Szkoła

Masz ochotę pogadać o czymś innym? Oto miejsce!
Awatar użytkownika
Silencio
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 27 paź 2011, 19:36
Kontakt:

Szkoła

Post autor: Silencio » 18 wrz 2012, 01:27

Obecnie dziecko wychowują placówki do tego przeznaczone jak żłobki, przedszkola, szkoły, czy też opiekunki - podczas gdy rodzice zmuszeni są zarabiać na chleb.
I to jest duży błąd. Szkoła powinna przede wszystkim uczyć, a nie wychowywać, bo do tego drugiego nadaje się bardzo kiepsko i równie kiepsko jej to wychodzi, a to pierwsze niekiedy ustępuje temu nieudolnemu "wychowywaniu". Szkoła poprzez kontakty z rówieśnikami człowieka powinna rozwijać, kształtować, owszem, pełna zgoda, natomiast jeśli ktoś nie ma ochoty na naukę, to moim skromnym zdaniem, przynajmniej od gimnazjum w górę, powinni go kopnąć w dupsko i tyle. Wkurza mnie postawa na zasadzie: "No bo WSZYSCY MUSZĄ się uczyć", a później zdziwienie psychologa w telewizji: "No zupełnie nie wiemy, czemu on pobił te dzieci/znęcał się nad nimi/znęcał nad nauczycielem, przecież on dostał naganne DWA RAZY Z RZĘDU!". No straszne rzeczy. Nie wszyscy muszą się uczyć. Choćbyśmy wyskoczyli ze skóry, społeczeństwa idealnego i super wykształconego nie stworzymy. Natomiast paru debili może skutecznie utrudniać naukę uczniom, którzy naprawdę uczyć się chcą, a podstaw wychowania zaczerpnęli w domu.

Awatar użytkownika
Joan
mASełko
Posty: 123
Rejestracja: 14 maja 2008, 11:32

Re: młynek offtopowy

Post autor: Joan » 18 wrz 2012, 08:36

Silencio pisze: Szkoła powinna przede wszystkim uczyć, a nie wychowywać
Nie, szkoła ma uczyć i wychowywać. Błędem to jest to, jak wygląda kształcenie pedagogów i co prezentują sobą pedagodzy :P
AVEN cake isn't a lie :ciasto:

Awatar użytkownika
Silencio
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 27 paź 2011, 19:36
Kontakt:

Re: młynek offtopowy

Post autor: Silencio » 18 wrz 2012, 12:03

Nie, szkoła ma uczyć i wychowywać.
Nie zgadzam się z tym założeniem. Wychowywać może szkoła podstawowa, ewentualnie jeszcze gimnazjum, jeśli komuś na tym tak bardzo zależy. Wzwyż powinna już tylko i wyłącznie uczyć. Błędem jest to, że nauczyciele muszą użerać się z uczniami, którzy chodzą na lekcje 'bo muszą', stosują przemoc słowną i nie tylko, i zachowują się w sposób nieodpowiedni, a jedyną reakcją, jest zwołanie kręgu nauczyciel-rodzic-pedagog. Błędem jest też zajmowanie się tym, jak uczniowie się ubierają, malują i błędem jest koncentrowanie się na błahych sporach. Ze swojej szkoły podam przykład, kiedy to jedna z młodszych dziewcząt poskarżyła się, że rzekomo jest prześladowana przez dwie moje znajome. Co prawda wypisywała na ich temat obelżywe rzeczy, na co były zresztą jasne dowody, a one jedynie publicznie zapytały ją, o co jej właściwie chodzi, owszem, może niezbyt subtelnie, ale przemocy tam nie było. Jednak nasza pani dyrektor, konserwatystka, nie przepadająca za pewnym typem dziewcząt, wywołała ogromną aferę, grożąc dziewczynom niemalże wyrzuceniem ze szkoły, zwoływała rodziców, krzyczała na nie i stosowała metody niegodne jakiegokolwiek pedagoga. I miała gdzieś to, że jedynym dowodem były słowa te dziewczyny. Natomiast, gdy jedną z tych dziewczyn uderzono i świadkowie byli - dyrektora wygłosiła mowę na zasadzie: "Trzeba się pogodzić i nie robić więcej takich rzeczy". Nauczyciele skupiają się na pierdołach. Kierują nimi sympatie względem uczniów, czego nikt nie kontroluje, bo nauczyciel może WSZYSTKO. Owszem, są jakieś tam średnie, wyniki, ale co z tego? Jak mówią nasi nauczyciele: "Średnia do niczego nie zobowiązuje, ona tylko sugeruje". Poza tym, obecny system ceni bardziej pedagogów, którzy długo pracują od tych, którzy osiągają wyniki. Zawsze mnie zdumiewa, po co trzymać w szkole nauczyciela, który 3/4 lekcji spędza na twórczym nic-nie-robieniu, od czasu do czasu przypominając sobie jedynie, żeby błysnąć jakimś mniej lub bardziej twórczym tekstem czy zapowiedzieć niezapowiedzianą kartkówkę, bo przecież oceny muszą być. Model szkoły powinien wyglądać bardzo prosto - kompetentni nauczyciele i uczniowie, którzy uczyć się chcą. Najbardziej kompetentny nauczyciel nic nie zdziała pośród znudzonych wszystkim idiotów, nawet, jeśli na całą klasę jest ich garstka - wystarczy, bo ta garstka potrafi kompletnie rozbić lekcję. I na odwrót, choćby uczniowie byli najbardziej ambitnymi i chętnymi do nauki, jeśli trafią na nauczyciela, który będzie uczył tak, jak uczyła spora część nauczycieli z mojego liceum, to niewiele im w głowach zostanie.

Awatar użytkownika
Falka
pASsanger
Posty: 472
Rejestracja: 11 sie 2012, 19:55
Lokalizacja: Lublin/Podlasie

Re: młynek offtopowy

Post autor: Falka » 18 wrz 2012, 12:18

Silencio pisze: Szkoła poprzez kontakty z rówieśnikami człowieka powinna rozwijać, kształtować, owszem, pełna zgoda, natomiast jeśli ktoś nie ma ochoty na naukę, to moim skromnym zdaniem, przynajmniej od gimnazjum w górę, powinni go kopnąć w dupsko i tyle. Wkurza mnie postawa na zasadzie: "No bo WSZYSCY MUSZĄ się uczyć", a później zdziwienie psychologa w telewizji: "No zupełnie nie wiemy, czemu on pobił te dzieci/znęcał się nad nimi/znęcał nad nauczycielem, przecież on dostał naganne DWA RAZY Z RZĘDU!". No straszne rzeczy. Nie wszyscy muszą się uczyć. Choćbyśmy wyskoczyli ze skóry, społeczeństwa idealnego i super wykształconego nie stworzymy. Natomiast paru debili może skutecznie utrudniać naukę uczniom, którzy naprawdę uczyć się chcą, a podstaw wychowania zaczerpnęli w domu.
Zgadzam się z Tobą Silencio. Szkoła jest od uczenia , a od wychowania rodzice. Co do nauki też uważam , że uczyć się powinien tylko ten co tego naprawdę chce. Właśnie bywa tak , że uczniowie których nie ciągnie do nauki najczęściej nudzą się , męczą i dokuczają nie raz tym co chcą się czegoś nauczyć. I też wkurzają mnie ci co uważają , że wszyscy powinni się uczyć ( bo boją się że znów będzie dużo analfabetów hehe). Ja jestem za częściowym zniesieniem powszechnego obowiązku szkolnego dokładnie obowiązkowa podstawówka , a potem jak ktoś nie chce się dalej uczyć to wolna droga przymusu nie ma. Myślę , że w ten sposób wzrośnie poziom oświaty w tym kraju i będzie mniej bezrobotnych magistrów.
Nie próbuje nawet być normalna,
bo normalność to pierwszy syndrom
śmiertelnie groźnej choroby...
Gdy tylko czuję, że nadchodzi normalność
natychmiast szukam antidotum

Awatar użytkownika
Silencio
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 27 paź 2011, 19:36
Kontakt:

Szkoła

Post autor: Silencio » 18 wrz 2012, 12:27

Zgadzam się z Tobą Silencio. Szkoła jest od uczenia , a od wychowania rodzice.
Otóż to. Żeby kogoś wychowywać, trzeba mieć u niego autorytet. Autorytetem dziecka, w sposób naturalny, pomijając sytuacje skrajne i patologiczne - są rodzice. Jeżeli sami rezygnują z bycia autorytetem, to niech nie dziwią ich późniejsze skutki. Dziecko, które idzie do szkoły, powinno być już nauczone tego, w jaki sposób się zachowywać, co jest dobre, a co złe i czego nie należy robić. Jeśli tego nie wie i nie potrafi rozróżnić, to znaczy, że rodzice zawiedli. Z jakich względów i z jakiej przyczyny - to już inna sprawa, z pewnością nie zawsze wygląda to tak samo.
Co do nauki też uważam , że uczyć się powinien tylko ten co tego naprawdę chce. Właśnie bywa tak , że uczniowie których nie ciągnie do nauki najczęściej nudzą się , męczą i dokuczają nie raz tym co chcą się czegoś nauczyć. I też wkurzają mnie ci co uważają , że wszyscy powinni się uczyć ( bo boją się że znów będzie dużo analfabetów hehe). Ja jestem za częściowym zniesieniem powszechnego obowiązku szkolnego dokładnie obowiązkowa podstawówka , a potem jak ktoś nie chce się dalej uczyć to wolna droga przymusu nie ma. Myślę , że w ten sposób wzrośnie poziom oświaty w tym kraju i będzie mniej bezrobotnych magistrów.
Zgadzam się z tobą w stu procentach. Niektórzy ludzie nie chcą się uczyć i nie widzą w tym nic interesującego - i choćby się waliło i paliło, nic tego nie zmieni. Obecnie uczy się ludzi tego, że muszą mieć papierek. A więc taki przeciętny Kowalski, powiedzmy sobie jasno, niezainteresowany edukacją, przechodzi przez podstawówkę, później idzie do gimnazjum, jadąc na ściągach i najniższych ocenach, następnie do liceum, powtarzając dokładnie ten sam schemat i ledwie zdając maturę, a później... Później, jeśli to jest Kowalski, który jest świadomy tego, że z nauką niewiele lubi mieć wspólnego, pewnie pójdzie do pracy. Ale obecny system kreuje Kowalskich, którzy uważają, że będąc niedouczeni, i tak należy im się stanowisko co najmniej bliskie dyrektorskiemu. Kiedy kończyłam klasę i rozmawiałam o tym, na jakie kto idzie studia, byłam szczerze zdumiona, jak niektóre osoby, które miały najniższe oceny i nigdy im na nauce nie zależało, opowiadają o składaniu papierów na najlepsze uczelnie i kierunki, które są dość popularne... I zgadzam się, co do uczenia tego, czego uczyć się chce. W niektórych szkołach już obowiązują dość ciekawe rozwiązania pod tym względem, szczególnie w szkołach prywatnych. Uczniowie przynajmniej od liceum, powinni wybierać przedmioty, z których chcą być przygotowywani lepiej. Samo ustalenie kierunku nie rozwiązuje tej kwestii. Ktoś może bardzo lubić matematykę, ale nie znosić fizyki czy chemii i odwrotnie, ktoś na kierunku humanistycznym może być biegły w językach i nie lubić historii.

Winkie
AScetyk
Posty: 4640
Rejestracja: 25 sie 2011, 18:58

Re: młynek offtopowy

Post autor: Winkie » 18 wrz 2012, 12:28

Szkoła nie powinna skupiać się na wychowywaniu dzieci, a ich kształceniu. O ile jeszcze w takiej podstawówce dzieci czerpią ze wzorców im narzucanym w osobie wychowawczyni/wychowawcy, jeszcze da się z nimi popracować nad niedostatkami w ich wychowaniu, to w takim gimnazjum, a potem w szkole średniej jest już całkowita "olewka" tego co tam facet/facetka "sobie gada". -> "niech gada"... Jeśli młody człowiek do pewnego wieku nie nabrał odpowiednich wzorców, kultury również w obejściu z innymi ludźmi to chamem już będzie i jako rówieśnik, o wpływie na grupę większym niż osoba dorosła.
Moje wspomnienia związane ze szkołą są jak najbardziej złe, jeśli nie związane ze szczeniackim zachowaniem rówieśników przekonanych o tym (i niestety słusznie), że i tak zostaną przepuszczeni na następny rok (z minimalną inwencją na koniec ze swojej strony), to z zachowaniem samych pedagogów, którzy jak wspomniała również i Silencio - mieli swoje "sympatie i antypatie". Przykładowo tylko dlatego, że nie byłam ulubienicą nauczyciela od geografii dostałam 4 na koniec roku - przy czym inne dziewczyny, o tych samych ocenach (ale będące pupilkami tego nauczyciela) dostały 5... Zabawne, nieprawdaż? A żebranie o wyższą ocenę było zawsze zachowaniem poniżej mojej godności. Nie potrafiłam również podlizywać się, wchodzić komuś w d..., co również działało na moją niekorzyść. :roll: Nauczyciele często sami są sobie winni kiedy pomijają ucznia który stara się cały czas, uczy systematycznie, zachwycając takim nieukiem, który "nagle" wydusił z siebie kilka zdań na temat.
Istna komedia. Poza tym (zwłaszcza w moim starym liceum - dzięki Bogu już ukończonemu) nauczyciele ze starszym stażem, praktycznie nie robiący na lekcjach nic (mimo, że np. przedmiot był maturalny ) tudzież tacy którym od początku nauczać się nie chciało byli traktowani tak jak ci którym zależało, a nawet więcej - byli nagradzani. Bo olimpijczyków "wykształcili". :lol: Tak jasne - "wykształcili"... Gdyby uczniowie sami w domu nie pracowali to niczego by nie osiągnęli, tak jak i zresztą cała reszta z tej mojej byłej szkoły.

Awatar użytkownika
Silencio
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 27 paź 2011, 19:36
Kontakt:

Re: młynek offtopowy

Post autor: Silencio » 18 wrz 2012, 12:36

Przykładowo tylko dlatego, że nie byłam ulubienicą nauczyciela od geografii dostałam 4 na koniec roku - przy czym inne dziewczyny, o tych samych ocenach (ale będące pupilkami tego nauczyciela) dostały 5...
Mnie przypomniała się inna sytuacja. W gimnazjum, w ostatniej klasie, przydzielono nam nauczycielkę, która nieustannie chorowała (podobno), w każdym razie, nie było jej więcej niż była. Ostatecznie oceny z geografii wstawiała nam zupełnie inna nauczycielka, która uczyła chemii i zastępowała naszą wychowawczynię. Na zasadzie: "dobra, tu cztery, tu pięć...", bo brakowało ocen. I pod koniec roku, jak szlachetna pani się pofatygowała, by jednak przybyć, to wokół biurka zgromadziła się grupka jęcząco-kwięczących o to, że chcą większą ocenę. I fakt jest taki, że nie tylko w tym przypadku, ale w wielu przypadkach, wystarczy właśnie posapać, pomarudzić, pogadać o tym, jak to się człowiek starał i jak bardzo mu ta ocena potrzebna do szczęścia - i już :). Niezależnie od tego, że ma oceny takie same jak ktoś, kto dostał ostatecznie niższy stopień.
Gdyby uczniowie sami w domu nie pracowali to niczego by nie osiągnęli, tak jak i zresztą cała reszta z tej mojej byłej szkoły.
O! To jest świetne! :D Chodziłam do klasy z dziewczyną, która uprawiała sport i miała duże osiągnięcia. Częste wyjazdy, tego typu sprawy, mistrzostwa Polski... A że miała przy tym dość skomplikowaną sytuację rodzinną (rodzice za granicą i mieszkanie z babcią), nie zawsze przynosiła usprawiedliwienia na czas. A nasza wychowawczyni, choć czasem potrafiła "litościwie" przyjąć usprawiedliwienia sprzed dwóch miesięcy wstecz, innym razem, po tygodniu stwierdzała, że po terminie, więc nieobecność nieusprawiedliwiona i tyle. Wyszło na to, że dziewczyna ledwie załapała się na zachowanie nieodpowiednie. Co oczywiście nie przeszkadzało dyrektorowi szkoły, na dniach otwartych pochwalić się, jaką to ma zdolną uczennicę z naciskiem, że szkoła pomaga uzdolnionym uczniom... Aż miałam ochotę się zaśmiać. Pomijając fakt, że uprawiała boks, a z zajęciami szkolnymi nie miało to nic wspólnego, to ilość kłód rzucanych jej pod nogi przez szkołę była niewiarygodna.



Edit: Panie moderatorze, jak już przeniosłeś to przenieś i to :P
Wśród moderatorów są same panie. Pana nie ma ani jednego. U. :P :lol:

Nadia__
pASibrzuch
Posty: 247
Rejestracja: 25 lut 2010, 12:01

Re: młynek offtopowy

Post autor: Nadia__ » 18 wrz 2012, 12:41

Co do tego przepychania z klasy do klasy...
Pomagałam promotorowi w przeprowadzaniu egzaminu dla zaocznych studentów innego wydziału naszego państwowego uniwersytetu. Pierwszy raz w życiu widziałam takie indeksy - jeden semestr, pięć przedmiotów, dziesięć niedostatecznych (pierwszy termin + poprawa), albo cała strona przeznaczona na jeden przedmiot, zaliczany pięciokrotnie bez powodzenia. I pod taką serią ocen niedostatecznych widnieje pieczątka "semestr zaliczony". Zamiast takiego studenta wykreślić z listy, uczelnia naciska na egzaminatora, żeby w końcu mu przedmiot zaliczył, bo jego czesne przepadnie, a przeciekający dach sam się nie naprawi...

Awatar użytkownika
Silencio
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 27 paź 2011, 19:36
Kontakt:

Re: młynek offtopowy

Post autor: Silencio » 18 wrz 2012, 12:44

Zamiast takiego studenta wykreślić z listy, uczelnia naciska na egzaminatora, żeby w końcu mu przedmiot zaliczył, bo jego czesne przepadnie, a przeciekający dach sam się nie naprawi...
Hm... Chciałabym napisać, że mnie to dziwi, ale mnie to nie dziwi ;). W liceum tryb ten sam - dołączyło do mnie w ostatniej klasie kilka osób, które nie zdały w poprzednim roku. I wręcz wyczuwalna była atmosfera na zasadzie: "no, jak nie zdali wtedy, to teraz przecież MUSZĄ". I dosłownie tak było, ich zdanie było bardziej wymuszone niż wypracowane.

Nadia__
pASibrzuch
Posty: 247
Rejestracja: 25 lut 2010, 12:01

Re: młynek offtopowy

Post autor: Nadia__ » 18 wrz 2012, 12:47

Swoją drogą gdybym płaciła za studia i zakończyła pierwszy semestr z dziesięcioma niedostatecznymi, poważnie bym się zastanowiła, czy to na pewno moje powołanie i warto w nie tyle inwestować...

Winkie
AScetyk
Posty: 4640
Rejestracja: 25 sie 2011, 18:58

Re: młynek offtopowy

Post autor: Winkie » 18 wrz 2012, 12:50

Ja pamiętam inną sytuację (nawet Ci o niej kiedyś wspominałam, Silencio) - tą z plakatem odnośnie drzewa genealogicznego bogów olimpijskich starożytnej Grecji. Jako osoba zainteresowana ta tematyką naprawdę przyłożyłam się do tej pracy, korzystałam z wielu publikacji, ale skupiłam się jak widać niepotrzebnie na treści... bo jak się okazało podczas prezentacji - treść się w ogóle nie liczyła, liczyło się "opakowanie" co w praktyce oznaczało kilka szkiełek poprzyklejanych tu i tam. :lol: Pamiętam, że dostałam 4 - za tyle włożonej pracy... Te robione standardowo, ale pokolorowane :mrgreen: prace zostały ocenione na 5. "I co ja, w przedszkolu byłam?" :roll: Kolejny punkt do listy - dlaczego nienawidziłam swojej szkoły średniej...
Silencio pisze: Co oczywiście nie przeszkadzało dyrektorowi szkoły, na dniach otwartych pochwalić się, jaką to ma zdolną uczennicę z naciskiem, że szkoła pomaga uzdolnionym uczniom... Aż miałam ochotę się zaśmiać. Pomijając fakt, że uprawiała boks, a z zajęciami szkolnymi nie miało to nic wspólnego, to ilość kłód rzucanych jej pod nogi przez szkołę była niewiarygodna.
To prawda. Również i przeszkadza wypełniając uczniowi czas nauką przedmiotów, do których jak na dłoni widać, że smykałki nie ma. Przykładowo ja musiałam więcej uczyć się biologii, chemii, niż takiego języka polskiego czy historii, które "ponoć" miałam rozszerzone... i z których m.in. zdawałam maturę. Zamiast pozwolić człowiekowi skupić się na tym co faktycznie sprawia mu przyjemność, interesuje go, to wręcz wymuszano naukę tego, w czym szkoła niby "celowała" - w tej mojej była to właśnie biologia, chemia, matematyka.
Sama musiałam tak naprawdę uczyć się do matury i wyniki sobie tylko zawdzięczam. Szkoła praktycznie tylko mi ówcześnie przeszkadzała w nauce.
Nadia pisze:Swoją drogą gdybym płaciła za studia i zakończyła pierwszy semestr z dziesięcioma niedostatecznymi, poważnie bym się zastanowiła, czy to na pewno moje powołanie i warto w nie tyle inwestować...
Pieniądze czynią cuda... Zwłaszcza jeśli uczelni opłaca się "trzymać" takiego "studenta" na liście.

Awatar użytkownika
Falka
pASsanger
Posty: 472
Rejestracja: 11 sie 2012, 19:55
Lokalizacja: Lublin/Podlasie

Re: Szkoła

Post autor: Falka » 18 wrz 2012, 14:33

Jeśli chodzi o moje szkolne lata to najlepiej wspominam ogólniak. Szkoła mnie męczyła , ale jakiś zapał do nauki miałam - bo było trochę przedmiotów z których byłam dobra i lubiłam je czyli z historii , polskiego , języków obcych. Najbardziej męczyłam się w gimnazjum - bo nawet jak chciałam się czegoś nauczyć to i tak było to utrudnione bo mniej więcej pół lekcji zajmowało uspokajanie tych co rozrabiali. W mojej szkole była garstka nauczycieli , którzy potrafili zainteresować przedmiotem , nauczyć go i poradzić sobie z młodzieżą. W mojej klasie tak jak w każdej zapewne były osoby zdolne i dobrze uczące się , przeciętne ( byłam zdolna , ale uczyłam się raczej przeciętnie)i te którym wiedza ni uja nie wchodziła do głowy. Myślę , że dobrym rozwiązaniem byłaby tzw. selekcja - np. oddzielną klasę tworzą najzdolniejsi , oddzielną przeciętni i na koniec w jednej klasie ci , którym nauka nie idzie i nie zależy im na niej. Dla każdej pewnie musiałby powstać odrębny program nauczania.Być może ci bardziej ambitni i chcący się uczyć mieliby spokój bo nikt by im nie dokuczał albo nie ściągał w dół. Gdy mówię o pomyśle na wprowadzenie ,,selekcji'' wielu reaguje z oburzeniem jak na hasło , że uczyć powinni się tylko ci co chcą. :shock:
Nie próbuje nawet być normalna,
bo normalność to pierwszy syndrom
śmiertelnie groźnej choroby...
Gdy tylko czuję, że nadchodzi normalność
natychmiast szukam antidotum

Awatar użytkownika
kot_kot
ASiołek
Posty: 85
Rejestracja: 13 gru 2011, 20:56
Lokalizacja: Germany

Re: Szkoła

Post autor: kot_kot » 18 wrz 2012, 15:01

jesli chodzi o sympatie lub antypatie nauczyciela do uczniow to co powiecie na taka sytuacje mojego technikum ktora mi sie z tym watkiem przypomniala.

Nauczycielka geografi odpytuje kolege zadajac mu 7 pytan. Kolega odpowiada na pierwsze 6 poprawnie a na 7 nie zna odpowiedzi po czym zostaje skrytykowany przez nauczycielke ze jakto tak ze uczen technikum nie zna opowiedzi na zadane (7) pytanie, ze tak nie moze byc, co to ma byc, itd. ... . Jaka ocene otrzymal ? -2 :?
Nastepna lekcja geografi. Nauczycielka odpytuje kumpele. Kumpela dostala kilka pytan na ktore zadne z nich nie potrafi jasno i konkretnie odpowiedziec. Belkocze cos mylac zupelnie pojecia oczywiscie nie znajac prawidlowej odpowiedzi. W tym nauczycielka przeksztalca odpytywanie w jakis zart smiejac sie przy tym. Co kumpela otrzymala ? -4 :D Dodam do tego ze tak to u niej zawsze wygladalo. Miala zupelnie inny stosunek do dziewczyn. Chlopacy byli zawsze bardziej "tepieni" i zawsze od nich sporo wiecej wymagala kiedy znow do dziewczyn podchodzila "z przymruzeniem oka" pod wzgledem wyuczonej wiedzy.
I ja sie pytam wobec tego gdzie tu jest sprawiedliwosc ? Czy to jest sympatia i antypatia czy raczej feminizm ?


Bardzo podobnie bylo w przypadku naszego wychowawcy ktory nauczal nas UTK - urzadzenia techniki komputerowej. Na koncowe zaliczenia na 2 odpytywal kumpla i kumpele. Kumpla odpytywal naprawde wnikliwie odnosnie wiedzy scislej przerzutnikow i innych pierdol zadajac miliony pytan z programu nauczania calego polrocza kiedy znow kumpeli zadaje pytanie "Jakiego producenta jest procesor Celeron?" na ktore ona nie potrafi odpowiedziec :shock: I to ma byc wiedza ? Ogolnie zaliczenie kumpeli trwalo nie wiecej niz 5min kiedy kumpla nie bylo widac przez minimum 15min. I znow sie pojawia tosamo pytanie co wyzej zadalem.
Calkiem podobnie bylo tez przy usprawiedliwianiu nieobecnosci. Moj wychowawca wprowadzil sobie swoje regoly ze z dniem w ktorym uczen staje sie pelnioletni czyli osiaga wiek 18lat, nie przyjmuje od niego usprawiedliwien wypisanych przez rodzica poniewaz taki uczen jest sam za siebie odpowiedzialny i sam ma obowiazek sie usprawiedliwic. Mozna by rzec ze to swietny pomysl lecz w praktyce wygladalo to zupelnie inaczej. Jedna z 3 dziewczat w klasie zajmowala sie dla wychowawcy wypisywaniem wszelkich pierdol w dzienniku - zwykle przepisywanie danych z tygodnia na tydzien bo wychowawcy sie po prostu niechcialo. ... . Pozniej przy usprawiedliwianiu nieobecnosci wychowawca sie jedynie pytal poszczegolnych uczni "gdzie byles dnia ... o godzinie ..."(itp.). Na co kazdy niby sie usprawiedliwial. Dochodzac do nieobecnosci kumpeli ktora wyreczala owego wychowawce. Ona wstaje zdziwiona, poprawia biust i podchodzi do biorka nachylajac sie w taki sposob ze facet ma jej biust jak na talerzu :? Akceptowal od niej usprawiedliwienia typu :
- bylam u fryzjera ...
- bylam zrobic sobie pazurki ...
- bylam na zakupach ...
- byla wyprzedaz ...
- itp.
Potulnie skreslal nieobecnosc zaznaczajac ja jako usprawiedliwiona. ZAWSZE.
Dochodzac do mnie. Mowie facetowi ze pojechalem z ojcem na 3 dni do dziadka z Niemiec ktory to po raz 3 dostal wylewu krwi do mozgu i lezy w polowie sparalizowany w hospicjum. (Bedac tam w tym szpitalu i widzac dziadka w takim stanie z reka na sercu polaly mi sie lzy). W tym momencie wychowawca nie akceptuje mojego usprawiedliwienia. Wiec jak mam mu sie wobec tego usprawiedliwic ? Ojciec ma to potwierdzic? Ale przeciez on nie bierze usprawiedliwien rodzicow wiec to wypada z gry. Szpitalny dokument zaswiadczajacy o pobycie i stanie zdrowia mojego dziadka mialem mu przedstawic? No szkoda ze o tym nie pomyslalem bedac na odwiedzinach. Oczywiscie byla wymiana zdan jednak bez skutku. Wkoncu odechcialo mi sie takiej durnej dyskusji na forum klasy i powiedzialem zeby to olal i zostawil nieusprawiedliwiona nieobecnosc bo w tym momencie juz mi nie zalezy na usprawiedliwieniu w obliczu takiego zachowania z jego strony.
I po raz 3 pojawia sie znow pytanie wyzej zadane.

??? Ktos mi to wyjasni ?
Evil is not something you just forget...
Evil always find a way!

It's Good to Be Bad }:->

I am Dancing With My loneliness ;-)

Awatar użytkownika
Silencio
AS gaduła
Posty: 406
Rejestracja: 27 paź 2011, 19:36
Kontakt:

Re: Szkoła

Post autor: Silencio » 18 wrz 2012, 15:13

Jeśli chodzi o moje szkolne lata to najlepiej wspominam ogólniak.
Ja też :). I powiem szczerze, że to dość zaskakujące. W teorii bowiem, to w gimnazjum i podstawówce (ta sama klasa), byłam w klasie, która miała najlepsze wyniki, była zawsze wyróżniana itp. Natomiast w liceum byli ludzie z różnych środowisk, różnych szkół i z różnymi ocenami. Natomiast powiem szczerze, że mimo iż trafiały się w tej klasie jednostki iście "genialne" (na przykład pani, która była miłośniczką Hitlera), to to towarzystwo odpowiadało mi bardziej niż gimnazjalne. Było zdecydowanie bardziej przyjemnie na lekcjach, owszem, hałas był, często nie do zniesienia, często problemy z nie powiem jakiej części ciała, ale poza tym, naprawdę w porządku atmosfera. Przede wszystkim nie było takiej szalonej rywalizacji, na zasadzie, jak czegoś nie umiesz, nie potrafisz czy uczyć się gorzej, to ktoś się z ciebie podśmiewa czy krzywo na ciebie patrzy.
Myślę , że dobrym rozwiązaniem byłaby tzw. selekcja - np. oddzielną klasę tworzą najzdolniejsi , oddzielną przeciętni i na koniec w jednej klasie ci , którym nauka nie idzie i nie zależy im na niej. Dla każdej pewnie musiałby powstać odrębny program nauczania.Być może ci bardziej ambitni i chcący się uczyć mieliby spokój bo nikt by im nie dokuczał albo nie ściągał w dół. Gdy mówię o pomyśle na wprowadzenie ,,selekcji'' wielu reaguje z oburzeniem jak na hasło , że uczyć powinni się tylko ci co chcą.
Teoretycznie pomysł selekcji jest okej, ale... No właśnie, zawsze jest ale. Na jakiej podstawie? Ocen we wcześniejszych latach? Opinii nauczycieli? Egzaminów? Wszystko bowiem potrafi być zgubne i dać mylny obraz danej osoby. Pamiętam do dziś, jak na egzaminie gimnazjalnym z matematyki miałam 40 punktów, chociaż w gimnazjum z matematyki byłam strasznie słaba (choć matematyczkę uwielbiałam ;)). A moja dobra koleżanka, która zawsze mi pomagała i ogólnie jest typowym ścisłowcem, dostała jakoś niewiele ponad trzydzieści. Jak zobaczyłam jej minę, to aż mi się głupio zrobiło i nie byłam do końca pewna, czy się cieszyć z tych swoich czterdziestu punktów, bo zdałam sobie sprawę z tego, że bardzo mi się pofarciło. Kompletnie nie znam się na fizyce, trafiłam akurat na wzór, który pamiętałam jako jeden z nielicznych, moja wiedza geograficzna też leżała (i leży do dziś trupem), a wszystkie zadania zamknięte strzeliłam i strzeliłam dobrze. I tak to czasem bywa z testami właśnie. Nawet dając temat do wypracowania czy referatu, nie zawsze jest jasność, bo zdarza się czasem tak (jak mojej znajomej na maturze z historii), że ktoś świetnie zna się na wielu dziedzinach danego przedmiotu, ale trafi akurat na taki temat, że polegnie. I odwrotnie, ktoś przeciętnie zainteresowany danym kierunkiem, może trafić akurat na takie zagadnienie, które rozumie bardzo dobrze.
Czy to jest sympatia i antypatia czy raczej feminizm ?
Według definicji sjp.pwn:
feminizm
1. «ruch na rzecz prawnego i społecznego równouprawnienia kobiet; też: ideologia leżąca u podstaw tego ruchu»
2. «zjawisko występowania zewnętrznych cech żeńskich u mężczyzn»

Jeśli równouprawnienie kobiet i mężczyzn, to jaki feminizm dostrzegasz w wywyższaniu i jawnym, niesprawiedliwym traktowaniu którejkolwiek płci? Antypatia. Tylko i wyłącznie. Możliwe, że jakiś uraz. Ja miałam takiego nauczyciela, który też faworyzował dziewczęta i... jego faworyzacja, z dzisiejszego punktu widzenia, wydaje mi się bardzo... specyficzna, chociaż wtedy tak tego nie postrzegałam ;). Pewne sprawy widzi się "po". Natomiast mój informatyk z liceum miał swoje powiedzonka na temat blondynek, do połowy dziewcząt zwracał się "Zosiu?" i rzucał szowinistycznymi żartami, a przy tym facetom jakby "automatycznie" wstawiał za wszystko minimum trzy, a z dziewcząt najpierw musiał trochę podrwić, co nie przeszkadzało mi wcale mieć u niego szóstki i go lubić jako wesołego, fajnego człowieka :).
Ogolnie zaliczenie kumpeli trwalo nie wiecej niz 5min kiedy kumpla nie bylo widac przez minimum 15min. I znow sie pojawia tosamo pytanie co wyzej zadalem.
Przypomniał mi się mój fizyk z liceum xD. Mieliśmy tylko rok fizyki, pan bardzo miły, ale tak cicho mówił, że nawet przy absolutnej ciszy, w ostatnich ławkach nie było go słychać. No ale absolutnej ciszy nie było. Był hałas, chaos, a na sprawdzianach, istna praca grupowa. Pan stał na środku i wołał: "Nie ściągać, bo będę zabierał kartki", a dziewczeta biegały od rzędu do rzędu, bez cienia skrępowania podając sobie sprawdziany. Niestety, jestem tak beznadziejna z fizyki, że nawet taka forma nauki zakończyła się dla mnie (jako jedynej spośród tego grona) tróją na koniec. Pan na koniec to zobaczył, bardzo się obruszył, wziął mnie do odpowiedzi. Zadał mi pierwsze pytanie, nie pamiętam nawet jakie, później dyskutował ze mną o spadochronie i jakichś tam prawach, coś usiłowałam mówić, ale średnio mi to wychodziło. Pan praktycznie wszystko za mnie dopowiedział, po czym takim zrezygnowanym głosem, rzucił: "Dobrze, usiądź... Masz cztery".
Moj wychowawca wprowadzil sobie swoje regoly ze z dniem w ktorym uczen staje sie pelnioletni czyli osiaga wiek 18lat, nie przyjmuje od niego usprawiedliwien wypisanych przez rodzica poniewaz taki uczen jest sam za siebie odpowiedzialny i sam ma obowiazek sie usprawiedliwic. Mozna by rzec ze to swietny pomysl lecz w praktyce wygladalo to zupelnie inaczej. Jedna z 3 dziewczat w klasie zajmowala sie dla wychowawcy wypisywaniem wszelkich pierdol w dzienniku - zwykle przepisywanie danych z tygodnia na tydzien bo wychowawcy sie po prostu niechcialo. ...


Czy to jest w ogóle zgodne z prawem? Pytam o ten dziennik w szczególności. U nas w gimnazjum przez krótki czas, nauczyciele wpadli na pomysł, by jeden z uczniów nosił dziennik od klasy do klasy, bo im się do pokoju nie chciało biegać. Przylazła jakaś kontrola i dostali ostro po dupie, i natychmiast z tego zrezygnowali. W liceum natomiast miałam dziennik elektroniczny. Jeden nauczyciel wybierał sobie uczniów do obsługi (właśnie ja się tym zajmowałam), ale w teorii nie miałam prawa samodzielnie wstawiać ocen i tym podobne. Musiał siedzieć obok i wszystko sprawdzać. Ale to ja się wszystkim zajmowałam, bo on nawet hasła wpisać nie umiał :P. Tyle, że ja byłam uczciwa i nie reagowałam na fochy moich koleżanek, które się obrażały, że im nie poprawiłam oceny. Natomiast w innych klasach - hulaj dusza ;).

Awatar użytkownika
kot_kot
ASiołek
Posty: 85
Rejestracja: 13 gru 2011, 20:56
Lokalizacja: Germany

Re: Szkoła

Post autor: kot_kot » 18 wrz 2012, 15:29

Falka pisze:W mojej szkole była garstka nauczycieli , którzy potrafili zainteresować przedmiotem , nauczyć go i poradzić sobie z młodzieżą.
I u mnie znow taka sama sytuacja. Byli tacy ktorzy potrafili wiedze w taki sposob przekazac ze lekcja byla na tyle interesujaca ze nie bylo potrzeby kogokolwiek upominac czy uspokajac. No i oczywiscie byli tacy nauczyciele typu profesor czyli powiedziec swoje i nie martwic sie czy uczniowie wiedza co sie do nich mowi. A pozniej wielce zdziwienie dlaczego to na stan klasy 34 osob 33 otrzymuje ocene niedostateczna a jedna 2 :? I oczywiscie wine ponosza uczniowie ktorzy to wedlug niego sa niepojetni i sie nie ucza itp. kiedy to wina lezy wylacznie po stronie nauczyciela. U mnie tak bylo w przypadku Matematyki. W przypadku Fizyki w sumie tez jednak tam facet sobie stroil choinke na swieta lub czytal gazete zagryzajac ciastkami wczesniej przez nas kupionymi kiedy my sobie pisalismy prace zaliczeniowa - sprawdzian - gdzie nie bylo ani jednej oceny niedostatecznej z wiadomego wzgledu. Co innego znow na lekcjach programowania. Kobieta bardzo dobrze przekazywala wiedze jednak nie kazdy uczen jest w stanie pojac tego typu wiedze. Ja to nazywalem mineciem sie z powolaniem bo taka prawda! Po ktos sie pakuje na kierunek technik - informatyk (gdzie musze zaznaczyc ze poziom wiedzy oferowanej przez program nauczania byl w moim przypadku dosyc wysoki) kiedy absolutnie nie czai swiata komputerow. Mowiac absolutnie mam na mysli doslownie absolutnie. Ja tego nie potrafie zrozumiec? To czabylo pojsc sobie do LO a nie do szkoly technicznej zajmujac miejsce innym uczniom ktorzy niestety nie dostali sie na ten kierunek z powodu mizernych wynikow z egzaminu gimnazjalnego poniewaz nie maja umiejetnosci pisarskich lub po prostu nie przeczytali bezsensownej lektury pomijajac fakt ze moze i ten ktos zna sie na rzeczy i w przyszlosci kiedy by ksztalcil sie w tej dziedzinie osiagnal by sukces. Taka prawda! I pozniej biedni ludzie ktorzy nie znaja sie na komputerach majac inny fach w rekach oddaja swoj sprzet fachowcowi pseudo informatykowi ktory fakt faktem nie zna sie zupelnie na rzeczy i robi klientow w balona starajac sie wyciagnac jaknajwieksza ilosc pieniedzy.



Jesli ktos sie dopatrzyl bledow ortograficznych w moich wypowiedziach to z gory przepraszam.


Falka pisze:Myślę , że dobrym rozwiązaniem byłaby tzw. selekcja - np. oddzielną klasę tworzą najzdolniejsi , oddzielną przeciętni i na koniec w jednej klasie ci , którym nauka nie idzie i nie zależy im na niej. Dla każdej pewnie musiałby powstać odrębny program nauczania.Być może ci bardziej ambitni i chcący się uczyć mieliby spokój bo nikt by im nie dokuczał albo nie ściągał w dół.
I ja jestem jaknajbardziej za! Pod warunkiem ze umiejetnosci ucznia beda weryfikowane na podstawie wiedzy w danej dziedzinie odnosnie zamierzonego ksztalcenia sie w danym kierunku A NIE ODWROTNIE jak ma to miejsce obecnie.

Silencio pisze:Czy to jest w ogóle zgodne z prawem? Pytam o ten dziennik w szczególności. U nas w gimnazjum przez krótki czas, nauczyciele wpadli na pomysł, by jeden z uczniów nosił dziennik od klasy do klasy, bo im się do pokoju nie chciało biegać.
U mnie notorycznie stosowane i w gimnazjum i w technikum. Oczywiscie zawsze znalazlo sie odrobine czasu zeby sobie i innym cos samemu uzupelnic :D czy to oceny czy to usprawiedliwienie 8)

Silencio pisze:W liceum natomiast miałam dziennik elektroniczny.
U mnie w technikum tez byl ale wylacznie z przedmiotow typowo technicznych - informatycznych. Jednak obslugiwany byl wylacznie przez nauczyciela. My jednak mielismy do niego pelny wglad bez mozliwosci modyfikacji.
Evil is not something you just forget...
Evil always find a way!

It's Good to Be Bad }:->

I am Dancing With My loneliness ;-)

ODPOWIEDZ