"Macierzyństwo to ściema"...

"Piekarnik" na kontrowersyjne tematy
Awatar użytkownika
-viki-
ASiołek
Posty: 59
Rejestracja: 3 paź 2008, 13:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: -viki- » 22 paź 2008, 11:10

LACORUNA pisze:A co z kobietami, ktore zwiazaly sie z kims, chcialy miec dziecko, na poczatku wspolnie dzielily sie obowiazkami..A pozniej ten mezczyzna odchodzi z roznych powodow, zostawiajac taka kobieta samej sobie ( i jak pisala VIKI z alimentami jest roznie..)
Nie majac zaplecza finansowego, moze nawet wsparcia u rodziny ( albo nikle ), nie mowiac o wsparciu Panstwa..trudno sie dziwic frustracjom, bo facet moze zainteresuje sie raz na jakis czas, moze raz na jakis czas dolozy sie do wychowania...Ale niezaprzeczalna lwia czesc wychowania i tak spoczywa na kobiecie..
A niech tylko sprobuje narzekac, walczyc o cos - zaraz jest ta zla, wyrachowana matka.. Bo powinna najlepiej poswiecic siebie, swoja kariere zawodowa, ambicje, marzenia na rzecz wychowania dziecka..
Nic dodać, nic ująć. Ojciec mojego dziecka został sądownie pozbawiony władzy rodzicielskiej (mowa o całkowitym pozbawieniu, nie o ograniczeniu) z powodu rażącego zaniedbania wszelkich obowiązków rodzicielskich. Rozwód z żoną był dla niego również rozwodem z dzieckiem. Takich przypadków jest MNÓSTWO wokół. Panowie (nie wszyscy oczywiście) przekazują sobie po koleżeńsku metody i techniki jak nie płacić alimentów na swoje dziecko i pomimo to nie ponosić konsekwencji. Tych metod jest dużo, bo polskie prawo temu sprzyja. Ale to oczywiście zawsze matki są wszystkiemu winne, a przede wszystkim najpierw temu, że uległy początkowemu czarowi i poprawności kandydata na męża i nie wyczaiły zawczasu, że wiążą się z nieodpowiednią osobą. Następnie kolejne winy matek sypią się ino z rękawa. Dlatego skupiłam się na pisaniu o macierzyństwie, a nie ogólnie rodzicielstwie, bo macierzyństwo i ojcostwo to statystycznie dwie różne pary kaloszy. Niestety.

Awatar użytkownika
Koni
bASałyk
Posty: 717
Rejestracja: 10 sie 2008, 21:42
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Koni » 22 paź 2008, 11:46

Ja nie wiem, jakie "korzyści", bo nie patrzę na to pod tym kątem. Ale takie zdanie: "Że wymagany stopień poświętliwości może być bezkresny (zależy jakie się dziecko trafi, a tego nikt nie wie przedtem), może być niewspółmierny do radości, do ogólnie plusów z faktu posiadania dziecka." wskazywałoby na to, że chciałaś dziecka dla owych "plusów", a nie dla niego samego.
Takie mam wrażenie. Przepraszam, jeśli się mylę.
"This is not about sex
We all know sex sells and the whole world is buying..."

Ceterum censeo Carthaginem delendam esse.

Awatar użytkownika
-viki-
ASiołek
Posty: 59
Rejestracja: 3 paź 2008, 13:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: -viki- » 22 paź 2008, 11:47

LACORUNA pisze:-VIKI- jesli mozna zadac intymne pytanie ( i uzyskac na nie odpowiedz) czy zalujesz, ze masz dziecko ?
Gdyby mozna bylo cofnac czas, czy nie rodzilabys, nie wiazalabys sie z mezczyna..?
Nie moge żałować. Niekiedy mnie takie myśli nachodzą (w chwilach zwątpienia), ale zaraz je przeganiam, gdyż boję się, ze za takie myśli los mnie pokara i coś zrobi mojemu dziecku, które ja bardzo kocham i dla którego już poswięciłam i nadal bym poświęciła całą siebie. Sprawa się rypła. Dziecko się na świat nie prosiło, to ja powołałam. Dziecko nie może ponosić konsekwencji tego, że ja byłam niepoinformowana itp. Dziecko nie jest winne, że chorowite, nie jest winne, że ma ADHD (nie wybierało sobie, co prawda ja też nie wybierałam tego, ale dziecko też nie) nawet swojej uciążliwej czepliwości do mojej spódnicy nie jest winne, bo może to dlatego, ze ma zawsze wyłącznie mnie i się mocniej przywiązało, a to znowu nie dziecka wybór.
Gdybym mogła cofnąć czas, to dziecko bym i tak urodziła, ale z zupełnie innym mężczyzną i z pewnością nie Polakiem, ani nie w Polsce. Więc to jest to, czego żałuję. Raz oszukana przez faceta, drugi raz oszukana przez państwo. Pragnę przy tym nadmienić, że z moich kilku mężów tylko jeden był Polakiem i z pewnością nigdy więcej. Tak więc ogólnie ujmując absolutnie nie żałuję, że mam dziecko (pfuj, pfuj na psa urok), lecz żałuję bardzo, ze jest to polskie dziecko, w Polsce urodzone, z ojca Polaka. I to bym zmieniła bez chwili zastanowienia, gdybym mogła cofnąć czas.

Awatar użytkownika
-viki-
ASiołek
Posty: 59
Rejestracja: 3 paź 2008, 13:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: -viki- » 22 paź 2008, 12:13

Koni Plusy o których myślałam, to jest radość tworzenia, bo dziecko uczysz i wychowujesz wg własnych poglądów. Kiedy zauważasz, jak dziecko np. "wykłóca" się z kolezankami, cytując zasłyszane od ciebie kiedyś wcześniej argumanty, to jest okropna radocha. Albo to, że każda piątka w szkole, to jest również twoja piątka, albo to, ze w ogóle ktoś ma do ciebie takie bezkresne zaufanie we wszystkim, sprawia, że choćby nie wiem co, to tego zaufania nie możesz zawieść i jeszcze masz z tego radochę i tego typu plusy. Jakie plusy są potem, kiedy dziecko dorośnie? Tego nie jestem pewna, ale ja osobiscie mam z moja mamą bardzo zażyłe i serdeczne stosunki, do tego za każdym bez wyjątku spotkaniem śmiejemy się z czegoś tam do łez. Nikt mnie tak nie rozsmiesza nigdy, jak moja córka, moja mama, moja siostra. Przez nich często płaczę ze śmiechu i kocham to. Może to na bliskości polega, nie wiem. Ja się moją mamą czynnie opiekuję, doradzam, załatwiam, naprawiam (bo już starsza Pani). Czy moja córka też tak będzie wobec mnie, to nie wiem. Szczerze mówiąc, to owszem, mam taką nadzieję.

Awatar użytkownika
-viki-
ASiołek
Posty: 59
Rejestracja: 3 paź 2008, 13:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: -viki- » 22 paź 2008, 12:59

dziwożona
Skomentuję twój ostatni post tak łagodnie i dyplomatycznie jak potrafię.
dziwożona pisze: Pozdrawiam serdecznie z mglistym pojęciem o życiu, ale umiejąca sobie radzić w każdej, naprawdę każdej, sytuacji (to, że Ty sobie z czymś nie radzisz, nie znaczy, że ktoś będzie identycznie bezradny)
dziwożona
Jak widzę masz kłopoty z pokorą, które jak sądzę wynikają z niewystarczającej ilości doświadczeń. Odradzam ci wypowiedzi typu jw, że umiesz sobie radzić w każdej, naprawdę każdej sytuacji. Pewność siebie to potrzebna cecha, lecz kto nie znajduje w niej granic, nie tylko nazywa się człowiekiem pysznym, ale co gorsza spada kiedyś (niechybnie) z bardzo wysokiego piedestału, a im wyższy, tym bardziej tyłek potłuczony. Niekiedy na tyle potłuczony, że wcale się podnieść nie może. Ja z moimi 45 latami bałabym sie wypowiadać takich kwestii, chociaż kiedyś myślałam podobnie. Lecz sama dużo doświadczyłam, jak również dużo wokół przez te lata widziałam u innych.
dziwożona pisze: Nie robię żadnych prywatnych wycieczek do Ciebie, więc nie życzę sobie w drugą stronę. Pisałam o Agnieszce Chilińskiej. A jeśli poczułaś się dotknięta, to już nie moja wina.
No, cóż, to jest nie do końca tak, że nie twoja wina. Pozwolę sobie zacytować twoje prywatne wycieczki do mnie:
dziwożona pisze:Mam dosyć kukułczych matek, które najpierw się rozmnożą, a potem robią z siebie męczennice, bo mają dziecko i, ojej, niespodzianka, trzeba mu poświęcić czas! Moja mama poświęciła poświęciła mnie i mojej siostrze wszystko, bo uważała, że po to jest matką. I nigdy nie usłyszałam z jej ust skargi, że nie przespała przeze mnie jakiejś nocy, a było ich wiele, że przeze mnie, albo moją siostrę, nie stać jej było na wymarzony dom.
A. Chylińska w swoim felietonie nic nie narzekała, żeby ją na cokolwiek nie było stać z powodu dziecka. To ja narzekałam, że musiałam pozbawić się środków na zakup mieszkania z powodu chorowitości dziecka. Skoro to bez wątpienia odnosi się do mnie , a nie Chylińskiej, to domniemywam, ze całośc postu odnosi sie do mnie.
Inny przykład:
dziwożona pisze: Najgorsza, i ostatnio niestety najczęściej spotykana postawa u rodziców, jest taka: wypchnąć dzieciaka do szkoły, niech się tam z nim pomęczą. Skoro rodzicielka w domu ma już dość, bo latorośl zachowuje się, jakby ją z zoo wypuścili, a ona biedulka paznokietków sobie zrobić nie może i na ploteczki wyskoczyć także nie, bo dzieciątko domaga się uwagi, troski, miłości. Beztroska dorosłych dobija. Najpierw, przepraszam za wyrażenie, sobie dziecko zmontowali, a później mają skrywane pretensje do całego świata, że muszą je wychowywać. A jakże. I nie dociera do jednego i do drugiego, że jeśli dzieciak ma problem, to wina leży nie w szkole, nie w kontaktach z rówieśnikami, ale w domu rodzinnym i najbliższych relacjach. No i jeszcze trzeba w nocy do niego wstawać, leczyć, wydawać kasę na syropki, kupować podręczniki, pomoce szkolne, a tak by się na Majorkę wyskoczyło i częściej na zakupy z kumpelami wybrało...
A. Chylińska pisze o jej zaledwie miesięcznym bobasku, ty zaś piszesz o latorośli, co to sie zachowuje jakby z zoo wypuszczone (przytyk do mojego szkolnego dziecka z ADHD, które faktycznie tak sie nieraz zachowuje). Trudno mówić przecież o miesięcznym dzidziusiu w konstelacji z takim zachowaniem.
Również piszesz o pretensjach beztroskich matek o problemy w szkole. Dziecko Chylińskiej to niemowle i nie chodzi do szkoły. Moje tak. Piszesz o pretensjach beztroskich matek, ze trzeba kasę na podręczniki szkolne i syropki na leczenie wydawać. Dziecko Chylińskiej, ani do szkoły nie chodzi, ani nie choruje. Moje tak. I pisałam o tym.
Nie możesz się wobec tego dziwić, że twoje uwagi odebrałam właśnie jako sosbiste wycieczki do mnie, gdyż fakty na to wskazują.

Proponuję zaprzestać potyczek, gdyż nie jestem do ciebie (piszę z małej, bo zawsze piszę z małej w internecie, to nie brak szacunku wobec ciebie, żeby nie było) nastawiona ani wrogo, ani nawet niechętnie. Ba, wręcz życzliwie, a język mam okropnie cięty (mało konkurencji), wredny i złośliwy. Natomiast nie chcę tego wobec ciebie stosować, gdyż jak już wspomniałam, mam stosunek życzliwy, ponadto szkoda czasu na niekonstruktywne złośliwości.
Pozdrawiam

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 22 paź 2008, 13:02

-viki- pisze:Gdybym mogła cofnąć czas, to dziecko bym i tak urodziła, ale z zupełnie innym mężczyzną i z pewnością nie Polakiem, ani nie w Polsce.
Wydaje mi się, że kwestie ojcostwa/macierzyństwa w połączeniu z różnicami etniczno-kulturowymi bywają jeszcze trudniejsze... Wszystko oczywiście można obejść i przetrwać, ale wymaga to jeszcze więcej pracy i jeszcze więcej wysiłku niż małżeństwo jednonarodowe.
-viki- pisze: Pragnę przy tym nadmienić, że z moich kilku mężów tylko jeden był Polakiem i z pewnością nigdy więcej.
Tak z ciekawości zapytam - kilku, czyli ilu, bo w poście powitalnym wspominałaś o dwóch małżeństwach, a powyższa wypowiedź sugeruje większą ich liczbę...

Awatar użytkownika
-viki-
ASiołek
Posty: 59
Rejestracja: 3 paź 2008, 13:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: -viki- » 22 paź 2008, 13:10

Miałam tu na myśli również związki nieformalne. Tj konkubinaty. O małżeństwach napisałam dla uproszczenia.
Co do kwestii ew. róznic kulturowych, obyczajowych, to uważam (wiem), że w obrębie białej Europy nie ma z tym najmniejszych problemów.

LACORUNA
mASełko
Posty: 133
Rejestracja: 30 wrz 2008, 12:29
Lokalizacja: GDYNIA

Post autor: LACORUNA » 22 paź 2008, 14:09

Cokolwiek nie napisac o macierzynstwie - prawda jest taka, ze o sprawach kobiet, (jak juz to wczesniej ktos napisal) przewaznie decyduja mezczyzni..A oni nigdy nie beda w ciazy, nie beda rodzic, karmic piersia, nie na ich barkach bedzie spoczywac wiekszosc obowiazkow zwiazanych z praniem, gotowaniem, robieniem zakupow, odrabianiem lekcji...
Jak widze matki - w jednej rece zakupy, w drugiej dziecko.. to dziekuje losowi ( czy naturze ?? ) ze nie mam instynktu macierzynskiego..( Aczkolwiek jest to wniosek osoby stojacej z boku, byc moze ta Matka jest bardzo szczesliwa i takie zycie odpowiada jej...)

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 22 paź 2008, 14:50

-viki- pisze:Co do kwestii ew. róznic kulturowych, obyczajowych, to uważam (wiem), że w obrębie białej Europy nie ma z tym najmniejszych problemów.
W jakim sensie nie ma problemów?

Awatar użytkownika
dziwożona
tłumok bezczASowy
Posty: 1940
Rejestracja: 29 lut 2008, 20:29
Lokalizacja: z bagien i uroczysk
Kontakt:

Post autor: dziwożona » 22 paź 2008, 15:19

Piszę z własnych obserwacji i nie robię nikomu przytyków. Jestem nauczycielką od dziesięciu lat i widziałam niejednego rodzica, i niejedno dziecko z ADHD i słyszałam niejedną wymówkę, że dziecko nie ma piórnika, bo "mama musiała papierosy kupić". Wszystkie moje przykłady pochodzą z osobistego doświadczenia.
A co do mężczyzn, to wszędzie zdarzają się niedojrzali do ojcostwa, tak jak kobiety, do macierzyństwa. I niestety, jest ich coraz więcej. Myślę, że przekraczanie granic kulturowo - narodowościowo - etnicznych w związkach jest trudne. Polacy jeszcze nie są aż tak źli. Są odpowiedzialni, rodzinni. (Nie generalizując.) Myślę, że aby stworzyć udany związek i mieć zdrowe na psychice dzieci należy samemu być poukładanym emocjonalnie, znaleźć takiego właśnie mężczyznę i nie ma znaczenia jego narodowość. Jeśli samemu ma się problemy, nie sposób stworzyć coś zdrowego i ciągle człowiek czuje się oszukany, jak nie przez państwo, to przez drugich ludzi, a może nawet przez samego Pana Boga (że to właśnie kobiety rodzą dzieci). Jak trudno ponosić konsekwencje własnych czynów, zawsze musi być ktoś lub coś winne, jak nie wadliwy system prawny, to okoliczności niesprzyjające. Ja wiem, że może ciężko jest pogodzić się ze swoim życiem i tym, co nas spotkało. - viki- widzę, że w Tobie jest wiele żalu i pretensji, z którym się obnosisz, że w życiu nic Ci się nie udało, że masz dziecko chore, że nie stworzyłaś z żadnym mężczyzną zdrowej, normalnej relacji partnerskiej. Przykre to i smutne. Naprawdę Ci współczuję, bo jeśli mnie pamięć nie myli, to pisałaś, że nie miał Ci kto zrobić zakupów, kiedy Twoje dziecko chorowało. Podejrzewam, że nie żyłaś na końcu świata, ale aż trudno mi uwierzyć, że nie znalazła się żadna życzliwa dusza, która by pomogła. To jest dla mnie wstrząsające. Pomimo, że nie mam tak jak Ty, miłego sposobu bycia, jestem neurotyczką, to zawsze spotykałam się z życzliwością ludzi. Czasami zupełnie obcych, czasami tych, po których bym się nigdy nie spodziewała jakiegokolwiek odruchu serca. Nikt się Tobą nie zainteresował? A może to jest trochę tak, że co człowiek sieje, to zbiera? Co prawda, na poparcie tej tezy nie mogę przytoczyć przykładów z moich licznych małżeństw/konkubinatów. Nie posiadam też żadnego doświadczenia życiowego, gdyż zawsze byłam najmądrzejsza, najinteligentniejsza, najpiękniejszą, ponadto pochodzę z bogatej i wpływowej rodziny niczym Paris Hilton, a kiedy wychodzę z domu, rozściela się przede mną czerwony dywan. I myślę ponadto, że nazywanie chamstwa ciętym językiem jest dużą rozbieżnością semantyczną.
Pozdrawiam
Wysoko się nosząca hrabianka dziwożona
PS. Myślę, że człowiek, który nie jest zdolny poświęcić się dla swojego dziecka, nie powinien go mieć. A dla dziecka, przynajmniej w pierwszych latach życia, należy poświęcić karierę zawodową. Te, które myślą inaczej,
okłamują się. A te, które z tego powodu ubolewają, są żałosne. Zawsze też można oddać dziecko do adopcji lub zostawić je w szpitalu, jeśli naprawdę nie chce się go.
Seks należy tępić, gdyż z niego biorą się dzieci - źródło naszej nieustającej, pedagogicznej udręki.

Awatar użytkownika
Piorun
PerkunAS
Posty: 595
Rejestracja: 8 kwie 2008, 12:50
Lokalizacja: z fabryki cyborgów

Post autor: Piorun » 22 paź 2008, 15:38

Piękny dowód na to że nie powinienem mieć dzieci.
Limit poświęcania się dla kogokolwiek wyczerpałem już we wczesnej nastoletniości.

Awatar użytkownika
dziwożona
tłumok bezczASowy
Posty: 1940
Rejestracja: 29 lut 2008, 20:29
Lokalizacja: z bagien i uroczysk
Kontakt:

Post autor: dziwożona » 22 paź 2008, 15:47

Piorun, takich jak Ty ludzi cenię najbardziej. Szczerych i prawdziwych. Jakkolwiek ta prawda by nie wyglądała. Ja też nie nadaję się na rodzica i zrobię wszystko, żeby nim nie być. Ale los czasami płata figle (moja wiedza na ten temat, oczywiście ma charakter typowo aprioryczny, bo nie znam życia). Zawsze biorę pod uwagę wszelkie możliwe, alternatywne scenariusze, ale oczywiście nie wiem, czy sobie nie poradzę, bo jednym problem, który w życiu rozwiązałam było: czy na śniadanie zjeść jednego, czy dwa tosty.
Seks należy tępić, gdyż z niego biorą się dzieci - źródło naszej nieustającej, pedagogicznej udręki.

Awatar użytkownika
-viki-
ASiołek
Posty: 59
Rejestracja: 3 paź 2008, 13:22
Lokalizacja: Warszawa

Post autor: -viki- » 23 paź 2008, 12:06

Agnieszka Chodzi mi o to, ze sposób myślenia i bycia białych Europejczyków nie odbiega zasadniczo od polskiego. Nawet w kwestii religii nie ma jakiś powazniejszych kłopotów, gdyż większość Europejczyków nie jest zbytnio religijna i kurczowo przywiazana np do swojego protestantyzmu, czy innych tam. Jak długo nie usiłujesz zrobić z kogoś katolika na siłę, to i on nie bedzie usiłował nagiąć cie na swoją religię, bo większości z nich jest to raczej "pomada". Kobiety na zachodzie (nie mówię o południu) wypracowały sobie znacznie wyższą pozycję niż wiecznie dające się wykorzystywać Polki (w kraju), tamtejsi mężczyźni są do tego nawykli, więc stanowią (dla mnie przynajmniej ) znacznie lepszy jakościowo materiał na partnera, na ojca. To równiez z powodu lepszych rozwiazań prawnych, które rzeczywiście ( a nie jak w Polsce - fikcyjnie) chronią dobro dzieci i osób sie nimi opiekujących. W tych krajach mężczyźni nie oczekują od kobiety żeby zarówno pracowała zawodowo, potem pracowała w domu (sama), sama zajmowała się dziećmi itp, bo ichniejsze kobiety (i to ich zasługa !) już dawno wybiły facetom z głowy taki model rodzinki. W Polsce serial "Kiepscy" żartobliwie, ale b. trafnie odzwierciedla tutejszą rzeczywistośc. Jest kobita (matka Polka) która całe zycie pracuje zawodowo, przynosi pieniądze do domu. Potem zajmuje sie dziećmi, domem, gotowaniem obiadków dla mężusia, który całe lata nic nie robi, jak siedzenie z puszką piwa (kupioną za żonki pieniadze) przed telewizorem. Matka Polka znosi to wszystko cierpliwie, jest bezkresnie poswiętliwa, daje sie wykorzystywać do imentu i wszystko to uważa za zupełnie naturalne. To jest ostro przerysowane dla potrzeb komedii, ale nie bez powodu amerykański serial "Rodzina Bundy" (prekursor Kiepskich) pokazuje zgoła odwrotny model takiej smiesznej rodzinki. Facet pracuje, żonka i dzieci urządzeni b. wygodnie kosztem męża/ojca. Tez przerysowane, lecz też wiele w tym prawdy. Amerykańskiej prawdy.
Ogólnie, to dla przeciętnej Polki związek z białym Europejczykiem nie nastęcza żadnych większych kłopotów (oczywiście, o ile ona zna dany język), a często wiele miłych "rozczarowań".

dziwożona Mam do ciebie pytanie natury nieco bardziej prywatnej. Czy ty mieszkasz sama, czy z facetem, czy z koleżanką/ami, czy z rodzicami, czy jak jeszcze inaczej?

Awatar użytkownika
Koni
bASałyk
Posty: 717
Rejestracja: 10 sie 2008, 21:42
Lokalizacja: Wolne Miasto Gdańsk
Kontakt:

Post autor: Koni » 23 paź 2008, 12:44

dziwożona pisze:jednym problem, który w życiu rozwiązałam było: czy na śniadanie zjeść jednego, czy dwa tosty.
To, wbrew pozorom, bywa czasem naprawdę poważnym problemem :wink:
"This is not about sex
We all know sex sells and the whole world is buying..."

Ceterum censeo Carthaginem delendam esse.

Agnieszka
ninjAS
Posty: 2626
Rejestracja: 10 sie 2005, 16:38

Post autor: Agnieszka » 23 paź 2008, 13:18

-viki- pisze:Ogólnie, to dla przeciętnej Polki związek z białym Europejczykiem nie nastęcza żadnych większych kłopotów (oczywiście, o ile ona zna dany język), a często wiele miłych "rozczarowań".
Nie byłabym taką optymistką ;) Z rozmów ze znanymi mi tzw. "białymi Europejczykami" oraz Polkami, które wiążą się z takowymi wyłania się zgoła odmienny obraz związku - otóż zgoda, że na Zachodzie kobiety wywalczyły sobie wyższą pozycję, zgoda, że sporo Polek daje się wykorzystywać (specjalnie piszę "sporo", bo nie wszystkie), ale na tym moja zgoda z Tobą się kończy, bo właśnie te dwie zasadnicze kwestie prowadzą do tego, że Europejczycy z Zachodu lgną do Polek (w każdym razie większość) ;) Bo szukają ciepłych żon/matek/opiekunek, bo boją się silnych kobiet, które w związku chcą być partnerkami.
Wiesz, zdarzyło mi się być, że tak brzydko powiem, podrywaną przez tych "białych Europejczyków" (Francuz, Belg, Czech pewnie mniej zachodni, ale też się trafił) i każdy z nich marzył o związku z kobietą, która nie chce pracować, ale za to która będzie czekać z gorącym obiadem, aż jej europejski mąż wróci z pracy. Najlepiej jeszcze, żeby kapcie podała...
Nie twierdzę, że wszyscy Europejczycy z Zachodu tacy są, śmiem jedynie twierdzić, że ci zainteresowani kobietami z Polski tacy bywają. Europejczyk, który się nie boi kobiety-partnerki, nie będzie szukał żony po całym kontynencie, skoro ma mnóstwo atrakcyjnych kobiet pod ręką ;)

ODPOWIEDZ