kot :-)

Masz ochotę pogadać o czymś innym? Oto miejsce!
Awatar użytkownika
Shiro
ASiołek
Posty: 81
Rejestracja: 5 sty 2013, 02:39
Lokalizacja: Poznań

Re: kot :-)

Post autor: Shiro »

Poison Ivy pisze:Nie, ta obroża sprawia, że kot jest szczęśliwy i wszystkich kocha. :)
Ale najlepiej to zapytać weterynarza, albo behawiorystę, bo powody to mogą być różne.

A może ma ruję i tak się objawia jej hormonalne szaleństwo?
Może też mieć jakieś chorobowe zaburzenia hormonalne niezwiązane z rują...
To wtedy bym musiała obydwu kupić, bo teraz obydwie patrzą na siebie z morderczymi zamiarami, więc to nie jest związane z rują ( poza tym ta sytuacja trwa już ze 3 miesiące ). Myśleliśmy, aby jedną włożyć do 'koszyka' ( taki typ transportera ), a drugą na smyczy i ewentualnie przyzwyczajać je do wzajemnego widoku, bo przez to zamykanie widzą się tylko przez szpare od drzwi.

Awatar użytkownika
morowy
pASibrzuch
Posty: 257
Rejestracja: 15 paź 2014, 08:02
Lokalizacja: Laniakea

Re: kot :-)

Post autor: morowy »

Poison Ivy pisze:No cóż, nie ja pierwsza zauważyłam, że dyskusje z Tobą to strata czasu...
Jesli dyskusja dla ciebie i tych osób polega na tym, żeby zawsze mieć racje, to tak, będzie to stratą czasu, bo mnie interesuje jedynie "jak jest naprawdę".
Poison Ivy pisze:Jeżeli nie potrafisz czytać ze zrozumieniem, to już Twój problem. Za dużo tekstu, za dużo treści i się chłopak gubi. :lol:
Słaby trolling - już nie udawaj głupszej niż jesteś. Jeżeli nie potrafisz pisać rozumnie, to... przynajmniej przestań w końcu pisać nowe posty pod swoim postem jak ci już uwagę zwracała Urtika :wink:
"Gdy moderator/-ka banuje użytkownika bez ostrzeżenia, a jedyny argument to argument siły - w tym samym czasie gdzieś na świecie umiera jedna tancerka brzucha albo panda w ciąży." - prawo internetu

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

Jak cudownie, że istnieje opcja ignorowania niektórych użytkowników. :)
Shiro pisze:
Poison Ivy pisze:Nie, ta obroża sprawia, że kot jest szczęśliwy i wszystkich kocha. :)
Ale najlepiej to zapytać weterynarza, albo behawiorystę, bo powody to mogą być różne.

A może ma ruję i tak się objawia jej hormonalne szaleństwo?
Może też mieć jakieś chorobowe zaburzenia hormonalne niezwiązane z rują...
To wtedy bym musiała obydwu kupić, bo teraz obydwie patrzą na siebie z morderczymi zamiarami, więc to nie jest związane z rują ( poza tym ta sytuacja trwa już ze 3 miesiące ). Myśleliśmy, aby jedną włożyć do 'koszyka' ( taki typ transportera ), a drugą na smyczy i ewentualnie przyzwyczajać je do wzajemnego widoku, bo przez to zamykanie widzą się tylko przez szpare od drzwi.
Ja bym nie robiła takich rzeczy bez konsultacji ze specjalistą (behawiorystą albo chociaż weterynarzem).
Kto wie czy to nie zaostrzy sytuacji.

Awatar użytkownika
morowy
pASibrzuch
Posty: 257
Rejestracja: 15 paź 2014, 08:02
Lokalizacja: Laniakea

Re: kot :-)

Post autor: morowy »

Poison Ivy pisze:Jak cudownie, że istnieje opcja ignorowania niektórych użytkowników. :)
Jest to opcja, jak sama nazwa wskazuje, dla tych, którzy zawsze mają racje, pomimo braku argumentów :D
Ps
A jednak coś do ciebie trafia, bo widzę, ze nauczyłem cię opcji EDYTUJ. Przynajmniej tyle...

Sorki za offtopic :wink:
"Gdy moderator/-ka banuje użytkownika bez ostrzeżenia, a jedyny argument to argument siły - w tym samym czasie gdzieś na świecie umiera jedna tancerka brzucha albo panda w ciąży." - prawo internetu

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

morowy pisze:
Poison Ivy pisze:Jak cudownie, że istnieje opcja ignorowania niektórych użytkowników. :)
Jest to opcja, jak sama nazwa wskazuje, dla tych, którzy zawsze mają racje, pomimo braku argumentów :D
Tak? A ja mam wrażenie, że opcja ta służy temu, żeby nie widzieć postów irytującego użytkownika, którego głównym zadaniem na forum jest offtopowanie i nieudolny trolling. Przerzucasz na mnie brak argumentów, podczas gdy sam uciekasz w inny temat. To chyba normalne i oczywiste, że o swoich racjach piszę z przekonaniem.

Piszesz, że Twoi rodzice dwukrotnie skrzywdzili kota przez brak świadomości i dostępu do środków, które mogły zapobiec nieszczęśliwym wypadkom. Że sam pewnie wykastrowałbyś kota, chociaż nie jesteś do tego przekonany.
Ja emocjonalnie wyrażam swoją opinię, bo znam dobrze konsekwencje innego postępowania. Pomagam trochę dziewczynom, od których wzięłam moją kotkę (znalazły ją na ulicy), wiem z jakimi sytuacjami się spotykają na co dzień. Ciężko się słucha o bezdomnych kotkach z ropomaciczem, które pewnie by żyły, gdyby ktoś je na czas wysterylizował. O kociakach, które poginęły w niewyjaśnionych okolicznościach albo oślepły na skutek kociego kataru i nikt ich nie chce adoptować. A można by było uniknąć ich cierpienia i śmierci, gdyby ktoś poczuwał się do odpowiedzialności, żeby swojego wychodzącego kocura wykastrować.
Rozwaliła nas ostatnio pani dyrektor pewnej szkoły, która dokarmiała bezdomną kotkę, ale zabroniła jej sterylizować, bo chciała sobie wziąć małe kociaki do domu. Ale tej kotki wziąć nie chciała oczywiście, nie przeszkadzało jej, że jest bezdomna.
Ja nie miałam dylematów moralnych - moja kotka była w ciąży, kiedy ją znaleziono, przeszła sterylizację aborcyjną. Pewnie małe kociaki byłyby fajne, może nawet znalazłyby domy. Ale co z setkami dorosłych kotów, które błąkają się, głodują, chorują i rodzą na ulicy?
Taki jest mój sposób myślenia - Ty, czy Valhalla, czy ktokolwiek inny udzielający się w tym wątku, może się z moim zdaniem nie zgodzić i postąpić inaczej. Nie kastrować kotów, nie zabezpieczać okien (a nuż koty będą ostrożne). Ja oczywiście nie przyjdę i nikogo nie zastrzelę, ale na pewno nie zmienię zdania i będę nadal mówiła, że takie postępowanie jest niewłaściwe i przyczynia się do cierpienia zwierząt. Znam to z autopsji i moje doświadczenie oraz osób, które pracują bezpośrednio z bezdomnymi kotami jest dla mnie ważniejsze niż puste argumenty nie potwierdzone żadną dobrą praktyką. Bo z tego, co rozumiem dwa koty, które miałeś, wylądowały za oknem...
morowy pisze: Opinie weterynarzy są zazwyczaj bardzo pochlebne pod tym względem ("większa stabilność emocjonalna, brak stresu związanego z próbami zdobycia partnera" itp.), mnie jednak one nie przekonują do końca, bo wynikają z obserwacji czysto behawioralnych.
Tak, wynikają z doświadczenia w kontaktach ze zwierzętami, ich leczenia i z obserwacji zwierząt. A z czego wynika twoja opinia? Że myślisz sobie, że jak byłbyś kotem, to wolałbyś mieć jajka? Czyli patrzysz na kota z punktu widzenia człowieka. Kot to nie człowiek. Ma inne emocje, inne potrzeby, inną wrazliwość na stres wynikający z innych czynników. Kocur raczej nie myśli, że jak mu utną jajka, to przestanie być mężczyzną.


morowy pisze:Ps
A jednak coś do ciebie trafia, bo widzę, ze nauczyłem cię opcji EDYTUJ. Przynajmniej tyle...

Sorki za offtopic :wink:
Nie przypisuj sobie cudzych zasług, nie zauważyłam, żebyś był administratorem czy moderatorem tego forum, więc nie wczuwaj się zanadto w rolę.
urtika pisze: Proszę nie pisać posta pod postem, tylko używać opcji Edytuj. Dziękuję. U.
Urtika, przepraszam, przeoczyłam Twoją adnotację, niestosowanie opcji "edytuj" wynikało z czystego lenistwa, nie mam nic na swoje usprawiedliwienie. Obiecuję poprawę. :oops:


Wracając do kotów. Scarlett pozdrawia z facebooka ;)

Obrazek

Awatar użytkownika
ouo
ciAStoholik
Posty: 327
Rejestracja: 25 lut 2015, 15:32
Lokalizacja: Wrocław

Re: kot :-)

Post autor: ouo »

Poison Ivy pisze: Wracając do kotów. Scarlett pozdrawia z facebooka ;)

Obrazek
Jak się czuje Scarlett? Wiadomo już co jej dolega?
(~˘▾˘)~

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

Tak, właśnie przed chwilą dzwonili z przychodni - miała tylko kamienie w pęcherzu. Najwyraźniej wolniej niz inne zwierzęta reaguje na leki, bo jakoś nietypowo długo i ciężko przechodziła leczenie, a i tak w końcu musiała wylądować na stole operacyjnym, bo kamienie się nie rozpuściły. Ale jest nadzieja, że dojdzie do siebie. :D
Zmieniliśmy leki, w sobotę zdejmujemy szwy i kot będzie jak nowy. :)

Awatar użytkownika
ouo
ciAStoholik
Posty: 327
Rejestracja: 25 lut 2015, 15:32
Lokalizacja: Wrocław

Re: kot :-)

Post autor: ouo »

Jaaa <3 Bardzo się cieszę! W takim razie uściskaj ode mnie koteczkę. :D
(~˘▾˘)~

Awatar użytkownika
morowy
pASibrzuch
Posty: 257
Rejestracja: 15 paź 2014, 08:02
Lokalizacja: Laniakea

Re: kot :-)

Post autor: morowy »

Poison Ivy pisze:Tak? A ja mam wrażenie, że opcja ta służy temu, żeby nie widzieć postów irytującego użytkownika, którego głównym zadaniem na forum jest offtopowanie i nieudolny trolling.

Żeby rzucać takie oskarżenia, to wypadałoby podać przykłady i argumenty. Jeśli tego nie zrobisz, tylko strzelisz emocjonalnego focha (tak jak to próbowałaś uczynić i jak zrobili to przed tobą Viljar i Patryk), to ta opcja o ignorowaniu, będzie moim zdaniem dobra właśnie dla "ignorantów", którzy chcą mieć zawsze rację bez argumentów. (ignorowanie jest dobre...dla ignorantów - no wicie, rozumicie... :D )
Poison Ivy pisze:Przerzucasz na mnie brak argumentów, podczas gdy sam uciekasz w inny temat. To chyba normalne i oczywiste, że o swoich racjach piszę z przekonaniem.

Nie rozumiem do czego teraz nawiązujesz, wielokrotnie przedstawiałem swój dylemat (ten o "kociej psychice"), a ty nie odniosłaś się do niego ani razu. Zamiast tego wciąż i wciąć mnożyłaś mniej lub bardziej wydumane tragedie powodowane przez brak sterylizacji, chociaż wszyscy się dawno zgodzili, że przynajmniej w niektórych sytuacjach sterylizacja kotów jest rozsądna. Kto tu więc i od czego uciekał?
Poison Ivy pisze:Piszesz, że Twoi rodzice dwukrotnie skrzywdzili kota przez brak świadomości i dostępu do środków, które mogły zapobiec nieszczęśliwym wypadkom.

Mijasz się z prawdą. Napisałem, że jeden z kotów dwa razy wypadł przez okno - ale przecież nic mu się nie stało, więc do skrzywdzenia nie doszło.
Poison Ivy pisze:Że sam pewnie wykastrowałbyś kota, chociaż nie jesteś do tego przekonany.
Zgadza się. Rozsądek podpowiada mi, że w mojej sytuacji (oraz po doświadczeniach), byłoby to najprawdopodobniej wybraniem przynajmniej "mniejszego zła". A "zła" dlatego, że, jak juz wiele razy pisałem do ciebie, mam dylemat - czy kot jest szczęśliwszy w ogólnym rozrachunku po takiej nieodwracalnej ingerencji w jego ciało i psychikę, jak kastracja, czy nie?
Po prostu jestem wyczulony na "sprawy psychologiczne", a jeśli nie mam pewności, to wolę zaniechać czynności, aż do uzyskania jasności... I kota póki co nie mam w ogóle. Czy to nie jest odpowiedzialne zachowanie? A ty tez wielokrotnie dawałas mi do zrozumienia, jaki to ja jestem nieodpowiedzialny: np. "może lepiej żeby ktoś tak nieodpowiedzialny jak morowy, kota nie miał?" Nie było to zbyt miłe.
Poison Ivy pisze:Ja emocjonalnie wyrażam swoją opinię, bo znam dobrze konsekwencje innego postępowania. Pomagam trochę dziewczynom, od których wzięłam moją kotkę (znalazły ją na ulicy), wiem z jakimi sytuacjami się spotykają na co dzień. Ciężko się słucha o bezdomnych kotkach z ropomaciczem, które pewnie by żyły, gdyby ktoś je na czas wysterylizował. O kociakach, które poginęły w niewyjaśnionych okolicznościach albo oślepły na skutek kociego kataru i nikt ich nie chce adoptować. A można by było uniknąć ich cierpienia i śmierci, gdyby ktoś poczuwał się do odpowiedzialności, żeby swojego wychodzącego kocura wykastrować.
Rozumiem twoje emocjonalne podejście, ale takie emocjonalne wyrażanie opinii nie jest dobre we wzajemnej komunikacji na forach internetowych. To również moja bolączka. Wiem. Dlatego tu ciężko jest mi mieć do ciebie pretensje...
Poison Ivy pisze:Rozwaliła nas ostatnio pani dyrektor pewnej szkoły, która dokarmiała bezdomną kotkę, ale zabroniła jej sterylizować, bo chciała sobie wziąć małe kociaki do domu. Ale tej kotki wziąć nie chciała oczywiście, nie przeszkadzało jej, że jest bezdomna.

No ta wstawka jest typowo emocjonalna - nic nie wnosi, oprócz podbudowania "twojej ogólnej racji" i może zaocznej próby przyprawienia mi gęby, ale to ostatnie już możemy przypisać tylko mojej wyobraźni ewentualnie jak chcesz...
Poison Ivy pisze:Ja nie miałam dylematów moralnych - moja kotka była w ciąży, kiedy ją znaleziono, przeszła sterylizację aborcyjną. Pewnie małe kociaki byłyby fajne, może nawet znalazłyby domy. Ale co z setkami dorosłych kotów, które błąkają się, głodują, chorują i rodzą na ulicy?
Jakby się uprzeć, to i tu można znaleźć pozytywy. Te koty stanowią rezerwuar genetyczny dla populacji krzyżowanych, przycinanych, selekcjonowanych sztucznie osobników żyjących w naszych domach (tylko one podlegają naturalnej selekcji). Bez tych kotów - nie mogłoby być naszych kotów.
Oczywiście moralnie i emocjonalnie zgadzam się z tobą całkowicie i rozumiem wszelkie działania (łącznie ze sterylizacją), skierowane na zmniejszenie populacji "kotów głodujących i rodzących na ulicy".
Poison Ivy pisze:Taki jest mój sposób myślenia - Ty, czy Valhalla, czy ktokolwiek inny udzielający się w tym wątku, może się z moim zdaniem nie zgodzić i postąpić inaczej. Nie kastrować kotów, nie zabezpieczać okien (a nuż koty będą ostrożne).

Już nie przesadzaj - nie jesteśmy debilami. Można popełnić błąd czy dwa na początku, lub w czasach kiedy nie było takiego dostępu do informacji jak teraz, ale to nie powód, by kogoś cały czas traktować jak kretyna.
Poison Ivy pisze:Ja oczywiście nie przyjdę i nikogo nie zastrzelę, ale na pewno nie zmienię zdania i będę nadal mówiła, że takie postępowanie jest niewłaściwe i przyczynia się do cierpienia zwierząt.
Zgadzam się z tobą i rozumiem twoje stanowisko. Argumenty które przedstawiłaś (może zbyt udramatyzowane jak na mój gust) są wg mnie dostatecznie mocne, aby je zajmować.
Ja jednak nie mam 100% pewności, bo po prostu nie wiem co my tak naprawdę tym zwierzętom robimy, zmieniając ich naturalne zachowania poprzez sterylizację. Może twoje podejście jest rozsądniejsze, ale ja nie przejdę do porządku dziennego nad tą kwestią, póki nie będę miał pewności, że nie odbieram mojemu podopiecznemu jakiejś jego części, albo części jego życia. Nie umiem tak...
Poison Ivy pisze:Znam to z autopsji i moje doświadczenie oraz osób, które pracują bezpośrednio z bezdomnymi kotami jest dla mnie ważniejsze niż puste argumenty nie potwierdzone żadną dobrą praktyką.
To zdrowe podejście, ale ty nawet nie dopuszczasz myśli, że może być błędne ("100% odporności na krytykę"), a przynajmniej tak wynika z twoich (nie)odpowiedzi.

Poison Ivy pisze:Bo z tego, co rozumiem dwa koty, które miałeś, wylądowały za oknem...
Hehe, tam nie ma co rozumieć, bo napisałem czarno na białym. Czytać ci się nie chciało:
Jeden wypadł jak był mały, bo rodzice wypuszczali go na taki parapet z płotkiem. Potem ten sam kot wypadł drugi raz, gdy był już dojrzały płciowo - wtedy wykorzystał jakiś moment nieuwagi i otwarte okno.
Drugi nigdy nie wypadł, ani nie interesował się oknami. Może dlatego, że od małego był wyprowadzany na dwór.
Poison Ivy pisze:Tak, wynikają z doświadczenia w kontaktach ze zwierzętami, ich leczenia i z obserwacji zwierząt. A z czego wynika twoja opinia? Że myślisz sobie, że jak byłbyś kotem, to wolałbyś mieć jajka? Czyli patrzysz na kota z punktu widzenia człowieka. Kot to nie człowiek. Ma inne emocje, inne potrzeby, inną wrazliwość na stres wynikający z innych czynników. Kocur raczej nie myśli, że jak mu utną jajka, to przestanie być mężczyzną.

Wiele razy to tłumaczyłem, ale ty nigdy się do tego nie odniosłaś (dopiero PIERWSZY raz to robisz w tym poście), więc mnie nie dziwi, że piszesz jakbyś nic nie zrozumiała z tego co pisałem, bo pewnie totalnie to olałaś. W skrócie:

Nieodwracalnie i brutalnie zmieniamy kocią gospodarkę hormonalną, żeby zmienić zachowanie naszych kotów. Siłą rzeczy zmieniamy więc kocią psychikę. ROBIMY ich innymi (również w sensie psychologicznym), niż byliby bez naszej chirurgicznej ingerencji. Zastanawiam się więc, czy nie robimy im w ten sposób jakiejś osobistej krzywdy? Oto mi chodzi.
Nie twierdzę, że tak jest, a jedynie, że są przesłanki do tego, aby zastanowić się czy tak aby niestety nie jest. Rozumiesz teraz moje stanowisko?

Czemu uważamy, że kury w hodowli klatkowej z przyciętymi dziobami, naszpikowane hormonami nie są szczęśliwe, chociaż mają opiekę od pokarmu po weterynaryjną, ochronę od drapieżników i okazują świetny apetyt, tuczą się , znoszą jajka? Po co walczymy dla nich o ten "wybieg", jeśli nie dlatego, że martwimy się kurzą psychologią?
Takie rozterki nie są więc wcale dziwne, czy wyjątkowe. Dziwne jest moim zdaniem udawanie, że żadnego problemu tu na pewno nie ma.
Poison Ivy pisze:Nie przypisuj sobie cudzych zasług, nie zauważyłam, żebyś był administratorem czy moderatorem tego forum, więc nie wczuwaj się zanadto w rolę.
Czemu sobie nie przypisywać, kiedy moja interwencja okazała się skuteczna. :P

Podsumowując, uważam, że dobrze zrobiłaś odpisując mi jednak i mam nadzieję, że nie będziesz tego żałować, bo dało nam to szanse przedstawić jakoś już bez zbędnych emocji swoje stanowiska.
Dzięki temu rozumiem więc już w pełni chyba twoje podejście i uważam je za rozsądne i być może (jedynie) słuszne, sam jednak pozostanę nadal ze swoimi wątpliwościami, póki ich w jakiś sposób osobiście czy ktoś inny nie rozwieje. Tak już po prostu mam...

Dziękuję więc za twoją wypowiedź, przepraszam za nerwy i przypominam na koniec, że ja jedynie: "zawsze chcę wiedzieć jak jest naprawdę".
Pozdrawiam!
"Gdy moderator/-ka banuje użytkownika bez ostrzeżenia, a jedyny argument to argument siły - w tym samym czasie gdzieś na świecie umiera jedna tancerka brzucha albo panda w ciąży." - prawo internetu

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

ouo pisze:Jaaa <3 Bardzo się cieszę! W takim razie uściskaj ode mnie koteczkę. :D
Dzięki, uściskam. :)

Awatar użytkownika
Layla
wASp
Posty: 1945
Rejestracja: 11 lut 2011, 11:06
Lokalizacja: Gliwice

Re: kot :-)

Post autor: Layla »

Poison Ivy pisze:Tak, właśnie przed chwilą dzwonili z przychodni - miała tylko kamienie w pęcherzu. Najwyraźniej wolniej niz inne zwierzęta reaguje na leki, bo jakoś nietypowo długo i ciężko przechodziła leczenie, a i tak w końcu musiała wylądować na stole operacyjnym, bo kamienie się nie rozpuściły. Ale jest nadzieja, że dojdzie do siebie. :D
Zmieniliśmy leki, w sobotę zdejmujemy szwy i kot będzie jak nowy. :)
Super, że kotek dochodzi do siebie, cieszę się :)
- Czy to ten moment, kiedy całe moje życie przesuwa mi się przed oczami?
NIE, TEN MOMENT BYŁ PRZED CHWILĄ.
- Kiedy?
TO MOMENT POMIĘDZY PAŃSKIMI NARODZINAMI A PAŃSKIM ZGONEM.

Lavylites

Awatar użytkownika
Issander
ciAStoholik
Posty: 339
Rejestracja: 18 sty 2008, 23:17
Lokalizacja: zagranico
Kontakt:

Re: kot :-)

Post autor: Issander »

.

Awatar użytkownika
Poison Ivy
fantAStyczny
Posty: 578
Rejestracja: 3 cze 2014, 23:14

Re: kot :-)

Post autor: Poison Ivy »

Kot mruga tylko po to, żeby powiedzieć, że Cię lubi.
Jeżeli Cię lubi...

Wystaw mu żarcie i wodę na zewnąrz. Zwłaszcza wodę.

Awatar użytkownika
ouo
ciAStoholik
Posty: 327
Rejestracja: 25 lut 2015, 15:32
Lokalizacja: Wrocław

Re: kot :-)

Post autor: ouo »

IS, nie żyję, umarłam ze śmiechu. :lol:
(~˘▾˘)~

Awatar użytkownika
Issander
ciAStoholik
Posty: 339
Rejestracja: 18 sty 2008, 23:17
Lokalizacja: zagranico
Kontakt:

Re: kot :-)

Post autor: Issander »

.

ODPOWIEDZ