Moja "love story" - co robić?

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
Valhalla
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 25 wrz 2013, 19:04
Lokalizacja: Piła

Moja "love story" - co robić?

Post autor: Valhalla » 21 mar 2014, 23:05

Ankha pisze:Valhalla – „urzekła mnie twoja historia”, że tak pięknie powiem. To niezwykłe, że możecie praktycznie codziennie widywać się, (i zapewne trudne), ale – w takiej sytuacji - każdy poranek budzi przecież nową nadzieję…

Domyślam się, że on nie wie, że ty jesteś Asem…? Może warto mu to jakoś zasugerować? Nie wiem… zostawić otwartą stronę internetową, „zgubić” jakiś wydruk pod jego nosem… …I też zastanawiałam się, czy w tej relacji „szef-pracownik”, ty jesteś szefem, czy pracownikiem…? Bo jeśli szefem, to raczej masz trudniejsze zadanie…;) Jestem niezłomną zwolenniczką happyendów, więc mocno trzymam za ciebie kciuki! Podziel się – jak tylko się uda ;)
Oczywiście na początku dla mnie ta sytuacja była też urzekająca - to on zaczął, dla mnie to była tylko zabawa. Pewnie dlatego los się zemścił. Należało mi się! To miał być tylko dobry kolega, który zawsze rozśmieszy, zrozumie, pomoże, a odrobina pikanterii w naszych relacjach urozmaicała atrakcyjnie czas. Kiedy on dawał do zrozumienia, że jest mną zainteresowany, ja obracałam wszystko w żart. Podkreślałam, że jestem zdeklarowaną singielką, stworzoną do wolności i niezależności... Wymyślałam kolejnych porzuconych partnerów. Ale on w końcu mnie oswoił ;) Byłam zdruzgotana, nie prosiłam o miłość - wtargnęła tylnymi drzwiami. A gdy ja zaczęłam się do niego zbliżać, on ostygł. Dodatkowo zmienił taktykę na granie mi na nerwach i zwodzenie ( to on jest kierownikiem ), ale dotyczyło to tylko relacji między nami, nie odbijało się na pracy. Opowiadał o swoich podbojach, zwierzał się z relacji z dziewczyną, tak, by zadać mi ból. Kiedyś to on puszczał mi romantyczne piosenki, mówił, że będzie tęsknić na urlopie, bezskutecznie próbował umówić się na kawę. Potem role się odwróciły :cry: A teraz znów górę bierze moje poczucie dumy, zamknęłam się w sobie, zerwałam kontakty na gg i telefoniczne, nasze stosunki są ciepłe, ale na dystans. Zgodnie z zasadą "człowiek bez honoru to gorsze niż śmierć".

On niby ma dziewczynę, niby już ociera się o ślub, ale sam zaprzecza, żeby to była wielka miłość. W ciągu naszej znajomości dwa razy się z nią rozstał. Dlatego różne rzeczy mi po głowie chodzą ... może idzie o seks? Wspominał, że dla niego to nie jest najważniejsza sprawa.
Najgorsze jest to, że ja nieszczęśliwie wypracowałam sobie w towarzystwie taką pozę osoby frywolnej i beztroskiej. To była taka moja forma obrony przed ludzką wścibskością i nietolerancją. Podejrzewam, że są osoby uważające mnie za demona seksu :lol: Może jego to peszy? Może on myśli, że zawsze się nim bawiłam?
Co prawda połączyło nas duże poczucie humoru i co jest paradoksem, żarty "rubaszne" są naszą specjalnością, ale już na początku wyjaśniliśmy sobie, że to tylko żarty. Niemniej jednak, jak teraz miałabym się ujawnić... Ostatnio próbowałam paru sugestii, ale wygląda na to, że on nie wierzy...

To naprawdę długa i skomplikowana historia :roll:
W sumie będę wdzięczna za wasze opinie na temat tej sytuacji. Nie wiem, czy uda mi się skorzystać z rad, ale potrzebuję, by ktoś spojrzał na to z boku i może wychwycił to, czego ja nie potrafię :) Pytanie jak w tytule - co robić dalej - odpuścić sobie, zmienić pracę, żeby nie cierpieć, czy iść na całość i wyznać mu miłość, narażając się na wyśmianie, odrzucenie...
Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion.

Awatar użytkownika
Chaerin
ASiołek
Posty: 52
Rejestracja: 11 mar 2014, 19:43
Lokalizacja: dolnośląskie

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: Chaerin » 22 mar 2014, 01:08

Możliwe, że odebrał później Twoje zachowanie jako zabawę uczuciami. To by wyjaśniło, dlaczego to on nagle za wszelką cenę zaczął próbować Cię ranić. Pozwól, że króciutko opiszę jedną ze swoich historii.

Zostałam swego czasu posądzona o zabawę uczuciami drugiej osoby. Oczywiście próbowałam się bronić, ale zaprzeczyłam tylko raz, czy dwa, bo dalej nie miało sensu. Ostatecznie zostałam nazwana niezłą aktorką, któżby się nie nabrał na te kobiece sztuczki! Zostałam zraniona raz, samym posądzeniem o coś takiego (zabawa cudzymi uczuciami, to coś, na co żaden człowiek, wg mnie, nie zasłużył), a dwa, tenże obiekt na koniec stwierdził, że sam też się zabawił, pożartował, a teraz czas to kończyć (widzę, że to reakcja obronna panów, odbicie piłeczki i odwrócenie kota ogonem ;) ). Ale do czego zmierzam - wyjaśniłam raz, wyśmiano mnie, trudno. Po jakimś czasie udało nam się prowadzić normalne rozmowy, bez żadnych podtekstów, czyli było normalnie, ale własnie już na odległość. Cieszyłam się, że może uda nam się rozstać pokojowo. Ale nie, bomba wybuchła parę dni później...

Związek mojej historii z Twoją, choć mocno schowany (być może tylko dla mnie widoczny - jest późno :D ), jest taki, że wg mnie znajdujesz się w tym ostatnim punkcie - ciepłe stosunki, ale na dystans. Musisz z tego miejsca ruszyć, bo inaczej będziesz tkwiła w tej niepewności wieczność.
Wg mnie powinnaś mu powiedzieć co czujesz. Najwyżej wybuchnie ;) I nie przekonywać go, nie tłumaczyć się, jesli na prawdę się okaże, że myślał, że się nim zabawiłaś. Powiedzieć raz. Jak nie uwierzy, trudno. Próbuj chodzić z podniesioną głową, a nikt nie będzie się z Ciebie śmiał za plecami. Potem zacznij mu dopisywać wszelkie wady, jakie w nim dostrzegasz, a i serce się uspokoi :) Brzmi banalnie, ale to Ty musisz udać się w głąb swojej psychiki i ocenić, czy jesteś w stanie taką próbę przetrwać.
A jeśli podziela Twoje uczucia...no cóż, tutaj już nie będzie problemu z zapisaniem historii :D

Awatar użytkownika
chochol
pASsé
Posty: 1963
Rejestracja: 15 wrz 2011, 10:22
Lokalizacja: 49º06’17’’N 22º39’02’’E / 50º02’01’’N 22º00’17’’E

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: chochol » 22 mar 2014, 20:44

Rozwiązanie jest proste, powiedz mu, ze znudziły Ci się już te gierki i okaż uczucie drzemiące w Tobie.
Valhalla pisze: Pytanie jak w tytule - co robić dalej - odpuścić sobie, zmienić pracę, żeby nie cierpieć, czy iść na całość i wyznać mu miłość, narażając się na wyśmianie, odrzucenie...
Jejku dla Ciebie wyznanie miłości jest najgorszym/najtrudniejszym ze sposobów rozwiązania tej sytuacji :shock: .
Rób jak uważasz, jednak mimo wszystko, gdy zdołasz wydusić z siebie wyznanie będzie Ci lżej. A reszta już zależy tylko od niego, później od Was :).
Chaerin pisze:Próbuj chodzić z podniesioną głową, a nikt nie będzie się z Ciebie śmiał za plecami.
Pewność siebie, odpowiedzialność za siebie i swoje czyny/słowa!

Trzymam kciuki, Valhalla bez krępacji :wink: .
"Serce czyste i otwarte, w dobrą zmienia trefną kartę"

"chochoł = feminoasozołza"

Awatar użytkownika
wyrwana_z_kontekstu
mASakra
Posty: 2023
Rejestracja: 12 mar 2011, 12:42

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: wyrwana_z_kontekstu » 22 mar 2014, 21:06

Dla mnie ta "love story" to jakieś toksyczne klimaty. Od tego pana kierownika trzymałabym się z dala, nawet jakbym czuła zauroczenie. Koleś ma narzeczoną, ale odważnie flirtuje z pracownicą, wmawiając jej, że bliski ślubu związek to nic poważnego. Gdy obiekt zaczyna odwzajemniać, choć właściwym słowem byłoby tu: odczuwać, coś silniejszego, facet ochładza stosunki, staje się wredny. I Ty chcesz mu w takiej sytuacji jeszcze miłość wyznawać? :roll: Och, tak, on na pewno na to czeka, w końcu byłaś taka okropna i tyyyleee czasu go zlewałaś i dlatego on Cię ignoruje, bo mu serduszko złamałaś. Teraz za nim latasz, a i jeszcze wyznać mu chcesz miłość, tak jakby facet był kompletnie niekumaty i nie widział, co się swięci. :dash:

Nie napisałaś nic o przyjaźni, o tym, że dobrze się rozumiecie. Po prostu fajnie się z nim gadało o lekkich rzeczach, prowadziło flirt. To chyba za mało, by kogoś kochać, zwłaszcza gdy zachowuje się tak jak ów pan.

Awatar użytkownika
Valhalla
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 25 wrz 2013, 19:04
Lokalizacja: Piła

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: Valhalla » 23 mar 2014, 00:10

Każda z Was na swój sposób ma rację :)
Chaerin pisze:(zabawa cudzymi uczuciami, to coś, na co żaden człowiek, wg mnie, nie zasłużył)
Zapewniam Cię, ze myślę tak samo, choć czasem chyba nieświadomie to robiłam... Za karę sama być może padłam ofiarą.
Chaerin pisze: na koniec stwierdził, że sam też się zabawił, pożartował, a teraz czas to kończyć (widzę, że to reakcja obronna panów, odbicie piłeczki i odwrócenie kota ogonem
Tu też się zgadzam, bo mężczyźni najbardziej na świecie boją się porażki! Ja mam nieco męski charakter i pewnie dlatego bronię się rękami i nogami przed prawdziwą konfrontacją :oops:
chochol pisze:Jejku dla Ciebie wyznanie miłości jest najgorszym/najtrudniejszym ze sposobów rozwiązania tej sytuacji
Dokładnie... Ale dlatego, że w tym przypadku może to skutkować poważnymi konsekwencjami. W końcu razem pracujemy. Nie będę mogła odwrócić się na pięcie i powiedzieć "no to bye bye". Z drugiej strony, jeśli zostanie tak jak jest, to też się pracować nie da...

I wyrwana_z_kontekstu, pocisnęłaś, ale doceniam i dało mi to do myślenia :) Tymbardziej, że sama ostatnio z takimi myślami się biję.
wyrwana_z_kontekstu pisze:Koleś ma narzeczoną, ale odważnie flirtuje z pracownicą, wmawiając jej, że bliski ślubu związek to nic poważnego.

Ale on jest taki dziwny! :roll: Nie mogę go rozgryźć od tylu lat. Trafiła kosa na kamień :lol:
Nie nazywa dziewczyny narzeczoną tylko "znajomą" i czasem zachowuje się tak, jakby był z nią za karę. Z drugiej strony ostatnio stara się podkreślić drobnymi aluzjami, że ona wciąż jest obecna w jego życiu, jakby po prostu chciał mnie zniechęcić. Zastanawiam się, co też za układ jest między nimi :?:
Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion.

Awatar użytkownika
Layla
wASp
Posty: 1945
Rejestracja: 11 lut 2011, 11:06
Lokalizacja: Gliwice

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: Layla » 23 mar 2014, 09:21

Valhalla pisze:Ale on jest taki dziwny! :roll: Nie mogę go rozgryźć od tylu lat. Trafiła kosa na kamień :lol:
Nie nazywa dziewczyny narzeczoną tylko "znajomą" i czasem zachowuje się tak, jakby był z nią za karę. Z drugiej strony ostatnio stara się podkreślić drobnymi aluzjami, że ona wciąż jest obecna w jego życiu, jakby po prostu chciał mnie zniechęcić. Zastanawiam się, co też za układ jest między nimi :?:
Nie jest dziwny, tylko lata z kwiatka na kwiatek. Tu nie ma co rozgryzać. Jeśli obecną narzeczoną tak traktuje, to pewnie nie będzie miał problemów żeby w podobny sposób postąpić z każdą inną kobietą. Jeśli o mnie chodzi, to trzymałabym się od typa z daleka.
- Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?
NIE, TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.
- Kiedy?
TO MOMENT POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

Lavylites

Dagger
młodASek
Posty: 27
Rejestracja: 5 paź 2009, 22:05

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: Dagger » 23 mar 2014, 09:55

Z opisu wynika, że to typ podrywacza, który pragnie, aby kobiety za nim skakały. W liceum miałem podobnego kolegę. Potrafił chodzić z trzema kobietami jednocześnie, o każdej mówił "znajoma". I każdej z tych znajomych mówił o dwóch pozostałych "znajomych", a one naiwnie niczego się nie domyślały. Gdy jedna dowiedziała się o tym, że jest w ten sposób oszukiwana i odeszła od niego, to on biegał za nią, mówił że jest miłością jego życia, że tamte dwie pozostałe to błąd. Ale gdy tak biegał za tą "ukochaną", to wciąż spotykał się z innymi. Kłamca i oszust. Lubił, gdy kobiety są mu oddane. Lepiej trzymać się od takich ludzi z daleka. Nie ma sensu wchodzić w relacje z takimi osobnikami, bo to zawsze będzie relacja opierająca się na kłamstwie. Chyba, że nie przeszkadza nam życie w samooszukiwaniu.

Awatar użytkownika
Chaerin
ASiołek
Posty: 52
Rejestracja: 11 mar 2014, 19:43
Lokalizacja: dolnośląskie

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: Chaerin » 23 mar 2014, 12:28

Nie wiem dlaczego, ale z automatu potraktowałam tą narzeczoną jako... jego wymysł... Napisałaś, że wymyślałaś kolejnych porzuconych partnerów w rozmowach. Może jakimś sposobem doszedł do tego, że żadnych partnerów nie było i postanowił zagrać wprowadzając swoją niby narzeczoną. Żeby pokazać, że on też ma jakieś podboje na koncie, nie tylko Ty.
Valhalla pisze: Nie będę mogła odwrócić się na pięcie i powiedzieć "no to bye bye".
E tam nie. Właśnie będziesz musiała :D Nie mówię o rzucaniu pracy, tylko o jednoznacznym ucięciu znajomości na innym podłożu niż oficjalne. Powiedziałabym nawet, że jeśli pan potwierdzi swoją "klasę", to samą reakcją na Twoje wyznanie może sprawić, że wywietrzeje Ci z głowy od razu ;)

Awatar użytkownika
Valhalla
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 25 wrz 2013, 19:04
Lokalizacja: Piła

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: Valhalla » 23 mar 2014, 22:49

Chaerin pisze:Nie wiem dlaczego, ale z automatu potraktowałam tą narzeczoną jako... jego wymysł...
Niestety, Ona istnieje. Mam na to dowody.
Chaerin pisze:jeśli pan potwierdzi swoją "klasę", to samą reakcją na Twoje wyznanie może sprawić, że wywietrzeje Ci z głowy od razu
Mam nadzieję. W końcu niejedno w życiu przeszłam, jestem twardzielką ;) Ale z drugiej strony jestem głupią romantyczką... Jeśli jest draniem, chciałabym chociaż zachować w pamięci te najlepsze wspomnienia - nasze żarty, to, co dla mnie zrobił, jak mnie wspierał w pracy, mimo że początki były trudne, jak nigdy nie potępiał mojej inności, moich dziwactw ( on jedyny orientuje się, że coś ze mną nie tak, ale nie wie w którą stronę ). A gdybyśmy mieli dalej razem pracować to by się nie udało. Zazwyczaj zawiedziona miłość czy nieudany romans zmieniają się w nienawiść, wrogość lub co najmniej niesmak. Rzadko w przyjaźń :(
Dagger pisze: Nie ma sensu wchodzić w relacje z takimi osobnikami, bo to zawsze będzie relacja opierająca się na kłamstwie. Chyba, że nie przeszkadza nam życie w samooszukiwaniu.
Nie, nie. Lepsza najgorsza prawda od najlepszego kłamstwa. Ale on nie ma kilku "narzeczonych" jednocześnie. Było kilka nieudanych związków, no i ten obecny. Nie wiem, czy wszystkie tak luźne :? Tak czy inaczej, on raczej gra, niż angażuje się uczuciowo. Wciąż poszukuje. Np. dziś wyznał mi ( w związku z planem budowy domu i zamieszkania w nim z "kimś", czyli prawdopodobnie moją "rywalką"), że tak naprawdę to przyzwyczaił się być sam i nie wie, czy by potrafił być razem z kimś - w sensie dom, rodzina. Kurczę, przecież to od wieków również moje obawy, ale nie powiedziałam mu tego :(
Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion.

Awatar użytkownika
Ankha
mASełko
Posty: 110
Rejestracja: 18 lis 2013, 13:49

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: Ankha » 24 mar 2014, 12:52

Ojej… - teraz to dopiero zrobiło się z tego prawdziwe love story ;)
… Nie wydaje mi się żeby to była taka „zero-jedynkowa” sytuacja… „Skoro źle mówi o narzeczonej, to cham niewart uwagi"…
Jeśli on ci powiedział o swoich obawach, to znaczy, że może potrzebuje się zwierzyć i daje sygnały, że chce rozmowy (Zakładam, że nie opowiada tego wszystkim dziewczętom w biurze…)
Chyba rzeczywiście powinnaś wyciągnąć go na jakąś szczerą rozmowę… (koniecznie ‘wyciągnąć’ na zewnątrz, na kawę czy jakoś… - tak żeby się nigdzie nie spieszył i nikt wam nie przeszkadzał) i porozmawiać z nim szczerze… Co nie oznacza od razu wyznawania mu miłości drukowanymi literami, tylko rozmowę bardziej na temat oczekiwań od życia może… i waszej relacji...

Awatar użytkownika
Valhalla
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 25 wrz 2013, 19:04
Lokalizacja: Piła

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: Valhalla » 24 mar 2014, 13:47

Ankha pisze:Jeśli on ci powiedział o swoich obawach, to znaczy, że może potrzebuje się zwierzyć i daje sygnały, że chce rozmowy (Zakładam, że nie opowiada tego wszystkim dziewczętom w biurze…)
Tak, on potrzebował rozmów i zwierzeń, poza pracą często kontaktowaliśmy się na gg. Tylko że to było takie jednostronne, egoistyczne jakby i dlatego obudziło moją czujność - mnie nie pytał, co mi na wątrobie leży, czy ja mam jakieś kłopoty. Nie wiem, może to jest to męskie podejście właśnie - "jak będzie chciała, sama powie".
Natomiast odkąd wysłałam sygnały, że znaczy dla mnie coś więcej, że jego życie interesuje mnie bardziej niż powinno ( :?: ), wycofał się. Kiedyś sam zaczynał opowiadać, teraz muszę zapytać, wyciągnąć coś z niego.
Ankha pisze:Chyba rzeczywiście powinnaś wyciągnąć go na jakąś szczerą rozmowę… (koniecznie ‘wyciągnąć’ na zewnątrz, na kawę czy jakoś… - tak żeby się nigdzie nie spieszył i nikt wam nie przeszkadzał) i porozmawiać z nim szczerze… Co nie oznacza od razu wyznawania mu miłości drukowanymi literami, tylko rozmowę bardziej na temat oczekiwań od życia może… i waszej relacji...
To wielowątkowa historia i żeby wszystko dokładnie streścić, musiałabym tu powieść napisać. A nie zamierzam Was aż tak przytłaczać swoją osobą :roll: Nie zdążyłam np dodać, że mieliśmy taka jedną, jedyną rozmowę z mojej inicjatywy, poza pracą. Często się zastanawiam, czy nie miała decydującego wpływu na sytuację.
To było po tym, jak
1/ wprosił się na kawę
2/gdy poprosiłam po pracy o potwierdzenie wizyty ( w końcu znam jego zagrania ;) )
3/ obrócił wszystko w żart :shock:
Pierwsza myśl wtedy "on jest idiotą! " :killer: A potem, gdy już ochłonęłam, pomyślałam, że po prostu boi się spotkania sam na sam, jak ta grzeczna panienka, która i chciałaby i się boi :wink:
Więc jakiś czas później wyciągnęłam go na spotkanie, pod pozorem, że mam coś bardzo ważnego do przekazania. /Myślał, że chcę się zwolnić :!: /
Najpierw objechałam go za robienie jaj. Powiedziałam, że lubię pożartować, owszem, ale trzeba mieć wyczucie. I pytanie, czy chodzi o brak powagi czy jakieś obawy związane ze mną. Bo jeśli tak jest, to niech się mnie nie boi,bo ja mimo frywolnych żartów i luzackiego podejścia, mimo faktu, że jest jedynym facetem, do którego w życiu naprawdę mocno się przywiązałam, nie zamierzam zaciągnąć go przy pierwszej okazji do łóżka. Oczywiście roześmiał się i zaprzeczył jakoby tak myślał, że to ja mam bogatą wyobraźnię i za bardzo się "spinam". A potem było coraz chłodniej...

W ogóle dzięki za odzew, za Wasze zaangażowanie. Każda wypowiedź daje mi do myślenia :)
Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion.

Awatar użytkownika
wyrwana_z_kontekstu
mASakra
Posty: 2023
Rejestracja: 12 mar 2011, 12:42

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: wyrwana_z_kontekstu » 24 mar 2014, 16:24

Nie przyszło Ci na myśl, że wyznanie mu, iż jest najważniejszym mężczyzną w Twoim życiu i wzmianka o łóżku mogły go spłoszyć, bo traktował Cię jak koleżankę. Pomijając fakt, że to nie w porządku wobec jego "znajomej-narzeczonej".

Awatar użytkownika
Valhalla
łASuch
Posty: 164
Rejestracja: 25 wrz 2013, 19:04
Lokalizacja: Piła

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: Valhalla » 24 mar 2014, 18:57

wyrwana_z_kontekstu pisze:Nie przyszło Ci na myśl, że wyznanie mu, iż jest najważniejszym mężczyzną w Twoim życiu i wzmianka o łóżku mogło go spłoszyć, bo traktował Cię jak koleżankę. Pomijając fakt, że to nie w porządku wobec jego "znajomej-narzeczonej".
Tym razem nie przeczytałaś dokładnie :P Ja właśnie chciałam mu uświadomić, że NIE CHODZI mi o seks, mając cichą nadzieję, że on także jest aseksem i moja poza go onieśmiela. NIGDY nie próbował wobec mnie jakiegoś konkretniejszego kontaktu fizycznego poza przypadkowymi otarciami, wpadnięciami na siebie, dotknięciami dłoni. To było bardzo urocze, między innymi i tym podejściem mnie kupił. I nie powiedziałam, że jest najważniejszy w moim życiu, tylko, że bardzo się do niego przywiązałam, co nie jest w moim stylu.
Lecz widząc zmianę w jego zachowaniu obawiam się, że mimo wszystko było dokładnie odwrotnie. Spodziewał się po mnie czegoś więcej niż przyjaźni i koleżeństwa, może pragnął być zdobyty... Być może właśnie ta rozmowa była testem, który oblał. Powiedz facetowi, którego uważasz za przyjaciela, że nigdy nie zamierzasz z nim iść do łózka - jeśli straci tobą zainteresowanie, to znaczy że nigdy nim nie był :cry:

Co do jego rzekomej dziewczyny, zawsze starałam się zachować maksimum delikatności i moralności. Wręcz łajałam go za sposób w jaki ją traktuje, przestrzegałam, żeby nie zrobił jej krzywdy i zdecydował, czy chce z nią być na poważnie, czy nie. Prawdopodobnie ona jest w nim szaleńczo zakochana. Tak się składa, że podglądałam jej profil na fb. Kiedy się rozstali, jasno odzwierciedlał jej stan ducha. Aż mi jej było żal, ja nigdy nie zachowywałabym się z jednej strony jak szmata bez dumy, a z drugiej jak plująca jadem porzucona dziwka... Nie traktuję jej jako rywalki do pokonania, nie czyham na potknięcie, by z ochotą zająć jej miejsce. Zresztą, jeśli on jest "normalny", to i tak nie ma o czym marzyć.
Wciąż jestem obok i obserwuję. Ale sytuacja staje się patowa i wiem, że zbliża się godzina prawdy.
Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń - wzruszenie ramion.

Awatar użytkownika
wyrwana_z_kontekstu
mASakra
Posty: 2023
Rejestracja: 12 mar 2011, 12:42

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: wyrwana_z_kontekstu » 25 mar 2014, 02:39

Ja właśnie chciałam mu uświadomić, że NIE CHODZI mi o seks, mając cichą nadzieję, że on także jest aseksem i moja poza go onieśmiela. NIGDY nie próbował wobec mnie jakiegoś konkretniejszego kontaktu fizycznego poza przypadkowymi otarciami, wpadnięciami na siebie, dotknięciami dłoni. To było bardzo urocze, między innymi i tym podejściem mnie kupił.
Ale skąd niby pomysł, że on jest aseksem? Jakiego KONKRETNIEJSZEGO kontaktu fizycznego miał próbować, skoro jego pole manewru to miejsce pracy? Przycisnać do kserokopiarki i bez ceregieli wziąć się do roboty? Ocieranie to powszechne wśród seksualnych zachowanie sugerujące, że od relacji chce się czegoś więcej niż trzymania za łapki. Dla mnie dość obleśne, bo doświadczyłam bardziej uroczych gestów męskiej adoracji, ale co tam kto lubi, ja nie wnikam. :P Choć tymi zachowaniami oraz niby zapraszaniem na kawę mógł po prostu badać teren i jako dobry gracz już wie na czym stoi, Twoje deklaracje są zbędne. Już to założenie, że zechcesz się zwolnić jak dla mnie mogło wynikać z jego przypuszczeń, że dłużej tak nie wytrzymasz, bo bardzo jesteś w nim zakochana.

Poza tym, skoro utrzymuje "znajomą-narzeczoną" w trybie on-off, to jak myślisz, dlaczego? Faceci zwykle pozostają w takich związkach, gdy wiedzą, że na seks z kimś innym nie mają prędko co liczyć.
Co do jego rzekomej dziewczyny, zawsze starałam się zachować maksimum delikatności i moralności.
Aż mi jej było żal, ja nigdy nie zachowywałabym się z jednej strony jak szmata bez dumy, a z drugiej jak plująca jadem porzucona dziwka...
Aha. 8)

W każdym razie powodzenia. Skoro sytuacja jest patowa, to chyba już niedługo będziesz wiedzieć, czy masz szansę stać się jego "znajomą-narzeczoną".

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Moja "love story" - co robić?

Post autor: panna_x » 25 mar 2014, 09:58

Zgadzam się z Laylą i Wyrwaną w pełni.

ODPOWIEDZ