Strona 3 z 13

Re: tolerancja..

: 12 sty 2007, 08:12
autor: Sza_de
Kuba pisze:Trująca - wyjełaś mi to z ust. Tolerancja to może była dobra w 20tym wieku jak była tylko nie popartym czynami słowem i tak naprawdę nikt nie wiedział jak to pojęcie wygląda w zastosowaniu.

Bardzo podobało mi się podejście kolesia ze strony .:Tolerance:. Nie będę wymyślał na nowo koła więc przytoczę:
inny.świat.webpark.pl pisze: Witryna od dawna nosi nazwę "tolerance". Obecnie moje zdanie trochę się zmieniło i teraz nazwałbym ją inaczej. Tolerować można sąsiada psa, który "sra" na chodnik przed blokiem albo głośną muzykę zza ściany. Wydaje mi się, że wszystkie mniejszości seksualne chciałyby po prostu być traktowane normalnie. Wcale nie tolerowane, ani na siłę akceptowane, a po prostu rozumiane. Tolerancja to trochę niewłaściwe słowo.
http://inny.swiat.webpark.pl/

Mieszkając w tak zróżnicowanym kulturowo i rasowo mieście poznałem tą „toleranję”. To miasto bucha tolerancją. Każda rasa i każda nacja tworzy sobie własne enklawy. Polacy mieszkają w jednej dzielnicy z Polakami, Ruski we własnej z Ruskami, Meksykanie z Meksykanami, Chinczycy z Chinczykami, Żydzi z Żydami, czarni z czarnymi, bogaci z bogatymi i biedni z biednymi. I jak za karę wszyscy musimy się tolerować, bo dochodzi do momentów, w których grupy te niestety się stykają. Czy to w metrze, czy w pracy, czy w parku musisz tolerować swojego współużytkownika tej instytucji, bo w innym przypadku nie jesteś wstanie funkcjonować. Także tolerujesz – udajesz, że podoba ci się latynoska muzyka, którą ci puszcza współpracownik w pracy. Co więcej, zdobędziesz się na kurtuazyjne pytanie „jak ci zleciał weekend?” – chociarz g.ówno cię to obchodzi nobo co taki Pakistan może robić w weekend. Pewnie jadł coś z pakistańskiej kuchni i się nie mył dwa dni. A on sobie myśli - co taki Polak może robić w weekend? Pewnie dwa dni pijany chodził. Nie wyobrażamy sobie, że moglibyśmy razem taki weekend spędzić więc specjalnie nas to nie obchodzi. Ale oczywiście z wierzchu jesteśmy bardzo tolerancyjni i słuchamy opowieści z uwagą, przytakiwaniem i przyklejonym uśmiechem. Musimy ze sobą rozmawiać żeby nie było dziwnie. Jednak założone jest podświadomie, że kontakt z tym człowiekiem nie wybiegnie poza obręb właśnie tolerancji. Nikłe są szanse, że ten gość (choć miły) będzie chciał być mojim kolegą poza pracą. No bo przecierz nawet nie możemy iść razem na piwo, bo on alkocholu nie sporzywa. Nie mamy wspólnych zainteresowań i jego turban jest dla mnie śmieszny. Także poco wogóle starać się zrozumieć jego inność skoro i tak moja styczność z tym człowiekiem będzie nikła. Można go właśnie tolerować i sprawa załatwiona, sumienie spokojne, bo tak wszyscy robią. Takie same interakcje zachodzą z reguły między bogatymi i biednymi, czarnymi i białymi, gejami i hetero. Wszyscy się tolerują.

Tylko że taka osoba, którą się toleruje znaczy dla tolerującej niewiele więcej niż zero. Nie wiele więcej niż muchy w publicznym klozecie. Musisz je tolerować inaczej się nie załatwisz. Jeżeli tylko tolerujesz jesteś niewiele więcej wart od nietolerującego. Dopiero kiedy podchodzisz do nowo poznanego człowieka bez stereotypowych założeń i traktujesz jego odmienność obojętnie, wtedy stajesz się wspaniały. Jesteś wstanie rozwinąć zażyłość z gejem, czarnym czy inwalidą. Takimi wspaniałymi ludzmi są z reguły dzieci, które jeszcze nie skrzywione przez społeczeństwo nie patrzą na odmienność jak na coś nie do przyjęcia.
Na moje słowa „nie interesuje się dziewczynami, bo jestem aseksualny” chciałbym usłyszeć „ o, rozumiem” i przejść do porządku dziennego.
Dokladnie wlasnie tak:)
pozdrawiam :D

Re: tolerancja..

: 22 sty 2007, 18:00
autor: Logos
:? szczerze? nigdy nie uwazalem siebie za osobe nietolerancyjna-do czasu gdy nie zmienilem kraju. teraz jestem tu i calkiem zmienilem o sobie poglad jak i o innych wokol siebie, ale nigdy nie zamierzam myslec jak potencjalny morderca, zeby zabijac, bo costam mi nie pasuje nie podoba sie. to tylko takie debilne myslenie i wlasciwie nie przejmuje sie tym wogole :|

Re: tolerancja..

: 23 sty 2007, 12:00
autor: tiger_mrrr
Tolerancja to nie akceptacja.
Wcale nie musimy akceptować czyichś poglądów, żeby je tolerować. Tolerancja ma oczywiście swoje granice - w moim świecie tolerancja kończy się tam gdzie dzieje się komuś krzywda.
Tolerancja to tylko "posznowanie" ludzi różniących się od nas. Wcale nie musimy akceptować poglądów np: Świadków Jehowy, czy Żydów, czy nawet ludzi z "Samoobrony" ;) Ważne żebyśmy uznali ich istnienie za fakt dokonany i nie starali się nikogo zmieniać na siłę. (Oczywiście dopóki nikomu nie dzieje się krzywda).

Re: tolerancja..

: 23 sty 2007, 15:08
autor: bestia
Też miałam okazję przetestować moją "tolerancyjność", gdy byłam na Erazmusie, i chyba nie mam się czego wstydzić. Ludzie byli wspaniali, żałuję że mieszkałam tylko z trzema innymi narodami, bo świetnie się bawiliśmy, wymieniając poglądy i popisując się swoimi tradycjami, kuchnią i językami! :mrgreen: . Za to na imprezach byli przedstawiciele conajmniej połowy świata (szkoda, że nie całego). Różnice kulturowe były gigantyczne (chociaż po pewnym czasie się o nich zapominało), i właśnie to najbardziej mi się podobało. Niestety nie wszyscy tak to widzieli.

Rożnorodność ludzkich cech, fizycznych, kulturowych i indywidualnych, jest zaskakująco wielka, i tak właśnie powinno być. Przykre, że mało jest ludzi, którzy w każdej osobie widzą po prostu człowieka.


Logos napisał:
szczerze? nigdy nie uwazalem siebie za osobe nietolerancyjna-do czasu gdy nie zmienilem kraju. teraz jestem tu i calkiem zmienilem o sobie poglad jak i o innych wokol siebie
A może to, co bierzesz za nietolerancję, to trudności z przestawieniem się na inny tryb życia, czy też szok kulturowy? Jeżeli np. ktoś nie może pojąć jak można żyć w tak zaśmieconym mieście jak Neapol, to nie znaczy, że nie toleruje Włochów :xmrgreen:

Re: tolerancja..

: 25 sty 2007, 18:17
autor: Logos
Masz racje, prawdopodobnie przezywam szok kulturowy (do potegi dziesiatej) jak i mam trudnosc z przestawieniem sie. Pewnie, moze nie byloby tak zle, gdybym od dziecka mial do czynienia z roznorodnoscia kulturowa...kto wie :)

Re: tolerancja..

: 29 sty 2007, 12:48
autor: Nooki
Raczej nie mam nic przeciwko innym. Gaduch normalnie na poziomie bez jakichkolwiek podtekstow. Jednak cos w tym jest ze widzac afroamerykanina od razu rzuca mi sie ksywka asfalt. to raczej podchodzi pod niewłasciwe nazewnictwo i otoczenie w ktorym sie wychowalem. a nie pod nietolerancje (chociaz tak to wyglada). gej jest gejem- lubi ciemnosc (uogolnienie). les jest les- lubi rowki (uogolnienie). O gustach sie nie rozmawia. czlowiek jest czlowiekiem i za to ma szacunek i tolerancji. jesli ktos nie jest czlowiekiem to wtedy jest pogarda i banictwo- niezaleznie jakie ma poglady, wyznania czy kraj pochodzenia 8)

Re: tolerancja..

: 7 lut 2007, 21:49
autor: bestia
A jak reagujecie na widok osób różniących się od Was? Czy nie macie ochoty odwrócić się za taką osobą i popatrzeć, z czystej ciekawości, ale jednocześnie boicie się, że to zostanie źle odebrane? Nie macie trudności z rozmawianiem z kimś, kto jest "inny", bo łatwo niechcący powiedzieć coś, co mogłoby tą osobę urazić?
Czy nie jest trochę tak, że starając się być tolerancyjni sami budujemy bariery pomiędzy nami?

To taka wolna refleksja, nie związana z wcześniejszymi wypowiedziami :wink:

Re: tolerancja..

: 7 lut 2007, 22:35
autor: o`connor
no w sumie jak się widzi kogoś zupełnie odbiegającego od osób, które do tej pory się widywało, to z ciekawości się za nim nawet podświadomie ogląda... przynajmniej ja tak mam. ale to nic złego. zwykła ciekawość. chętnie bym podszedł do takiej osoby i porozmawiał. tak serdecznie :)

Re: tolerancja..

: 7 lut 2007, 22:51
autor: Salomea
Ja lubię ekscentryków, im ktoś dziwaczniej wygląda, tym większą mam ochotę go poznać. Inność nigdy mnie nie przerażała. :rozowe: 8)

Re: tolerancja..

: 7 lut 2007, 22:55
autor: Maleństwo
moim zdaniem umiarkowane zaciekawienie jest naturalne. odwracanie wzroku jest dla mnie co najmniej dziwnym i takim strasznie typowym dla ludzi dzisiaj. coś odbiega od normy? wzrok w niebo. kogoś zachowuje się dziwnie? wzrok w niebo. kogoś biją, gwałcą i rabują? wzrok w niebo :roll:

to tak jak z dziećmi, mi się wydaje. albo traktujesz je jak dzieci, robisz śmieszne miny i mówisz słodziuchno "co tutaj dzibdziusiowi ciocia przyniosła?" albo traktujesz dzieciaka jak takiego małego normalnego człowieka. chyba wiadomo które podejście jest lepsze.

myślę, że bardziej może urazić natrętne omijanie jakichś tematów. ta osoba zapewne jest przyzwyczajona do tego jaka jest i nie musimy tego przed nią ukrywać.

Granice tolerancji

: 20 gru 2008, 13:05
autor: DAMA
Zastanawialiście się czy można określić granice i zakres tolerancji?
Gdzie istnieje ta nieprzekraczalna,cieńka granica oddzielająca to co
tolerowane od tego co będziemy czynnie zwalczać ?
Czy jest jakaś norma ogólna,która mówi nam konkretnie co wolno
tolerować ,a czego nie?
Jestem osobą tolerancyjną ( niektórzy mówią,że nawet za bardzo).
Często osobom bardzo tolerancyjnym zarzuca się,że ich szczególna
dawka tolerancji wynika z niemocy zmiany,z braku możliwości
zmiany kogoś lub czegoś. Jednak nie zgadzam się z tym zarzutem.
Pomimo zadeklarowanej silnej tolerancji nie toleruję dyskryminacji ze względu na rasę,narodowość,wyznanie,
orientację seksualną,wiek,płeć. Oczywiste jest,że nie toleruję
postaw życiowych i poglądów zagrażających porządkowi publi-
cznemu oraz czynów zabójców,gwałcicieli,złodziei...........
Jednak trzeba pamiętać,że nie wszystko co dozwolone też jest
właściwe.....Czasami mówię ludziom-nie mam tolerancji na głu-
potę. Jeśli ktoś mi mówi -" Biorę narkotyki,bo lubię,bo tak mi się
podoba " to czy można to tolerować i interpretować
jako sprawę indywidualnego wyboru i pozostawienie komuś au-
tonomii,czy właśnie tolerować nie należy ( i interpretować takie postępowanie jako głupotę) ?
Pułapki granic tolerancji.....Co o tym myślicie i jak sobie z nimi
radzicie ? Pozdr :D

Re: tolerancja..

: 20 gru 2008, 20:47
autor: Urania
burton pisze:No dobra...
Ja osobiscie jestem tolerancyjny; nawet bardzo.
Żaden inny czlowiek nie jest dla mnie wrogiem(nawet Islamistów rozumiem).
Żydow natomiast uważam za najbardziej inteligentny narod na swiecie.
Generalnie nienawidze rasistów-jak słysze w tv jak jacyś faceci zabili goscia bo mial inny kolor skóry to krew mnie zalewa :evil:
A jak wy podchodzicie do tej kwestii :?:
Najprawdopodobniej nie jestem tolerancyjna... bo: nie rozumiem Islamistów, którym religia nakazuje np. zabicie córki, gdy zechce się związać z kimś, kto nie podoba się tatusiowi... Ogólnie nie toleruję ich podejścia do kobiet; albo wysyłają na śmierc homoseksualistów za ich miłość...

Żydów nie uważam za najinteligentniejszą nację, choć cenię wysoko ich dokonania, głównie w sztuce (a szczególnie dla Polski) [Schulz, Gutnajer, Fejgenbaum, etc...]. Zwykli ludzie, różniący się nieco kulturowo. Normalne.

Spędziłam kilka lat zagranicą i miałam okazję poznać rozmaite narodowości, niestety (a może stety) doszłam do wniosku, że Polacy są najbardziej rozgarnięci (choć, rzecz jasna, nie wszyscy!).
Np. edukacja w UK jest na żenująco niskim poziomie! W zasadzie człowiek po angielskim liceum zdobywa chyba mniej wiedzy niż przeciętny Polak po podstawówce... Dodatkowo Anglicy często sprawiają wrażenie, jakby wiecznie nieprzytomnych... - strasznie to denerwujące.

Niemcy... [jestem skłonna uwierzyć, że nie wszyscy, choć z trudem mi to przychodzi, bo wielu ich poznałam (tzw. wyksztłconych, i nie tylko)], sprawiają wrażenie, jakby przyszli na świat jakieś dwa dni temu - kompletnie inna mentalność, śmieją się z dowcipów, które (jak mawiał wspaniały Miecio Fogg) nie przeszłyby w podrzędnym polskim cyrku, bo tak są prymitywne... Poza tym, wszystkiemu się dziwią, jakby nieświadomi rzeczywistości; niska wiedza ogólna o świecie. Mało refleksyjni. Pozbawieni spontaniczności. Przyziemni wręcz. Egocentryczni. Powtórzę raz jeszcze - mam nadzieję, że nie wszyscy...
W każdym razie, dla mnie, to zupełnie inna galaktyka mentalna.

Na kolor skóry, orientację seksualną w ogóle nie zwracam uwagi... Nie są to dla mnie kategorie w/g których można oceniać człowieka.

Ludzi oceniam pod względem moralnym, i pod względem ich zdolności umysłowych... Nie toleruję strasznie braku konsekwencji i refleksji (w działaniu m.in.) - braku zdolności racjonalnego, krytycznego myślenia.

Nie toleruję postępowania ludzi, którzy w imię jakiegoś boga zabijają np. zwierzęta... Tego typu obrzędy traktuję jako irracjonalną próbę usprawiedliwiania okrucieństwa... Oceniam to od razu pod względem moralnym i uznaję, że dla normalnego człowieka powinno być ważniejsze życie danej istoty, a nie jakiś abstrakcyjny obrządek... Nie interesuje mnie to, czy dla tej osoby ważny jest jakiś tam bóg..., czyli imaginacja. Dla mnie jest ważne, że ktoś cierpi i umiera w męczarni..., ja tym cierpieniom mówię: nie, i mam gdzieś czyjeś usprawiedliwienia.

Nie jestem tolerancyjna. Nie toleruję okrucieństwa i głupoty. A na sąsiadów z zachodu i wschodu patrzę w znacznej mierze przez pryzmat historii... Szczególnie w dzisiejszych czasach, kiedy to wykazują się [owi sąsiedzi] nieprawdopodobną amnezją i zakłamaniem historycznym.

: 20 maja 2011, 15:16
autor: Zito
.

: 20 maja 2011, 21:18
autor: nightmare
Ta kobieta jest bardzo otyła więc pewnie nie pracuje. Z tego co piszesz, jej mąż to akceptuje, wspiera ją, dlatego można założyć, że są chyba normalnymi ludźmi, płacą podatki, płacą rachunki. Jeśli tak, to niech żyją jak im się podoba. Zupełnie nieszkodliwi ludzie.
Czytałam , nie wiem czy o tej samej, która tez chciała być najcięższa, a przez swoją tuszę zaniedbywała dzieci, bo nie była w stanie zaspokoić ich najbardziej podstawowych potrzeb. Jasne, że można żyć jak się chce, ale w tym przypadku nie odpowiada wyłącznie za siebie. Był też kiedyś film dokumentalny o mężczyznach - fetyszystach monstrualnie otyłych kobiet. Co ciekawe sami nakłaniali je żeby dużo jadły (to pewnie jest to wsparcie). Motywowali to stwierdzeniem "tłusty orzeł nie odleci". Wnioskować można, że podoba im się, że otyłe partnerki siedzą w domu i nie mogą się ruszać, bo oni wtedy nie mają konkurencji. To znowu świadczy o tym, że sami mają niskie poczucie wartości i czują się bezpieczni wtedy gdy mogą kontrolować swoje kobiety. Oczywiście jako para ci ludzie uzupełniają się - ona uzyskuje aprobatę tyjąc, on jest zadowolony, że mu orzeł nie odleci.

Swoją drogą uważam, że jeżeli ta kobieta spełniałaby się w jakiejś dziedzinie - zawodowo, w domu , lubiłaby podróżować, miałaby jakieś zainteresowania, pasje, to nie doprowadziłaby się do takiego stanu. Ale to moje osobiste odczucie.

Czy jesteś dziwakiem?

: 23 maja 2011, 07:40
autor: DZIEWICA8
Zito pisze: Co Ci w niej konkretnie przeszkadza Dziewico, że według Ciebie powinna być leczona?
Ta kobieta jest bardzo otyła więc pewnie nie pracuje. Z tego co piszesz, jej mąż to akceptuje, wspiera ją, dlatego można założyć, że są chyba normalnymi ludźmi, płacą podatki, płacą rachunki. Jeśli tak, to niech żyją jak im się podoba. Zupełnie nieszkodliwi ludzie.

Dziwne, że dziwak-AS chciałby leczyć dziwaka-megaotyłego. I potem się dziwić, że ludzie pytają, czy aseksualnych można na przykład leczyć.
Jak dla mnie to nie jest normalne, że kobieta ważąca już 270 kilo celowo się tuczy i chce przytyć jeszcze 180 kilo. Do leczenia psychiatrycznego są kwalifikowani ludzie, którzy są zagrożeniem dla siebie lub otoczenia, a ona jest zagrożeniem dla siebie, taka otyłość może prowadzić do wielu chorób i śmierci w młodym wieku. Wtedy kilkuletnie dziecko zostanie sierotą. :arrow: http://pl.wikipedia.org/wiki/Oty%C5%82o%C5%9B%C4%87

As nie jest zagrożeniem dla siebie, ani otoczenia, trudno porównywać te dwie sprawy i stawiać je na tym samym poziomie.
DZIEWICA8