Strona 3 z 4

Re: Zauroczenia :)

: 5 wrz 2017, 15:57
autor: Warszawianka40+
Nightfall pisze:
5 wrz 2017, 15:28
Przecież ludzie myślą, analizują z kim potencjalnie chcieliby się związać - analizują cechy wyglądu, charakteru i inne. Jeśli spotkają na swojej drodze taką "wymarzoną" osobę, to o zauroczenie dość łatwo.
Nightfall mów za siebie - że Ty myślisz to nie znaczy że inni też.
AlaZala pisze:
5 wrz 2017, 13:18

Z pewnością nie jest jednak zaangażowana w ten proces wolna wola. Zmiany w działaniu umysłu na etapie zauroczenia są reakcją bezwarunkową, nie wynikają ze świadomych decyzji i nie są konsekwencją analiz ani myślenia abstrakcyjnego.
Wierząca praktykująca materialistka nie posiada wolnej woli :shock:

Re: Zauroczenia :)

: 5 wrz 2017, 17:58
autor: Viljar
Wierzący i praktykujący materialiści uważają, że wolnej woli nie ma, a za wszystko odpowiedzialne są geny, bo tak powiedział guru Dawkins :)

A poważnie - powołam się tutaj na prawo Clarke'a, które mówi, że wystarczająco zaawansowana nauka wydaje się magią. Możliwe, że zauroczenie, magiczne dzisiaj, w przyszłości okaże się mieć w pełni naukowe uzasadnienie. Ale dzisiaj tak łatwo nie ma. Zauroczenie zależy od tak wielu czynników, że nie da się go wyjaśnić kilkoma prostymi zdaniami.

Re: Zauroczenia :)

: 5 wrz 2017, 18:34
autor: Nightfall
Nightfall mów za siebie - że Ty myślisz to nie znaczy że inni też.
What? ;p to nie jest moje zdanie, odnosiłam się do badań. Ale oczywiście masz prawo uważać, że ludzie nie myślą przy wyborze partnera ani nie analizują jego cech ;)
za wszystko odpowiedzialne są geny, bo tak powiedział guru Dawkins :)
Mejd maj dej <3

Re: Zauroczenia :)

: 6 wrz 2017, 14:27
autor: AlaZala
Nightfall pisze:
5 wrz 2017, 15:28
Są teorie poznawcze, które mówią, że tak jest. Według nich miłość, zauroczenie itd. wynikają też z procesów myślowych.
nie są konsekwencją analiz ani myślenia abstrakcyjnego.
Czemu? Przecież ludzie myślą, analizują z kim potencjalnie chcieliby się związać - analizują cechy wyglądu, charakteru i inne. Jeśli spotkają na swojej drodze taką "wymarzoną" osobę, to o zauroczenie dość łatwo.
Jeśli przyjmiemy założenie, że zauroczenie jest konsekwencją procesów myślowych, a w szczególności świadomych procesów myślowych, odczuwanie cierpienia w wyniku nieodwzajemnionego zauroczenia wydaje się być jeszcze bardziej nieuzasadnione. Świadczyłoby to, że osoby te odczuwają cierpienie z własnej woli, z własnej woli są zauroczone w niewłaściwych osobach oraz z własnej woli nie unicestwiają niekorzystnego dla nich zauroczenia.

Re: Zauroczenia :)

: 14 wrz 2017, 15:17
autor: aldrig
Viljar pisze:
5 wrz 2017, 08:19
Aldrig pisze:Ja to byłam kochliwa jak diabli, ale teraz mi już przeszło i zaczynam powoli wyłączać i uczucia, bo niestety mam świadomość do czego prowadzą jeśli nie są skierowane do osoby S. A tak zazwyczaj trafiam. ^^"
Czy faktycznie wyłączasz uczucia, czy po prostu zmieniły się wymagania?
Pewnie wraz ze świadomością moich preferencji zmieniły mi się w jakiś sposób wymagania, niemniej jednak zauważam też tendencję spadkową w mojej "kochliwości" i coraz mniej drżeń serca, nawet jeśli sytuacja - zdawałoby się - sprzyja. Z jednej strony jedno na pewno ma wpływ na drugie, z drugiej strony natomiast gdzieś w pewnych momentach są to sprawy zupełnie rozłączne (pewnie głównie tam, gdzie wymagania zostały spełnione - powiedzmy tak sucho, choć to bardziej skomplikowane), a we mnie nic nie gra - albo gra przez chwilę, a później przestaje nagle, zaskakując mnie za każdym razem.
Wybacz, nie potrafię Ci tego lepiej wytłumaczyć.

Re: Zauroczenia :)

: 15 wrz 2017, 09:57
autor: panna_x
hmm, ciekawa dyskusja. tzn ja uważam, że mówimy tu o dwóch różnych sprawach. Wybór partnera to coś innego niż zauroczenie. Kiedy wybieramy partnera, to z myślą, że na dłużej, więc też częściej ma miejsce analizowanie jego cech, myślenie, jednak więcej w tym rozwagi i pewnej kalkulacji. Działamy bardziej świadomie ( jedni bardziej świadomie, inni mniej). Mało która kobieta wybierze faceta tylko dlatego, że jest młody, zdrowy, ale nie pracuje, ciągle imprezuje z kolegami i nie podziela jej zainteresowań, wartości itd. Bo taki związek nie byłby satysfakcjonujący. Kiedy się zauroczamy, to po prostu to się dzieje, ktoś na nas działa, i już, nie ma się na to zbytniego wpływu. Ale to, że ktoś nas zauroczy, nie znaczy, że wybierzemy tę osobę na partnera/kę. Mnie np kilka razy wpadli w oko faceci, z którymi bym się nie związała, choć mi się spodobali. Mówię tu o spodobaniu, nie o zakochaniu, czy wielkiej miłości, po prostu wpadli mi w oko. Były to takie przypadki, kiedy facet był już np żonaty czy zajęty, albo był gorliwym katolikiem ( więc z racji różnić światopoglądowych to by nie wypaliło), albo był to facet, który nawet pasował mi wyglądem i charakterem, ale był strasznie prorodzinny i chciał mieć dzieci, a ja nie i odpuściłam go sobie. Choć fizycznie to mi się podobali. I gadało się też fajnie.

I odwrotnie, to, że ktoś potencjalnie by pasował na partnera, nie znaczy, że wzbudzi zauroczenie, fascynację. Nie uważam, że można tym świadomie sterować. Wtedy, gdyby był to tylko akt woli, można by sprawić, by minęło nam zauroczenie, które nie jest dla nas korzystne, nieodwzajemnione, przynoszące cierpienie. Albo można by sprawić, że się zauroczymy kimś, o kim wiemy, że będzie świetnym materiałem na partnera/kę. Moim zdaniem emocjami nie da się sterować. To też bardzo ciekawa kwestia. Kiedy obracałam się w gronie osób wierzących, oni głosili, że miłość to decyzja, a nie emocje, dlatego prawdziwa miłość jest nierozerwalna, a emocje przemijają. Miłość to coś więcej niż emocje. Mnie to szczerze mówiąc trochę odstręczało, bo nie wyobrażam sobie bycia z kimś, kogo się nie kocha, nie budzi już uczuć, tylko z obowiązku czy decyzji, którą się kiedyś tam podjęło i to w innych okolicznościach ( nie znaliśmy wszystkich cech partnera, byliśmy na endorfinowym haju itd).

Jeszcze inna ciekawa kwestia, to taka, jak w takim razie tłumaczyć homoseksualizm? Bo ludzie też się zauroczają, zakochują, a nie ma to uzasadnienia biologiczno-rozrodczego ( choć jestem akurat zwolennikiem biologiczno-ewolucyjnych koncepcji, ale mnie to nurtuje).

Re: Zauroczenia :)

: 17 wrz 2017, 10:45
autor: Warszawianka40+
Nightfall pisze:
5 wrz 2017, 18:34
Nightfall mów za siebie - że Ty myślisz to nie znaczy że inni też.
What? ;p to nie jest moje zdanie, odnosiłam się do badań. Ale oczywiście masz prawo uważać, że ludzie nie myślą przy wyborze partnera ani nie analizują jego cech ;)
za wszystko odpowiedzialne są geny, bo tak powiedział guru Dawkins :)
Mejd maj dej <3
1. Dynamizm "przedmiot-podmiot" warunkujący rozwój samoświadomości funkcjonuje jak wiesz od III-go poziomu. Większość ludzi nie posiada zdolności do autoanalizy, samowychowania, do uczenia się na własnych błędach, do korekty swojego postępowania. Dlatego Ty "myślisz" i analizujesz, inni niekoniecznie - tylko reagują. Ciągle tak samo. Można to za Alazalą nazwać brakiem wolnej woli.
2. Czynnik pierwszy czyli konstytucjonalny warunkuje nas po pierwsze, jak mnie uczono rzeczywiście jest najważniejszy (nic nie zrobisz jak ktoś ma Downa). Czynnik drugi środowiskowy ma znaczenie mniejsze. Dlatego ktoś uwarunkowany genetycznie -np. uszkodzenie mózgu przy porodzie - nawet wychowany w najlepszych warunkach przez cudownych ludzi zostanie np. zbrodniarzem, psychopatą albo innym nikim.
Odwrotnie, bywały przypadki, że człowiek ze środowiska mętów z dziada pradziada, gdy stworzono mu warunki, z przestępcy zmieniał się całkowicie w bardzo wartościowego człowieka - bo konstytucjonalnie (geny, mózg, metabolizm itd.) był w porządku.

Re: Zauroczenia :)

: 17 wrz 2017, 19:13
autor: Viljar
Są też ludzie, którzy nie mieli żadnych traum, żadnych uszkodzeń mózgu czy innych dolegliwości, a jednak wyrastają na socjopatów na przykład.

Co do uczenia się na własnych błędach - nie wiem, na ile to brak umiejętności, a na ile brak chęci. Większość ludzi bardzo niechętnie przyznaje się do tego, że czegoś nie wie, albo sobie z czymś nie radzi. A to pierwszy krok do nauki.

Re: Zauroczenia :)

: 17 wrz 2017, 19:50
autor: takasobie
Nigdy nie byłam zauroczona. Nie wiem nawet co to jest to zauroczenie i czym się to różni od miłości.

Re: Zauroczenia :)

: 18 wrz 2017, 07:43
autor: panna_x
Ale tacy, którzy nie mieli żadnych zaburzeń a wyrastają na socjopatów, są skrajną mniejszością. Ja miałam o tym zajęcia na resocjalizacji, którą studiowałam jakiś czas ( potem rzuciłam ten kierunek). No i większość to właśnie osoby, które mają jakieś trudne środowisko albo zaburzenia osobowości.

Re: Zauroczenia :)

: 24 wrz 2017, 11:09
autor: Warszawianka40+
Viljar pisze:
17 wrz 2017, 19:13
Są też ludzie, którzy nie mieli żadnych traum, żadnych uszkodzeń mózgu czy innych dolegliwości, a jednak wyrastają na socjopatów na przykład.
Nie ma takiej opcji. Po prostu nie zostali dokładnie zbadani, mogą być jakieś mikrouszkodzenia itp.
Viljar pisze:
17 wrz 2017, 19:13
Co do uczenia się na własnych błędach - nie wiem, na ile to brak umiejętności, a na ile brak chęci. Większość ludzi bardzo niechętnie przyznaje się do tego, że czegoś nie wie, albo sobie z czymś nie radzi. A to pierwszy krok do nauki.
Mowa tu o przyznawaniu się do błędu przed samym sobą, chociażby na poziomie podświadomości. Żeby znów nie oberwać po łbie, instynktownie cofamy następnym razem głowę - pamięc jest funkcją podświadomości - tak działa układ nerwowy.
Oczywiście, świadome samowychowanie (obserwacja siebie, wyciąganie wniosków itd.) to byłby ideał :)

Wracając do tematu, niektóry uczą się żeby nie ulec głupiemu zauroczeniu - na zasadzie, że "takich drani to już widziałam", albo "już to przeżyłam i drugi raz nie chcę". Trzeba myśleć, podejść z rozsądkiem. W stanie zauroczenia to trudne, ale się opłaca.
Chyba że ktoś koniecznie szuka wrażeń. Ale to materiał na inny wątek

Re: Zauroczenia :)

: 17 lis 2017, 15:51
autor: Keri
Setsu pisze:
29 sie 2017, 08:31
Wiem o co Wam chodzi ale tego nie rozumiem :D
Okey, zauroczenie, fajnie pofantazjować o kimś, rozumiem ale to chyba musi być przykre, gdy coś nie wypali, a w naszej sytuacji chyba zazwyczaj nie wypala. To nie jest dołujące, gdy jedyne co możecie to właśnie fantazjować? Bo też miewałam stany, gdy rozmyślałam jakby to było, gdybyśmy byli razem ale momentalnie przychodził kubeł zimnej wody i już tak fajnie nie było, smutno wręcz.
A ja mam dokładnie tak samo z tym. Jest fajna euforia, zadowolenie na początku, nawet bicie serca się pojawia, czasami to brak apetytu, ciągłe nakręcenie się, jak po braniu czegoś. Tylko przychodzi taki moment refleksji, rozmyślać nad sensem tego wszystkiego i tego czy druga strona też chce, że zaczyna to męczyć. Mamy świadomość, że to bez sensu jest, ale i dalej w to brniemy, mamy myśli, że te oznaki są tylko naszą nadinterpretacją, a i tak żywimy się nadzieją, że druga strona na poważnie odwzajemnia. Może nie starania, bo one są z lekka ukryte, co podejmuje działania również. Później tylko najgorsza rzecz. Ten kubeł zimnej wody rozczarowania, że w rzeczywistości wcale nic nie było od drugiej strony :P

Ja nie czuję smutku, ja czuję ulgę, że się to skończyło. Bo mija euforia, le i też strach, zazdrość czasami, nerwy itd. Niezbyt miły dla mnie stan.

Re: Zauroczenia :)

: 21 lis 2017, 11:12
autor: KUNDZIA
Setsu pisze:
3 wrz 2017, 17:59
AlaZala pisze:
3 wrz 2017, 16:47
Zawsze bardzo sobie cenię uwagi ad personam!
Upewniają mnie w przekonaniu, że pod względem merytorycznym mam rację i rozmówca jest zmuszony do przejścia na poziom pozamerytoryczny!
Nie, po prostu się odpuszcza, bo czasami faktycznie nie ma sensu dyskutować o tym, że woda jest mokra, gdy druga osoba będzie się upierała, że jednak sucha. Chociaż można i tak to sobie tłumaczyć :roll:
Oczywiście i ja się z Tobą nie zgadzam, w całym temacie. Zauroczenie to nie zabawa w koleżeństwo, tylko jak zostało już napisane jest to chęć zdobycia partnera. I ludzie aseksualni w większości będą do tego pesymistycznie podchodzić, ponieważ chyba znaczna część z nas zdaje sobie sprawę, że to nie ma prawa wyjść. A zadowolenie się samą przyjaźnią tylko na krótką metę okazuje się być dobrym substytutem, bo zawsze pojawi się ktoś kto z Twoim obiektem westchnień zacznie rozwijać relację, o której Ty marzyłeś. To tak jakby powiesić zdechłego kota na gwoździu w domu, bo był Twoim przyjacielem i jego śmierć nic nie zmienia. Zmienia, bo po jakiś czasie zaczyna śmierdzieć, a nam robi się nieswojo.
I tutaj z Tobą się zgodzę,bo nawet mnie łapie złe samopoczucie jak pomyślę,że z tą osobą jednak nic nie wyjdzie.Koleżeństwo również jest fajną sprawą,ale jednak pragnie się przytulić do tej osoby czy pocałować i to jest dołujące:(

Re: Zauroczenia :)

: 21 lis 2017, 11:52
autor: Keri
KUNDZIA pisze:
21 lis 2017, 11:12
Setsu pisze:
3 wrz 2017, 17:59
AlaZala pisze:
3 wrz 2017, 16:47
Zawsze bardzo sobie cenię uwagi ad personam!
Upewniają mnie w przekonaniu, że pod względem merytorycznym mam rację i rozmówca jest zmuszony do przejścia na poziom pozamerytoryczny!
Nie, po prostu się odpuszcza, bo czasami faktycznie nie ma sensu dyskutować o tym, że woda jest mokra, gdy druga osoba będzie się upierała, że jednak sucha. Chociaż można i tak to sobie tłumaczyć :roll:
Oczywiście i ja się z Tobą nie zgadzam, w całym temacie. Zauroczenie to nie zabawa w koleżeństwo, tylko jak zostało już napisane jest to chęć zdobycia partnera. I ludzie aseksualni w większości będą do tego pesymistycznie podchodzić, ponieważ chyba znaczna część z nas zdaje sobie sprawę, że to nie ma prawa wyjść. A zadowolenie się samą przyjaźnią tylko na krótką metę okazuje się być dobrym substytutem, bo zawsze pojawi się ktoś kto z Twoim obiektem westchnień zacznie rozwijać relację, o której Ty marzyłeś. To tak jakby powiesić zdechłego kota na gwoździu w domu, bo był Twoim przyjacielem i jego śmierć nic nie zmienia. Zmienia, bo po jakiś czasie zaczyna śmierdzieć, a nam robi się nieswojo.
I tutaj z Tobą się zgodzę,bo nawet mnie łapie złe samopoczucie jak pomyślę,że z tą osobą jednak nic nie wyjdzie.Koleżeństwo również jest fajną sprawą,ale jednak pragnie się przytulić do tej osoby czy pocałować i to jest dołujące:(
Założymy jeszcze osobny klub złamanych serc, co im nie wyszło, bo było jednostronne zauroczenie :lol:
Bo pod tym wszystkim się podpisuję całym ciałem 8)

Ja to mam tak do wszystkich, którym się udało :roll: Często się głowię, co oni robią, że mogą, przekraczają to zwykłą znajomość, że potrafią odczytać to wszystko i dobrze reagować :roll: Zawsze mi zostaje tylko zachwyt daleki :P

Re: Zauroczenia :)

: 21 lis 2017, 22:21
autor: Rheda
Ja to się jeszcze w sumie zastanawiam, czy można mówić o zauroczeniu, jeśli nie ma się ochoty na żadne pocałunki i przytulanki. Znowu się ostatnio nad sobą zastanawiałam i wychodzi mi, że moje "zauroczenie" facetem teoretycznie polega na tym samym, co przemożna chęć zaprzyjaźnienia się z wymarzoną koleżanką. Niby w obu przypadkach zachowywałam się podobnie, byłam podobnie onieśmielona, chciałam wspólnie spędzać czas, jak najwięcej czasu, rozmawiać, zainteresować sobą tę drugą osobę, zaimponować jej, przejmowałam się milczeniem drugiej strony i takie tam. Ale w przypadku koleżanki jestem 100%towo pewna, że zależało mi na bliskiej przyjaźni, natomiast w przypadku faceta - miałam takie myśli, że to jednak zauroczenie. A przecież w obu przypadkach miałam ochotę właściwie na to samo. To były dwa inne uczucia, chociaż podobne... Próbuję się rozszyfrować i zinterpretować sama siebie, ale idzie mi ciężko.