Strona 1 z 2

inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 2 lis 2005, 17:55
autor: Ardelia
Kruk pisze:Bóg dał wolną wolę? Dobry żart. To mięso armatnie ewolucji.
oczywiscie ze dal wolna wole. tylko ze nie kazdy jest swiadomy tego, a nawet jesli jest, to latwo zapomnic - n.p. poniewaz o wiele wygodniej jest obwinic otoczenie za wlasna nieodpowiedzialnosc.

sorki Kruk, ale z twoich poprzednich postow odnosze wrazenie, ze widzisz siebie jako "lepszego" (madrzejszego, obiektywniejszego etc.) niz reszta ludzi - przynajmniej niz ci, ktorzy mysla/dzialaja grubo inaczej od ciebie...a w sumie jestes tylko "inny". warto zapamietac. ;)

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 2 lis 2005, 18:33
autor: alicja
Kruku, dawanie to też potrzeba. Miłość to potrzeba drugiej osoby, bliskości, sprawiania przyjemności, uszczęśliwiania (przez co samemu jest się szczęśliwym; stąd rozpacz w rozłące czy gdy ukochana osoba cierpi).

Potrzeba to dążenie do czegoś, czego się nie ma. To jakiś brak. Oczywiście, najprostsze braki to głód, pragnienie, napięcie seksualne itp. Także potrzeby poklasku, wygody, luksusu są dość oczywiste. Ale są takie braki wewnętrzne, które można zapokoić tylko poprzez danie czegoś, nie poprzez branie. I tu własnie mieści się miłość, filantropia, ale także potrzeba wyrażania się. Artystycznego, naukowego, politycznego, nawet rodzinnego. Wszystkie te działania napędzane są jakimś brakiem - poczuciem, że bez nich nie jest się w pełni sobą, czy że nie realizuje się swoich możliwości/ talentów/ obowiązków (poczucie obowiązku, takie wewnętrzne, nie nakazane, to też forma określania samego siebie: jeśli uważam, że mam obowiązek coś robić, to jest właściwie równoznaczne z twierdzeniem, że robienie tego czegoś należy do mojej istoty; jest częścią mnie; stanowi mnie).

Mozna te "dające" potrzeby nazwać egoistycznymi. Ale nie w potocznym rozumieniu egoizmu jako samolubstwa etc., ale w znaczeniu psychologicznym; egoistyczne jest to, co robi się dla własnej pomyślności na wszystkich poziomach; to, co robi się niejako w wyniku osobowościowego instynktu samozachowawczego. Jeśli czuję, że brak dawania - miłości np. - zubożyłby moją osobę, sprawiłby, że byłabym jakoś "niepełna" - to mam potrzebę miłości. Jeśli mam potrzebę malowania, pisania poezji, wykrzykiwania tego, co mi w duszy gra - to znaczy, że bez wyrażania tego robiłabym krzywdę samej sobie, tłumiłabym swoją osobowość. Albowiem mam potrzebę wyrażania się artystycznie, która jest częścią mnie. I tak dalej.
Oczywiście, potrzeba panowania i posiadania poddanych też się tu mieści. Ale może być także potrzeba autorytetu, czy kogoś, kto podejmuje za mnie decyzje ("mentalnosć niewolnika", słowami Nietzschego, brzmi nieładnie, ale o to pewnie Ci chodziło). Są ludzie, którzy najchętniej wzięliby "na warsztat" cały świat i urządzali go wedle własnych zasad, a są ludzie, którzy woleliby dostać "regulamin" postępowania w większości spraw (zwłaszcza związanych z innymi ludźmi, stąd owo "niewolnictwo"), a za to zajmowali się czymś innym; czymś, co dotyczy wyłącznie ich, i według nich jest ważniejsze.
Wszystko to razem tworzy zamknięte koło wzajemnych zależności i uzupełniania się potrzeb. Zwróć uwagę choćby na to, że artyści (czyli ci, których włączasz do niezależnych "wariatów") nie istnieliby bez publiczności; elementem potrzeby wyrażania się jest potrzeba odbiorcy. Tylko dlatego, że ktoś ma potrzebę odbierania sztuki, artysta może realizować swoją potrzebę tworzenia sztuki. Także genialny naukowiec pozostanie niespełniony - nieszczęśliwy - jeśli jego wywrotowe wynalazki nie znajdą uznania. I tak dalej.

To wszystko nie znaczy, że próbuję wcisnąć tutaj jakiś fatalistyczny światopogląd "jest jak jest i nic się nie da zrobić". Na pewne rzeczy faktycznie nic nie można zrobić, ale można zrobić jedno - dobrze poznać samego siebie i osobiście rozpoznać, jakie się ma potrzeby. Nie pozostawać niewolnikiem dlatego, że tak się złożyło, jeśli się czuje, że wolałoby się rządzić światem. No ale to pewnie trywialne stwierdzenie :)

Co do tresury. Oczywiście, nie chcę nikogo tresować. Mówiłam tylko, że tresowanie jest możliwe w przypadku każdej istoty - teoretycznie. Pewnie, że jedni poddają się mu lepiej, inni gorzej (choć zależy to też od umiejętności tresera ;)). Ale w jakimś stopniu wytresowani jesteśmy wszyscy. Te rzeczy, które wymieniasz jako zniewalające, to jest właśnie tresura. Pewnie, można buntować się totalnie, ale szczerze mówiąc, wydaje mi sie, że to samooszukiwanie się. Człowiek musi trochę się dać wytresować, bo inaczej by nie przeżył w społeczeństwie. A poza społeczeństwem przeżyć nie może z powodów biologicznych (słabe z niego zwierzę).
Można więc wychowanie nazywać tresurą, ale to nie znaczy, że dzięki temu możliwe jest wyzwolenie się z niego. Podobnie, jak wyzwolenie się z fizycznego "niewolnictwa" które każe nam jeść, trawić, wydalać i umierać. Takie są zasady świata.

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 2 lis 2005, 18:39
autor: alicja
A w temacie zwierzęcym... Czemu ludzie nie lubią kotów? Może dlatego, że one drapią? ;)
Są ludzie, którzy w ogóle nie lubią żadnych zwierząt. Są też tacy, co nie lubią ludzi ;)

A z tymi hienami - rzeczywiście fascynujące!
Ale nasunęła mi się smutna refleksja - czy trzeba mieć penisa, żeby rządzić stadem? :roll:
Może to dlatego kobiety w ramach emancypacji zaczęły nosić męskie ubrania? Upodobnienie się do mężczyzny ułatwia poruszanie się w "męskim" świecie władzy?

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 2 lis 2005, 22:37
autor: Kruk
Ardelia pisze:oczywiscie ze dal wolna wole. tylko ze nie kazdy jest swiadomy tego, a nawet jesli jest, to latwo zapomnic - n.p. poniewaz o wiele wygodniej jest obwinic otoczenie za wlasna nieodpowiedzialnosc.

sorki Kruk, ale z twoich poprzednich postow odnosze wrazenie, ze widzisz siebie jako "lepszego" (madrzejszego, obiektywniejszego etc.) niz reszta ludzi - przynajmniej niz ci, ktorzy mysla/dzialaja grubo inaczej od ciebie...a w sumie jestes tylko "inny". warto zapamietac. ;)
Hmm... prawnik wsadzający do pudła ofiarę zamiast bandyty ----jest nieświadomy tego co robi, jest zbyt leniwy żeby zrobić cokolwiek w kwestii ułomnego prawa, a może to śmieć podający się za prawnika ------to obojętne jakie są motywy jego działania, jest pasożytem.

Jestem mutantem i wiem o tym, "myślący inaczej" tak siebie widzę.
Gdybym był mądrzejszy, to nie rozmawiał bym z nikim, bo po co.
Gadanie z kimś bez możliwości dowiedzenia się czegokolwiek to "sztuka dla sztuki" , nonsens, absurd. Nie przepraszaj, właśnie o to mi chodzi żeby ktoś mi dołożył, wszystko co do mnie dociera z zewnątrz na temat mojej osoby jest mi potrzebne ( zwłaszcza negatywne opinie). Ardelio nie zapomnę o tym że jestem inny: zmieniając miejsce zamieszkania z miasta 200 000 tysięcznego na zapadłą wiochę, zmieniając zawód z inżyniera na pasiciela kóz, odganiając od siebie żonę ----- nie zapomnę tego, właśnie teraz chcę się dowiedzieć o sobie jak najwięcej, bo decyzję muszę podjąć w ciągu najbliższego roku .

Alicja zgadzam się z tym co piszesz to dotyczy większości populacji, ale nie odmawiaj mi tego że myślę inaczej, bo to jest mutacja i koniec. Ja uznaję wszystkie możliwe kombinacje i zgadzam się z tym że ktoś może być pozbawiony popędu seksualnego i nie będę tego negował ani próbował naprawiać.

A w kwestii miłości ----nie da się nikogo przekonać jak to działa, trzeba doznać tego samemu, to nie jest sterowalne, ani kontrolowane.
Ktoś zakochany nie myśli ---------myślenie zostaje przełączone na wiarę : wierzący wierzy w boga, idący przez cmentarz o 12 w nocy czuje na karku czyjeś spojrzenie, a zakochany jest ślepy i głuchy, gracz gra bo wie że wygra. NIE MYŚLISZ WIERZYSZ , KOCHASZ, BOISZ SIĘ, GRASZ W TOTO.
Używanie myślenia i wiary jednocześnie według Junga jest niemożliwe.
alicja pisze:Ale nasunęła mi się smutna refleksja - czy trzeba mieć penisa, żeby rządzić stadem?

Posiadanie wyżej wymienionego przyrządu nie jest konieczne , wystarczy tylko udowodnić że się go ma w dowolny sposób. Jest trochę takich co mówią " ja bym ich wszystkich" , "gdyby to odemnie zależało", i tym podobne teksty
I trzeba znaleźć takich którzy w to uwierzą, przestrasza się ,pokochają cię ( włącz TV, tam są całe hordy takich co czekają na przywódcę)
A to że faceci rządzą? Widocznie kobiet to nie interesuje w takim stopniu jak facetów, albo są nie dopuszczane przez nich do władzy. Znam kogoś kto chciałby rządzić i mówi o tym otwarcie, zastanawiałem się czy to kompleksy niższości czy plik władzy, wygląda to jak niezaspokojony głód, to zabawne rozmawiać z kimś takim, po prostu kosmos.

Mam wrażenie że myślicie że nienawidzę : ludzi, dzieci, kobiet, zwierząt.
Niech tak zostanie. Jak będziecie słuchać tych co mówią wam, to co chcecie usłyszeć to możecie się zawieść.

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 3 lis 2005, 03:12
autor: Ardelia
hej Kruk,
Kruk pisze:prawnik wsadzający do pudła ofiarę zamiast bandyty ----jest nieświadomy tego co robi, jest zbyt leniwy żeby zrobić cokolwiek w kwestii ułomnego prawa, a może to śmieć podający się za prawnika ------to obojętne jakie są motywy jego działania, jest pasożytem.
no tak, prawnik dzialajacy w ten sposob to rzeczywiscie dosyc egoistyczny gosc. lecz co jest z tysiacami prawnikami, ktorzy jednak staraja sie walczyc o prawo skrzywdzonych, czasami pod zagrozeniem wlasnego zycia? dla mnie oni o wiele wiecej sie licza niz ta poprzednia grupa, i to o nich mysle, kiedy slysze slowo "prawnik". :)
Kruk pisze:Gadanie z kimś bez możliwości dowiedzenia się czegokolwiek to "sztuka dla sztuki" , nonsens, absurd. Nie przepraszaj, właśnie o to mi chodzi żeby ktoś mi dołożył...
zgadzam sie, jesli jest sie obecnym (duchowo) & otwartym, mozna zdobyc cos wartosciowego z kazdej sytuacji. wlasnie mi przypomniales ze nie powinnam uzywac grzecznosciowych zwrotow bez przemyslenia. :)
Kruk pisze:właśnie teraz chcę się dowiedzieć o sobie jak najwięcej, bo decyzję muszę podjąć w ciągu najbliższego roku.
to ciekawe. jaka to decyzja, jesli mozna sie dowiedziec?
Kruk pisze:nie da się nikogo przekonać jak to działa, trzeba doznać tego samemu
NIE MYŚLISZ WIERZYSZ
zgadzam sie czesciowo: caly wic na tym polega, ze nie wystarczy doznac "dobroci uniwersalnej"° w stosunku do innej osoby/otoczenia/kosmosu, czy czegos innego zewnetrznego. trzeba doznac ja w stosunku do siebie. jesli czlowiek nie dozna, ze sam w sobie jest wcieleniem tej dobroci i dlatego wart jej, to zadna wiara w religie, filozofie, formule, wiedze, ludzi itd. mu nie pomoze na dluzsza mete...bedzie sie w gruncie duszy czul pusty i obcy, cokolwiek by nie zrobil, gdziekolwiek by nie szukal.

°czy wszechswiatowej? nie wiem...mam nadzieje, ze wiecie o co chodzi. :)
Kruk pisze:Posiadanie wyżej wymienionego przyrządu nie jest konieczne, wystarczy tylko udowodnić że się go ma w dowolny sposób.
chyba alicji chodzilo o cos innego. :D nie "jak" rzadzic stadem, tylko "po co w ogole"? przynajmniej, ja to tak odebralam.
jestem codziennie wdzieczna za to, ze zyje w czasach kiedy moge byc "stadem jedynki", czyli moge zyc w odosobnienu, bez dominowania innych lub bycia dominowanej przez nich. :)
Kruk pisze:Mam wrażenie że myślicie że nienawidzę: ludzi, dzieci, kobiet, zwierząt.
nie pisalam nic o nienawisci...to, co najbardziej odbieram z twoich postow, to (w moich oczach) bardzo jednostronny sposob wyrazania sie, ktorym sie czesto poslugujesz. wtedy mowisz o ludziach, tak jak gdyby twoj dany przyklad odzwierciadlil zachowanie calej grupy - przynajmniej, tak to interpretuje.
owszem, istnieja prawnicy bez odrobiny sumienia, kobiety manipulatorskie, itd. nikt tu chyba nie neguje tego. lecz istnieje tez wiele osob zyczliwych, szczerych, inteligentnych, kochajacych...
moje rzeczywiste wrazenie jest, ze przewaznie patrzysz na swiat z negatywnego punktu widzenia, czyli pod katem tego, co dzieli cie od innych, a nie co was laczy (mozesz sie wypierac ile chcesz, jestem pewna, ze istnieje cala masa rzeczy, ktora laczy cie z innymi. :) i to wcale nie kwestia patrzenia na swiat poprzez :rozowe:, lecz czysta racjonalnosc: gdybys byl 100%-owym mutantem, to bys nie zdolal zyc w tym swiecie).
skoncentrowanie sie nad "ciemna strona ludzkosci" moze byc wiele rzeczy, poczawszy od koniecznosci az do fascynacji, lecz na dluzsza mete potrafi niezle przekrzywic wlasny odbior rzeczywistosci...to tylko jedna faseta zycia, a istnieje tylu innych, moze i ciekawszych?

a poza tym, ciekawi mnie, kiedy piszesz o rzeczach ktore cie pasjonuja/inspiruja. szkoda, ze tak rzadko.

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 3 lis 2005, 11:11
autor: alicja
Kruk pisze:Posiadanie wyżej wymienionego przyrządu nie jest konieczne, wystarczy tylko udowodnić że się go ma w dowolny sposób.
Ardelia pisze:chyba alicji chodzilo o cos innego. :D nie "jak" rzadzic stadem, tylko "po co w ogole"?
Właściwie to chodziło mi o to i o to, i jeszcze o coś innego ;)
Oczywiście, że "wymieniony narząd" można (i trzeba) tutaj traktować cokolwiek metaforycznie - to tylko hienice posiadają w sposób dosłowny. U ludzi rzeczywiście trzeba jakoś wykazać się "męskością", czyli pewnymi cechami predestynującymi do rządzenia stadem.

Ale z drugiej strony sam fakt, że od zawsze (nie wgłębiając się w paleosocjologię ;)) mamy model patriarchalny, świadczy może o tym, że jednak nie tylko metaforyczny penis jest atrybutem władzy. Realny również. A może przede wszystkim. W teorie feminizmu też nie chcę się wgłebiać (bo niespecjalnie mi odpowiadają), ale chyba nie da się zaprzeczyć, że fakt posiadania penisa ułatwia wiele działań w obrębie świata ludzi, prawda?

Więc to byłoby nawet nie "jak" ale "czy" rządzić stadem.

Ale z innej strony, pytanie "po co w ogóle" jest mi najbliższe - tu mnie Ardelio dobrze zrozumiałaś :D Ja sama nie czuję najmniejszej potrzeby panowania czy zarządzania, wpływania na "losy świata". Co najwyżej rządzić "stadem jedynki" - właśnie tak! :) Dlatego też często mam ochotę mówić komuś, komu doskwiera brak władzy - po co ci to? Nie lepiej machnąć na to ręką i zająć się sobą? Odkrywaniem czegoś pięknego, nabieraniem bogactwa wrażeń czy mądrości? Rządzeniem własnym, wewnętrznym światem?
No ale jednak tak chyba się nie powinno nikomu mówić :) Jeśli chce rządzić, to niech sobie rządzi - widocznie taka jego droga. Byle tylko mi nie przeszkadzał, oczywiście ;) to mogę nawet go wspierać.

Kruku, oczywiście nie mam zamiaru odmawiać ci prawa do myślenia inaczej! Przecież po to chyba właśnie prowadzimy dyskusje, żeby własne swoiste myślenia wyartykułować i skonfrontować. Jeśli lubisz myśleć o sobie jako o mutancie, to ok :) Ale tak czy inaczej, wszystkimi kończynami podpisuję się pod tym, co napisała Ardelia:
Ardelia pisze:zgadzam sie czesciowo: caly wic na tym polega, ze nie wystarczy doznac "dobroci uniwersalnej"° w stosunku do innej osoby/otoczenia/kosmosu, czy czegos innego zewnetrznego. trzeba doznac ja w stosunku do siebie. jesli czlowiek nie dozna, ze sam w sobie jest wcieleniem tej dobroci i dlatego wart jej, to zadna wiara w religie, filozofie, formule, wiedze, ludzi itd. mu nie pomoze na dluzsza mete...bedzie sie w gruncie duszy czul pusty i obcy, cokolwiek by nie zrobil, gdziekolwiek by nie szukal.
Ardelio, święte słowa! Tak samo uważam. Można widzieć siebie jako mutanta, albo elfa, albo krasnoludka - dowolnie. Ale dopóki się samego siebie nie zaakceptuje i nie polubi, niezależnie od swojej "inności", to nie będzie się mogło akceptować świata.
Ja siebie samą też uważam za "inną", widzę w sobie jakąś wyjątkowość (to chyba jest naturalne zjawisko), ale dzięki temu widzę też wyjątkowość we wszystkim naokoło. Jeśli cieszy mnie moja wyjątkowość, to przez to cieszy mnie też wyjątkowość i inność tego, co spotykam. Bo mogę sobie porównywać i odnajdywać wielość, różnorodność, bogactwo. A z drugiej strony mogę też odnajdywać podobieństwa. To znowu to, co napisała Ardelia:
Ardelia pisze:mozesz sie wypierac ile chcesz, jestem pewna, ze istnieje cala masa rzeczy, ktora laczy cie z innymi.
(Ardelio, piszesz nieraz dokładnie to, co ja myślę :))
I to, co mnie łączy z innymi, też może i powinno się podobać.
Muzyka, której lubię słuchać, podoba mi się zazwyczaj dlatego, że w jakiś sposób wyraża to, co i ja czuję. Więc podoba mi się podobieństwo. Książki, które czytam z przyjemnością, to takie, które nie tylko mogę zrozumieć (czyli są napisane językiem, jaki rozumiem - podobnym do mojego języka - chodzi mi tutaj oczywiscie o coś więcej niż język polski czy angielski, raczej o "język wewnętrzny", sposób widzenia i opisywania świata), ale i mogę się zidentyfikować z czymś/ kimś.
I w końcu - ludzie, których lubię to zazwyczaj ludzie, których coś ze mną łączy. Na tej bazie podobieństwa można uwypuklać różnice - i wtedy także różnice się lubi - ale dopiero na jakiejś wspólnej płaszczyźnie.

Konkludując nieco filozoficznie: różnice możliwe są tylko tam, gdzie u podstawy tkwi coś wspólnego i podobnego :)
I ja osobiście lubię lubić jedne i drugie.

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 3 lis 2005, 23:58
autor: Kruk
Ardelia pisze:to ciekawe. jaka to decyzja, jesli mozna sie dowiedziec?
Żeby być w zgodzie z swoją naturą muszę odciąć się od cywilizacji.
Skrajna forma tego odcięcia to: chata w Bieszczadach, stary ruski samochód terenowy, na obiad kasza ze skwarami, na kolację skwary z kaszą, praca to wytwarzanie badziewia dla miastowych ( rękodzieło ). 0 kobiet.
I forma delikatna odcięcia to zamieszkać na skraju miasta, praca to usługi ( naprawa czegokolwiek co jest urządzeniem technicznym), wytwarzanie energii odnawialnej dla swoich potrzeb i zdjęcie blokady z kobiet ( byłem ostatnio w Bieszczadach ---dziewczyna chciała pogadać (chyba) a ja oczywiście ją zbyłem, nawet nie sprawdziłem czy to nie kobieta-pustelnik). Muszę się zdecydować na 1 formę.
Ardelia pisze:zgadzam sie czesciowo: caly wic na tym polega, ze nie wystarczy doznac "dobroci uniwersalnej"° w stosunku do innej osoby/otoczenia/kosmosu, czy czegos innego zewnetrznego. trzeba doznac ja w stosunku do siebie. jesli czlowiek nie dozna, ze sam w sobie jest wcieleniem tej dobroci i dlatego wart jej, to zadna wiara w religie, filozofie, formule, wiedze, ludzi itd. mu nie pomoze na dluzsza mete...bedzie sie w gruncie duszy czul pusty i obcy, cokolwiek by nie zrobil, gdziekolwiek by nie szukal.

Ja mam coś takiego, co z zewnątrz tak wygląda, jakbym był odcięty od wszystkiego i sam dla siebie stanowił wszystko, i nie jest mi potrzebna dobroć czy czyjaś złość. Nie działa na mnie to, że ktoś myśli o mnie w taki czy inny sposób. Nie mogę czuć się obco, pusto bo odpalę myślenie i jestem bardzo zajęty myślami, tak że zapomnę gdzie jestem i co robię i przejadę skrzyżowanie na czerwonym świetle, zapomnę wysiąść na swoim przystanku autobusowym. Nie powiem cześć koledze, bo jestem myślami daleko i go nie widzę. To taka schizofrenia i autyzm włączany na życzenie. U mutantów to standard
Ardelia pisze:nie pisalam nic o nienawisci...to, co najbardziej odbieram z twoich postow, to (w moich oczach) bardzo jednostronny sposob wyrazania sie, ktorym sie czesto poslugujesz. wtedy mowisz o ludziach, tak jak gdyby twoj dany przyklad odzwierciadlil zachowanie calej grupy - przynajmniej, tak to interpretuje.
Ach to o to chodzi, załapałem: nie mogę się zidentyfikować z żadną ideologią, doktryną ani jakąkolwiek grupą ludzi o jednakowych poglądach, patrzę na świat jak był bym w szklanej kuli i odbieram wrażenia bez emocji. Opisuję to co widzę-----prawnik postępujący normalnie nie powoduje chęci opisania go, nie ma takiej potrzeby, a prawnik szuja powoduje taką potrzebę, jest wart opisania. Dlatego wygląda to jednostronnie, reporter w TV szuka wypadków, morderstw, a nie tego co jest mało interesujące (dobre, nudne itp.)
Wolę horror niż romans ( chyba nie tylko ja).
Może faktycznie patrzę negatywnie na świat? Gdyby ktoś mnie skrzywdził to odbierał bym świat negatywnie bo dotyczyło by to mnie. Tak jednak nie jest, ja obserwuje wszystko z kuli, ja po prostu patrzę na otaczający mnie świat bez uprzedzeń i zahamowań i odbieram to co widzę, tłumaczę sobie dlaczego tak się dzieje (raz się mylę, raz nie) a jak coś powiem to dowalę tekst że nie wiadomo co z tym zrobić. Zauważyłem że ludzie przypominają mi to co powiedziałem 3 lata temu (jakby to był kawał).
Ardelia pisze:a poza tym, ciekawi mnie, kiedy piszesz o rzeczach ktore cie pasjonuja/inspiruja. szkoda, ze tak rzadko.
Nie mam pojęcia co masz na myśli? O czym takim napisałem? Zagadka Sfinksa do kwadratu.

nie wiem jak wprowadzć cytaty jak jest ich kilka

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 4 lis 2005, 00:12
autor: Kruk
alicja pisze:Ardelio, święte słowa! Tak samo uważam. Można widzieć siebie jako mutanta, albo elfa, albo krasnoludka - dowolnie. Ale dopóki się samego siebie nie zaakceptuje i nie polubi, niezależnie od swojej "inności", to nie będzie się mogło akceptować świata.
Do tej pory próbowałem się przystosować do świata (cywilizacji ludzi), myślałem że poradzę sobie, a tu kicha . Poszukiwania swojej tożsamości doprowadziły do książki 300 stron tylko o mutantach. Teraz siebie akceptuje bo wiem że to chodzi o sposób myślenia, że nie ma to nic wspólnego z inteligencją, chorobą psychiczną czy czymś takim. Nie mogę tego zmienić ----ale mogę swoje życie dostosować do myślenia i być w zgodzie z naturą.
Pewnie że mam wiele wspólnego ze wszystkimi, do życia w społeczeństwie brakuje mi jednak cech ważnych których się nie nauczę, bo są wrodzone.
Nie mogę zazdrościć czegoś.
Nie chcę władzy.
Nie jestem interesowny (olewam szmal).
Nie chcę sławy, popularności.
Nie potrafię oszukać (na tym polega handel)
Olewam totalnie wszystkie możliwe religie i ideologie ( jednocześnie robię tak jakbym je stosował).
Traktuje tak samo króla jak żebraka, prostytutkę jak księżniczkę.
Niesprawiedliwość, przemoc fizyczna, stosowana do innych pali mnie kwasem, krew mi wrze. Myślałem że z tego wyrosnę, a to się powiększa.
To mnie eliminuje z normalnego życia, bo powinienem być drapieżnikiem, nie mogę się tego nauczyć.
Używam słowa mutant bo brzmi to lekko i niegroźnie. Co mam napisać że istnieją kursy dla takich co chcą się "nauczyć tego myślenia". Że jakiś gość traktuje to jako coś wyjątkowego i chciałby założyć "lożę masońską" dla mutantów.
Trzeba mieć inteligencję lub talent żeby wykorzystać to myślenie.
A ja mam inteligencje standardową a talent do obijania się z kąta w kąt.
Dla mnie to jest przekleństwem a nie czymś wyjątkowym.
Doprowadza to do tego że celem życia jest samo życie, bez obowiązków, cywilizacji, czy chęci poznawania świata, kres filozofii jako takiej.
Bieszczady, cisza, życie na wolności. A miasto, zgiełk, wysokie stanowisko to wegetacja dla normalnych.

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 4 lis 2005, 00:39
autor: alicja
A jesteś w stanie podjąć ciężar takiej wolności?
Bo dopóki się o tym tylko myśli, to wygląda dobrze: odciąć się, robić sobie co się chce, zminimalizować kontakt.
Ale czy da się zlikwidować kontakt? Tak zupełnie?
Zawsze jakoś będziesz zależny.
No chyba, że zbudujesz sobie szałas z gałązek, jadł będziesz co uzbierasz (pytanie: gdzie uzbierasz? nawet w Bieszczadach coraz ciężej o odludną polanę z jagodami), ogrzewał się będziesz przy ognisku. O ile nauczysz się krzesać ogień z krzemienia. O ile znajdziesz krzemień.
Wszystko inne wymaga kontaktu z ludźmi.

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 4 lis 2005, 16:12
autor: Kruk
Mamy XXI wiek------TV, internet, telefon, książki od tego nie zamierzam odcinać się.
Faktycznie olewam szmal, ale jest mi on na tyle potrzebny że robił bym coś żeby go mieć.
A to ogniska, szałas, jagody, właśnie dlatego interesuję się energią odnawialną (darmową).
Ten szałas, ognisko-- byłby naszpikowany urządzeniami bardziej niż jakikolwiek znany mi dom. Robiłem obliczenia ile czego potrzebuje (pieniędzy, energii, itp.).
Kontaktu z ludźmi nie da się całkowicie zlikwidować, jak złamię nogę to sam jej nie złożę. Nie przeszkadza mi kontakt z ludźmi raz na jakiś czas. Chodzi o to że nie mam potrzeby bycia z ludźmi, dla samego przebywania „ sztuka dla sztuki”. Chyba załapuję dlaczego ludzie szukają kontaktu to, branie i dawanie chęć kochania i bycia kochanym to zwykła interesowność, ja tego nie mam. Pracowałem kiedyś w sklepie, jechała facetka i zepsuł się jej samochód tuż przed sklepem, wlazłem pod niego i naprawiłem bo to umiem ( tak po prostu).
Kobieta chciała mi zapłacić, a ja tego nie rozumiem -----naprawiłem i nie oczekuje nic za to, dziewczyna która ze mną pracowała też się pytała, ile mi zapłaciła--- i też nie wiem o co jej chodzi, nie mam jakieś ważnego pliku odpowiedzialnego za branie i dawanie.
Z tą miłością do kobiety jest jakoś podobnie jak z tym braniem i dawaniem.
Ludzie mówili że zakochaliśmy się w sobie tak jak na filmach, nie wiedziałem o co im chodzi, ja to czułem jak dostał bym narkotyk działający ze 2 lata.
Nie mogę powiedzieć że chciałem coś dać kobiecie albo że czegoś od niej oczekiwałem.
To coś co jest dla mnie niedostępne. Może dlatego ludzie mówią że miłość nie istnieje bo chcą dawać lub brać. Wychodzą coraz większe jaja, gadałem ostatnio z kolesiem i on mówił że jest z dziewczyną „ bo kogoś trzeba mieć” on nie żartował, on tak myslał.
Dobry jest też tekst jak chłopak chce „dowodu miłości” od dziewczyny. Miłość i wiara nie potrzebują dowodów, facetowi chodzi o coś innego, a ateiści też chyba nie widza na czym wiara polega skoro szukają dowodów materialnych.
Widzę też że z wiarą jest podobnie, nie jest mi potrzebna czyjaś miłość i opieka, a wręcz przeciwnie: dla mnie to horror że istnieje coś co chciało by mnie zdominować powołać do życia i odebrać je, to straszne że jak strzelę sobie w łeb to dostanę się w szpony tyrana.
Nie chcę być nikomu podległy ani nikim rządzić, to pewnie plik wolności lub brak pliku poddaństwa.
I z tym równouprawnieniem kobiet też jest jakoś podobnie, ja z nimi rozmawiam jak płeć by nie istniała, gadam jak równy z równym, miałem kiedyś nauczycielkę która miała wiedzę i umiała ją przekazać, bardzo ją lubiłem, za to że nie udowadniała że jest kobietą a kimś kto ma coś do powiedzenia. Kumple jej nie lubili bo miała przewagę wiedzy nad nimi a jednocześnie była kobietą. Wyglądało to tak jakby facet musiał mieć przewagę żeby się dowartościować.
Alicja masz rację że boję się tych Bieszczad (chciałbym ale się boję) i pewnie nieco zbastuję i zamieszkam gdzieś bliżej miasta żeby na wszelki wypadek być bliżej ludzi. Dobra teraz muszę spadać, mam randkę, laska czeka 500 lat.

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 5 lis 2005, 16:58
autor: Ardelia
nie myslalam, ze bedziemy na SEA toczyc tak filozoficzne rozmowy. ale tym bardziej, swietnie!
alicja pisze:(Ardelio, piszesz nieraz dokładnie to, co ja myślę :))
hihi, pewnie czasami odbieramy ta sama stacje "Wielkiego Mozgu"* i krzyzuja nam sie fale mozgowe. ;)
(*tu mi sie kojarzy swietny polski komiks "Bogowie z kosmosu" wg. Ericha von Dänikena)
Kruk pisze:Żeby być w zgodzie z swoją naturą muszę odciąć się od cywilizacji.

jesli tak czujesz, to sprobuj ktora z drog ci bardziej odpowiada i tyle. :)
nie bylbys pierwszy, i nie bedziesz ostatni ktory wybiera inna droge zyciowa.
Kruk pisze:To taka schizofrenia i autyzm włączany na życzenie. U mutantów to standard
@mutant: dla mnie mutanci wg. twojego opisu, to po prostu ekscentrycy, a wiekszosc ekscentrykow to fajni goscie. :)

tak jak siebie opisujesz, brzmi to rzeczywiscie troche austystycznie. czy znasz zespol Aspergera? to lekka forma autyzmu (bardziej "zaawansowani" autysci zazwyczaj maja o wiele wieksze trudnosci z komunikacja, i czesto wrecz genialne umiejetnosci w jakies dziedzinie...no, chyba wiesz o co mi chodzi). Aspergerowie zas to "wysoko funkcjonujacy autysci".

chcialam ci podac kilka informacji, lecz wkurza mnie to, ze na polskich stronach syndrom Aspergera czesto jest przedstawiany z przysmakiem "choroby", tzn. jako "zaburzenie" zwiazane z "cierpieniem", kiedy ci ludzie po prostu inaczej odbieraja swiat.
no coz...uprzedzilam cie. temat sam w sobie uwazam za fascynujacy.

Zespol Aspergera, polska Wikipedia (niestety bardzo krotki opis)
Asperger Syndrome, angielska Wikipedia
Einstein i Newton cierpieli na autyzm (haha, porywczy tytul ;))
Kruk pisze:prawnik postępujący normalnie nie powoduje chęci opisania go, nie ma takiej potrzeby, a prawnik szuja powoduje taką potrzebę, jest wart opisania. ...reporter w TV szuka wypadków, morderstw, a nie tego co jest mało interesujące (dobre, nudne itp.)
tak, niestety media przewaznie tak dzialaja. ale jak u ciebie? czy rowniez tak myslisz, ze dobroc jest nudna?
piszesz, ze "obserwujesz wszystko...bez uprzedzen i zahamowan", lecz wydajesz sie widziec zwlaszcza jedna strone (negatywnosc). szczerze mowiac, dla mnie obiektywnosc obejmuje o wiele wiecej kierunkow. moze masz wbudowany filtr na dobroc?
Kruk pisze:Zauważyłem że ludzie przypominają mi to co powiedziałem 3 lata temu (jakby to był kawał).

nic dziwnego, jesli puszczasz teksty jak "Mentalność seksualnego królika sciągającego do króliczej nory marchewki mnie nie interesuje". :lol:
wiem, ze mowiles na serio, lecz taki sposob zonglowania slowami trafia prosto w moj humor, nie moge nic na to poradzic. widocznie inni cie czasami tez tak odbieraja.
Kruk pisze:
Ardelia pisze:a poza tym, ciekawi mnie, kiedy piszesz o rzeczach ktore cie pasjonuja/inspiruja. szkoda, ze tak rzadko.
Nie mam pojęcia co masz na myśli? O czym takim napisałem? Zagadka Sfinksa do kwadratu.
naprawde? :lol: myslalam, ze od razu wpadniesz na to, o co mi chodzilo. przyklad: kiedy pisales o Damie z Lasiczka. :D
Kruk pisze:nie wiem jak wprowadzć cytaty jak jest ich kilka
otoz tak:

Kod: Zaznacz cały

[quote="ksywa"]cytat[/quote]
(kliknij przycisk "cytuj", potem skroc tekst na to, co czescz cytowac. sprawdz, czy cytat zaczyna i konczy sie odpowiednymi nawiasami. jesli nie, dodaj je recznie. mozna tez polaczyc 2 cytate, tak jak zrobilam powyzej)

tak apropos, czy chcecie wydzielic posty o Kruku & innych spojrzeniach na swiat do osobnego tematu?
dosc daleko zboczylismy z bobaskowego tematu, i mam wrazenie, ze bedziemy jescze dyskutowac w "nowym kierunku".

pozdrawiam,

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 5 lis 2005, 17:45
autor: Qwerty
Dziel i rządź! 8)
(Kto by pomyślał, że ta stara zasada znajdzie nowe zastosowanie :wink: )

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 7 lis 2005, 18:03
autor: Kruk
Ardelia pisze: jesli tak czujesz, to sprobuj ktora z drog ci bardziej odpowiada i tyle.
nie bylbys pierwszy, i nie bedziesz ostatni ktory wybiera inna droge zyciowa.
Raz się mogłem pomylić, drugi raz, to niewybaczalny błąd. JA MUSZĘ MIEĆ 100% PEWNOŚCI że wiem co robię, skończyłem 30 lat muszę znać dokładnie swoją drogę życiową żeby znowu nie wpakować się na minę.
Ardelia pisze: syndrom Aspergera czesto jest przedstawiany z przysmakiem "choroby", tzn. jako "zaburzenie" zwiazane z "cierpieniem", kiedy ci ludzie po prostu inaczej odbieraja swiat.
no coz...uprzedzilam cie. temat sam w sobie uwazam za fascynujacy.
Fascynujący? Wiesz jakie to jest wkurzające jak pozytywne przymioty masz, i próbujesz się nauczyć tych negatywnych żeby funkcjonować w społeczeństwie, to nie jest proste.
To tak jak byś musiał 10 przykazań napisać wspak i spowiadać się diabłu że nie robisz ich.
Bo pracując w sklepie powiesz facetowi że ten towar jest do kitu zamiast go zachwalać.
Wyzwolenie naturalnego instynktu jest możliwe w skrajnych przypadkach, a praca w sklepie do takich nie należy. Ludzie reagują osłupieniem jak ich nie okłamiesz, są przygotowani na to że im wciśniesz kit.
A ten syndrom Aspergera ---no jest coś w tym, tyle że dotyczy to geniuszy, a ja mam inteligencie na standardowym poziomie, i zero talentów. Wczoraj wykazałem się genialnością, bo wlazłem do czyjegoś mieszkania, pomyliły mi się piętra.
Radzę sobie z cierpieniem, traktuje życie jak sen wariata, a ja jestem jednym z tych wariatów i totalnie olewam wszystko co dzieje się wokół mnie -------Witkacy czy ktoś tam, strzelił sobie w łeb, nie mógł sobie poradzić z rzeczywistością---- to zły patent.
A Einstein no tak mam coś wspólnego, w filmie "Mucha" facet miał w szafie 5 zestawów takich samych ubrań, ponoć to patent Einsteina, no dobra robię tak samo też mam łachy w takim samym rozmiarze i kolorze po ileś tam sztuk, chyba powinienem zająć się modą męską ( pewna kariera stylisty).
Dla mnie bez sensu jest zajmować się czymś takim jak jedzenie czy ubranie, mogę całe życie jeść to samo i ubierać się tak samo i jeździć takim samym samochodem, używać tego samego telefonu komórkowego itp. Poszukam w literaturze tego Aspergera. Być może patrząc z zewnątrz "fajnie jest patrzeć inaczej". W praktyce wygląda to tak że ludzie wokół ciebie zachowują się dziwnie, a ja próbuję ich naśladować, nie wychodzi mi to zupełnie i nie potrafię ich naśladować, zastanawiam się nad motywami ich działania i tłumaczę to jak potrafię ( dlatego wypowiedzi moje wyglądają tak jak wyglądają).
Wkurza mnie to, że mam świadomość że myślę inaczej, każdy wie swoje, ma swoją drogę życia, opowiada się po którejkolwiek ze stron i nie zastanawia się dalej nad tym i robi to co robi. Pewnie że "wiem że nic nie wiem" mam dawno za sobą, znam dalszą drogę i ona mnie fascynuje i przeraża. No wiesz "wiem że nic nie wiem " to nie koniec, to początek drogi.
Ardelia pisze: moze masz wbudowany filtr na dobroc?.
Dobroć przechodzi bez problemu przez filtr, i tego nie zauważam a z tym co złe radzę sobie tak że "wybaczam" tyle że nie wszystko, przemoc fizyczna i psychiczna ( na kimś, nie na mnie ) wywołuje u mnie wrzenie krwi. Nie mogę się tego pozbyć, mogę stać się wtedy drapieżnikiem, i szlag mnie trafia bo przecież mnie to nie dotyczy (całkowicie porąbane) .
Jeżeli używam słowa dobroć---zło, to tylko po to żeby to było zrozumiałe.
Dla mnie prawda- fałsz, zło-dobro, czarne---białe NIE ISTNIEJE (musiał bym się opowiedzieć po którejkolwiek ze stron).
Ardelia pisze: naprawde? myslalam, ze od razu wpadniesz na to, o co mi chodzilo. przyklad: kiedy pisales o Damie z Lasiczka.
Tak naprawdę, a niby skąd mam wiedzieć że napisałem o damie z łasiczką coś dziwnego.
To żadna fascynacja. Leonardo stworzył niewiele dzieł, a był kimś kto mógł ich stworzyć mnóstwo w doskonałej formie------ tylko po co?
Dla szmalu, sławy czy innych głupot?
Bez sensu jest robić coś z tak błahych powodów, lepiej zajmować się rzeczami którymi się do tej pory nie zajmowałeś a które lubisz. Leonardo zajmował się otaczającym światem próbował go zrozumieć i opisać, narysować------jest mnóstwo jego szkiców rysunków (setki) z wynalazkami i rzeczami które narysował i opisał.
Z czegoś rzyć musiał, to czasami przyjął zamówienie na obraz, fresk i dla jaj wcisnął tam jakaś zagadkę, lub coś chciał przekazać --------robiąc coś na zamówienie czerpał z tego przyjemność a dodatkowo mógł dodać od siebie swoje przemyślenia w samej treści obrazu .
A że nie był cham to stworzył podręcznik "jak malować" dla przyszłych pokoleń, darmowy patent dla tych co chcą wyłącznie malować "niech se malują". Pewnie się mylę i źle odczytuje damę z łasiczką-----dla mnie to obraz na zamówienie bez większych podtekstów w treści.
A o snobach to wiem trochę-----praca mojej byłej żony polegała na wykorzystaniu snobizmu ludzkiego, i miała związek z artystycznymi poczynaniami.
Nie mam pojęcia o sztuce, raczej jestem turpistą i to mnie kręci (znowu widzący inaczej).
Jeżeli Leonardo to genialny mutant, to tak mogło wyglądać jego myślenie-------muszę więcej poczytać o nim.

Chodzi o to że na 10000 mutantów jeden ma talent lub inteligencie i zapisuje się na kartach historii ( o nich są książki) i tych mogę wytropić, a 9999 nie zapisuje się niczym i o nich nie mogę poczytać nigdzie. Pewnie że wolałbym bym pogadać z jednym z tych 9999 bo jestem jednym z nich tyko nie wiem gdzie są, jeden żył w "Chatce Puchatka" w Bieszczadach ale już nie żyje (spóźniłem się).
Ja nie jestem ekscentrykiem , szukam najlepszego rozwiązania na swoje życie. Czytam zwykłe książki , oglądam zwykłe filmy, nie robię nic czym mógłbym się pochwalić.
Byłem w sobotę spojrzeć Damie z Łasiczką w oczy, ta łasica to gronostaj tak jest napisane pod obrazem. A teraz to ja mam zagadkę związaną z pobytem w tym miejscu, szkoda że pozostawiłem wybór nie sobie.

A jeszcze jeden drobiazg można usunąć z forum logowanie KRUK bo to jest moja ksywa KURK-----KRUK mogę podać hasło do niego i adres na który przyszedł email. Wrodzona inteligencja spowodowała że kliknąłem że mam poniżej 13 lat(nie do końca jest to prawda) no i wiecie dalsza procedura była zbyt skomplikowana wpisałem ksywę od tyłu i założyłem nową skrzynkę.

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 7 lis 2005, 19:09
autor: Kamikola
Kruk pisze:A jeszcze jeden drobiazg można usunąć z forum logowanie KRUK bo to jest moja ksywa KURK-----KRUK mogę podać hasło do niego i adres na który przyszedł email. Wrodzona inteligencja spowodowała że kliknąłem że mam poniżej 13 lat(nie do końca jest to prawda) no i wiecie dalsza procedura była zbyt skomplikowana wpisałem ksywę od tyłu i założyłem nową skrzynkę.
Nie widzę nigdzie Kruka. Czy ktoś się już tym zajął?

Czy ty pracujesz w sklepie? Jeżeli tak to już rozumiem twoją chęć ucieczki od ludzi. Witaj w klubie. :D Odkąd zaczęłam pracować, pracuję dla innych, dla klientów, usługując im, zawsze będąc miłym bez względu na to co robią lub jak sama się czuję, robiąc co najlepsze dla nich i dla biznesu... już mam tego po dziurki w nosie. I jakby to było mało to żyję w najgorszym miejscu dla kogoś takiego jak ja. New Jersey roi się od ludzi i nie ma od nich ucieczki. Gdzie się nie obrócę tam ludzie. Chcę wyjść na spacer - ludzie. Chcę odwiedzić nowe miejsce - ludzie. Chcę chwilę spędzić sama - ludzie. Moi znajomi i rodzina dziwią się dlaczego nie lubię chodzić na dyskoteki w sobotę by się rozerwać. Dla mnie ideał odpoczynku to odpocząć od ludzi nie z ludźmi.
Moim zdaniem pracowanie dla ludzi może cię nauczyć nienawidzenia ludzi. Dlatego nie wiem jak długo jeszcze wytrzymam w swojej pracy. Boję się, że zrobię coś głupiego. Też byłoby fajnie mieszkać samemu zdala od tego wszystkiego. Nie myśleć o innych. Zająć się tym co lubię. Mam tyle zainteresowań. Gdybym tylko miała na nie czas...
Już wystarczy. Nie lubię się wdawać zbyt głęboko w takie przemyśłenia bo zawsze kończą się tym samym.
Zaczynam bardziej cię rozumieć Kruku.

Re: inne spojrzenia na swiat... (rozmowy z Krukiem)

: 7 lis 2005, 19:53
autor: alicja
Kruku, wydaje mi się, że całkiem dobrze się "wczułeś" w myślenie Leonarda da Vinci. W każdym razie, ja mam podobne odczucia na jego temat, a kiedyś trochę czytywałam i chadzałam na wykłady o nim. Tak, to był taki trochę "mutant", który dobrze wiedział, czym się interesuje (choć też i nie, skoro interesował się tak wielu rzeczami naraz!), i tym się zajmował. Te wszystie jego szkice z natury to były właśnie studia nad budową trawy, nad strukturą gór, nad anatomią jakiegoś tam stworzenia. O planach maszyn nie mówiąc, bo oczywiste, że wyrosły z pasji.

A jeszcze mi przyszło do głowy, gdy czytałam Twoje słowa, o te:
Dla mnie bez sensu jest zajmować się czymś takim jak jedzenie czy ubranie, mogę całe życie jeść to samo i ubierać się tak samo i jeździć takim samym samochodem, używać tego samego telefonu komórkowego itp.
W zasadzie, to jest to, o czym mówią filozofie wschodnie: brak przywiązania do tego, co nie jest naprawdę istotne, brak szamotania się w świecie blichtru i gadżetów, czyli "ułudy". A w zamian - więcej energii do tego, co ważniejsze.
Ciesz się, że tak masz, bo większosć ludzi w ogóle nie rozumie, że taka postawa może powodować mniej nieszczęść (bo nie przejmujesz się stratą jednego ubrania, skoro wszystkie są takie same), nie mówiąc już o tym, że musieliby ćwiczyć, by to sobie wypracować.
I tu wcale nie chodzi o żadną genialność czy nieprzeciętną inteligencję. A po co być genialnym? Nie lepiej być zadowolonym? :)
Myślę, że nie powinieneś aż tak wielkiej uwagi przywiązywać do tego, że jesteś "inny" - że to rzadkie, czy coś - ale zacząć korzystać z tego, że pewne rzeczy nie absorbują twojej uwagi. Więc zajmij się wreszcie tym, co sprawia Ci największą radość, a te sprawy, które są konieczne, zminimalizuj i traktuj nieosobiście; ot, muszę, zrobię, z głowy.