Realia pracy w Polsce

Masz ochotę pogadać o czymś innym? Oto miejsce!
Awatar użytkownika
Azshara
AS gaduła
Posty: 424
Rejestracja: 10 lip 2017, 19:38

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: Azshara »

Właśnie dlatego jestem w lekkim szoku, gdy to czytam.
Nie powiem, abym miała znajomych, którzy siedzą po samych korpo, co to to nie. Dosłownie brat kolegi i koleżanka w takim miejscu się bimbają i pomimo stresu oraz dość przeciętnej płacy, to oddać by nie oddali, bo dosłownie cytuję "bo fajnie brzmi i prestiż". Dwa, ludzie, których znam jako tako z internetu już w większej części siedzą po korpo i z tego wnioskowałam, że nikt by się nie zamienił za pracę fizyczną. Tym bardziej, że tak jak już wspominałam - do takiej roboty potrafią pojechać na tydzień, aby się zresetować i docenić to co mają, pomimo, że psychicznie wykańcza. Może trzymają ich pieniądze, a jeśli nie są tak świetne jak się wydaje, to strzelam w obowiązek utrzymania siebie/ rodziny. Ja zaś porównania niestety nie mam, więc ciężko mi powiedzieć, bazowałam na wypowiedziach wyżej wymienionych i tutaj nieźle się zaskoczyłam.

Btw, widzę, że wyznaczyli nam osobny temat przez offtop :D

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: panna_x »

Praca fizyczna jest dobrze płatna, ale w zawodach, gdzie wymagana jest albo siła, albo jednak pewne umiejętności czyli np na budowie, operator jakiejś maszyny, przy remontach ( ale trzeba umieć to robić, jak ktoś jest dobrym specem, to ma obłożenie) . Jest to rynek zdominowany przez facetów, osobiście nie znam żadnej kobiety z tej branży. Dla kobiet praca fizyczna jest ciężka i mało płatna np sprzątaczka czy w sklepie za ladą. Gdyby była dobrze płatna, to może też bym ją wolała od pracy za biurkiem, ale niestety wygląda to tak, że jest jedna pensja minimalna w kraju dla wszystkich, więc czy ktoś siedzi za biurkiem z kawą, czy zasuwa z mopem, jednakowo mu zapłacą. Oczywiście, nie mam tu na myśli takiej pracy biurowej, gdzie ktoś jest głównym księgowym czy naczelnikiem wydziału w urzędzie, lecz jakimś pracownikiem biurowym niskiego szczebla.
Do budżetówki obłożenie jest masakryczne, słyszałam o ofercie do urzędu w jednym ze śląskich miast, gdzie pobrań pliku oferty było ponad 500. Mimo zarobków, dużo osób się tam pcha. Po pierwsze, jest to w miarę stały etat, bo prywatna firma może upaść w każdej chwili. Po drugie, nie ma takiego wycisku jak w korpo ( może są wydziały, gdzie pracy jest więcej, ale ogólnie patrząc, nie ma tam aż takiego ciśnienia. Chyba, że ktoś trafi na niefajną ekipę czy przełożonego i dadzą popalić. Ja sama znam jeden przypadek mobbingu w budżetówce, co zaowocowało tym, że dziewczyna się zwolniła stamtąd).

Jeśli chodzi o pracę biurową, to mam jakieś minimalne porównanie, bo byłam w prywatnej firmie i w budżetówce. W prywatnej firmie nie dałam rady i szybko sama zrezygnowałam. Jestem słaba psychicznie, uczę się powoli, a tam nie było siedzenia za biurkiem z kawką, lecz dość duże ciśnienie, wszystko na już, ochrzan, jak coś nie szło, napięta atmosfera, wszyscy chodzili ciągle źli i spięci. Była to firma produkcyjno-handlowa, prywatna, nie korpo. Do korpo nawet nie próbowałam, nie interesuje mnie to. Natomiast w budżetówce, gdzie pracuję, uważam, że jest dość luźno. No i okazało się, że to też niedobrze. Najpierw marzyłam o spokojnej pracy, gdzie mało się dzieje i moją wymarzoną była robota w bibliotece. Teraz pracuję przy biurku, ale miewam przestoje. I szczerze mówiąc, nierzadko się nudzę. Wcale nie wychodzę zadowolona z pracy, lecz jakoś znużona tą nudą. Brzmi to strasznie. Nie ma chyba dobrej pracy dla mnie. Przy dużym ciśnieniu i intensywnej pracy nie dam rady, za dużo luzu też mi nie służy. Inny minus tej pracy to oczywiście zarobki, ale uważam, że są słuszne, tzn trudno płacić więcej, skoro praca nie jest wymagająca, bo niby za co?

Teraz moim obecnym marzeniem, nierealnym, jest marzenie o pracy w szkole, czyli w moim wyuczonym zawodzie. Kiedy studiowałam, miałam okres, że praca w szkole mi się nie podobała i jej nie chciałam ( a wybrałam te studia, bo będąc w liceum chciałam być nauczycielką). A teraz znów mi się zmieniło.

Rozwiązanie austriackie mi się podoba. U nas niestety był nacisk, żeby odchodzić od zawodówek i uczenia zawodów, było ciśnienie, żeby liceum, matura i na studia. Skutkiem tego mamy nadmiar magistrów. Też uważam, że powinni mniej ludzi przyjmować na studia lub zrobić je płatne, jak w Anglii czy Ameryce ( nie mam na myśli tych symbolicznych opłat, jakie są u nas w szkołach wyższych prywatnych). Wtedy siłą rzeczy mniej ludzi by je robiło, a ci, co by zrobili, to mieliby pewną pracę. Jedynie dla naprawdę zdolnych byłyby bezpłatnie.

Po studiach miałam moment, kiedy chciałam iść do studium policealnego i nauczyć się zawodu kosmetyczki, bo na pracę w szkole czy bibliotece nie miałam co liczyć i nie miałam za bardzo pomysłu na siebie. Ale tata mnie zniechęcił do tego. Ja zaś mam dość bierny charakter, nie oponowałam ani mu się nie przeciwstawiłam. Stwierdził, że to głupi pomysł, żeby osoba po studiach wykonywała taką pracę i że szkoda kasy na taki kurs itd. Zniechęcił mnie też do kilku innych rzeczy np chciałam zrobić kurs opiekuna kolonijnego i jeździć z dziećmi na kolonie, to też powiedział, że jest głupi, za duża odpowiedzialność, jak coś się stanie, będę mieć kłopoty itd. Lubiłam język rosyjski, to oczywiście, że to język niepotrzebny, nikt go nie używa i po co miałabym iść na kurs. Zamiast tego wymyślił,żebym poszła na angielski, który mi się nie podobał. Więc chodziłam 2 lata na kurs angielskiego, a i tak nie umiem dobrze się nim posługiwać. Też go nie używam, bo nie jest mi potrzebny w pracy ani nigdzie, a za granicę nie jeżdżę. Tylko zmarnowałam 2 lata czasu i kasy na to. O moich studiach też ma złe zdanie, bo to magister od literek. Nawet teraz, choć pracuję, czasem mi dogaduje np że inżynier czy lekarz to by po swoich studiach pracował w zawodzie i nie słyszał o takich wśród nich, co by zrobili studia i robili potem coś innego. Ciekawe, co by powiedział na to, że moja koleżanka po 2 mgr i podyplomówce jest bezrobotna dalej, a wysłała ponad 1000 cv.

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2579
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: Viljar »

Nuda jest fajna, jeśli jest kwestią wyboru ;)

Z budżetówką mam takie wspomnienia, że jest to praca silnie polityczna i istnieje ryzyko, że jeśli zmieni się ekipa, to będzie rotacja. Zależy to oczywiście od zakładu. Wiadomo, że uniwersytet nie będzie zwalniał ludzi, ale np. w Ośrodku Rozwoju Edukacji każda zmiana ministra edukacji oznacza wyrzucenie na bruk wszystkich zatrudnionych. Ja i moi koledzy mieliśmy szczęście, bo mieliśmy umowy do czasu zakończenia projektu, więc przed tym momentem nikt nie mógł nas zwolnić.

Moja matka z kolei pracuje w budżetówce równo 40 lat, w tym samym zakładzie. Przetrwała wiele burz dziejowych tylko i wyłącznie dlatego, że szybko się uczyła i każdy kolejny dyrektor oddziału (a przeżyła ich sześciu) umiał to docenić. Jednocześnie każdy dyrektor generalny tego zakładu pochodził z nadania politycznego, w związku z czym w awansach i premiach liczyli się tylko ci, którzy umiejętnie w tyłek wchodzili, należeli do właściwej partii itp. Osoby należące do opcji nieodpowiedniej były szykanowane na tyle mocno, żeby dano im odczuć, że są niechciane, ale na tyle słabo, żeby nie było podstaw oskarżeń o mobbing.

W budżetówce zarobki to w ogóle ciekawa sprawa. Pamiętam, że przyznano mi na początek dodatek za przeprowadzkę (z Gdańska do Wrocławia). Jednak statut zakładu nie przewidywał jednorazowego dodatku, więc wliczono go do pensji i tak został na stałe. Tym sposobem zarabiałem tyle samo, co kierownicy. Tam chyba nikt nie liczy kasy...

Teraz żyję ze zleceń. Z jednej strony niepewność, bo raz te zlecenia są, a raz ich nie ma. Z drugiej strony płacą mi za konkretne efekty (czyli za wykonaną pracę) i to jest, uważam, sprawiedliwe. Niesprawiedliwe jest za to traktowanie zawodu redaktora - w swoim czasie nastąpiło "zepsucie" zawodu redaktora za sprawą studentów gotowych robić korekty za zgrzewkę piwa i firmy się przyzwyczaiły, że redaktorzy pracują za bezcen. W ciągu 10 lat stawki za słowo spadły chyba o połowę. Poza tym panuje przekonanie, że "po co ta cała redakcja, ludzie i tak nie zwrócą uwagi na jakieś literówki czy ortografię". A potem są jaja, jak firma z powodu jednej źle postawionej kropki traci pieniądze (nie przesadzam; miałem raz takiego klienta, który z powodu jednej kropki właśnie stracił 4 tys. euro na transakcji).
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

Awatar użytkownika
Nightfall
bASyliszek
Posty: 1166
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: Nightfall »

Teraz moim obecnym marzeniem, nierealnym, jest marzenie o pracy w szkole, czyli w moim wyuczonym zawodzie. Kiedy studiowałam, miałam okres, że praca w szkole mi się nie podobała i jej nie chciałam ( a wybrałam te studia, bo będąc w liceum chciałam być nauczycielką).
Jakiego przedmiotu jesteś nauczycielką? Może w szkole nie ma szału, ale jest to praca, która ma sporo plusów ;)
Po studiach miałam moment, kiedy chciałam iść do studium policealnego i nauczyć się zawodu kosmetyczki, bo na pracę w szkole czy bibliotece nie miałam co liczyć i nie miałam za bardzo pomysłu na siebie.
Można super zarabiać, robiąc np. tipsy. Kilka razy byłam robić paznokcie u dziewczyny, która skończyła coś związanego z geologią, a później zrobiła kursy na paznokcie. Obecnie chyba zarabia świetnie, bo zatrudnia coraz więcej osób, a do niej samej nawet nie ma wolnych terminów.

Gdybym mogła cofnąć czas, to spięłabym się z nauką chemii i poszła na weterynarię. Myślę, że taka praca dawałaby mi dużo radości. Ale czasu nie cofnę, a teraz też jest ok ;) Patrząc na liczbę studentów, to jest za dużo magistrów nie zależnie na jaką dziedzinę by patrzeć. Chyba na rynku brakuje głównie informatyków.
Teraz żyję ze zleceń.
Viljar, a mam takie pytanie. W takim wypadku, ty musisz mieć założoną działalność gospodarczą?

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2579
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: Viljar »

Nie, nie muszę. I całe szczęście, bo założenie działalności zmusiłoby mnie do opłacania co miesiąc składek na ZUS, które by mnie zrujnowały. Ubezpieczenie opłacam sobie w banku. Tyle że o emeryturze wolę nawet nie myśleć. Chociaż... zanim do tego dojdzie, to pewnie i 80-latkowie będą musieli pracować.
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

takasobie

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: takasobie »

W Polsce pracodawcy chcą mieć jak najlepszego pracownika (czasem na jakies niezbyt specjalistyczne stanowisko wieloetapowa rekrutacja i case study) praktycznie za darmo. Oczywiście najlepiej nie inwestować w pracownika, tylko w słuzbowe samochody używane do celów prywatnych. Nie rozumiem, jak można oferowac komuś kilka dni pracy za darmo bez umowy jako dni próbne albo jakieś zlecenia próbne, a potem oczywiście brak zatrudnienia. To po prostu niewolnictwo.

takasobie

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: takasobie »

Nightfall pisze:
13 paź 2017, 17:44
Gdybym mogła cofnąć czas, to spięłabym się z nauką chemii i poszła na weterynarię. Myślę, że taka praca dawałaby mi dużo radości. Ale czasu nie cofnę, a teraz też jest ok ;)
Gdybyś zmieniła zdanie, to nie wiem, czy wiesz, ale dla osób bez przygotowania weterynaryjnego są takie kursy/"studia" jednoroczne z fizjoterapii (albo jakaś rehabilitacja) zwierząt (psów i kotów). Płatne oczywiście, ale możesz na to iść po dowolnych studiach, nawet gdy jesteś księgową. Nie jest to weterynaria i nie wiem jakie są uprawnienia, ale możesz o tym poczytać jeśli będziesz mieć ochotę :). Znam osobę po tym kursie związana do tej pory z branżą finansową, ale zwierzęta to jej pasja, i otwiera niedługo gabinet z weterynarzem.

Awatar użytkownika
Nightfall
bASyliszek
Posty: 1166
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: Nightfall »

Dzięki za wskazówkę. Myślałam o behawioryźmie zwierząt, ale obecnie czasowo i finansowo nie jestem w stanie tego pociągnąć ;)

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: panna_x »

Viljar, no wiadomo, jest różnie, nawet w budżetówce. Ja też znałam przypadek, kiedy dziewczyna musiała się zwolnić, bo nie mogła znieść mobbingu. Znam też przypadek, że osoba pracująca w budżetówce umie więcej niż jej kierownik. :)

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2579
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: Viljar »

To, że pracownik umie więcej, niż kierownik, to zjawisko bardzo częste w każdym zakładzie, budżetowym bądź nie :) W dodatku często występuje zjawisko zwane za oceanem "zasadą Dilberta" mówiącą, że najwięksi durnie przenoszeni są tam, gdzie najmniej szkodzą, to znaczy na stanowiska kierownicze średniego szczebla. Bo tak: Szeregowy pracownik i niższy kierownik muszą mieć wiedzę. Zarząd też, bo inaczej firma zbankrutuje. A kierownik średniego szczebla? To raczej połączenie marketingowca z celebrytą :)
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: panna_x »

Ciekawe rzeczy mówisz, myślałam, że największych idiotów to po prostu zwalniają, bo po co tacy pracownicy :)

Awatar użytkownika
Nightmarine
pASibrzuch
Posty: 290
Rejestracja: 22 maja 2010, 01:39

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: Nightmarine »

W moim odczuciu budżetówka to były niedorzeczne zarobki i okropna atmosfera, ale praca faktycznie niewymagająca i jeżeli się czegoś nie skończyło do 15 w jeden dzień to i tak się szło do domu i kontynuowało następnego. Nie było presji żeby siadywać po godzinach, idiotycznie krótkich deadline-ów, wymagania nie wiadomo jakiej wiedzy itp. A nieudolnych kierowników przesuwali tam, gdzie robili mniej szkód. Korpo to właśnie mobbing, psychiczny terror, niedorzeczne deadline-y, praca za darmo po godzinach i weekendami, a towarzystwo zależy od tego gdzie się trafi. Rotacja jest duża, dziki zapieprz, można z dnia na dzień wylecieć (chyba że się ma chody i znajomości, wtedy jest się co najwyżej przesuniętym na inne stanowisko), zarobki lepsze niż budżetówka (do tego benefity), choć u mnie też nie było szału (to w dużej części mój brak pewności siebie i siły przebicia). Potwierdzam, że managerowie i kierownicy bardzo często to właśnie osoby przebojowe, "gwiazdorzy", których wiedza i umiejętności są bardzo często mniejsze niż u szeregowych pracowników.
???

Awatar użytkownika
Viljar
Wielki AS Jedi
Posty: 2579
Rejestracja: 16 cze 2009, 21:33
Lokalizacja: Wrocław
Kontakt:

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: Viljar »

Z tymi kierownikami średniego szczebla to mam wrażenie, że są potrzebni do wykonywania prac, na które szkoda talentu i inteligencji ludzi "niżej" i "wyżej" :) Szkoda tylko, że przy okazji mają jakieś wpływy.

Co do budżetówki, to przypomniała mi się jeszcze jedna rzecz. Z racji tego, że byłem zatrudniony na czas trwania projektu, mieliśmy jakieś deadline'y. Tyle że były zupełnie nierealne, więc jedynym sposobem na ich wypełnienie było stworzenie produktu niekompletnego i niestarannie przygotowanego. Ale wszystkie nasze niedoróbki zostały zaakceptowane. Nic to, że karygodne błędy merytoryczne, językowe i jakie jeszcze chcecie, nic to, że ilustracje do d..., że obiecywane teksty dla osób niedowidzących były robione na kolanie i byle jak - grunt, że wymagania umowy były zrealizowane :) W dodatku projekt został uwalony przez kolejną ekipę rządzącą - tym sposobem 50 mln z naszych podatków poszło jak krew w piach. Nie licząc dofinansowania unijnego.

To tak, jakby ktoś pytał, na co idą nasze podatki ;)
Człowiek-Redaktor czyli mój fanpage

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Realia pracy w Polsce

Post autor: panna_x »

No to przykre. U nas nie jest wymagająco, ale zarobki są niskie. Atmosfera jest raczej luźna. Nie ma presji czy mobbingu, ale też z nikim się nie przyjaźnię. Jest poprawnie i tyle. Za to napięta atmosfera jest zawsze w księgowości. Luz może też wynikać, że mam bardzo niskie stanowisko, więc i mały zakres wymagań i niska pensja. Główna księgowa u nas mówi, że pracuje po 10-12 godzin, więc to dużo, prawie jak w korpo. Tyle, że ona siedzi po godzinach albo zabiera robotę do domu. Na moim stanowisku nie mogę awansować, nie rozwijam się też, robię to samo cały czas. Nie mamy deadline'ów, ale są sprawy pilne, które trzeba załatwiać od ręki np faktury, rozliczenia zaliczek itd. Inne jak archiwizacja, to nie mają limitu czasowego, robi się do skutku.
Chciałabym już jakiejś zmiany w tym zakresie. Nigtmarine, a co to za praca fizyczna, którą wykonujesz? Pytam, bo mnie to zaciekawiło. Fizyczna dla kobiet kojarzyła mi się tylko z pracą sprzątaczki, w sklepie albo na produkcji, które uchodzą za ciężkie i mało płatne.
Ostatnio koleżanka mnie zdołowała, pisząc, że zna przypadek, gdzie chłopak, który w tym roku oblał maturę, dostał pracę za 3 tysiące.

ODPOWIEDZ