kot :-)

Masz ochotę pogadać o czymś innym? Oto miejsce!
Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

Sterylizacja ma swoje dobre strony. Przede wszystkim ważna jest sterylizacja kotów bezdomnych i wychodzących. Kotka może zajść w ciążę 2-4 razy w ciągu roku. To są nieprawdopodobne ilości bezdomnych kociaków, które chorują i giną pod kołami samochodów, z głodu, albo zagryzione przez psy. Wiem o czym mówię, bo współpracuję z organizacją, która takim kotom pomaga. W jednej z piwnic dziewczyny znalazły kotkę z dwoma miotami kociaków (w różnym wieku), nie wszystkie przeżyły. Nie są w stanie znaleźć domów dla wszystkich kotów, jest ich tak dużo. Koty na wolności nie mają opieki weterynaryjnej, żyją zazwyczaj bardzo krótko. Czasem ktoś "życzliwy" je otruje. Moja ciotka mieszka na wsi i miała już chyba z 10 kotów, "znikały" po dwóch, trzech latach. Kot w domu może dożyć 20 lat.

Natomiast jeśli chodzi o koty domowe to prawda jest taka, że niesterylizowana kotka będzie miała ruję cztery razy do roku i żaden właściciel tego nie wytrzyma. A kocur będzie sikał po kątach znacząc teren. Jest wybór między sterylizacją, a podawaniem hormonów. No i po sterylizacji domowy kot czasem tyje i ma problemy urologiczne, bo ma mniej ruchu niż na wolności. A po hormonach grożą mu nowotwory. Oczywiście tylko niektóre koty chorują, czasem wystarczy specjalistyczna karma i wszystko jest w porządku. Rozmnażanie domowego kota też nie jest wyjściem, bo tylko zwiększa się liczbę niepotrzebnych kotów - ktoś, komu je damy, mógłby przygarnąć przecież kota ze schroniska albo z ulicy.

Moja siostra zdecydowała, że nie będzie sterylizowała wychodzącego kocura i zniknął po dwóch latach. Strach pomyśleć ile potomstwa spłodził mając "wychodne" i co się z tymi kociakami stało.
Viljar, obstawiam, że Twoja kotka zapewne straciła wzrok przy kocim katarze. Standard jeżeli chodzi o maluchy. A niewidomy kot, jeżeli nikt go nie przygarnie, nie ma szans na przeżycie i umiera z głodu.

Z mojego punktu widzenia sterylizacja jest mniejszym złem, szczególnie w przypadku kotów bezdomnych.
To jest oczywiście łatwo powiedzieć: "nie obcinajmy im jajek, niech sobie żyją". Tyle, że one długo nie pożyją i będą zdychały w męczarniach. Koty to zwierzęta udomowione i jesteśmy za nie odpowiedzialni.

To samo ze wszystkimi zwierzętami udomowionymi - nie wypuścisz na wolność konia, krowy, psa, kury, bo bez odpowiedniej pielęgnacji (np. przycinanie kopyt koniom) czeka je kalectwo, choroba, śmierć.

Awatar użytkownika
morowy
pASibrzuch
Posty: 257
Rejestracja: 15 paź 2014, 08:02
Lokalizacja: Laniakea

Re: kot :-)

Post autor: morowy »

Wszystko fajnie, ale to już wydaje mi się, było. Dodałaś argument o kontroli urodzeń, bardzo ważny moim zdaniem. Szkoda tylko, że nikt nie używa "argumentu ze sterylizacji" w kontekście problemów krajów trzeciego świata. :mrgreen: :P Jak widać i tu mamy osobne standardy dla nas - ludzi, a osobne dla pozostałych gatunków. :wink:

A tak poważnie, to wszyscy się chyba tu zgadzają, że dla naszej wygody ("...prawda jest taka, że niesterylizowana kotka będzie miała ruję cztery razy do roku i żaden właściciel tego nie wytrzyma. A kocur będzie sikał po kątach znacząc teren..."), oraz dla tego co z naszego punktu widzenia nazywamy "dobrem zwierzęcia/ąt" ("Moja siostra zdecydowała, że nie będzie sterylizowała wychodzącego kocura i zniknął po dwóch latach. Strach pomyśleć ile potomstwa spłodził mając "wychodne" i co się z tymi kociakami stało."), rozsądnie jest czasem zdecydować na sterylizację naszych kotów.

Sprawą otwartą pozostaje nadal niepewność, co my właściwie tym zwierzątkom robimy, zmieniając w tak drastyczny i nieodwracalny sposób ich "gospodarkę hormonalną". Skoro kastrujemy kocury, aby zmienić ich zachowanie, to chyba nie trudno się domyślić, że w ten sposób zmieniamy kocią psychikę. Czy więc kot po TYM jest szczęśliwszy, czy wręcz odwrotnie, a może niewiele się dla niego zmienia? - To wszystko dla mnie wciąż nie zostało rozstrzygnięte, ale jest kluczowe do przekonania się, a więc ja skłaniam się do opinii Valhalli, którą powtórzę znowu:

"W wielu przypadkach jest to konieczne, w wielu - służy tylko i wyłącznie wygodzie i egoizmowi człowieka. Dlatego każdy przypadek wymaga rozważnej decyzji"
"Gdy moderator/-ka banuje użytkownika bez ostrzeżenia, a jedyny argument to argument siły - w tym samym czasie gdzieś na świecie umiera jedna tancerka brzucha albo panda w ciąży." - prawo internetu

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

No tak, tylko pozwolenie im żyć "w zgodzie z naturą", czyli dopuszczanie kotki do kocura przy każdej rui prędko ją wykończy (ciąża i poród to wysiłek dla organizmu) i sprowadzi na świat niezliczone ilości niechcianych kociąt. Takie rzeczy się dzieją w pseudohodowlach - rozmnażanie zwierząt do kompletnego wyeksploatowania. Kotka, która na wolności rodzi miot za miotem też nie pociągnie długo.
A kotka w rui wariuje właśnie z powodu hormonów, męczy się, kiedy ją zamkniesz w domu, gdy ją natura wzywa. Kocury też szaleją, tłuką się między sobą, znaczą teren itd. Czyli wspaniałomyślnie, co miesiąc będziesz cierpliwie znosił kotkę wyjącą jak syrena alarmowa i tarzającą się po podłodze? Na pewno będzie "uszczęśliwiona".

Porządek natury zaburzyliśmy w momencie udomowienia kota. Gadanie teraz o gospodarce hormonalnej jest trochę psu na budę. Naturalnym środowiskiem dla udomowionych kotów jest życie w symbiozie z ludźmi.
Zresztą co ja Wam będę mówić. Weźmiesz kota, przejdziesz przez to wszystko osobiście, to dojdziesz do podobnych wniosków. Oby to tylko nie było kosztem tych biednych zwierzaków.
Proszę nie pisać posta pod postem, tylko używać opcji Edytuj. Dziękuję. U.

Awatar użytkownika
morowy
pASibrzuch
Posty: 257
Rejestracja: 15 paź 2014, 08:02
Lokalizacja: Laniakea

Re: kot :-)

Post autor: morowy »

Poison Ivy pisze:No tak, tylko pozwolenie im żyć "w zgodzie z naturą", czyli dopuszczanie kotki do kocura przy każdej rui prędko ją wykończy (ciąża i poród to wysiłek dla organizmu) i sprowadzi na świat niezliczone ilości niechcianych kociąt. Takie rzeczy się dzieją w pseudohodowlach - rozmnażanie zwierząt do kompletnego wyeksploatowania. Kotka, która na wolności rodzi miot za miotem też nie pociągnie długo.

Nie wiem do kogo to piszesz, ale na pewno nie do mnie. Odnoszę wrażenie, że dyskutujesz sama ze sobą. :roll:
Poison Ivy pisze:A kotka w rui wariuje właśnie z powodu hormonów, męczy się, kiedy ją zamkniesz w domu, gdy ją natura wzywa. Kocury też szaleją, tłuką się między sobą, znaczą teren itd. Czyli wspaniałomyślnie, co miesiąc będziesz cierpliwie znosił kotkę wyjącą jak syrena alarmowa i tarzającą się po podłodze? Na pewno będzie "uszczęśliwiona"..
Przecież wszyscy tu dopuszczają sterylizację kotów przynajmniej w określonych przypadkach i uważają to za rozsądne, a ty dalej swoje... :]
Poza tym uważam, że za bardzo dramatyzujesz i na siłę wyolbrzymiasz. Ja miałem dwa kocurki i tylko jeden z nich próbował znaczyć teren - drugi nigdy. Wcale tez tak nie "szalały", ani nie tłukły się między sobą (w sensie z innymi kotami). A przynajmniej nie miały nigdy śladów (ran, zadrapań itp.) po bójkach.
Co do kotki, to przez prawie rok chodziłem do koleżanki, której siostra miała kotkę. Tylko raz była ta kotka w rui i cała rodzina była wtedy szczęśliwa, bo wreszcie mogli ją głaskać (na co dzień tylko tej siostrze pozwalała się pogłaskać, a resztę domowników drapała). Tak że nie wszystkie kotki wpadają w permanentną ruje i stają się uciążliwe dla współmieszkańców.
Poison Ivy pisze:Porządek natury zaburzyliśmy w momencie udomowienia kota. Gadanie teraz o gospodarce hormonalnej jest trochę psu na budę. Naturalnym środowiskiem dla udomowionych kotów jest życie w symbiozie z ludźmi..

Nic nie mówiłem o porządku natury, a przynajmniej nie w sensie jaki sugerujesz. To raczej pasowałoby gdybyś rozmawiała z Valhallą.
Nie chodziło mi też przecież o "gospodarkę hormonalna" samą w sobie, tylko o nieodwracalną ingerencję w psychikę tych zwierząt. Jeśli zgadzamy się, ze nasze czworonogi mają emocje, psychikę, czyli w jakimś sensie życie mentalne, to, wydaje mi się, nie możemy bagatelizować faktu, że przy okazji sterylizacji, nieodwracalnie im to "życie mentalne" zmieniamy.
Opinie weterynarzy są zazwyczaj bardzo pochlebne pod tym względem ("większa stabilność emocjonalna, brak stresu związanego z próbami zdobycia partnera" itp.), mnie jednak one nie przekonują do końca, bo wynikają z obserwacji czysto behawioralnych.
Czy my- asy i "asy" nieplanujący rodzicielstwa, dalibyśmy się wysterylizować nawet dla "naszego dobra"(np. gdyby to powodowało zminimalizowanie szansy na raka prostaty, macicy itp.), wiedząc, ze ten zabieg zmieni naszą psychikę? Trudna decyzja, warta przynajmniej głębokiego zastanowienia. Czemu tak nie zastanawiamy się w przypadku naszych futrzaków, jednocześnie uważając je za emocjonalne, czujące istoty?
Poison Ivy pisze:Zresztą co ja Wam będę mówić. Weźmiesz kota, przejdziesz przez to wszystko osobiście, to dojdziesz do podobnych wniosków. Oby to tylko nie było kosztem tych biednych zwierzaków..

Miałem dwa koty (czy ty w ogóle czytasz co do ciebie piszę!?) i doszedłem do wniosków, które właśnie ci powyżej usilnie przedstawiam, ale ty i tak przez cały czas wiesz swoje... :D
"Gdy moderator/-ka banuje użytkownika bez ostrzeżenia, a jedyny argument to argument siły - w tym samym czasie gdzieś na świecie umiera jedna tancerka brzucha albo panda w ciąży." - prawo internetu

Awatar użytkownika
Shiro
ASiołek
Posty: 81
Rejestracja: 5 sty 2013, 02:39
Lokalizacja: Poznań

Re: kot :-)

Post autor: Shiro »

Mam 2 kotki, jedna wysterylizowana, druga nie. Z pierwszą były straszne problemy ze znaczeniem terenu ( zwłaszcza łóżek i butów ) i z miauczeniem w nocy. Z drugą nie ma takich, więc jej nie sterylizowaliśmy. Niestety prawdopodobnie w związku z tym zaczęły się problemy w domu. Koty żyły w generalnej zgodzie ze sobą przez 3 lata, ( w tym kotka wysterylizowaliśmy rok temu ), a jednej nocy kotka nie wysterylizowana rzuciła się na drugą z wielką agresją, że trzeba było je rozdzielić. Na daną noc, dało się ich do osobnych pokojów, ale od tego czasu obydwie się rzucają na siebie z zabójczymi intencjami. Dramat trwa już ze 3 miesiące, a koty są trzymane w osobnych pomieszczeniach, gdyż jak kilka razy się nie dopilnowało, rzucały się błyskawicznie na siebie i nawet oblanie wodą nie działało. ( a osoby próbujące je rozdzielić wychodziły z bliznami )
Ma ktoś może jakieś pomysły co zrobić, aby znów żyły w zgodzie? Walki zawsze jakimś cudem były przerywane przez np. szybkie zamknięcie jednej w pokoju, ale boję się, że nie rozdzielenie ich może prowadzić do poważnych ran, stąd pozwolenie im samym sobie rozwiązać konfliktu nie wchodzi w grę.

Awatar użytkownika
morowy
pASibrzuch
Posty: 257
Rejestracja: 15 paź 2014, 08:02
Lokalizacja: Laniakea

Re: kot :-)

Post autor: morowy »

Shiro pisze:Ma ktoś może jakieś pomysły co zrobić, aby znów żyły w zgodzie? Walki zawsze jakimś cudem były przerywane przez np. szybkie zamknięcie jednej w pokoju, ale boję się, że nie rozdzielenie ich może prowadzić do poważnych ran, stąd pozwolenie im samym sobie rozwiązać konfliktu nie wchodzi w grę.
Sytuacja rzeczywiście nieciekawa, to może zaryzykuj i wysterylizuj i tę drugą, jeśli nic lepszego nie da się już zrobić?

Ha! A ja myslałem sobie, ze dwa koty rozwiążą mi problem nudzenia się samotnego kota w domu, kiedy ja cały dzień jestem np. w pracy.
Jak i u mnie, w mojej małej kawalerce, doszłoby do takich ekscesów jak u ciebie, to ładnie bym wygladał - jeden pokój i 24h/7 wszyscy w trójkę na kocim poligonie :mrgreen:
"Gdy moderator/-ka banuje użytkownika bez ostrzeżenia, a jedyny argument to argument siły - w tym samym czasie gdzieś na świecie umiera jedna tancerka brzucha albo panda w ciąży." - prawo internetu

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

Można wziąć koty w dwupaku - na przykład rodzeństwo, oba wysterylizować i wtedy problemów nie ma.

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

morowy pisze:
Poison Ivy pisze:No tak, tylko pozwolenie im żyć "w zgodzie z naturą", czyli dopuszczanie kotki do kocura przy każdej rui prędko ją wykończy (ciąża i poród to wysiłek dla organizmu) i sprowadzi na świat niezliczone ilości niechcianych kociąt. Takie rzeczy się dzieją w pseudohodowlach - rozmnażanie zwierząt do kompletnego wyeksploatowania. Kotka, która na wolności rodzi miot za miotem też nie pociągnie długo.

Nie wiem do kogo to piszesz, ale na pewno nie do mnie. Odnoszę wrażenie, że dyskutujesz sama ze sobą. :roll:

Może nie zauważyłeś, ale nie jesteś jedyną osobą uczestniczącą w dyskusji i część moich słów, owszem, jest skierowana do Valhalli, nie tylko do Ciebie, albo nawet w ogóle nie do Ciebie.

No i tak, jeżeli mówisz o sterylizacji ludzi i raku, to tak się akurat składa, że w przypadku raka pochwy czy prostaty i tak kończy się obcięciem jajek lub wycięciem macicy, tyle, że w takim przypadku i tak choroba nawraca prędzej czy później, o ile już wcześniej nie ma przerzutów (a najczęściej są). Myślę, że wiele osób wybrałoby profilaktyczne usunięcie pewnych organów. Dotyczy to również mastektomii, która w wielu krajach jest stosowana jako standardowa profilaktyka. Wiadomo oczywiście, że są też osoby, które wolą umrzeć niż obciąć sobie cycki.

Z kotami jest ten problem, że nie mogą same podjąć decyzji, ani nam powiedzieć co o tym sądzą. Tym samym to nasza odpowiedzialność.

A tak z jeszcze innej beczki: aktualnie mam w domu chorą kotkę z podejrzeniem nowotworu (nie, nie żartuję i nie wymyśliłam tego z inspiracji słowami morowego). Na chwilę obecną, na etapie diagnostyki koszt usług weterynaryjnych przekroczył 1000 zł. (słownie: tysiąc), a to dopiero początek. Kotka przeszła operację, aktualnie trzymam ją w klatce kennelowej, bo inaczej nie mogłabym nawet wyjść do pracy.
Więc jak ktoś myśli, że mając kota będzie miał w domu bezobsługowe zwierzę, które przez większość czasu same sobą się zajmuje, to może się mocno przeliczyć... I warto mieć przynajmniej zdolność kredytową ;)

Obrazek

Awatar użytkownika
morowy
pASibrzuch
Posty: 257
Rejestracja: 15 paź 2014, 08:02
Lokalizacja: Laniakea

Re: kot :-)

Post autor: morowy »

Poison Ivy pisze:Może nie zauważyłeś, ale nie jesteś jedyną osobą uczestniczącą w dyskusji i część moich słów, owszem, jest skierowana do Valhalli, nie tylko do Ciebie, albo nawet w ogóle nie do Ciebie.
To może bądź łaskawa zaznaczać jakoś co do kogo piszesz, nie wiem, może cytując konkretne wypowiedzi do których się odnosisz? (np. ja tak robię) Jeśli piszesz do kilku osób naraz, a nie zaznaczasz co jest do kogo, to twoje wpisy to mętlik.

Poison Ivy pisze:No i tak, jeżeli mówisz o sterylizacji ludzi i raku, to tak się akurat składa, że w przypadku raka pochwy czy prostaty i tak kończy się obcięciem jajek lub wycięciem macicy, tyle, że w takim przypadku i tak choroba nawraca prędzej czy później, o ile już wcześniej nie ma przerzutów (a najczęściej są). Myślę, że wiele osób wybrałoby profilaktyczne usunięcie pewnych organów. Dotyczy to również mastektomii, która w wielu krajach jest stosowana jako standardowa profilaktyka. Wiadomo oczywiście, że są też osoby, które wolą umrzeć niż obciąć sobie cycki.
To jak zgaduje piszesz do mnie, tak? Jeśli to do mnie, to piszesz zupełnie obok tematu - albo nie chciałaś, albo nie zrozumiałaś moich intencji. Kolejny raz...
Poison Ivy pisze:Z kotami jest ten problem, że nie mogą same podjąć decyzji, ani nam powiedzieć co o tym sądzą. Tym samym to nasza odpowiedzialność.
Coś podobnego, nigdy bym na to nie wpadł, a jakie to głębokie. Nasza odpowiedzialność, ale nie nasze jajka :P

Ponieważ nie bardzo wiem do kogo ty co piszesz i po co... niniejszym dziękuję za rozmowę - juz nie trudź się odpisywaniem.
Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za twoją kicię - Piękna! :)
"Gdy moderator/-ka banuje użytkownika bez ostrzeżenia, a jedyny argument to argument siły - w tym samym czasie gdzieś na świecie umiera jedna tancerka brzucha albo panda w ciąży." - prawo internetu

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

Bosz, co za człowiek...
Sorki, morowy, ale nie jesteś pępkiem świata. Żebyś chociaż był autorem wątku! Ale nie jesteś.

Wyrażam swoje zdanie na temat sterylizacji i innych kwestii związanych z kotami na forum internetowym (jakbyś nie zauważył). Generalnie słowo "forum" zakłada istnienie pewnej grupy ludzi w dyskusji.

forum
1. «miejsce publicznych wystąpień»
2. «spotkanie poświęcone omawianiu spraw z określonej dziedziny; też: grupa ludzi biorących udział w takim spotkaniu»
3. «internetowa forma grupy dyskusyjnej, służąca do wymiany informacji i poglądów przy użyciu przeglądarki internetowej»

Jak będę chciała z kimś korespondować indywidualnie, to wyślę mu priva. I naprawdę nie potrzebuję twojego pozwolenia, żeby kontynuować postowanie ;)

Awatar użytkownika
morowy
pASibrzuch
Posty: 257
Rejestracja: 15 paź 2014, 08:02
Lokalizacja: Laniakea

Re: kot :-)

Post autor: morowy »

...ale nie dyskutujesz przecież z grupą ludzi o określonych poglądach, tylko z poszczególnymi osobami o szczególnych poglądach. Mieszając więc wszystkich w swojej wypowiedzi, mieszasz też ich poglądy i summa summarum nie wiadomo do kogo i co ty piszesz. Do tej pory zastanawiałem się, dlaczego dyskusje z toba z mojego punktu widzenia wyglądają jak ganianie się z głupim dookoła drzewa. Teraz juz wiem - dzięki za wyjasnienie tej kwestii :D

Acha i oczywiście - zgadzam się z panią w 100%, bo pani ma zawsze rację, pzdr :)
"Gdy moderator/-ka banuje użytkownika bez ostrzeżenia, a jedyny argument to argument siły - w tym samym czasie gdzieś na świecie umiera jedna tancerka brzucha albo panda w ciąży." - prawo internetu

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

No cóż, nie ja pierwsza zauważyłam, że dyskusje z Tobą to strata czasu...
Jeżeli nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, to już Twój problem. Za dużo tekstu, za dużo treści i się chłopak gubi. :lol:

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

Shiro pisze: Ma ktoś może jakieś pomysły co zrobić, aby znów żyły w zgodzie? Walki zawsze jakimś cudem były przerywane przez np. szybkie zamknięcie jednej w pokoju, ale boję się, że nie rozdzielenie ich może prowadzić do poważnych ran, stąd pozwolenie im samym sobie rozwiązać konfliktu nie wchodzi w grę.
Można próbować z kocimi feromonami, na przykład tej walecznej założyć obrożę feromonową, tyle że koszt jest podobny jak za sterylizację.

Były jakieś sytuacje konfliktowe z kotami? Czasem koty naśladują właściciela, który beszta jednego z nich.
Czyli jak się na przykład z jakiegoś powodu przegoni z pokoju jednego kota, to inne też go zaczynają przeganiać itp.

Awatar użytkownika
Shiro
ASiołek
Posty: 81
Rejestracja: 5 sty 2013, 02:39
Lokalizacja: Poznań

Re: kot :-)

Post autor: Shiro »

Poison Ivy pisze:
Shiro pisze: Ma ktoś może jakieś pomysły co zrobić, aby znów żyły w zgodzie? Walki zawsze jakimś cudem były przerywane przez np. szybkie zamknięcie jednej w pokoju, ale boję się, że nie rozdzielenie ich może prowadzić do poważnych ran, stąd pozwolenie im samym sobie rozwiązać konfliktu nie wchodzi w grę.
Można próbować z kocimi feromonami, na przykład tej walecznej założyć obrożę feromonową, tyle że koszt jest podobny jak za sterylizację.

Były jakieś sytuacje konfliktowe z kotami? Czasem koty naśladują właściciela, który beszta jednego z nich.
Czyli jak się na przykład z jakiegoś powodu przegoni z pokoju jednego kota, to inne też go zaczynają przeganiać itp.

Szczerze mówiąc jestem tak zdesperowana, że nawet mogłabym kupić tą obrożę, o ile ma się tą pewność, że zadziała. Ona tak zadziała, że odstraszy drugiego? Bo one są tak nabuzowane na siebie teraz, że wszędzie polecane oblanie wodą nawet ich nie zatrzymało. Przyznam się, że mogło zacząć się od tego, że kot był 'skrzyczany' za osikanie ( i za to też tamta mogła mieć o to wąty, jeśli koty są aż tak 'zawistne' ). Najgorsze, że było się już u weterynarza z tym to tylko wzruszył ramiona, a tutaj na forum już od Ciebie lepsze rady dostaję :)
A tak z jeszcze innej beczki: aktualnie mam w domu chorą kotkę z podejrzeniem nowotworu (nie, nie żartuję i nie wymyśliłam tego z inspiracji słowami morowego). Na chwilę obecną, na etapie diagnostyki koszt usług weterynaryjnych przekroczył 1000 zł. (słownie: tysiąc), a to dopiero początek. Kotka przeszła operację, aktualnie trzymam ją w klatce kennelowej, bo inaczej nie mogłabym nawet wyjść do pracy.
Czyli jeszcze nie wiadomo czy ma nowotwor i jest na etapie sprawdzania? To po jakiej operacji jest kotka? Generalnie podziwiam poświęcenie dla kotki, bo to nie mała kwota.

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

Nie, ta obroża sprawia, że kot jest szczęśliwy i wszystkich kocha. :)
Ale najlepiej to zapytać weterynarza, albo behawiorystę, bo powody to mogą być różne.

A może ma ruję i tak się objawia jej hormonalne szaleństwo?
Może też mieć jakieś chorobowe zaburzenia hormonalne niezwiązane z rują...

ODPOWIEDZ