Kim jestem - zagadka

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
Awatar użytkownika
olek31
bobASek
Posty: 2
Rejestracja: 2 gru 2011, 12:24

Kim jestem - zagadka

Post autor: olek31 »

Witam, zarejestrowałem się tu jakiś czas temu, ale się nie odzywałem (nieśmiałość?). A że wszyscy mają teraz więcej czasu, to pomyślałem że może warto się ujawnić. Taki projekcik. Nie wiem po co, zobaczymy co z tego wyjdzie. Swoje lata mam (39) i nadal się zastanawiam co z tym chłopcem jest nie tak. Chłopcem, bo zawsze jak ktoś zadaje to trudne pytanie (chyba wiecie jakie) to próbuję tak wybrnąć, że emocjonalnie zatrzymałem się na wieku 17-latka. Nigdy nie miałem kobiety. Czy mi tego brakuje? Nie wiem, jeśli tak, to inteligencją skutecznie zapycham te wszystkie braki. Był krótki epizod 22 lata temu kiedy straciłem ją przez kłamstwa. Kłamstwa były moje, ale zamiast kontynuować i chcieć uczyć się "związków" to nauczyło mnie to tylko szanować prawdę. Jakieś 16 lat temu też mało brakowało, ale uciekła. Tym razem zgubiła mnie prawda. Obawiałem się, że ją wystraszyłem, ale do dziś nie wiem co się stało. Czy to jakaś trauma? Nie sądzę. Nie przejmuję się tym na co dzień. Albo skutecznie sobie wmawiam, że tego nie potrzebuję, albo faktycznie nie potrzebuję. Pewnie moja historia zawiera wiele kobiet, które się we mnie kochały, a ja nie miałem o tym pojęcia. Na dziko reaguję na dotyk jakimś automatycznym odruchem ucieczki, dopiero muszę zaangażować świadomość żeby się zmusić i mam tylko nadzieję że potrafię się przyzwyczaić. Zakładam, że lubię się przytulać, ale weryfikacja tej tezy na poduszce raczej dobrze nie wróży. Skupiam się na pracy, oglądam seriale i życie jakoś leci. Przez pewien czas miałem obawy, że jestem jakimś tam zboczeńcem ale raczej mała jest na to szansa bo w piwnicy nie torturuję dziewic tylko trzymam ziemniaki. Ani piłka nożna ani agresja mnie nie interesują, więc pewnie słaby ze mnie samiec. Tematów do rozmowy zawsze miałem więcej z dziewczynami ale jakoś głupio było tak, otwarcie. A przecież nie jestem też homo. W ogóle seks traktuję jak coś nieczystego i brzydkiego, i nie wiem o co tyle hałasu, i pewnie za wszystkim stoi lobby producentów prezerwatyw. Żebym się na seks zdecydował to musiałoby być co najmniej pod prysznicem, albo w wannie jakiejś. Mam wrażenie, że nie mam osobowości. W zależności od sytuacji mogę się zachowywać tak jak chcę i potrzebuję, i żadne żądze ani przyzwyczajenia nie mają na to wpływu. Oportunista? Pewnie mógł bym być dobrym aktorem. W końcu udawałem całe życie więc wprawę mam. Umysł mam analityczny, ale zostanie pełnym naukowcem już mnie nie kręci, choć próbowałem. Z resztą byłoby to trudne, gdyż myślenie mam częściowo oparte na elementach magicznych. Wierzę w zaklęcia i rzucanie uroków. Nie wierzę w duchy, ale wierzę, że mogą istnieć inne formy inteligentnych bytów nie koniecznie zbudowane ze znanego nam fizycznego ciała. Lubię określać się jako ateista, bo czymże innym może być bóg jak nie starożytnym kosmitą. Mam wielki szacunek do kobiet, a tezy o tym, że facet nigdy nie będzie potrafił ich zrozumieć wkładam między bajki. Zdarza mi się natomiast nie rozumieć facetów. Na przykład jak można być brutalnym w stosunku do osób, które się kocha? Nie mieści mi się to w głowie. Chciałbym szczęścia i miłości dla każdego. Po równo, jak Chrystus. Czasem czuję się jak w piosence: lewa strona nigdy się nie budzi, prawa strona nigdy nie zasypia. Jak pojawiło się 50 twarzy to myślałem spróbować czy w tym świecie coś mnie podnieca, ale szybko się okazało że walenie konia do cierpienia również nie działa. Lekiem na nawracające uzależnienie od pornografii stało się regularne formatowanie dysku, i to działa. Myślałem że kupię sobie motor, to będę bardziej atrakcyjny, czy coś, ale pewnie bym się rozwalił i tak by się skończyła ta historia. Więc kupiłem hybrydę. W sumie to nie bardzo wiem co mam dalej zrobić z życiem. Wierzę, że każdy ma prawo być szczęśliwy. Tak, tylko że nie ma takiego obowiązku. Z resztą to szczęście jest mocno przereklamowane. To może by tak spróbować uszczęśliwiać innych, uczynić świat lepszym w jakimś aspekcie, i jeśli nie dzieci to przynajmniej zostawić po sobie chociaż to. Na razie pomagam biznesom bardziej się zinformafyzować, ale wnerwia mnie trochę taki underemployment. Nie czuję wielu strachów, nie dlatego, że się nie boję, ale dlatego, że strachy generalnie są irracjonalne. Można się bać tylko rzeczy, które rzeczywiście są groźne, jak wojna czy koniec cywilizacji. Wiadomości z kraju i ze świata mało słucham, bo są smutne. Często odchodzę myślami od rzeczywistości. Uciekam od niej. To powoduje, że mogę mieć problem z właściwym jej postrzeganiem, bo widzę ją taką, jaka mi się wydaje, a nie taką, jaka faktycznie jest. Ale staram się nie żyć złudzeniami. Zwykle jednak tak się dzieje. To jest też trochę pewnie dla ochrony. Największym złudzeniem jest nadzieja. Czy mogę mieć nadzieję, że coś się zmieni, że może kogoś pokocham? Nadzieja matką głupich, a z głupimi zawsze starałem się mieć jak najmniej do czynienia, więc trochę nie wypada wstępować w ich szeregi. Krąg znajomych przetrzebiło kiedy wzięli się za budowanie swojej przyszłości, ze swoimi drugimi połowami, w większości w innych krajach. A ja patriotycznie stoję tu na posterunku, jak na pośmiewisku, czarna owca rodziny, która nie chce się ustatkować. Często wątpię czy w ogóle jestem zdolny do tego, aby kogoś kochać. Wciąż szukam dobrej definicji tego czym miłość jest. Jestem przekonany, że prawdziwą miłość okazuje się przez czyny, a nie przez słowa. A skoro czyny lubieżne odpadają, to co pozostaje? Człowiek ma potrzeby materialne i duchowe. Wszystkie potrzeby duchowe sprowadzają się do jednej podstawowej: do miłości właśnie. Człowiek pragnie więc miłości w sposób konieczny gdyż jest ona potrzebą. Jest wiele definicji miłości, ale one wszystkie nie oddają całej podstawowej prawdy. Oczywiście mam też swoją definicję i uważam, że jest lepsza. Lepsza dlatego, że spełnia podstawowy warunek bycia definicją - jest prawdziwa. Oto ona: Miłość jest tym, czego człowiek nie może sobie sam zapewnić. Człowiek nie może jej dać sobie sam. Miłość można otrzymać tylko od innej osoby, a samemu można ją dać tylko innej osobie. Do tanga trzeba
co najmniej dwojga. Miłość to sytuacja, w której nasze uczucia są odwzajemniane przez drugą osobę i obie osoby na wzajem czują to samo. To jest ideał, i w przeciwieństwie do innych, ten ideał jest możliwy do osiągnięcia. Dlaczego? Bo istnieją przykłady. Największą miłością jest absolutna
miłość, dla ludzi nieosiągalna. Miłość ludzka jest więc mniejsza i mniej doskonała, ale w całej swojej niedoskonałości jest niejako elementem miłości absolutnej. Miłość człowieka ma się tak do miłości absolutnej, jak liczba całkowita do liczby rzeczywistej. Obie mogą być nieskończone, ale absolutna jest dodatkowo nieprzeliczalna. Jest na innym poziomie, dla ludzi niepoznawalnym. A zatem miłość ludzka potrafi mieć własność nieskończoności. Wiele rozpraw o miłości pomija ten fakt. Czy warto jej szukać? Czy to w ogóle możliwe?

Powędrowałem może trochę off-topic, wróćmy więc do oryginalnego pytania: Kim jestem?
Pewnie osoby, które to czytają, i dobrnęły do tego miejsca, mają ochotę odpowiedzieć: Filozofem!
No to zonk, to niemożliwe, bo umysł mam ścisły. To może jestem sam z powodu overthinking?
Może to jest cała asów choroba... Overthinking. Damn.

Pozdrawiam wszystkich serdecznie

Awatar użytkownika
MaJ1424
bobASek
Posty: 1
Rejestracja: 30 kwie 2020, 11:46

Re: Kim jestem - zagadka

Post autor: MaJ1424 »

Wow!
Czytając Twój post często miałem wrażenie, jakbym słyszał swoje przemyślenia.
Niestety, na Twoje / na nasze wątpliwości nie mam odpowiedzi :?
Pozdrawiam również :)

ODPOWIEDZ