Nazwisko po mężu

Masz ochotę pogadać o czymś innym? Oto miejsce!
Awatar użytkownika
Anusia Borzobohata
mASełko
Posty: 108
Rejestracja: 9 mar 2015, 21:46

Nazwisko po mężu

Post autor: Anusia Borzobohata » 25 mar 2019, 21:02

Zastanawiałam się ostatnio nad zagadnieniem zmiany nazwiska po ślubie przez kobiety. Większość znajomych mi dziewczyn przybrała nazwisko męża bez mrugnięcia okiem, nawet jeśli ich panieńskie brzmiało ładnie, a męża śmiesznie, lub wręcz uwłaczająco. Nieliczne tylko zdecydowały się na nazwisko dwuczłonowe. Natomiast mężatki która pozostałaby przy własnym nazwisku nie znam żadnej. Osobiście co prawda zamążpójścia w swym żywocie nie przewiduję, ale nawet tak sobie lekko gdybając, trudno mi wyobrazić sobie, że pewnego dnia nagle miałabym zamienić moje nazwisko na inne. Nie ma mowy, za bardzo jestem do niego przywiązana. Ewentualnie mogłabym pomyśleć nad dwuczłonowym, ale wtedy całość mogłaby wyjść strasznie długa. Ponadto niektóre nazwiska rymują się z moim, co oczywiście brzmiałoby idiotycznie, a inne po prostu nie komponują się.

A Wy, co o tym myślicie? Panie, zmieniłybyście nazwisko? Panowie, chcielibyście, żeby żona przyjęła Wasze? A może sami przyjęlibyście po niej?

Nautilus1992
łASuch
Posty: 181
Rejestracja: 6 wrz 2017, 01:57

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: Nautilus1992 » 25 mar 2019, 22:05

Jeśli miałbym się żenić, to chciałbym, by kobieta przyjęła nazwisko po mnie, ewentualnie raczej zgodziłbym się też na nazwisko dwuczłonowe. Byłby to dla mnie gest oddania, wierności i zaufania. Jeśli moja połówka nie chciała by mojego nazwiska i wolała by zostać przy swoim, to poczuł bym się tak, jakby mnie nie kochała. Małżeństwo w takim wypadku wydaje się bez sensu. Już lepiej było by żyć razem, ale bez ślubu.

Pomysł przyjęcia nazwiska żony mi się nie podoba. Nie przemawia to do mnie. Pewnie znaleźli by się jacyś faceci, którzy by się na to zgodzili, ale wydaje mi się, że będzie to mniejszość. W społeczeństwie się utarło, że to żona przyjmuje nazwisko po mężu i gdyby było odwrotnie - to facet pewnie spotkał by się z ostrą krytyką i zniewagą ze strony innych ludzi. Osobiście nie hejtuję i nie będę wyśmiewał, bo różne są gusta i każdy powinien żyć tak, jak lubi bez narażenia się na obelgi.

Znam jedną parę, w której żona zachowała swoje nazwisko po ślubie. Dwie silne osobowości, są razem od bardzo dawna i wydają się być bardzo szczęśliwi.

Awatar użytkownika
Małgorzata95
pASibrzuch
Posty: 275
Rejestracja: 6 cze 2017, 19:42
Lokalizacja: Niewielka miejscowość 15 km od Poznania

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: Małgorzata95 » 26 mar 2019, 15:55

Nie lubię swojego nazwiska i chętnie przyjęłabym nazwisko męża.
Za­nim potępisz człowieka za je­go in­ność,
zde­finiuj wpierw, czym jest nor­malność i po­każ,
jak sam zgod­nie z nią żyjesz.

Awatar użytkownika
Nightfall
bASyliszek
Posty: 1139
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: Nightfall » 26 mar 2019, 19:10

Nie widzę w tym problemu, żeby każdy wybrał sobie nazwisko podczas zmiany stanu cywilnego, tak jak ma ochotę nawet jeśli to nazwisko brzmi dziwnie. Ostatnio coraz częściej spotykam przypadki, w których każda osoba z pary przyjmuje podwójne nazwisko - kobieta mężczyzny, a mężczyzna od kobiety. Podoba mi się to, widać w tym równość.

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: panna_x » 30 mar 2019, 18:28

Nightfall pisze:
26 mar 2019, 19:10
Nie widzę w tym problemu, żeby każdy wybrał sobie nazwisko podczas zmiany stanu cywilnego, tak jak ma ochotę nawet jeśli to nazwisko brzmi dziwnie. Ostatnio coraz częściej spotykam przypadki, w których każda osoba z pary przyjmuje podwójne nazwisko - kobieta mężczyzny, a mężczyzna od kobiety. Podoba mi się to, widać w tym równość.
też mi się podoba.
natomiast co do idei przyjmowania nazwiska męża jest to dla mnie naleciałość kulturowa patriarchatu. To kobieta staje się symbolicznie własnością męża, staje się przypisana do niego. Większość nie widzi w tym problemu, bo to tak powszechne w tradycji, że uważają to za zwykłą rzecz. Kobiety zgadzają się dobrowolnie, bo nawet nie myślą, z czego to wynika, wszyscy tak robią i już. To nawet nie jakaś chęć zmiany nazwiska, bo własne się nie podoba czy coś. Po prostu uważają to za normalną kolej rzeczy. Dużo ludzi nawet nie wie, że prawo przewiduje, że facet też może wziąć nazwisko po żonie. A co do przedmówcy, który pisał, że to dowód miłości i oddania kobiety, to czemu zawsze kobieta ma dawać te dowody, aby zaspokoić męskie ego. Czemu to kobieta ma wykazać zaufanie i oddanie. Dla mnie to tylko męski seksizm, który zakłada, że męskie jest z jakiegoś powodu lepsze czy ważniejsze. Dlatego wolę opcję nazwisk dwuczłonowych. Osobiście nazwiska bym nie zmieniła, ale ślubu też nie chcę, więc nie mam takich dylematów.

Awatar użytkownika
Biała
pASibrzuch
Posty: 233
Rejestracja: 9 gru 2014, 21:08

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: Biała » 31 mar 2019, 22:30

Gdybym brała ślub, zmieniłabym nazwisko od razu. W moim przypadku spowodowane jest to przemożną nienawiścią do mojego ojca. Dla mnie byłby to rodzaj odrzucenia z pogardą czegoś, co pochodzi od niego i co mnie z nim łączy. Jakiś rodzaj oczyszczenia, mentalnego odcięcia zakażonej kończyny, pozbycia się z siebie trucizny.
Matka jest o 21 lat starsza od swojego dziecka. Za 6 lat dziecko będzie 5 razy młodsze od matki. Gdzie jest ojciec??

Nautilus1992
łASuch
Posty: 181
Rejestracja: 6 wrz 2017, 01:57

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: Nautilus1992 » 31 mar 2019, 23:36

panna_x pisze:
30 mar 2019, 18:28
A co do przedmówcy, który pisał, że to dowód miłości i oddania kobiety, to czemu zawsze kobieta ma dawać te dowody, aby zaspokoić męskie ego. Czemu to kobieta ma wykazać zaufanie i oddanie. Dla mnie to tylko męski seksizm, który zakłada, że męskie jest z jakiegoś powodu lepsze czy ważniejsze. Dlatego wolę opcję nazwisk dwuczłonowych. Osobiście nazwiska bym nie zmieniła, ale ślubu też nie chcę, więc nie mam takich dylematów.
Spodziewałem się Twojej wypowiedzi. Wyluzuj trochę, bo zaobserwowałem po przeglądaniu forum, że bardzo się czepiasz mężczyzn. Nigdzie nie napisałem, że chodzi o wyższość czy porównywanie. To Ty tak zinterpretowałaś mój post, zapewne z powodu jakiegoś uprzedzenia wobec mojej płci. Określiłem tylko jak poczułbym się w sytuacji, gdyby kobieta nie chciała mojego nazwiska. Zwykła odpowiedź na pytanie, które postawiła autorka tematu.
Sam byłbym gotów oddać się kobiecie i zaufać jej. Traktowałbym ją z szacunkiem, na jaki zasługuje i zrobiłbym wszystko, by zaspokoić ją emocjonalnie, bo to jest dla mnie podstawa szczęśliwego związku i miłości. Tego samego oczekuję od niej.
Jednocześnie mam w sobie męski pierwiastek, który sprawia, że czułbym się spełniony i szczęśliwy z powodu takich błahostek, jak zmiana nazwiska żony na moje. Wiem też, że taka postawa nie będzie odpowiednia dla wszystkich, więc zaznaczyłem to w swojej wypowiedzi. Dla każdego coś innego.
Nie do wszystkiego trzeba doprawiać ideologię, bo prowadzi to do szaleństwa. Jestem już bardzo zmęczony tą wojną płci, którą sama poprzez takie posty, świadomie lub nie, podsycasz.

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: panna_x » 1 kwie 2019, 12:42

Nautilus1992 pisze:
31 mar 2019, 23:36
panna_x pisze:
30 mar 2019, 18:28
A co do przedmówcy, który pisał, że to dowód miłości i oddania kobiety, to czemu zawsze kobieta ma dawać te dowody, aby zaspokoić męskie ego. Czemu to kobieta ma wykazać zaufanie i oddanie. Dla mnie to tylko męski seksizm, który zakłada, że męskie jest z jakiegoś powodu lepsze czy ważniejsze. Dlatego wolę opcję nazwisk dwuczłonowych. Osobiście nazwiska bym nie zmieniła, ale ślubu też nie chcę, więc nie mam takich dylematów.
Spodziewałem się Twojej wypowiedzi. Wyluzuj trochę, bo zaobserwowałem po przeglądaniu forum, że bardzo się czepiasz mężczyzn. Nigdzie nie napisałem, że chodzi o wyższość czy porównywanie. To Ty tak zinterpretowałaś mój post, zapewne z powodu jakiegoś uprzedzenia wobec mojej płci. Określiłem tylko jak poczułbym się w sytuacji, gdyby kobieta nie chciała mojego nazwiska. Zwykła odpowiedź na pytanie, które postawiła autorka tematu.
Sam byłbym gotów oddać się kobiecie i zaufać jej. Traktowałbym ją z szacunkiem, na jaki zasługuje i zrobiłbym wszystko, by zaspokoić ją emocjonalnie, bo to jest dla mnie podstawa szczęśliwego związku i miłości. Tego samego oczekuję od niej.
Jednocześnie mam w sobie męski pierwiastek, który sprawia, że czułbym się spełniony i szczęśliwy z powodu takich błahostek, jak zmiana nazwiska żony na moje. Wiem też, że taka postawa nie będzie odpowiednia dla wszystkich, więc zaznaczyłem to w swojej wypowiedzi. Dla każdego coś innego.
Nie do wszystkiego trzeba doprawiać ideologię, bo prowadzi to do szaleństwa. Jestem już bardzo zmęczony tą wojną płci, którą sama poprzez takie posty, świadomie lub nie, podsycasz.
Nie mam zamiaru wyluzować, takie mam przekonania i nie widzę powodu, by je ukrywać. Jak jesteś zmęczony, zawsze możesz tego nie czytać, przymusu nie ma. Kto Ci każe przeglądać forum pod kątem moich postów, jak są setki innych użytkowników, których można poczytać. :mrgreen: :mrgreen: Ty tylko określiłeś, co byś poczuł, a ja "tylko" napisałam, co ja czuję/ myślę i tyle. Też zresztą jest to odpowiedź na pytanie autorki, co sądzimy o zmianie nazwiska. Tak samo mogę się wypowiedzieć w temacie jak każdy, byle nie obrażać i nie używać wulgaryzmów. Dla Ciebie to nie wyższość, a dla mnie tak, nawet jeśli podświadomie nam wdrukowywana przez kulturę.

zewsząd i znikąd
pASibrzuch
Posty: 218
Rejestracja: 30 lip 2014, 11:07

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: zewsząd i znikąd » 8 kwie 2019, 00:29

Nigdy nie wyszłabym za mąż. Nie ma mowy, związek z mężczyzną jest dla mnie wykluczony.
I szczerze mówiąc, gdybym nosiła nazwisko rzeczownikowe, pewnie dawno zaczęłabym używać końcówki -ówna/-anka. Aby ostentacyjnie, z afiszowaniem się (patrz ci wstrętni geje, co się "afiszują ze swoim homoseksualizmem", bo nie mają zamiaru kłamać, że partner to kolega...[/ironia]) pokazywać, że jestem starą panną i jestem z tego dumna. A lat mam tak blisko czterdziestu, u kobiety w tym wieku afiszowanie się ze staropanieństwem byłoby odbierane jako skrajnie bezczelne i nonkonformistyczne.

A co do mojego zdania o zmienianiu nazwisk, to poniżej w osobnym wpisie. Zacytuję tekst feministyczny, pod którym mogę się podpisać obiema rękoma i nogami.

zewsząd i znikąd
pASibrzuch
Posty: 218
Rejestracja: 30 lip 2014, 11:07

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: zewsząd i znikąd » 8 kwie 2019, 00:32

Anna Zawadzka - "Nazwisko męża". Pogrubienia moje.
Dostaję maila od Krystyny Milo. Nie mam pojęcia, kto to jest. Okazuje się, że Krystyna Majewska, tylko że po wyjściu za mąż. Wchodzę na „Naszą Klasę”, bo dostałam zaproszenie od Marysi Pietrzak. Szkoła się zgadza, klasa też, ale nie znam tej pani. Jednak znam: to Marysia Kreczkowska, tylko że po ślubie. Spotykam w metrze Alinę Rozen koleżankę ze studiów. Mamy się zdzwonić, więc ona daje mi wizytówkę. Aliny Ornackiej.
Na znak pożegnania starego statusu i uzyskania nowego moje koleżanki zmieniają nazwiska. Najbardziej dosłownie przemeblowują własną tożsamość. Może nie byłoby w tym nic złego – w końcu małżeństwo to zmiana niebylejaka. Dowód na normalność, heteroseksualność, bycie istotą rodzinną. Jawne podjęcie wyzwania, trudnego zadania, próby zbudowania czegoś trwałego. Nadane przez państwo nowe prawa i obowiązki. Uzyskanie nowego miejsca w społecznym świecie, dołączenie do grona mężatek, koniec ze stanem panny. Nie ma już do niego powrotu. Odtąd można zostać najwyżej rozwódką, wdową, ponownie zamężną.
Może nie byłoby. Tylko że ich mężowie tej zmiany nie zaznaczają. Nie manifestują jej wobec świata. Nie grzebią w tym, co osobne i niezależne. Nie odbierają sobie tego, co dostali od przodkiń i przodków. Nie przecinają nici z własną rodziną, by wstąpić na prawach gościa do grona nowej. Nie wychodzą z własnego domu po to, by już nie być u siebie, lecz u kogoś. Z nazwiskiem męża, teściowej i teścia. Nie zrywają z ojcem wybierając nazwisko inne niż jego. My zostawiamy nasze matki same. Z nazwiskami, które nie są ich matek, lecz mężów. Z córkami, które mają już inne nazwisko niż one. Bez ciągłości. Oderwane, samotne, wyobcowane. Pojedyncze, choć przecież nie po to zakładały rodzinę.
Żadna zmiana, także ta symboliczna, nie obywa się bez kosztów. Zmiana nazwiska jest mimowolnym tych kosztów wyrazem. To dowód przynależności. Już nie jestem Iksińska, lecz Igrekowska, bo już nie jestem matki i ojca, teraz jestem za-mężna. Mam na sobie pieczątkę z jego nazwiskiem.
Zrywam z milionem kartek, na których się podpisywałam. Z blokiem technicznym w przedszkolu, laurkami dla dziadka, kulfonami w zerówce. Z klasówkami, okładkami zeszytów, listami do przyjaciółek. Z ławką w parku, ścianą w szkolnym kiblu, pamiętnikami swoimi i cudzymi. Z maturą, listami protestacyjnymi, rachunkami, PIT-ami, z kartą płatniczą. Z biletem miesięcznym, wyznaniem miłości, ze zwierzeniami, podaniami o pracę, umowami o pracę. Z mandatami, mailami i smsami.
Wraz z tymi kartkami zrywam z moim podwórkiem, kolejnymi szkołami, może wydziałem. Z moim pokojem w rodzinnym domu, wynajmowaną klitką, szlakami, które wydeptałam w mojej miejscowości i każdej kolejnej, w której przyszło mi mieszkać.
Wraz z tą przestrzenią zrywam z ludźmi, którzy mnie wtedy znali. Nazywali. Tą nazwą o mnie mówili. Nią o mnie myśleli. Gdy czuli coś do mnie - miłość, przyjaźń, sympatię, niechęć, żal, serdeczność, nienawiść, zazdrość, gniew - to czuli do osoby, którą tak nazywali. Z moimi rodzicami, rodzeństwem, babciami i dziadkami, ciociami i wujkami, z koleżankami i kolegami, przyjaciółkami i przyjaciółmi, wrogami, byłymi chłopakami, jedną, drugą i trzecią klasą, znajomymi z akademika, ze studiów, z rodzinnych spotkań.
Od teraz jestem mojego męża.
Porzucamy przestrzenie, które nas zbudowały, ukształtowały, pozwoliły dorosnąć. Wyrywamy się z ledwo wrośniętymi korzeniami. Nie zapraszamy do siebie, lecz przyjmujemy zaproszenie do kogoś zatrzaskując drzwi za miejscem, w którym do nikogo nie należałyśmy. Uciekamy z niego jakby parzyło, bolało, było nieznośne. Dla kobiet brak przynależności nie jest wolnością, lecz piętnem, którego się wstydzą.
Smutno, gdy moje koleżanki zmieniają nazwiska. Smutno i przeraźliwie. Bo to tak, jakby mówiły mi: nie ma mnie już. Teraz jest ktoś inny. Ktoś, kto wyszedł za mąż. Mąż, który jest najważniejszy. Ważniejszy niż każda inna więź. Tak ważny, że zmieniłam dla niego siebie.
Odtąd mnie nie znasz. Ja też jeszcze nie wiem, kim jestem. Rosnę na nowo. W nowej doniczce na nowym parapecie. Więc nie gadaj już do tamtych urwanych korzeni. Nie patrz na nie, nie tęsknij za nimi, nie szukaj mnie tam.
Nie chcę patrzeć, jak coraz słabsze więdną przy coraz silniejszych mężczyznach, których kultura nie zmusiła do tego, by zostawili siebie za drzwiami na rzecz kogoś drugiego.
Coraz więcej kobiet, zwłaszcza ze świata nauki, ma podwójne nazwiska. Pewnie dlatego, że nie chcą budować go sobie na nowo. Zachowują w ten sposób ciągłość dorobku.
Wolę już te podwójne. Ale ich mężowie nie dodali sobie nazwiska żon do własnych. Nie zmienili paszportów, wizytówek, dowodów, kart magnetycznych, adresów mailowych, umów z dostawcami prądu, gazu, telefonii komórkowej i internetu. Asymetria rodząca władzę, a może raczej będąca tej władzy wyrazem, czasem nie wymaga subtelnych dociekań z zakresu Gender Studies. Raczej świeci po oczach z delikatnością reflektora.

panna_x
ASoholik
Posty: 1712
Rejestracja: 9 sty 2013, 13:20

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: panna_x » 9 kwie 2019, 11:51

zewsząd i znikąd pisze:
8 kwie 2019, 00:32
Anna Zawadzka - "Nazwisko męża". Pogrubienia moje.
Dostaję maila od Krystyny Milo. Nie mam pojęcia, kto to jest. Okazuje się, że Krystyna Majewska, tylko że po wyjściu za mąż. Wchodzę na „Naszą Klasę”, bo dostałam zaproszenie od Marysi Pietrzak. Szkoła się zgadza, klasa też, ale nie znam tej pani. Jednak znam: to Marysia Kreczkowska, tylko że po ślubie. Spotykam w metrze Alinę Rozen koleżankę ze studiów. Mamy się zdzwonić, więc ona daje mi wizytówkę. Aliny Ornackiej.
Na znak pożegnania starego statusu i uzyskania nowego moje koleżanki zmieniają nazwiska. Najbardziej dosłownie przemeblowują własną tożsamość. Może nie byłoby w tym nic złego – w końcu małżeństwo to zmiana niebylejaka. Dowód na normalność, heteroseksualność, bycie istotą rodzinną. Jawne podjęcie wyzwania, trudnego zadania, próby zbudowania czegoś trwałego. Nadane przez państwo nowe prawa i obowiązki. Uzyskanie nowego miejsca w społecznym świecie, dołączenie do grona mężatek, koniec ze stanem panny. Nie ma już do niego powrotu. Odtąd można zostać najwyżej rozwódką, wdową, ponownie zamężną.
Może nie byłoby. Tylko że ich mężowie tej zmiany nie zaznaczają. Nie manifestują jej wobec świata. Nie grzebią w tym, co osobne i niezależne. Nie odbierają sobie tego, co dostali od przodkiń i przodków. Nie przecinają nici z własną rodziną, by wstąpić na prawach gościa do grona nowej. Nie wychodzą z własnego domu po to, by już nie być u siebie, lecz u kogoś. Z nazwiskiem męża, teściowej i teścia. Nie zrywają z ojcem wybierając nazwisko inne niż jego. My zostawiamy nasze matki same. Z nazwiskami, które nie są ich matek, lecz mężów. Z córkami, które mają już inne nazwisko niż one. Bez ciągłości. Oderwane, samotne, wyobcowane. Pojedyncze, choć przecież nie po to zakładały rodzinę.
Żadna zmiana, także ta symboliczna, nie obywa się bez kosztów. Zmiana nazwiska jest mimowolnym tych kosztów wyrazem. To dowód przynależności. Już nie jestem Iksińska, lecz Igrekowska, bo już nie jestem matki i ojca, teraz jestem za-mężna. Mam na sobie pieczątkę z jego nazwiskiem.
Zrywam z milionem kartek, na których się podpisywałam. Z blokiem technicznym w przedszkolu, laurkami dla dziadka, kulfonami w zerówce. Z klasówkami, okładkami zeszytów, listami do przyjaciółek. Z ławką w parku, ścianą w szkolnym kiblu, pamiętnikami swoimi i cudzymi. Z maturą, listami protestacyjnymi, rachunkami, PIT-ami, z kartą płatniczą. Z biletem miesięcznym, wyznaniem miłości, ze zwierzeniami, podaniami o pracę, umowami o pracę. Z mandatami, mailami i smsami.
Wraz z tymi kartkami zrywam z moim podwórkiem, kolejnymi szkołami, może wydziałem. Z moim pokojem w rodzinnym domu, wynajmowaną klitką, szlakami, które wydeptałam w mojej miejscowości i każdej kolejnej, w której przyszło mi mieszkać.
Wraz z tą przestrzenią zrywam z ludźmi, którzy mnie wtedy znali. Nazywali. Tą nazwą o mnie mówili. Nią o mnie myśleli. Gdy czuli coś do mnie - miłość, przyjaźń, sympatię, niechęć, żal, serdeczność, nienawiść, zazdrość, gniew - to czuli do osoby, którą tak nazywali. Z moimi rodzicami, rodzeństwem, babciami i dziadkami, ciociami i wujkami, z koleżankami i kolegami, przyjaciółkami i przyjaciółmi, wrogami, byłymi chłopakami, jedną, drugą i trzecią klasą, znajomymi z akademika, ze studiów, z rodzinnych spotkań.
Od teraz jestem mojego męża.
Porzucamy przestrzenie, które nas zbudowały, ukształtowały, pozwoliły dorosnąć. Wyrywamy się z ledwo wrośniętymi korzeniami. Nie zapraszamy do siebie, lecz przyjmujemy zaproszenie do kogoś zatrzaskując drzwi za miejscem, w którym do nikogo nie należałyśmy. Uciekamy z niego jakby parzyło, bolało, było nieznośne. Dla kobiet brak przynależności nie jest wolnością, lecz piętnem, którego się wstydzą.
Smutno, gdy moje koleżanki zmieniają nazwiska. Smutno i przeraźliwie. Bo to tak, jakby mówiły mi: nie ma mnie już. Teraz jest ktoś inny. Ktoś, kto wyszedł za mąż. Mąż, który jest najważniejszy. Ważniejszy niż każda inna więź. Tak ważny, że zmieniłam dla niego siebie.
Odtąd mnie nie znasz. Ja też jeszcze nie wiem, kim jestem. Rosnę na nowo. W nowej doniczce na nowym parapecie. Więc nie gadaj już do tamtych urwanych korzeni. Nie patrz na nie, nie tęsknij za nimi, nie szukaj mnie tam.
Nie chcę patrzeć, jak coraz słabsze więdną przy coraz silniejszych mężczyznach, których kultura nie zmusiła do tego, by zostawili siebie za drzwiami na rzecz kogoś drugiego.
Coraz więcej kobiet, zwłaszcza ze świata nauki, ma podwójne nazwiska. Pewnie dlatego, że nie chcą budować go sobie na nowo. Zachowują w ten sposób ciągłość dorobku.
Wolę już te podwójne. Ale ich mężowie nie dodali sobie nazwiska żon do własnych. Nie zmienili paszportów, wizytówek, dowodów, kart magnetycznych, adresów mailowych, umów z dostawcami prądu, gazu, telefonii komórkowej i internetu. Asymetria rodząca władzę, a może raczej będąca tej władzy wyrazem, czasem nie wymaga subtelnych dociekań z zakresu Gender Studies. Raczej świeci po oczach z delikatnością reflektora.
Myślę dokładnie tak samo.

Awatar użytkownika
Azshara
AS gaduła
Posty: 421
Rejestracja: 10 lip 2017, 19:38

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: Azshara » 9 kwie 2019, 12:36

Ślubu nie planuję, ale gdybając, nie zmieniłabym swojego nazwiska, ponieważ je lubię. Nie miałabym nic przeciwko, gdyby partner przyjął moje nazwisko, nosił dwuczłonowe lub nie zmieniał nic, to byłaby jego decyzja, ale ja zostałabym przy swoim.

Awatar użytkownika
Nightfall
bASyliszek
Posty: 1139
Rejestracja: 21 cze 2011, 17:08

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: Nightfall » 11 kwie 2019, 18:10

Dla kobiet brak przynależności nie jest wolnością, lecz piętnem, którego się wstydzą.
Smutno, gdy moje koleżanki zmieniają nazwiska. Smutno i przeraźliwie. Bo to tak, jakby mówiły mi: nie ma mnie już. Teraz jest ktoś inny. Ktoś, kto wyszedł za mąż. Mąż, który jest najważniejszy
Jak dla mnie tekst jest zbyt oceniający, obrażający kobiety, które mają inne zdanie niż jego autorka. Mam wręcz wrażenie, że ona czuje się w jakiś sposób lepsza od tych wspomnianych koleżanek. Tymczasem powodów nazwiska może być wiele chociażby, tak jak ktoś wcześniej wspomniał, że mógłby zmienić nazwisko ze względu na jego ładniejsze brzmienie. Jest to wchodzenie komuś butami w prywatne decyzje, podobne do oceniana decyzji o chęci posiadania dziecka lub jej braku ;)

LASeczka
gimnASjalista
Posty: 16
Rejestracja: 5 sty 2018, 15:47

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: LASeczka » 14 kwie 2019, 18:57

Ja mam nazwisko rzadkie i uważane za dziwne i chętnie bym zmieniła na jakieś zwykłe

pawcio1978
AS gaduła
Posty: 467
Rejestracja: 28 lut 2008, 19:18
Lokalizacja: Dąbrowa Górnicza

Re: Nazwisko po mężu

Post autor: pawcio1978 » 14 kwie 2019, 22:10

Gdyby przyszła żona miała ciekawe nazwisko to zmieniłbym swoje na jej nazwisko.

ODPOWIEDZ