Kulinaria

Masz ochotę pogadać o czymś innym? Oto miejsce!
Awatar użytkownika
Libra
carrASius
Posty: 2233
Rejestracja: 18 kwie 2009, 19:23

Post autor: Libra »

nightmare pisze: Zazdroszczę.
nie zazdrość, tylko trenuj.
Wiele rzeczy mi nie wychodzi, bo nieraz mam za duży rozmach i za bardzo ingeruję w przepis :P(ale uparcie potem dopracowuję przepis, aż wyjdzie), dla mnie to jest sposób na stres, trzeba podejść do tego na luzie[ najpierw wykładam wszystkie składniki do miseczek, a potem bawię się, że prowadzę program kulinarny :lol: Proszę Państwa, następnie do masy cieciorkowo ziemniaczanej, dajemy rozgniecione ząbki czosnku...o właśnie tak, mieszamy... :lol: )Najlepiej gdy nikogo nie ma w domu czyli nie ma kto Tobą sterować, gderać, prychać, krzywić się, że ciapiesz i huczeć "to nie tak!" . U mnie to jest typowe, tak więc za nowe kulinarne wyzwania biorę się gdy sama w domu jestem ;)

Lizzy
ASter
Posty: 616
Rejestracja: 17 cze 2009, 16:28
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Lizzy »

Libro:-) czyli gotowanie nie jest jeszcze Twoim obowiązkiem codziennym nakarmieniem rodziny, gdy ta głodna czeka i co kilka minut pyta "kiedy obiad?" ;-)
Przy takich pytaniach, uwierz mi, ale już nie czerpię radości z kucharzenia i pomysłow naprawdę nie starcza na urozmaicenie diety:-)

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka »

Hmm, Lizzy, wszystko chyba zależy od sposobu organizacji i podziału obowiązków.
Jakoś nie wyobrażam sobie, żeby u nas w domu ktokolwiek siedział bezczynnie, stukał palcami w blat stołu i pytał "kiedy obiad?". Jak ktoś jest głodny, to bierze się do przygotowywania posiłku i cześć pieśni.
A menu ustalamy razem, z reguły na kilka kolejnych dni, więc na przykład dzisiaj wiem, co będzie na obiad aż do piątku.

Awatar użytkownika
dziwożona
tłumok bezczASowy
Posty: 1940
Rejestracja: 29 lut 2008, 20:29
Lokalizacja: z bagien i uroczysk
Kontakt:

Post autor: dziwożona »

Oj, Lizzy, wszystko faktycznie zależy od tego, jak sobie rozplanujesz pracę i ustawisz rodzinę. Przecież nie jesteś jednoosobową jadłodajnią. Ja znam takiego jednego, co nawet szklanki wody nie potrafił sobie sam nalać. Ale dwa dni w moich rączkach, w tym jeden na głodnego, i facet nawet naczynia zaczął zmywać. Co prawda skarżył się i ubolewał, że go źle traktuję, no ale cóż... Czy to mój narzeczony? (Mojej siostry.) Po prostu matka wychowała go na udzielnego księcia, który ma wszystko podane do stołu, a potem sprzątnięte. I taki królewicz idzie w świat z przeświadczeniem, że wszyscy mają mu usługiwać. No, ale on to przesadza zupełnie.
Seks należy tępić, gdyż z niego biorą się dzieci - źródło naszej nieustającej, pedagogicznej udręki.

od nowa
ciAStoholik
Posty: 342
Rejestracja: 3 lip 2009, 07:28

Post autor: od nowa »

dziwożona pisze:Po prostu matka wychowała go na udzielnego księcia, który ma wszystko podane do stołu, a potem sprzątnięte. I taki królewicz idzie w świat z przeświadczeniem, że wszyscy mają mu usługiwać. No, ale on to przesadza zupełnie.
Oj bywają takie przypadki, bywają- wychowane przez mamusie na kaleki życiowe.
Sex jest przereklamowany...

Lizzy
ASter
Posty: 616
Rejestracja: 17 cze 2009, 16:28
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Lizzy »

dziwożona pisze:Przecież nie jesteś jednoosobową jadłodajnią.
Wychodzi na to, że jestem:-) ale ja naprawdę nie użalam się na to. Trudno organizowac posiłki dla rodziny raptem dwuosobowej, gdy dziecko fruwa między jedną szkołą a drugą, tym bardziej, że jakoś tak jest iż staramy się jadac wspólnie. Zgranie tego w czasie przysparza mnie problemów, nie dziecku:-) Jednym słowem planowanie i organizacja to nie mój żywioł. Nie potrafię życ od kreski do kreski, zostawiam sobie margines swobody, nie nadążam za czasem, który jest nieubłagany, stąd tylko lekko drażni mnie (jak najbardziej słuszne czasami) "kiedy obiad?".
Po prostu przechodzę etap "wypalenia kuchennego";-) (może to preludium do wypalenia zawodowego? hmm)


aajj, dodam tylko, że bardzo lubię robic przetwory:-) żeby nie było, że kuchnia to mój wróg;-) w tym roku porobiłam trochę (z truskawek, jabłek, teraz ze śliwek kończę dzisiaj powidła, ooh, no i nalewkę na wiśniach, nabiera mocy prawnej;-)

Awatar użytkownika
dziwożona
tłumok bezczASowy
Posty: 1940
Rejestracja: 29 lut 2008, 20:29
Lokalizacja: z bagien i uroczysk
Kontakt:

Post autor: dziwożona »

Biedne dziecko. Dwie szkoły...
Seks należy tępić, gdyż z niego biorą się dzieci - źródło naszej nieustającej, pedagogicznej udręki.

Awatar użytkownika
Libra
carrASius
Posty: 2233
Rejestracja: 18 kwie 2009, 19:23

Post autor: Libra »

od nowa pisze:
dziwożona pisze:Po prostu matka wychowała go na udzielnego księcia, który ma wszystko podane do stołu, a potem sprzątnięte. I taki królewicz idzie w świat z przeświadczeniem, że wszyscy mają mu usługiwać.
Oj bywają takie przypadki, bywają- wychowane przez mamusie na kaleki życiowe.
Ha, moja prababcia zwykła mawiać, że "chłop to ozdoba ścian" i na takiego swego syna a mojego dziadka wychowała, co z kolei moja ciotka przeniosła na swoich synów. Szlag mnie trafiał, kiedy widziałam jak koło nich skacze... jednak przyszła kryska na matyska, poszli na studia, z dala od domu rodzinnego, w wieku 19 lat trzeba było się nauczyć jak się herbatę parzy. ;)
Libro:-) czyli gotowanie nie jest jeszcze Twoim obowiązkiem codziennym nakarmieniem rodziny, gdy ta głodna czeka i co kilka minut pyta "kiedy obiad?
trochę tak: przez 6 dni w tygodniu gotuję tylko dla siebie i ewentualnie siostry, w niedzielę odżywiam już większe stadko. Co prawda nie pytają kiedy obiad, ale gdy pichcę coś nowego zdarza im się zmarszczyć nos zaglądając do garnka i wycedzić pogardliwie" A to co to jest?", po czym się krzywią - to też wkurza :P Gdy już skosztują, to przeważnie wcinają bez szemrania, chyba, że danie faktycznie niewypał :lol:
Nawet w gotowaniu pod presją znajdę magię- kocham zapachy, barwy, tekstury poszczególnych składników, siekanie, dorzucanie, mieszanie... :kocha: ale nie zawsze mi się chce ;-)



Lizzy, mówisz, że nie żyjesz w zgodzie z planowaniem i organizacją, ale jakby tak pokombinować i znaleźć dania które możesz przygotować wcześniej w wolnej chwili i podgrzać tuż przed przyjściem głodomora?
A może czasami postaw na pizzę? Można wrzucić na nią niemal wszystko, tak więc może być posiłkiem pełnowartościowym a nie śmieciowym. Ostatnio robiłam z brokułami które zostały z obiadu z dnia poprzedniego- pyszota, a jakie barwy ;) Danie szybkie(nie zostawiam ciasta do wyrośnięcia, tylko maluję sosem, zasypuję warzywami, serem i do pieca bęc)

Lizzy
ASter
Posty: 616
Rejestracja: 17 cze 2009, 16:28
Lokalizacja: Gdańsk

Post autor: Lizzy »

Libra pisze:

Lizzy, mówisz, że nie żyjesz w zgodzie z planowaniem i organizacją, ale jakby tak pokombinować i znaleźć dania które możesz przygotować wcześniej w wolnej chwili i podgrzać tuż przed przyjściem głodomora?
Libro, nie z moim charakterem:-) zawsze znajdę coś ciekawszego do zrobienia;-) a głodomór o tyle jest dobrze wychowany, że dzwoni i powiadamia iż wraca już do domu:-) gorzej gdy mnie nie ma, radzi sobie sam (na szczęście) no cóż, kuchnia najwyraźniej nie jest moim królestwem;-)

Awatar użytkownika
nightmare
ASter
Posty: 662
Rejestracja: 26 lip 2009, 00:58
Lokalizacja: w trakcie poszukiwań

Post autor: nightmare »

Oj, staram się trenować, ale jakoś zawsze czegoś zapomnę, albo zrobię nie tak, lub też zrobię jak jest w przepisie a wychodzi coś dziwnego. Zdecydowanie to nie moja dziedzina.
W kuchni albo mam przydzieloną małą rolę np. starcie sera, wysmarowanie foremek do babeczek, albo sprzątam. Jak już to biorę się za sałatki, tu nie trzeba żadnej filozofii - pokroić i dodać do reszty składników.
"Kotom nie wolno! Z kotami nie wolno! Psik! Wyłaź, bo zawołam milicjanta!"

od nowa
ciAStoholik
Posty: 342
Rejestracja: 3 lip 2009, 07:28

Post autor: od nowa »

Naszło mnie dziś na dłuższe spędzenie czasu w kuchni i ugotowałam sobie krupnik- z torebki oczywiście :oops:
Sex jest przereklamowany...

Awatar użytkownika
urtika
sASanka
Posty: 2215
Rejestracja: 27 maja 2008, 21:06

Post autor: urtika »

Jak co roku jesienią, na moim stole króluje dynia i różne z niej rozmaitości: bigosy, lecza, gulasze, zupy, surówki, sałatki, i na słodko i na słono i ostro.
Obrazek
Quirkyalone

Awatar użytkownika
Koffee
łASiczka
Posty: 316
Rejestracja: 27 wrz 2009, 18:40
Lokalizacja: przyległości gdańskie

Post autor: Koffee »

od nowa pisze:Naszło mnie dziś na dłuższe spędzenie czasu w kuchni i ugotowałam sobie krupnik- z torebki oczywiście :oops:
Ja sobie ugotowałam pyzy z mięskiem. Z mrożonki oczywiście 8)

Awatar użytkownika
Artemis
pASsiFlora
Posty: 1354
Rejestracja: 7 sie 2008, 21:41
Lokalizacja: z miasta

Post autor: Artemis »

urtika pisze:Jak co roku jesienią, na moim stole króluje dynia i różne z niej rozmaitości: bigosy, lecza, gulasze, zupy, surówki, sałatki, i na słodko i na słono i ostro.
Polecam urtikową dynię. Sporządziła nam świetne śniadanie w Katowicach. Niestety, Urtika to ranny ptaszek, nie miałam więc szans podpatrzeć co i jak robi. Znam za to efekt końcowy. Mniam. Jeszcze lepiej nadaje się na obiad czy kolację. Rzuć koleżanko przepisem... Do tej pory z dyni interesowały mnie głównie pestki... reszta lądowała na kompoście :? .
Turysta-człowiek pętający się po szlakach w poszukiwaniu jedzeniaObrazek

beebep
ASter
Posty: 634
Rejestracja: 13 wrz 2009, 17:37
Lokalizacja: z kapusty:)
Kontakt:

Post autor: beebep »

Artemis pisze:
urtika pisze:Jak co roku jesienią, na moim stole króluje dynia i różne z niej rozmaitości: bigosy, lecza, gulasze, zupy, surówki, sałatki, i na słodko i na słono i ostro.
Polecam urtikową dynię. Sporządziła nam świetne śniadanie w Katowicach. Niestety, Urtika to ranny ptaszek, nie miałam więc szans podpatrzeć co i jak robi. Znam za to efekt końcowy. Mniam. Jeszcze lepiej nadaje się na obiad czy kolację. Rzuć koleżanko przepisem... Do tej pory z dyni interesowały mnie głównie pestki... reszta lądowała na kompoście :? .
Oj ja też optuję za jakimś pysznym przepisem, pierwszy raz widzę takie wykorzystanie tej roślinki - właściwie jak Artemis interesują mnie tylko pestki, a reszta raczej miała inne przeznaczenie - dynia zawsze mi się kojarzy z leżącymi odłamkami w kurniku - a to taki rarytas :shock:
Obrazek

ODPOWIEDZ