. Pani seksuolog tylko Cię zdiagnozowała i wzięła za to kasę, czy próbowałeś jakiejś terapii? :wink:

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2579
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Viljar »

Były m.in. badania hormonalne

Awatar użytkownika
Motylciemny
motylAS
Posty: 616
Rejestracja: 27 cze 2008, 23:34
Lokalizacja: z księżyca

Post autor: Motylciemny »

U mnie gra wstępna to gra końcowa

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2579
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Viljar »

Dobre :D
Gra końcowa ;) jest madafaka, ale dalsza część jest mi całkowicie zbędna do szczęścia.
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

itsdd
starszASek
Posty: 34
Rejestracja: 28 lis 2008, 16:26
Lokalizacja: WW / DD
Kontakt:

Post autor: itsdd »

:lol:
mam tak samo ;) potem to juz tylko spac przytulonym razem w lozeczku i jest cudnie :kocha:

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka »

itsdd pisze:potem to juz tylko spac przytulonym razem w lozeczku i jest cudnie :kocha:
O ile druga osoba nie podłożyła Ci ręki pod szyję, bo wtedy rano... masakra, taki ból karku, że cały dzień człowiek marzy o tym, żeby mu głowę odrąbali. :lol:

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2579
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Viljar »

Jak człowiek kocha, to nie zwraca uwagi na ból szyi :P
Ale nie ukrywam, że takie gesty, jak pocałunek, nawet przelotny, czy przytulenie się, mają dla mnie znaczenie.
Hmm... może posłuchać sugestii kolegi i określać się mianem nie aseksualnego, ale astosunkowego?
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka »

Hmm, musiałbyś sobie odpowiedzieć na pytanie, czy odczuwasz pociąg seksualny czy nie.
Sama chęć kontaktu fizycznego w sensie przytulenia czy całowania nie wyklucza aseksualności, ale często można pomylić brak pociągu z czymś innym (zahamowaniami, strachem etc.)

Zresztą nie wiem, może Gizmo to przystępniej wytłumaczy ;)

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2579
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Post autor: Viljar »

Pociągu seksualnego nie odczuwam, ale fizyczny w sensie jak napisałem - tak. W ostatnim zdaniu chodziło mi tylko o ścisłe nazwanie zjawiska :)
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

Jerzy Ch.
gimnASjalista
Posty: 17
Rejestracja: 13 sie 2009, 09:56
Lokalizacja: Warszawa/Białystok

Post autor: Jerzy Ch. »

Od momentu kiedy wszystkim zaczynały buzować hormony (podstawówka/liceum) u mnie było na odwrót. Niektóre dziewczyny mówiły "Jurek jest jakiś dziwny. W ogóle nie jest napalony". To także sprawiało, że byłem na pewno w pewnym stopniu niedostępny i niektóre dziewczyny to wręcz bardziej kręciło, ale ja nawet tego nie zauważałem. Dopiero po paru latach jak o tym rozmyślałem przy jakiejś rozmowie na podobny temat to faktycznie stwierdziłem, że gdybym chciał to bez problemu mógłbym stracić dziewictwo trochę wcześniej. Po prostu nawet mi to do głowy nie przychodziło.
Mając jeszcze 15 lat miałem pierwsze kontakty seksualne z pierwsza moją dziewczyną. Było beznadziejnie i beznamiętnie. Jedyne co mi się w miarę podobało to to ze w sobotnie poranki siedząc gdzieś w kącie w jednej z białostockich knajp robiła mi dobrze ustami. Chociaż bardziej mnie kręciło to gdzie i w jakich okolicznościach to się dzieje niż samo to że się dzieje.
Praktycznie nigdy nie byłem typem napalonego nastolatka czy dwudziestoparolatka. Jedyne co mam na co dzień wspólnego z seksem to różnego rodzaju żarty ze znajomymi na ten temat. Ale wiadomo, seks jest wszechobecny, wiadomo z czym to się je więc i dowcipy mnie śmieszą.
Jakiś czas temu miałem coś w rodzaju związku. Mieszkaliśmy razem. Były rożne problemy, głównie nie związane z seksem także często nawet nie było klimatu żeby iść do łóżka w wiadomym celu. Nawet o tym chyba nie myśleliśmy. Jednak kiedy wszystko się wydawało prostować rozpadło się ze względu na moją niedojrzałość, brak planu na przyszłość (no bo prawdziwy facet powinien unieść na swoich barkach wiele i wiedzieć jak pociągnąć to wszystko do przodu tak by kobieta się o nic nie martwiła i dodatkowo dominować w związku jak i w łóżku) a także ze względu na coraz większy brak zainteresowania seksem z mojej strony. Wiedziałem jakie ona ma potrzeby także trzeba było jakoś to załatwić. Najczęściej zaspokajałem ją ustami tak długo aż miała już dosyć więc odbębnione i albo rozmawialiśmy albo mogłem spokojnie położyć się spać odwrócony do niej plecami. Nie kręciło mnie to że z nią sypiam. To całe odczuwanie przyjemności jakoś było mi dalekie. Dużo rzeczy udawałem. Nie byłem napalony, spragniony seksu, nie chciałem przeżywać na okrągło wzniosłego orgazmu. Wolałem zawsze raczej żeby ona była zaspokojona, żeby jej było dobrze i żeby już było po wszystkim. Gdy się przedłużało i dodatkowo karmiła mnie tekstami, które miały mnie teoretycznie podkręcić byłem w kropce i się denerwowałem i kończyło się wiadomo jak.
Na co dzień nie podrywam dziewczyn. Po prostu. Nie widzę celu takiego działania. Jak jestem na jakiejś imprezie to ewentualnie wodzę wzrokiem za kimś kto mi się podoba wizualnie (oczy trzeba nacieszyć), ale na tym się kończy. Wiem też, że nawet jeżeli czyjeś kształty mnie choć trochę kręcą to nago ta osoba będzie wyglądała mniej atrakcyjnie. Ciekawiej zdecydowanie ludzie wyglądają ubrani. Czy to strój podkreśla jakieś kształty, czy to ubiór właśnie jest ciekawy i z pomysłem, czy też wręcz jakieś ozdoby u kobiet czy fryzura. Nagość zdecydowaniem nie jest czymś co mnie podnieca.

Awatar użytkownika
nightmare
ASter
Posty: 662
Rejestracja: 26 lip 2009, 00:58
Lokalizacja: w trakcie poszukiwań

Post autor: nightmare »

Mój aseksualizm polega na niechęci do kontaktów seksualnych. Co prawda sama nie bardzo potrafię zdiagnozować czy chodzi o zahamowanie i nieśmiałość czy faktyczny brak pociągu seksualnego. Natomiast faktem jest, że odpowiada mi taki stan rzeczy. Przytulanie uznaję, ale z osobami bliskimi. Nie znoszę jak osoba, którą widuję sporadycznie wita się ze mną, klejąc się do mnie i całując w policzek.
Kręci mnie fetyszyzm, najlepiej na zdjęciach : lateksy, buty na koturnach, stroje pielęgniarek i służących w hardkorowych wersjach.
"Kotom nie wolno! Z kotami nie wolno! Psik! Wyłaź, bo zawołam milicjanta!"

Awatar użytkownika
Buka
ASiołek
Posty: 82
Rejestracja: 6 wrz 2007, 14:09
Lokalizacja: Trójmiasto

Post autor: Buka »

Otóż i sprawa.

Na czym polega mój aseksualizm? Na niczym.
Nie jestem aseksualna. Przynajmniej tak mi się wydaje po zapoznaniu się z setkami postów i dziesiątkami tematów na Forum.

Jestem tylko przewrażliwiona. Męczy mnie i drażni wszechotaczający kult seksu, wulgaryzowanie tak delikatnej sfery życia. Nie zachwycam się nagością, ciałem. Zachwycam się istnieniem i bliskością drugiego człowieka.

Potrzebuję tej bliskości - także fizycznej, jednak moje potrzeby kończą się w zasadzie na przytulenia, objęciu, pocałunku na dzień dobry i dobranoc, dotyku mimochodem w ciągu dnia, trzymani się za ręce, muskaniu po szyi, tak do dreszczy. I tyle. Uwielbiam zasypiać na męskim ramieniu, czuć ciepło. Budzić się i widzieć czyjeś oczy.

Nie lubię i boli mnie (psychicznie) to co następuje po fazie pieszczot. Psuje mi nastrój, jest zbyt namacalne, dosłowne, fizjologiczne, jednoznaczne. Bez problemu funkcjonuję bez seksu.
Zależy mi na bliskich realcjach, ale ciężko jest to osiągnąć bez skazywania się na :wieczne potępienie" gdy po chwilach bliskości mówisz komuś "stop. wystarczy."

Dlatego moja konstrukcja psychiczna i doświadczenie wielu lat życia, związków potwierdziły, że najlepiej jest mi z Asem.
Asem, który również odczuwa potrzebę podstawowej bliskości fizycznej, którego nie odstręczają pocałunki i dotyk.
Ale który nie wychodzi poza te ramy i tego ode mnie nie wymaga.

Ile osób, tyle postaw i odczuć. Można jednak znaleźć ogólne podobieństwa w stosunku do podejścia innych Użytkowników Forum. U mnie - tak jak napisali na początku tematu Motylciemny i Viljar - Model: gra wstępna, która będzie jednocześnie satysfalcjonującym, kojącym finałem i granicą :)

portos_7
przedszkolASek
Posty: 6
Rejestracja: 19 wrz 2009, 12:56
Lokalizacja: północ - zachód
Kontakt:

Post autor: portos_7 »

Hmmm... to może ja opowiem swoją historię :)
Jako młody chłopak (bardzo młody) czułem pociąg do płci przeciwnej i to bardzo wyraźnie. Wszystko się zmieniło zaraz po ukończeniu 18 roku życia (nie wiem dlaczego).
Potem były studia i... nic... kompletnie nic. W czasie kiedy moi koledzy poznawali swoje połówki, wymieniali między sobą doświadczenia, ja siedziałem przed komputerem, uciekałem w świat gier - on wyglądał zupełnie inaczej - był kolorowy, wyrazisty zupełnie inny niż moje życie. Przeszkadzało mi to, nawet bardzo. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje.
Ale po kolei, miałem w swoim życiu partnerki/dziewczyny/kobiety, ale zawsze (z jednym wyjątkiem) kończyło się wszystko w momencie "podjęcia" współżycia. Nigdy sam nie wychodziłem z "tą" inicjatywą, po prostu nie miałem ochoty na żadne figle :)
Wracając do tego wyjątku, najdłuższy związek w jakim byłem trwał 3 lata, byłem nawet zaręczony z datą ślubu:) ale... zamieszkaliśmy razem... Moja była narzeczona, jak to powiedzieć... hmm.. bardzo lubiła zbliżenia, natomiast mnie nie sprawiały one żadnej przyjemności, wręcz uciekałem od tego i od niej.
Z perspektywy czasu widzę, że ją oszukiwałem (w pewnym sensie), nigdy nie byłem z nią do końca szczery, może to był mój błąd... ale tego nigdy się nie dowiem...
Nie jest tak, że nie potrzebuję bliskości. Wręcz przeciwnie, ale uciekam za każdym razem - wiem jak to się skończy. Nie chcę nikogo ranić, nie chcę przeżywać tego co czułem po rozstaniu. Uciekam w świat wyobraźni i marzeń(pewnie to błąd) i zastanawiam się jakby to było.
Po narzeczeństwie miałem jeszcze dwie partnerki, ale jak się skończyło możecie się wszyscy domyślić.
Chciałbym kiedyś poznać osobę, która chciałaby zrozumieć mnie, to co czuję... przecież nie jestem wyzbyty uczuć, ale jednocześnie wiem, że czegoś mi brakuje i "to" już nigdy nie wróci.
Zrobiłem pierwszy krok ku akceptacji siebie, który podobno jest najtrudniejszy, a że już ma się te 28 lat na karku trzeba wiedzieć kim się tak naprawdę jest. I wiecie co? Powoli zaczynam do tego dochodzić, ale jeszcze długa droga przede mną :)
Dziękuję za uwagę i pozdrawiam wszystkich.

solteka
ASiołek
Posty: 66
Rejestracja: 11 mar 2009, 21:24

Post autor: solteka »

Jak tak was czytam to dochodze do wniosku że jestem bardzo głęboko "zaoranym" aseksualistą :) Ciągle nurtuje mnie pytanie jak wy uprawiacie ten seks? :P bo mi nie "stanie" na zawołanie :) dzieje sie to tylko wtedy kiedy hormony są "wysoko" i dzieje się to bez mojej woli :) Dlatego ja np zrezygnowałem kompletnie z życia seksualnego własnie z tego powodu... że mnie to nie pociąga, a skoro nie pociąga to i nie "stoi" :) Nie wiem może jestem jakiś dziwny :diabel: :mrgreen:

ODPOWIEDZ