Nie jestem hepi, bo...

Nie każdego dnia ptaszki ćwierkają. Jak Ci się ten dzień przydarzy, my wysłuchamy.
Dun Wodis
ciAStoholik
Posty: 310
Rejestracja: 23 sie 2018, 11:53

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: Dun Wodis »

W czwartek pożegnałem się i opuściłem piękną ojczyznę. Moje szanse na spotkanie polskiej Aśki wynoszą aktualnie 0. W kraju to było wiele razy więcej (czyli też 0 dla niematematycznych).
Nawet jak spróbujesz, nie dowiesz się co to seks.
Zamiast PIV wolę 5 piw.
Dun Wodis
ciAStoholik
Posty: 310
Rejestracja: 23 sie 2018, 11:53

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: Dun Wodis »

Sangjusi jest oddalone od szlaku 4 rzek jakieś 10 km. Odbiłem szukając noclegu. Zaraz trafiłem guest house. Było napisane po angielsku koreańskimi literkami. Tyle to czytam. Cena się zgadza. Drogo, ale z wyżywieniem. Biorę. Gospodarze dają mi kapcie. Ok. Kask mam odwiesić w pomieszczeniu dla rowerów. Dalej nie można. Ok. Tylko gotówka. Mogę zobaczyć pokój? Ok. Może być zważywszy że dom przypomina historyczny. Naprawdę robi wrażenie. Podesty. Zdejmowanie obuwia. Patio z kuchnią. Skąd jesteś? Z Polski. Zanim wejdę mam wziąć prysznic we wspolnym pomieszczeniu na zewnatrz i przebrać się w przygotowane stroje. Gospodyni wszystko mi wypierze. No to już miałem dość. Trochę za dużo wymagań. Podziękowałem. Pojechałem dalej do miasta. Znalazłem super hotel w śmiesznej cenie. Żadnych warunków. Od jakiejś tam godziny ceny noclegów spadają. Tym razem nie dostałem prezerwatyw.
Nawet jak spróbujesz, nie dowiesz się co to seks.
Zamiast PIV wolę 5 piw.
Dun Wodis
ciAStoholik
Posty: 310
Rejestracja: 23 sie 2018, 11:53

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: Dun Wodis »

W Korei liczę juz 945 km. Do P/B/Fusan zostało 100 km. Jutro pyknie 1000 km. Dzisiaj robiłem same błędy. Lokal airbnb w Daegu był oddalony jakieś 12 km od szlaku. Ponad godzina. Mają strasznie długie swiatła. Trasy rowerowe w mieście (są wszędzie, chodnikiem też można jeździć, na stronach gov.pl ostrzeżenie, że chodnikami mogą jeździć skutery, potwierdzam) zastawione samochodami, miejscowi chodzą zapatrzeni w komórkę. Zwykle rano chcę podziwiać miasto wracając na szlak. Nie było czego. Do lokalu jechałem wzdłuż linii metra 1, wracałem 2. Trzeba było zostawić przypięty rower obok szlaku i jechać metrem. Mam kartę ważna na całą Koreę. Rower można przewozić tylko w weekend. I to nie na każdej trasie metra. Swoją drogą Korea to jeden z nielicznych krajów, w którym wiele miast ma metro. Do głównej atrakcji Daegu parku rozrywki nie dotarłem z powodu czasu. Widziałem tylko wieżę z okien. Apartament fajny i wygodny. Szlak z Daegu zaczał się wzorowo. Jak zawsze. Rowerowe eldorado. W pewnym momencie dzielił się na 2 trasy. Jadę na ślad z neta i mapy.cz. Pisało jak byk, że w prawo dla MTB. Nie wiem czemu tamtędy pojechałem. Nie mam MTB. Mam sakwy. Tak prowadził ślad z neta podzielony na odcinki po około 100 km. Była wspinaczka na 150 m. Niby spoko, ale zanim dotarłem do połowy (już na 150m) trafiłem na ciężkie roboty. Ogromne kamienie (skały), ciężki sprzęt. Musiałem wybrać objazd. Dobrze, że był. Straciłem godzinę. Ledwo przekroczyłem most na Nakdong (już nie Han, rzekę znam od strony ujścia z czerwca/lipca z pobytu w Pusan) znowu podjazd 150 m. Jak się okazało nie ostatni. Podjazdy tak strome, że zostaje prowadzenie roweru. Korea to jednak góry. Chociaż jadę wzdłuż rzek. Góry widać w każdym kierunku. Gdzie się nie spojrzy. Ale już nie miałem wyboru. Jadę szlakiem. Z kolejnej góry zjeżdżałem po zmroku (dzień krótki, godzinę straciłem wcześniej). Mam świetną lampkę. Zdarzył mi się jednak incydent. Nie wywróciłem się, ale rozciąłem palec na rączce hamulca. Wygladało tragicznie. Wiszący płat skóry. Krew się lała. Mam ubezpieczenie. Może skorzystam. Do hotelu wszedłem z ulicy. Jedyne 190 zł. Pokój na 4 osoby, więc raczej nie love hotel. Przyjazny dla rowerzystów. Jest czysto. Koreańskie hotele mają wszystko: lodówka, mikrofala, czajnik, kawa, herbata, woda mineralna, napoje, ciasteczka, komputer, klima, wiatraczek, dużo kosmetyków, pastę do zębów, kubki, chusteczki, patyczki do uszu, kapcie, szlafroki. Można wejść z niczym. Ale nie mają ręczników kąpielowych ani kabin/zasłonek prysznicowych. Obok trafiłem wyśmienite jedzenie. Apteki już zamknięte.
Nawet jak spróbujesz, nie dowiesz się co to seks.
Zamiast PIV wolę 5 piw.
plACEbo
gimnASjalista
Posty: 17
Rejestracja: 24 lis 2018, 01:44

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: plACEbo »

Osoba, na której mi zależy i z którą miałam naprawdę dobry kontakt zaczęła mnie unikać i niechętnie ze mną rozmawia. Nie wiem jaki jest powód, wszystko było dobrze i nagle jednego dnia to się zmieniło...
Dun Wodis
ciAStoholik
Posty: 310
Rejestracja: 23 sie 2018, 11:53

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: Dun Wodis »

Nie przewidziałem. Nie ma możliwości dojazdu do Soulu. Bilety wyprzedane. Jak to możliwe? Pociąg powinien być obsadzony w 90%. Jak jest 100% to się wagoniki dodaje i kasuje ekstra. Pociągi KTX (jechałem 280 km/h, podobno jeżdżą do 350 km/h) obsadzone na 3 dni naprzód. Może dalej. Nie sprawdzałem. Do Soulu mniej niż 3 godziny. Mam już bilet na jutro. Inna linia. Ale wyjdzie ponad 5 godzin. Dobrze, że miejsce siedzące, bo na dzisiaj były tylko stojące. Dopiero po 18. Ale bez roweru. Ta sama cena z rowerem i bez. Wróciłem do hotelu obok dworca. Po koncercie BTS śmieszna cena 140 zeta. Nawet pościel ta sama. Zostawiłem plamki z krwi z palca. Dzisiaj pojeździłem po Pusan. Po miesiącu wcześniej naprawdę nie mam tu nic do zobaczenia. Obawiam się, że dotarcie na Czedżu zajmie 2 doby.
Nawet jak spróbujesz, nie dowiesz się co to seks.
Zamiast PIV wolę 5 piw.
Dun Wodis
ciAStoholik
Posty: 310
Rejestracja: 23 sie 2018, 11:53

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: Dun Wodis »

Niefajnie. 18 października jeździlem po Itaewon. Była piękna pogoda. Chłodno. Itaewon Class oczywiście zaliczone. Zapamiętałem ulicę ze starymi meblami. Piękne widoki na N tower. Dużo podjazdów. Po drodze pod jednym lokalem myślałem, że K-drama kręcą. Był sprzęt i ludzie. Też wypatrywałem celebrytow. Jechałem pod samym hotelem Hamilton. Z zegarkiem Hamilton na ręce. Właśnie odtworzyłem przejazd z rejestracji. Stacja metra Itaewon. Główna ulica. Szeroko. W chodniku powitalne odlewy w różnych językach à la Hollywood. Polskiego nie trafiłem. W bocznych uliczkach uroczo i klimatycznie.
Nawet jak spróbujesz, nie dowiesz się co to seks.
Zamiast PIV wolę 5 piw.
Nautilus1992
ciAStoholik
Posty: 310
Rejestracja: 6 wrz 2017, 01:57

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: Nautilus1992 »

... bo kończy się sezon motocyklowy.
All this pain is an illusion...
Dun Wodis
ciAStoholik
Posty: 310
Rejestracja: 23 sie 2018, 11:53

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: Dun Wodis »

... mecze w Korei wypadają poźno. Ok. północy.
Nawet jak spróbujesz, nie dowiesz się co to seks.
Zamiast PIV wolę 5 piw.
Dun Wodis
ciAStoholik
Posty: 310
Rejestracja: 23 sie 2018, 11:53

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: Dun Wodis »

Koniec listopada a Koreańczycy dalej chodzą. Jutro ma być piękna pogoda. Nie tak ciepło jak dzisiaj czy wczoraj, ale bez zachmurzenia. Na Hallasan chciałem się wybrać, żeby w chmurach nie chodzić. Wszystkie miejsca z rezerwacji zajęte.
Nawet jak spróbujesz, nie dowiesz się co to seks.
Zamiast PIV wolę 5 piw.
Dun Wodis
ciAStoholik
Posty: 310
Rejestracja: 23 sie 2018, 11:53

Re: Nie jestem hepi, bo...

Post autor: Dun Wodis »

Na Hallasan jednak udało mi się dostać. Parę godzin później zwolniła się rezerwacja i się wstrzeliłem. Już historia. Natomiast dzisiaj (właściwie to już wczoraj) zupełna porażka. Udałem się na drugi koniec wyspy do jaskini Mandżang. Pierwsza środa miesiąca. Zgadnij kiedy jest zamknięte raz w miesiącu. No nie sprawdziłem. Razem z 5 godzin w autobusach. Na Czedżu są tylko autobusy. Komunikacja to bajka. Ale widok koreańskich studentek nagradza wszystko. Google pokazał 15°C. Do końca mojego pobytu ma być piękna pogoda.
Nawet jak spróbujesz, nie dowiesz się co to seks.
Zamiast PIV wolę 5 piw.
ODPOWIEDZ