Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Jeśli masz pytanie i znikąd odpowiedzi, zwróć się do nas
susolek
przedszkolASek
Posty: 8
Rejestracja: 18 sty 2014, 16:13

Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: susolek »

Hej! Cieszę się bardzo, że trafiłam na to forum i że takich jak ja jest więcej ale chciałabym żebyście pomogli mi 'zdiagnozować' mój problem bo mam wrażenie, że mimo wszystko trochę się od was różnię.

Zacznę od facetów. Kręcą mnie oni w sferze hmm...romantycznej? Zwracam uwagę na wygląd faceta, mam 'swój typ', myślę o tym, że chciałabym takiego chłopaka bliżej poznać, spędzić z nim trochę czasu, może być z nim w związku.
Natomiast jeśli chodzi o sferę cielesną faceci nie podniecają mnie zupełnie. I nie ma to związku z ich wyglądem. Nawet jeśli są w moim typie-nie kręci mnie męskie ciało, narządy płciowe itp. Nie ważne jaki super kaloryfer miałby facet czy jak dużego penisa. Nie mam kompletnie żadnego seksualnego zainteresowania nim. I nie chciałam tutaj mówić o czymś, czego nie próbowałam, więc może przytoczę moją historię(krótko).
Byłam raz w związku z chłopakiem, naprawdę idealnym. Podobał mi się fizycznie, miał świetny charakter, jestem pewna że każda 'normalna' dziewczyna chciałaby być w takim związku. Jednak kiedy przychodziło do seksu... No cóż, uprawialiśmy seks tylko i wyłącznie z jego inicjatywy(do niczego mnie nigdy nie zmuszał itp) i robiłam to tylko po to żeby sprawić mu przyjemność. Dla mnie czasem było to negatywne doświadczenie(sam fakt, że muszę być zaangażowana, udawać że mnie to podnieca) lub zupełnie neutralne. Nie odczuwałam żadnej potrzeby kontynuowania tego, wręcz przeciwnie, myślami byłam zupełnie gdzie indziej chcąc aby w końcu mój chłopak się zaspokoił i żebyśmy mogli już skończyć. Jeśli chodzi o męskie ciało to ZUPEŁNIE mnie ono nie podnieca, jakkolwiek by mi tego nie próbować wbić do głowy. Dla mnie seks z nim(mimo, że była to dla mnie bardzo ważna osoba, którą kochałam) był tylko ćwiczeniem fizycznym i to w dodatku strasznie nudnym i czułam, że było to dla mnie nienaturalne. Zgodziłabym się, gdyby ktoś mi powiedział, że może muszę poznać osobę, którą kocham i może wtedy seks byłby dla mnie przyjemnością, ale ja właśnie taką osobę poznałam. Mój chłopak był świetny, ale naprawdę za nic w świecie nie potrafiłam dłużej udawać, że podnieca mnie jego ciało i nasze miłosne akty. Dlatego też zerwałam z nim, zdecydowanie zasługiwał na dziewczynę, która potrafiłaby dzielić z nim przyjemność z seksu.

Czas na dziewczyny. Od razu mówię, że nigdy seksu z żadną kobietą nie uprawiałam. Jednak w przeciwieństwie do facetów-gdy myślę o seksie z dziewczyną czuję podniecenie(choć trochę). Gdy myśląc o seksie z dziewczyną nagle przejdzie mi przez głowę myśl o seksie z facetem całe podniecenie natychmiast opada :P(tak gwoli ścisłości). Nie byłoby problemu gdybym w tym momencie skończyła mój wywód. Mogłabym przecież być z dziewczyną(nie mam zupełnie żadnych uprzedzeń, nie staram się na siłę wmawiać sobie hetero orientacji) TYLKO, ŻE kobiety zupełnie nie podniecają mnie w sensie romantycznym. Gdy widzę ładną dziewczynę na ulicy nie przechodzi mi nawet przez myśl, że chciałabym być z nią w związku, wiecie, mieszkać razem, chodzić za rękę i wszystko to, co mogłabym robić z facetami. Kobiety podniecają mnie tylko w kwestii seksu i to tylko jakieś nieznajome kobiety(w życiu nie myślę o seksie z jakimiś znajomymi dziewczynami itp bo mnie to odrzuca).

I co teraz? Przez chwilę myślałam-okej, jestem bi. Tylko jak mogę być bi, skoro z żadną z płci nie jestem w stanie stworzyć pełnego związku. Czy ktoś z was jest w takiej sytuacji albo się z taką spotkał? Mam być w związku z facetem i chodzić na dziwki żeby zaspokoić seksualne potrzeby? Mimo, że mam pociąg seksualny do kobiet to nie jestem jakaś bardzo zawzięta co do tego seksu, gdyby tylko znalazł się facet, który nie chciałby go ze mną uprawiać będąc w związku. No ale możecie mi pomóc jakoś konkretnie to zdiagnozować? Nie jestem aseksualna bo podniecają mnie kobiety, kobiece ciało, ale moje pociągi romantyczne i seksualne są zupełnie rozbieżne, hmm?

Nie ukrywam, że najchętniej nie przypisywałabym się do żadnej kategorii, ale kurde, ciężko tak żyć. Ktoś zapyta-jesteś lesbijką? Hm, no wiesz, w sumie to mogłabym być z kobietą, ale nie wiem czy taki związek by wyszedł. Z facetem? Może i tak, ale bez seksu. Czasem myślę, że jestem biseksualna, czasem, że aseksualna i w ogóle nie mam potrzeby fizycznych zbliżeń(a wręcz mnie to odrzuca). I jak to wytłumaczyć ludziom(takim np. z którymi chcesz się umówić i spędzać czas w jakiś sposób)? Albo powiedzą "aha, to jak w końcu bo się gubię?", albo pomyślą, że kręcę, wymyślam(już raz mi się tak przydarzyło-kiedy chłopak próbował czegoś więcej ze mną powiedziałam sorry, ale jestem lesbijką, a potem zobaczył że mam słabość do innego chłopaka, oczywiście tylko w sferze romantycznej, no ale o tym już nikt nie pomyśli i tym bardziej o to nikt nie pyta i oczywiście stwierdził, że to jakieś wkręty z tą moją orientacją). Mam nadzieję, że nie jest to zbyt pogmatwane, wybaczcie ale nie mam talentu do pisania dłuższych wypowiedzi :D

Z góry dzięki za odpowiedź! :)
Awatar użytkownika
Aenyeweddien
pASibrzuch
Posty: 264
Rejestracja: 8 kwie 2013, 21:49
Lokalizacja: Łódź

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Aenyeweddien »

Hej :)
Od jakiegoś czasu się mówi, że pociąg seksualny i pociąg romantyczny nie są jednym i tym samym i zastanawiałam się czy istnieją osoby z przeciwnymi kierunkami obu pociągów i oto jesteś :D W sumie nie pomogę Ci się "zdiagnozować", sama bym miała z tym problem na Twoim miejscu. Ale z tego co piszesz wynika, że z dziewczyną związku nie utworzysz, więc tak naprawdę to tylko kwestia określenia, które pomogłoby Ci znaleźć odpowiednią osobę. Może aseksualna heteroromantyczna nie jest takie złe, bo po prostu wskazuje jak wygląda problem, choć jest to jakby uogólnienie, wierzchołek góry lodowej gdzie jest pod wodą cały pociąg do dziewczyn.

Jako że lubię eksperymenty to może spróbuj przyciągnąć do siebie jakąś dziewczynę w ramach czegoś niezobowiązującego? Twoja decyzja kiedy się z tego wycofasz. Chodzi o to, że w naszej wyobraźni rzeczy potrafią być bardzo inne od rzeczywistości. Ja tak mam, wyobraźnia swoje, ale jak przychodzi co do czego to jest katastrofa ;) W końcu posiadanie erotycznych fantazji o kimś absolutnie nie oznacza chęci wprowadzenia ich w życie.

A tak ogólnie to najlepiej się nie przejmować i zjeść ciasto ;) :ciasto:
"Czyny niezaistniałe wywołują często katastrofalny brak następstw." - S. J. Lec
melodia
AS gaduła
Posty: 404
Rejestracja: 10 lip 2012, 15:38

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: melodia »

Mam kolegę, który jest hetero, ale... podniecają go mężczyźni. Ogląda pornografię gejowską, a kochając się ze swoją dziewczyną myśli o facetach :lol: I jest z tym szczęśliwy. Generalnie to niepotrzebne są żadne szufladki, by poczuć się lepiej. Ja nie pasuję do żadnej i jakoś mnie to nie trapi :P Może pomyśl o kobiecie w kontekście romantycznym? Obejrzyj jakiś miłosny lesbijski film (nie, nie pornograficzny), by były w nim jakieś pierwiastki chociaż romantyzmu i zobaczysz, czy może jakoś by Cię hm, "nastroił" do kobiet. Co do tego, kim jesteś- nie masz się zupełnie czym martwić, człowiek całe życie poznaje swoje "Ja".
Awatar użytkownika
Ehmeh
ASiołek
Posty: 64
Rejestracja: 4 paź 2013, 21:44

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Ehmeh »

No to ja mam chyba troche podobnie ale nie wiedziałam jak to opisać, pozatym troche mi już przeszło i nie było zbytnio nasilone więc uznałam że to nie ważne, ale skoro pytasz, może warto się temu przyjrzeć. Ja miałam kilka etapów które chyba częściowo zachodziły na siebie, a wiec tak:
1. Najpierw potrafiłam sobie wyobrazić seks heteroseksulany dwóch osób jako boczny obserwator, też np jakichś filmów erotycznych i czasem czułam jakieś podniecenie.
2. Później pojawiło się jakieś wyobrażenie siebie w kontakcie seksualnym, ale jedynie odczuwam podniecenie czy jakieś no nie wiem jak to nazwać...tylko moge siebie wyobrazić jako mężczyzne, w tym akcie, ja jestem mężczyzną i uprawiam seks z kobietą.I dosyć długo w tym tkwiłam. Ale nie lubiłam tego wyobrażenia że ja jako kobieta, wtedy to było tylko takie fizjologiczne bez emocji, aseksualne. Nie potrafiłam wyobrazić sobie podniecenia mężczyzną i żebym chciała żeby mi ktoś to wkładał...sorry no nie wiem jak to napisać.
Ta fantazja nie jest nigdy z jakąś konkretną kobietą tylko ogólnie z ciałem kobiety, ewentualnie z wymyśloną, twarz nie ma za bardzo znaczenia. Mimo to uważam się za osobę zupełnie hetero. Kobiety nie wywołują we mnie romantycznych uczuć, potrafię zakochać się tylko w chłopaku, i to przeciwna płeć zawsze fascynowała mnie w sensie tworzenia związku. Nigdy nie czułam pociągu seks. do żadnej znanej dziewczyny.
3. No i przyszedł taki czas że to wszystko w mojej głowie się połączyło: ja-boczny obserwator, ja- mężczyzna i na końcu ja- kobieta. I doszło do tego że poczułam nawet jakieś emocje seksualne do mężczyzny. Po prostu chyba zdarzyło mi się odczuć to libido - to pojawia się bardzo rzadko, dosłownie raz na rok. Ja uważam że to się stało pod wpływem mężczyzny którego poznałam, z którym jestem w związku, powiedzmy. Wcześniej mężczyźni z którymi chodziłam podobali mi sie ogólnie, z twarzy, ale ich ciało mnie nie podniecało w sensie seksualnym. chciałam tylko pocałunku, przytulenia. nie chciałam się aż tak blisko stykać z ich ciałem, nie fascynowały mnie ich narządy. było to dla mnie albo nieestetyczne albo chciałam pozostać tylko w romantycznej relacji, zero popędu.
Także pojawiła się ta fantazja że mogłabym być jako kobieta w seksie, ze swoim własnym ciałem, nawet chciałabym i poczułam tą "chęć". To moje libido pojawia się bardzo rzadko, nie wiem skąd przychodzi i dokąd odchodzi. Przez większość czasu i tak tego nie czuje nawet jak próbuje sobie na siłę coś wkręcić, przez większość czasu czuje się aseksualnie a aktualnie to nawet nie mam potrzeby dotyku, przytulenia.

Kiedyś psycholog powiedział że mam niedorozwój psycho-seksualany. To było dawno, teraz mam 28 lat. Ja te swoje zmiany interpretuje właśnie jako kolejne etapy rozwoju swojej psychiki, tylko nie wiem czy czy to jest normalny tok rozwoju psychoseksualnego kobiety, szczegółowo o tym nie rozmawiałam z żadnym psychologiem ani seksuologiem, ale może kiedyś spytam o to bo czasem się spotykam z psychologiem ze względu na inne problemy.

Co istotnego mogę jeszcze napisać..., że zdażają mi się sny homoseksualne, o seksie z kobietą. A po przebudzeniu czasem nawet czuje obrzydzenie po tym co mi się śniło. Natomiast z mężczyznami nie mam snów typowo o seksie, ale takie raczej romantyczne, delikatny dotyk, pocałunek lub w ogóle bez dotyku. I te sny są bardzo piękne, czuje w nich taki błogostan, miłość której nawet prawie nigdy w życiu codziennym nie odczuwam. Chyba napisałam wszystko, ale Susolek, jak chcesz to możesz jeszcze coś pytać.
Ja ten problem zawsze tak trochę olewałam, nie zastanawiałam się dużo na tym, mogę zacytować za Melodią:
melodia pisze:Co do tego, kim jesteś- nie masz się zupełnie czym martwić, człowiek całe życie poznaje swoje "Ja".
P.S. Ja chyba wiem skąd u mnie wzięło się to rozdwojenie, mam swoją przypuszczalną teorie, dlatego może się tym nie martwię, co będzie to będzie, zastanawiałaś się nad przyczyną, dlaczego tak odczuwasz? Jeżeli przyczyna jest taka sam to jesteśmy podobni jeżeli inna to nasz odchył tylko z pozoru jest taki sam - taką mam teorie, nie wiem czy to dobry trop. Ja uważam że u mnie to nie jest ukryty prawdziwy homoseksualizm, chociaż z pozoru może to tak wyglądać.
susolek
przedszkolASek
Posty: 8
Rejestracja: 18 sty 2014, 16:13

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: susolek »

Ehmeh pisze:Najpierw potrafiłam sobie wyobrazić seks heteroseksulany dwóch osób jako boczny obserwator, też np jakichś filmów erotycznych i czasem czułam jakieś podniecenie.
Mam to samo.
Ehmeh pisze:Później pojawiło się jakieś wyobrażenie siebie w kontakcie seksualnym, ale jedynie odczuwam podniecenie czy jakieś no nie wiem jak to nazwać...tylko moge siebie wyobrazić jako mężczyzne, w tym akcie, ja jestem mężczyzną i uprawiam seks z kobietą
nic dodać nic ująć
Ehmeh pisze:Ta fantazja nie jest nigdy z jakąś konkretną kobietą tylko ogólnie z ciałem kobiety, ewentualnie z wymyśloną, twarz nie ma za bardzo znaczenia. Kobiety nie wywołują we mnie romantycznych uczuć, potrafię zakochać się tylko w chłopaku, i to przeciwna płeć zawsze fascynowała mnie w sensie tworzenia związku. Nigdy nie czułam pociągu
no właśnie o to mi chodziło, samo kobiece ciało, nie konkretnie kobieta jako osoba, żadne znane mi dziewczyny
Ehmeh pisze:Ja chyba wiem skąd u mnie wzięło się to rozdwojenie, mam swoją przypuszczalną teorie, dlatego może się tym nie martwię, co będzie to będzie, zastanawiałaś się nad przyczyną, dlaczego tak odczuwasz?
Nie mam pojęcia, kurcze, tak jak mówiłam, nie mam żadnych traumatycznych przeżyć związanych z seksem z facetami ani z samymi facetami, po prostu nie potrafię się zmusić, odrzuca mnie męskie ciało, choćby było to ciało osoby, którą darzę uczuciem(wiem, straszne, ale nic nie poradzę).
Aenyeweddien pisze:Od jakiegoś czasu się mówi, że pociąg seksualny i pociąg romantyczny nie są jednym i tym samym i zastanawiałam się czy istnieją osoby z przeciwnymi kierunkami obu pociągów i oto jesteś :D
No ja właśnie szczerze mówiąc mimo, że naprawdę wiele się naczytałam o wszelkich orientacjach i tego typu sprawach, sama nigdy nie natknęłam się na takie coś, dlatego tak ciężko mi to sklasyfikować.
melodia pisze:Może pomyśl o kobiecie w kontekście romantycznym? Obejrzyj jakiś miłosny lesbijski film (nie, nie pornograficzny), by były w nim jakieś pierwiastki chociaż romantyzmu i zobaczysz, czy może jakoś by Cię hm, "nastroił" do kobiet.
Kurczę, właśnie tak sobie o tym myślałam, że skoro już powiedzmy odczuwam pociąg seksualny do kobiet to może powinnam popracować nad tym romantycznym(bo w drugą stronę raczej byłoby ciężko). Ogólnie widząc związki lesbijek wydaje mi się to spoko, nie odrzuca mnie itp., ale kiedy już myślę o związku jakiejkolwiek dziewczyny ze mną to wydaje mi się to jakieś nienaturalne. Ale popróbuję jeszcze z jakimiś filmami faktycznie. W sumie nie znam osobiście żadnych lesbijek(o dziwo), więc może coś by mnie natchnęło gdybym trochę poprzebywała w takim towarzystwie, zobaczyła jak to jest itp. Tylko nie bardzo u mnie w mieście jest jak na lesbijkę trafić, chyba musiałabym chodzić po ulicy i wypytywać ludzi o orientację.
Aenyeweddien pisze:Chodzi o to, że w naszej wyobraźni rzeczy potrafią być bardzo inne od rzeczywistości. Ja tak mam, wyobraźnia swoje, ale jak przychodzi co do czego to jest katastrofa ;)
Masz rację, musiałabym spróbować, kto wie, może w rzeczywistości okazałoby się to zupełnie nie tym, czym jest w moich wyobrażeniach.(wtedy byłabym stuprocentowym heteroasem)

Co do szufladkowania i określania siebie to ja naprawdę nie mam z tym osobiście problemu, lubię być taka otwarta, nie zakładać z góry, że coś jest nie dla mnie itp. ale tak jak już mówiłam ciężko jest z takim nieokreśleniem i niewiedzą o samym sobie żyć w społeczeństwie.
Awatar użytkownika
Ehmeh
ASiołek
Posty: 64
Rejestracja: 4 paź 2013, 21:44

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Ehmeh »

Podejrzewam że u mnie to jest związane z nieakceptacją własnej płci w młodości. Nawet w książce jakiejś czytałam że to może wywołać skłonności homoseksualne. Czasem wydawało mi się że chce być chłopkiem, nie do końca utożsamiałam się z własnym ciałem. Nawet w gimnazjum lubiłam ubierać się trochę jak chłopak. Poza tym nie utożsamiałam się z matką, a chciałam być taka jak ojciec. Ale tak na prawdę nie czuję się mężczyzną. Nigdy nie zmieniłabym płci. Bardziej też mam kobiecą psychikę niż męską. Czasem czułam się trochę mężczyzną, trochę kobietą nawet jak byłam jeszcze na studiach, teraz coraz bardziej czuje się kobietą... można powiedzieć podążam w stronę światła :).
susolek
przedszkolASek
Posty: 8
Rejestracja: 18 sty 2014, 16:13

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: susolek »

Hm, nie, to chyba mnie nie dotyczy. Nigdy nie byłam "chłopczycą" także moja sytuacja musi się wywodzić z czegoś innego :(
Awatar użytkownika
Ehmeh
ASiołek
Posty: 64
Rejestracja: 4 paź 2013, 21:44

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Ehmeh »

Nie wiem czy na forum chcesz o tym rozmawiać: ale zadaj sobie pytanie czy akceptujesz swoje ciało? Ja tak na prawde nie chciałam być chłopakiem, nawet nie zachowywałam się jak chłopczyca tylko mi się wydawało, czasem ubierałam się w szerokie t-shirty, męskie bluzy, a nie tak jak koleżanki w obcisłe, chciałam być bezpłciowa, bezcielesna, nie potrafiłam z koleżankami rozmawiać o okresie itp, bo ta kobiecość, ogólnie ciało trochę mnie brzydziła i nie akceptowałam tego. Kochanie się kobietą to jak seks z samym sobą, najpierw musisz zaafirmować własne ciało, pokochać, żeby móc poczuć coś do ciała męskiego. U mnie to tak wygląda, tak sobie to tłumacze.
Indiana
fantAStyczny
Posty: 559
Rejestracja: 26 sty 2014, 00:50

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Indiana »

Chcialam cos powiedziec. Ja to mysle, ze tak naprawde mozna sie okreslic jak sie zaakceptuje swoje cialo. Ja jak zaakceptowalam cialo i mam swiadomosc, ze moglabym z kazdym, to mnie olsnilo, ze jednak jestem raczej aseksualna.Tzn. gdzies w szarej strefie.
Awatar użytkownika
Ehmeh
ASiołek
Posty: 64
Rejestracja: 4 paź 2013, 21:44

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Ehmeh »

Tak, Ja dopiero jak zaakceptowałam swoje ciało to ciało kobiety przestało być dla mnie pociągające erotycznie i wtedy byłam w stanie wyobrazić sobie seks z mężczyzną jako pociągający, nieaseksualny, Susolek napisałaś w temacie "Tabu o czym nie chcielibyście rozmawiać" że nie lubisz rozmawiać o ciele, czy to nie jest problem z akceptacją własnego ciała? a może chodzi tylko o ten wstyd, akceptujesz ciało, ale wstydzisz się o tym mówić, to jest powiązane z niedojrzałością, ludzie młodzi tak często mają, podobno to przechodzi z czasem. I to może też być powiązane z niegotowością do seksu. Tak mi mówiła koleżanka która studiowała poradnictwo psychologiczne czy coś tam, a może warto skorzystać z porady psychologa?
melodia
AS gaduła
Posty: 404
Rejestracja: 10 lip 2012, 15:38

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: melodia »

susolek pisze:W sumie nie znam osobiście żadnych lesbijek(o dziwo), więc może coś by mnie natchnęło gdybym trochę poprzebywała w takim towarzystwie, zobaczyła jak to jest itp. Tylko nie bardzo u mnie w mieście jest jak na lesbijkę trafić, chyba musiałabym chodzić po ulicy i wypytywać ludzi o orientację.
Z orientacjami homo/bi ludzie niechętnie się ujawniają, to prawda. Jednak nie żyjemy już w średniowieczu i jest coś takiego jak kluby, czaty i fora dla lesbijek. Poleciłabym wirtualnie czegoś spróbować na początek.
Awatar użytkownika
Aenyeweddien
pASibrzuch
Posty: 264
Rejestracja: 8 kwie 2013, 21:49
Lokalizacja: Łódź

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Aenyeweddien »

melodia pisze:
susolek pisze:W sumie nie znam osobiście żadnych lesbijek(o dziwo), więc może coś by mnie natchnęło gdybym trochę poprzebywała w takim towarzystwie, zobaczyła jak to jest itp. Tylko nie bardzo u mnie w mieście jest jak na lesbijkę trafić, chyba musiałabym chodzić po ulicy i wypytywać ludzi o orientację.
Z orientacjami homo/bi ludzie niechętnie się ujawniają, to prawda. Jednak nie żyjemy już w średniowieczu i jest coś takiego jak kluby, czaty i fora dla lesbijek. Poleciłabym wirtualnie czegoś spróbować na początek.
A może wystarczy ubrać coś tęczowego? Teraz to dość mocno rozpoznawalny symbol, a może jakaś zainteresowana lesbijka sama Cię zauważy. Choć z drugiej strony jest to ryzykowne ze względu na co bardziej agresywnych hetero. Pomysł z wirtualnymi znajomościami nie jest zły.
susolek pisze:kiedy już myślę o związku jakiejkolwiek dziewczyny ze mną to wydaje mi się to jakieś nienaturalne.
Cóż... ja się czuję nienaturalnie jak myślę o związku z kimkolwiek, niezależnie od płci. Ostatnio będąc w sklepie z odzieżą zaliczyłam myślowego zonka. Nie byłam w stanie sobie wyobrazić sytuacji żeby przyjść z moją parą do sklepu i wybrać ubranie o.0 W sumie jedyne co umiem sobie wyobrazić to wspólne gotowanie ale to po prostu coś co robiłam już z wieloma różnymi osobami. Ogólnie... dla mnie problemem jest takie szczere wpuszczenie kogoś do mojego życia. Tylko nie wiem czy w taki sposób wydaje Ci się to nienaturalne, czy chodzi o coś trochę innego.
"Czyny niezaistniałe wywołują często katastrofalny brak następstw." - S. J. Lec
susolek
przedszkolASek
Posty: 8
Rejestracja: 18 sty 2014, 16:13

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: susolek »

Aenyeweddien pisze:Ostatnio będąc w sklepie z odzieżą zaliczyłam myślowego zonka. Nie byłam w stanie sobie wyobrazić sytuacji żeby przyjść z moją parą do sklepu i wybrać ubranie o.0 W sumie jedyne co umiem sobie wyobrazić to wspólne gotowanie ale to po prostu coś co robiłam już z wieloma różnymi osobami. Ogólnie... dla mnie problemem jest takie szczere wpuszczenie kogoś do mojego życia. Tylko nie wiem czy w taki sposób wydaje Ci się to nienaturalne, czy chodzi o coś trochę innego.
Jej, mam identycznie, raz mój były chłopak chciał żebym poszła z nim do sklepu wybrać jakąś tam bluzę to dla mnie to były katusze, spędziłam tam jakieś 10min, nie potrafiłam w ogóle jakoś odnaleźć się w tej sytuacji mimo, że dla wszystkich może się to wydawać zupełnie normalna sprawa. Ja w ogóle nie potrafiłam z nim gadać o takich codziennych rzeczach, wolałam wszystko sama załatwiać np. najeść się wcześniej sama żeby nie musieć jeść razem z nim, rozmawiać o tym czy jestem głodna czy nie, wiem że to głupie ale ja się czułam zażenowana. I ogólnie mam tak w obecności chłopaków. Raz poszłam z jednym na kawę to też było to dla mnie mega stresujące i nienaturalne rozmawianie o tym co chcę zamówić itp. Z dziewczynami raczej tak nie mam. No i wracając do tych ubrań mimo, że był to chłopak w życiu bym nie dała rady na głos wypowiedzieć się na temat jego ubrań, powiedzieć mu w czym bym go widziała, doradzić coś w tym sklepie mimo, że przecież miałam jakieś zdanie na ten temat ale to była dla mnie strasznie żenująca sytuacja. Ogólnie uczucie, które odczuwam bardzo często("normalni" ludzie chyba tak nie mają) jest zażenowanie, nie wstyd ale po prostu mam wrażenie że takie codzienne tematy są żenujące, nie wiem co mogłabym z tym zrobić.

Ale wracając do tematu bo trochę od niego odeszłam:
Nie mam problemów z akceptacją swojego ciała, zawsze ubierałam się dziewczęco, nie miałam żadnych problemów z pokazaniem się nago przed chłopakiem, to raczej nie o to chodzi. Nie lubię rozmawiać o moim ciele ale nie z takiego powodu, że go nie lubię czy się go wstydzę, tylko po prostu nie przeszłoby mi to przez gardło. To też jest taka przyziemna sprawa a ja właśnie mam problem z takimi prostymi rozmowami. Nie wiem czy się nie pogubiłyście bo zdaje sobie sprawę, że strasznie kręcę i mogę trochę zaprzeczać własnym słowom no ale ciężko to wytłumaczyć i nie wszystko jest czarne albo białe niestety :(
Awatar użytkownika
Ehmeh
ASiołek
Posty: 64
Rejestracja: 4 paź 2013, 21:44

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Ehmeh »

No to ze mną jest inaczej. Nigdy nie miałam problemu żeby rozmawiać z chłopakami o takich codziennych rzeczach, nawet przy nich czuje się czasem bardziej swobodnie. Dobrze to wytłumaczyłaś, tylko że nie wiem czy ktoś na forum jest w stanie jakoś ci pomóc, albo sama musisz to rozgryźć, albo ja polecam psychologa. My możemy tu gdybać co by było gdyby... a czasem specjalista może dostrzec coś co cię jakoś naprowadzi, może nawet znajdzie przyczyne dlaczego czujesz to zażenowanie, wtedy będzie ci łatwiej siebie zrozumieć i to pokonać. Poza tym oni się też znają się na seksualności.
Jeszcze ciekawi mnie to o czym wolisz rozmawiać z chłopakami, bo większość ludzkich rozmów jest o przyziemnych sprawach, to o czym rozmawiasz? o polityce, filozofii ?, no bo nie mogę sobie wyobrazić jak to jest być z kimś i nie rozmawiać o przyziemnych sprawach, mi się wydaje że tak ciężko stworzyć związek ... po prostu mnie to zaciekawiło... czy wolisz jakoś razem spędzać czas ale nie rozmawiać, np. razem uprawiać sport, oglądać filmy?
Awatar użytkownika
Aenyeweddien
pASibrzuch
Posty: 264
Rejestracja: 8 kwie 2013, 21:49
Lokalizacja: Łódź

Re: Kim jestem? Skomplikowana sprawa...

Post autor: Aenyeweddien »

Przeczytałam tak ten cały akapit o rozmowach o codziennych sprawach i wspólnym jedzeniu i ogólnie... Mi jest bardzo ciężko jeść w towarzystwie, jakimkolwiek, choć teraz jest znacznie lepiej niż kiedyś. Kiedyś potrafiłam cały dzień nie jeść i nie pić jeśli wiązałoby się to z tym, że ktoś na mnie patrzy albo chociaż jest blisko nawet jeśli jest zajęty swoim jedzeniem. Ogólnie to był mój główny objaw fobii społecznej, oficjalnej diagnozy nie mam, bo u lekarza nie byłam ale chyba mogę już powiedzieć, że z tego wyszłam. Nadal jak myśli chcą mi zrobić psikusa to są w stanie sprawić, że będę się czuła źle ale już ze znajomymi jestem w stanie jeść na spokojnie, z mniej znajomymi jest trochę gorzej ale nadal nie jest źle. Fobie ogólnie leczy się poprzez styczność z sytuacją, której się boimy. Może to zażenowanie jesteś w stanie pokonać podobnie? Kontrolowanie się powoli otwierać na dzielenie się codziennością z chłopakami? Bo jak rozumiem z dziewczynami nie masz problemu. Chociaż no... mogę tylko gdybać i rzucać pomysły jak już w tym wątku napisano.
susolek pisze:Nie mam problemów z akceptacją swojego ciała, zawsze ubierałam się dziewczęco,
Agrr!! To już drugi raz jak problemy są powiązywane z wyglądem. Ja wiem, że tak jak to wcześniejsze porównanie miało sens bo wskazywało, że wybór konkretnych ubrań był świadomy, wynikający z pewnych emocji to jednak no nie zdzierżę ;) Ja się dziewczęco nie ubieram, a kobietą jestem i mi się to nawet podoba. Bluzy noszę, np. taką będącą tak naprawdę unisex: pani w bluzie, pan w bluzie. Normalnie ja wam dam :P Pokazujemy ubiorem coś o sobie ale nie wyciągajmy też zbyt daleko idących wniosków ;)
"Czyny niezaistniałe wywołują często katastrofalny brak następstw." - S. J. Lec
ODPOWIEDZ