Strona 1 z 1

Moja próba dyskusji o asexualiźmie na innym forum...

: 9 lut 2007, 23:26
autor: Ola
Ten link niżej prowadzi do mojego topicu o aseksualiźmie na innym forum. Efekty możecie zobaczyć po postach... :roll: Jak mam im to wytłumaczyć, iż nie mamy nic z psychiką, że nie chcemy być "oryginalni" oraz podać im definicję orientacji sexualnej... Bo mnie sił już brak...:(

http://kage.pl/forum/viewtopic.php?t=8927

Re: Moja próba dyskusji o asexualiźmie na innym forum...

: 9 lut 2007, 23:36
autor: Agnieszka
Ola pisze: Jak mam im to wytłumaczyć, iż nie mamy nic z psychiką, że nie chcemy być "oryginalni" oraz podać im definicję orientacji sexualnej.
Może najlepiej w ogóle. Jak widać z wypowiedzi tamtych osób, nie interesuje ich to szczególnie, więc po co na siłę ich uszczęśliwiać? A że mają swoje zdanie, to mają, trudno.

Re: Moja próba dyskusji o asexuali¼mie na innym forum...

: 9 lut 2007, 23:39
autor: Salomea
Najlepsze jest stwierdzenie, że nam się nudzi i dlatego wymyśliliśmy sobie aseksualizm, po prostu rewelacja, nieźle się uśmiałam. :lol: :lol: :lol: :lol: :lol: :mrgreen:

Re: Moja próba dyskusji o asexuali¼mie na innym forum...

: 9 lut 2007, 23:53
autor: kot
Osoby , które raczyły wyrazić swoją opinie na tym forum to nastolatkowie (sądzac po podanym wieku , jedna osoba to miała nawet 12 lat ), wiec ja bym sie tymi opiniami raczej nie przejmował. :shock:
PS Ciekawe rozumowanie "nudzi się". "No właśnie siedze w swoim najnowszym modelu BMW , pale hawańskie cygaro i zastanawiam się co by tu jeszcze wymyślić ciekawego". :sea:

Re: Moja próba dyskusji o asexuali¼mie na innym forum...

: 9 lut 2007, 23:55
autor: Ola
Ja tez nie mam za dużo lat (prawie 17), a mam jakoś doroślejsze zdanie na ten temat :P

Re: Moja próba dyskusji o asexuali¼mie na innym forum...

: 10 lut 2007, 00:01
autor: kot
Ola pisze:Ja tez nie mam za dużo lat (prawie 17), a mam jakoś dojrzalsze zdanie na ten temat :P
Jedni sa bardziej dojrzalsi inni mniej . Ja mam np . ponad 30 lat , a zachowuje się często jakbym był nastolatkiem . Zresztą kobiety twierdzą , ze faceci ta takie duze dzieci . :shock: , które nigdy nie wydorośleją (zapytaj się mamy to Ci tak powie). :mrgreen:

Re: Moja próba dyskusji o asexuali¼mie na innym forum...

: 12 lut 2007, 13:21
autor: kibic
A ja myślę że mężczyźni wchodzą w fazę wymarcia. To dziś kobiety przejmują stery, zarabiają, politykują, są lepiej wykształcone. Być facetem jest znacznie przyjemniej niż kobietą i z tego powodu częściej się wynaturzamy, staczamy. Dziś tak myślę że płci pięknej już przestajemy być potrzebni.

Re: Moja próba dyskusji o asexuali¼mie na innym forum...

: 12 lut 2007, 14:11
autor: Gizmo
Kibic pisze:Być facetem jest znacznie przyjemniej niż kobietą i z tego powodu częściej się wynaturzamy, staczamy. Dziś tak myślę że płci pięknej już przestajemy być potrzebni.
Z moich obserwacji wynika, że jeżeli komuś żyje się przyjemnie, to nie ma tendencji do "staczania się", ale skoro tak twierdzisz... ;)
Co do tego drugiego - obserwuję moje samotne znajome - są wykształcone i samowystarczalne, ale mimo wszystko mówią mi czasem, że potrzebują facetów. Tylko nie mogą znaleźć odpowiednich.
Ola pisze:Jak mam im to wytłumaczyć, iż nie mamy nic z psychiką, że nie chcemy być "oryginalni" oraz podać im definicję orientacji sexualnej... Bo mnie sił już brak...
Nie przejmuj się nimi. Jeżeli ktoś nie chce, to nie uwierzy :wink:. Chyba, że kiedyś w realu spotka ASa i będzie miał okazję stwierdzić naocznie, że nie ma przed sobą osoby silącej się na oryginalność, tylko normalnego człowieka.

Re: Moja próba dyskusji o asexuali¼mie na innym forum...

: 13 lut 2007, 19:15
autor: kibic
Bycie w pojedynkę jest wygodnickie, bo nic nie trzeba. Brakuje tego kogoś dla którego żyjemy. Z roku na rok zauważam u siebie spadek aktywności życiowej. Dlatego umieściłem tam te słowa - staczanie i wynaturzanie. Moja matka powiedzjała by że dziczeję.

Re: Moja próba dyskusji o asexuali¼mie na innym forum...

: 13 lut 2007, 19:43
autor: Agnieszka
kibic pisze:Bycie w pojedynkę jest wygodnickie, bo nic nie trzeba. Brakuje tego kogoś dla którego żyjemy. Z roku na rok zauważam u siebie spadek aktywności życiowej. Dlatego umieściłem tam te słowa - staczanie i wynaturzanie. Moja matka powiedzjała by że dziczeję.
Ok, to już drugi post na tym forum dotyczący życia z kimś/dla kogoś czy też akceptacji przez kogoś. Pierwszy post był autorstwa kogoś innego, ale dotyczył m.in. tego, że akceptacja przez drugą osobę sprawi, że zniknie problem niskiej samooceny. Świerzbiło mnie, żeby odpisać, ale się powstrzymałam. Teraz się jednak nie powstrzymam. :p

O co chodzi z tym życiem dla kogoś, akceptacją itp? Jasne, człowiek ma czasami (albo i częściej niż czasami) potrzebę dzielenia swojego życia z drugą osobą - ja też mam i mniej lub bardziej doskwiera mi samotność. Ale do jasnej Anielki, podejście typu "jak nikogo nie ma w moim życiu, to mogę się lenić i nic z życiem nie robić" albo "tylko akceptacja mojej osoby przed drugiego człowieka sprawi, że będę szczęśliwa, a wszystkie problemy znikną jak ręką odjął" to jakaś kosmiczna pomyłka. Ok, nie traktujcie mojej wypowiedzi jako ataku na kogokolwiek, bo nie takie jest zamierzenie - o co innego chodzi. O zrozumienie, że człowiek najpierw musi polubić życie z samym sobą, żeby stać się dla kogokolwiek dobrym partnerem.
Ja też mam niską samoocenę i są dni, kiedy nie znoszę siebie bardziej niż mogłabym nienawidzić najgorszego wroga. Też pewnie zdziczałam (bo jak inaczej nazwać stan, w którym człowiekowi nie chce się wychodzić z domu, bo po co, a każdą wizytę rozpatruje w kategoriach inwazji obcego mocarstwa, bo przecież mój dom, moja twierdza i ja chcę sobie połazić w piżamie i w kapciach, a tu się ktoś pakuje z buciorami niezapowiedziany), ale generalnie jedno wiem - dopóki człowiek nie poradzi sobie sam z sobą, dopóty nie będzie w stanie wchodzić w interakcje z innymi ludźmi.
Poza tym - żyć fajnie i ciekawie należy przede wszystkim dla siebie samego, a nie dla kogoś - bo życie dla kogoś zamienia relację w toksyczną. Potem, w chwilach słabości można wypomnieć komuś - a ja dla Ciebie robię to, tamto i owamto, a Ty taki niewdzięczny, bo ja np. dla Ciebie porzuciłam kapcie i szlafrok i zaczęłam uprawiać sport :p Co gorsza, jak związek się rozpadnie, to człowiek popadnie w jeszcze gorszy dół, bo teraz to już zupełnie nic nie będzie miało sensu. A jeśli robi się coś dla siebie samego, to w razie niepowodzenia w relacjach międzyludzkich, wciąż coś się ma :)

Re: Moja próba dyskusji o asexuali¼mie na innym forum...

: 13 lut 2007, 20:05
autor: ewutek
Agnieszka pisze:A jeśli robi się coś dla siebie samego, to w razie niepowodzenia w relacjach międzyludzkich, wciąż coś się ma :)
Jakby to powiedziała moja mama: "O to, to!" :D Aga, uwielbiam Twoje racjonalne podejście do życia z pozycji osoby samotnej (lecz nie osamotnionej). Weźcie se ludziska słowa Agnieszki do serca, potem przemyślcie i przyswójcie! Życie stanie się bardziej znośne.

...aha, a jakby to powiedziała Mrówcia: "Dobrze prawi, trza jej polać!" :lol: No to po kielonku dla wszystkich smutasów i na zdrowie :absinthe: i zagrycha :ciasto: :ciasto: :ciasto: