czy As zakochuje sie?

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
Weep
ruda mASzkara
Posty: 539
Rejestracja: 26 mar 2008, 12:38
Lokalizacja: Łódź/ Włocławek
Kontakt:

Post autor: Weep » 22 lip 2008, 22:22

Od jakiegoś czasu myślę, że związek to tylko niepotrzebny problem, zawracanie pupy itp. Wobec tego miłość, jako uczucia pomiędzy dwojgiem niespokrewnionych ze sobą osób dla mnie odpada - nie chcę kłaść sobie kolejnego garba na plecy. Miłość do rodziców, do zwierzaka... to mi wystarczy. Acz - jestem w 100% przekonana, że osoba aseksualna może się zakochać, i wielu asów bardzo tego chce, lub już to osiągnęło. ;)
Życie stoi przede mną otworem.
I nawet wiem co to za otwór.

Viktoria Marie
młodASek
Posty: 27
Rejestracja: 29 lip 2008, 21:43
Lokalizacja: Płock
Kontakt:

tak

Post autor: Viktoria Marie » 1 sie 2008, 21:49

Ja wiem,że potrafię się zakochać,tylko boję się mieć kogokolwiek,bo od razu mam wizję,że ta osoba będzie pragnęła ze mną uprawiać seks ... i tylko dla tego miałaby ze mną być; no więc ja zakochuję się bezcelowo albo w nie odpowiednich osobach xD

Jolina
ASiołek
Posty: 88
Rejestracja: 13 sty 2007, 23:46
Lokalizacja: Łódź/Warszawa
Kontakt:

Post autor: Jolina » 2 sie 2008, 13:35

wilczek pisze:Zauroczyłem to ja się już kilka razy :roll: Nawet ciekawe uczucie. Ale o prawdziwej miłości nie mam bladego pojęcia :/
dokładnie tak, dokładnie!!! 8)
udanej wieczności-J

Ola eR
starszASek
Posty: 41
Rejestracja: 30 lip 2008, 21:44
Lokalizacja: Cala Polska i okolice

Post autor: Ola eR » 3 sie 2008, 12:09

Niestety as moze sie zakochac, a nawet wiecej niz zakochac, bo kochac mocno, z tymi wszystkimi dodatkami typu cierpienie z milosci itd. Niestety moj obiekt milosci szalonej nie potrafil zrozumiec, ze kocham go mocno i naprawde, tylko nie chce seksu. Nie potrafil zrozumiec, jak to jest, ze go kocham, a mimo to mnie nie podnieca. No i coz, wyszlo, jak wyszlo, rozstalismy sie. Nawet nie mam pretensji, ktos kto nie jest asem potrzebuje bliskosci seksualnej itd. A ja mam sobie swoja platoniczna milosc, z ktora moge zawsze pogadac :kocha: i wcale nie jest mi z tym bardzo zle. Ale zajelo mi to "przyzwyczajenie sie" troche czasu.
Człowiek musi czasem chorować. Chociażby po to, żeby poczytać. (Hagiwara Sakutaro)
...
"Polamane kwiaty, ktore zyja samotnie"
...

Awatar użytkownika
arin
mASkotka
Posty: 141
Rejestracja: 9 sie 2008, 19:08
Kontakt:

Post autor: arin » 10 sie 2008, 12:02

Nie przeżyłem nigdy miłości, tylko pare zauroczeń. Interesuje mnie jednak pytania:
Jak można być z kimś długi czas bez seksu? Czy masturbacja nie kłóci się z aseksualnością?

Jeśli kłóci się to jak facet może wytrzymać (nie licząc kastracji)? Przecież testosteron nie pozwala wytrzymać zbyt długo.
Chyba na interii pisało, że dzewczyna pozwoliła swojemu chłopakowi uprawiać seks z inną kobietą, żeby tylko z nią był (temat o aseksualności). Swoją drogą to ma być miłość faceta do kobiety? Zagmatwane to wszystko...

Zawsze mi sie wydawało, że jak będe mieć szanse to skorzystam z dziewczyną, ale gdy tak szansa nastała... nie miałem ochoty. Mam przyjaciółki, wydaje mi sie że jedna z nich coś do mnie czuje. Ja jednak chyba nie chce miec dziewczyny, poza tym nie rozumiem słowa miłość. Tyle osób mówi "kocham cie", a za poł roku (jak nie wcześniej) sie rozstają.

Czy całowanie sie godzi się z aseksualnością?
Czy "romantyczne dotykanie" (wiecie o co chodzi - bez dotykania miejsc intymnych) występuje u aseksualnych ludzi?

Larock
gimnASjalista
Posty: 16
Rejestracja: 1 sie 2008, 19:37

Post autor: Larock » 10 sie 2008, 21:21

arin: Jak można byc z kimś długi czas bez seksu? - Można. Teoretycznie nieograniczoną ilośc czasu.
Czy masturbacja nie kłóci się z aseksualnością? - Kłóci i nie kłóci.
Bo jeśłi ktoś nie odzczuwa popędu do żadnej płci to po co miałby to robic? ( no chyba że ma zespół obsesyjno kompulsywny :mrgreen: ) A z tym testosteronem to bez przesady :lol:
Całowanie godzi się i "romantyczne dotykanie" też się godzi chociaż to już zależy od indywidualnych cech danego delikwenta (czyt. ASa).

Awatar użytkownika
lossuperktos
mASełko
Posty: 119
Rejestracja: 6 sty 2008, 23:12
Lokalizacja: katow(okol)ice
Kontakt:

Post autor: lossuperktos » 24 sie 2008, 10:13

[quote=" Bo przecież jak można się zakochać i nie uprawiać seksu? W tym całym zamieszaniu związkowym raczej wyłącznie o to chodzi..[/quote]

co za tekst!!!!!!!!!!!11 jasne że można, to jest napiękniejsze uczuie na świecie (choć tu musze się przyłączyć do opinii że.. DO CZASU).

Ale raczej nie można się zakochać na kilka godzin.!!!!!!!!!!!!111

Awatar użytkownika
arin
mASkotka
Posty: 141
Rejestracja: 9 sie 2008, 19:08
Kontakt:

Post autor: arin » 24 sie 2008, 16:46

lossuperktos pisze:[quote=" Bo przecież jak można się zakochać i nie uprawiać seksu? W tym całym zamieszaniu związkowym raczej wyłącznie o to chodzi..
co za tekst!!!!!!!!!!!11 jasne że można, to jest napiękniejsze uczuie na świecie (choć tu musze się przyłączyć do opinii że.. DO CZASU).

Ale raczej nie można się zakochać na kilka godzin.!!!!!!!!!!!!111[/quote]

Nie dało się już więcej wykrzykników i jedynek ustawić? Jeśli chcesz zaprzeczyć to podaj jakiś przykład lub udowodnij w jakiś sposób (dane, badania?).
Nic na siłę, każdy ma swoje zdanie
Głodny wiedzy społecznej i poznania siebie.
Lubie hh, metal symfoniczny, rock, klasyczną, alternatywną i jeszcze by sie coś znalazło.

Awatar użytkownika
Weep
ruda mASzkara
Posty: 539
Rejestracja: 26 mar 2008, 12:38
Lokalizacja: Łódź/ Włocławek
Kontakt:

Post autor: Weep » 24 sie 2008, 17:22

arin pisze: podaj jakiś przykład lub udowodnij w jakiś sposób (dane, badania?).
Przykład stanowią wszystkie pary będące ze sobą w wieloletnich związkach pozbawionych seksu. Osoby nie uprawiające seksu, między którymi więź jest tak silna, że nie są w stanie żyć bez siebie, za to bez wahania mogliby poświecić nawet własne życie dla tej drugiej osoby. Jeśli to nie jest miłość, to co? ;)
Życie stoi przede mną otworem.
I nawet wiem co to za otwór.

srebrna
młodASek
Posty: 24
Rejestracja: 3 lip 2007, 17:42

Post autor: srebrna » 13 wrz 2008, 22:20

Można, pewnie że można. Ja podejrzewam siebie o bycie ASem romantycznym i zakochałam się już nieraz, tyle że to było a) coś, co wiele osob raczje nazwałoby przyjaźnią, b) bez wzajemności. I niestety, aż za dobrze wiem, co to cierpienie z miłości.

Awatar użytkownika
Mad_Minstrel
mizantropAS
Posty: 276
Rejestracja: 29 maja 2008, 16:00

Post autor: Mad_Minstrel » 14 wrz 2008, 09:13

Podpisuję się pod srebrną:]

Awatar użytkownika
-viki-
ASiołek
Posty: 59
Rejestracja: 3 paź 2008, 13:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: -viki- » 13 paź 2008, 19:13

A ja byłam kiedyś zakochana na absolutny zabój niemal w sensie dosłownym. Taaak. Miałam 25 lat. To artysta był. Malarstwo, rzeźba, sztuka i w ogóle inny świat, niż ten , który dotąd znałam. Taki wolnościowy typ. Wprowadził mnie w cudowny, piękny świat. To było jak sądzę powodem mojego zakochania. Do dziś uwielbiam sztukę , pewien sort literatury itp. To "w spadku" po nim. On był seksualny. Z czasem okazało się, że seksualny w sposób, którego nie mogłam zaakceptować. Po propstu chodził na boki z kim popadło niemal. Przygodowiec. Szkoda. Lecz do rzeczy. Miłość jest najsilniejszą siłą sprawczą jaka istnieje. I to jest prawda. Więc ja nie miałam kłopotu z tym, aby pozwolić mu robić ze mną to, na co on miał ochotę, jeśli tylko w ten sposób mogłam sprawić mu przyjemność. Zrobiłabym dla niego znacznie, znacznie więcej (prawie wszystko), dzięki Bogu, ze nie wymagał żadnych złych, strasznych rzeczy. (z drugiej strony, to jakby wymagał, to pewnie jednak bym sie odkochała). Tak więc seks był, a ja się radośnie poświęcałam dla dobra sprawy (naszego bycia razem). Przypominam sobie raczej moje zdumienie, (co on takiego w tym widzi ?), aniżeli odruch zwrotny, jaki zazwyczaj miałam z innymi partnerami w tych sprawach. A więc miłość działa. Potem musiałam go popędzić, bo się niedopuszczalnie "puszczał" będąc ze mną w niemal formalnym związku. To nie było miłe, lecz straszne. Takie zwierze w nim zobaczyłam, któremu nigdy dosyć. Jak go popędziłam, to się rozchorowałam. Mój stan ducha (rozpacz) przeniósł się na ciało. Zjawiska psychosomatyczne, znane medycynie. Chorowałam 8 miesięcy. Bardzo ciężko. Na początku był to stan zagrożenia życia, 2 tyg w szpitalu. Potem codzinne obowiązkowe wizyty w tymze szpialu dla sprawdzenia wciąż zagrożonego stany. Przez 2 msce. Potem kolejne 6 mscy choroby w domu, ale już bez zagrożenia.
Są ludzie, którzy się z zawiedzionej miłości zabijają (szczególnie młodzi). Oni nie wierzą, ze ich cierpienie minie, a jest ono nie do zniesienia dla człowieka. A minie, lecz w danym czasie nie wierzą w to. U mnie było tak samo lecz na poziomie podświadomosci. Rozum mówił : spadaj palancie, poradzę sobie bez ciebie, a mój organizm chciał umrzeć, bo tak mu moja podświadomość (serce) kazała. Nieprawdopodobne to było. * miesięcy nie pracowałam, pomagała mi rodzina, przyjaciele, znajomi. Nawet zkupy spożywcze mi robili. Chciałabym podkreślić, że to nie było jak depresja (leżę i patrzę w sufit), lecz ja byłam FIZYCZNIE chora z psychicznych powodów.. Mój obraz krwi był straszny, a na nogach nie miałam siły chodzić. Co powiecie ?
I teraz powiem wam najlepsze z tego. Po 8 miesiącach wróciłam do zdrowia fizycznego, po kilku następnych i di duchowego. I tak jest do dziś. Ale ja każdemu człowiekowi życzę, żeby kiedykolwiek w swoim życiu miał możliwość tak pokochać. Nawet, jeśli nieszczęśliwie. Bardzo życzę. I dziękuję opatrzności, że zesłała dla mnie taki niesamowity dar (prawdziwej miłości) na krótkie 2 lata mojego życia. Nigdy przedtem, ani nigdy potem nie zbliżyłam się choćby na odległość do takich uniesień duszy. Takich obłoków. Mimo ew cierpienia, nie należy się bać nawet nieszczęśliwej miłości, bo tak naprawdę to właśnie wtedy człowiek czuje cały kosmos, a swoje życie, jestestwo tak intensywnie, że trudno to opisać. Szkoda mi ludzi, którzy na starość umieraja i nigdy, przenigdy nie kochali prawdziwą wielką porywającą miłością.

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 13 paź 2008, 21:41

Każdy ma swój sposób na 'odczuwanie całego kosmosu', chociaż ja osobiście w takie uniesienia średnio wierzę. Jestem realistką i mi z tym dobrze i jakieś tam nieuchwytne motyle w brzuchu, ekstatyczne przeżycia i tym podobne nie są tym, co jest mi do szczęścia potrzebne. Sądzę, że wielu ludzi umiera w poczuciu szczęścia, nawet jeśli nie przeżyli w życiu namiętnej miłości. Gratuluję przeżyć, ale jednocześnie chciałabym zauważyć, że to, co dla Ciebie jest wspaniałe i cudowne, nie musi wcale takie być dla reszty ludzkości ;)

Gość

Post autor: Gość » 13 paź 2008, 23:20

hmm ja nie wiem co trace nogdy nie kochalam ,nigdy motylow w brzuchu nie mialam

jednak chcialabym choc raz poczuc smak sexu i zakochania
obojetne czy by mi sie to podobalo czy nie

chcialabym wiedziec wkoncu o czym tam glosno jest na swiecie

Awatar użytkownika
Koni
bASałyk
Posty: 717
Rejestracja: 10 sie 2008, 21:42
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Koni » 14 paź 2008, 10:38

Byłam zakochana. Okropna sprawa.
"This is not about sex
We all know sex sells and the whole world is buying..."

Ceterum censeo Carthaginem delendam esse.

ODPOWIEDZ