"Leczenie" aseksualizmu?

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
reita
bobASek
Posty: 3
Rejestracja: 23 wrz 2019, 19:03

"Leczenie" aseksualizmu?

Post autor: reita » 23 wrz 2019, 21:04

Pozwolę sobie najpierw na dłuższy wstęp: Otóż wszelkie znaki na niebie i Ziemi wskazują na to, że jestem aseksualna heteroromantyczna. Póki co nie jest to informacja, którą potwierdził mi seksuolog czy inny specjalista, ale po przeczytaniu definicji heteroromantycznego asa uważam, że bardzo trafnie opisuje ona moją seksualność. Jednak rozważam też opcję, że może mi się wydawać, że jestem asem, a tak naprawdę jestem np. heteroseksualna z hipolibidemią.

Od 2 lat jestem w związku z mężczyzną, którego uważam za miłość mojego życia. Czuję do niego uczucie, którego nie czułam nigdy wcześniej do nikogo i nawet nie wierzyłam, że kiedykolwiek poczuję. Praktycznie w każdym aspekcie dogadujemy się na tych samych falach: zainteresowania, poczucie humoru, bardzo mocno wzajemnie wspieramy się emocjonalnie - w wielu momentach mogłam liczyć na niego, gdy inni zawodzili, bardzo wiele mu zawdzięczam jeżeli chodzi o pomoc z różnymi problemami które mnie przytłaczały. Słowem - czuję, że jest to "ten jedyny", bo praktycznie w każdym aspekcie życia rozumiemy się doskonale, ale jest kilka, w których są miedzy nami różnice, między innymi... seksualność.

On jest na pewno heteroseksualny. Ja co prawda, poza byciu zakochaną w jego osobowości, uważam go za mężczyznę przystojnego - podoba mi się jego postura, twarz, lubię go przytulać, głaskać, całować, ale problem pojawia się w sferze erotycznej. Ja seks traktuje jak zmywanie naczyń - mogę to robić jeśli trzeba, ale nie jest to coś, do czego mnie ciągnie. Nie potrafię myśleć o seksie jak o czynności, która jest mi niezbędna do życia lub która wiąże się z wielką przyjemnością. Z innymi aktywnościami niż seks waginalny jest lepiej - mogę go masturbować lub pieścić oralnie i nawet sprawia mi to przyjemność - nie tyle sama czynność fizyczna, która dla mnie jest raczej neutralna, ale przede wszystkim fakt że mogę mu sprawić dużą przyjemność daje mi sporą satysfakcję. Nie lubię natomiast, gdy on mnie pieści w okolicach intymnych - co już jest pewnym problemem, bo często po seksie niewaginalnym ma ochotę się "zrewanżować", a dla mnie pieszczoty "na dole" nie są zbyt atrakcyjne. Nie mam natomiast problemu z tym, żeby np. pieścił moje piersi, a wręcz to lubię. Seks waginalny natomiast niby też mogę tolerować, ale tutaj o poczucie jakiejkolwiek satysfakcji czy przyjemności jest mi dużo ciężej, niż w pozostałych formach aktywności erotycznej.

I teraz tak: pomimo naszych różnic udaje nam się ten związek utrzymywać już przez jakiś czas. Jednak mojemu chłopakowi zaczyna coraz bardziej przeszkadzać moja "obojętność" na seks, coraz mniej jest w stanie czerpać radość z seksu, który w zasadzie jest wyłącznie z jego inicjatywy. Niedawno na ten temat przeprowadziliśmy dość poważną rozmowę i boję się, że może ona być początkiem końca naszego związku. Póki co oboje mamy podejście "chcemy zrobić co w naszej mocy, żeby do rozstania nie doszło", ale takie zagrożenie zaczyna się coraz mocniej pojawiać.

Z racji tego, że tak jak pisałam, uważam go za mężczyznę mojego życia, sama myśl o tym, że mogę go stracić jest dla mnie bardzo przerażająca. Boję się, że jeśli go stracę to mogę się nie pozbierać, a głowę mieć pełną myśli samobójczych - bo jestem niemal pewna, że osoby która byłaby dla mnie jeszcze lepszym partnerem niż on już nie poznam. Dlatego póki jest nadzieja chcę zrobić wszystko, by ten związek uratować.

I tutaj pojawia się mój pierwszy pomysł - mianowicie próba "wyleczenia aseksualizmu". A właściwie przede wszystkim dowiedzenia się, czy ja faktycznie jestem hetero asem, bo może mi się tylko wydawać że tak jest. Mogę tak naprawdę mieć np. blokadę przed seksem z powodu jakiejś traumy albo jakiś inny problem.

Mam zatem pytania do was:
1. Czy kiedykolwiek próbowaliście się "wyleczyć" z aseksualizmu? Albo czy w ogóle rozważaliście "leczenie", bo z jakiś powodów wasza orientacja okazała się być dużym problemem? Jeśli tak, to z jakim skutkiem?
2. Czy byliście u seksuologa/psychologa/psychiatry żeby się upewnić, że faktycznie jesteście asami, czy przeczytanie definicji na Wikipedii lub w innych źródłach wystarczyło wam żeby mieć pewność, że nimi jesteście?
3. Czy są tu na forum osoby, którym się wydawało, że są asami, ale po wizycie u specjalisty okazało się, że jednak nie są tylko mają jakieś zaburzenia i udało im się je wyleczyć i mogą podzielić się doświadczeniami?
4. Czy jeśli zdecydowałabym się na wizytę u seksuologa, to czy powinnam zrobić jakiś dokładny research przy wyborze specjalisty? Czytałam opinie, że podobno aseksualizm nie jest zbyt poważnie traktowany czasem nawet wśród seksuologów, a jeśli już bym się miała wybrać na konsultacje, to nie chciałabym wyrzucać pieniędzy w błoto. Czy ktoś z was mógłby polecić specjalistę w Warszawie?

Awatar użytkownika
Rashek
gimnASjalista
Posty: 13
Rejestracja: 30 mar 2019, 00:31

Re: "Leczenie" aseksualizmu?

Post autor: Rashek » 23 wrz 2019, 23:13

Jesteś nowa, a chcę odpowiedzieć merytorycznie, więc uprzedzę, że to poniżej, to moja... konwencja artystyczna, dialogowa forma odpowiedzi na poruszoną przez Ciebie tematykę. Albo osobowość mnoga, jak kto woli. Dwie osoby rozważają Twój problem, zwracając się do czasem do Ciebie, czasem między sobą.

- A lubisz dotykać się w tych miejscach?
- Powiedział pedobear do małej loli-chan...
- Poważne pytanie. Czy potrafisz czerpać przyjemność z masturbacji? Miałaś kiedyś orgazm? Potrafisz do niego doprowadzić?
- Niektóre aski (aseksualne kobiety - slang forum) twierdzą, że seks je odrzuca lub wręcz brzydzi, natomiast czasem się masturbują i daje im to jakąś przyjemność, choć raczej nie mają wielkich ku temu potrzeb. Możesz dopisać do nich pytanie o to w tej swojej liście.
- Pytam, bo jesteś otwarta na intymność ze swoim partnerem, ale nie masz satysfakcji z waginalnej i łechtaczkowej stymulacji. Część tutejszych "asek" twierdziło, że ma odwrotnie, że brzydzi ich idea robienia tego z drugą osobą, nie wiedzą czym jest pożądanie.
- Od razu uprzedzę, że większość z tych asek nie była u seksuologa, a te które były źle oceniają kompetencje seksuologów w kontakcie z asami.
- Bo te, które oceniły dobrze może już nie są askami przez podjęte leczenie i nie wchodzą na takie fora?
- Większość asów woli nic z tym nie robić. Ale co się dziwić, to jakby zapytać kogoś niegłodnego czy chciałby być głodny... Zresztą Ty też nie poszłaś do seksuologa przez całe 2 lata i dopiero, gdy zaczęłaś się obawiać o związek pojawiła się taka intencja.
- Mnie się jej przypadek podoba, konkretne podejście do tematu, jest problem, szukamy rozwiązania.
- Żeby nie było tak miło, przejdę do nieprzyjemnych wróżb. Jesteś z gościem już całe 2 lata i obawiasz się, że związek zaczyna się rozpadać. Haj hormonalny, w literaturze kobiecej zakochaniem zwany, ma swój termin ważności, który zwykle nie przekracza właśnie tych 2 lat. Do tej pory Twój "jedyny" mógł przymykać oko na niedogodność w postaci braku seksualnego entuzjazmu z Twojej strony, bo był mocno zakochany. Teraz przechodzicie do dalszej fazy związku. A może on przechodzi, bo Ty wciąż wydajesz się skakać wśród skowronków na malowanej łące, co wnioskuję z opisu tej miłości... W dalszej fazie człowiek już bardziej na chłodno decyduje, czy chce zostać z partnerką, myśli o wspólnej przyszłości, kalkuluje. Aseksualność jest tutaj sporą przeszkodą.
- No co ty nie powiesz...
- Jeszcze nie skończyłem. No więc związek przechodzi z narkotycznego otumanienia w przywiązanie, przyjaźń, wsparcie. Seks oczywiście też gra rolę, zwłaszcza dla faceta. Może nie zaakceptować Twojego braku pożądania, nawet jeśli mechanicznie będziesz się na to godzić. Powinnaś więc zaakceptować opcję rozpadu związku, nie po to, żeby teraz przestać o niego walczyć, tylko dlatego, że szansa na to jest zawsze. Człowiek jest panem swojego życia i żadnego innego. Osoby kochane w końcu odchodzą. Nie warto uzależniać własnego szczęścia od kogoś z zewnątrz.
- Nie ma czegoś takiego jak "ten jedyny". To romantyczne pierdy oderwanych od rzeczywistości pięknoduchów. Szkodliwe i prowadzące do błędnych działań. "Temu czegoś brakuje, więc to nie jest ten jedyny". Albo "Ten jedyny odszedł, teraz będę sama do końca życia". Połówki pomarańczy to mit. Posłuchaj Rafała Olszaka na yt w tych sprawach.
- Nie zmienia to faktu, że niekiedy słuszną decyzją jest postanowić, że to właśnie jest ten jedyny i w ten związek będziemy inwestować. BędzieMY, obie strony. Trzeba jednak liczyć się z ewentualnym rozstaniem.

reita pisze:
23 wrz 2019, 21:04
uważam go za mężczyznę mojego życia, sama myśl o tym, że mogę go stracić jest dla mnie bardzo przerażająca. Boję się, że jeśli go stracę to mogę się nie pozbierać, a głowę mieć pełną myśli samobójczych
- Grubo.
- Stan doła jest normalny. Myśli samobójcze to już skrajność.
- Powinno się zakładać, że rozpad związku zaboli, ale że później człowiek się podniesie i pójdzie dalej.

reita pisze:
23 wrz 2019, 21:04
bo jestem niemal pewna, że osoby która byłaby dla mnie jeszcze lepszym partnerem niż on już nie poznam
- Być może porównywalny haj już się nie pojawi. Ale z pewnością znajdą się osoby bardziej dopasowane od niego. Czy to znaczy, że lepiej go zostawić i ich szukać? Niekoniecznie. Póki ten związek daje Wam obojgu szczęście i jego perspektywę, warto się starać. Mimo wszystko aska ma bardziej ograniczoną pulę dostępnych kandydatów na udany związek. Możesz faktycznie mieć problem ze znalezieniem odpowiedniego partnera.
- Nie lepiej byłoby tu przemilczeć ten niewygodny fakt? Kobita i tak jest pesymistycznie nastawiona...
- Nie oszukujemy. Szanse ma mniejsze, ale nawet tutaj znajdzie się trochę asek, które są w związkach, więc da się. I normalne w swej irracjonalności jest myślenie pod wpływem zakochania, że to już i nic lepszego nie nastąpi.

reita pisze:
23 wrz 2019, 21:04
bardzo mocno wzajemnie wspieramy się emocjonalnie - w wielu momentach mogłam liczyć na niego, gdy inni zawodzili, bardzo wiele mu zawdzięczam jeżeli chodzi o pomoc z różnymi problemami które mnie przytłaczały. Słowem - czuję, że jest to "ten jedyny", bo praktycznie w każdym aspekcie życia rozumiemy się doskonale
+
reita pisze:
23 wrz 2019, 21:04
Z racji tego, że tak jak pisałam, uważam go za mężczyznę mojego życia, sama myśl o tym, że mogę go stracić jest dla mnie bardzo przerażająca. Boję się, że jeśli go stracę to mogę się nie pozbierać, a głowę mieć pełną myśli samobójczych - bo jestem niemal pewna, że osoby która byłaby dla mnie jeszcze lepszym partnerem niż on już nie poznam.
Wyłania się z tego wzorzec silnej zależności, zakochałaś się w roli niewiasty w potrzebie i w uczuciu jakie wywołuje w Tobie bycie ratowaną przez Jedynego. To za czym tęsknimy i czego obawiamy się stracić to, w naszym mniemaniu unikalne, uczucia i stany emocjonalne, jakie wywołuje w nas partner. Sami nie potrafimy wzbudzić w sobie tych stanów, uzależniamy się więc od kochania i bycia kochanymi. Mniemam, że weszłaś w kulturową rolę kobiety, którą mężczyzna się opiekuje. Kiedy więc mężczyzny zabraknie, konsekwentnie odgrywana rola uczyniłaby z Ciebie ofiarę, bo już nie ma tego opiekuna, wybawcy, jedynego. Nie odgrywaj roli bezwiednie. Piszesz "gdy inni zawodzili", czyli on jeden Ci pozostał, co tym bardziej przekonuje Cię do jego wyjątkowości i unikatowości, choć patrząc chłodno, nie ma wśród ludzi unikalnych płatków śniegu i znaleźliby się inni na jego miejsce. Mimo to, i mimo tego, że zachęcam do nastawienia dopuszczającego perspektywę rozstania i życia bez faceta, na ogół popieram nastawienie: " Dlatego póki jest nadzieja chcę zrobić wszystko, by ten związek uratować."
reita pisze:
23 wrz 2019, 21:04
I tutaj pojawia się mój pierwszy pomysł - mianowicie próba "wyleczenia aseksualizmu". A właściwie przede wszystkim dowiedzenia się, czy ja faktycznie jestem hetero asem, bo może mi się tylko wydawać że tak jest. Mogę tak naprawdę mieć np. blokadę przed seksem z powodu jakiejś traumy albo jakiś inny problem.
- Jak wyżej pisałem, z moich obserwacji wynika, że tutaj rzadko która aska była u seksuologa, a takich, które chciały się "wyleczyć" nie spotkałem. Niech Cię nie zwiedzie mój znikomy staż forumowy, miałem tu wcześniej konto, ale... przepadło.
- Niektóre na sugestie leczenia mogłyby się nawet obrazić. Traktują aseksualizm jak inne orientacje, choć temat jest słabo przebadany. I to też może być problem w Twoim przypadku. Pozostaje Ci zrobić research jakie są możliwe przyczyny Twojego braku zainteresowania seksem, braku pożądania. Zbadać ciało i umysł. Cholera wie, może się okazać, że wśród polskich specjalistów nie znajdą się kompetentni w tej tematyce.
- Dzielna kobieta wyrusza w medyczną podróż po świecie badań naukowych i w poszukiwaniu światowej klasy lekarzy aby uratować swoją miłość... to jest coś poruszające zmurszałe serca. Serio, ten motyw jest piękny na swój sposób, nie śmieję się.
- W każdym razie nie zrażaj się, jeśli natrafisz najpierw na nieudanych konowałów. Kto tu może pomóc, może kwestia endokrynologiczna, może psychologiczna...

reita pisze:
23 wrz 2019, 21:04
2. Czy byliście u seksuologa/psychologa/psychiatry żeby się upewnić, że faktycznie jesteście asami, czy przeczytanie definicji na Wikipedii lub w innych źródłach wystarczyło wam żeby mieć pewność, że nimi jesteście?
Jak wspomniałem, większość napotkanych tu osób zadowoliło się przeświadczeniem o spójności własnego przypadku z opisami znalezionymi w internecie. Skoro jest im z tym dobrze, podejście całkiem zrozumiałe.
reita pisze:
23 wrz 2019, 21:04
4. Czy jeśli zdecydowałabym się na wizytę u seksuologa, to czy powinnam zrobić jakiś dokładny research przy wyborze specjalisty? Czytałam opinie, że podobno aseksualizm nie jest zbyt poważnie traktowany czasem nawet wśród seksuologów, a jeśli już bym się miała wybrać na konsultacje, to nie chciałabym wyrzucać pieniędzy w błoto.
Nie mam żadnego doświadczenia w tym temacie. Co bym zrobił w takiej sytuacji:
a) przeszukanie tego forum za pomocą szukajki, później przeszukanie forów i grup zagranicznych dla aseksualistów
b) jak wyżej wspomniałem, research możliwych przyczyn Twojej przypadłości w anglojęzycznym internecie, w publikacjach naukowych
c) wstępna analiza, który z możliwych powodów najbardziej pasuje
d) pójście do seksuologa z dobrą renomą, mającego doświadczenia z przypadkami "oziębłości", hipolibidemii, aseksualności, przebadanie pod kątem hormonalnym, może wizyta u psychologa
e) jak to nie wypali, szukanie kolejnych specjalistów za granicą w ramach mojej romantycznej wizji.

Alternatywna: zabawa w NLP, zaprogramowanie umysłu, żeby kojarzył seks z czymś przyjemnym, może jakiś chemsex. Nie żebym polecał.

Awatar użytkownika
reita
bobASek
Posty: 3
Rejestracja: 23 wrz 2019, 19:03

Re: "Leczenie" aseksualizmu?

Post autor: reita » 24 wrz 2019, 19:43

Rashek pisze:
23 wrz 2019, 23:13
- Poważne pytanie. Czy potrafisz czerpać przyjemność z masturbacji? Miałaś kiedyś orgazm? Potrafisz do niego doprowadzić?
Pomimo tego, że jako nastolatka sporo myślałam o seksie i oglądałam porno - nigdy nie masturbowałam się do takich filmów, raczej oglądałam je bardziej z ciekawości niż potrzeby pobawienia się moim ciałem. W całym moim 20-paro letnim życiu dosłownie kilka razy próbowałam się masturbować, zawsze kończyło się to bardzo szybko, po ok. minucie czy dwóch uznawałam że mnie to w ogóle nie kręci i chcę przestać. Może to dziwne, ale przed masturbacją mam jeszcze większe opory, niż przed seksem.
A co do orgazmu - nie wiem, czy go miałam. Zdarzały mi się akty seksualne, które były dla mnie bardziej przyjemne niż inne, ale to uczucie przyjemności nie było na tyle silne, bym je jakoś szczególnie zapamiętała.
Rashek pisze:
23 wrz 2019, 23:13
Zresztą Ty też nie poszłaś do seksuologa przez całe 2 lata i dopiero, gdy zaczęłaś się obawiać o związek pojawiła się taka intencja.
Bo wcześniej nie myślałam, że to jest duży problem. Nie ma ludzi w 100% identycznych, związki zawsze funkcjonują pomimo jakiś różnic. Myślałam, że fakt że toleruję seks jest wystarczający, by w sferze intymnej nie pojawiły się poważne problemy, dopiero od niedawna widzę, że moja "neutralność" powoduje coraz większe bariery.
Rashek pisze:
23 wrz 2019, 23:13
Twój "jedyny" mógł przymykać oko na niedogodność w postaci braku seksualnego entuzjazmu z Twojej strony, bo był mocno zakochany. Teraz przechodzicie do dalszej fazy związku. A może on przechodzi, bo Ty wciąż wydajesz się skakać wśród skowronków na malowanej łące
Tak jak pisałam, na ten moment oboje myślimy kategoriami "chcemy zrobić wszystko, by ratować związek", oboje szukamy problemów po naszej stronie i próbujemy je rozwiązać. Więc póki co raczej oboje jeszcze "skaczemy po łące".
Rashek pisze:
23 wrz 2019, 23:13
Wyłania się z tego wzorzec silnej zależności, zakochałaś się w roli niewiasty w potrzebie i w uczuciu jakie wywołuje w Tobie bycie ratowaną przez Jedynego.
Raczej wzajemnie się ratujemy. On jest dla mnie księciem na białym koniu, ja dla niego Larą Croft na białym niedźwiedziu, czy coś. W każdym razie, na pewno nie jest to jednostronna zależność.
Rashek pisze:
23 wrz 2019, 23:13
Mniemam, że weszłaś w kulturową rolę kobiety, którą mężczyzna się opiekuje. Kiedy więc mężczyzny zabraknie, konsekwentnie odgrywana rola uczyniłaby z Ciebie ofiarę, bo już nie ma tego opiekuna, wybawcy, jedynego.
Znowu trafiłeś jak kulą w płot. Jestem niezależna finansowo, a poza tym mam w życiu inne motywatory do szczęścia. Sęk w tym że wydaje mi się, że utrata tego jednego aspektu szczęścia drastycznie obniży mój poziom zadowolenia z życia, bo naprawdę uważam tę relację za wyjątkową. Poza standardowymi cechami, które zwykle prowadzą do związku (wspólne zainteresowania, ujmujący charakter, zauroczenie fizyczne), on ma jeszcze częściowo podobne doświadczenia z przeszłości do moich i podobne przemyślenia na tematy dla mnie ważne. Myślę, że to przede wszystkim dzięki temu udało nam się stworzyć tak silną emocjonalną więź. Jestem pewna, że z nikim kogo do tej pory poznałam nie byłabym wstanie stworzyć podobnie silnej relacji, a prawdopodobieństwo spotkania faceta, który miałby zestaw zalet mojego chłopaka + byłby asem + byłby zainteresowany związkiem romantycznym ze mną, jest prawie zerowe. Dlatego myśl o rozpadzie tego związku mnie przeraża, bo czuję, że mogę stracić coś wyjątkowego, coś co bardzo możliwe że już nigdy w życiu mnie nie spotka.
Rashek pisze:
23 wrz 2019, 23:13
- Jak wyżej pisałem, z moich obserwacji wynika, że tutaj rzadko która aska była u seksuologa, a takich, które chciały się "wyleczyć" nie spotkałem. Niech Cię nie zwiedzie mój znikomy staż forumowy, miałem tu wcześniej konto, ale... przepadło.
- Niektóre na sugestie leczenia mogłyby się nawet obrazić. Traktują aseksualizm jak inne orientacje, choć temat jest słabo przebadany.
Myślę, że to dla mnie dosyć mocny argument, żeby się do seksuologa wybrać. Jeśli podobno mało który as chodzi do specjalisty, to niby jak temat może być dobrze zbadany? Myślę, że ludzie aseksualni lub podejrzewający u siebie aseksualizm powinni przynajmniej raz w życiu odwiedzić seksuologa, żeby po pierwsze upewnić się co do swoich podejrzeń, a po drugie przyczynić się do tego, żeby temat mógł być coraz intensywniej badany i nauka mogła coraz więcej o aseksualizmie powiedzieć. To z kolei może przyczynić się do poważniejszego traktowania tematu w opinii publicznej.
Rashek pisze:
23 wrz 2019, 23:13
Pozostaje Ci zrobić research jakie są możliwe przyczyny Twojego braku zainteresowania seksem, braku pożądania. Zbadać ciało i umysł.
Ciało mam raczej zdrowe, robiłam jakiś rok temu badania hormonalne i wszystko było w normie, poza jakimś tam jednym hormonem którego nazwy już nie pamiętam nieco ponad normę. Z umysłem może być gorzej.

Nie chcę się na ten temat specjalnie rozwodzić, ale nie miałam łatwego i zbyt szczęśliwego dzieciństwa i okresu dojrzewania. Przez lata zmagałam się z ciężką depresją (prawdopodobnie bipolarną), którą wydaje mi się, że stosunkowo niedawno (jeszcze przed rozpoczęciem związku, choć uważam, że związek też mi dużo w tym pomógł) udało mi się pokonać (a raczej okiełznać, bo podobno bipolar disorder nie da się wyleczyć). Dlatego nie wykluczam możliwości, że moja blokada przed seksem to nie jest wrodzony aseksualizm, tylko np. raczkujący heteroseksualizm, który praktycznie wcale się nie rozwinął, bo został bardzo wcześnie zablokowany przez jakąś traumę. I dlatego coraz silniej skłaniam się do tego, żeby przegadać moją sytuację z seksuologiem.

Bo jeśli by się okazało, że ta blokada jest nabyta, a nie wrodzona, to myślę, to chciałabym podjąć próbę "odblokowania się". Bo dzięki woli walki i uporowi udało mi się już większość moich największych wad, kompleksów i innych "demonów" pokonać, lub chociaż zminimalizować. Nie było to ani łatwe ani szybkie, ale skoro mam już doświadczenie w wyciąganiu samej siebie z dna i pracowaniu nad własną osobowością, to wydaje mi się, że stopniowe przekonywanie się do lubienia seksu też może mi się udać. Choć wciąż jeszcze chętnie posłucham rad od użytkowników.

RafalZ
bobASek
Posty: 1
Rejestracja: 7 paź 2019, 00:00

Re: "Leczenie" aseksualizmu?

Post autor: RafalZ » 7 paź 2019, 00:16

Jeśli chodzi o specjalistów to nie polecał bym tzw starej gwardii która to strzeże i broni zaciekle przekonań nabytych za komuny. Na takich niestety najczęściej się trafia. Szukał bym raczej w kręgach nowej, holistycznej medycyny która łączy duchowość z fizycznością. Jeśli chodzi o Warszawę to Pani Marzena Barszcz jest tutaj godna polecenia. Jej książka "psychoterapia przez ciało" to istna rewolucja w rozumieniu przyczyn blokad psychofizycznych. Organizuje też warsztaty w Warszawie na które sam bardzo chętnie bym się wybrał. Jest też kilku ludzi trochę dalej od Warszawy i są też źródła anglojęzyczne w tym temacie.

A tak poza tym to nie ma co się martwić bo na tym właśnie polega życie, że stawiamy czoła wyzwaniom które od urodzenia są nam potrzebne do rozwoju. Także głowa do góry i do pracy rodacy bo jest co robić ;-) te traumy spotkały praktycznie każdego z nas ale jakże niewielu bierze się za ich uzdrawianie. A szkoda. Nie wiedzą co tracą. Ale wy tutaj jesteście bohaterami naszych czasów dlatego kłaniam się nisko i trzymam kciuki, powodzenia!

Awatar użytkownika
Nightfall
bASyliszek
Posty: 1142
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: "Leczenie" aseksualizmu?

Post autor: Nightfall » 8 paź 2019, 17:27

Mogę tak naprawdę mieć np. blokadę przed seksem z powodu jakiejś traumy albo jakiś inny problem.
A czy jest jakieś traumatyczne wydarzenie, które jesteś w stanie wskazać? Nie musisz o nim odpowiadać, odpowiedz sama sobie tak lub nie.

Problemy mogą być różne np. wynikające z gospodarki hormonalnej. Ja proponuję udać się do lekarza seksuologa, pewnie zaproponuje Ci zapisanie ci czegoś zwiększającego popęd seksualny. A jeśli będzie to lekarz podchodzący uczciwie do swojej pracy, to nawet zaleci Ci różnego rodzaju badania :)

Awatar użytkownika
reita
bobASek
Posty: 3
Rejestracja: 23 wrz 2019, 19:03

Re: "Leczenie" aseksualizmu?

Post autor: reita » 13 paź 2019, 14:29

Nightfall pisze:
8 paź 2019, 17:27
A czy jest jakieś traumatyczne wydarzenie, które jesteś w stanie wskazać? Nie musisz o nim odpowiadać, odpowiedz sama sobie tak lub nie.
Było ich kilka, ale też żadne z nich nie było przemocą seksualną.
Nightfall pisze:
8 paź 2019, 17:27
Problemy mogą być różne np. wynikające z gospodarki hormonalnej.
Tak jak pisałam, z badań hormonalnych robionych jakiś ~rok temu nie wynika, by pod tym względem było coś ze mną nie tak, a awersję do seksu w realnym świecie miałam odkąd pamiętam. Może to śmieszne, ale zawsze myślałam o seksie jak o memie - że wszyscy o tym mówią, ale mało kto to robi. Zawsze myślałam, że czułość w związkach kończy się na całowaniu i przytulaniu (i nawet do tego mnie specjalnie nie ciągnęło, póki nie poznałam mojego chłopaka). Nigdy nie widziałam i dalej nie widzę sensu uprawiania seksu w momencie, gdy nie chce się mieć dzieci. Dopiero niedawno zdałam sobie sprawę, że moje podejście do tego tematu jest wyraźnie inne, niż większości ludzi, ale dalej mam duży problem, żeby to podejście większości zrozumieć.
RafalZ pisze:
7 paź 2019, 00:16
Jeśli chodzi o specjalistów to nie polecał bym tzw starej gwardii która to strzeże i broni zaciekle przekonań nabytych za komuny. Na takich niestety najczęściej się trafia.
Byłam już na jednej wizycie u seksuologa (póki co psychologa, nie lekarza) w ośrodku, który zdaję się być przyjaźnie nastawiony dla ludzi z mniejszości seksualnych lub kwestionujących swoją seksualność (nie Pani Barszcz, sorry napisałeś tego posta już po wizycie). Po tej jednej wizycie jasnej diagnozy nie dostałam, ale aseksualizm pojawił się jako jedna z hipotez. Także w najbliższej przyszłości czeka mnie jeszcze przynajmniej 1 wizyta u lekarza, coby sprawdzić pozostałe hipotezy.

Także tego... póki co dalej nie wiem, co mam zrobić żeby się "przeprogramować" na myślenie o seksie jako o czymś, co nie dość że jest mi do czegokolwiek potrzebne, to jeszcze jest dla mnie przyjemne, i czy w ogóle takie "przeprogramowanie się" jest możliwe w moim przypadku, ale jestem w trakcie ustalania tego :P

ODPOWIEDZ