Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
Ehmeh
ASiołek
Posty: 64
Rejestracja: 4 paź 2013, 21:44

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Ehmeh »

To co Susolek napisała to akurat było pewnie sprowokowane przez to co ja wcześniej napisałam jak się ubierałam. Akurat w tym wypadku to uproszczenie uważam za odpowiednie, wyjaśniło się że ona czuje się kobieco, ja czułam się męsko (poprawka - raczej powinnam napisać niekobieco a nie męsko) . Podała przykład, że chodzi w kobiecych rzeczach na potwierdzenie swojego poczucia kobiecości, ot taki niewinny przykład, nie sądziłam że to może wywołać takie kontrowersje.
Ja, tak jak pisałam, chociaż teraz czuje się kobietą, chodzę w spódnicach, sukienkach już od dawna (jakoś od 2 klasy liceum), to nie lubię obcisłych rzeczy które są podobno takie kobiece, nie lubię jak coś mi do ciała przylega, ale to nie znaczy że nie czuje się kobietą i w bluzach też chodzę. Nie widzę, żeby tu ktoś wyciągała jakieś daleko idące wnioski...
Awatar użytkownika
Aenyeweddien
pASibrzuch
Posty: 264
Rejestracja: 8 kwie 2013, 21:49
Lokalizacja: Łódź

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Aenyeweddien »

Nie no, aż tak ostro nie miałam tego na myśli ;)
Chociaż nadal coś mi tu nie do końca gra, to aż tak się nie przejmujmy tym.

Czucie się kobieco... Brak wstydu pokazania własnego ciała ale już zażenowanie opisania go słowami. Susolek tak to wygląda? Jakbyś miała opisać siebie stojąc nago przed chłopakiem to zonk? Ale jak to dziewczyna by była to pewnie też?
"Czyny niezaistniałe wywołują często katastrofalny brak następstw." - S. J. Lec
susolek
przedszkolASek
Posty: 8
Rejestracja: 18 sty 2014, 16:13

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: susolek »

Aenyeweddien pisze:Jakbyś miała opisać siebie stojąc nago przed chłopakiem to zonk? Ale jak to dziewczyna by była to pewnie też?
No, chyba tak, nie mogłabym opisać swojego ciała, tak to mniej więcej wygląda.

Co do tych ubrań i kobiecości to oczywiście nie chcę generalizować, ja też często chodzę w bluzach, dresach, typowo męskich ubraniach, ale nie próbowałam nigdy tym zamaskować swojej kobiecości, tylko noszę je bo tak wygodniej, bo mi się podobają itp. Nie bandażuję sobie biustu, nie próbuję wyglądać męsko, nie czuję się mężczyzną.

Co do tych rozmów, jedzenia itp to w sumie jest różnie. Ja zawsze miałam lepszy kontakt z chłopakami ale tylko do momentu kiedy były to czysto koleżeńskie relacje, wtedy czułam się swobodnie a kiedy zauważałam już jakieś takie nastawienie wiecie bardziej damsko-męskie to od razu nie mogłam z daną osobą dłużej rozmawiać.
Problem z tymi przyziemnymi sprawami dotyczy głównie chłopaków, z którymi mnie coś wiązało a nie jakichś tam przypadkowych kolegów. Po prostu zawsze byłam zażenowana swoją hm...fizycznością, przed kimś, z kim byłam związana. Tak samo nie lubiłam patrzeć na to jak mój chłopak je, nie mogłam myśleć o tym, że on właśnie wykonuje jakieś fizjologiczne czynności. Jeśli to jest tylko kolega to nie mam tego problemu bo nie jestem z tą osobą w żaden sposób związana. Dlatego myślę, że nie jestem hetero-asem bo nie byłabym chyba w stanie zaakceptować żadnego faceta ze wszystkimi jego cechami, przecież nie da się tak żyć unikając wiecznie rozmów o takich ludzkich sprawach albo czuć wiecznie zażenowanie rozmawiając o tym.

Tak w ogóle ja zawsze widząc jakieś heteroseksualne pary rozmawiające ze sobą miałam takie myśli, że jak oni mogą tak rozmawiać ze sobą. Są razem 2 dni a już gdzieś tam razem chodzą jeść, dziewczyna piecze dla chłopaka ciasto. Ja bym chyba umarła jakbym miała coś dla chłopaka ugotować albo upiec i potem mu to dać z zażenowaniem i patrzeć jak je. Ja byłam z moim chłopakiem dobre parę miesięcy i mam wrażenie, że przez ten czas rozmawialiśmy mniej niż te 2-dniowe pary. A nie przypominam sobie żadnej sytuacji kiedy byśmy wprost prowadzili jakąkolwiek rozmowę np. o jedzeniu właśnie. Ja zawsze takie konwersacje ucinałam bo o razu serce mi szybciej biło, ręce się pociły i nie mogłam oddychać. Wiem, głupie ale co poradzę.
Aha, i nie jest to związane z żadnymi chorobami dotyczącymi jedzenia, anoreksja, bulimia, nic z tych rzeczy. Po prostu tak się uczepiłam tego jedzenia bo to chyba jedna z takich przyziemnych spraw o której się rozmawia bardzo często chcąc nie chcąc.

Nie mam pojęcia jakby to było z kobietą bo tak jak już mówiłam nie znam żadnej lesbijki ale wydaje mi się, że mogłoby być inaczej. Mam taką nadzieję. Już wypatruję w moim mieście jakichś tęczowych imprez bo nie będę w stanie powiedzieć dopóki nie przekonam się na własnej skórze.
ODPOWIEDZ