Czy...

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
kibic
łASuch
Posty: 152
Rejestracja: 2 gru 2005, 10:31
Lokalizacja: Poznań

Czy...

Post autor: kibic » 18 cze 2006, 17:06

Czy miłość bez seksu jest tylko pewnego rodzaju głęboką przyjaźnią?

Zauważyłem że niektórzy preferują tego rodzaju związki.

Mój znajomy twierdzi że istnieje też seks bez miłości.
wasz k i b i c

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Re: Czy...

Post autor: Agnieszka » 18 cze 2006, 17:13

Trudne pytanie - jedno z gatunku tych, na które jest tyle odpowiedzi, ilu odpowiadających, a to dlatego, że ciężko w ogóle zdefiniować miłość - jak i wiele innych pojęć abstrakcyjnych. Dla mnie miłość bez seksu jest czymś więcej niż pewnego rodzaju głęboką przyjaźnią - ale nie jestem w stanie naukowo wykazać różnicy, bo polega ona po prostu na odmiennym odczuwaniu, na różnych emocjach, których nie można zmierzyć. Subiektywne odczucie. Dla mnie seks nie jest czynnikiem warunkującym istnienie miłości ani też nawet elementem dopełniającym czy też kropką nad 'i', ale dla osoby seksualnej może być.

magellan
fantAStyczny
Posty: 551
Rejestracja: 18 lip 2005, 06:48

Re: Czy...

Post autor: magellan » 18 cze 2006, 18:15

czy milosc bez seksu jest tylko pewnego rodzaju gleboka przyjaznia?

dla mnie tak. lecz wedlug mnie kazda milosc jest gleboka przyjaznia. jednak dla mnie jest to raczej samo to okreslenie/ten wyraz ktorego nie lubie (milosc), ktore opisuje moje uczucia do innej osoby z ktora chetnie przebywam. jak Agnieszka napisala, milosc to pojecie abstrakcyjne, tzn. jest to cos co tak jakby wcale nie isntnialo lub jest to jakas przez ludzi wymyslona "bzdura" - bzdura dlatego, bo: "dzisiaj cie kocham i powstaje milosc miedzy nami - a jutro milosc sie niestety zakonczyla, bo moja przyjaciolka poznala innego faceta" ( lub odwrotnie). co jest milosc? hmmmm?... nic. dlatego powazam osobiscie wiecej te okreslenie przyjazn, bo tu to funkcjonuje troche inaczej, no a co prawdziwa przyjazn jest, tego nie musze opisywac... przynajmniej jestem tego zdania, ze tak jest.

moj znajomy twierdzi ze istnieje tez seks bez milosci

ale no pewnie - budynek, gdzie sie czerwone swiatelka w nocy swieca... :mrgreen:

magellan :D

Awatar użytkownika
Gizmo
Strażnik TeksASu
Posty: 1064
Rejestracja: 13 cze 2006, 11:15
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Czy...

Post autor: Gizmo » 18 cze 2006, 22:03

Magellan, obserwując zachowania ludzi wokół mnie doszłam do tego samego wniosku :|
Co do seksu bez miłości - do tego nie trzeba czerwonych światełek.. :wink: Moja przyjaciółka rok temu zerwała z chłopakiem, ponieważ poczuła, że "coś się wypaliło". Mimo wszystko są z sobą bardzo zżyci, nadal się przyjaźnią, spotykają się bardzo często i zdarza im się uprawiać seks, bo oboje na razie nie mają partnerów i tego potrzebują. Szczerze mówiąc nie widzę w tym nic złego..
Natomiast te zaborcze związki, w których jedna osoba traktuje drugą jak swoją własność, nadzoruje w dzień i w nocy, a za spojrzenie na kogoś innej płci mogłaby zabić - to mnie przeraża.

WendyKroy
pASibrzuch
Posty: 232
Rejestracja: 27 sty 2006, 20:18

Re: Czy...

Post autor: WendyKroy » 19 cze 2006, 18:42

A jak moze nie istniec seks bez milosci? co w tym dziwnego?
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are

Awatar użytkownika
Shadow
ASiołek
Posty: 56
Rejestracja: 3 lut 2006, 19:49

Re: Czy...

Post autor: Shadow » 21 cze 2006, 20:05

Z mojego punktu widzenia sprawa jest (o dziwo) dość prosta. Miłość a głęboka przyjaźń to zupełnie 2 różne rzeczy. Sprawa może się wydawać trudna do rozgryzienia dla tych, którzy nigdy nie kochali. Ci natomiast, którym dane było przeżyć to uczucie, nie maja najmniejszych wątpliwości w tej materii. Miłość jest abstrakcyjna o tyle, że trudno ją opisać, wytłumaczyć temu, co nigdy jej nie zaznał, nie jest już jednak tajemnicza jako realny, dający się zbadać, proces chemiczny. A co z seksem? Czy miłość jest z nim koniecznie związana? Moim zdaniem jak najbardziej nie. Kwestia ta budzi kontrowersje, gdyż na ogół oba te czynniki współwystępują, koegzystują, tak że mogą zdawać się być ze sobą zespolone (oczywiście pod warunkiem, że mówimy o osobach seksualnych i jednocześnie zakochanych). Tymczasem to 2 zupełnie różne procesy/potrzeby, które wcale się wzajemnie nie implikują. Dowodem na to z jednej strony są dzieci z ich "platonicznymi uniesieniami" oraz my (a przynajmniej część z nas), z drugiej zaś, wspomniany już seks bez miłości, który niewątpliwie istnieje i jak by nie patrzył, otacza nas zewsząd.

WendyKroy
pASibrzuch
Posty: 232
Rejestracja: 27 sty 2006, 20:18

Re: Czy...

Post autor: WendyKroy » 23 cze 2006, 14:25

Zpelnie nie zgodze sie z przedmowca. Jesli jestes z kims blisko ale nie uprawiasz sexu, nie chodzisz za reke, nie calujesz sie to jest to samo a jak nazwiemy to juz nasza sprawa. Komercyjny szlif wykreowal milosc jako produkt i wiele osob dalo sie nabrac.
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Re: Czy...

Post autor: Agnieszka » 23 cze 2006, 16:11

WendyKroy pisze:Zpelnie nie zgodze sie z przedmowca. Jesli jestes z kims blisko ale nie uprawiasz sexu, nie chodzisz za reke, nie calujesz sie to jest to samo a jak nazwiemy to juz nasza sprawa. Komercyjny szlif wykreowal milosc jako produkt i wiele osob dalo sie nabrac.
A jak nazwiesz sytuację, w której - jesteś z kimś blisko, ale nie uprawiasz seksu, JEDNAK chodzisz za rękę i całujesz się (może niekoniecznie namiętnie, ale jednak)? Nie wiem, czemu mieszasz seks z całowaniem i trzymaniem za rękę...

WendyKroy
pASibrzuch
Posty: 232
Rejestracja: 27 sty 2006, 20:18

Re: Czy...

Post autor: WendyKroy » 23 cze 2006, 16:18

Wtedy uwazam, ze ktos taki nie jest asexem. Mieszam bo mysle, ze to ma duze znaczenie. Rozmawialam z wieloma ludzmi na ten temat i takie zdanie sobie wyrobilam. Dla mnie calowanie to istotna czesc seksualnosci czlowieka, moze bardziej istotna niz sam sex w lozku. Jesli ktos sie caluje to na pewno nie jest aseksualny.
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Re: Czy...

Post autor: Agnieszka » 23 cze 2006, 16:45

No dobrze, skoro wg Ciebie taka osoba nie jest asexem, to kim jest?

WendyKroy
pASibrzuch
Posty: 232
Rejestracja: 27 sty 2006, 20:18

Re: Czy...

Post autor: WendyKroy » 23 cze 2006, 18:42

A musisz to jakos nazywac?
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are

Awatar użytkownika
Gizmo
Strażnik TeksASu
Posty: 1064
Rejestracja: 13 cze 2006, 11:15
Lokalizacja: Gdańsk

Re: Czy...

Post autor: Gizmo » 23 cze 2006, 19:11

Jesli ktos sie caluje to na pewno nie jest aseksualny.
Wendy, a rozróżniasz jakoś te pocałunki? :? Dla mnie nie ma różnicy, czy daję całusa matce, czy przyjacielowi.
Chyba najważniejsze jest, co czuje, albo czego nie czuje aseksualna osoba, kiedy całuje się z kimś?

WendyKroy
pASibrzuch
Posty: 232
Rejestracja: 27 sty 2006, 20:18

Re: Czy...

Post autor: WendyKroy » 23 cze 2006, 19:18

Rodzinne potniecie ust to chyba inna kategoria, wszyscy sie zgodzimy. Moim zdaniem to latwo rozroznic.
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Re: Czy...

Post autor: Agnieszka » 23 cze 2006, 19:48

WendyKroy pisze:A musisz to jakos nazywac?
W sumie chciałabym, bo wg Twojej teorii są dwie grupy ludzi:
1. seksualni - uprawiają seks, całują się, trzymają za ręce
2. aseksualni - nie robią niczego z powyższych.

No i pozostaje pytanie, co z ludźmi, którzy nie uprawiają seksu, bo nie odczuwają pociągu/popędu seksualnego, ale są zakochani i chcą w jakiś sposób okazać swoje uczucia - poprzez trzymanie się za ręce i całowanie - wybaczcie sformułowanie - ale przez całowanie niekoniecznie rozumiem pocałunek 'z języczkiem'. Krótko mówiąc teoria ma pewne braki.

Pytanie numer 2 - dlaczego właściwie przeszkadza Ci, że osoba, która kogoś kocha, chodzi z tym kimś za rękę i całuje się z tym kimś, uważa się (i moim zdaniem słusznie) za aseksualną. Tzn. co w tym złego? Jakie masz argumenty przeciw - chodzi mi o racjonalne argumenty.

WendyKroy
pASibrzuch
Posty: 232
Rejestracja: 27 sty 2006, 20:18

Re: Czy...

Post autor: WendyKroy » 23 cze 2006, 20:05

Tak ja mam mniej wiecje taki podzial. Zdaje sobie jednak sprawe z tego, ze sa osoby ktore jednoczescnie uwazaja sie za asex. i np. caluja sie i ciekawi mnie to z czego to wynika. Wedlug powzszej tezy takie osoby nie sa zaliczane do asex. pomimo braku sexu bo sex to nie tylko kilka ruchow w lozku ale pewnien stan dluzszy. ALe to tylko moje zdanie z tkorym mozna oczywiscie polenizowac.
We are the nobodies
we wanna be somebodies
when we're dead,
they'll know just who we are

ODPOWIEDZ